Racjonalista - Strona głównaDo treści
Teopatologia?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
13-11-2005 23:06ZuzannaTeopatologia?
Pojęcie to, to prawdopodobnie neologizm, wprowadzony przez Patuszkina. Przyznam, że bardzo mnie to zaintrygowało. Cóż oznaczałby teopatologizm?
Bóg,w mniemaniu większości populacji ludzkiej, uosobienie owszem nieskończoności,ale nieskończoności dobroci. A jeśli owa dobroć stanowi tylko połowę natury boskiej?
Całkowicie abstrahując od tematu, zastanowić by się warto nad naturą boską. Załóżmy, że Bóg, całkowicie nieskończony(we wszystkich tego słowa aspektach) i szechwiedzący, odkrył w sobie zło i dobro. Siły te zrównoważyły się na szali i jednakowo wywarły wpływ na dzieło stworzenia.
Pierwsza teza: Bóg jest schizofrenikiem, który "wiecznie zła pragnąc, dobro czyni". Podnieca go własna dualistyczna natura, dlatego postanowił ją zobrazować w postaci Świata, w którym egzystujemy. Ludzi, Bóg w swym Wielkim Teatrzyku, wykorzystał do zilustrowania dobrych i złych przejawów swego usposobienia. Jest to w swym rodzaju oparte na predestynacji, z tym, że człowiek nie ma wyboru, jaka natura Boga zostanie mu przekazana. W takiej sytuacji człowiek nie ma żadnej wolnej woli, jest tylko narzędziem.
Druga teza: Być może jest to żenujące, ale Bóg stworzył Szatana, uosobienie swej złej natury(tak jak większość schizofreników nazywa swą drugą naturę), aby zachować resztki pozorów przed człowiekiem, by ten wierzył w jego nieskończoną DOBROĆ i pozwolił Mu dalej łudzić się swą boską dobrocią. Nie ma zatem ani dobra, ani zła, są one jednością.
Trzecia teza: Świat jest wiernym odzwierciedleniem wszystkich idei Boga, nie ma zatem nic, wszystko to platońska jaskinia, miraż.
Czy wydaje się Wam, że taki Bóg, choć dla większości niepojęty, miałby rację bytu?
Boga takiego możnaby porównać do Billa z "Milczenia Owiec", który nienawidził zła tkwiącego w nim, a jednocześnie czerpał z niego energię. Może Bóg tak samo, nie chciałby posiadać swej podłej natury(a mógłby tego dokonać; jest w końcu wszechmocny), ale poprostu sprawia mu ona jedyną przyjemność.

Patuszkin (2279 punktów)
>Pojęcie to, to prawdopodobnie neologizm, wprowadzony
>przez Patuszkina. Przyznam, że bardzo mnie to
>zaintrygowało. Cóż oznaczałaby teopatologia?

Nie sądziłem, że podejmiesz ten wątek.
W moim mniemaniu teopatologia jest zapisem bardzo osobistego doświadczenia rzeczywistości. Dlatego zawarte w niej obrazy mają charakter subiektywnych wrażeń, ostatecznie mogą odsyłać do quazi-mistycznych przeżyć.

>Bóg,w mniemaniu większości populacji ludzkiej, uosobienie
>owszem nieskończoności, ale nieskończoności dobroci. A jeśli
>owa dobroć stanowi tylko połowę natury boskiej?

Wątpię czy większości. Ale faktem jest, że w naszej europejskiej kulturze motyw dobrego Boga jest mocno obecny, conajmniej od czasów Platona, który nazwał absolut Dobrem i zanegował możliwość występowania zła czy niedoskonałości w absolucie. Ten sprytny zabieg miał charakter pedagogiczny.

>Pierwsza teza: Bóg jest schizofrenikiem, który "wiecznie
>zła pragnąc, dobro czyni". Podnieca go własna dualistyczna
>natura, dlatego postanowił ją zobrazować w postaci Świata,
>w którym egzystujemy.

Drażni mnie antropomorfizacja absolutu. Rozumiem, że Tobie wygodniej obrazować Boga jakby był człowiekiem, ale ja w ten sposób nie mogę dyskutować. Za chwile pojawią się demony i duchy opiekuńcze. Czy nie można problemu dobra i zła rozwiązać w perspektywie ludzkiej? Nikt jeszcze z Bogiem nie rozmawiał. Można co najwyżej porozmawiać z człowiekiem, którego traktuje się jak Boga. Ale ta postawa jest charakterystyczna dla okresu dziecięcego. Potem rausz mija i zaczyna się normalne życie. To co wcześniej było niesamowite staje się normalne. Myślę, że to kwestia przyzwyczajenia się do dziwnych fenomenów i obycia z ludźmi. Samotne jednostki zazwyczaj odlatują w przestworza swej fantazji, na wzór zakochanych osób, które tęsknią za kochankiem. Spełniona miłość daje poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że człowiek potrafi odnaleźć głębię sensu w najprostszych codziennych czynnościach i słowach.

>Trzecia teza: Świat jest wiernym odzwierciedleniem
>wszystkich idei Boga, nie ma zatem nic, wszystko to
>platońska jaskinia, miraż.

Ja bym powiedział tak: absolut jest odzwierciedleniem wszystkich naszych idei i pragnień. Jest to świat naszych myśli, zatem bylibyśmy za skromni gdybyśmy przypisali je czemuś innemu niż my.

Piotrek Patucha
Efka

W kulturze europejskiej powstały dwie znaczące koncepcje dobra: platońsko-plotyńska oraz arystotelesowka i od nich ksztatłtują się modele społeczności.
Patuszkin (2279 punktów)
>W kulturze europejskiej powstały dwie znaczące koncepcje dobra: platońsko-plotyńska oraz arystotelesowka i od nich ksztatłtują się modele społeczności.

I ta druga jest mi bliższa, ponieważ osadza kategorię dobra w problematyce społecznej bądź jednostkowej.

