Racjonalista - Strona głównaDo treści
Religia masowa

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
29-05-2006 10:53zima_bez_ciastkaReligia masowa
Witam!
Jesteśmy wszyscy świeżo po wielkiej masowej imprezie religijnej w Polsce. Jakiekolwiek byłyby nasze poglądy religijne właściwie nie dało się uniknąć styku z tym wydarzeniem, jeśli próbowało się w zwykły sposób funkcjonować. Uszli mu tacy, którzy zrobili sobie w ten 'długi weekend' wyjazd wypoczynkowy z dala od mediów.
Ja próbowałem funkcjonować w normalny dla siebie sposób, co sprawiało, że na informacje o tej masówce musiałem się natknąć. Nie żeby mi to jakoś szczególnie przeszkadzało. Jedyne, co mogę zarzucić, to to, że zamiast programów w TV, tematów w necie na www, które moim zdaniem mogły być ciekawsze, była nawała (!!!) informacji o pielgrzymce papieża do 'ziemi świętej' znaczy się Polski (pielgrzymka [z wiki]- podróż podjęta z pobudek religijnych, do miejsc świętych, przez wiernych, którzy kierując się pobożnością podążają do nich, najczęściej zanosząc jakieś prośby lub dziękczynienia; typowe zjawisko ludowej religijności).
Może pora podsumować tę pielgrzymkę z punktu widzenia osoby niezbyt religijnej. Taki rodzynek wśród politycznie poprawnych podsumowań. Wszystko, co napiszę poniżej jest oczywiście do dyskusji.
Po pierwsze była to fajna duża impreza. Polacy potrafią robić imprezy przy każdej okazji! Tak jak na stadionie następuje zbratanie w tłumie dopingującym swoją drużynę, tak i tu wychodziły instynkty stadne. Przy czym gra drużyny nie ma żadnego znaczenia, bo i tak się jej później nie pamięta.
Po drugie była to okazja oderwania się od rutyny życiowej. Wiele osób mogło wyjść na miasto i poznać nowych ludzi- co pozostawia zawsze wrażenie 'duchowości przeżyć'. Szczególnie, że dotyczy to tego typu osób, które rzadko mają takie okazje.
Po trzecie indoktrynacja była powszechna. Zatwardziałym w swych poglądach osobom, jak ja, to powiewa. W przeciwieństwie, do mas, które są na to dość wrażliwe. Ale indoktrynacja to obosieczna broń. Zawsze musi ona spełniać żądanie tłumu i przy okazji przemycać własne treści. Czego chciał tłum? Tłum chciał się czuć ważny i szczęśliwy. I dbano o to! Gdzieś tam próbowano też nałożyć drugą warstwę treści- tłumie, oto Twoje autorytety, oto Ci, których masz słuchać. Jednak zdaje się, że tłum był w swojej większości zbyt zadowolony, by się przejmować tym brzęczeniem.
Jaki jest więc wynik wizyty? Porażka w sensie religijnym, dobra reklama w sensie cateringowym.
Pozdrawiam

Przemek K.
Wczoraj słyszałem z TVP, że tylko mniejszość Polaków nie dba o wizytę papieża. I że należy się nad nimi pochylić z troską. Czy jakoś tak.

Wystarczyło bym zerknął na okno, gdzie młodzież grała w piłkę, a ludzie spacerowali, jak w normalną niedzielę. Owszem, wiem, że bardzo wielu Rodaków spędza weekendy przed telewizorem. Nawet widziałem fascynację, z jaką obserwowano przejazd papieża (sic!) z Wadowic do Kalwarii Zebrzydowskiej. Ale to chyba była mniejszość, wbrew prezenterce w TVP.

Niektóre gesty i wystąpienia Benedykta XVI zaimponowały mi (choćby przemówienie wczoraj w Brzezince, przyjęcie członków TK na audiencji, czy warszawskie modlitwy ekumeniczne), ale stanowiły one tylko cząstkę tej pielgrzymki.

