Racjonalista - Strona głównaDo treści
Źycie po śmierci

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
21-11-2005 15:46Konrad (10 punktów)Źycie po śmierci
Witam wszystkich,
Mam takie pytanie do osób, które twierdzą, że są ateistami, czy agnostykami. Jak wyobrażacie sobie życie po śmierci?
Czy wierzycie w to, że nastąpi nicość, że Wasza osobowość, nad którą tak bardzo pracujecie, ulegnie całkowitemu zniszczeniu. Ba, może się to stać nawet i za pięć minut. Jaki Waszym zdaniem jest więc sens życia? Czy trzeba czerpać przyjemność z każdej chwili nie przejmując się innymi?
Pozdrawiam serdecznie
Konrad
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Gosia

>Jaki Waszym zdaniem jest więc sens życia? Czy trzeba
>czerpać przyjemność z każdej chwili nie przejmując się
>innymi?
>Pozdrawiam serdecznie
>Konrad

Witam.
Jestem ateistką.Nie wyobrażam sobie życia po śmierci, bo go nie ma.Sensem mojego życia jest samo istnienie, znajdowanie satysfakcji i zadowolenia tu i teraz, a nie w hipotetycznych zaświatach.I bynajmniej nie cudzym kosztem.Na to nie pozwalają mi wyznawane zasady etyczne.Żyję i pozwalam żyć innym, starając się powstrzymywać od osądzania.
"Żądasz szacunku dla swej wiary, szanuj cudzą niewiarę."
motyl
> Jak wyobrażacie sobie życie po śmierci?
W zależności od obrządku pogrzebowego: jako robaki, proch i gazy, nawóz, części zamienne.
Życie jest cenne, a że skończone, tym bardziej.
Pozdrawiam
Wieczny (200 punktów)
>Czy wierzycie w to, że nastąpi nicość, że Wasza osobowość,
>nad którą tak bardzo pracujecie, ulegnie całkowitemu zniszczeniu?
>Czy trzeba czerpać przyjemność z każdej chwili nie przejmując się
>innymi?

Jeśli nawet nasze osobowości zostaną unicestwione w nicości,
to wspomnienia o nas pozostaną w pamięci tych, z którymi dane
nam było żyć i czerpać przyjemność z każej chwili z nimi przeżytych.

"nim dopełni się czas, nim zawita milczenie,
nim zabierze co masz, nim zostaniesz wspomnieniem"
Konrad (10 punktów)
Dziękuję Wam za odpowiedzi, które dają wiele do myślenia.
Zadałem to pytanie o życie po śmierci z kilku powodów. Po pierwsze, gdy przechodziłem fazę agnostycyzmu ocierającego się o ateizm, szczerze powiedziawszy unikałem zastanawiania się nad tym, co czeka mnie po śmierci. Z drugiej strony wydaje się, że gdy przyjmiemy, iż po śmierci nie ma już nic, niektórzy mogliby właśnie chcieć z życia korzystać nawet kosztem innych, bo nie mają nic do stracenia. Na szczęście nie jest to reguła, jak widać po Waszych postach.

Pozdrawiam serdecznie
Konrad
Shana
Z drugiej strony wydaje się, że gdy przyjmiemy, iż po śmierci nie ma już nic, niektórzy mogliby właśnie chcieć z życia korzystać nawet kosztem innych, bo nie mają nic do stracenia.

Drogi Konradzie.
Nic do stracenia? Bardzo się mylisz.Można stracić szacunek do samego siebie, a wtedy faktycznie nie bardzo wiadomo po co żyć.Mnie nie pocieszy żadna nadprzyrodzona istota, bo w istnienie takowej nie wierzę,z moimi błędami muszę radzić sobie sama i sama dla siebie znależć wybaczenie.A nie jest to takie proste.Osoby wierzące nie mają monopolu na moralność.Mnie nikt ani nic nie zwolni od odpowiedzialności za własne czyny.
Pozdrawiam.Gosia.
pkowalski
Chyba Epikur uznawał, że myśl iż po śmierci nie ma nic, jest podstawą filozofii "wyzwalającej" -- wyzwala ona z lęku i pozwala lepiej żyć.