Piotrek Patucha
Efka
>I ta druga jest mi bliższa, ponieważ osadza kategorię dobra w problematyce społecznej bądź jednostkowej<
A miało nie być dyskusji w temacie Teopatologii nie mogę się jednak oprzeć pokusie i kilka słów zostawię jako odzew na powyżej zamieszczone zdanie (czy mój czyn nie staje się patologią ? Człowiek bytujący w świecie może i powinien ten świat interioryzować w swym poznaniu i czerpać z niego treści poznawcze bytów realnych i porównywać, rozpatrywać......
Jeśli weżmiemy społeczny charakter człowieka,to musi istnieć jakieś dobro całego społeczeństwa .......... Ta druga koncepcja zatem też jest mi bliską .
A Zuzannie w jej rozważaniach przeszkodził moim zdaniem pośpiech ,stąd też pojawiające się błędy w pisowni.
Efka
"Drażni mnie antropomorfizacja absolutu"
Sądzę, że autor tego zdania ma rację. Idąc dalej za Twoim myśleniem Zuzanno i uznając Boga za schizofrenika,jak odniesiesz się do faktu,iż schizofrenik ma koncepcje, za którymi inni "nie nadażaja"(to jest prawda obiektywna)? Czy można zatem idąc Twoim tropem Boga schizofrenika zrozumieć Jego zamysły?
Zuzanna
>"Drażni mnie antropomorfizacja absolutu"
>Sądzę, że autor tego zdania ma rację. Idąc dalej za Twoim myśleniem Zuzanno i uznając Boga za schizofrenika,jak odniesiesz się do faktu,iż schizofrenik ma koncepcje, za którymi inni "nie nadażaja"(to jest prawda obiektywna)? Czy można zatem idąc Twoim tropem Boga schizofrenika zrozumieć Jego zamysły?
Ja potafię się "wczuć" w uczuciam "mojego " Boga,bowiem w tajiej postaci i światle jest mi wyjątkowo bliski.Jeśli chodzi o resztę ludzkości,to nie mogę dać żadnej gwarancji,że człowiek zrozumie Absolut. Jednak sytuacja owa nie przysparza mi zmartwień,bowiem czy teraz.przy obecnym pojmowaniu Boga,potrafimy zrozumieć Jego zamysły?
Efka
>Ja potafię się "wczuć" w uczuciam "mojego " Boga<
Posiadłaś zatem Zuzanno łaskę głębokiego wniknięcia w uczucia "naszego" Boga", gdyż Bóg jest jeden.
>bowiem w tajiej postaci i światle jest mi wyjątkowo bliski<
W jakiej postaci jest Ci bliski?
>Jeśli chodzi o resztę ludzkości,to nie mogę dać żadnej gwarancji,że człowiek zrozumie Absolut. Jednak sytuacja owa nie przysparza mi zmartwień<
Zatem skąd się wzięła potrzeba wnikania w całość Twoich Zuzanno rozmyślań?
Myślę,że rozumiem, co chcesz powiedzieć słowem pisanym i co poruszyć w umysłach osób czytających owe słowa. Temat zaiste ciekawy i absorbujący ludzkość od dawien dawna i chyba nie znajdujący z całym szacunkiem dla osób poszukujących oczysistych i kompletnych odpowiedzi.
motyl
Co jest bardziej pierwotne- Bóg czy dobro i zło? Czy Bóg stworzył dobro i zło, czy wpisał się w ich strukturę? A może sam z siebie powstając różnicował wszechbyt na dobro i zło?
Szczęście, że widzę to inaczej (i nie muszę udzielać odpowiedzi na te pytania)- koncepcję Boga w obecnych kształtach uważam za ułomną.
Pozdrawiam
Totus (1201 punktów)
>Cóż oznaczałby teopatologizm? (...)
>Załóżmy, że Bóg, całkowicie nieskończony (we wszystkich tego słowa aspektach) i
>wszechwiedzący, odkrył w sobie zło i dobro.
Oznaczałby między innymi tworzenie zdań sprzecznych wewnętrznie przy tworzeniu założeń nie mówiąc o ich rozwinięciach.
Ponadto nowy nurt teopatologizmu nie byłby mile widziany przez już istniejące.
robert4 (29 punktów)
Witam. Przejdę do rzeczy. Zsatanwiam się , czy można tak sformulować pytanie : patologia Boga ? Trzeba rozpocząć, że koncepcje3 politeistyczne i monoteistyczne stanowią historię rodzaju ludzkiego, czyli nie znajdziemy kultury ludzkiej aby nie występował element wiary w jakąs nadnaturalną siłę. Zatem jeśli te doświadczenie jest powszechne, znane w każdym zakątku kuli ziemskiej to, czy można stawiać taką tezę jaka ją postawiono ? Jeśli tak, to na jakiej podstawie, jeśli te doświadczenie jest znane całej ludzkości i stanowi jej historię wiary w jakieś bóstwo. Czy zatem można dalej mówić, że autorka jest jedyną osoba myślącą, która odkrywa bezsens religii mimo, że te doświadczenie związane z wiarą pojawia się od zarania dziejów. Problem leży w tym, że wiara w Boga stanowi fakt obiektyny i nie jest zasadne jego kwestionowanie, bo wykazuje sie tylko nieznajomość faktów z zakresu życia społecznego i braku znajomosci historii. Od dwóch 2500 lat jest prowadzona krytyka doktryn religijnych i miomo dużych osiągnąć w tej dziedzinie koncepcja wiary w bóstwo nadal przyciąga wiernych. Ponadto należy podkreslić, że filozofowie mają w swym reprtuarze pojęcie Boga aczy absolutu jeśli nawet treśc tego pojeci redukują tylko do przyczyny sprawczej. Ale mimo tego zachowuje znaczenie tego pojęcia jako pierwsze w łańcuchu przyczyń lub jako inicjatora zdarzeń.
Następnie porusza się problem czy Bóg jest dobry czy zły. Wydaje się, że Bóg jest poza dobrem i złem. Dobro i zło to są wytwory działalności ludzkiej. Choć zastanawiającym jest fakt, że są pewne normy, które można spotkac w każdej kulturze np. nie zabijaj, nie kradnij itd. Ale istotne dla tego zagadnienia jest postawienie pytania czy Boga postrzegamy jako bytującego transcendentnego (poza nami) czy też immanetnie ( w nas) . Od odpowiedzi na to pytanie zależy sens pojmowania Boga. Pragnę dodać, że pojmowanie Boga trenscendentnie jako innobyt w stosunku do naszego świata, jego odseparowanie nie ma ta doktryna już wzięcia. Neguje sie bytowanie Boga oddalone od naszego świata. Natomiast pojmowanie Boga immanetnie jako uzaleznionego od nas ma ta doktryna większe zalety heurystyczne.
Reasumując: nie należy idea Boga rozpatrywać przez pryzmat antropologiczny , oceniać jego artefakt (świat ) i jego urządzenie świata jako dobre czy złe. Bo my nie jesteśmy w stanie jeszcze poznać całego świat i osądzić, czy ten świat ma architekta czy nie. Ale mimo to możemy oceniac, że ten świat jest żle zrobiony ma wiele mankamentów. Myślę, że oceniamy ten świat z perspektywy ludzkiej i język jakim prowadzimy jkrytykę est językim ludzkim. Dlatego zastanawiam sie czy nasza krtyka może mieć walor obiektywny (bo przecież jesteśmy ludzmi) i może być ona zasadna. Powiem jaśniej nasza krtyka jest tylko głosem naszym jakie mamy fantazje na temat Boga i co się nam w nim nie podoba lub podoba. Ale jak jest faktycznie to chyba nigdy się nie dowiemy jak jest w rzeczywistości. Za bardzo jeszcze jesteśmy związani z życiem religijnym, choć może świadomie możemy sprowadzać religię w obecnym kształcie do niebytu to nie ma gwarancji, czy na to miejsce nie powołujemy zarazem innej religii np. racjonalizm czy on nie jest religią albo może spełnia funkcje religijne. Eliade i Jung powiedzieli, że człowiek to i,,stota religijna'' , że to jest naturalna postawa człowiek, że potrzebuje wiary w innobyt. Nie zamierzam analizować tej tezy.
Ale pragnę może postawić tezę, że każde odejscie od życia religijne, także walka z religią to nie pociąga za sobą, że niszczy sie religię i jej funkcję i to od razu ginie, ale sądzę , że na jej miejsce powołuje się inną dziedzinę, która wypełnia tę funkcje jaka do tej pory miała religia. Na miejsce Boga powołuje się bożka.
Pytanie jakie zostało postawiona na początku postu :Teopatologia? może postawić doktor w stosunku do człowiek, który ma przesłanki aby doszukiwać się choroby u człowieka. W stosunku do Boga, ja nie znajduje takiego doktora aby mógł postawić taką diagnązę a jeśli autorka jest doktorem, który potrafi zdiagnozować Boga i podać nazwę choroby to prosimy aby nas pouczyla jak sie diagnozuje Boga i czy to było przyjemne mieć takiego pacjenta Boga i gdzie go Pani przyjmowała i czy podała Pani pacjentowi herbatę a moze ciastka ?.
Pozdrawiam Robert.


br
motyl

Ja też przejdę od razu do rzeczy. W jaki sposób można postrzegać Boga. Mnie zawsze to fascynowało, skąd ludzie wiedzą, że tu przejawia się Bóg, a tu nie.
Autorka, jak ją nazywasz, powierzyła Bogu rolę sprawcy wszystkiego, a więc i odpowiedzialnego za wszystko! Czyżbyś widział to inaczej? Zatem jak?
Pozdrawiam
Zuzanna
Zarzucacie mi tu antropomorfizację Boga,a czy nie jest to z Waszej strony hipokryzm?
Ja otwarcie się do tego przyznaję,bowiem jak inaczej mam odbierać Boga, jak nie przez pryzmat swej ludzkości?
Jak mogę wyobrażać sobie Boga,skoro nigdy nim nie byłam?
Odpowiedź na te pytania(o ile taka w ogóle jest możliwa) brzmi następująco: antropomorfizacja Boga jest nieunikniona,bowiem jesteśmy ludźmi,ograniczonymi w różnych aspektach, ale przede wszystkim jesteśmy ograniczeni formą bytową, co rozumie się samo przez się,że nie możemy być(przynajmniej w teraźniejszym wcieleniu) jednocześnie Bogiem,aniołem,diabłem,zwierzęciem i człowiekiem. Jesteśmy tylko ludźmi i swiat możemy poznawać tylko empirycznie,a nasze dośwadczenia czerpane są z ludzkiego bytu.
<Ja też przejdę od razu do rzeczy. W jaki sposób można postrzegać Boga. Mnie zawsze to fascynowało, skąd ludzie wiedzą, że tu przejawia się Bóg, a tu nie.

Oto mi właśnie chodzi. W naszej kulturze o naturze Boga decydują nie tyle ludzie,co instytucje. Nie jest to tylko KK,ale źródła mówiące o kanwie religijności wśród ludzi. Skąd mamy wiedzeć,że działania ów instytucji to nie żadna demagogia, mająca na celu sterowanie masami w jakimś nieznanym nam celu,celu,który może nawet prowadzić do zagłady ludzkości?Tu pojawia siękolejny mój ulubiony wątek: motyw Kombinatu.

A zatem,jeśli człwiek ma dualistyczną naturę, to dlaczegóż nie miałby posiadać jej Stwórca, na którego podobieństwo jesteśmy stworzeni?Skoro człowiek dązy do zaspokojenia swych potrzeb,dlaczegoż nie miałby tego robić Bóg?

Rozważając ten wątek, należy zapomnieć o wszelkich kanonach i konwencjach wprowadzonych do kultury indoeuropejskiej i żydowskiej.Należy pobawić się w proroka,który sam doświadcza mistycyzmu,poznając niezbadaną naturę Boga.
Patuszkin (2279 punktów)
>Zarzucacie mi tu antropomorfizację Boga,a czy nie jest to z Waszej strony hipokryzm?
>Ja otwarcie się do tego przyznaję,bowiem jak inaczej mam odbierać Boga, jak nie przez pryzmat swej ludzkości?
>Jak mogę wyobrażać sobie Boga,skoro nigdy nim nie byłam?
>Odpowiedź na te pytania(o ile taka w ogóle jest możliwa) brzmi następująco: antropomorfizacja Boga jest nieunikniona,bowiem jesteśmy ludźmi,ograniczonymi w różnych aspektach, ale przede wszystkim jesteśmy ograniczeni formą bytową, co rozumie się samo przez się,że nie możemy być(przynajmniej w teraźniejszym wcieleniu) jednocześnie Bogiem,aniołem,diabłem,zwierzęciem i człowiekiem. Jesteśmy tylko ludźmi i swiat możemy poznawać tylko empirycznie,a nasze dośwadczenia czerpane są z ludzkiego bytu.

Pod pewnym względem przyznaję ci rację, rzeczywiście dysponujemy skończonymi pojęciami, na określenie nieskończoności(słowo nieskończoność używane na określenie absolutu [gr. aperas, apeiron] oznacza, że jest to byt, który nie posiada formy określoności). Dlatego zawsze pojawią się trudności w rozumieniu nieskończonego.
Nie zgadzam się jednak, że jesteśmy skazani na antropomorficzne wizerunki sacrum. Przecież możemy użyć formy abstrakcyjnej. Jest to jak najbardziej ludzki język i moim zdaniem całkiem fajny.

>Piotrek Patucha
Patuszkin (2279 punktów)
>
>Ja też przejdę od razu do rzeczy. W jaki sposób można postrzegać Boga. Mnie zawsze to fascynowało, skąd ludzie wiedzą, że tu przejawia się Bóg, a tu nie.
>Autorka, jak ją nazywasz, powierzyła Bogu rolę sprawcy wszystkiego, a więc i odpowiedzialnego za wszystko! Czyżbyś widział to inaczej? Zatem jak?

Jeśli mogę się przyłączyć. Autorka najwyraźniej dała się ponieść intuicji i spostrzega świat przeżyć duchowych w kategoriach wzajemnie sprzecznych. Dobra i zła natura owego Boga, wzjemnie ze sobą walczące to być może po prostu spowiedź samej autorki, która samej siebie doświadcza jako osoby, w której sprzeczności utrudniaja osiągnięcie spokoju ducha. Przydało by się trochę dystansu do siebie i świata. Proponuję odpoczynek, zakaz korzystania z Internetu, obowiązkową randkę i radosny nieokiełznany seks oraz dużą dawkę normalnego życia. Powinno wrócić do normy.

