Racjonalista - Strona głównaDo treści
Następne kroki Giertycha!

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
15-07-2006 13:22Gedeon (11 punktów)Następne kroki Giertycha!
Minister Giertych dostał pstryczka w nos od ambasadora Izraela, który nie chciał z nim rozmawiać o kolejnym Marszu Żywych na terenie niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau i spotkań młodzieży izraelskiej z ich polskimi rówieśnikami. Nie chciał, gdyż uważał, że nie należy rozmawiać z reaktywatorem Młodzieży Wszechpolskiej z jej niesławną antysemicką ideologią i przedwojenną tradycją.
Giertych oczywiście, że się zacukał, bo i jak taki afront spokojnie przyjąć, ale widać, że nie jest palcem robiony, wiec odciął się od dawnej ideologii MW. Mało, że się odciął, to oświadczył wszem i wobec, że nie jest antysemitą i że bardzo kocha i szanuje naród żydowski. Dla uwiarygodnienia swoich słów, pojechał nieproszony na obchody rocznicy pogromu Żydów w Jedwabnem. Że niby taki sprawiedliwy i to on sam, gdyż nie było na tej uroczystosci przedstawicieli Rządu, Prezydenta i Episkopatu.
Jestem ciekaw, ile w tym hipokryzji Giertycha, ile zwykłego cwaniactwa, a ile dobrej woli?
Pomny licznych protestów młodzieży przeciwko jego osobie i kuriozalnym pomysłom oświatowym, wpadł na kolejny pomysł, który moim zdaniem jest sensowny i trzyma się kupy i ma szansę na realizację.
Jak wiadomo, w tym roku maturę oblał co czwarty zdający. Świadczy to o słabym przygotowaniu szkół do przekazania wiedzy swoim uczniom. Na plus należy zapisać szkołom, że musieli stary, czteroletni program nauczania przerobić w trzy lata. Mało tego. Testy egzaminacyjne były dostosowane dla geniuszy i nie zakładały nierównych szans i okresu przejściowego z cztero na trzyletni (czyli brak pomysłu).
Pomysł Giertycha na amnestię dla tych, którzy oblali maturę z jednego przedmiotu, a z pozostałych uzyskali minimum 30%, jest moim zdaniem dobry, gdyby nie jedno ale. Mam bowiem wątpliwości, czy nie jest to próba uspokojenia nastrojów wśród młodzieży i zyskania sobie zwolenników (taki sprawiedliwy i ludzki pan) wśród ich rodziców i samych uczniów, i studenckiej braci. Bowiem wiekszość pechowych żaków z "amnestyjną" maturą ma szansę na studia w wrześniowym naborze.
Jeśli rzeczywiście Giertych kierował się rozsądkiem i uznał, że nie należy karać młodzież za niedokończoną reformę oświaty, to szczęść mu Boże. Ale jeśli stoi za tym jego cwaniactwo (jest przecież prawnikiem i adwokatem) i kunktatorstwo, to niech ręka Boska broni - brata naszego Giertycha.
Po dalszych owocach poznamy przwdziwe intencje Giertycha. Oby to były zdrowe owoce, a nie zgniłki i robaczywki.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

enfant (64444 punktów)
>Pomysł Giertycha na amnestię dla tych, którzy oblali maturę
>z jednego przedmiotu, a z pozostałych uzyskali minimum 30%,
>jest moim zdaniem dobry,

Pomysł jest bardzo dobry i wbrew pozorom bardzo sprawiedliwy. Osobiście znam kilkanaście przypadków, gdy matury nie zdali uczniowie uważani za świetnych, nazywani "premierami", "mistrzami", itp. Nie zdali, bo pomimo wysokich wyników z większości egzaminów, zabrakło im kilku procent do osiągnięcia progu 30% z jednego przedmiotu. Dzięki decyzji ministra Giertycha, tacy ludzie dostaną się na zasłużone studia. Brawo Roman!

>gdyby nie jedno ale. Mam bowiem
>wątpliwości, czy nie jest to próba uspokojenia nastrojów
>wśród młodzieży i zyskania sobie zwolenników (taki
>sprawiedliwy i ludzki pan) wśród ich rodziców i samych
>uczniów, i studenckiej braci. Bowiem wiekszość pechowych
>żaków z "amnestyjną" maturą ma szansę na studia w
>wrześniowym naborze.

Niestety, nie mam wątpliwości, że decyzja została podjęta ze strachu przed Inicjatywą Uczniowską i podobnymi organizacjami. Jednak nawet jeśli rzeczywiście tak jest, decyzja nie jest populistyczna, lecz popularna i słuszna.

>Po dalszych owocach poznamy prawdziwe intencje Giertycha.
>Oby to były zdrowe owoce, a nie zgniłki i robaczywki.

Zgniłki i robaczywki to "eksperci" pokroju pani Radziwiłł, czy człowieka, który zrobił reformę dla "polskich uczni" - pana Handke z AWS. Nie mówiąc już o twórcy, jakże pieczołowicie przygotowanej i rozwijającej, nowej matury - pani Łybackiej z SLD, jednej z twarzy "polskiej lewicy".
mohawk (2936 punktów)
>Niestety, nie mam wątpliwości, że decyzja została podjęta ze strachu przed Inicjatywą Uczniowską i podobnymi organizacjami.
Naprawdę uważasz, że Giertych boi się Inicjatywy Uczniowskiej? Przecież ten "układ" z o wiele poważniejszymi skupiskami łże-elit się nie liczy i stara się je zneutralizować; tak więc trudno go posądzać, iżby drżał przed grupą dzieciaków. Nie wahano się nawet - i to bynajmniej nie ze strachu - użyć siły wobec pikietujących ministerstwo uczniów. Wymowa tych działań jest jasna: znajcie swoje miejsce, albo dostaniecie pałą, jak Wierzejski przykazał.

>Zgniłki i robaczywki to "eksperci" pokroju pani Radziwiłł, czy człowieka, który zrobił reformę dla "polskich uczni" - pana Handke z AWS. Nie mówiąc już o twórcy, jakże pieczołowicie przygotowanej i rozwijającej, nowej matury - pani Łybackiej z SLD, jednej z twarzy "polskiej lewicy".
Nie jestem na bieżąco w temacie, ale wydawało mi się, że akurat Łybacką krytykowano za chęć opóźnienia wprowadzenia w życie nowej matury...
enfant (64444 punktów)
>>Niestety, nie mam wątpliwości, że decyzja została podjęta ze strachu przed Inicjatywą Uczniowską i podobnymi organizacjami.
>Naprawdę uważasz, że Giertych boi się Inicjatywy Uczniowskiej? Przecież ten "układ" z o wiele poważniejszymi skupiskami łże-elit się nie liczy i stara się je zneutralizować; tak więc trudno go posądzać, iżby drżał przed grupą dzieciaków. Nie wahano się nawet - i to bynajmniej nie ze strachu - użyć siły wobec pikietujących ministerstwo uczniów. Wymowa tych działań jest jasna: znajcie swoje miejsce, albo dostaniecie pałą, jak Wierzejski przykazał.

Oczywiście, że Giertych boi się tej młodzieży. Protesty antygiertychowe to nie jest jednorazowa parada, to ogromny wybuch społeczny. Jeżeli jednym pociągnięciem pióra minister może ugasić ogień wśród zbuntowanej młodzieży, czyni to. Nie wiadomo, co by było we wrześniu. Wielka liczba osób nie zgadza się z jego obecnością w rządzie. To nie są żarty.

>>Zgniłki i robaczywki to "eksperci" pokroju pani Radziwiłł, czy człowieka, który zrobił reformę dla "polskich uczni" - pana Handke z AWS. Nie mówiąc już o twórcy, jakże pieczołowicie przygotowanej i rozwijającej, nowej matury - pani Łybackiej z SLD, jednej z twarzy "polskiej lewicy".
>Nie jestem na bieżąco w temacie, ale wydawało mi się, że akurat Łybacką krytykowano za chęć opóźnienia wprowadzenia w życie nowej matury...

Pewnie opóźniała, ale to jednak za jej kadencji wprowadzono tę maturę. Jakby chciała, to by ją inaczej przygotowała, o ile w ogóle by przyjęła.
mohawk (2936 punktów)
>Oczywiście, że Giertych boi się tej młodzieży. Protesty antygiertychowe to nie jest jednorazowa parada, to ogromny wybuch społeczny. Jeżeli jednym pociągnięciem pióra minister może ugasić ogień wśród zbuntowanej młodzieży, czyni to. Nie wiadomo, co by było we wrześniu. Wielka liczba osób nie zgadza się z jego obecnością w rządzie. To nie są żarty.
Ieee tam. Skala protestów była rzeczywiście jak na nasz kraj duża, ale nie przesadzałbym. Nie bardzo też widzę, dlaczego Giertych miałby się przejąć tymi protestami łże-elit in statu nascendi. Jakby co znowu potraktuje uczniaków pałami pod ministerstwem i będzie "spokój". Swoją drogą, mimo iż trudno posądzać go o nadmierne kompetencje w dziedzinie edukacji, trudno również znaleźć powód, dla którego bezwzględnie powinien odejść. Jak ktoś napisał - to dzięki Giertychowi wzbudzony został potencjał społecznego sprzeciwu; jego nominacja uświadomiła wszystkim, że z polską szkołą nie dzieje się dobrze, a uosobieniem tego zła stał się Giertych - ale przecież nie można zapominać, że jego poprzednicy utrzymywali generalnie ten sam kurs. A wówczas protestowała tylko nieliczna grupka młodzieży skupiona w Inicjatywie Uczniowskiej.
enfant (64444 punktów)
>>Oczywiście, że Giertych boi się tej młodzieży. Protesty antygiertychowe to nie jest jednorazowa parada, to ogromny wybuch społeczny. Jeżeli jednym pociągnięciem pióra minister może ugasić ogień wśród zbuntowanej młodzieży, czyni to. Nie wiadomo, co by było we wrześniu. Wielka liczba osób nie zgadza się z jego obecnością w rządzie. To nie są żarty.
>Ieee tam. Skala protestów była rzeczywiście jak na nasz kraj duża, ale nie przesadzałbym(...).

Jednak wydaje mi się, że Giertych liczy się z tym ogromnym sprzeciwem. Gdyby był ministrem pracy, gospodarki, itp., to by się nie bał uśpionego nieco ludu i jego nielicznych protestów, czy najmniejszych wyrazów niezadowolenia. Młodzież to co innego. Nie można prowadzić jakkolwiek skutecznej polityki oświatowej, mając pod sobą taki bunt (nie tylko młodzieży, zresztą). Może nie czuł strachu, ale wpadając na odpowiedni pomysł, zrealizował go bez wysiłku, żeby sobie ułatwić robotę. Nie widzę tutaj innych grup, którym miałby się tym pomysłem podlizać. Możliwe, że wcale nie zabiegał "maturalnym gestem" o czyjekolwiek poparcie. Jeśli tak, to tym większy szacun dla sprawnego ministra.
mrx95
Nie wiem czym sie Panowie zachwycacie i komu bijecie brawo. Pomysł RG jest jednym z gorszych pomysłów i tak już kiepskiego rządu. Zasady były proste.. zasady te zostały złamane i pokazał to nie kto inny jak człowiek odpowiedzialny za oświatę. Przyklad dla młodzieży jest naprawdę baardzo pouczający. Poza tym dlaczego tylko ci, ktorzy nie zdali jednego przedmiotu a nie np dwóch ? Idzmy dalej .. po co wogole matura.. puścic całe rzesze dyslektyków i dysortografów nie potrafiących dodawac ułamków na wyższe uczelnie - najlepiej techniczne.
Moim skromnym zdaniem skoro fachowcy (?) uznali, że młody człowiek powinien posiadać odpowiednie kompetencje a miarą tego będzie zaliczony test kompetencyjny zwany "nową maturą", który jest jednoczesnie "przepustką" na studia, to tej zasady należy się trzymac bez względu na mierne wyniki z tego roku. Być może taka terapia wstrząsowa zwróci uwagę społeczeństwa na tragiczną efektywność nauczania na etapie szkoły podst. , gimazjum itd. Być może dyplom ukończenia uczeli nie będzie tylko zwykłym papierem świadczącym o tym, że imć pan mgr czy tez inż. uczęszczał ( jak chciał) przez lat parę na tzw wykłady.
enfant (64444 punktów)
>Nie wiem czym sie Panowie zachwycacie i komu bijecie brawo. Pomysł RG jest jednym z gorszych pomysłów i tak już kiepskiego rządu. Zasady były proste.. zasady te zostały złamane i pokazał to nie kto inny jak człowiek odpowiedzialny za oświatę. Przyklad dla młodzieży jest naprawdę baardzo pouczający.