A pośmiertna kara nie jest jedyną podstawą moralności. Zresztą nawet wśród wierzących, "żal niedoskonały", nie musi być podstawą moralności.
jarekland (142470 punktów)
>Witam wszystkich,
>Mam takie pytanie do osób, które twierdzą, że są ateistami,
>czy agnostykami. Jak wyobrażacie sobie życie po śmierci?
>Czy wierzycie w to, że nastąpi nicość, że Wasza osobowość,
>nad którą tak bardzo pracujecie, ulegnie całkowitemu
>zniszczeniu. Ba, może się to stać nawet i za pięć minut.
>Jaki Waszym zdaniem jest więc sens życia? Czy trzeba
>czerpać przyjemność z każdej chwili nie przejmując się
>innymi?
>Pozdrawiam serdecznie
>Konrad

Jestem agnostykiem, więc nie mogę wypowiadać się za ateistów, nie mogę się nawet wypowiadać za innych agnostyków-chcę być wolny a to oznacza sznowanie wolności innych.
Ale do rzeczy. Agnostyk nie wie czy istnieje życie po życiu czy też nie. Możliwe więc że coś tam jest i ja będę w tym uczestniczył ale możliwe też że niczego tam nie ma i sprawa rozwiąże się sama. Moim celem jest życie tu i teraz, oczywiście wszystko w granicach przyzwoitości ( nie zabijaj, nie kradnij, nie kłam...).
waligóra (961 punktów)
Rozważania o postegzystencji lub też jak kto woli preegzystencji to bardzo "wdzięczny"
temat, tak więc dopisze się do niego z ochotą.
I gdy tak zastanawiam się po raz n-ty nad tym problemem to jawią mi się pewne
fakty, i tak w kolejności :
-możliwość wiecznej egzystencji osobowości, świadomości, duszy itp jest nie tylko
nie możliwa z racjonalnego i fizycznego punktu widzenia, ale również jest pozbawiona
logicznego sensu, ludzkiego wymiaru oraz tożsamości.

-Religijne koncepcje "zjednoczenia z bogiem" , "zatopienia się w boskiej świadomości"
itp to porostu stwierdzenie że następuje koniec "naszej osobowość nad którą tak bardzo pracujemy" , a stwierdzenie że ludzka świadomość przechodzi do "lepszej , pełniejszej
realizacji w duchu bożym" po śmierci jest tylko wydumaną formą naszych pragnień.

-Jeżeli traktować życie ludzkie w kategoriach kary i nagrody za relatywne i subiektywne
często bardzo osobiste i nie pozbawione dramatu postępowanie. Czyli rozumując :
byłeś dobry to będziesz "oglądał boga" byłeś zły to "smażysz się w piekle"
to jest to bardzo płytkie pojecie zarówno o bogu jak i o życiu. Piszę to ponieważ uważam
że jeśli ktoś "żyje" majac na uwadze ewentualną nagrodę jak i przeciwnie "żyje" uważając że nie ma kary to jest "głupcem" z całą głebią tego słowa znaczenia. (wyraz "żyje" należy traktować jako synonim całości postępowania i działalności człowieka)

-"ludzki strach przed śmiercią" jest tzw lękiem pierwotnym nieodłącznym i immanentnym
składnikiem człowieczej natury. Stanowi bodzieć i hamulec, pokazuje swą konstruktywną i destruktywną naturę... tzn jest tylko emocją. Emocje jak to emocje kierują się swoimi
prawami jednak gdyby je "zracjonalizować" to mozna stwierdzić, że nie ma nic dziwnego, strasznego, "tragicznego" w naturalnym procesie "umierania i rodzenia" można powiedzieć budowy i niszczenia. Oczywiście pozostaje żal, że musimy odejść w "nicość" i to co
przez lata rozwijaliśmy (osobowość) i budowaliśmy (tzw rzeczy doczesne) odchodzą.
Jednak wydaje mi się że jest pewien niedostrzegalny sens w procesie rozwoju osobowości
- na pewnym jego etapie rozumiemy i usprawiedliwiamy nasze "ułomności" przez co
staja sie one mniej uciażliwe.
Konrad (10 punktów)
>-możliwość wiecznej egzystencji osobowości, świadomości, duszy itp jest nie tylko
>nie możliwa z racjonalnego i fizycznego punktu widzenia, ale również jest pozbawiona
>logicznego sensu, ludzkiego wymiaru oraz tożsamości.