Piotrek Patucha
Totus (1201 punktów)
>Witam. Przejdę do rzeczy. Zsatanwiam się , czy można tak sformulować pytanie : patologia Boga ?
Jak najbardziej Bóg jest jaki jest, mówienie, że jest jaki nie jest jest patologią bo degraduje ludzką naturę, psyche i społeczeństwo i wartościowe idee etc, etc, przechodząc ostatecznie w patologię stosunków międzyludzkich, która może przybrać skrajną formę zwaną PIEKŁEM.
Nie dziwi więc wciąż aktualne powiedzenie czym wybrukowana jest droga do owego piekła.
>Trzeba rozpocząć, że koncepcje3 politeistyczne i monoteistyczne stanowią historię rodzaju ludzkiego,
Tak jest, UMYSŁ jest kreatorem i z powodzeniem może tworzyć idee fikcyjne, a ściślej kombinacje fikcji z rzeczywistością. Kompromitacją idei podszywających się pod "moralność" jest powstały w wyniku stosowania się do nich system nierówności społecznej obywateli do których idea odnosi się do każdego z osobna. Każdy człowiek jak domniemamy ma prawo być obywatelem społeczeństwa globalnego, toteż każda idea faworyzująca jakąś społeczność ponad inne jest w gruncie rzeczy niemoralna.
Oczywiście nie chodzi o monolit społeczny typu kołchoz bez stowarzyszeń i indywidualności ale o nadawanie im przez się wyższego moralnego statusu od innych.
>czyli nie znajdziemy kultury ludzkiej aby nie występował element wiary w jakąs nadnaturalną siłę.
Niestety, chociaż to forum to zalążek takiej wspólnoty. Wszystkie siły bowiem występujące we wszechświecie są naturalne, nawet te zdeterminowane umysłowo o czym fanatycy przypadkowości raczą zapominać oddając pole religiantom.
>Zatem jeśli te doświadczenie jest powszechne, znane w każdym zakątku kuli ziemskiej to, czy można stawiać taką tezę jaka ją postawiono ?
Możliwość stała się faktem. Jednostka determinuje po części samą siebie i ujawniając to staje do oceny.
>Jeśli tak, to na jakiej podstawie, jeśli te doświadczenie jest znane całej ludzkości i stanowi jej historię wiary w jakieś bóstwo.
Historia ludzkości nie ma wpływu na prawdę o wszechrzeczywistości, w której ludzkość uczestniczy. Co najwyżej potwierdza swoimi działaniami teorie dostępne obserwatorowi jej z zewnątrz, który utwierdzając się w faktach i danych uzyskuje dowody na poparcie teorii tak, że stają się one twierdzeniami. Przykład: (My [SYN] - z punktu widzenia rasy starszej [Ojciec] = rasa stworzona przez nas {przyszły Syn} z punktu widzenia Nas {przyszły Ojciec}) - to kontinuum realizowane w i dzięki samoświadomości = UMYŚLE - tak jednostkowo oświeconemu jak i wszystkich oświeconych zwanych DUCHEM ŚWIĘTYM.
Tak, właśnie tak, to jasne pokazanie koncepcji Trójcy Świetej. Jeżeli mało klarowne to dopytasz szczegółów.
>Czy zatem można dalej mówić, że autorka jest jedyną osoba myślącą, która odkrywa bezsens religii mimo, że te doświadczenie związane z wiarą pojawia się od zarania dziejów.
Każdy podejmuje próbę odpowiedzi na egzystencjalne pytania gdyż smuci się, ubogi jest we własnym duchu, nieraz cichy, nieraz łaknący i pragnący prawdy, która go nasyci.
Prawda musi być autorytetem sama w sobie. (a czy jest to Jezus? - powiedzmy, że sprawa jest dyskusyjna bo co jeżeli powyższa koncepcja Trójcy Świętej jest prawdziwa? Bo logicznie poprawna jest i akceptowalna naukowo i gdyby również z nią kluczyć? - to puzzle ułoży się w bardzo ciekawy obraz.
>Problem leży w tym, że wiara w Boga stanowi fakt obiektyny i nie jest zasadne jego kwestionowanie, bo wykazuje sie tylko nieznajomość faktów z zakresu życia społecznego i braku znajomosci historii.
Potrzeba znalezienia pewnych odpowiedzi wymuszać powinna postawę pytającą.
Dopiero sensowna odpowiedź i przynajmniej wysoce prawdopodobna może zasługiwać na godną rozwagi i przyjęcia w poczet możliwych realnych wariantów rzeczywistości jako teoria społeczno-naukowa (kontynuując na marginesie wgniatanie w ziemię religii i jej wiary)
>Od dwóch 2500 lat jest prowadzona krytyka doktryn religijnych i miomo dużych osiągnąć w tej dziedzinie koncepcja wiary w bóstwo nadal przyciąga wiernych.
Bezbożność czy kult chaosu, przypadkowości, bezsensu matwego jak proch wszechświata generuje i wręcz napędza sekciarstwo wszelkiej maści.
>Ponadto należy podkreslić, że filozofowie mają w swym reprtuarze pojęcie Boga aczy absolutu jeśli nawet treśc tego pojeci redukują tylko do przyczyny sprawczej.
Co to za filozof, który nie wie, ze przyczyną sprawczą oprócz grawitacji fizycznej jest antygrawitacja woli a-fizycznej? Co to za filozof, który zakładając nieskończoność wszechbytu pyta nagle o siłę sprawczą nieskończoności? Nioo?
>Ale mimo tego zachowuje znaczenie tego pojęcia jako pierwsze w łańcuchu przyczyń lub jako inicjatora zdarzeń.
IMHO - Jeżeli absolutna nicość jest niemożliwa, łańcuch przyczynowo-skutkowy jest nieskończony czyli nie ma początku ani końca.
>Następnie porusza się problem czy Bóg jest dobry czy zły.
Teza: Bóg poprzedza wybór między dobrem a złem gdyż posiada wolną wolę.
To samo UMYSŁ ludzki stworzony na Jego podobieństwo.
>Wydaje się, że Bóg jest poza dobrem i złem.
Słusznie. Nie sposób też palcem wskazać a-fizyczności (ew.metafizyki)
>Dobro i zło to są wytwory działalności ludzkiej.
Jaki Syn takie dzieła.
>Choć zastanawiającym jest fakt, że są pewne normy, które można spotkac w każdej kulturze np. nie zabijaj, nie kradnij itd. Ale istotne dla tego zagadnienia jest postawienie pytania czy Boga postrzegamy jako bytującego transcendentnego (poza nami) czy też immanetnie ( w nas) .
Zgodnie z Trójcą. Istota posiadająca dostęp do metafizyki może być świadoma uczestnictwa w Bogu, może ale nie musi, wszak rodząc się poznaje świat i co jeśli świat stanowi barierę wspartą teopatologią? Tym różnimy się od zwierząt, że one nie posiadają do niej dostępu i my zmieniając to np. na wybranym gatunku (dzięki wiedzy) w przyszłości możemy automatycznie zmienić swój status. Jeżeli będzie to działanie nieodpowiedzialne, skończy się tragicznie dla ludzkości z przyczyn obiektywnych.
>Od odpowiedzi na to pytanie zależy sens pojmowania Boga.
Zaiste
c.d.n.
robert4 (29 punktów)
m może tworzyć idee fikcyjne, a ściślej kombinacje fikcji z rzeczywistością. Kompromitacją idei podszywających się pod "moralność" jest powstały w wyniku stosowania się do nich system nierówności społecznej obywateli do których idea odnosi się do każdego z osobna. Każdy człowiek jak domniemamy ma prawo być obywatelem społeczeństwa globalnego, toteż każda idea faworyzująca jakąś społeczność ponad inne jest w gruncie rzeczy niemoralna.
Totus (1201 punktów)
C.D.:
>Pragnę dodać, że pojmowanie Boga trenscendentnie jako innobyt w stosunku do naszego świata, jego odseparowanie nie ma ta doktryna już wzięcia.
Zawsze można mówić o całości, która scala wszystko, łącznie z Bogiem, tak, że nie ma już logicznego miejsca na poza - cokolwiek.
>Neguje sie bytowanie Boga oddalone od naszego świata. Natomiast pojmowanie Boga immanetnie jako uzaleznionego od nas ma ta doktryna większe zalety heurystyczne.
Jeżeli jesteśmy jedynym uczestnikiem w Bogu (w co wątpię na przykładzie Jezusa), to takowy byłby całkowicie uzależniony od nas. Wiara w coś takiego to po prostu kpina, ale nie aż tak brutalna, bo pozostaje po redukcji czyli założeniu, że jesteśmy jedyną formą świadomą we wszechświecie, ten sam spór - jacy mamy być, i to samo pytanie: Co na to żydowski rzemieślnik z Nazaretu. Miał rację czy nie? Nie - bo był cieślą?
> Reasumując: nie należy idea Boga rozpatrywać przez pryzmat antropologiczny , oceniać jego artefakt (świat ) i jego urządzenie świata jako dobre czy złe. Bo my nie jesteśmy w stanie jeszcze poznać całego świat i osądzić, czy ten świat ma architekta czy nie.
A wczuwając się w niego cóż Ci się wymyka spod kontroli?
>Ale mimo to możemy oceniac, że ten świat jest żle zrobiony ma wiele mankamentów.
Czyli mądrzeć i zdobywać wiedzę i dzielić się nią z innymi. (IMC)
>Myślę, że oceniamy ten świat z perspektywy ludzkiej i język jakim prowadzimy jkrytykę est językim ludzkim.
Sposób kodowania informacji nie wpływa na ich obiektywne istnienie.
>Dlatego zastanawiam sie czy nasza krtyka może mieć walor obiektywny (bo przecież jesteśmy ludzmi) i może być ona zasadna. Powiem jaśniej nasza krtyka jest tylko głosem naszym jakie mamy fantazje na temat Boga i co się nam w nim nie podoba lub podoba. Ale jak jest faktycznie to chyba nigdy się nie dowiemy jak jest w rzeczywistości.
Chcesz rozczarować Platona? Filozof nigdy nie rezygnuje.
>Za bardzo jeszcze jesteśmy związani z życiem religijnym,
Dla jednych wciąż sens życia, dla innych skamlący bachor.
Solidaryzujmy się z Jezusem również i w jego irytacji, która musiała towarzyszyć mu w nauczaniu. Wszak nic co ludzkie nie jest nam obce. Szczęście, że znajdował sposoby na odreagowanie bawiąc się radośnie od czasu do czasu.
>choć może świadomie możemy sprowadzać religię w obecnym kształcie do niebytu to nie ma gwarancji, czy na to miejsce nie powołujemy zarazem innej religii np. racjonalizm
To już mam nadzieję wyjaśniłem.
>czy on nie jest religią albo może spełnia funkcje religijne.
Przyjdzie czas, że zdefiniujemy religie jako wyrafinowaną i niebezpieczną formę sztuki. >Eliade i Jung powiedzieli, że człowiek to i,,stota religijna'' , że to jest naturalna postawa człowiek, że potrzebuje wiary w innobyt. Nie zamierzam analizować tej tezy.
Ale Jung pociąga umysł niczym muzyka i inne gry zmysłów.
>Ale pragnę może postawić tezę, że każde odejscie od życia religijne, także walka z religią to nie pociąga za sobą, że niszczy sie religię i jej funkcję i to od razu ginie, ale sądzę , że na jej miejsce powołuje się inną dziedzinę, która wypełnia tę funkcje jaka do tej pory miała religia. Na miejsce Boga powołuje się bożka.
NAUKA w miejsce religii! Pokora w obliczu niewiedzy a nie dogmat - to właściwa droga.
>Jeśli autorka jest doktorem, który potrafi zdiagnozować Boga i podać nazwę choroby to prosimy aby nas pouczyla jak sie diagnozuje Boga i czy to było przyjemne mieć takiego pacjenta Boga i gdzie go Pani przyjmowała i czy podała Pani pacjentowi herbatę a moze ciastka ?.
Pozwoliłem sobie również na doktoryzację zagadnienia.
>Pozdrawiam Robert.
Ja również.
robert4 (29 punktów)
Pozdrawiam Totusa. Pragnę powiedzieć, że Pan nie zrozumiał wiele z tego co napisałe.
Pragnełem tylko w swojej wypowiedzi poakazać, ze istnieje dziedzina taka jak religi i to jest fakt. Jeśli ktoś uważa, że ta dziedzina jest czymś patologicznym,sama koncepcja i pojęcie Boga jako wytwór chorego Umysłu (tylko czyjego ?) to zapytam się tak czy doświadczenie związane z tą dziedzina i skali w jakim ono się przejawia może być ignorowane. Drugie jesli jest to zjawisko masowe to czy garstka ludzi może destuować pojęcie ,,teo'', które kaształtowało kulturę europejską i pozaeuropejską ? Nadal podtrzmuję tezę, że zachowanie religije jest czymś powszechny i problem jaki się rysuje mimo ruchów ateistycznych, agnostycznych całego racjonalizmu ,oświecenia mimo programowych kierunków, które miały za cel sprowadzić religię w niebyt to się do dziś nie udało. Mimo wysokiego stopnia rozwoju: naukowego, intelektualnego technicznego nadal człowiek powraca do religii.
Ale my jako krytycy religii i życia opartego na wierze musimy jedno wiedzieć, że nasza krytyka nie podważa zasadność całej religi, nie osłabia jej lecz przeciwnie my poprzez swoją krytykę tylko ją wzmacniamy. Dajemy drugiej stronie argumenty do jeszcze lepszej obrony swojej twierdzy. Dlatego pytanie czy można podwazyć samo wyobrażenie Boga?
Bo jeśli okaże, się że to pojęcie jest genetyczne, immnetne w swych podstawach irraconalne to ciężko będzie przez swoją irracjonalność tę ideę wyrugować. Bo sam fakt o masowości i żywotności tej idei mówi nam, że to musi być sprawa istotowa dla bytu ludzkiego. A czy ta idea podlega ocenie czy nie to sprawa ludzi, co oni chcą z nią zrobić. Każdy ma prawo do ferowania własnych myśli i własnych sądów w danej dziedzinie.
Pragnę przypomnieć, że np. Kant podał dowód na istnienie albo na nie istnienie Boga. Rozum może w zależności od przesłanek wyjściowych udowodnić istnienie lub nie.
Ale cały problem polega na tym, ze to robi jeden i ten sam rozum i chyba tylko od woli zależy od jakich on wyjdzie przeslanek i do jakiego dojdzie konkluzji. Dlatego myślę, że już nie raz udowodniono, że Bog nie istnie ale taki dowód w tej materii nie powoduje że te zjawisko przestaje funkcjonować. Religijność wsród muzułmanów przechodzi fazę odrodzenia. Ten fakt także powinien być jednak dostrzeżony i omówiony. Nie można próbować zanegować podstawy religii czyli wyrzucić samo pojecie Boga w niebyt ( już Nietzsche wieścił ,,śmierć Boga") bo i tak okazuje sie tylko ćwiczeniem intelektualnym,rozważaniem czysto abstrakcyjnym, bo fakty pokazują, że jest religi i są ludzie religijni. Pozdrawiam Robert.