Dyskutujmy nad tym, czy sama zmiana jest sprawiedliwa. Jeżeli nie, to nie. A jeżeli tak, to argumenciki o "demoralizacji", "złym przykładzie dla młodzieży" możesz wyrzucić do kosza. I opróżnić.

>Poza tym dlaczego tylko ci, ktorzy nie zdali jednego przedmiotu a nie np dwóch ? Idzmy dalej .. po co wogole matura.. puścic całe rzesze dyslektyków i dysortografów nie potrafiących dodawac ułamków na wyższe uczelnie - najlepiej techniczne.

No właśnie nie idziemy dalej, bo nie jesteśmy idiotami z głupim pomysłem, tylko rozsądnymi ludźmi prezentującymi sprawiedliwą, wyważoną i dobrą ideę. Tym "argumentem" o pójściu dalej można skompromitować każdy genialny pomysł. Jednocześnie bezwzględnie kompromitując samego siebie.

>Moim skromnym zdaniem skoro fachowcy (?) uznali, że młody człowiek powinien posiadać odpowiednie kompetencje a miarą tego będzie zaliczony test kompetencyjny zwany "nową maturą", który jest jednoczesnie "przepustką" na studia, to tej zasady należy się trzymac bez względu na mierne wyniki z tego roku.

A wiesz dlaczego jest przepustką na studia? Bo wynik z wymaganego przedmiotu decyduje o wejściu na kierunek. Nie wyniki z wszystkich egzaminów, lecz z tych wymaganych (np. na medycynę - z biologii, chemii, itp.). Czyli specyfiką i sensem "nowej matury", czy się nam to podoba, czy nie, jest ukierunkowanie młodzieży na konkretne kierunki.

>Być może taka terapia wstrząsowa zwróci uwagę społeczeństwa na tragiczną efektywność nauczania na etapie szkoły podst. , gimazjum itd. Być może dyplom ukończenia uczeli nie będzie tylko zwykłym papierem świadczącym o tym, że imć pan mgr czy tez inż. uczęszczał ( jak chciał) przez lat parę na tzw wykłady.

Poprawiać system trzeba poprawiając go. Gadanie o poprawie uzyskanej dzięki krzywdzeniu ludzi, które nazywasz terapią wstrząsową, jest ohydne.
kimak (2276 punktów)
>Pomysł jest bardzo dobry i wbrew pozorom bardzo sprawiedliwy. Osobiście znam kilkanaście przypadków, gdy matury nie zdali uczniowie uważani za świetnych, nazywani "premierami", "mistrzami", itp. Nie zdali, bo pomimo wysokich wyników z większości egzaminów, zabrakło im kilku procent do osiągnięcia progu 30% z jednego przedmiotu.

Podnoszą mi się resztki włosów na głowie, jak to czytam. Skoro jest jasne kryterium, to należy je spełnić. Nowej matury nie zaliczali głównie ludzie po technikach. Moja żona jest nauczycielką i wiem, jaki poziom prezentuje młodzież z takich szkół (oczywiście nie wszystkich i nie każda). Próg 30% pktów na zaliczenie, to śmiesznie niskie kryterium. Nie twierdzę, żeby od razu wprowadzać oxfordzki system liczenia punktów, ale progiem zaliczenia powinna być chyba chociaż połowa punktów.
Zachowanie Giertycha uczy młodzież, że zawsze można się prześlizgnąć. Zawsze jest jakaś furtka. Zamiast wychowywać - demoralizuje. Ten pan powinien zostać natychmiast zdymisjonowany.
Wcale nie uważam, że 21 % oblanych matur to dramatyczny wynik. W końcu egzamin powinien odsiewać najsłabszych. Można by mówić o przegięciu, gdyby nie zdała ponad połowa maturzystów. To by oznaczało, że albo poziom oświaty jest tragiczny, albo egzamin zbyt ostry.
Na koniec - proszę wybaczyć, ale nazywanie kogoś "mistrzem", kto nie potrafi zdobyć 30% punktów z jakiegoś przedmiotu, może wprawić w osłupienie. Matura to nie tylko jeden przedmiot, w dodatku czyjś konik. Powinien przygotować się do wszystkich przedmiotów. Jeśli nie zdał, następne podejście za pół roku. Nazywajmy rzeczy po imieniu -dla mnie to po prostu matoł. Matoł, bo albo nie jest w stanie opanować materiału, albo zlekceważył egzamin.
Róbmy sobie takie prezenty, nazywajmy się mistrzami i poklepujmy wzajemnie po plecach. Z matury uczyńmy tylko następny rytuał, a w końcu obudzimy się w kraju notorycznych matołów.
Pozdrawiam


"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
enfant (64444 punktów)
>>Pomysł jest bardzo dobry i wbrew pozorom bardzo sprawiedliwy. Osobiście znam kilkanaście przypadków, gdy matury nie zdali uczniowie uważani za świetnych, nazywani "premierami", "mistrzami", itp. Nie zdali, bo pomimo wysokich wyników z większości egzaminów, zabrakło im kilku procent do osiągnięcia progu 30% z jednego przedmiotu.
>Podnoszą mi się resztki włosów na głowie, jak to czytam. Skoro jest jasne kryterium, to należy je spełnić. Nowej matury nie zaliczali głównie ludzie po technikach. Moja żona jest nauczycielką i wiem, jaki poziom prezentuje młodzież z takich szkół (oczywiście nie wszystkich i nie każda).

Jeżeli jest tam niski poziom, to trzeba coś z tym zrobić. Wprowadzono niedawno nową maturę. Póki co jest to eksperyment przeprowadzany na żywych ludziach. Trzeba poluzować wymogi zdania matury po pierwsze ze względu na ten fakt. Po drugie, kompletnie nie widzę powodu, dla którego geniusz analityczny, hiperścisły umysł miałby nie zdać matury z powodu słabej znajmości historii. A znam takie przypadki.

>Próg 30% pktów na zaliczenie, to śmiesznie niskie kryterium. Nie twierdzę, żeby od razu wprowadzać oxfordzki system liczenia punktów, ale progiem zaliczenia powinna być chyba chociaż połowa punktów.

Jeśli przyjmiemy, że trzeba zdać wszystkie egzaminy, by otrzymać świadectwo, to progi są wysokie. Znam osobiście kilka przypadków, w których "prymusy" nie zdawały przez jeden egzamin, z którego mieli 28, 29%!! Z pozostałych mieli około 70, 80%. Przez ten próg nie zdali, choć zasłużyli. Ostatecznie zdali, właśnie dzięki Giertychowi.

>Zachowanie Giertycha uczy młodzież, że zawsze można się prześlizgnąć. Zawsze jest jakaś furtka. Zamiast wychowywać - demoralizuje. Ten pan powinien zostać natychmiast zdymisjonowany.

Nie będę polemizował ze smętami o demoralizacji, bo aż mi się cała czupryna jeży na głowie, gdy to czytam. Jeżeli decyzja jest zła w stosunku do ogółu maturzystów, to jest zła i nie ma co gadać o demoralizacji. Natomiast, jeśli ci maturzyści zasłużyli, to zasłużyli. Korzystna zmiana prawa nie może być odbierana jako demoralizacja. Poza tym, to nie jest żadna furtka. Decyzja nie została podjęta pod wpływem skarg. Po prostu jest to stała zmiana, obejmująca także ten rocznik, żeby nie było niesprawiedliwości.

>Wcale nie uważam, że 21 % oblanych matur to dramatyczny wynik. W końcu egzamin powinien odsiewać najsłabszych. Można by mówić o przegięciu, gdyby nie zdała ponad połowa maturzystów. To by oznaczało, że albo poziom oświaty jest tragiczny, albo egzamin zbyt ostry.
>Na koniec - proszę wybaczyć, ale nazywanie kogoś "mistrzem", kto nie potrafi zdobyć 30% punktów z jakiegoś przedmiotu, może wprawić w osłupienie. Matura to nie tylko jeden przedmiot, w dodatku czyjś konik. Powinien przygotować się do wszystkich przedmiotów. Jeśli nie zdał, następne podejście za pół roku. Nazywajmy rzeczy po imieniu -dla mnie to po prostu matoł. Matoł, bo albo nie jest w stanie opanować materiału, albo zlekceważył egzamin.

Odsiewać najsłabszych, matołów?

Krótka piłka:
Maturzysta A zdał wszystkie 5 egzaminów na 31%.
Maturzysta B zdał 4 z 5 egzaminów na 91%, ale jeden zdał na 29%.
Który z nich jest matołem, a który zasługuje na studia?

A widzisz!

>Róbmy sobie takie prezenty, nazywajmy się mistrzami i poklepujmy wzajemnie po plecach. Z matury uczyńmy tylko następny rytuał, a w końcu obudzimy się w kraju notorycznych matołów.

"Poklepmy kretyna, który prześlizgnął się na 31 procentach, a zniszczmy wybitnego inteligenta, któremu nie wyszło z jednego przedmiotu. Chwała twardemu i debilnemu prawu! Precz z Giertychem, bo się nazywa Giertych! Obojętnie, co zrobi zgnojmy, bo z LPR-u! Jeśli uratuje świat, to nazwijmy go wrednym populistą!"

Nie, dziękuję.
kimak (2276 punktów)
>Jeżeli jest tam niski poziom, to trzeba coś z tym zrobić. Wprowadzono niedawno nową maturę. Póki co jest to eksperyment przeprowadzany na żywych ludziach. Trzeba poluzować wymogi zdania matury po piersze ze względu na ten fakt.
Eksperyment??? Wiesz, ile czasu ją przygotowywano???
> Po drugie, kompletnie nie widzę powodu, dla którego geniusz analityczny, hiperścisły umysł miałby nie zdać matury z powodu słabej znajmości historii. A znam takie przypadki.
Człowieku!!! Co Ty wiesz o tej maturze??? Historia nie była przedmiotem obowiązkowym na maturze!!!. Jeśli ją wybrał, to sam sobie jest winien. To żadne tłumaczenie.
>Jeśli przyjmiemy, że trzeba zdać wszystkie egzaminy, by otrzymać świadectwo, to progi są wysokie. Znam osobiście kilka przypadków, w których "prymusy" nie zdawały przez jeden egzamin, z którego mieli 28, 29%!! Z pozostałych mieli około 70, 80%. Przez ten próg nie zdali, choć zasłużyli.
Nieprawda! Kryteria były jasne. Skoro mieli mniej punktów, to nie zasłuzyli.
> Ostatecznie zdali, właśnie dzięki Giertychowi.
Hahaha!!! Sam przyznajesz - zdali dzięki Giertychowi. Poza tym nikt nie zabrania im zdać matury w następnym podejściu, skoro są tacy dobrzy. Swoją drogą matura, czyli egzamin dojrzałości uczciwie weryfikuje to ich "mistrzostwo".. Tutaj nie ma możliwości korzystania z opracowań, zeszytów z poprzednich lat i temu podobnych sposobów, których tacy "prymusi" lubią się imać.

>Nie będę polemizował ze smętami o demoralizacji, bo aż mi się cała czupryna jeży na głowie, gdy to czytam. Jeżeli decyzja jest zła w stosunku do ogółu maturzystów, to jest zła i nie ma co gadać o demoralizacji. Natomiast, jeśli ci maturzyści zasłużyli, to zasłużyli. Korzystna zmiana prawa nie może być odbierana jako demoralizacja. Poza tym, to nie jest żadna furtka. Decyzja nie została podjęta pod wpływem skarg.
Decyzja była czysto polityczna. Sam twierdzisz, że skarg nie było, czyli ogół uznał kryteria i maturę za sprawiedliwą. Zaprzeczasz tym twierdzeniem swoim wszystkim wywodom. Logika się kłania.
>Po prostu jest to stała zmiana, obejmująca także ten rocznik, żeby nie było niesprawiedliwości.
Który rocznik?

