 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 21-07-2006 23:34 | Agnieszka Niechciał (85 punktów) | Solidarność społeczna | Zastanawiam się, czy stać nas na prawdziwą solidarność społeczną? Czy, jako naród, potrafimy działać razem w słusznej sprawie? Dlaczego myślimy tylko w kategoriach interesu konkretnej grupy zawodowej, np. pielęgniarki, górnicy itp. a nie całego społeczeństwa? W zasadzie prawie każda grupa społeczna ma jakieś powody do niezadowolenia, a skupiając się na jednostkowych rozwiązaniach, niczego rozsądnego nie załatwimy, a tylko pozwalamy politykom na skłócanie nas między sobą! Podobnie jest ze świadomością społeczną. Ludzi, którym się powiodło, nie interesuje w zasadzie nic poza ciągłym gromadzeniem swojego majątku, ewentualnie próbują jeszcze dostać we władanie rząd dusz. Wiele razy czytam na różnych forach o całkowitej beztrosce "nowobogackich", którym łagodnie mówiąc "zwisa" kto rządzi, jak rządzi i po co rządzi! Najważniejsze, że oni mają! Nie podobają mi się niektóre całkowicie aspołeczne, moim zdaniem, rozwiązania proponowane przez nasz rząd oraz związki zawodowe, np. wcześniejsze emerytury dla dużej grupy pracujących w różnych zawodach ( czy praca leśnika naprawdę jest taka ciężka? ) itp. Już teraz mówi się o ewentualnym podnoszeniu podatków na wypłacenie emerytur, dla przybywających świadczeniobiorców. Tematów "do obgadania" jest naprawdę bardzo dużo, więc nie będę się szczegółowo rozpisywała... Czy tylko dlatego myślę inaczej, bo spoglądam z tej niższej półki? Czy może po prostu powinnam zająć się liczeniem motylków i ząbkowaniem dzidziusia koleżanki, bo temat konsolidacji społecznej to zbyt ciężki kaliber dla przeciętnego człowieka? No cóż, moi znajomi już patrzą na mnie "trochę dziwnie"... Pozdrawiam | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Adam R. (23 punktów) | > Zastanawiam się, czy stać nas na prawdziwą> solidarność społeczną? Czy, jako naród, potrafimy działać> razem w słusznej sprawie? Ależ oczywiście, że nas stać, tylko ciągle nam jakoś nie wychodzi.  > Dlaczego myślimy tylko w kategoriach interesu konkretnej> grupy zawodowej, np. pielęgniarki, górnicy itp. a nie> całego społeczeństwa? Obawiam się, że niestety całe społeczeństwo, to zbyt duża grupa społeczna, żeby o niej myśleć. Polacy zdaje się myślą kategoriami, że jak każdy o sobie pomyśli, to o wszystkich będzie pomyślane. > W zasadzie prawie każda grupa> społeczna ma jakieś powody do niezadowolenia, a skupiając> się na jednostkowych rozwiązaniach, niczego rozsądnego nie> załatwimy, a tylko pozwalamy politykom na skłócanie nas> między sobą! PIS-owi się to doskonale udaje. Chociaż przyznać trzeba, że i poprzednikom Ich Kaczkowatości, miłościwie nam panującego Bliźniactwa udawało się to znakomicie. Póki co nie ma równości wobec prawa, w dostępie do nauki, czy chociażby w odpowiedzialności karnej. > Podobnie jest ze świadomością społeczną. Z czym? > Ludzi, którym> się powiodło, nie interesuje w zasadzie nic poza ciągłym> gromadzeniem swojego majątku, ewentualnie próbują jeszcze> dostać we władanie rząd dusz. Wiele razy czytam na różnych> forach o całkowitej beztrosce "nowobogackich", którym> łagodnie mówiąc "zwisa" kto rządzi, jak rządzi i po co> rządzi! Najważniejsze, że oni