br
Totus (1201 punktów)
>Pragnę powiedzieć, że Pan nie zrozumiał wiele z tego co napisałe.
Rzeczywiście, prawie nic nie zrozumiałem.
>Pragnełem tylko w swojej wypowiedzi poakazać, ze istnieje dziedzina taka jak religi i to jest fakt.
Zgubiłem ksera z tych wykładów, to pewnie temu mi umknęło.
__________(...)________________
>Nie można próbować zanegować podstawy religii czyli wyżucić samo pojecie Boga w niebyt ( już Nietzsche wieścił ,,śmierć Boga") bo i tak okazuje sie tylko ćwiczeniem intelektualnym,rozważaniem czysto abstrakcyjnym, bo fakty pokazują, że jest religi i są ludzie religijni.
___________+_____________
..................................
robert4 (29 punktów)
WItam. Pragnę poruszyć następującą kwestię czy tak jak Zuzana postawiła problem w sprawie patologii ,,Teo'' nie był ten problem u samego początku uwarunkowany naszym myśleniem chrześcijańskim i co z góry przesądza charakter odpowiedzi na to zagadnienie np. że Bóg stworzył szatana. Te wyobrażeni szatana jako czegoś złego ma konotacje tylko w religii chrześcijańskiej. Ale samo orzekanie o samej idei ,,Teo'' i przyznawania temu czegoś patologicznego to było spowodowane niechęcią do religii chrześcijańskiej. Dlatego sporną kwestią jest: czy na podstawie religii chrześcijańskiej można wniosek tak zgeneralizować, że przenieść ten wniosek na całą dziedzienę jaką jest teoria ,,Boga'' i powiedzieć o wszystkich zajawiskach związanym z życiem religijnym ,że to w swojej podstawie patologiczne. Pragne również zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt, że czym innym jest stwierdzenie istnienie ,,bóstawa'' a czym innym jest przypisanie mu cechy np. patologicznosci. Odnoszę wrażenie, ze dyskusja powinna pójść w stronę destrukcji samego pojecia ,,teo''. A nadawanie mu jakiś cech jest czynnością wtórną a w przypadku Zuzanny mamy ukrte założenie pierwsze, ze Bóg istnie i drugie, że jest patologiczny. Ale problem polega nie na tym, czy On jest patologiczny lecz natym czy On istnieje ?. Bo tak jak jest prowadzony dyskurs świadzczy, że autorka nadajac słowo Bogu niweluje ten problem, albo traci swoją moc i znaczenie na rzecz czegoś wtórnego. Ale taki szamanizm, zaklęcia słowne sa charakterystyczne dla kultur pierowtnych a nie dla badaczy, którzy potrafią postawić problem i dożyć aby go rozwiązać.
Reasumując, czy możliwe jest obalenie podstaw wiary w Boga. Myślę, że na dzień dzisiejszy mamy tylko słowo ,,Bóg'' a brak nam pojęcia ,,Bóg''. Dlatego nasza wiedza w tym zakresie jest tak uboga i tak mało rzeczowa. Druga kwestia to jaka władza poznawacza ma wieścić śmierć Boga: rozum, doświadczenie czy może nauka jako wytwór poznania ?
Myślę,że najbardziej wiarygodnym świadectwem będzie w tej sprawie doświadzcenie. Ale znowu wikłamy się w problem ,,gier jezykowych'' jakie stworzył w swojej filozofii Wittgenstein i za jaką uznał także religię. W istocie problem polega na tym, aby coś krtykować to trzeba być uczestnikiem gry, inaczej nie można czemuś zaprzeczyć jeśli się nie jest uczestnikiem gry. Inaczej nie można krytykować religii z zewnątrz jeśli nie zna się reguł jakie wyznacza sens tej gry. A to można tylko poznać po sobie poprzez uczestnictwo. Dopiero z perspektywy wierzącego można prowadzić krtykę religii. Taki przynajmniej płynie sens z teorii ,,gier jezykowych'' i impilkacje jakie można wyciągnąć z tej teorii.
Dlatego postawię następny problem, czy osoba ,,niewierząca'' może krtykować religię a jeśli tak, to na ile taka krtyka może być trafna mimo braku ,,żródłowego doświadczenia związanego z sacrum''. Czy taka krytyka bez doświadczenia religijnego nie jest jakąś formą egzorcyzmu i braku tolerancji do innych , bo nasza krytyka nie dotyka podstaw wiary w/w sensie (jeśli wiare oprzemy na doświadczeniu wenętrznym , a nie na literze czy na Biblii) gdy, natomiast wierzący posiadają doświadzcenie w tej sferze. Zatem problem wyłania się taki: czy można mieć doświadczenie religijne i czy ono może mieć wartość a jeśli tak to jaką ? Bo chyba o to toczy się cały spór i nasza dyskusja. Teopatologia jest formą oceny dokonanej przez Zuzannę tego doświadczenia i wartości jaka one może mieć w życiu jednostkowym i społecznym. Ale od oceny do istoty zjawiska jeszcze daleka droga.
Pozdrawiam. Robert.