W każdym razie nie trzeba było uciekać za miasto. Mimo wielkiej medialności (przy której wciąż się zastanawiałem, na ile w niej ważny był sam papież i jego słowa, a na ile masowość i zachwyty Polaków nad samymi sobą), dało się żyć jakby nigdy nic; i można się było zadziwić jak wielu Polaków tak właśnie zrobiło.
lipschitz (1674 punktów)
Chyba nie zdażyło się nic takiego, co nie zdarza się w innych miejscach na globie, nawet tzw. zachód ma swoich idoli, guru, wodzów, którzy są zdolni zgromadzić tłumy, i którym z uwielbieniem składa się hołd. Nie wydaje mi się, aby istotna w tym wszystkim była jakaś konkretna religia lub idea, i jeśli już mówić o jej sukcesach, zyskach, to nie w kontekscie szerzenia swoich treści, lecz utrzymania dominującej pozycji na danym terytorium.

Według mnie kwestia do rozważenia jest inna, i to w każdym przypadku, kiedy gromadzą się tłumy - na ile dana społeczność, jej pojedyńczy członkowie, są wolni od ulegania wpływom guru i tłumu, który go wielbi, w jakim stopniu ludzie są wolni od indokrynacji, propagandy, tradycji, której nie tworzyli, jak wielu posługuje się własnym rozumem nie widząc możliwości odgórnego zarządzania ich życiem.

W mojej ocenie najgorsze idee nie mają takiego znaczenia, jakiego nabierają w sytuacji, kiedy konkretny człowiek ma skłonność do poddawania się dominacji innego człowieka i nie widzi w tym nic złego. Ten tłum, który wyraża jedno zdanie, w sytuacji, kiedy każdemu przychodzi przeżyć własne życie w odmienny sposób, ta mentalność poszukiwania siły, nadziei w czymś zewnętrznym, stanowi groźbę, która już w zależności od punktu widzenia guru, może zamieniać się także w okrutny czyn.

Nie chodzi tutaj przecież o prawdę, ale o potrzebę przynależności do czegoś wielkiego, silnego, dominującego, czegoś co będzie nas chronić, rozgrzeszać, nagradzać, pozwoli odnieść korzyści, trafić do nieba lub otrzymać kawałek ziemi na własność (jak to głosiły inne idee). Według mnie ta potrzeba przynależności stanowi sedno sprawy i im więcej dana społeczność posiada ludzi wolnych, samodzielnych, uważnych, tym bardziej można zacząć mówić o porażce konkretnej idei i jej guru.

Nie wyobrażam sobie, aby w grupie 100 osób, które myślą samodzielnie, wyciągają samodzielne wnioski, jedna z nich miałaby kiedykolwiek stać się guru, do którego stosunek byłby bezkrytyczny, a już w ogóle nie widzę możliwości, aby doszło do podporządkowania własnego życia, życiu i teoriom kogoś innego. Natomiast umiem wyobrazić sobie zjednoczenie takiej grupy, np. w obliczu powodzi lub innego kataklizmu, tyle, że tym, co jednoczy ludzi nie jest inny człowiek, lecz konkretne, niebezpieczne zdarzenie. Umiem więc sobie wyobrazić także zjednoczenie ludzi wolnych w obliczu zagrożenia jakim jest tłumne poddawanie się woli jednego lub wielu ludzi.

