Racjonalista - Strona głównaDo treści
Królewna - racjonalistka

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
28-01-2008 00:16IQ955 (2355 punktów)Królewna - racjonalistka
Ocena -1 na 1
Zainteresowanie zagadką Radamantysa zachęciło mnie do przytoczenia innej - podobnej. Zwłaszcza wśród niezamężnych racjonalistek powinna wzbudzić zrozumiałe zainteresowanie. A oto i ona:

Królewnie czas za mąż.

Kochający Król Papa zbadał rzecz dokładnie i ustalił, że w kraju jest 100 mężczyzn godnych ubiegania się o jej rękę, choć nie wszyscy są równie wspaniali. Najlepszy wart jest 100 punktów - najlichszy tylko 1. Zarówno Król Papa, jak i (przede wszystkim) sama Królewna zainteresowani są, rzecz jasna, wyborem najlepszego. Król zarządził więc, że każdy przybędzie na tydzień na dwór, aby Królewna mogła się mu przyjrzeć (potrafi ona też każdemu bezbłędnie przypisać punktację, co nikogo, oczywiście, nie dziwi). Zalotnicy przyjeżdżają w zupełnie przypadkowej kolejności. Po tygodniowym pobycie Królewna musi powiedzieć "Tak" lub "Nie". Jeśli powie "Tak" - odbywa się po prostu ślub i cała zabawa kończy. Jeśli zaś da któremuś kosza - obrażony śmiertelnie adorator wyjeżdża, aby nigdy więcej nie powrócić.

Królewna ma więc poważny kłopot. Jeśli zbyt szybko powie "Tak" nie obejrzy zbyt wielu i będzie bardzo prawdopodobne, że najlepszy wyląduje wśród niedopuszczonych do konkurencji. Jeśli jednak - odwrotnie - będzie zbyt długo zwlekała - nie pozostanie jej wiele do wyboru.

Pytanie: Jaka jest optymalna strategia Królewny, aby wybrać możliwie najlepszego męża?

Zadanie, wyłuskane z tej bajkowej łupinki, brzmi tak:

Możesz losować, maksymalnie n razy, jedną z n kolejnych liczb naturalnych. Losowanie kończy się, kiedy wylosowaną liczbę uznasz za swoją wygraną. Jaka jest strategia uzyskania możliwie największej liczby?

P.S. Przeczytałem, jakie jest rozwiązanie (na razie nie zdradzam), ale miałem spore kłopoty, aby samemu do niego dojść.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

webmaster (moderator)
Pierwszy raz przenoszę z bazgrołów do działu merytorycznego
IQ955 (2355 punktów)
>Pierwszy raz przenoszę z bazgrołów do działu merytorycznego
Dzięki.
Nie wiem jednak, dlaczego tytuł wątku nie pojawił się z boku w okienku "Ostatnie wątki". Jeśli go tam nie będzie - mało kto się zainteresuje, a zadanko jest chyba samo w sobie - ciekawe.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
stilgar (7322 punktów)
Powinna odrzucić pierwszego i wziąć pierwszego, który będzie lepszy od tego pierwszego

Miałem to na probabilistyce
IQ955 (2355 punktów)
>Powinna odrzucić pierwszego i wziąć pierwszego, który będzie lepszy od tego pierwszego
Hmmm... Znam inną (choć podobną) odpowiedź. Ale poczekajmy jeszcze...


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Maciej Wyszpolski (447 punktów)
Moim zdaniem powinna przetestować połowę, policzyć sobie średnią i odchylenie standardowe, a następnie zdecydować się na kandydata który o co najmniej dwa odchylenia standardowe przekroczy średnią. Można by pierwszą połowę sprawdzić jeszcze dokładniej, sprawdzić wartość najwyższą i najniższą, zobaczyć jak wypadają gęstości (czy więcej kiepskich czy więcej dobrych) i na tej podstawie zdecydować się o ile te dwa odchylenia standardowe powinny być przekroczone, w końcu można czekać na zbliżenie się do potrojonego odchylenia, ale to już niebezpieczne. Oczywiście to tylko moje gdybanie.
IQ955 (2355 punktów)
>Moim zdaniem [...]
Ciekawe podejście. Zwłaszcza, że Królewna nie wie, czy na początku przyjechali lepsi, czy gorsi.
Osobiście próbowałem określić dwie funkcje "zasobów" (tzn. ilu jeszcze zostało z dobrą punktacją), oraz "doświadczenia" (ilu kiepskich już było). Optimum powinno być na ich przecięciu. Ale, przyznaje, "kiepsko mi poszło". Dzięki Bogu - nie jestem Krolewną...