br
Zuzanna
1)
> Dlatego sporną kwestią jest: czy na podstawie religii chrześcijańskiej można wniosek tak zgeneralizować, że przenieść ten wniosek na całą dziedzienę jaką jest teoria ,,Boga'' i powiedzieć o wszystkich zajawiskach związanym z życiem religijnym ,że to w swojej podstawie patologiczne.
2)
>Odnoszę wrażenie, ze dyskusja powinna pójść w stronę destrukcji samego pojecia ,,teo''.
> Myślę, że na dzień dzisiejszy mamy tylko słowo ,,Bóg'' a brak nam pojęcia ,,Bóg''.
3)
>Myślę,że najbardziej wiarygodnym świadectwem będzie w tej sprawie doświadzcenie. Ale znowu wikłamy się w problem ,,gier jezykowych'' jakie stworzył w swojej filozofii Wittgenstein (..) A to można tylko poznać po sobie poprzez uczestnictwo. Dopiero z perspektywy wierzącego można prowadzić krtykę religii. Taki przynajmniej płynie sens z teorii ,,gier jezykowych'' i impilkacje jakie można wyciągnąć z tej teorii.
>Dlatego postawię następny problem, czy osoba ,,niewierząca'' może krtykować religię a jeśli tak, to na ile taka krtyka może być trafna mimo braku ,,żródłowego doświadczenia związanego z sacrum''. Czy taka krytyka bez doświadczenia religijnego nie jest jakąś formą egzorcyzmu i braku tolerancji do innych , bo nasza krytyka nie dotyka podstaw wiary w/w sensie (jeśli wiare oprzemy na doświadczeniu wenętrznym , a nie na literze czy na Biblii) gdy, natomiast wierzący posiadają doświadzcenie w tej sferze. Zatem problem wyłania się taki: czy można mieć doświadczenie religijne i czy ono może mieć wartość a jeśli tak to jaką ?
Bardzo słuszne uwagi(ciekawe dlaczego nie pszyszedł mi do głowy Wittgestain?).
Ad.1
Wszystko jest względne( jak w opowiadaniu Kinga),jeżeli przyjmiemy,że Bóg istnieje i jest uniwersalny,a wszystkie drogi prowadzące do Niego są prwadziwe,to tak, można zgeneralizować i stwierdzić,iż wszystkie zjawiska związane z całą egzystencją człowieka( do tego zalicza się również wątek Boga) mają charakter patologiczny.Bowiem jeżeli Pierwotna Siła Poruszjąca jest wypaczona,to Wtórne Siły poruszjące także zdeformowane.
Ad.2
To także prawda,choć w tym przypadku, przytoczony Wittenstain nie ma racji bytu, bowiem stwirdzenie:"Nie ma nic ukrytego",jest fałszem. Wszystko jest ukryte, wszystko ma dualistyczną naturę, nic nie jest syntetyczne i klarowne. Dlatego też potrzebny,aczkolwiek czczy jest proces definiowania pojęć(a o tym wiele mówiono,analizując historię filozofii).
"Nie jesteśmy w stanie dać znaczenia słowom których używamy"

Ad.3
Nota bene trzeba wziąźć pod uwagę metodę poznawczą,jaką posługuje się obserwator.Jeżeli ktoś jest zwolennikiem oświeceniowych metod, to rzeczywiście, nie ma innej drogi poznania,niż doświadczenie. Ja osboiście przychylam się do tych metod.Pojawiaja się tu pewne watpliwści: Jak niwierzący możekrytykoć religię,sokro nie dośwaczył czymona jest? Jak nieierpiący może współczuć cierpiącemu, skoro nie wie czym jest ból? Jak człowiek może zrozumieć Boga( mam na myśli określenie Jego natury)skoro nigdy Nim nie był? Itp.,itd.
Czy można mieć doświadczenie religijne? Tak, ale jest ono bardzo subiektywne, a zatem niepodważalne,bowiem każdy ma prawo do własnych doznań.Jednak czy nauka może opierać się na doznaniach, w ym także jednostek, ktorych odczucia są niekonwncjonalne(w końcu niema odzczuć prawdziych i złudnych)?
Historia filozofii dpowieziała na to pytanie:John Stuart Mill wskazywał, że wszystkie zjawiska mają swoje źródło w doświadczeniu, a głównym zadaniem nauki jest uogólnianie wyników doświadczeń,jednak jakimi kryteriami należy się posługiwać przy uogólnianiu?















robert4 (29 punktów)
Witam i pozdrawiam ciepło Zuzanne. Bardzo spodobała mi się Pani odpowiedż na moje pytania. Dzieki. Przejdę do rzeczy. Pisze Pani o koncepcji Boga jako jednej idei:

>Wszystko jest względne( jak w opowiadaniu Kinga),jeżeli przyjmiemy,że Bóg istnieje i jest uniwersalny,a wszystkie drogi prowadzące do Niego są prwadziwe,to tak, można zgeneralizować i stwierdzić,iż wszystkie zjawiska związane z całą egzystencją człowieka( do tego zalicza się również wątek Boga) mają charakter patologiczny.Bowiem jeżeli Pierwotna Siła Poruszjąca jest wypaczona,to Wtórne Siły poruszjące także zdeformowane.

Pierwszy zarzut jaki stawiam pod kocepcją w/w to taki, że nie jest zasadne generalizowanie idei Boga (bóstwa) jako tej którą mają za przedmiot wszystkie religie. Bo wydaje się, że jednak religie różnią się miedzy sobą i należy mieć na uwadze ten fakt. Ma to wyraz w doktrynach religijnych. Choć w doktrynach może być zasadnicza różnica w koncepcji Boga to w przypadku doświadczenia takiej rozbieżności możemy nie zaobserwować. Innym słowy doświadczenie w zakresie życia religijnego może być takie same dla wszystkich religii a różnice w interpretacji tego doświadczenia spadają na doktrynerów, których zadaniem jest stanie na straży czystości wiary. Tu może być przyczynek do całej bzdurnej otoczki jaką ma religia przez apart księży, który nadbudowuje się nad pierwotnym, uniwersalnym doświadczeniem rodzaju ludzkiego jaką jest wiara w sacrum. Dlatego kto by udowodnił , że istnieje doświadzcenie religijne i jest ono tożsame dla wszystkich wyznań ten stałby się największym kaznodzieją ludzkości.
Po drugie proszę także zwrócić uwagę Pani Zuzanno na fakt, że w Buddyzmie nie mamy osobowego Boga ,ale mamy pustkę, stąd trudno przypisać Bogu jakąś cechę, bo taka koncepcja wyznacza inny horyzont sensu dla człowiek i jego rzeczywistości, bo niweluje jakąś siłe sparwczą. W buddyzmie wina za czyny spada na człowieka i to stanowi o jego odpowiedzialności. Dlatego chrześcijaństwo z koncepcją szatana poszło na skróty obdzierając człowieka z jego odpowiedzialności , tworząc całe sens wolności i jego znaczenie gdzieś w zaświatach a nie tu na ziemi. Proszę wybaczyć mi za tę dygresję.
Powracając do tematu, zakłada Pani, że Jeśli Bóg jako przyczyna jest wypaczony to my jako skutek musimy być również wypaczeni. A nie zastanawia Zuzannę to, czy mógłby Bóg dać nam poznanie takie abyśmy ocenili tego architekta jako partacza ?. Myślę, że chyba nie. Dlatego może nasze poznanie jest niedoskonałe w tej materii? Ale problem leży w tym, czy moglibyśmy żyć bez Boga ?Takie kierunki jak froidyzm, marksizm , nitzscheanizm , Schopenhouer i inne odpowiadali tak. Dla Dostojewskiego ten problem stanowił oś napędową jego twórczości : z Bogiem czy bez Boga ?
Do argumentu drugiego mam zastzreżenie następujące:
>wszystko ma dualistyczną naturę, nic nie jest syntetyczne i klarowne.
Dualistyczna natura jest jest jedną z wielu koncepcji w jaki sposób możemy kategoryzować i konceptualizować nasze doświadzczenie. Ponadto przypomne ,że w filozofii jest też gatunek obo dualizmu : monizm a także prulalizm. Pani oparala swój wykład na jednym z kierunków. I ma Pani prawo do takiego sądu i do takich wnisków na podstawie takich przesłanek od jakich Pani wyszła.
Zastanawia się Pani dalej nad znaczeniem słów:
>"Nie jesteśmy w stanie dać znaczenia słowom których używamy"
Myślę, że jesteśmy np. ,,kwadrat'', ,,trójkąt'' te słowa są pojęciami , czyli mają wyzrażne, jednoznaczne znaczenie, które obowiązuje wszystkich , którzy chcą się posługiwac danym słowem na oznaczenie dango przedmiotu. Te jednoznaczene znaczenia i ich cechy bada a potem kodyfikuje nauka.
Wywód Pani w kwestii trzeciej jest barzdo dobry, bardzo wyważony . Dalej kończy Pani i podsumowuje te zagadnienia w sposób mistrzowski i z wielkim wyczuciem i subtelnością. Jeszcze raz gratuluje takiego blyskotliwego wniosku.Proszę trzeci punkt przanalizować i podzielić sie swoimi wnioskami. Pozwoli,że go zacytuje w całości:
>Ad.3
>Nota bene trzeba wziąć pod uwagę metodę poznawczą,jaką posługuje się obserwator.Jeżeli ktoś jest zwolennikiem oświeceniowych metod, to rzeczywiście, nie ma innej drogi poznania,niż doświadczenie. Ja osboiście przychylam się do tych metod.Pojawiaja się tu pewne watpliwści: Jak niwierzący możekrytykoć religię,sokro nie dośwaczył czymona jest? Jak nieierpiący może współczuć cierpiącemu, skoro nie wie czym jest ból? Jak człowiek może zrozumieć Boga( mam na myśli określenie Jego natury)skoro nigdy Nim nie był? Itp.,itd.
>Czy można mieć doświadczenie religijne? Tak, ale jest ono bardzo subiektywne, a zatem niepodważalne,bowiem każdy ma prawo do własnych doznań.Jednak czy nauka może opierać się na doznaniach, w ym także jednostek, ktorych odczucia są niekonwncjonalne(w końcu niema odzczuć prawdziych i złudnych)?
>Historia filozofii dpowieziała na to pytanie:John Stuart Mill wskazywał, że wszystkie zjawiska mają swoje źródło w doświadczeniu, a głównym zadaniem nauki jest uogólnianie wyników doświadczeń,jednak jakimi kryteriami należy się posługiwać przy uogólnianiu?