Napisałeś, że przychodzą Ci do głowy fakty. Wydaje mi się, że nieistnienie dusz, bądź też jej istnienie ciężko potraktować jako fakt. Tak samo jest z Bogiem. Podobnie jak trudno jest znaleźć dowód na to, że Bóg istnieje, równie ciężko jest przytoczyć dowód na to, że Boga nie ma. Podobnie z duszą i jej istnieniem bądź też nie po śmierci. Na razie ludzkość jest na takim poziomie rozwoju naukowego i intelektualnego, że nie jest w stanie odpowiedzieć na te pytania w sposób, który zadowoliłby każdego. Po prostu brak nam na razie środków, by to stwierdzić. To, że jednak nie widzimy na przykład atomów - nasz słaby wzrok nam przecież na to nie pozwala - nie ozacza, że faktem jest, iż one nie istnieją.
Moim zdaniem istnienie duszy i fakt, że nie umiera ona wraz ze śmiercią fizycznego ciała jest możliwe i, co więcej, o ile nie upstrzymy tej idei wieloma sprzecznościami i dziwacznymi wyobrażeniami, może ono stanowić bardzo pozytywną alternatywę.

>-Religijne koncepcje "zjednoczenia z bogiem" , "zatopienia się w boskiej świadomości"
>itp to porostu stwierdzenie że następuje koniec "naszej osobowość nad którą tak bardzo pracujemy" , a stwierdzenie że ludzka świadomość przechodzi do "lepszej , pełniejszej
>realizacji w duchu bożym" po śmierci jest tylko wydumaną formą naszych pragnień.

Rzeczywiście podobne stwierdzenia zwłaszcza przez ludzi głoszących wiarę w nieskończenie dobrego Boga, są moim zdaniem nie do końca trafne. Na co nam praca nad swoją świadomością, jeśli i tak ją zatracimy?
waligóra (961 punktów)
Konradzie - "fakty" to może rzeczywiście zbyt mocne słowa, chociaż napisałem że są one
wynikiem moich myśli więc należy je traktować w kategori : "subiektywnych sądów apriori"
tzn nie będących popartych realnym doświadczeniem. Bo trudno w tej kwestii o realne
doświadczenie - jak sam zapewne rozumiesz.
W kwestii istnienia boga, duszy i życia wiecznego - jak rozumiem łączysz te pojęcia w pewien system religijny i z niego wyprowadzasz pewne przypuszczenia.
Aby polemizować z taką "konstrukcją" musiałbym znać jej szczegóły to po pierwsze, po drugie przytaczając przykład z "niewidocznością atomów" wkraczasz na "grząski" grunt
realności świata fizycznego i konstrukcji metody naukowej w opozycji do religijnej.
Co zapewne nie jest twoim celem.
Bardzo chętnie natomiast poczytam o twojej nie "upstrzoneji i niesprzecznej" alternatywie
niesmiertelnej duszy.
Osobiście uważam, że z tezy : "istnieje bóg" nie wynika "istnieje nieśmiertelna
dusza ludzka". Ponadto nie uważam pierwszej tezy za niemożliwą jednak
to całkiem inna i bardziej zawiła sprawa.

Co do twojego pytania ...."Na co nam praca nad swoją świadomością, jeśli i tak ją zatracimy?" mógłbym je skontrować pytaniem: Po co nam wieczna świadomość?
ale jeśli przeczytałeś moją poprzednią odpowiedź to ostatnie zdanie właśnie po części
odpowiada na powyższą kwestię.
Tomek
>Moim zdaniem istnienie duszy i fakt, że nie umiera ona wraz ze śmiercią fizycznego ciała jest możliwe i, co więcej, o ile nie upstrzymy tej idei wieloma sprzecznościami i dziwacznymi wyobrażeniami, może ono stanowić bardzo pozytywną alternatywę.
A jak byś określił relację pomiędzy duszą, a świadomością?
Tomek
Dzień dobry!