>Odsiewać najsłabszych, matołów?
>Krótka piłka:
>Maturzysta A zdał wszystkie 5 egzaminów na 31%.
>Maturzysta B zdał 4 z 5 egzaminów na 91%, ale jeden zdał na 29%.
>Który z nich jest matołem, a który zasługuje na studia?
>A widzisz!

A oto inne piłki:
1. Maturzysta A zdał 4 egzaminy na 37,5%, ostatni sobie olał i zobył 0%. Zdał.
2. Maturzysta B zdał 3 egzaminy na 95%, a 2 na 29,50%. Nie zdał.

Takie głupie przykłady można mnożyć bez końca. Jest mi przykro, że osoba będąca moderatorem na portalu Racjonalizm stosuje takie tanie chwyty. Po prostu wstyd. Kryteria były jasne od 4 lat.

>"Poklepmy kretyna, który prześlizgnął się na 31 procentach, a zniszczmy wybitnego inteligenta, któremu nie wyszło z jednego przedmiotu.
Ma szansę powtórnego zdania przedmiotu. Nikt mu jej nie zabiera. Ponoć dzieki Giertychowi prześlizgnie się przez maturę ok. 50 tys. ludzi. Aż tyle wybitnej inteligencji jej nie zdało? A może tysiąc z nich? A może 100? A może 10?

>" Chwała twardemu i debilnemu prawu! Precz z Giertychem, bo się nazywa Giertych! Obojętnie, co zrobi zgnojmy, bo z LPR-u! Jeśli uratuje świat, to nazwijmy go wrednym populistą!"

Jeśli to cytat, to warto go podpisać. Na pewno nie ze mnie. W żadnym zdaniu nie odniosłem się do Giertycha jako człowieka. Nie oceniałem go jako osoby i działacza partyjnego. Twój wpis jednoznacznie to sugruje. Proszę zatem nie imputować mi takich wtrętów i godnie prowadzić dyskusję. Najpierw oceniam człowieka po jego czynach. Kiedy kilkukrotnie zasłuży na ocenę, mogę to i owo o nim powiedzieć.


"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
enfant (64444 punktów)
>>Jeżeli jest tam niski poziom, to trzeba coś z tym zrobić. Wprowadzono niedawno nową maturę. Póki co jest to eksperyment przeprowadzany na żywych ludziach. Trzeba poluzować wymogi zdania matury po piersze ze względu na ten fakt.
>Eksperyment??? Wiesz, ile czasu ją przygotowywano???

Nie wiem. Wiem za to, jak ją przygotowano i wiem, że funkcjonuje dopiero drugi rok.

>> Po drugie, kompletnie nie widzę powodu, dla którego geniusz analityczny, hiperścisły umysł miałby nie zdać matury z powodu słabej znajmości historii. A znam takie przypadki.
>Człowieku!!! Co Ty wiesz o tej maturze??? Historia nie była przedmiotem obowiązkowym na maturze!!!. Jeśli ją wybrał, to sam sobie jest winien. To żadne tłumaczenie.

Coś tam chyba wiem, bo sam ją pisałem. (Już widzę oskarżenia, że musiałem jej nie zdać, skoro tak piszę.) Podałem historię tylko jako przykład. Niech będzie inny - polski ustny.

>>Jeśli przyjmiemy, że trzeba zdać wszystkie egzaminy, by otrzymać świadectwo, to progi są wysokie. Znam osobiście kilka przypadków, w których "prymusy" nie zdawały przez jeden egzamin, z którego mieli 28, 29%!! Z pozostałych mieli około 70, 80%. Przez ten próg nie zdali, choć zasłużyli.
>Nieprawda! Kryteria były jasne. Skoro mieli mniej punktów, to nie zasłuzyli.

Za to taki bęcwał, który zdobył z wszystkich pięciu po 30% zasłużył. Bo miał więcej - tylko czego?

>> Ostatecznie zdali, właśnie dzięki Giertychowi.
>Hahaha!!! Sam przyznajesz - zdali dzięki Giertychowi.

Otrzymają świadectwo dzięki decyzji Giertycha. Bo zdali, choć przed istnieniem idei Giertycha nie uznawano tego w ten sposób.

>Poza tym nikt nie zabrania im zdać matury w następnym podejściu, skoro są tacy dobrzy.

Skoro są dobrzy to niech nie zdają w następnym podejściu, tylko niech idą na studia. Drugie podejście jest dla słabych.

>Swoją drogą matura, czyli egzamin dojrzałości uczciwie weryfikuje to ich "mistrzostwo".. Tutaj nie ma możliwości korzystania z opracowań, zeszytów z poprzednich lat i temu podobnych sposobów, których tacy "prymusi" lubią się imać.

Matura powinna odrzucać słabych. Ale skoro w dzisiejszym kształcie i nieuregulowanym systemie nauczania, odrzuca także dobrych (i potencjalnie dobrych), to trzeba się zabrać właśnie za nią, a do tego czasu poluzować kryteria zdania.

>>Nie będę polemizował ze smętami o demoralizacji, bo aż mi się cała czupryna jeży na głowie, gdy to czytam. Jeżeli decyzja jest zła w stosunku do ogółu maturzystów, to jest zła i nie ma co gadać o demoralizacji. Natomiast, jeśli ci maturzyści zasłużyli, to zasłużyli. Korzystna zmiana prawa nie może być odbierana jako demoralizacja. Poza tym, to nie jest żadna furtka. Decyzja nie została podjęta pod wpływem skarg.
>Decyzja była czysto polityczna. Sam twierdzisz, że skarg nie było, czyli ogół uznał kryteria i maturę za sprawiedliwą. Zaprzeczasz tym twierdzeniem swoim wszystkim wywodom. Logika się kłania.

Skargi były - ze strony CKE, czyli organu odpowiedzialnego za sprawdzenie prac! Pisałem o skargach maturzystów. Nie wiem, czy były. Napisałem tylko, że nie one wpłynęły na decyzję. Kłaniają się podstawy logiki i czytanie ze zrozumieniem - umiejętność czysto maturalna.
Czysto polityczna natomiast była krytyka decyzji. Opozycja jak jeden mąż skrytykowała pomysł. W internecie i w gazetach widziałem rozmaite opinie, a ze strony opozycji w kółko to samo.

>>Po prostu jest to stała zmiana, obejmująca także ten rocznik, żeby nie było niesprawiedliwości.
>Który rocznik?

Objęty tegoroczną maturą.

>>Odsiewać najsłabszych, matołów?
>>Krótka piłka:
>>Maturzysta A zdał wszystkie 5 egzaminów na 31%.
>>Maturzysta B zdał 4 z 5 egzaminów na 91%, ale jeden zdał na 29%.
>>Który z nich jest matołem, a który zasługuje na studia?
>>A widzisz!
>A oto inne piłki:
>1. Maturzysta A zdał 4 egzaminy na 37,5%, ostatni sobie olał i zobył 0%. Zdał.

Jasne, olał, bo znał decyzję Giertycha z wyprzedzeniem. Szukaj głośniejszych budzików, ja wymiękam.
Ale masz rację, że pomysł Giertycha mógł być furtką dla bardzo słabych - za nisko ułożył wymagany próg, akurat w takim przypadku (dla całej matury) powinien być wyższy, niż te 30%.

>2. Maturzysta B zdał 3 egzaminy na 95%, a 2 na 29,50%. Nie zdał.

Po pierwsze progi są zawsze kwestią umowną, więc trzeba się umówić jak najsprawiedliwiej. Decyzja ministra (już nie będę pisał "Giertycha", by nie wzbudzać alergii politycznej) była sprawiedliwa.

>Takie głupie przykłady można mnożyć bez końca. Jest mi przykro, że osoba będąca moderatorem na portalu Racjonalizm stosuje takie tanie chwyty. Po prostu wstyd. Kryteria były jasne od 4 lat.

Wstyd jest, gdy osoba wchodząca na taki portal nie rozumie, co się do niej pisze i pogrubia co drugi wyraz w swoim nad wyraz racjonalnym wrzeniu.

>>"Poklepmy kretyna, który prześlizgnął się na 31 procentach, a zniszczmy wybitnego inteligenta, któremu nie wyszło z jednego przedmiotu.
>Ma szansę powtórnego zdania przedmiotu. Nikt mu jej nie zabiera. Ponoć dzieki Giertychowi prześlizgnie się przez maturę ok. 50 tys. ludzi. Aż tyle wybitnej inteligencji jej nie zdało? A może tysiąc z nich? A może 100? A może 10?

Na pewno sporo inteligentnych, dzielących się na pechowców, którzy coś źle zrozumieli, zrobili jakiś głupi błąd, np. z roztargnienia oraz potencjalnie dobrych, którym wynik wypaczył system.
Było tam też sporo słabych, bo Giertych, jak już pisałem, za nisko położył poprzeczkę. Rzeczywiście twoja "krótka piłka" ma sens przez niziutki próg 30% ze średniej ogólnej. Tu pełna zgoda.
kimak (2276 punktów)
>>Eksperyment??? Wiesz, ile czasu ją przygotowywano???
>Nie wiem. Wiem za to, jak ją przygotowano i wiem, że funkcjonuje dopiero drugi rok.
Gdybyś wiedział jak, wiedziałbyś też ile.

> Podałem historię tylko jako przykład. Niech będzie inny - polski ustny.
Język polski ustny - podstawa komunikacji. Litości...

>Otrzymają świadectwo dzięki decyzji Giertycha. Bo zdali, choć przed istnieniem idei Giertycha nie uznawano tego w ten sposób.
Ok. Dzięki decyzji Giertycha. Nie dzięki swojej wiedzy.

>Skoro są dobrzy to niech nie zdają w następnym podejściu, tylko niech idą na studia. Drugie podejście jest dla słabych.
Widać są słabi. Może trzeba umieć się do tego przyznać? Definicja własnej słabości to 50% sukcesu w jej zwalczeniu.

>Matura powinna odrzucać słabych. Ale skoro w dzisiejszym kształcie i nieuregulowanym systemie nauczania, odrzuca także dobrych (i potencjalnie dobrych), to trzeba się zabrać właśnie za nią, a do tego czasu poluzować kryteria zdania.
Ciekaw jestem, kto i kiedy uzna, że matura jest ok. Zawsze znajdą się kontestatorzy Twojego rodzaju.

>Skargi były - ze strony CKE, czyli organu odpowiedzialnego za sprawdzenie prac! Pisałem o skargach maturzystów. Nie wiem, czy były. Napisałem tylko, że nie one wpłynęły na decyzję. Kłaniają się podstawy logiki i czytanie ze zrozumieniem - umiejętność czysto maturalna.
Czy to CKE postulowało poluzowanie wymagań? Skoro nic nie wiesz o skargach maturzystów, to po co wprowadzasz zamęt w swoją wypowiedź wspominając o nich? Przepraszam za nadinterpretację Twoich słów.

>Czysto polityczna natomiast była krytyka decyzji. Opozycja jak jeden mąż skrytykowała pomysł. W internecie i w gazetach widziałem rozmaite opinie, a ze strony opozycji w kółko to samo.
Nie interesuje mnie opozycja. Na obecnej scenie politycznej nie widze reprezentanta moich pogladow.

>>Który rocznik?
>Objęty tegoroczną maturą.
A co z poprzednim?

>Jasne, olał, bo znał decyzję Giertycha z wyprzedzeniem. Szukaj głośniejszych budzików, ja wymiękam.
Nie wymiekaj. W przyszlym roku bedzie ja juz znal. Co na to mi odpowiesz?

>>2. Maturzysta B zdał 3 egzaminy na 95%, a 2 na 29,50%. Nie zdał.
>Po pierwsze progi są zawsze kwestią umowną, więc trzeba się umówić jak najsprawiedliwiej. Decyzja ministra (już nie będę pisał "Giertycha", by nie wzbudzać alergii politycznej) była sprawiedliwa.
No no. Ta jest sprawiedliwa, ale poprzedniego nie byla. Bo poprzedni Kalemu kradl krowe, a ten kradnie razem z Kalim.