To jest fakt, że coś takiego jak życie religijne istnieje i należy się od nas jakiś namysł na tą dziedziną. A czy z tego doświadczenie mimo jego powszechności można zbudować naukę o Bogu a nuke pojmować we wspłoczesnym znaczeniu jako nauki empirycznej, weryfikowalnej to stanowi wyzwanie dla wszystkich.
Na zakończenie pragne wyrazić Pani, że z wielką przyjemnoscią przeczytalem Pani spot.
Pozdrawiam Robert.

br
Zuzanna
>Dlatego chrześcijaństwo z koncepcją szatana poszło na skróty obdzierając człowieka z jego odpowiedzialności

Nie zrozumiał mnie Pan. Dla mnie Szatan to część złożonej osobowośći Boga. Idąc dalej tym torem, można stwierdzić,że nie jest to pozbawienie odpowiedzialności, odpowiedzialność bowiem to cnota, której marny człowiek nie posiada. Odpowiedzialność tyczy się świadomości swych czynów( co w przypadku człowieka jest niemożliwe), w przypadku istot ludzkich można jedynie mówić o sprawodawstwie, czyli postępowaniu, które ze względu na ograniczenia wykonawcy jest pozbawione całkowitych konsekwencji.
Aby nie powstały żadne błedne domysły: Taka kolej rzeczy to "wina" Boga, bowiem to on stworzył ułomny byt.

>... czy mógłby Bóg dać nam poznanie takie abyśmy ocenili tego architekta jako partacza ? Ale problem leży w tym, czy moglibyśmy żyć bez Boga ?Takie kierunki jak froidyzm, marksizm , nitzscheanizm , Schopenhouer i inne odpowiadali tak.
A dlaczego nie? Czy myśli Pan, że Bóg nie chce byc doceniany? Miejmy nadzieję,że prócz pochlebstw ludzi zaślepionych jego fałszywą dobrocią, Absolut od czasu do czasu chce wykroczyć poza świat obłudy i "spojrzeć prawdzie w oczy", w tym też celu stworzył pojedyńcze jednostki, które zdolne są zobaczenia prawdy i odkryciu, jak w przypadku Nietzschego NIHILIZMU.

>Myślę, że jesteśmy np. ,,kwadrat'', ,,trójkąt'' te słowa są pojęciami , czyli mają wyzrażne, jednoznaczne znaczenie, które obowiązuje wszystkich , którzy chcą się posługiwac danym słowem na oznaczenie dango przedmiotu. Te jednoznaczene znaczenia i ich cechy bada a potem kodyfikuje nauka.

Po raz kolejny powtarzam, mamy do czynienia z mirażem!!! Wszystko to sen i złudzenie. Twierdzi Pan, że "kwadrat", to czworokąt o równych bokach, przecinających się pod kątem prostym, którego pole powierzchni równe jest kwadratowi jednego z odcinków tworzących ów kwadrat itd.(istnieje jeszcze wile pojęć pseudo-naukowo-matematycznych, które są wewnętrznie niespójne i jedna wyklucza drugą). Mówię otwarcie: To złudzenie optyczne. Kwadrat zbudowany jest z czterech prostych linii,a nie można stworzyć idealnie prostej linii, zatem czym jest pański "kwadrtat"(przepraszam, że tak kurczowo trzymam się tej figury). Poza tym, wszystko zależy od stanowiska obserwatora i jego subiektywnych doznań.

>To jest fakt, że coś takiego jak życie religijne istnieje i należy się od nas jakiś namysł na tą dziedziną. A czy z tego doświadczenie mimo jego powszechności można zbudować naukę o Bogu a nuke pojmować we wspłoczesnym znaczeniu jako nauki empirycznej, weryfikowalnej to stanowi wyzwanie dla wszystkich.

No właśnie, tu tkwi ten węzeł gordyński, którego nikt nie jest w stanie przeciąć. Otóż jeżeli jednostka czuje potrzebę chwalenia niepoznanego jej bytu, tworzeniu pewnych wspólnot, miejsc pseudo świętych, nadających życiu ów jednostek cel, to proszę bardzo, pełny liberalizm. Problem w tym, że jednostki te poczuły taką siłę, wynikającą z solidarności, że zaczęły uważać, że głoszona przez nich prawda, jako jedyna jest niepodważalna i doktrynalna. Zadaję zatem pytanie: Czy jedne jednostki mają prawo posiadać swoje prawdy i później je sakralizować, a inni są pozbawieni tego przywileju(przy czym teologia opiera się na doznaniach większości)?

robert4 (29 punktów)
Witam Zuzanne i ciepło pozdrawiam. Przejdę do rzeczy. Pisze Pani na wstepie o relacji między Bogiem i szatanem i dodaje Pani, że ja tego nie rozumiem:

> Dla mnie Szatan to część złożonej osobowośći Boga.

Mówiła Pani, że jest daleka od antropomorfizacji Boga ale nadal Pani pozostaje w kręgu tych pojęć. Niech Pani spojrzy jakie trudności Pani wprowadza, gdy Pani nadaje miano Bogu ,,osoba''. Dalej nie wiem jaka to część osobowości może być oznaczona mianem ,,szatana'' . Takie ujęcie powoduje dalsze problemy: jak szatan jako zło mogło powstać jeśli Bóg jest Dobry ? Drugie pytanie samo się nasuwa :jaką funkcje miałby on spełnić ,,w'' Bogu. Czy szatan jako część osobowości jest uświadamiany przez Boga (może jako nie chciane dziecko ?) i czy to nie przeczy temu, że Bóg jest wszechmocny i wszechwiedzący itd. bo te pojęcia determinują przecież treść i zakres pojęcia ,,Bóg'' a te pojęcia stanowią podstawę pojmmowania tego zagadnieniai w religii - filozofi. A przecież dla Boga rezerwuje sie definicję jako byt prosty, niepodzielny. Jesli się przyjmie taką tezę jak wyżej to Zuzanno teza o szatanie nie ma racji bytu i jest sprzeczna z pojęciem ,,Boga''
Kolejną myśl jaką Pani wyraża to , że człowiek nie posiada cnoty bo nie posiada odpowiedzialności:
> odpowiedzialność bowiem to cnota, której marny człowiek nie posiada.
I dalej Pani wyjaśnia to zagadnienie ,
>Odpowiedzialność tyczy się świadomości swych czynów( co w przypadku człowieka jest niemożliwe), w przypadku istot ludzkich można jedynie mówić o sprawodawstwie, czyli postępowaniu, które ze względu na ograniczenia wykonawcy jest pozbawione całkowitych konsekwencji.

Zastanawiam, czy tak jak Pani postawiała to zagadnienie i do jakich doszla konkluzji czy nie kłoci sie to z faktami. Znany Pani jest Sokrates. Jego nauka, że cnota jest wiedzą. Zatem jeśli czlowiek posiadłby wiedzę to byłby on cnotliwy. Zapytamy się :jaka ma być ta wiedza abyśmy stali się cnotliwi w znaczeniu Greckim. Cała wiedza zostanie zawężona do tego, co dobre i co złe. Te dwa zagadnienia stanowią całą treść z której może sie zrodzić się wiedza o cnocie.
Myślę, że o Sokratesie mogę powiedzieć na podstawie mmojej wiedzy subiektywnej, że był on cnotliwy i sam fakt, ze oddał życie za krzewienie własnej teorii, że cnoty można się nauczyć i jego misja na tym właśnie polegała pozwala mi powiedzieć, że posiadł on cnotę. Sądzę, że moje rozumowanie pozwala Pani zweryfikować swoją tezę i jej konsekwencje. A jeśli Pani nadal będzie potrzymywała swój punkt, to w literaturze znany jest taki bohater. Jest nim Raskolnikowa Dostojewskiego który sądził podobnie jak Pani postępowanie pozbawione konsekwencji czyli świat bez Boga.

Kolejną rzeczą jaka Pani dotyka to , że Bóg ponosi wine za stworzenie Bytu ułomnego,,
>[...] to "wina" Boga, bowiem to on stworzył ułomny byt.

Zastanawiam, się czy Bóg jako sprawca (przyczyna) jako samo dobro może powałać denny skutek jak np. człowiek i jego nędzną egzystencję. Myślę, że na gruncie racjonalnego myślenia nigdy nie możemy dojść do takiego wniosku jaki Pani proponuje. To, że ma Pani takie odczucie i tak Pani postrzega czlowieka jako pamyłkę to masz na to prawo. Ale na gruncie doktryny chrześcijańskiej i jej kręgu pojęciowego tej tezy nie możesz udowdnić, bo popada się w same sprzeczności. Probleme jest np. los Hioba i jego stosunek do Boga. I nawet jeśli to ma być jakieś doświadczenie archetypowe to i tak chyba nie jesteśmy w stanie wniknąć w jego sytuację i właściwie odczytać kontekst jakie to wydażenia posiada dla niego wiara w Boga. Poza tym tylko dla współczesnego, że człowiek jest zabawką w ręku jakiegoś psychopaty. Ale na gruńcie chrześcijaństwa optyka się już zmienia i inne wartości decydują o wartości życia jak i sam Bóg zaczyna się cywilizować.
Inną soprawą wartą polecenai Pani Zuzzanno jest to, że każda religi w swojej doktrynie posiada mit upadku czlowieka. To jest problem fundamentalny, że nie ma takiej religi aby czlowiek od zarania nie byl potępiony i nie był zakałą bytu czy brudem zdrapanym z wszechrzeczy. I te ujęcie tego problemu za pomocą mitu stanowi dziwny, uniwersalny fenomen historii rodzaju ludzkiego.
Pisze Pania dalej, że Bóg jest łasy na pochlebstwa od nas jednodniowych:

>A dlaczego nie? Czy myśli Pan, że Bóg nie chce byc doceniany? Miejmy nadzieję,że prócz >pochlebstw ludzi zaślepionych jego fałszywą dobrocią, Absolut od czasu do czasu chce >wykroczyć poza świat obłudy i "spojrzeć prawdzie w oczy", w tym też celu stworzył >pojedyńcze jednostki, które zdolne są zobaczenia prawdy i odkryciu, jak w przypadku >Nietzschego NIHILIZMU.