> Jak wyobrażacie sobie życie po śmierci?
Jestem ateistą i sprawę życie po śmierci wkładam między bajki. Natomiast jestem w stanie wyobrazić sobie życie po śmierci na wiele sposobów, podobnie jak sobie wyobrażam wiele innych rzeczy, choćby istoty zamieszkujące inne planety i ukształtowane pod wpływem innych warunków niż istoty ziemskie, albo elfy itd.
> Jaki Waszym zdaniem jest więc sens życia?
Sens życia? Chodzi o sens mojego prywatnego życia? Czy o sens życia jako zjawiska?
Czy życie nabrało sensu dopiero wraz z pojawieniem się form zdolnych do samoświadomości i refleksji nad sensem życia? Beeee! To byłby jakiś antropocentryzm. Czy "sens życia" równa się "cel życia"? Co do celu, to chyba neodarwinizm jasno to wyraża. Może wystarczy zapoznać się z definicją (definicjami) życia. Mniej więcej leci to tak, że jesteśmy maszynami przekazującymi dalej nasze geny i tyle. Wiedząc o tym jestem bardziej świadomy swojej natury. Ale czy to coś zmienia?
Dokładniej, czy to coś zmienia w moim poczuciu sensu mojego życia? Nie! Dlaczego?
Najprościej mówiąc (ale to tylko moje zdanie) dlatego, że jestem tworem biologicznym, organizmem powstałym w trakcie milionów lat ewolucji moich przodków wyposażonych w wolę przetrwania działającą niezależnie od tego, czy (i jeśli tak, to co) sobie wyobrażali na temat życia po śmierci. Brak perspektyw na życie po śmierci nie sprawia, że wyłącza się poczucie sensu mojego prywatnego życia. Po uszy tkwię w biologicznych mechanizmach trzymających mnie przy życiu. Świadomość, a w szczególności świadomość tego, że jedno z moich (teraz już nie moich) wyobrażeń to fikcja nie odbiera mi ochoty ani możliwości nabrania kolejnego oddechu, połknięcia następnego kęsa itd.
> Czy trzeba czerpać przyjemność z każdej chwili nie przejmując się innymi?
Socjobiologia! Etologia! Darwinizm! One dają moim zdaniem dobre odpowiedzi na to pytanie. Nie odpowiadają po prostu, że trzeba czerpać przyjemności do woli bez względu na innych, jak już się dowiemy, że nie ma bóstwa, co karze i nagradza. Albo, że nie wolno korzystać z przyjemności kosztem innych pomimo braku bóstwa, które osądzi.
One szukają m.in. odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się dzieje, że zwierzęta żyjące w zorganizowanych społeczeństwach skłonne są do altruizmu, współpracy itp. Ludzie podlegają takim samym prawom. Nasza moralność ma długie korzenie, po których nasi przodkowie deptali na czterech nogach.
Oczywiście zdarzają się osobnicy, którzy twierdzą, że gdyby się okazało, że życie po śmierci nie istnieje, to albo stracą sens życia, albo pójdą sprawić sobie przyjemność wbrew, lub nawet na koszt innych. Ja osobiście słyszałem kiedyś parokrotnie takie deklaracje z ambony w kościele. I był to dla mnie jeden z wielu dowodów na to, że powinienem przestać oszukiwać i więcej tam nie chodzić...
Moim zdaniem, to nie brak wiary w życie po śmierci powoduje utratę sensu życia, czy anty społeczne zachowania. Skłaniam się ku uznaniu za przyczynę takich zachowań utratę więzi społecznych w efekcie powstania różnicy w światopoglądach. Jeśli szukać ewolucyjnego sensu religii, to jest nim właśnie wzmacnianie więzi.
Pozdrawiam,