mają! Fakt. To najważniejsza rzecz na świecie. Zapewnić dobrobyt rodzinie. Jak to już jest zagwarantowane, to dopiero można się zająć organizowaniem pracy dla innych. To kto i jak rządzi faktycznie wtedy jest nieważne. Każdego można kupić, a politycy w Polsce są bardzo tani. > Nie podobają mi się niektóre całkowicie aspołeczne, moim> zdaniem, rozwiązania proponowane przez nasz rząd oraz> związki zawodowe, np. wcześniejsze emerytury dla dużej> grupy pracujących w różnych zawodach ( czy praca leśnika> naprawdę jest taka ciężka? ) itp. Jest to jeszcze jeden sposób poróżnienia ludzi ze sobą przez zmuszanie jednych do pracy na rzecz przedwczesnych emerytur drugich. Związki zawodowe, które próbują wywalczyć coś takiego, to faktycznie organizacje aspołeczne. Powinno się je rozwiązać. Kraj gospodarczo leży. Młodzi ludzie wyjeżdżają za chlebem. Przedsiębiorcom się rzuca kłody pod nogi, aby za bardzo gospodarka nie kwitła, a ci jeszcze się przywilejów domagają. Zdrada, to słowo, które tutaj pasuje jak ulał. > Już teraz mówi się o ewentualnym podnoszeniu podatków na> wypłacenie emerytur, dla przybywających świadczeniobiorców. Świadczeniobiorców przybywa, świadczeniodawców ubywa, ino patrzeć jak to wszystko gruchnie, a emeryci będą zakładać gangi staruszek(ów), żeby zdobyć jakieś grosze na wafelki. > Tematów "do obgadania" jest naprawdę bardzo dużo, więc nie> będę się szczegółowo rozpisywała... Forum to ma niestety pewne ograniczenia co do ilości znaków w jednym poście. > Czy tylko dlatego myślę inaczej, bo spoglądam z tej niższej> półki?> Czy może po prostu powinnam zająć się liczeniem motylków i> ząbkowaniem dzidziusia koleżanki, bo temat konsolidacji> społecznej to zbyt ciężki kaliber dla przeciętnego> człowieka?> No cóż, moi znajomi już patrzą na mnie "trochę dziwnie"...> Pozdrawiam Powiedz znajomym, żeby zaczęli czytać "racjonalistę", to też sobie na nich czasem dziwnie popatrzysz.
|
|
| jarcio (1198 punktów) | > Zastanawiam się, czy stać nas na prawdziwą >solidarność społeczną? Czy, jako naród, potrafimy działać >razem w słusznej sprawie?
Nie ... bo niby czym miałaby byc ta społecznie słuszna sprawa ? Przecież ludzie w zasadzie nie mają pojęcia co sie w tym kraju dzieje. Większośc coś bredzi o jakieś rzekomo panującej demokracji i kapitalistycznych wyzyskiwaczach. Ich to państwo w ogóle nie interesuje. A nawet, gdy już zadadzą kilka pytań, to z reguły sa zbyt leniwi by drążyć temat (to zapewne ma związek z cięzką i nisko opłacaną pracą, która siła rzeczy cżłowieka zaczyna stopniowo ogłupiać i zniechęcać do jakiejgokolwiek wysiłku intelektualnego - stare i sprawdzone metody sowieckie). No jak z takimi ludzmi rozmawiać skoro nawet nie wiedzą po co i w imie czego są okradani ? A kto ma im to wytłumaczyć skoro media cały czas coś nawijają albo o manifestacji gimnazjalistów; to o kolejnym apelu papieża o gorliwe modły w intencji pokoju, zdrowia, pogody czy bogactwa; a to znowu w sejmie jeden poseł pożarł się z drugim; a to poszło o homofobie, antysemityzm i ksenofobie Polaków ... A o podatkach, przyczynach emigracji na zachód i naturze rzekomej demokracji cisza w eterze.
>Dlaczego myślimy tylko w kategoriach interesu konkretnej >grupy zawodowej, np. pielęgniarki, górnicy itp. a nie >całego społeczeństwa?