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Maciej Wyszpolski (447 punktów)
Podejście oparte w 100% na rozkładzie normlanym. W końcu mamy losowanie, cechę która przybiera wartości od 1 do 100. Z 50 losowań powstanie już coś co będzie przypominać krzywą Gaussa. Przy tak dużej liczbie losowań, szansa że przyjada sami lepsi, albo sami super jest naprawdę niewielka. W tym tkwi piękno tego rozkładu. Większość obserwacji wokół średniej, im dalej w obie strony - tym mniej.

Oczywiście to rozwiązanie statystyczne, piękna matematyka zapewne potrafiłaby coś ładniejszego wyprodukować. Ale z tej pięknej to ja mam 3 w indeksie (-: Więc nawet nie myślę nad tym.
LeonMamon (101 punktów)
Zakładamy chyba, że królewna system już ma system oceny opanowany "na blachę", tzn. rozpozna osobnika 100 pkt. za pierwszym podejściem.
Po drugie - nie możemy chyba założyć, że kandydat zbliżony do takiego ideału na pewno przybędzie.

Ja bym przyjął strategię następującą:
1) Bierzemy pierwszego, w którym się królewna zakocha (może być z punktacją = 1 )
2) Bierzemy pierwszego, który ma punktów więcej niż 100-n (gdzie n = numer kandydata)

Czyli kandydata nr 100 bierzemy jaki by nie był

Ciekawa byłaby też strategia kandydata - np. 50-punktowego, o który numerek powinien się starać, a nie ma pojęcia o konkurentach.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Zalotnicy przyjeżdżają w zupełnie przypadkowej kolejności

To założenie oczywiście upraszcza problem, ale niestety czyni zadanie bezużytecznym, gdyż tego rodzaju problemy rozwiązuje się podczas modelowania strategii ewolucyjnie stabilnych w warunkach np. doboru płciowego, a wówczas założenie jest fałszywe.

Ale wracając do meritum, królewna powinna oczywiście odrzucić pierwszego zalotnika i czekać na lepszego. W zależności od tego, który zalotnik okaże się lepszy od pierwszego, królewna ustala strategię. Jeżeli drugi zalotnik okaże się lepszy od pierwszego, królewna oczywiście go odrzuca i w zalezności od tego, który okaże się lepszy od drugiego, królewna ustala strategię. Jeżeli trzeci okaże się lepszy od drugiego tez należy go odrzucić...

Jeżeli po odrzuceniu pierwszego okaże się, że dopiero przedostatni zalotnik jest lepszy, królewna bierze go i nie czeka na ostatniego. Jeżeli trzeci od końca jest lepszy, łatwo widać, że z dwóch ostatnich jeden może być tylko troszeczkę lepszy a drugi o wiele gorszy, opłaca się więc brać bieżącego...

Jeżeli po odrzuceniu pierwszego okazało się, że 49 było gorszych i dopiero w 51 tygodniu jest lepszy, królewna ma prawo przypuszczać, że bieżący jest już blisko szczytu doskonałości, nie warto więc ryzykować przeglądania drugiej 50-tki... chyba że...

Należy teraz policzyć, jaka jest wartość oczekiwana klasy pierwszego odrzuconego, jeśli n kolejnych zalotników zostało odrzuconych - zauważmy, że dość szybko wartośc ta zbliża się do 100, chyba że księżniczka umie dostrzegać nie tylko to, który jest lepszy, ale umie też dostrzegać, o ile poziomów jest lepszy, wtedy ta wartość oczekiwana przestaje mieć sens, bo liczy się rozpiętość ocen księżniczki - w końcu ona sama może oznaczać zalotników liczbami, np. Pierwszy odrzucony zostaje zapisany jako 50, drugi jako 33, trzeci jako 18, czwarty jako 43, piąty jako -44 - i książniczka juz wie, że pierwszy był nie 50 ale przynajmniej 95.