homopitek
Odpowiedż zależy od tego, jak zdefiniujesz (określisz) człowieka, czyli siebie samego.
Jeśli określisz człowieka jako osobnika gatunku homo sapiens, to w odpowiedzi dostaniesz "nicość". Jeśli jednak uznasz, że człowiekiem jest "system informatyczny" zawarty w układzie nerwowym, to można wskazać różne sposoby na "życie po życiu". Można przenieść ten "system" na inny nośnik. Z braku, jak na razie, możliwości przeniesienia na wolny nośnik (niekoniecznie organiczny) całości, można zastosować półśrodek w postaci rozpowszechniania odrębnych fragmentów własnego "systemu" (poglądów, zapatrywań, wzorców zachowanoa itp.). I zdaje isę, że większość z nas ten sposób właśnie stosuje, próbując "zaszczepić" innym małe fragmenty własnego "ja".
JATO (2644 punktów)
Agnostyk to taki co wierzy w abslout (np. Boga). Odzruca natomiast doktrynę (np. KK), traktuje ją jak mity (np. greckie).
Różne są koncepcje życia po życiu. Buddyści jedno, katolicy (chrześcianie) drugie, mahometanie trzecie etc... Do woli.
Sugeruję pomyśleć nad czymś takim jak budowa materii.
1. materia składa się z molekuł;
2. Molekuły składaja się z atomów;
3. Atomy składają się z protonów, neutronów (proton + elektron + antyneutrino) i elektronów;
4. Te dalsze składaja się z innych cząstek elementarnych;
5. Cząstki elementarne składają się z kwarków (dziwny, powabny, kolorowy etc... - niech bardziej biegli w fizyce mnie poprawią).
6. Itd, itp...
Czym zatem jesteśmy (kim to wiemy)?
Tak na dobrą sprawę tylko polami energetycznymi czyli zakrzywieniem czasoprzestrzeni.
W końcu iostnieje energomatreia i informacja niesiona przez tąże...
No ii tyle... Wybór należy do Ciebie...