A dlaczego mielibyśmy tak nie myśleć ? Taka mentalność o której braku z żalem piszesz, jest typowa dla mrówek, a nie dla człowieka. Globalizm kulturowy to wymysł ideologów Europy będących kontynatuorami mysli socjalistycznej, która zawsze cżłowieka traktowała nie jednostkowo, a jako bezkształtną masę przybierającą formę ze względu na poczynania jakiegoś architekta odpowiedzialnego za system (u Campanelli był to Wielki Metafizyk, u Morusa mądry ponoć król Utopus, u komunistów radzieckich była to partia) i tym samym wpasowuje się w idealistyczną część kultury tego kontynentu, niszcząc to co z ontologicznego punktu widzenia traktowane, jest jako wolność do samostanowienia - a co, de facto, powinno stanowić o fundamentach demokracji społecznej. W socjalizmie już tak jest, że od człowieka wymaga się rzeczy do których naturalnie zdolny nie jest - w tym konkretnym przypadku rozchodzi się o globalną empatię. Ludziom trudno niekiedy zrozumieć samych siebie. Ale co tam, nieważne to - architekci socjalizmu zechcieli byśmy nauczyli się rozumieć wszystkich dookoła. Koleją rzeczy, powinnościa naszą, jest zatem wpadać w podziw dlaczego nie potrafimy jednak wszystkich dookoła zrozumieć. Jednak nikt przy tym nie zapyta czy to w ogóle mozliwe.
|
|
| lipschitz (1674 punktów) | Myślę, że pewnych spraw nie sposób załatwiać w dużej skali. Państwo jako jedno, gigantyczne społeczeństwo, według mnie jest iluzją, to niemożliwe, aby coś tak ogromnego mogło stanowić społeczność. Składa się na to wiele czynników, choćby uwarunkowania geograficzne, które narzucają odmienność obyczajów, ale i także mają wpływ na zdrowie, ekonomię, rozrywkę. Poza tym jedyną formą komunikowania się w takich okolicznościach jest słowo; nie uważam, aby na przykład można było dokonać właściwych wyborów bazując jedynie na słowach - to raj dla kłamstwa. Rytm życia w różnych regionach, a czasem nawet dzielnicach bywa odmienny, tutaj nie ma potrzeby protestować przeciwko czemuś, co funkcjonuje źle w innym miejscu i gdyby chcieć stosować zasadę solidarności społecznej w państwie, praktycznie każdy kolejny dzień 40 mln Polaków musiałoby spędzać na protestowaniu lub solidaryzowaniu się z protestami gdzie indziej. Jeżeli o coś można dbać z poziomu państwa, to między innymi o tą różnorodność, prawo do rządzenia się na własnym podwórku według zasad ustalonych przez ludność tubylczą, prawo do wieloideowości, bo cóż stoi na przeszkodzie, aby jedne społeczności rządziły się prawami komuny a inne kapitału? Z natury rzeczy, trudne warunki wynikające z położenia geograficznego zmuszają do większej solidarności, wspierania się i nie są one tak istotne w miejscach, gdzie gruszki rosną na ...  Z Poziomu państwa, uparcie realizując wizję jednorodności, według mnie zawsze w końcu dorobimy się jakiegoś rodzaju totalitaryzmu i jest to chyba jedyny taki czynik, który może wywołać efekt solidarnościowy na dużą skalę - gdyż po prostu wszyscy mają ten sam problem.
|
|
 | | Agnieszka Niechciał (85 punktów) | Po cóż, w takim razie potrzebne jest nam państwo? Po co utrzymujemy ogromny moloch, w którym giną w zasadzie bezpowrotnie olbrzymie sumy naszych ciężko zarobionych pieniędzy. Osobiście nie mam żadnego wpływu na ilość wydawanych pieniędzy przez rząd i na cele, na które idą. Nie mam żadnego wpływu na ustawy, które są projektowane i realizowane, a mają mnie dotyczyć; nic nie wiem o pokątnych interesach, jakie są udziałem ludzi na górze. Czy nie lepiej jest dla nas, abyśmy podzielili ten moloch na mniejsze ( np. odrębne województwa ), gdzie każdy gospodarował by w zasadzie na swoim i na pewno lepiej by sobie poradził? Nawet, wydaje mi się, że nie byłoby takich przekrętów, bo mniejszą kasę jest lepiej upilnować! Po co nam chory system z chorymi na ambicje jego przedstawicielami, którzy z jednej strony chcą nas uszczęśliwiać na siłę, a z drugiej - mającymi nas w głębokim poważaniu? Po co nam chore już w samym założeniu zakazy i nakazy? Im więcej będzie restrykcji ( w każdej dziedzinie ), tym ludzie będą gorsi i będą robili na przekór. Prosta zasada psychologiczna! Najśmieszniejsze jest to, że wcale nie uważam się za utopistkę! Chciałabym tylko naprawdę mieć wolną wolę - tak w robieniu interesów, jak i w życiu! Czy ja naprawdę tak dużo chcę?
Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller
|
|
|  | | quasar (219 punktów) | >Po co utrzymujemy ogromny moloch, w którym giną w zasadzie bezpowrotnie olbrzymie > sumy naszych ciężko zarobionych pieniędzy. >Osobiście nie mam żadnego wpływu na ilość wydawanych pieniędzy przez rząd i na cele, na które idą. I to jest odpowiedź na twoje pytanie. Z historii wiemy, że każdy ustrój polityczny zwalczał obywateli niezależnych i zdolnych do samodzielnej egzystencji, w zamian hodując "zasiłkowców" - posłusznych i bezmyślnych. Trudno jednak tej garstce myślących będzie taki stan rzeczy zmienić.
|
|
|  | | placownik (17853 punktów) |
>Chciałabym tylko naprawdę mieć wolną wolę - tak w robieniu interesów, jak i w życiu!
Solidarność społeczna i robienie interesów nie mają ze sobą niczego wspólnego. Jedno ani nie przeszkadza ani nie pomaga drugiemu. Wykluczam oczywiście sytuacje w których ktoś robi interes korzystając z solidarności społecznej. A ta jest w naszym kraju dobrem deficytowym. Potrafimy odkrywać jej pokłady tylko w sytuacjach wyjątkowych, pożar, wybuch gazu, nagła choroba czy śmierć. Na co dzień daliśmy się przekonać piewcom indywidualizmu, że nie jesteśmy masą tylko zbiorem jednostek spośród których każda musi samodzielnie dbać o własne interesy. A że tak nie jest wystarczy krótka obserwacja grupki obcych sobie dzieci, które są postawione w sytuacji kiedy same muszą zorganizować sobie czas wolny. Robią to na ogół razem. Jeśli nie wybuchają konflikty, jeśli szybko wyłania się lider lub nawet kilku liderów, wtedy zabawa jest najlepsza.
Niestety szkoła w najmniejszym nawet stopniu nie przygotowuje do wspólnego działania. Młodzi ludzie nie mają gdzie nauczyć się zasad takiego działania, umiejętności zawierania kompromisów, identyfikacji cudzych, różnych od własnych interesów, ich uwzględniania we własnym postępowaniu, wreszcie prostej wydawałoby się, umiejętności słuchania. Jęsli potem nie potrafimy zrozumieć dlaczego sąsiadowi przeszkadza, że nasz pies sika w windzie, to co tu mówić o solidarności. Rośnie armia dziwnych ludzi zwanych singlami. Ludzi, którzy nie potrafią uzgodnić z drugą osobą wspólnych celów i zasad postępowania w horyzoncie dłuższym niż parę tygodni. Ludzi którzy tę nieumiejętność starają się zracjonalizować jako niechęć do rezygnacji z własnej wolności.
Daliśmy sobie wmówić, że indywidualizm, swobodna i możliwie mało ograniczana inicjatywa jednostek jest podstawą sukcesów społeczeństw Zachodu. Myślę, że ta diagnoza jest w dużej części fałszywa. Owszem, indywidualizm jest wartością, ale znacznie od niego ważniejsza jest umiejętność rozpoznawania licznych sytuacji, kiedy korzystne jest jej dobrowolne ograniczanie. Piękny przykład na to jak przejawia się taka umiejętność przytacza Francis Fukuyama w swojej książce Wielki Wstrząs. Otóż w czasie kryzysu paliwowego w 1973 roku rząd USA wprowadzał pewne ograniczenia na ruch samochodów osobowych. Jednym z takich ograniczeń było dopuszczenie do poruszania się na pewnych bardzo uczęszczanych odcinkach autostrad pojazdów wiozących minimum 3 pasażerów. I oto po niezbyt długim czasie użytkownicy pewnego odcinka autostrady w sposób samorzutny zorganizowali się, czego wynikiem było pozostawienie przez część z nich swoich samochodów w domu i korzystanie z usług oferowanych przez pozostałych. Czy wyobrażacie sobie takie działanie w naszych warunkach? To jest niestety nie do pomyślenia. Chyba, że chodziłoby o akcję protestu przeciwko ograniczeniom wprowadzonym przez zidiociałych biurokratów.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | | Agnieszka Niechciał (85 punktów) | Faktem jest, że temat, który podjęłam jest zbyt rozległy, aby go zamknąć w ramach jednego wątku - zbyt dużo pojęć wiąże się ze sobą choćby pośrednio. Mnie osobiście mierzi tak wiele rzeczy, których świadkiem jestem na codzień, że trudno objąć to w ogólne ramy.