Ale naprawdę ciekawe zadanie jest wtedy, gdy zalotnicy znają strategię księżniczki i próbują przybyć do stolicy w nieprzypadkowej kolejności. Wiedzą też, że w jednym tygodniu ksieżniczka może zbadać tylko jednego (wybranego losowo), pozostali będą zaś odrzuceni bez badania.

Oczywiście nikt nie przybędzie w pierwszym tygodniu (przynajmniej w pierwszym pokoleniu). Ponieważ drugi tydzień staje się pierwszym, nikt też nie przybędzie w drugim tygodniu... itd, ale gdyby tak czekali na ostani tydzień, to każdy miałby tę samą szansę 1/100. Dla najlepszych taka szansa jest nie do zaakceptowania, nie moga więc oni czekać na ostatnią chwilę. Im się subiektywnie opłaca podjąć ryzyko i przyjść tydzień wcześniej, tym bardziej, że księżniczka tego po nich oczekuje. Ale wiedzą też tym ci gorsi, część z nich wybierze więc przedostatni tydzień. Najlepsi być może zechcą uciec do poprzedniego tygodnia, ale dalej może być już nieopłacalne, bo zbyt wielu zostanie księżniczce na póżniej i ta liczba może ją kusić, tym bardziej, że najsłabsi mogą zaryzykować i wyjść jeszcze wcześniej licząc, że oszukają księżniczkę

doku
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Król zarządził więc, że każdy
>przybędzie na tydzień na dwór, aby Królewna mogła się mu
>przyjrzeć ( potrafi ona też każdemu bezbłędnie przypisać
>punktację
, co nikogo, oczywiście, nie dziwi). Zalotnicy
>przyjeżdżają w zupełnie przypadkowej kolejności.

Podkreślenie moje.
Przy tak sformułowanych warunkach sprawa jest wręcz banalna. Rozumiem, że ukrytym założeniem jest, iż żaden z kandydatów nie może posiadać tej samej liczby punktów co konkurent. W tej sytuacji Wszechwiedząca i Nieomylna Królewna spokojnie czeka na pojawienie się kandydata, któremu przyzna 100 punktów.
Pułapka tkwi w samym tekście (o ile nie jest zwykłym błędem przeoczenia), który z matematyką ma tu niewiele wspólnego.

Zastrzegam się jednak, że z matematyką miałem do czynienia wyłącznie do matury, na której moją wiedzę oceniono na "3" (w pięciostopniowej wówczas skali ocen).

Pozdrawiam serdecznie.

fides ex necessitate esse non debet
stilgar (7322 punktów)
Faktycznie, nie zwróciłem na to uwagi podając moje rozwiązanie

Tak to faktycznie problem wyboru staje sie banalny i mało ciekawy.

Za to, gdyby nie było założenia, że kandydatów jest 100, tylko nie wiadomo ile, i codziennie przyjeżdża kolejny, ale nie wiadomo kiedy przestaną przyjeżdżać

Wtedy królewna dodatkowo ryzykowałaby zostanie starą panną
30-01-2008 19:07 
 Ocena 1 na 1
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Wtedy królewna dodatkowo ryzykowałaby zostanie starą panną

Nigdy nie poznasz kobiety, więc zostałaby albo i nie. Tyle tylko, że i tak z matematyką nie ma to nic wspólnego. Vivat humaniści!

Pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
Maciej Wyszpolski (447 punktów)
>Pułapka tkwi w samym tekście (o ile nie jest zwykłym błędem przeoczenia), który z matematyką ma tu niewiele wspólnego.

Też na to zwróciłem uwagę, ale pominąłem. To chyba raczj na pewno błąd wynikający z dorobienia treści do zadania które potem autor zdefiniował jako:

Możesz losować, maksymalnie n razy, jedną z n kolejnych liczb naturalnych.

Sens zapewne jest analogiczny do ułożenia stu przedmiotów które mają cechę np od 1 do 100 cm wysokości. Mając wszystkie sto, układa się bez problemu(i ocenia od 1 do 100). Jednak dostając po kolei losowo kolejne elementy, nie można tak łatwo stwierdzić kiedy dostaniemy ten największy.