>Wstyd jest, gdy osoba wchodząca na taki portal nie rozumie, co się do niej pisze i pogrubia co drugi wyraz w swoim nad wyraz racjonalnym wrzeniu.
Ho ho. Pogrubienie sluzy zwroceniu uwagi na kwestie. To nie jest wstyd. Ja osobiscie uwazam, ze bycie Moderatorem zobowiazuje. Noblesse oblige

>Na pewno sporo inteligentnych, dzielących się na pechowców, którzy coś źle zrozumieli, zrobili jakiś głupi błąd, np. z roztargnienia oraz potencjalnie dobrych, którym wynik wypaczył system.
Mial 70% margines na bledy grube i glupie. Ile jeszcze pragniesz mu przyznac?

Pozdrawiam


"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
enfant (64444 punktów)
>>" Chwała twardemu i debilnemu prawu! Precz z Giertychem, bo się nazywa Giertych! Obojętnie, co zrobi zgnojmy, bo z LPR-u! Jeśli uratuje świat, to nazwijmy go wrednym populistą!"

>Jeśli to cytat, to warto go podpisać. Na pewno nie ze mnie. W żadnym zdaniu nie odniosłem się do Giertycha jako człowieka. Nie oceniałem go jako osoby i działacza partyjnego. Twój wpis jednoznacznie to sugruje. Proszę zatem nie imputować mi takich wtrętów i godnie prowadzić dyskusję. Najpierw oceniam człowieka po jego czynach. Kiedy kilkukrotnie zasłuży na ocenę, mogę to i owo o nim powiedzieć.

Nagonka na "gest" jest wybitnie polityczna, w dużej części też wynika z ignorancji w kwetsii realiów polskiej edukacji i samej "nowej matury". Nie wiem, czy akurat ty oceniałeś pomysł według klucza politycznego.
placownik (17853 punktów)

>Krótka piłka:
>Maturzysta A zdał wszystkie 5 egzaminów na 31%.
>Maturzysta B zdał 4 z 5 egzaminów na 91%, ale jeden zdał na 29%.
>Który z nich jest matołem, a który zasługuje na studia?

   Może lepiej niech nie idzie na studia. Mógłby być zaskoczony tym, że musi tam zdać wszystkie egzaminy.

   A nieco poważniej. Podnoszą się już liczne głosy aby odstąpić od formuły zdał - nie zdał i zastąpić ją formułą - przystąpił do egzaminu maturalnego i uzyskał na nim takie to a takie wyniki. Nikt przecież nie będzie miał pretensji, jeśli wybitny matematyk wyprzedzi w wyścigu po indeks innego wybitnego matematyka z tej tylko racji , że uzyska z języka polskiego 20% podczas gdy jego konkurent tylko 10%. Przy dzisiejszym stanie prawnym obaj nie mogą studiów podjąć.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
enfant (64444 punktów)
>>Krótka piłka:
>>Maturzysta A zdał wszystkie 5 egzaminów na 31%.
>>Maturzysta B zdał 4 z 5 egzaminów na 91%, ale jeden zdał na 29%.
>>Który z nich jest matołem, a który zasługuje na studia?
>   Może lepiej niech nie idzie na studia. Mógłby być zaskoczony tym, że musi tam zdać wszystkie egzaminy.
>   A nieco poważniej.

Tam musi umieć wszystko, co jest mu potrzebne do biegłości w zawodzie, który będzie wykonywał. Na maturze ma za to egzaminy niepotrzebne mu i nie wszystkie musi umieć, czy rozumieć. To tak gwoli ścisłości, jakby ktoś jednak wziął twój wpis na poważnie.

>Podnoszą się już liczne głosy aby odstąpić od formuły zdał - nie zdał i zastąpić ją formułą - przystąpił do egzaminu maturalnego i uzyskał na nim takie to a takie wyniki.

I prawidłowo.

>Nikt przecież nie będzie miał pretensji, jeśli wybitny matematyk wyprzedzi w wyścigu po indeks innego wybitnego matematyka z tej tylko racji , że uzyska z języka polskiego 20% podczas gdy jego konkurent tylko 10%. Przy dzisiejszym stanie prawnym obaj nie mogą studiów podjąć.

Dlatego trzeba ten stan prawny zmienić, bo genialny matematyk całkiem realnie mógłby dziś oblać (poniżej 30%) np. ustny polski. Jeszcze nikt mi nie wytłumaczył, dlaczego taka osoba miałaby stracić szansę na studia matematyczne.
placownik (17853 punktów)

>Tam musi umieć wszystko, co jest mu potrzebne do biegłości w zawodzie, który będzie wykonywał. Na maturze ma za to egzaminy niepotrzebne mu i nie wszystkie musi umieć, czy rozumieć. To tak gwoli ścisłości, jakby ktoś jednak wziął twój wpis na poważnie.

   Uściślajmy więc dalej. Program większości kierunków studiów oprócz kursów obowiązkowych zawiera wiele kursów do wyboru.. Analogia do egzaminu maturalnego nasuwa się sama. Można uzyskać świadectwo maturalne nie zdając na przykład chemii, bo się jej nie wybrało, ale nie można było (przed Giertychem) nie zdać języka polskiego, bo to przedmiot obowiązkowy. Podobnie, można uzyskać stopień magistra biologii nie zaliczając kursu "Analiza instrumentalna komórki", bo to kurs do wyboru i można wybrać inny, lecz nie można nie zaliczyć statystyki, bo to kurs obowiązkowy. A bądźmy szczerzy, ilość osób z dyplomem magistra biologii, która rzeczywiście będzie w swojej przyszłej pracy wykorzystywała statystykę jest minimalna.

   Nota bene to, jaki zawód będzie biegle wykonywał magister biologii jest dla mnie zagadką, podobnie chyba jak dla większości rozpoczynających studiowanie tego pięknego kierunku.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
enfant (64444 punktów)
>>Tam musi umieć wszystko, co jest mu potrzebne do biegłości w zawodzie, który będzie wykonywał. Na maturze ma za to egzaminy niepotrzebne mu i nie wszystkie musi umieć, czy rozumieć. To tak gwoli ścisłości, jakby ktoś jednak wziął twój wpis na poważnie.
>   Uściślajmy więc dalej. Program większości kierunków studiów oprócz kursów obowiązkowych zawiera wiele kursów do wyboru.. Analogia do egzaminu maturalnego nasuwa się sama. Można uzyskać świadectwo maturalne nie zdając na przykład chemii, bo się jej nie wybrało, ale nie można było (przed Giertychem) nie zdać języka polskiego, bo to przedmiot obowiązkowy. Podobnie, można uzyskać stopień magistra biologii nie zaliczając kursu "Analiza instrumentalna komórki", bo to kurs do wyboru i można wybrać inny, lecz nie można nie zaliczyć statystyki, bo to kurs obowiązkowy. A bądźmy szczerzy, ilość osób z dyplomem magistra biologii, która rzeczywiście będzie w swojej przyszłej pracy wykorzystywała statystykę jest minimalna.

Jeżeli takie przedmioty są uznane za bliskie kierunkowi, to widocznie są. Jeśli są niepotrzebne to już temat na dyskusję o poziomie nauczania na studiach, rozłożeniu akcentów na przedmioty, itd. Jednak to na maturze, a nie na studiach są przedmioty zupełnie z innych światów, odmiennych dziedzin i dla różnych umysłów. To oczywiste, ze nie ma porównania między egazminem najbardziej ogólnym, jaki może być, a sesjami na studiach.

>   Nota bene to, jaki zawód będzie biegle wykonywał magister biologii jest dla mnie zagadką, podobnie chyba jak dla większości rozpoczynających studiowanie tego pięknego kierunku.

Mówimy o nauce. On się uczy w tym kierunku i dlatego musi umieć. To, co będzie robił po studiach, to inna sprawa. Istnienie różnych dróg dalszej kariery nie może mieć wpływu na proces kształcenia na danym kierunku. To znów zupełnie inny temat.
placownik (17853 punktów)

   Jednak to na maturze, a nie na studiach są przedmioty zupełnie z innych światów, odmiennych dziedzin i dla różnych umysłów.

   Tylko z pozoru. O obowiązkowy język obcy chyba nie będziemy się spierać. Przedmiot obowiązkowy do wyboru, podobnie jak wszystkie dodatkowe, wynika z kierunku studiów na które maturzysta się wybiera. I tu też nie widzę powodu do sporu. Pozostaje obowiązkowy język polski i, w niedalekiej przyszłości, upiorna dla wielu matematyka. I tu rzeczywiście mamy problem. Z tym, że problemem jest nie tyle obecność tych przedmiotów na maturze jako przedmiotów obowiązkowych, ile zakres wymaganej od wszystkich bez wyjątku maturzystów wiedzy i umiejętności z tych przedmiotów. Wiadomo o co chodzi. O to, aby ścisłowcom nie śniły się przed maturą Sielanki Szymonowica, a humanistom twierdzenie Baysa. Z drugiej zaś strony, aby swego rodzaju ikoną szkolnej matematyki przestało być twierdzenie Pitagorasa, a zaczęło nią być także twierdzenie Gödla o niezupełności, a także aby każdy maturzysta był w stanie bez najmniejszego wahania odróżnić pastisz od pozytywnego wykładu jakiegoś poglądu.

   Jeśli chodzi o język polski to, moim zdaniem, dobrze by było wyodrębnić z niego nowy przedmiot : Historia kultury polskiej. Tam można by ćwiczyć Sielanki do woli, nie katując nimi ścisłowców, a na właściwym języku polskim uczyć ich kultury wypowiedzi. Podobnie z matematyką dla humanistów, na której można byłoby się czegoś dowiedzieć o historii i filozofii matematyki, a także i tego, dlaczego w badaniach opinii publicznej reprezentatywna próba telefoniczna to kompletna bzdura.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
AstralStorm (558 punktów)
>   Jednak to na maturze, a nie na studiach są przedmioty zupełnie z innych światów, odmiennych dziedzin i dla różnych umysłów.
>   Tylko z pozoru. O obowiązkowy język obcy chyba nie będziemy się spierać. Przedmiot obowiązkowy do wyboru, podobnie jak wszystkie dodatkowe, wynika z kierunku studiów na które maturzysta się wybiera. I tu też nie widzę powodu do sporu. Pozostaje obowiązkowy język polski i, w niedalekiej przyszłości, upiorna dla wielu matematyka. I tu rzeczywiście mamy problem. Z tym, że problemem jest nie tyle obecność tych przedmiotów na maturze jako przedmiotów obowiązkowych, ile zakres wymaganej od wszystkich bez wyjątku maturzystów wiedzy i umiejętności z tych przedmiotów.

W sumie... Nie aż tak. Umiejąc czytać (!) tekst treści zadania, nie było właściwie szans, aby oblać polski. Tak samo matematyka na poziomie podstawowym. Problemem nie jest objętość materiału, co umiejętność myślenia, wybrania metody odpowiedniej do zadania. No i trzeba to trochę trenować, aby potem umieć...

(no i nierobienia błędów - a na poprawianie nie ma czasu, ani tym bardziej miejsca na arkuszach - to mój osobisty ból z tą maturą - człowiek czasem pójdzie w ślepą uliczkę, a na poprawki miejsca jest *bardzo* mało)

>Wiadomo o co chodzi. O to, aby ścisłowcom nie śniły się przed maturą Sielanki Szymonowica, a humanistom twierdzenie Baysa.

Ani jedne, ani drugie nie występuje w standardzie maturalnym. Jest wprawdzie dosyć dużo w nim utworów, ale bez przesady - nawet niektórych do niedawna koniecznych lektur w nim nie ma. (Nie, żeby w Polsce ktoś przestrzegał swoich obowiązków, kiedykolwiek, ehh...)
Z matematyki poziom podstawowy aż takiej szerokiej wiedzy nie wymaga - z twierdzeń to może tylko parę rzeczy o wielomianach, aksjomatyczna definicja prawdopodobieństwa, no i ukochana przez wszystkich trygonometria.