Według mnie ta wizyta pokazała, że na wschodzie bez zmian, jak i na zachodzie, dalekim wschodzie, po drugiej stronie półkuli - człowiek cały czas szuka nadziei w innym człowieku zupełnie zapominając, że jego rozum ma zdolność samodzielnego kojarzenia faktów.
less
A ja napiszę tak. Właściwie, to nic się zmieniło w moim postrzeganiu polskiego społeczeństwa, co mnie w tym wszystkim najbardziej interesuje. Stan kulturowy, mentalny, światopoglądowy to po prostu katastrofa, co spowodował fatalny w skutkach pontyfikat Karola Wołtyły (nie tyle sam Wołtyła, co sam fakt sprawowania przez niego funkcji papieża). Myślę, że odbijać się nam to będzie czkawką z jakieś pół wieku. Nieszczęściem tego narodu jest jego kultura u której podstaw leży prostacki katolicyzm i to jeszcze w swej przedziwnej, zdegenerowanej formie. Że też nie załapaliśmy się swego czasu na Lutra. Może mielibyśmy dziś państwo obywatelskie, z prężnymi strukturami, organizacjami wewnetrznymi, które by pchały ten kraj w górę. Zamiast tego wpadliśmy w ten dziwaczny katolicyzm, który kompletnie odwraca świadomość jednostki od postawy obywatelskiej, społecznej, a skupia jedynie na postawie osobowej wobec domniemanywanego bóstwa i jego narzuconej moralności z którą i tak większość robi co chce. Protestantyzm miał tyle siły, żeby skupić człowieka mocno, bardzo mocno na tym co na zewnątrz i z tym związać, katolicyzm nie. No i mamy to co mamy. Uniesione, histeryczne, emocjonalne, pokazowe postawy odświętne i bajzel naokoło, bo w końcu chodzi o zbawienie osobowe i zaświaty, a to życie to tylko chwila na nędznym padole łez więc generalnie ch..j z tym. Wiwat katolicyzm.
Pontyfikat JPII utrwalił, zakonserwował i powielił na następne pokolenia ten schemat, choć sam papież pewnie miał większe ambicje, ale jak było widać nawet Ratzinger dał się unieść ogłupiającej psychologii tłumu, choć przekazywał jakieś swoje ambicje, jakieś dyrdymały o Chrystusie narodów itp. Nie sądzę jednak, żeby nasz katolicyzm był reformowalny i przyjął jakąś inną formą niż tą którą zawsze był, czyli emocjonalno-świecidełkowo-odpustową. I całe szczęście, bo w końcu jednak ostygnie i zamiast się przekształcać, co byłoby naszą kolejną porażką, po prostu, w końcu zacznie się rozmywać, jak to miało miejsce w pozostałych państwach naszego kontynentu. Jednak wolę tutaj być też ostrożny i postrzegać Benedykta jako groźnego i niebezpiecznego przeciwnika, bo nie chciałbym widzieć tego cyrku, kiedy młode pokolenia Polaków dałyby się rzeczywiście przekonać do swej mesjańskiej misji. Ale na jakieś internacjonalizmy, chyba naszych katolików nie stać. W końcu są zbyt leniwi i nauczeni jedynie dbać o swoje plusiki na koncie i dobre wrażenie stwórcy. No i o to, żeby innym w tej mierze nie szło za dobrze.
Przemek K.
Chciałbym wiedzieć, co sobie myślał Benedykt XVI. Czy te odniesienia do Jana Pawła II to bardziej szacunek, ukłon w stronę gospodarzy, czy przekonanie, że zmarły Papież wciąż stanowi wartość marketingową w nauczaniu Kościoła? Podobnie jak i wygłaszane opinie o Polsce.

Co do systuacji w Polsce -- znam bardzo dużo ludzi (właściwie większość osób jakie znam), dla której masowe deklarowanie wiary, masowa obecność na pielgrzymce (mniejszościowa w skali Polski, ale i tak ogromna), stanowią istotną wartość, którą my (my-Polacy) powinniśmy się dzielić z innymi. To jakiś bardzo głęboki spór o wartości i o sposób przeżywania, nie tylko religii. Musze przyznać, że jestem dość (choć nie w pełni) impregnowany na uczucia zbiorowe, które bardziej mnie zniechęcają niż porywają; w samej zaś pielgrzymce starałem się doszukać treści, utyskując, że jest jej mało (jak odejmiemy od pielgrzymki medialną oprawę i oficjalne grzeczności, to niewiele zostanie). Na tych, którzy podniecali się zbiorowością przeżyć, uważając jednocześnie same przemówienia papieża za zbędne, patrzyłem jak na fenomen z innego świata. I przypuszczalnie ze wzajemnością. I to właśnie chyba to przeciwstawienie wartości -- czy liczy się intelektualne przesłanie połączone z indywidualizmem, czy też zbiorowość i prosta emocjonalność? W Polsce wygrywa to drugie, dla mnie obce, ale nie potrafię dowieść, że gorsze.
Nihilia (115 punktów)
>Chciałbym wiedzieć, co sobie myślał Benedykt XVI.