Oczywiście zawsze ceniłem odwracanie kota ogonem, ale w tej zagadce to nie o to chodzi.
29-02-2008 16:46 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>> potrafi ona też każdemu bezbłędnie przypisać
>>punktację
...
>Przy tak sformułowanych warunkach sprawa jest wręcz banalna.

I mnie banalność rozwiązania każe dziwić się zawiłym rozstrząsaniom, ale w poczuciu własnej ignorancji od miesiąca wstrzymuję się z krytyką. Ponieważ jednak przez miesiąc nie zareagowano tu wyjaśnieniem, w przypływie chwilowego ośmielania dodam, że równie banalnie wygląda mi zagadka z postu inicjującego wątek "Kacik Batbana i Jony". Tam przykładowym rozwiązaniem może być rozłożenie kart na 26 kupek, rozwiązanie stanowić będzie niejedna takich kupek para.
.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>I mnie banalność rozwiązania każe dziwić się zawiłym rozstrząsaniom, ale w poczuciu własnej ignorancji od miesiąca wstrzymuję się z krytyką. Ponieważ jednak przez miesiąc nie zareagowano tu wyjaśnieniem, w przypływie chwilowego ośmielania dodam, że równie banalnie wygląda mi zagadka z postu inicjującego wątek "Kacik Batbana i Jony". Tam przykładowym rozwiązaniem może być rozłożenie kart na 26 kupek, rozwiązanie stanowić będzie niejedna takich kupek para.

Masz rację. W tym drugim przypadku nie zastanawiałem się nad rozwiązaniem (matematyk ze mnie żaden). A tu też jakoś rozwiązania nie widać. Mało tego - koleżeństwo zaczyna kombinować nad właściwym sformułowaniem tekstu tak, aby pasował do "uczonych" wywodów. Trochę zakrawa to na dziecinadę.
Ale skoro chcą się bawić? Nie można im tego zbraniać.

Pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
IQ955 (2355 punktów)
>Trochę zakrawa to na dziecinadę. Ale skoro chcą się bawić? Nie można im tego zbraniać.
No i całe szczęście, bo bardzo lubię takie niepraktyczne zabawy.

P.S. Na prywatny list odpowiem wrótce.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>P.S. Na prywatny list odpowiem wrótce.

A już myślałem, że "wypadłem" z grona Twoich znajomych. Czuję ulgę.

>
Pozdrowienia,


Z wzajemnością.

fides ex necessitate esse non debet
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Na prywatny list odpowiem wkrótce.

Co warto docenić, bo nie każdy dostępuje tego zaszczytu.
.
29-02-2008 21:01 
 Ocena-1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>Co warto docenić, bo nie każdy dostępuje tego zaszczytu.
No i dziwisz się później, że Cię nazywają trollem lub nawet banują...


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>No i dziwisz się później, że Cię nazywają trollem lub nawet banują...

Nie dziwię się. Pytam. Czy to wina pytającego, że trudno o odpowiedź? Zresztą może to zasługa?

PS: I kto nazwał mnie trollem?
.
IQ955 (2355 punktów)
>Ponieważ jednak przez miesiąc nie zareagowano
Nie zapomniałem o zagadce, ale proszę jeszcze o cierpliwość; niestety mam sporo innych obowiązków. Ponadto tutaj jest ściślejsze sformułowanie zadania; wersja bajkowa jest rzeczywiście nieco bałamutna.

>przykładowym rozwiązaniem może być rozłożenie kart na 26 kupek, rozwiązanie stanowić będzie niejedna takich kupek para.
Jeśli o mnie chodzi - to zrozumiałem, że takich kupek ma być dokładnie dwie. Myślę, że Wojtek (placownik) zapomniał dodać tego słówka.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

> tutaj jest ściślejsze sformułowanie

Link nie zadziałał,
ale może idzie o to:
Możesz losować, maksymalnie n razy, jedną z n kolejnych liczb naturalnych. Losowanie kończy się, kiedy wylosowaną liczbę uznasz za swoją wygraną. Jaka jest strategia uzyskania możliwie największej liczby?

.
IQ955 (2355 punktów)
>Link nie zadziałał,
Najdoskonalsza, jak dotychczas, wersja brzmi:

"Spośród n kolejnych liczb całkowitych losujemy, bez powtórzeń, liczby tak długo (max. n razy), aż dane losowanie uznamy za sukces (jest nim ostatnia wylosowana liczba). Jaka jest strategia osiągania największej liczby?"