>Z drugiej zaś strony, aby swego rodzaju ikoną szkolnej matematyki przestało być twierdzenie Pitagorasa, a zaczęło nią być także twierdzenie Gödla o niezupełności, a także aby każdy maturzysta był w stanie bez najmniejszego wahania odróżnić pastisz od pozytywnego wykładu jakiegoś poglądu.

Nie rozumiesz, że poprawne zrozumienie twierdzenia Gödela o niezupełności wymaga dosyć dużej wiedzy z teorii zbiorów?
Buraczane pseudorozumienie nie jest nikomu do niczego potrzebne.

Co do fikcji i faktów, akurat tego typu zadania poszły w/g CKE najgorzej na maturze z języka polskiego. Trzeba było podać kilka faktów z tekstu. No i oczywiście nieumiejętność sklecenia jako takiej pracy pisemnej.

>   Jeśli chodzi o język polski to, moim zdaniem, dobrze by było wyodrębnić z niego nowy przedmiot : Historia kultury polskiej. Tam można by ćwiczyć Sielanki do woli, nie katując nimi ścisłowców, a na właściwym języku polskim uczyć ich kultury wypowiedzi.

Chyba raczej jakości, żeby nie było zdan trzydziestokrotnie złożonych o strukturze polskawej. Tym powinny się jednak zajmować gimnazja i szkoły podstawowe.

>Podobnie z matematyką dla humanistów, na której można byłoby się czegoś dowiedzieć o historii i filozofii matematyki, a także i tego, dlaczego w badaniach opinii publicznej reprezentatywna próba telefoniczna to kompletna bzdura.

Takie rzeczy, to można podać i wcześniej, niekoniecznie w liceum/technikum.

Tak w ogóle, aby ustnego nie zdać, trzeba absolutnie nic nie wiedzieć o wybranej przez siebie dziedzinie i do tego całkowicie zignorować egzamin.
placownik (17853 punktów)

>>Z drugiej zaś strony, aby swego rodzaju ikoną szkolnej matematyki przestało być twierdzenie Pitagorasa, a zaczęło nią być także twierdzenie Gödla o niezupełności

>Nie rozumiesz, że poprawne zrozumienie twierdzenia Gödela o niezupełności wymaga dosyć dużej wiedzy z teorii zbiorów?
>Buraczane pseudorozumienie nie jest nikomu do niczego potrzebne.

   Posprzeczałbym się. To co nazywasz buraczanym pseudorozumieniem może równie dobrze dotyczyć wykładu podstaw szczególnej teorii względności, albo teorii ewolucji na poziomie liceum. Jednak są to tematy o tak fundamentalnym znaczeniu, że chyba nikt o zdrowych zmysłach nie będzie postulował rezygnacji z ich wykładania pod pozorem, że ich właściwe zrozumienie wymaga dogłębnych studiów. To samo, moim zdaniem, powinno się odnosić do Gödela.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Celecrin (11895 punktów)

Cześć
To jest jakieś wariactwo. Budzik, od kiedy pamiętam nie zdanie matury z jednego przedmiotu zawsze pociągało za sobą oblanie całej matury.

31% to szalenie mało. W mojej karierze ucznia za tyle można było dostać 3=. Jeżeli Twój kolega "prymus" dostał z czegoś 28%, to się w ogóle nie uczył. To odpowiedź z pięciu pytań na jedno i trochę, według mnie powinien zdawać w sesji zimowej, lub powinny być egzaminy poprawkowe, ale amnestia?
enfant (64444 punktów)
>Cześć
>To jest jakieś wariactwo. Budzik, od kiedy pamiętam nie zdanie matury z jednego przedmiotu zawsze pociągało za sobą oblanie całej matury.

Mamy nową maturę i nieprzygotowany do niej system nauczania. Od kiedy pamiętasz, nie było takich warunków.

>31% to szalenie mało. W mojej karierze ucznia za tyle można było dostać 3=.

OK, mało. Ale z jednego. Z reszty dużo. Pomysł Giertycha jest dobry, trzeba tylko trochę podnieść próg minimalnej średniej ogólnej (Giertych mówi o 30%).

>Jeżeli Twój kolega "prymus" dostał z czegoś 28%, to się w ogóle nie uczył.

To ci wyszło.

>To odpowiedź z pięciu pytań na jedno i trochę,

Arkusze wyglądają troszkę inaczej.

>według mnie powinien zdawać w sesji zimowej, lub powinny być egzaminy poprawkowe, ale amnestia?

Nie dałoby się przeprowadzić takich egzaminów dla tak dużej liczby uczniów i sprawdzić arkusze w tak krótkim czasie (przed rokiem akademickim). Sesja zimowa - po co, gdzie on będzie składał w przerwie semestralnej? To już lepsza majowa, za rok - więcej się można nauczyć, a możliwości składania na studia te same. Jeśli jakiś gest, to tylko taki, jaki wymyślił Giertych.
Ocykan (3528 punktów)
>Minister Giertych dostał pstryczka w nos od ambasadora Izraela

Z tego akurat bym się nie cieszył. Nie darzę państwa Izrael szczególną niechęcią ani Giertycha szczególną miłością, nie uważam jednak za właściwe, aby akceptować wyrażanie przez jego przedstawicieli dezaprobaty wobec przedstawiciela legalnych władz RP. Tym bardziej, że akurat Izrael nie jest wzorem moralności w polityce.
Volrath (3440 punktów)
Moim zdaniem pomysł jest kiepski ponieważ promuje, co tu dużo mówić, nieuctwo. Rozumiem osoby, które są ogólnie dobre, a z części przedmiotów "mistrzami", ale mają swoje słabe strony. Sam do takich należę (z matury pisemnej z fizyki 6, z matury ustnej z polskiego 2). Jednak myślę, że na 30%, czyli na dwóje, to można się spokojnie nauczyć wszystkiego (normalny poziom na 2 to moim zdaniem powinno być 50%) nawet samodzielnie z niewielkim wsparciem szkoły. Wystarczy poświęcić trochę czasu i chcieć.

Giertych takim działaniem zachęci tylko uczniów do nie uczenia się - bo i tak można dostać maturę. Poza tym czyni sam egzamin mało poważnym. Bo jak na poważnie traktować egzamin jeśli czy zdałeś czy nie, to dostajesz papier. No i w oczach uczelni jakość matur słabnie, może nastąpić powrót do egzaminów wstępnych (albo prawie nikt nie będzie chciał przyjąć na studia kogoś z "taką" wybrakowaną maturą).

Poza tym trzeba się zastanowić czym ma być ta matura oraz czym mają być studia. Papierki bez znaczenia - tyle, że trzeba uzyskać, czy też może coś znaczącego? Bo jak matura ma nic nie znaczyć i nie być zastępstwem egzaminów wstępnych na studia, to może od razu puszczać wszystkich po ukończeniu szkół średnich (i niech uczelnie organizują egzaminy wstępne)? A jeśli ma coś znaczyć - to czemu na siłę dawać ją tym, którym nie udało się jej zdać? To mało poważne.

Sądzę, że to chwyt na zdobycie poparcia. A za rok podejrzewam, że odsetek tych, którzy nie zdadzą będzie większy - bo sporo z uczniów pomyśli, że może też wyjdą cało jak nie zdadzą jednego przedmiotu (w końcu nie jest tak, że w tym roku po raz pierwszy odbyła się nowa matura, bo już rok temu ona była). Podsumowując: chwyt okaże się moim zdaniem raczej demobilizujący, demoralizujący oraz relatywizujący i umniejszający znaczenie oraz powagę matury.
enfant (64444 punktów)
>Moim zdaniem pomysł jest kiepski ponieważ promuje, co tu dużo mówić, nieuctwo.

Ten, często powtarzany w tej sprawie, argument jest wynikiem albo głupoty albo niewiedzy kwestii "nowej matury". W Twoim przypadku automatycznie odrzucam pierwszą opcję.

>Rozumiem osoby, które są ogólnie dobre, a z części przedmiotów "mistrzami", ale mają swoje słabe strony. Sam do takich należę (z matury pisemnej z fizyki 6, z matury ustnej z polskiego 2). Jednak myślę, że na 30%, czyli na dwóje, to można się spokojnie nauczyć wszystkiego (normalny poziom na 2 to moim zdaniem powinno być 50%) nawet samodzielnie z niewielkim wsparciem szkoły. Wystarczy poświęcić trochę czasu i chcieć.

Żeby formułować takie sądy trzeba znać sposób nauczania, poziom realizacji programu w szkołach i specyfikę nowej matury. Innymi słowy, trzeba być maturzystą lub nauczycielem. Minister Giertych podjął decyzję pod wpływem próśb egzaminatorów z CKE, którzy nie mogli uwierzyć własnym oczom, gdy spisywali wszystkie maturalne wyniki danych uczniów na jedną kartkę. Ci ludzie wiedzą, co to znaczy "nowa matura".

Poza tym, nawet jeśli przyjmiemy, że ktoś rzeczywiście się z tego jednego przedmiotu nie uczył zbyt przykładnie, to nie widzę powodów, by nazywać go nieukiem. Zwłaszcza w porównaniu z przypałami, którzy dostali z wszystkich pięciu egzaminów po około 33%.

>Giertych takim działaniem zachęci tylko uczniów do nie uczenia się - bo i tak można dostać maturę. Poza tym czyni sam egzamin mało poważnym. Bo jak na poważnie traktować egzamin jeśli czy zdałeś czy nie, to dostajesz papier.

Ale zdał 4 na 5 i to dobrze. Nie zdał jednego. Zdanie: "zdał, mimo że nie zdał" pokazuje absurdalność istnienia progów, a nie błąd w słusznej, jak już wykazałem, decyzji Giertycha.

>No i w oczach uczelni jakość matur słabnie, może nastąpić powrót do egzaminów wstępnych (albo prawie nikt nie będzie chciał przyjąć na studia kogoś z "taką" wybrakowaną maturą).

Uczelnie i tak przyjmą kogo chcą. Większość nie przyjmie takich maturzystów. Jednak ja bym osobiście wolał kogoś, kto ma 99% z wymaganego u mnie przedmiotu, a z jakiegoś tam dostał 28%, niż delikwenta, który ma 95%, ale zdał nieobchodzące mnie egzaminy powyżej 30%. O co tyle hałasu ze strony rektorów. Nie chcą - nie przyjmą. Niech nie zabierają szansy rektorom, którzy chcą takich uczniów i tym uczniom. Przecież ci uczniowie i tak nie przeszkodzą tym, którzy zdali wszystko. Bo tylko ci drudzy rekrutują się w lipcu. Więc kwiczenie o niesprawiedliwości względem tych, co zdali jest nieuprawnione.

>Poza tym trzeba się zastanowić czym ma być ta matura oraz czym mają być studia. Papierki bez znaczenia - tyle, że trzeba uzyskać, czy też może coś znaczącego? Bo jak matura ma nic nie znaczyć i nie być zastępstwem egzaminów wstępnych na studia, to może od razu puszczać wszystkich po ukończeniu szkół średnich (i niech uczelnie organizują egzaminy wstępne)? A jeśli ma coś znaczyć - to czemu na siłę dawać ją tym, którym nie udało się jej zdać? To mało poważne.

Samo posiadanie świadectwa maturalnego nie ma znaczyć kompletnie nic i nigdy nie miało. Znaczy tylko wynik z przedmiotu związanego z danym kierunkiem. Tak było rok temu i każdy wiedział, że tak jest i w tym roku. Uczelnie nie ukrywają, że patrzą tylko i wyłącznie na wynik z matematyki na matematyce, z historii i WOS-u na prawo, politologię, stosunki, itd. Dlatego i tak każdy się nastawiał na dany przedmiot. Jeżeli nie podoba nam się takie ukierunkowywanie uczniów i przygotowywanie do "specjalizacji", to zmieńmy system. Zamiast krzywdzić ludzi, którzy na swoje wymarzone studia zasłużyli.

>Sądzę, że to chwyt na zdobycie poparcia.