Prawo Wylera: Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
kael (3 punktów)
Witam; Co prawda nie uważam się za ateistę, nie potrafię też się jednoznacznie przyporządkować do jakiegoś innego "izmu", więc formalnie pytanie nie jest do mnie. Nie mogę się jednak powstrzymać od podjęcia dyskusji i określenia swojego stanowiska;
We wspomnianym temacie podejścoe mam podobne do Kol. Konrada -tzn, że nie spotkałem się dotąd z przekonywującymi argumentami za lubo przeciw istnieniu życia pośmiertnego, duszy, boga itp. Z tego co wiem, nie istnieją żadne DOWODY w tej sprawie, a jedynie niejasne, często sprzeczne poszlaki pod postacią różnych wizji, "cudów", ekstaz, przekazów historycznych, "natchnionych" i subiektywnych świadectw, które łączy zazwyczaj wspólna cecha: wszechobecna PODWAŻALNOŚĆ -czy to z punktu widzenia psychiatrycznego, czy fizycznego, czy historycznego, czy też społecznego. Dodajmy tego niejednokrotną wielorakość możliwych interpretacji, a dojdziemy do tego, co tak naprawdę Ludzkość wie o TYCH sprawach. Jak dla mnie -nie za wiele. Dlatego też osobiście zdecydowane opowiadanie się za którąkolwiek ze stron uważam za ignorancję.
Dwie rzeczy mogą dać ludziom niezachwianą pewność słuszności własnych poglądów: wiara (pojęcie szersze niż "religia") i logika. Wiara z natury swojej dotyczy spraw o których nic nie wiemy. Gdyby tak nie było, nazywała by się "wiedzą"! Wiara spełnia w życiu ludzi ważne funkcje psychologiczne, tak więc jest zdecydowanie potrzebna. Jednak nikt nie powiedział że aby te funkcje spełniać, to przedmiot wiary musi być prawdziwy. -Choć oczywiście każdy by chciał by tak było. Weźmy na przykład zbiór wszystkich religii świata: W swoich założeniach różnią się tak bardzo, że nawet gdyby którakolwiek z nich była przypadkiem zgodna z prawdziwym stanem rzeczy, to automatycznie falsyfikuje to doktryny wielu pozostałych.(Zakładam tutaj istnienie prawdy obiektywnej -jeśli ktoś się z tym nie zgadza, to zapraszam do oddzielnej dyskusji.) A przecież miliardy ludzi w nie wierzą i żyją według tej wiary.
Jeśli więc chcemy być obiektywni, pozostaje nam logika. A według niej, to dopóki ktoś nie udowodni w sposób niepodważalny istnienie lub nie-istnienie rozważanych przez nas "zjawisk", dopóty będą one przedmiotem sporów w walce mniej lub bardziej przekonujących argumentów.
A co do pytania o osobiste wyobrażenia i przekonania dot. życia po śmierci, to moje podejście jest takie: Nie jestem przekonany o tym, że człowiek ma nieśmiertelną duszę, czy że istnieje życie po śmierci (i dopuszczam możliwość że go nie ma), jednakże MAM NADZIEJĘ że jest. Po prostu taka alternatywa "bardziej mi się uśmiecha", niż przejście w niebyt. Nadawanie sensu własnemu życiu bez odniesienia do absolutu jest dla mnie zbyt ograniczające, "zbyt ciasne". Czuję się z tym niewygodnie. Może dlatego, że jakikolwiek sens "doczesny" bym swojemu życiu nie nadał, -czy to sukces zawodowy, czy hedonizm, czy harmonijne życie w miłości z ludźmi i światem, dokonanie czegoś co zapisze mnie w pamięci kolejnych pokoleń, -to i tak pozostaje pytanie: po co to wszystko? po co? -przecież już np. za rok życie na ziemi może zostać zniszczone, czy to przez wojnę nuklearną, czy katastrofe kosmiczną, czy tam cokolwiek. A jak nie za rok, to za tysiąc, milion, albo i miliard lat. co za różnica? Nawet jeśli nic takiego się niezdarzy, to Wszechświat i tak za kilkadziesiąt miliardów lat wygaśnie (wypali się paliwo w gwiazdach) i zamieni się w dryfujący w przestrzeni ołowiany pył. I tak nie zostanie nic -ani dokonania, ani idee, ani nawet pamięć po nich. Tak więc jaki jest sens życia, i czy w ogóle jakiś jest? Dla mnie odpowiedź zawiera się w opcji: Albo życie ma jakiś sens wykraczający poza doczesność i fizyczność, albo go nie ma wcale. Osobiście WOLĘ wierzyć że ma. Problem jest też z określeniem, JAKI miałby on być. Niestety odpowiedź na to pytanie pozostaje również wyłącznie kwestią subiektywnej wiary. Można co najwyżej próbować wykluczyć pewne opcje jako nielogiczne, lub niezgodne ze zdrowym rozsądkiem. Możemy też posługiwać się intuicją, ekstrachować ze znanych religii i filozofii elementy nie budzące zarzutów pod względem wzajemnej spójności, bazować na wymienionych przeze mnie na początku "źródłach wiedzy metafizycznej" itp. Ja tak zrobiłem, i wydaje mi się, że to podejście jest "w porządku", jeśli tylko zachowa się w pamięci, że jest to DOPUSZCZENIE PEWNYCH MOŻLIWOŚCI, a nie bezwarunkowe przekonanie o własnej racji!. Mógłbym jeszcze dużo powiedzieć na ten temat, ale i tak już za bardzo się rozpisałem. pozdrawiam wszystkich.
waligóra (961 punktów)
Ponieważ, jak mi się wydaje moje odpowiedzi nie poruszyły sedna twojego pytania
dlatego teraz korzystając z chwili wolnego czasu postaram się przedstawić tzw "wizje" życia po śmierci. Jednak zanim ją opisze napiszę krótkie słowo wstępne.
Wyrażenie wizji śmierci może opierać się jedynie na poszlakach, niepewnych i
wysoce subiektywnych. Ponieważ nie jestem specjalistą w dziedzinie medycyny
bazuje jedynie na ogólnych wiadomościach z zakresu neurofizjologi (jeśli ktoś z forumowiczów zna miarodajne zródła informacjii na temat procesów zachodzących w organiźmie człowieka w tzw ostatnich stadiach życia proszę o podpowiedź)
Z konieczności operuje na pewnych niezbyt wyszukanych abstrakcjach i wyobrażeniach, które to być może nie są adekwatne dla tego problemu.
Jednak w całym opisie najważniejsza jest pewna końcowa konkluzja na którą chciałbym zwrócić uwagę.