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>"Spośród n kolejnych liczb całkowitych losujemy, bez powtórzeń, liczby tak długo (max. n razy), aż dane losowanie uznamy za sukces (jest nim ostatnia wylosowana liczba). Jaka jest strategia osiągania największej liczby?"

Czy dla n=2 można mówić o "strategii"?
.
IQ955 (2355 punktów)
>Czy dla n=2 można mówić o "strategii"?
Będzie to pewnie jakiś "zdegenerowany", nieciekawy przypadek ogólniejszej zasady (coś w rodzaju trójkąta o boku równym 0). Całe to sformułowanie powstało jako uściślenie zagadki, więc standardowo rozpatrujemy n =100. Znając zasadę - możemy podstawpić pod n - co chemy.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

> Znając zasadę - możemy podstawić pod n - co chcemy.

Na "2" próbuję przetestować czy zasada, której wskazanie rozwiązuje zagadkę w ogóle istnieje.
.
placownik (17853 punktów)

   Królewna powinna wybrać pierwszego kandydata, którego punktacja jest wyższa od wartości oczekiwanej punktacji pozostałych jeszcze kandydatów. Wzór na tę wartość oczekiwaną to iloraz sumy punktów pozostałych kandydatów i ich liczby.

   Taka zasada wyboru nie gwarantuje oczywiście, że wybór będzie najlepszy. Jest tylko najlepszą strategią.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Maciej Wyszpolski (447 punktów)
Powodzenia w szacownaiu tej sumy punktów przy n=20, 30. Tworzenie po każdym kandydacie nowego rozkładu empirycznego i hipotetycznego normalnego wraz z regułą trzech sigm dają o wiele większe możliwości. Nawet przy niskim n będzie można stwierdzić że niewielu lepszych zostało (asymetria), a Twoja strategia nie pozwoli oszacować sensownie tej sumy pozostałych punktów.
31-01-2008 20:01 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>Powodzenia w szacownaiu tej sumy punktów przy n=20, 30.

   Nie widzę żadnych problemów. Obliczenia są trywialne.

   Przykład dla n=30.

   Wynik pierwszego losowania 15. (trzymajmy się tej terminologii pozostawiając na boku bajkowy kostium). Suma pozostałych to suma od n=1 do n=30 minus wynik losowania czyli (n+1)x(n/2)-15=450. Oznaczymy to jako S1 (suma po pierwszym losowaniu). Wartość oczekiwana wyniku kolejnego losowania to S1/(n-1) czyli 450/29=15,5. Losujemy więc dalej. Niech wynikiem kolejnego losowania będzie 20. S2= S1-20=430. Wartość oczekiwana wyniku trzeciego losowania to 430/28=15,3. Kończymy losowanie i kontentujemy się wynikiem 20.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Maciej Wyszpolski (447 punktów)
Być może jest to rozwiązanie uogólnienia na n kolejnych liczb naturalnych, nie jest to natomiast rozwiązanie zadania z królewną. Bo wydaje mi się że owe uogólnienie jest błędne.

Królewna nie jest w stanie apriorycznie (przed poznaniem wszystkich kandydatów) ocenić ich zarówno w skali od 1 do 100 (ustawić w kolejności), a tym bardziej przyporządkować im 100 kolejnych liczb naturalnych (dając pierwszemu 10 może stworzyć przedział od -90 do 10, albo np. 10 do 110 lub pomiędzy).

Królewna jest jedynie w stanie powiedzieć, bazując na pierwszym, o ile razy następny jest lepszy (ile razy! nie ilu będzie pomiędzy - bo skąd ma to wiedzieć?) . Tym samym jeśli pierwszego oceni na 50 i będzie to najgorszy, to najlepszy ma w tej skali już 5000 pkt. (analogicznie do 1 do 100).

Na tym bazuję swoją wersję, to w niej nie da się oszacować tej sumy, stąd moje wątpliwości.

Założenia które przyjąłem też mają luki (to że każdy będzie 1-100 razy lepszy od najgorszego), ale z drugiej strony ocenienie drugiego kandydata w Twojej wersji nie jest możliwe, bo skąd wiadomo że jest o 13 gorszy, bądź 74 lepszy?