Też tak myślałem, ale to nonsens. Przecież do przewidzenia było przebudzenie się tego cietrzewia polskiego i żałosne zawodzenie przeciwników decyzji. Przy okazji pragnę zauważyć wstrętne zachowanie mediów. Pomysł Giertycha prezentowano jako coś, co się nikomu nie podoba (tylko półgębkiem w TVP wspomniano o organizacjach wspierających pomysł Giertycha) i wszystkim szkodzi. Nie pytano, czy uda się zatrzymać "amnestię" (jaką w ogóle amnestię?), tylko jak można to zablokować, wyrzucić, zniszczyć. Gdy rektorzy apelowali u prezydenta, przedstawiono sprawę, tak jakby prezydent zgodził się z rektorami. Akurat słyszałem, że w transmisji "na żywo" prezio na miejscu zgasił manipulacje prof. Lutego, co do prezydenckiej zgody.

>A za rok podejrzewam, że odsetek tych, którzy nie zdadzą będzie większy - bo sporo z uczniów pomyśli, że może też wyjdą cało jak nie zdadzą jednego przedmiotu (w końcu nie jest tak, że w tym roku po raz pierwszy odbyła się nowa matura, bo już rok temu ona była). Podsumowując: chwyt okaże się moim zdaniem raczej demobilizujący, demoralizujący oraz relatywizujący i umniejszający znaczenie oraz powagę matury.

Najważniejsze jest dobro uczniów i powazne traktowanie dobrych, pożądnych jednostek, a nie wyzywanie ich od debili i dbanie o powagę matury (cokolwiek to znaczy). Zasady są dla ludzi i zmienianie ich w dobrym kierunku jest pożyteczne i pożądane. Nie można nazywać takich zmian "demoralizacją". Protesty przeciw reżimowi socjalistycznemu też były nazywane "demoralizacją".

Liczyłem na bardziej wyważony komentarz z Twojej strony.
Volrath (3440 punktów)
>Ten, często powtarzany w tej sprawie, argument jest wynikiem albo głupoty albo niewiedzy kwestii "nowej matury". W Twoim przypadku automatycznie odrzucam pierwszą opcję.

Na studiach nikt o studenta nie dba - jak się nie nauczy na co najmniej 50% to nie zaliczy. Tutaj jest 30%, to bardzo mało moim zdaniem. Mniej niż 1/3.
Może "nieuctwo" to za dużo powiedziane, ale moim zdaniem jak się chce to można zdać wszystkie przedmioty nie zależnie od tego jaka by nie była specyfika nowej matury.
A nie jest taka straszna.

>Żeby formułować takie sądy trzeba znać sposób nauczania, poziom realizacji programu w szkołach i specyfikę nowej matury. Innymi słowy, trzeba być maturzystą lub nauczycielem.

Poziom realizacji programu i dostosowania do potrzeb nowej matury rzeczywiście w wielu szkołach jest niski.

Ale należałoby walczyć właśnie z tym, z przyczyną, a nie tylko stawiać na łagodzenie objawów.

Nie jestem maturzystą ani nauczycielem, ale mam rodziców nauczycieli... Nie wiem czy to wystarczy bym mógł wyrażać opinie...

> Minister Giertych podjął decyzję pod wpływem próśb egzaminatorów z CKE, którzy nie mogli uwierzyć własnym oczom, gdy spisywali wszystkie maturalne wyniki danych uczniów na jedną kartkę. Ci ludzie wiedzą, co to znaczy "nowa matura".

1/5 nie zdała - szok.
I można albo coś zrobić żeby to zmienić - by w następnym roku lub przynajmniej za dwa lata się to nie powtórzyło, albo wyleczyć objawowo, czyli dać maturę sporej części tych, którzy nie zdali. Czyli leczenie albo pudrowanie. Giertych wybiera to drugie...
A najciekawsze jest to, że chciałby wprowadzić to na stałe - co moim zdaniem tylko przyczyni się do nie przykładania się do wyników. Bo matura i tak będzie, więc po co humaniście matematyka czy matematykowi j.polski.

>Poza tym, nawet jeśli przyjmiemy, że ktoś rzeczywiście się z tego jednego przedmiotu nie uczył zbyt przykładnie, to nie widzę powodów, by nazywać go nieukiem. Zwłaszcza w porównaniu z przypałami, którzy dostali z wszystkich pięciu egzaminów po około 33%.

Ok, określenie "nieuk" jest zbyt mocne.

>Ale zdał 4 na 5 i to dobrze. Nie zdał jednego. Zdanie: "zdał, mimo że nie zdał" pokazuje absurdalność istnienia progów, a nie błąd w słusznej, jak już wykazałem, decyzji Giertycha.

Mógł z jednego mniej się postarać, zdać na 4, ale zdać całość.
Jeśli stawiamy na to, żeby matura była tylko z potrzebnych przedmiotów - to czemu nie wcześniejsza nauka i czemu nie bardziej elastyczny wybór tego co się zdaje na maturze? Po co egzaminować z polskiego osoby, które nie mają zamiaru na maturę się tego przedmiotu nauczyć (a i tak maturę dostaną)?

> Jednak ja bym osobiście wolał kogoś, kto ma 99% z wymaganego u mnie przedmiotu, a z jakiegoś tam dostał 28%, niż delikwenta, który ma 95%, ale zdał nieobchodzące mnie egzaminy powyżej 30%.

Ja bym wolał tego drugiego. Bo na studiach są "nieobchodzące" przedmioty. U mnie jest system studiów elastycznych minimalizujący ilość takich do podstaw. Ale i tak musiałem przemęczyć się np. z elektroniką.

> Niech nie zabierają szansy rektorom, którzy chcą takich uczniów i tym uczniom.

Niektóre płatne uczelnie przyjmą każdego, kto płaci.

>Samo posiadanie świadectwa maturalnego nie ma znaczyć kompletnie nic i nigdy nie miało. Znaczy tylko wynik z przedmiotu związanego z danym kierunkiem. Tak było rok temu i każdy wiedział, że tak jest i w tym roku. Uczelnie nie ukrywają, że patrzą tylko i wyłącznie na wynik z matematyki na matematyce, z historii i WOS-u na prawo, politologię, stosunki, itd.

No to po co z tego egzaminować i po co tego uczyć?

> Dlatego i tak każdy się nastawiał na dany przedmiot. Jeżeli nie podoba nam się takie ukierunkowywanie uczniów i przygotowywanie do "specjalizacji", to zmieńmy system. Zamiast krzywdzić ludzi, którzy na swoje wymarzone studia zasłużyli.

Jestem za (za zmianą w jedną lub w drugą stronę - albo specjalizacja albo ogólnie, ale nie tak jak jest teraz - szczerze powiedziawszy wolałbym specjalizację - tylko z niewielkim dodatkiem rzeczy ogólnych, zachęcających do posiadania innych niż specjalizacja zainteresowań).

>Też tak myślałem, ale to nonsens. Przecież do przewidzenia było przebudzenie się tego cietrzewia polskiego i żałosne zawodzenie przeciwników decyzji.

No tak, ale sporej części maturzystów i przyszłych maturzystów się to prawdopodobnie podoba.
Może liczył na mniej głosów krytyki i nie taką reakcję mediów...

>Przy okazji pragnę zauważyć wstrętne zachowanie mediów.

To jak media się zachowują nie za bardzo wpływa na moje decyzje. Prawie w ogóle nie oglądam TV. Czasem się zgadzam z podejściem do spraw jakie mają media, czasem przeciwnie.
W tym przypadku jestem przekonany, że ten pomysł nie jest dobry.

>Najważniejsze jest dobro uczniów i powazne traktowanie dobrych, pożądnych jednostek, a nie wyzywanie ich od debili i dbanie o powagę matury (cokolwiek to znaczy).

Moim zdaniem lepiej jest nauczyć poważnego traktowania życiowych decyzji, odpowiedzialności za własne decyzje.

Zdecydowałem się nie uczyć się danego przedmiotu bo uważam go za niepotrzebny - ponoszę tego konsekwencje (nawet nie zdanie matury). To jest odpowiedzialność. Reguły były jasno ustalone. Może powinny być inne, może niektórym nie potrzeba uczyć się i zdawać pewnych przedmiotów. Ale to kwestia zmiany reguł i matury, a nie dawania wstecz jej tym, którzy nie zdali. To nie fair wobec tych, którzy postanowili się jednak nauczyć żeby zdać i dostać te 30%, a mogli to "olać" przygotowując się lepiej do czegoś innego. Nie nazwałbym tego poważnym traktowaniem.

> Zasady są dla ludzi i zmienianie ich w dobrym kierunku jest pożyteczne i pożądane.

Jasne. Co innego jednak zmiana zasad, a co innego takie działanie wstecz.

Przykład z sportu: jak by to wyglądało gdy na przykład FIFA powiedziała po meczu: zmieniamy zasady odnośnie goli i spalonego, więc mecz wygrał ktoś inny (przeciwnik).
enfant (64444 punktów)

>>Żeby formułować takie sądy trzeba znać sposób nauczania, poziom realizacji programu w szkołach i specyfikę nowej matury. Innymi słowy, trzeba być maturzystą lub nauczycielem.
>Poziom realizacji programu i dostosowania do potrzeb nowej matury rzeczywiście w wielu szkołach jest niski.
>Ale należałoby walczyć właśnie z tym, z przyczyną, a nie tylko stawiać na łagodzenie objawów.

Uczniowie to nie objawy, lecz poszkodowani. Trzeba najpierw uleczyć system, a później podnieść poprzeczkę uczniom. Nie można wymagać od uczniów tyle, na ile samemu nie jest się przygotowanym. Mamy zmianę systemu maturalnego, więc trzeba wprowadzić jakieś "przejściowe" zasady.

>Nie jestem maturzystą ani nauczycielem, ale mam rodziców nauczycieli... Nie wiem czy to wystarczy bym mógł wyrażać opinie...

Wystarczy do wyrażania opinii, ale nie wiem, czy do klarownej wizji sytuacji. Wyrażać opinie może każdy i jestem ostatnim, który by tego bronił komukolwiek.

>> Minister Giertych podjął decyzję pod wpływem próśb egzaminatorów z CKE, którzy nie mogli uwierzyć własnym oczom, gdy spisywali wszystkie maturalne wyniki danych uczniów na jedną kartkę. Ci ludzie wiedzą, co to znaczy "nowa matura".
>1/5 nie zdała - szok.
>I można albo coś zrobić żeby to zmienić - by w następnym roku lub przynajmniej za dwa lata się to nie powtórzyło, albo wyleczyć objawowo, czyli dać maturę sporej części tych, którzy nie zdali. Czyli leczenie albo pudrowanie. Giertych wybiera to drugie...

Giertych wybiera leczenie, naprawianie. W pierwszym jednak odruchu ratuje niewinnie poszkodowanych przez zepsutą machinę.

>A najciekawsze jest to, że chciałby wprowadzić to na stałe - co moim zdaniem tylko przyczyni się do nie przykładania się do wyników. Bo matura i tak będzie, więc po co humaniście matematyka czy matematykowi j.polski.

Ostatnio dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej przedstawił różne projekty dotyczące nowych zasad na maturze. Będzie to duża zmiana i to pewnie dopiero początek ważnych modyfikacji. Trudno teraz coś mówić o przyszłorocznej maturze.

>> Jednak ja bym osobiście wolał kogoś, kto ma 99% z wymaganego u mnie przedmiotu, a z jakiegoś tam dostał 28%, niż delikwenta, który ma 95%, ale zdał nieobchodzące mnie egzaminy powyżej 30%.
>Ja bym wolał tego drugiego. Bo na studiach są "nieobchodzące" przedmioty. U mnie jest system studiów elastycznych minimalizujący ilość takich do podstaw. Ale i tak musiałem przemęczyć się np. z elektroniką.

Proszę bardzo. Ale dlaczego rektor taki, jak ja, miałby stracić prawo do przyjęcia zdolnego ucznia? Tym bardziej, że na studiach wszystkie przedmioty przygotowywałyby go do zawodu, na maturze bynajmniej.

>> Niech nie zabierają szansy rektorom, którzy chcą takich uczniów i tym uczniom.
>Niektóre płatne uczelnie przyjmą każdego, kto płaci.

