Co sądzicie o tym, że abstynencja z samego powodu szkodliwości alkoholu jest nierozsądną? Chodzi o to, że jest to zbyt skrajne podejście, podobnie jak wszystkie inne skrajności. Nierozsądne są wszelkie skrajne podejścia, a człowiek się nie zatruje jak trochę wypije alkoholu. Podobnie nie można nazwać palaczem papierosów kogoś, kto raz w życiu zapali papierosa. Nie zatruje się przecież jednym papierosem. Jeśli chodzi o zabijanie komórek to istotne jest również to, że uderzenie ręką w czoło również zabija komórki nerwowe. Jest to podobna ilość do ilości komórek zabitych po kilku łykach wina. Proszę również nie podawać argumentu o tym, że w takim razie niespróbowanie kupy byłoby zbyt skrajnym poglądem. Być może też jest to zbyt skrajny pogląd, podobnie jak abstynencja od alkoholu, ale też argumentem za niespróbowaniem kupy może być to, że jest to bez sensu, ponieważ jest to produkt wydalany z organizmu, a więc po co jeść coś, czego organizm i tak nie przyjmie. Proszę również nie mówić o tym, że gorączka też ma swoje pozytywne strony jako argument przeciwko absynencji, bo gorączka jest właśnie dobra w czasie choroby, bo pomaga ją zwalczyć, zabijając różne bakterie itp. Paracelsus powiedział, że wszystko jest lekarstwem i trucizną. Zależy od dawki, czy działa jak trucizna, czy nie. Niedawno odkryto nawet, że arszenik w małych ilościach jest zdrowy. Nawet słyszałem, że rtęć jest zdrowa w bardzo małych ilościach. Jak się napije ktoś za dużo soku, to również mu zaszkodzi. Poza tym alkohol jest związkiem organicznym, więc spełnia pewne kryterium produktu spożywczego. |