Masz rację co do uogólnienia, co do królewy... cóż, moim zdaniem jest to niewykonalne przy takiej treści zadania.
placownik (17853 punktów)

   Uważna lektura wersji autorskiej skłania mnie do uznania, że przekombinowałeś.

cytuję wersję autorską:
Możesz losować, maksymalnie n razy, jedną z n kolejnych liczb naturalnych. Losowanie kończy się, kiedy wylosowaną liczbę uznasz za swoją wygraną. Jaka jest strategia uzyskania możliwie największej liczby?


   Uściśliłbym jedynie : Możesz losować bez zwracania.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Maciej Wyszpolski (447 punktów)
Ale ja nie przeczę że taka jest treść uogólnienia którą podał autor. Ja po prostu uważam że ma się ona nijak do treści zadania, a dlaczego, wyjasniłem powyżej.
Małgorzata (3242 punktów)
>   Uściśliłbym jedynie : Możesz losować bez zwracania.

   Jeśli mogę losować bez zwracania (a tylko ten schemat mi tu pasuje), to zadanie przypomina mi klasyczne Z urny o s-1 kulach białych i jednej czarnej losujemy bez zwracania kulę tak długo, aż trafimy na kulę czarną. Jakie jest prawdopodobieństwo wylosowania kuli czarnej po raz pierwszy za k-tym razem (k=1,2,...,s)? W przypadku naszej królewny kulą czarną będzie mężczyzna o najwyższej liczbie punktów. Jaki z tego wniosek? Hm... Natychmiastowe rozwiązanie wynika z oczywistych symetrii:

I "losowanie": p= 1/s
II "losowanie": p=s-1/s razy 1/s-1= 1/s
III "losowanie": p= s-1/s razy s-2/s-1 razy 1/s-2=1/s, itd. Oznacza to, że każde miejsce dla kuli czarnej jest jednakowo prawdopodobne. Czyli najbardziej oczywiste jest równe prawdopodobieństwo dla miejsca pierwszego, jak i ostatniego. Co to oznacza dla naszego zadania o królewnie -racjonalistce? Chyba tylko to, że za każdym razem może pojawić się właściwy dla niej facet (prawdopodobieństwo, że optymalny facet pojawi się za 1,2,3,..n-tym razem jest takie samo). Jaki z tego morał? Ano taki, że lepiej poświęcić te prawie dwa lata na przetestowanie wszystkich niż poprzestawać na byle kim...(w końcu królewna nie płaci im za tygodniowe u siebie pobyty - bo tylko wtedy, gdy płacę - myślałabym nad optymalną strategią dla swojej kieszeni). Mylę się?

   Pozdrawiam


Conscia mens recti famae mendacia ridet
04-02-2008 21:46 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>Mylę się?

   Nie mylisz. A ja nadal nie wiem jakiego zadania dotyczy moje rozwiązanie.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
04-02-2008 22:27 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata (3242 punktów)
>>Mylę się?
>   Nie mylisz.

   Ulżyło mi.

>A ja nadal nie wiem jakiego zadania dotyczy moje rozwiązanie.

   Będziemy musieli chyba poczekać na IQ955. Jak Go znam, zaraz mnie skrytykuje. Ciebie nie będzie miał odwagi (choć kiedyś napisał, że się Ciebie nie boi; w przeciwieństwie do mnie - ja się Ciebie bardzo boję)

>   Pozdrawiam

   I ja też.

Conscia mens recti famae mendacia ridet
IQ955 (2355 punktów)
>   Będziemy musieli chyba poczekać na IQ955.
Wystarczy odkorkować butelkę - a dżin już jest!

>Jak Go znam, zaraz mnie skrytykuje. Ciebie nie będzie miał odwagi (choć kiedyś napisał, że się Ciebie nie boi; w przeciwieństwie do mnie - ja się Ciebie bardzo boję)
Pozwole sobie bąknąć półgębkiem, że zajmujemy się tu obecnie rozwiązywaniem zadania o Królewnie (ew. losowaniu liczb naturalnych), a nie intryżkami.