Jeżeli nie zdamy sobie sprawy z tego cyrku, który dzieje się na naszych oczach i naprawdę nie zaczniemy działać - nie zdołamy potem odeprzeć lawiny upadku naszego państwa, upadku ekonomicznego i kulturowego. Nie czuję się ekstra patriotką i odcinam się kategorycznie od tzw. kultury chrześcijańskiej, w której podobno zostałam wychowana. Dla mnie jest to stracony czas - obłudy i zakłamania - i nie chiałabym, aby moje dzieciaki miały tak bardzo ograniczone horyzonty, jakie ja miałam. Chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że każdego można "złapać" na piękne słowa, czegokolwiek by nie dotyczyły.
Prawdą jest, że solidarności trzeba się nauczyć. Potrzeba nam światłego, świadomego społeczeństwa. Ale wydaje mi się, że nie uzyskamy świadomości społecznej bez dobrej świadomości swojego indywidualizmu, bez pozytywnego i otwartego nastawienia do siebie, innych i do otaczającego nas świata. Nie może być świadomości społecznej, gdy dajemy sobą manipulować osobom, którzy śmią pretendować na narodowych guru. Nie może być solidarności społecznej, gdy bezrozumnie ufamy przekazom medialnym, a intuicyjnie wyczuwamy jednak jakiś fałsz...
Mimo wszystko wydaje mi się, że solidarność społeczna ma wiele wspólnego z robieniem interesów. Zdrowe, poukładane, solidarne społeczeństwo nie pozwoliłoby na to, aby jego kosztem rozrosła się do tak niebagatelnych rozmiarów biurokracja, na którą łoży się ogromne pieniądze zupełnie bez sensu, ponieważ w zasadzie niczego ona nie załatwia. Wiem, że w jakimś wymiarze ekonomicznym koło zysków i strat się zamyka, bo ci ludzie dostają pracę i pieniądze, wydając te na inne dobra oraz płacą podatki. Ale w gruncie rzeczy jest to przekładanie pieniędzy z jednej kieszeni w drugą. Pomijam kwestię świadomych utrudnień dla ludzi, którzy próbują coś zrobić! Więc znów pytam - jaki w tym sens? Nasze podstawowe podłoże ekonomii, powiązane zresztą w tej chwili ściśle z ekonomią innych państw jest, moim zdaniem, błędne. W ramach samoświadomości społecznej i solidarności powinniśmy jak najbardziej rozwijać lokalne rynki pracy - produkcji i usług, aby się bogacić nawzajem! Powinniśmy nauczyć ludzi, jak opłaca się żyć, aby byli zadowoleni ze swojej pracy i efektów, jakie ona przynosi! To powinno być absolutnie nadrzędnym priorytetem! W tej chwili beznadzieja, jaka ogarnie wielu jest uzasadniona faktami, z jakimi spotykamy się tu i teraz. Za niedługo będziemy się zastanawiać, po co w ogóle pracować, skoro zdecydowaną większość musimy oddać państwu, a ono wyda nasze pieniądze np. na jakąś świątynię, instytut papieski, limuzyny urzędników, fałszywych rencistów, kolejne pałace biurowe itp. ( lista jest baaaaardzo długa ).
Na czym polega solidarnośc społeczna? Gdy jesteś szczęśliwy - dajesz szczęście innym. Wszyscy dookoła ciebie są zadowoleni! Wiem, że to uproszczenie, ale za to naprawdę czytelne! Pozdrawiam.
Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|