A ja -wiedzieć, dlaczego każdy z moich znajomych, gdy o nim gada, musi wspomnieć o zbrodniach Niemiec w czasie 2 wojny światowej. Czyżby to była kolejna cecha Polaków??
AstralStorm (558 punktów)
>>Chciałbym wiedzieć, co sobie myślał Benedykt XVI.
>A ja -wiedzieć, dlaczego każdy z moich znajomych, gdy o nim gada, musi wspomnieć o zbrodniach Niemiec w czasie 2 wojny światowej. Czyżby to była kolejna cecha Polaków??

Wiesz, wielu myśli, że jak Niemcom tego nie wytykać, to zapomną i sytuacja się powtórzy. Prawda, ważne, ale bez przesady.
Kudłaty
Witam
Jakoś specjalnie wierzący to ja nie jestem, powiedmy że dokładniej to za kościołem nie przepadam ale mniejsza z tym. Jeśli chodzi o pielgrzymke to nie mam nic przeciwko jk przedmówca rzekł mi również to lata. Jeśli ktoś chce to prosze bardzo może uczestniczyć a jeśli nie chce to nie musi. Wracając do tematu chciałem nawiązać do tematu pielgrzymki i zapytać o orzeczy na które odpowiedzi jak na razie nie uzyskałem. Pomijając fakt iż w TV nie było nic co można by obejrzeć poa transmisjami, jak i w radio 3/4 było o pielgrzymce, to ja mam pytanie po co była ta prohibicja. Dlaczego człowiek po pracy nie może iść i napić się piwa z przyjaciółmi w barze?. Młody jeszcze jeset i nie pamiętam dokładnie poprtzednich pielgrzymek, albo nie zwracałem na to uwagi ale nie pamiętam by podczas pielgrzymki nie można by było kupić piwa. Co jest złego w tym trunku że ngle takie wielkie zakazy się tworzą? Dlaczego akurat teraz? Powiedzcie mi co przeszkadza pielgrzymka w pójściu do baru i napicia się piwa z kilkorgiem osób, co jest w tym złego? Czy to już teraz jest jakimś grzechem może, albo wykroczeniem przeciw kościołowi, prosze wybaczyć moją chaotyczną wypowiedź ale to pytanie mnie dręczy ok kilku dni i nie moge na nie znaleźć odpowiedzi. Mam nadzieję że może tutaj znajdę odpowiedź.

Kudłaty
Lorenc-Karcz (218 punktów)
Kudłaty:
Moim zdaniem ten fakt wynika z trzech czynników.
Pierwszy jest taki, że żyjemy w państwie, które cechuje fundamentalizm katolicki.
Drugi wynika z pierwszego, mianowicie fundamentaliści katoliccy głosują częśiej od innych co za tym idzie wybieraja sobie polityków, którzy podejmuja takie decyzje.
A trzeci wynika z drugiego: politycy terroryzują nas swoim i tzw.społeczeństwa "sumieniem"
gdzies to juz pisałem ( czyli o terroryźmie sumienia)
Jeszcze by ktoś miał na "sumieniu" fakt, że wypiłes piwo w towarzystwie znajomych, a przez to jakiś minister nie poszedłby do nieba, moherowe rzesze nie mogłyby zasnąć....albo po prostu nie zagłosowałyby na "pana" ministra.
A wniosek z tego taki, ze konstytucyjny artykuł o poszanowaniu innych światopogladów i wolnosci religijnej mozna wyrzucić do kosza. To państwo nie szanuje swoich obywateli.

Zastanawiam się tylko kiedy w dowodzie osobistym będe miał wpis doczyczący wyznania?
A może to własnie wyznanie będzie stanowiło o obywatelstwie. Piszę to oczywiście pół żartem, pół serio ale kiedy przygladam się rzeczywistości to wyć mi się chce ...do księzyca ( byle nie pół księżyca )
Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365