Przechodząc do rzeczy - Twoje rozumowanie jest chyba prawidłowe (przynajmniej ja nie widzę usterek) - tyle, że w zadaniu o urnie, kiedy wyciągniemy kulę czarną, od razu wiemy, że to właśnie jest sukces! Podobnie Królewna musiałaby umieć rozpoznać, że właśnie gości Tego Wyśnionego. Jeśli więc umiemy sukces rozpoznać - wystarczy na niego cierpliwie czekać i zadanie staje sie banalne. Poza tym Królewnie nie tyle idzie o oszacowanie prawdopodobieństwa, że właśnie przybył SuperKrólewicz - ile o strategię wybrania typa z możliwie najprzyzwoitszą punktacją. A to chyba inne zadanie.

Wojtek (placownik) z kolei założył, że Królewna może policzyć wartość oczekiwaną. Przyjął bowiem (chyba bezzasadnie), że maksymalna punktacja oraz ilość kandydatów - są równe. Tymczasem, kiedy przyjeżdza pierwszy delikwent i nawet poznamy jego wartość (punktację) - to nie wiemy jeszcze nic o punktacji innych; nie wiemy, czy ten (ze swoją punktacją) jest kiepski, czy super. Dopiero po pewnej ilości zalotników możemy próbować szacować, jak wygląda całe ich "pogłowie". Dlatego też - zgadzam się z zastrzeżeniami Macieja Wyszpolskiego. Aby jednak zbytnio nie komplikować - proponuję przyjąć, że punktacja - to kolejne liczby naturalne, choć nie wiadomo z jakiego przedziału.

Ponieważ sam miałem różne watpliwości i zadanie znam z drugiej ręki - podaję więc jeszcze raz jego treść (bez urny, aby było najprzejrzyściej), za to ze wszystkimi znanymi mi poprawkami - najlepiej, jak potrafię. Jeśli jeszcze coś nie tak - protestujcie!

Spośród n kolejnych liczb naturalnych losujemy, bez powtórzeń, liczby tak długo (max. n razy), aż dane losowanie uznamy za sukces. Jaka jest strategia osiągnięcia największej liczby?


P.S. Za wszystko buli Kochający Papuś nakładając nowe podatki i sięgając głęboko do Szkatuły Skarbca Królestwa.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
05-02-2008 11:25 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata (3242 punktów)
>A to chyba inne zadanie.

   To ja też inne zadanie rozwiązałam? No, dobrze, ale jak w takim razie ma się Twoje uogólnienie do treści bajki? Coś mi tu zgrzyta, jak w lutni...

>Wojtek (placownik) z kolei założył, że Królewna może policzyć wartość oczekiwaną. Przyjął bowiem (chyba bezzasadnie), że maksymalna punktacja oraz ilość kandydatów - są równe.

   Dlaczego bezzasadnie? Wojtek przyjął to co wynikało z treści bajki. Stąd liczył wartość oczekiwaną. Bajka sugeruje, że maksymalna punktacja delikwenta wynosi tyle ilu delikwentów jest...Ja z kolei założyłam, że królewna nic nie traci na czekaniu na optymalnego delikwenta, bo tylko jeden z nich ma maksymalną liczbę punktów. Sugerowałam, że przy takich warunkach bajki, królewna powinna z życia skorzystać i nie lekceważyć pokus, bo drugi raz mogą się nie powtórzyć...

>Aby jednak zbytnio nie komplikować - proponuję przyjąć, że punktacja - to kolejne liczby naturalne, choć nie wiadomo z jakiego przedziału.

   Szkoda, że bajka co innego sugerowała...

>Ponieważ sam miałem różne watpliwości

   Po raz kolejny mi ulżyło, że nie tylko ja mam wątpliwości...

>P.S. Za wszystko buli Kochający Papuś nakładając nowe podatki i sięgając głęboko do Szkatuły Skarbca Królestwa.

   No tak. Jak zwykle szaleństwo odbywa się na cudzy koszt...

   Serdecznie pozdrawiam


Conscia mens recti famae mendacia ridet
IQ955 (2355 punktów)
>Coś mi tu zgrzyta, jak w lutni...
Trochę, żałuję, że napisałem tę bajeczkę - choć, z drugiej strony, atrakcyjna forma przyciągnęła pewnie więcej dyskutantów. Bajeczka, może i mogła coś błędnie sugerować - jednakże w podanym na początku ściślejszym sformułowaniu było wyraźnie "jedną z n kolejnych liczb naturalnych", a więc - nic o tym, z jakiego zakresu. Dlatego też to, co napisałem pozostaje chyba w mocy. Nawiasem mówiąc - znając najwyższą możliwą liczbę punktów, Królewna tylko czeka, przymierzając nowe sukienki - i zadanie staje się banalne.