I tak na początku postawmy pewne założenie :
(aby nie sprawiać sobie ani innym niemiłego wrażenia przedstawie pewne elementy
w humorystycznej formie)
Ponieważ całe życie stosowałem zasadę równowagi dusza - ciało, nie przesadzałem z
używkami, nie stresowałem się zbytnio - czytaj olewałem pewne rzeczy (min politykę,
pruderyjną moralność, głupie przepisy itp) dlatego umieram powiedzmy w wieku 85 lat
w pełni świadomy swojej końcowej sytuacji.
A więc powiedzmy niewydolność układu krążenia.
Serce pracuje coraz słabiej przez co układ nerwowy a w szczególności mózg pozostaje
niedotleniony. Ponieważ stan taki trwa wystarczajaco długo pojawiają się tzw
"odmienne stany swiadomosci" - zostaje zaburzona percepcja czaso-przestrzenna
percepcja zmysłowa, samoświadomość w poważnym stopniu zostaje upośledzona.
Dlatego mam wrażenia ogólnej "błogości", minione zdarzenia przewijają się haotycznie
w mojej otępiałej świadomości, czas wydaje się płynie wolniej, przestrzeń traci swoje
naturalne proporcje itp itd .... w miarę jak poszczególne rejony mózgu zamierają
tracę kontakt ze światem zewnętrznym.
W pewnej chwili nie ma nic tzn nie ma dla mnie już nic i nie jesto pustka nicość lub
coś podobnego - niema przedmiotu ponieważ nie ma podmiotu.
Moja świadomość przestała istnieć więc nie można nawet powiedzieć że nic nie istnieje.

I tezaz końcowa konkluzja :
No cóż nie ma kary ale nie ma nagrody - czy to nie jest proste.
(w przypatku braku samoświadomości jest to zupełnie normalne)

Nie ma przyjemności jak i nieprzyjemności - ogólnie wrażeń.

Nie ma wieczystej koegzystencjii bóg-człowiek, ale pytam dlaczego i w jakim celu
miała by ona się realizować.

Nie "obcuje" zarówno z tymi których lubiłem jak i tymi których nie lubiłem tzn
nie spotkam w piekle o. Tadeusza R. ale też nie zobacze się w niebie z ..... wieloma
których bym tam widział.

Jeśli można w takiej sytuacji użyć słowa "wolność" to powiem, że jestem wolny.
(oczywiście proszę nie wyciągać z takiej sugestii pochopnych wniosków)

Taka wizja wydaje się najprostsza, logiczna i niesprzeczna, ale jednocześnie najmniej
"ludzka" - ale to tylko moje subiektywne wrażenia.

pozdrawiam








anneta
>Witam wszystkich,
>Mam takie pytanie do osób, które twierdzą, że są ateistami,
>czy agnostykami. Jak wyobrażacie sobie życie po śmierci?
>Czy wierzycie w to, że nastąpi nicość, że Wasza osobowość,
>nad którą tak bardzo pracujecie, ulegnie całkowitemu
>zniszczeniu. Ba, może się to stać nawet i za pięć minut.
>Jaki Waszym zdaniem jest więc sens życia? Czy trzeba
>czerpać przyjemność z każdej chwili nie przejmując się
>innymi?
>Pozdrawiam serdecznie
>Konrad
<a może przyjąć, że jesteśmy energią krążącą w kosmosie? Pdczas narodzin ciało
<człowieka otrzymuje(?), pobiera(?) cząstkę takiej energii, a po smierci ją oddaje? Czy nie
<jest to trochę bardziej optymistyczne od nicości?Pytasz o sens życia. Każdy z nas musi
<znaleźć swój własny sens.Nikt nie przeżyje za nas naszego życia. To nasze wartości
<moralne wpływają na nasze postępowanie i to one powodują, że może czasem gryzie nas
< sumienie?Najważniejsze to przeżyć życie tak, by kiedyś u jego kresu móc odwrócić się za
<siebie i powiedzieć, że przeżyło się je najlepiej jak tylko było można, niczego nie żałując i
< nie krzywdząc innych ludzi.
<Pozdrawiam cieplutko z uśmiechem na ustach.
< anneta

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365