Matką została, bo ono powstało I od początku czuła jego życie. Jeszcze się nawet, w swych sądach wahało - Światłe konsylium, dziecię rosło skrycie.
Maleńkie rączki, oczy wciąż ciekawe, Wpatrzone w matkę, co jeść mu dawała. Przytulić pragnie, dotknąć swoje małe - Nowe, tak inne życie, które dała.
Pierwsze ciekawe kroki, on je stawia, Łapie go w biegu i chroni od złego, Klocki układa, śmieje się, zabawia. A gdy jest smutno, on nie widzi tego...
Literki w szkole, równo wypisuje, Gdy jakaś krzywa poucza, poprawia. Czasem do późna czuwa, pielęgnuje, Bo dziecko chore i bańki mu stawia.
Jeśli zbraknie... bo odejść musiała... Świat zda się smętny... Woła czasem w gniewie - Matko, gdzie jesteś, wzięłaś to, co dałaś, Jak ja mam teraz żyć dalej... bez ciebie!..
|