Myślę, ze Bóg chyba nie ma ochoty na to, że czasem On odrzuci tę grę i spojrz ,,prawdzie w oczy'' a aktorami tego żałosnej komedi ma być czlowiek , a sztuka pod tytułem,, Bóg i człowik czyli jak Bóg nie może istnieć i funkcjonowac bez czlowieka'' Nie daję wiary temu założeniu i takiej roli jaka ma odtwarzać człowiek.
Następnie Pani zastanawia sie nad statusem ,,figur idealnych'' i ich możliwości istnienia :w tej materii chcę powiedzieć tylko tyle, że twierzdenia, które formułuje matematyka nie dotycza rzeczywistości ale tylko własnosci i tylko tego. Matematyka bada i zajmuje się ustalaniem związków i zależnościami jakie można poznać zajmując sie daną figurą. Swoje osiągnięcia przedstawia w postaci uniwersalnego języka matematyki w postaci twierdzeń, które można udowodnić. Dlatego, kto oczekuje od matematyki czegoś wiecej jak tylko badanie własności figur ten nie rozumie tej dziedziny. Wystarczy jak powiemy, że istnieją figury takie jak trójkąt czy kwadrat i nie będziemy sie wdawali w spór gdzie one istnieją bo to jest zagadnienie wtórne i grozi np. mężczyznie bezpłodnościom jak za bardzo zacznie wnikać w to zagadnienie( bo energię gdzie indziej powinnien wyładowywać niż zajmowanie sie w wolnych chwilach tropien, gdzie przebywa trójkąt, nieprawdaż)

W kwestii badanie Boga przy pomocy nauki zgadzam się z Pani uwagami.
Dzięki za odp. Pani Zuzanno. Robert

br
Totus (1201 punktów)
Witam.
Początkiem moich rozważań o Bogu, człowieku i sile sprawczej pchającej podmiot do obranego celu jest wątek Stwórca: www.racjonalista.pl/forum.php/s,28466 .
Przyjęcie do wiadomości u odbiorcy faktu, że:
1. Całościowy Byt istnieje i nie ma alternatywy,
2. Człowiek jest realną częścią Bytu,
3. Świadomość jest zjawiskiem realnym w Bycie,
uważam za logiczny prolog.
Te trzy zdania przyjęte jako bardzo wysoce prawdopodobne pozwalają na uczestnictwo w dyskusji nad tym co nazywamy rzeczywistością.
Nie piszę tego z myślą o Panu, ale z myślą o osobie religijnej, wobec której społeczeństwo najbliższe oświeceniu przyjmuje coś w rodzaju "kultu litości" myląc się w przekonaniu, że jest miłosierne.
W pewnym sensie rozumiem potrzebę dialogu, ale nie rozumiem potrzeby tworzenia jakiegoś systemu komunikacji dla myślących niedialogowo, no chyba, że mówimy o metodyce resocjalizacyjnej z wykorzystaniem szerokiej wiedzy z zakresu np. psychologii czy psychoanalizy.
Chcąc mimo to iść tym rozumowaniem "Budowania dialogu" dochodzimy do momentu, w którym wszystko sprowadza się do kilku zdań, a w tym:
1. Jakie są granice dopuszczalności ignorancji w społeczeństwie.
2. Tworzenie normy - kiedy wymagamy od człowieka dojrzałości obywatelskiej.

Rozmowa z osobą wierzącą w to, że masturbacja jest grzechem lub z osobami w sto tysięcy n-krotnie zaprzeczającymi sobą nauczaniu Jezusa a nazywającymi się jego wyznawcami, pielęgnującymi kontakt z nim poprzez odliczanie koralików i kult symboliki nic nie mówiącej o desygnatach poza fantazjami demonologicznymi, wykorzystywanymi w naukach sterowania ludzką agresją wobec innych grup społecznych,
rozmowa z osobą, która nie potrafi wyjść naprzeciw Jezusowi, gdyż wyżej sobie ceni przywiązanie do tradycji, kultury, systemu, wiarę dogmatom czyniącym ją upośledzoną -
i setki innych określeń, które wylałbym niczym Peja - młodzieżowy idol nastolatków, tylko grzeczniej, na jak to napisałeś:
>Dopiero z perspektywy wierzącego można prowadzić krtykę religii,
rozmowa z nią na jej warunkach nie jest zamiarem dla mnie przynajmniej w tej chwili.
Perspektywa wiary w Boga, który wyręcza z podstawowych wymagań jakie człowiek powinien sobie stawiać w życiu jest nieczysta, czy aby, jak poucza Jezus, nie z serca pochodzi?
Cóż takiego myśli uczestnik mszy świętej czy stawiający śmieszne bluźniercze obietnice Bogu maturzysta błagając o łaskę, czy babcia, która nie pamięta czy wyłączyła żelazko przed wyjściem z domu bo była skoncentrowana na poprawianiu moherowego beretu i śmierdzącej naftaliną apaszki by lepiej wyglądać w kościele, w którym modli się po części na pokaz, po części z przyzwyczajenia a po części by usprawiedliwiać się przed Bogiem i kapłanem, że pomimo nieuświadomienia jest i tak godna raju, godna nieba za życie spędzone bez pojęcia o godności.
Kto ją miał uświadomić? Jak? Nie wiadomo.
Nie wiedzą tego ani teologowie, ani uczeni w piśmie i do niedawna reszta mniej uwikłanych w teopatologię kozłów.
Tak więc szanowny Robercie, nie lituj się nad tym co było i ile zła się musi jeszcze wypełnić:
"Bierz pług i oraj" ale wcześniej poznaj mojego mistrza dla którego warto "umrzeć", by On mógł w Tobie zmartwychwstać.
Potem zobaczysz "grę" w pokoju pełnym luster i być może podzielisz moją refleksję nad religią solidaryzującą się z bliższym mi od niejednego Polaka - nigeryjskiemu racjonaliście, któremu podobni powinni uczyć w polskiej szkole średniej 'wiedzy o społeczeństwie':
Polecam artykuł: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4462 .
Powodzenia w osobistej walce z demonami teraźniejszości i upiorami przeszłości.
Pozdrawiam
robert4 (29 punktów)
Witam Totusa. Przejde do rzeczy:
Pisze Drogi Totus w kwestii logicznej podstawy i pierwszych przesłanek na które my wszyscy musimy sie zgodzić i dalej te przesłanki są natury ogólnej:
>Początkiem moich rozważań o Bogu, człowieku i sile sprawczej pchającej podmiot do obranego celu jest wątek Stwórca: www.racjonalista.pl/forum.php/s,28466 .
>Przyjęcie do wiadomości u odbiorcy faktu, że:
>1. Całościowy Byt istnieje i nie ma alternatywy,
>2. Człowiek jest realną częścią Bytu,
>3. Świadomość jest zjawiskiem realnym w Bycie,
>uważam za logiczny prolog.
Dla mnie osobiście pojęcie ,,całościowy byt'' nie jest pojęciem jasnym. Nie potrafie tak jak Pan powiedzieć, że taki ,,całościowy byt'' istnieje.Ja nie posiadam takiego poznania w tym zakresie, zatem nie wiem czy moge powiedzieć: czy w ogóle istnieje taki byt ( czy to jest pojęcie, czy to byt duchowy czy materialny czy jakaś inna kombinacja tego ja nie wiem) i od Pana tego nie mogę się także dowiedzieć. Po drugie co, oznacza całościowy w stosunku do bytu. Pojęcie bytu jest pojęciem abstrakcyjnym a jak każde pojcie abstrakcyjne nie zawiera w sobie nic z rzeczywistości (albo nie wiele). Dlatego można mówić o bycie i nic nie mieć na myśli.
Na tezę drugą mogę się warunkowo zgodzić. Uważam, ze człowiek żyje w relacjach i to stanowi o jego bogactwie:w wielości rzeczywistości ( to może implikować wielośc bytów jeśli przyjmiemy, że za każdą rzeczywistość odpowiada byt (pluralizm bytow) to prowadzi logicznie do wniosku o wielości bytów, ale przyjmuje, ze Pan w sposób naukowy wyabstrahował z tych wielości rzeczywistości jedno pojęcie i nazwał je pan ,,byt''). Przypuszczam, że realny to dla Pana tyle, co fizyczny. A czy wszyscy święci są realną cześcią bytu czy nie to może Pan mi odpowie, a ich myśli czy też sa czy nie ?
Na trzecie pytanie nie zgadzam się w całości. Pierwszy argument na zasadność tezy jaką Pan głosi to, można taki wniosek wyciągnąć na podstawie filozofii zachodu, która była zawzse przesiąknięta tym, co świadome, czyli racjonalne. Do rozważań tego, co świadome (przytomne) koncentrowała swoje wysiłki filozofii od starożytności do wieku 19.Ale to nie jest powód aby tę myśl dzisiaj jeszcze głosić. Wyłom następuje gdy, naturę człowieka nie utożsamia się z tym racjonalistycznym paradygmatem (bo takie znaczenie ukuło się w filozofii na to zagadnienie), że człowiek jest racjonalny.Dopiero od Schopenhoura potem Nietzschego do flozofi wdziera się mrok, co ma oznaczać sygnalizowanie ciemnej strony człowieka. Tę myśl nam obwieścił w sposób naukowy Zygmunt Frueid i jego koncepcja psychoananlizy. Zwiastwował narodziny nieświadomości, że nasze życie świadome może być tylko fasadą dla życia nieświadomego a nasz cały zachodni racjonalizm staje się tylko indywidualną forma racjonalizacji naszych kompleksów. Taka nauka na dzień dzisiejszy obowiązuje w szkołach i na uczelnich. To, że wylano wiadro pomyj na głowę twórcy psychoanalizy nie dowodzi, że jego koncepcja jest cala zla czy wadliwa. Wielkość Zygmunta F. polega na ukazaniu siły naszych popędów, naszego życia wewnętrznego do którego nie mamy wglądu jesli nie jesteśmy odpowiednio przygotowaniu. Drugi fakty, który Pan neguje to niech Pan spojrzy na Zakłady Zamknięte dla Obłąkanych. Jesli tak jak Pan stawia tezę, że czlowiek jest świadomy to z tego by wynikało, że ludzie którzy są tam zamknięci maja problemy z myśleniem logicznym( bo racjonalny to, tyle co logiczny). To może terapia grupowa albo indywidualna by wystarczyła aby zapisać ich na kurs logiki, semantyki i by było po sprawie. Bo na racjonalność tylko te argumenty działająi tym można chyba leczy chory rozum. Ale chyba tak nie jest.
Problem który trzeba się zająć to, że człowiek jest racjonalny i także irracjonalny. Człowiek jest bytem dualnym choć w polu świadomości nie widać rozdziału na : świadomośc i na nieświadomość ( choć baczny obserwator potrafi oddzielić, co nalezy do wytworów świadomości a co nie). Dla tego nie można stawiać tak tezy 3 jak ją Pan stawia, bo to świadczy tylko o Pąnskiej zaściankowości i braku szacunku do faktów i do kierunków jakie wypracowała nauka. A przecież zgodzi się Pan ze mną, ze psychologię choć najmłodszą z dyscyplin nukowych zajmująca się człowiek, że jest nauką i ma jakieś osiągniecia w swojej dziedzinie. Dalej , jeśli nie docenia Pan tych osiągnięć i wniosków jakie ona formułuje to musi Pan przyznać, że są profesorowie w tej dziedzinie, że jednak za coś dostali tytuły i za coś dostają pieniadze, chyba nie za nic, nieprawdaż.
Reasumując. Widocznie napisał Pan program minimum ale ja go nie zdałem. Jest mi niezmiernie przykro, że Pana zawiodłem, że nawet ten program minuimum jest dla mnie za trudny.
Z wyrazami szacunku Robert.


