>Oczywiście istnieją organizacje pacyfistyczne. Fakt, że są jeszcze nieliczne. Jestem pacyfistą, lecz nie widzę sensu istnienia organizacji nastawionej na sprzeciw wobec militaryzmu jako główny cel. Przekonie, że wojna jest złem, stanowi jeden z elementów światopoglądu. O ile jest sens organizacyjnego łączenia się ludzi wyznających wspólny im system wartości, to tworzenie niezależnych kółek dla realizacji jednego tylko składnika tego nastawienia, wprowadza zamieszanie. Natomiast popieram współpracę wspólnot, których członkowie z założenia są pacyfistami. W wypadku konkretnej potrzeby, członkowie tych organizacji byliby zawiadamiani o podejmowanych akcjach i agitowani do wzięcia udziału. Jest to wskazane tym bardziej, że samo pojęcie pacyfizmu znacznie zależy od motywujących go założeń ideowych. Inaczej widzi go buddysta, inaczej chrześcijanin, lewicowiec itp. Przykładowo: nie mogę dopatrzyć się motywacji pacyfistycznej w protestach przeciw utrzymywaniu wojska w Iraku, chyba że chodzi tu o całkowity i bezwzględny zakaz użycia broni jaki obowiązuje Jehowitów. Z całym natomiast przekonaniem poparłbym protest przeciwko nadmiernej u nas czci bohaterów wojennych. Jestem pełen podziwu dla poświęcenia ryzykujących życie w słusznej w swym przekonaniu sprawie, potwierdzam słuszność wymowy wielu pomników i tablic pamiątkowych, jednak pod warunkiem, że uwidoczniona jest przy tym prawda, iż wojna jest sprawą brudną, jest złem, które w wyjątkowych okolicznościach trzeba tolerować jako narzuconą konieczność. Przecież utrzymanie czystości też jest bardzo ważne, ale nie stawiamy pomników babciom klozetowym. Jest konieczne dawać wyraz uznania dla altruistycznego poświęcenia, ale nie dla zasług wojennych. Czy babcia klozetowa, czy generał, jeżeli solidnie wywiązują się ze swoich obowiązków, należy im się odpowiednie uznanie i wynagrodzenie stosowne do odpowiedzialności i rangi, natomiast gloryfikacja, stawianie jako przykład wychowawczy itp. są niewłaściwe. Gotów jestem zaakceptować uznanie dla Piłsudskiego czy Bora Komorowskiego jako polityka, ale ich udział w rozpętaniu awantur wojennych budzi zastrzeżenia i raczej wymagałby napiętnowania.
Stach M. G.
|