To jest inny temat. Ja mówię o publicznych.

>>Samo posiadanie świadectwa maturalnego nie ma znaczyć kompletnie nic i nigdy nie miało. Znaczy tylko wynik z przedmiotu związanego z danym kierunkiem. Tak było rok temu i każdy wiedział, że tak jest i w tym roku. Uczelnie nie ukrywają, że patrzą tylko i wyłącznie na wynik z matematyki na matematyce, z historii i WOS-u na prawo, politologię, stosunki, itd.
>No to po co z tego egzaminować i po co tego uczyć?

Po co uczyć? Bo nie mamy uczenia indywidualnego w szkołach, lecz zbiorowe. Po co egzaminować? Mnie nie pytaj.

>> Dlatego i tak każdy się nastawiał na dany przedmiot. Jeżeli nie podoba nam się takie ukierunkowywanie uczniów i przygotowywanie do "specjalizacji", to zmieńmy system. Zamiast krzywdzić ludzi, którzy na swoje wymarzone studia zasłużyli.
>Jestem za (za zmianą w jedną lub w drugą stronę - albo specjalizacja albo ogólnie, ale nie tak jak jest teraz - szczerze powiedziawszy wolałbym specjalizację - tylko z niewielkim dodatkiem rzeczy ogólnych, zachęcających do posiadania innych niż specjalizacja zainteresowań).

Plusik.

>>Też tak myślałem, ale to nonsens. Przecież do przewidzenia było przebudzenie się tego cietrzewia polskiego i żałosne zawodzenie przeciwników decyzji.
>No tak, ale sporej części maturzystów i przyszłych maturzystów się to prawdopodobnie podoba.

Krytyków (i krytykantów) jest więcej.

>> Zasady są dla ludzi i zmienianie ich w dobrym kierunku jest pożyteczne i pożądane.
>Jasne. Co innego jednak zmiana zasad, a co innego takie działanie wstecz.

Sentencja "prawo nie działa wstecz" nie odnosi się do takich pomysłów. Przecież zasady są powszechnie zmieniane, również po fakcie, właśnie w takich wypadkach.

>Przykład z sportu: jak by to wyglądało gdy na przykład FIFA powiedziała po meczu: zmieniamy zasady odnośnie goli i spalonego, więc mecz wygrał ktoś inny (przeciwnik).

Tylko, że tu przegrany by wygrał i na odwrót. A na tamtej decyzji nikt nie przegrał, wygrali zdolni.
Matura to nie mecz. Jak będziemy tak traktować edukację, to nie liczmy na odmianę w kraju.

Na resztę argumentów odpowiedziałem już w innych postach.

Pozdrawiam dyskutanta, który nie pogrubia co drugiego słowa i odpowiada z sensem.
Volrath (3440 punktów)
>Uczniowie to nie objawy, lecz poszkodowani. Trzeba najpierw uleczyć system, a później podnieść poprzeczkę uczniom.

Z jednej strony racja, ale z drugiej strony obniżono poprzeczkę do 30% - żeby uczniowie nie byli aż tak bardzo poszkodowani. Zamiast 50% - 30%. I to przy prostych pytaniach.

Sądzę, że to było spokojnie do zdania dla kogoś, kto chciał zdać. Więc poszkodowani są nie tylko z winy nauczycieli, którzy nie nauczyli i rządzących, którzy zmiany wprowadzili, ale w znacznej mierze także z własnej winy - że się nie przyłożyli do nauki.
Swoją decyzją Giertych raczej do przyłożenia się do nauki nie zachęca. Bo po co się uczyć - jak nauczyciele przez szkołę "przepchną", a matura i tak będzie.

Ilość uczniów, która nie zdała, pokazuje tylko że poziom nauki w szkołach nie wygląda tak cukierkowo, jak można by o nim sądzić patrząc na wyniki wcześniejszych matur sprawdzanych i egzaminowanych przez własnych nauczycieli.

I ta decyzja raczej tego poziomu na lepszy nie zmieni (a sądzę, że ważniejsze jest żeby zadbać by poziom był wyższy, a nie by każdy uzyskał papierek i był happy).

> Nie można wymagać od uczniów tyle, na ile samemu nie jest się przygotowanym. Mamy zmianę systemu maturalnego, więc trzeba wprowadzić jakieś "przejściowe" zasady.

Moim zdaniem 30% to są przejściowe zasady (choć patrząc na wyniki to pewnie zostaną pozostawione jako stałe).

>Proszę bardzo. Ale dlaczego rektor taki, jak ja, miałby stracić prawo do przyjęcia zdolnego ucznia? Tym bardziej, że na studiach wszystkie przedmioty przygotowywałyby go do zawodu, na maturze bynajmniej.

Jako student muszę niestety zaprzeczyć temu, że wszystkie przedmioty przygotowują do zawodu.

Z elektroniką nie zamierzam mieć wiele wspólnego. Obowiązkowe przedmioty humanistyczne (2h / semestr) także nie przygotowują w niczym do zawodu. Było też parę przedmiotów, które prawdopodobnie mi się nie za bardzo przydadzą (z obszarów informatyki które mało mnie interesują, którymi nie będę raczej sie zajmował i które nie mają związku z moją specjalizacją).

Oczywiście więcej (znaczna większość) jest tych potrzebnych i przygotowujących do zawodu. Co nie zmienia faktu że są takie, które zdać trzeba - nawet jeśli się uważa za niepotrzebne. I to w systemie studiów elastycznych, gdzie student ma duży wpływ na wybór przedmiotów - a nie na wszystkich uczelniach taki funkcjonuje.

>Po co uczyć? Bo nie mamy uczenia indywidualnego w szkołach, lecz zbiorowe.

No tak, ale jeśli uczyć, to także wymagać.
Bo inaczej nauka pójdzie w las.

Egzamin maturalny stawia pewne wymagania - wcale nie tak przerażająco wysokie (w końcu nie trzeba wszystkiego zdawać na zaawansowanym poziomie). I można go zdać w całości, z każdego przedmiotu, jeśli się podejdzie choćby z odrobiną odpowiedzialności.

Jakoś nie wierzę, żeby uczeń, który zdał wszystkie inne przedmioty na 4 i 5 nie potrafiłby zdać tego jednego, którego nie zdał, na 30%. I to przy śmiesznie wręcz łatwych pytaniach na poziomie podstawowym (patrząc na j. polski i na fizykę i astronomię, innych nie czytałem).

>Sentencja "prawo nie działa wstecz" nie odnosi się do takich pomysłów. Przecież zasady są powszechnie zmieniane, również po fakcie, właśnie w takich wypadkach.

Tyle że to mało poważne moim zdaniem potraktowanie maturzystów.

Ja bym się czuł źle gdybym się dowiedział że zakuwałem polski do matury - żeby tylko zdać i w końcu zaliczyłem na 3 jednocześnie gorzej się przygotowując do przedmiotu bardziej potrzebnego, powiedzmy fizyki, a tu raptem dowiaduje się, że mogłem się polskiego nie uczyć, i tak maturkę bym dostał - i to może z lepszym stopniem z fizyki.

Poczułbym się nieco zrobiony w konia - włożyłem sporo pracy na nic, jedynie straciłem czas, którego nikt mi nie odda, a który mogłem przeznaczyć na uczenie się czegoś innego. Albo na odpoczynek.

No i takie podejście mówi kolejnym, zdającym w przyszłym roku, "nie martwcie się, nawet jak nie zdacie na nowych zasadach to minister pomoże i zasady zmieni". Raczej nie zachęci to uczniów do przygotowania się do matury z przedmiotów "nie potrzebnych" (a z potrzebnych też nie bardzo).

Pytanie: dokąd mamy obniżać próg?
Aż wszyscy zdadzą?
To będzie powolne windowanie progu do zera...

Oczywiście można od razu skasować progi - że zdaje każdy kto przystąpi. To jedynie zależy od tego jaki cel ma matura i czemu ma służyć. Na razie jest to niejasne...

Moim zdaniem Giertych powinien najpierw jasno określić co chce z maturą zrobić i do czego dąży. Jakie cele ma mieć matura.

Reasumując: uważam że ta decyzja nie była poważnym potraktowaniem maturzystów, nie zachęca do nauki do matury przyszłych maturzystów (sporo stwierdzi, że nielubiany przedmiot moze olać), nie wiadomo czy jest częścią strategii dążącej prawdopodobnie m.in. do matury dla wszystkich (jeśli strategia jest inna, to jest to krok wstecz względem niej) czy też chwilowym kaprysem.
kimak
>Samo posiadanie świadectwa maturalnego nie ma znaczyć kompletnie nic i nigdy nie miało.
Budzik! Obudź się wreszcie! Były czasy, że bez matury nie dostawałeś dyplomu ukończenia choćby technikum!!! Mój ojciec do dziś wspomina, jak to "olał" sobie naukę w 4 klasie i miał niezły stres przy maturze. Język polski nota bene nigdy go nie interesował, tym bardziej, że w jego stronach mówi się po białorusku, ale nawet w takich okolicznościach zaliczył maturę. A w latach 60-tych to nie była tylko czcza foramlność. Wciąż chcesz uchodzić za znawcę tematu?
Pozdrawiam
zima_bez_ciastka
Co do reakcji władz Izraela, to dodaje ona tylko panu Giertychowi popularności, gdyż jest to rodzaj barbarzyńskiego zachowania, u kogoś, kto zdawałoby się zachowuje w dyplomacji standarty europejskie (a przynajmniej powinien).

Co do matur. Nie zdało 20%. Przecież to porażka systemu kształcenia. Niewyobrażalna ilość nieprzygotowanych do zdawania matury, a do niej dopuszczonych.
Skoro pan Giertych znalazł furtkę, która niweluje tę katastrofę, to dobrze.

Inną rzeczą jest, że zarzucanie politykowi, iż stara się pozyskać przychylność potencjalnych wyborców, jest tym samym, co zarzucanie wielbłądowi, iż posiada garb.
Jeśli już chcecie 'porozmawiać' o jego błędach, to raczej skupcie się na tym, jak sąduje on opinie publiczną. To jest dość zabawne, puszcza w obieg plotkę, co ma być wprowadzone nowego, a później czytając nagłówki gazet decyduje czy to wprowadzić i kiedy. Może zabawne, ale ciekawe, czy skuteczne, czy jego notowania przy posługiwaniu się tą metodą rosną?

Pozdrawiam
Reverend (35 punktów)
Wypowiem się tutaj jako tegoroczny maturzysta. Uważam, że decyzja ministra Giertycha jest niesprawiedliwa. O wymogach zdania matury wiedział każdy wcześniej. Podyktowano nam zasady, które jasno określały co oznacza zdać maturę a co ją oblać. Z dnia na dzień te warunki zmieniają się. Wg mnie jest to tylko zagrywka by zdobyć poparcie wśród uczniów - jakby nie patrzeć, grupy, która najaktywniej sprzeciwiała się objęciu przez Giertycha posady ministra.
30% to naprawdę bardzo malutko, zwłaszcza, że wymagana jest podstawa materiału. Niezdanie matury to zero własnego wysiłku, a więc na własne życzenie.
Pozostaje sprawa języka polskiego - z tego co wiem dużo osób go nie zdało, a to może być kontrowersyjna sprawa, bo zawsze ktoś może powiedzieć, że jego praca nie spodobała się, itp. Otóż właśnie niską zdawalność zawdzięczamy tutaj obiektywizmowi tej matury. Kiedyś maturę sprawdzał nauczyciel, który znał ucznia i zdarzało się, że choć nie powinna być zdana to po znajomości ktoś dostawał 2 czy 3. Teraz jest to bardziej obiektywna sprawa i choć przez to statystyki spadły, ja się cieszę, bo wiem, że na tyle na ile to możliwe, moja praca była sprawdzona tak samo jak wszystkich maturzystów. Wolę uczciwą i sprawiedliwą maturę niż taką, w której prawie wszyscy zdali choćby na minimum.