br
Totus (1201 punktów)
Witam Robercie. Wybacz moją zaściankowość ale jak już pisałem jeżeli słowo student to za mało to nazwij mnie zaocznym i darujmy sobie.
>Dla mnie osobiście pojęcie ,,całościowy byt'' nie jest pojęciem jasnym. Nie potrafie tak jak Pan powiedzieć, że taki ,,całościowy byt'' istnieje.
To znaczy nie potrafisz dodawać? Wszystkie istniejące formy czegokolwiek można uznać za całość mówiąc o wszechbycie jako całości istniejącej. Jeżeli nie istnieje żadna całość to Pan również nie istnieje ani nie rozmawiamy tu i teraz.
>Ja nie posiadam takiego poznania w tym zakresie, zatem nie wiem czy moge powiedzieć: czy wogóle istnieje taki byt ( czy to jest pojęcie, czy to byt duchowy czy materialny czy jakaś inna kombinacja tego ja nie wiem) i od Pana tego nie mogę się także dowiedzieć.
Czy Pan przypadkiem nie personifikuje wszechbytu?
Istnienie bytu jest niezbędnym warunkiem zaistnienia jakiejś jego cząstkowej formy.
>Po drugie co, oznacza całośiowy w stosunku do bytu.
BYT - Podstawa istnienia, której czas nie dotyczy i podejrzewam, że przestrzeń również. Pojęcia czasu i przestrzeni potrzebne są tylko zawartemu w nim podmiotowi.
>Pojęcie bytu jest pojęciem abstrakcyjnym a jak każde pojcie abstrakcyjne nie zawiera w sobie nic z rzeczywistości (albo nie wiele). Dlatego można mówić o bycie i nic nie mieć na myśli.
Można nie rozumieć czym jest podstawa, ale żeby od razu twierdzić, że to co jednak widzimy nie istnieje?
Albo, że to co widzimy wynika z absolutnej nicości i przekształci się w absolutną nicość?
Błąd logiczny - no chyba, że logika nie jest nam do niczego potrzebna...
>Na tezę drugą mogę się warunkowo zgodzić.
Żartuje Pan? Zgoda wymaga akceptacji, że istnieje jakikolwiek BYT, którego częścią jest człowiek. Przynajmniej w sensie fizycznym.
>Przypuszczam, że realny to dla Pana tyle, co fizyczny.
Błąd logiczny, "byt" a-fizyczny "stwierdzamy" w następnym Pana zdaniu:
>A czy wszyscy święci są realną cześcią bytu czy nie to może Pan mi odpowie, a ich myśli czy też sa czy nie ?
Nie wiemy czy "BYT a-ficzny (umysł)" to anomalia czy rzeczywiście część bytu podmiotowego istniejącego i pojawiającego się naturalnie we wszechrzeczy. Na naszym przykładzie jako posiadacze umysłu widzimy jego sprzężenie i rozważamy czy jego pojawienie się w naszym wszechświecie było weń wpisane czy jest wyjątkowym wynaturzeniem harmonijnego spalania gazu w towarzystwie czarnych dziur.
Informacje o świętych są treścią tylko dla podmiotu, myślenie, obróbka danych to i wiele innych aktów wymaga pełnej świadomości (lub samo-), ale musiałby Pan zgodzić się wpierw, że coś takiego jest w ogóle osiągalne w bycie (innymi słowy, że my ją mamy), a Pan zdaje się twierdzić, że nie:
>Na trzecie pytanie nie zgadzam się w całości.
W całości nie dopuszcza Pan faktu, że świadomość jest realnym zjawiskiem w Bycie?
To mamy ogromny problem komunikacyjny...
>Pierwszy argument na zasadność tezy jaką Pan głośi to, można taki wniosek wyciągnąć na podstawie filozofii zachodu, która była zawzse przesiąknięta tym, co świadome, czyli racjonalne.
Nie jestem filozofem zachodu ! Jestem jednostką posiadającą pewne atrybuty oraz posługującą się językiem polskim jako główną formą komunikacji międzyistotowej.
>(...) Zwiastwował narodziny nieświadomości, że nase życie świadome może być tylko fasadą dla życia nieświadomego a nasz cały zachodni racjonalizm staje się tylko indywidualną forma racjonalizacji naszych kompleksów. Taka nauka na dzień dzisiejszy obowiązuje w szkołach i na uczelnich.
Dobrze, że mnie nic takiego nie obowiązuje.
>To, że wylano wiadro pomyj na głowę twórcy psychoanalizy nie dowodzi, że jego koncepcja jest cala zla czy wadliwa. Wielkość Zygmunta F. polega na ukazaniu siły naszych popędów, naszego życia wewnętrznego do którego nie mamy wglądu jesli nie jesteśmy odpowiednio przygotowaniu.
Zgadzam się z Panem i Freudem całkowicie !!!, dokąd nie jesteśmy dojrzali - błądzimy rwani ślepymi uczuciami bądź nie leczonymi kompleksami.
>Drugi fakty, który Pan neguje to niech Pan spojrzy na Zakłady Zamknięte dla Obłąkanych.
Po co, społeczny otwarty zakład psychiatryczny widzę na codzień. Żal mi oczywiście tych, którym umysł po prostu nie wytrzymał i wywołał wewnętrzne uszkodzenia (endodefekt), na które medycyna JESZCZE nie znalazła lekarstwa. Ale to tylko kwestia czasu.
>Jesli tak jak Pan stawia tezę, że czlowiek jest świadomy to z tego by wynikało, że ludzie którzy są tam zamknięci maja problemy z myśleniem logicznym( bo racjonalny to, tyle co logiczny).
Żal mi również ludzi z egzodefektem nośnika umysłu. Żal mi również tych, którzy urodzili się z defektem genetycznym, bo rodzice i obecna medycyna dopiero uczą się jak temu zapobiegać. Nie oczekujmy więc cudów z jednej strony, ale podporządkujmy się jeśli wiemy o ryzyku.
c.d.n.
Totus (1201 punktów)
>To może terapia grupowa albo indywidualna by wystarczyła aby zapisać ich na kurs logiki, semantyki i by było po sprawie. Bo na racjonalność tylko te argumenty działająi tym można chyba leczy chory rozum. Ale chyba tak nie jest.
Schizofrenik paranoidalny w fazie ataku nie będzie mógł z nami rozmawiać gdyż jest człowiekiem uszkodzonym, któremu należy pomóc czyli wyeliminować przyczynę jego dysfunkcji umysłowej. Wie Pan jak? Ja też nie wiem. Nie jestem jakimś napęczniałym pozaludzką wiedzą omnibusem. Mam więc wolę by człowiekiem był i chory umysłowo ale nie wiem jak mu pomóc. Powiedzenie w zbyt bliskiej odległości teraz ode mnie, że to Bóg sprawił lub, że modlitwa mu pomoże grozi oblaniem kawą na tyle gorącą, że pobyt w Siemianowicach na koszt podatnika murowany. Ale nie rozprzestrzeniajmy zła gniewem, wszak nie przystoi.
>Problem który trzeba się zająć to, że człowiek jest racjonalny i także irracjonalny.
Zgadza się, z tym, że to drugie artystyczne JA człowiek kontroluje albo irracjonalność zdominowywuje jego działania i wtedy wygląda na nabuzowanego mimo, że nie spożywał i zachowuje się nieodpowiedzialnie na niemal każdym kroku.
(...)
>Dalej , jeśli nie docenia Pan tych osiągnięć i wniosków jakie ona formułuje to musi Pan przyznać, że są profesorowie w tej dziedzinie, że jednak za coś dostali tytuły i za coś dostają pieniadze, chyba nie za nic, nieprawdaż.
Jeden z najsłabszych kontrargumentów w naszej mini-dyskusji
Pozdrawiam serdecznie.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365