Minęło Boże Narodzenie, przed nami o wiele bardziej świecki Sylwester i Nowy Rok. W Warszawie Sylwester już nie tylko bez zabawy ulicznej (o to dbał nie od dziś prezydent miasta Lech Kaczyński, dziś miłościeiwe całej Polsce panujący) ale nawet bez oficjalnych fajerwerków, dość często i przy byle okazji rozjaśniających warszawskie noce; w Łodzi - zabawa uliczna, ale bez alkoholu pod żadna wykrywalna postacią. Bezpański warszawski ratusz tłumaczy rzecz zagrożeniem terrorystycznym (wplącze się w świętujący tłum jakiś bezsenny miłośnik Al-Kaidy obwieszony fajerwerkami o zwiększonej mocy rażenia - i co) tudziez tym, że: "Z badań wynika, że ponad połowa warszawiaków nie chce uczestniczyć w takiej imprezie."Z tych samych badań musi nieuchronnie wynikać, że niemal połowa warszawiaków chce uczestniczyć - to rzecz jasna przesada, słomiany ogień - żaden plac tylu by nas nie pomieścił. Ale władze swoje wiedzą - wybieraja wygodne im pół prawdy, a nawet tak zwaną większą połowę. A może po prostu boja sie wszelkich zgromadzeń - może maja już wizję ludzi gromadzących się na ulicach i skandujących: co? Niewiele trzeba, by sterroryzować Warszawę, wcześniej na własne życzenie poddaną władzy Lecha Kaczyńskiego; niewiele trzeba, by sterroryzować umysły rządzących - zwłaszcza wtedy, gdy to umysły mierne. |