>Co do matur. Nie zdało 20%. Przecież to porażka systemu kształcenia. Niewyobrażalna ilość nieprzygotowanych do zdawania matury, a do niej dopuszczonych.
>Skoro pan Giertych znalazł furtkę, która niweluje tę katastrofę, to dobrze.
Wcale to nie jest dobre. To tylko połowiczne rozwiązanie, które w niczym nie pomoże w rzeczywistości. Najłatwiej jest zawsze załagodzić skutki, choć to przyczyny muszą ulec zmianie.
Pozdrawiam
Balkowski (5685 punktów)
>Skoro pan Giertych znalazł furtkę, która niweluje tę katastrofę, to dobrze.
W jaki sposób niby niweluje? Obniżając dość drastycznie wymogi? Jeśli ktoś nie potrafi tabliczki mnożenia to świadectwo mu w tym nie pomoże. Pół biedy jeśli aspiracje takiego półanalfabety skończą się na maturze... gorzej że może pójść na studia i potem albo je skończy i będzie np. projektował mosty, albo przez pierwsze pół roku wykładowcy będą zmuszeni ich odsiewać względnie "reedukować".
enfant (64444 punktów)

Zawsze bardziej mnie wk... ...ukhmm... ...denerwowali wyzywający ludzi "na oślep" od debili, niż sami debile. Choć te dwa zbiory mogą się pokrywać.
Balkowski (5685 punktów)
>Zawsze bardziej mnie wk... ...ukhmm... ...denerwowali wyzywający ludzi "na oślep" od debili, niż sami debile. Choć te dwa zbiory mogą się pokrywać.
Mogą, ale jeśli masz na myśli jakieś konkretne przypadki to mógłbyś to jakoś wykazać bo inaczej Twoja wypowiedź może zostać odebrana jako wk... uhm... denetwująca. Dla ścisłości - nie wyzywam nikogo od debili, po prostu jak już ktoś zauważył parę postów wyżej poziom 30% jest i tak na tyle niski że nieprzejście go trudno zwalić na pecha czy inne czynniki losowe.
A argumenty które podajesz w innym poście (przykłady kto jest dobry z czegoś tam, za to cienki z czegoś tam innego) wydają się niezbyt przekonujące (liczbowo). Jeśli się dokopie jakichś danych statystycznych to można będzie sprawdzić to dokładnie ilu było geniuszy którzy zaliczyli jeden przedmiot na 95% a z drugiego nie wyciągneli nawet 30%. Na razie roboczo podejrzewam że jest ich na tyle niewielu że ich problem jest pomijalny w porównaniu do tego że obniży się poziom na niektórych kierunkach. Ja np. studiowałem chemię, gdzie większość ludzi i tak stanowiły osoby które nie dostały się gdzie indziej - co niestety odbijało się na jakości nauczania (pierwszy rok właściwie mało co miał wspólnego z nauka). A teraz pewnie się to jeszcze pogłębi. To co, teraz dwa lata z głowy?

Przy czym nie krytykuje pomysłu za to że wyszedł on z głowy Giertycha. Dwa rodzaje matury? Bardzo proszę, w wielu krajach jest to praktykowane. Ale niech to będzie jakoś dopracowane.
enfant (64444 punktów)
>>Zawsze bardziej mnie wk... ...ukhmm... ...denerwowali wyzywający ludzi "na oślep" od debili, niż sami debile. Choć te dwa zbiory mogą się pokrywać.
>Mogą, ale jeśli masz na myśli jakieś konkretne przypadki to mógłbyś to jakoś wykazać bo inaczej Twoja wypowiedź może zostać odebrana jako wk... uhm... denetwująca. Dla ścisłości - nie wyzywam nikogo od debili, po prostu jak już ktoś zauważył parę postów wyżej poziom 30% jest i tak na tyle niski że nieprzejście go trudno zwalić na pecha czy inne czynniki losowe.

Jest jeszcze kwestia "eksperymentu maturalnego" i nierównego poziomu edukacji w kraju. O wiele ważniejsza niż przypadki pechu.

>A argumenty które podajesz w innym poście (przykłady kto jest dobry z czegoś tam, za to cienki z czegoś tam innego) wydają się niezbyt przekonujące (liczbowo). Jeśli się dokopie jakichś danych statystycznych to można będzie sprawdzić to dokładnie ilu było geniuszy którzy zaliczyli jeden przedmiot na 95% a z drugiego nie wyciągneli nawet 30%.

Znam kilka, słowo honoru. Ale to nie tylko o to chodzi. Jak pisałem wyżej, sprawa jest poważniejsza, problem powszechny i bolesny.

>Na razie roboczo podejrzewam że jest ich na tyle niewielu że ich problem jest pomijalny w porównaniu do tego że obniży się poziom na niektórych kierunkach. Ja np. studiowałem chemię, gdzie większość ludzi i tak stanowiły osoby które nie dostały się gdzie indziej - co niestety odbijało się na jakości nauczania (pierwszy rok właściwie mało co miał wspólnego z nauka). A teraz pewnie się to jeszcze pogłębi. To co, teraz dwa lata z głowy?

Naprawiajmy system, który jest dla ludzi. Później wymagajmy od wszystkich uczniów w kraju, by zdawali na równym, wysokim poziomie. Trudno, robimy reformę, to musimy się liczyć z tym, że będzie badana na ludziach. A ludzie to nie króliki doświadczalne.

>Przy czym nie krytykuje pomysłu za to że wyszedł on z głowy Giertycha. Dwa rodzaje matury? Bardzo proszę, w wielu krajach jest to praktykowane. Ale niech to będzie jakoś dopracowane.

Oby dopracowali. Nie wiem, czy obecny skład resortu pójdzie w dobrym kierunku. Mam nadzieję, że otrzyma wsparcie, a nie tylko politykierską krytykę.
Miechu
Jestem tegorocznym maturzystą wiec mam pewne prawo wypowiedzieć sie na ten temat. Uważam że "mowa matura" choć niedoskonała, była nadzwyczaj prosta do napisania a kryteria niezwykle niskie, jest przygotowana tak by zdali ją i geniusze, i uczniowie "słabsi ale pracowici". Przeanalizujmy może sytuacje ucznia:
Aby zdać trzeba:
1. Zdać jeden wybrany przez siebie przedmiot
2. Zdać język obcy
3. Zdać polski

1.Nie zdanie wybranego przez siebie przedmiotu jest totalną kompromitacją gdyż jest to zwykle przedmiot z którego uczeń czuje
się najlepiej.
2.Nie wiem jak wyglądały matury z innych języków ale matura z angielskiego, zarówno ustna jak i pisemna była tak prosta że nawet osoby znające pare słów na krzyż po angielsku zdawały i to nawet z całkiem przyzwoitym wynikiem.
3.Wbrew temu co się mówi egzamin z j.polskiego był prosty i to na tyle że nawet Ja mimo iż jestem matematykiem i polski zawsze olewałem, do lektur nawet nie zaglądałem a prezentacje na ustny przygotowałem 2 dni przed egzaminem zdałem go. Nie uwieże że jakiś genialny matematyk co dostał 95% z matmy nie zdał polskiego, musiałby:
a. Wogóle sie nie uczyć do egzaminu ( z lenistwa/głupoty )
b. Byc idiotą ( własciwie to wynika z pierwszego )

Większość moich kolegów która nie zdała ( głównie prze polski )
miała równiez słabe wyniki z innych przedmiotów. Oczywiście nie wiem jak wygląda sytuacja całej polsce ale myśle że podobnie, i nie wierze ze ktos mógł mieć 95% z matmy a nie zdać polskiego.

enfant (64444 punktów)
rozumek
> Mało, że się
>odciął, to oświadczył wszem i wobec, że nie jest antysemitą
>i że bardzo kocha i szanuje naród żydowski. Dla
>uwiarygodnienia swoich słów, pojechał nieproszony na
>obchody rocznicy pogromu Żydów w Jedwabnem. Że niby taki
>sprawiedliwy i to on sam, gdyż nie było na tej uroczystosci
>przedstawicieli Rządu, Prezydenta i Episkopatu.
>Jestem ciekaw, ile w tym hipokryzji Giertycha, ile zwykłego
>cwaniactwa, a ile dobrej woli?
Z obydwu stron, niemal tyle samo zwykłego, choć naiwnego cwaniactwa i hipokryzji. I tyle samo "dobrej woli". Kto ofiarom jakichkolwiek zbrodni, odbiera miano ludzi, przypisując jakiekolwiek inne (Polaków, Żydów, Łemków...) jest złoczyńcą (nacjonalistą), a nie semitą, antysemitą, polakożercą, polskim patriotą.... Kto katom, odbiera miano zbrodniarza, a przypisuje jakiekolwiek inne, jest kłamcą (złoczyńcą i obrońcą katów). Patriotyzm, nie polega na walce z innymi narodami (także o miano ofiar), ale na zwalczaniu wszelkich nacjonalizmów, we współpracy z innymi narodami, dla dobra własnego. Polega również na tym, aby nie "pomagać" członkom innych narodów, w zwalczaniu lub krzewieniu ich własnych nacjonalizmów. Giertych jest nacjonalisą, więc czuje się w obowiązku, pomóc Żydom w krzewieniu żydowskiego. Gdyby on nim nie był i gdyby nie byli nimi Żydzi, wspólnie korzystaliby z zaproszeń całkiem innych narodów, do czczenia pamięci całkiem innych ofiar. I zabiegaliby o takie zaproszenia.
>Jeśli rzeczywiście Giertych kierował się rozsądkiem i
>uznał, że nie należy karać młodzież za niedokończoną
>reformę oświaty, to szczęść mu Boże. Ale jeśli stoi za tym
>jego cwaniactwo (jest przecież prawnikiem i adwokatem) i
>kunktatorstwo, to niech ręka Boska broni - brata naszego
>Giertycha.
>Po dalszych owocach poznamy przwdziwe intencje Giertycha.
>Oby to były zdrowe owoce, a nie zgniłki i robaczywki.
Giertych nie jest w stanie kierować się rozsądkiem, bo Giertychem kieruje nacjonalizm i teizm. Dalsze owoce wszelkich prac wszelkich nacjonalistów i wszelkich teistów, będą identyczne z dzisiejszymi, bo nadal będą zastępować patriotyzm nacjonalizmem, a naukę religią. Niedługo, młodzież trzeba będzie zwolnić z wszystkich egzaminów, bo po ukończeniu szkoły, zdać go będzie w stanie wyłacznie z różnych religii i różnych ich języków.
sininen (72 punktów)

>Po dalszych owocach poznamy przwdziwe intencje Giertycha.
>Oby to były zdrowe owoce, a nie zgniłki i robaczywki.

Obawiam się, że tymi owocami będziemy mogli zasilić tylko kompost.
Z tą maturą to naprawdę ciekawy pomysł i dobrze przemyślana decyzja... zwłaszcza, że z tego co wiem Minister edukacji powinien dbać o to by wykształcenie w naszym kraju było powszechne i na odpowiednim poziomie... (szczególnie ten minister, którego niektórzy nazywają nacjonalistą)W ramach wypełniania tego zadania pozwolił, podejmując tą decyzję, otrzymać świadectwo maturalne ludziom, którzy nie zdali języka polskiego... hmmm
Piotr
wiadomosci(*)=8410032&rfbawp=1153773854.577
Odsyłam do tego linku . Mundurki w szkole ? Ja decyduje o moim ubiorze , także w szkole .Przecież znajdujemy sie w XXI wieku . Gdy ktoś lubi ubierać sie w szeroki spodnie do kolan i bluzy kapturami to chyba świadczy tylko o nim i nikt mu tego nie zabroni . To może jeszcze codziennie budująca lekcja religi , która i tak nikt nie jest zainsteresowany . A co to za durny pomysł z radą rodziców ? Chyba jednak wiekszość rodziców tych dzieci ma co robić . Brak mi słów na naszego "ministra edukacji" .
Pozdrawiam
Piotr
No co jest z wami ? Zero odpowiedzi .
rozumek
>No co jest z wami ? Zero odpowiedzi .
Jedni są zdania, że nie strój zdobi człowieka, drudzy, że wyłącznie strój. Jedni są przekonani, że wystarczy założyć jakiś berecik (albo mundurek) by zmądrzeć, drudzy, że właśnie wystarczy go zdjąć.

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365