Aby jednak było jasne - podałem najlepsze sformułowanie, na jakie mnie stać - i tego się w przyszłości trzymajmy. Chyba, że i tam przyjdzie cos poprawić.

>   Po raz kolejny mi ulżyło, że nie tylko ja mam wątpliwości...
Czy ja naprawdę robię wrażenie zarozumialca? Jeśli tak - muszę się poprawić. Zwłaszcza, że zasadę niepewności mam za podstawę wszelkiego zdobywania wiedzy (AdRem! - No.I - Wykład).

>   No tak. Jak zwykle szaleństwo odbywa się na cudzy koszt...
Ano, ano... (co za głęboka uwaga!).


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
05-02-2008 13:40 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata (3242 punktów)
>Trochę, żałuję, że napisałem tę bajeczkę

   Nie żałuj. Dzięki Tobie, zamiast zająć się prozą życia, zajmuję się poezją. Od kilku dni rozmawiam z bożkami i planuję na wszelkie możliwe sposoby najlepszą strategię zamążpójścia dla wybrednej królewny-racjonalistki.

>choć, z drugiej strony, atrakcyjna forma przyciągnęła pewnie więcej dyskutantów

   To prawda.

>Bajeczka, może i mogła coś błędnie sugerować - jednakże w podanym na początku ściślejszym sformułowaniu było wyraźnie "jedną z n kolejnych liczb naturalnych", a więc - nic o tym, z jakiego zakresu. Dlatego też to, co napisałem pozostaje chyba w mocy.

   W takim razie nie rezygnuję i w dalszym ciągu zamierzam dla królewny właściwą strategię opracować (myślisz, że jej Papa zapłaci mi za to?)

>Nawiasem mówiąc - znając najwyższą możliwą liczbę punktów, Królewna tylko czeka, przymierzając nowe sukienki - i zadanie staje się banalne.

   Zgoda. Poszłam na łatwiznę. Moje rozwiązanie wynikało jednak z babskiej solidarności z wybredną królewną (obie my racjonalistki)

>Czy ja naprawdę robię wrażenie zarozumialca?

   A skąd!

   Serdecznie Cię pozdrawiam i nie ustaję w wysiłkach, by zadanie rozwiązać.

Conscia mens recti famae mendacia ridet
05-02-2008 15:59 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>nie ustaję w wysiłkach, by zadanie rozwiązać.
Ja też. Proponuję nieśmiało na początek taki wstępny szkic planu na ewentualny pomysł rozwiązania:

• Pytanie brzmi: "Jaka jest strategia osiągnięcia największej liczby?" Innymi słowy - kiedy prawdopodobieństwo trafienia na większą od dotychczasowych zacznie maleć?

Wobec tego zadanie jest poszukiwaniem maksimum jakiejś funkcji. Potrzebujemy zatem kilku wielkości zależnych od ilości prób (n):

• Funkcja musi jakoś szacować zakres możliwych do wygrania wielkości. Najprostsza byłaby chyba średnia z dotychczasowych - m, z której już łatwo obliczyć maksymalną x = m+n/2.

• Wartość m jest wprawdzie po pierwszej próbie całkiem przypadkowa - ale po n prób jest już dokładną średnią (prawdopodobnie coraz to lepszą wraz z przyrostem n). Przydałaby się więc może jakaś wielkość szacująca, jakie mamy bieżące zaufanie do tej średniej - ale nie wiem, czy to konieczne.

• Potrzebujemy jakiejś wielkości obrazującej prawdopodobieństwo (obliczane dynamicznie - to znaczy zależnie od m, n), trafienia na wartość większą od dotychczasowych. Można to próbować wyliczać z informacji, ile już zużyliśmy z dostępnych 5050 (odrzucając "bias").

• Potrzebujemy także jakiejś wielkości obrazującej prawdopodobieństwo (także dynamiczne), trafienia na wartość mniejszą od dotychczasowych. Ale uwaga! Tu chyba nie ma symetrii, bo o ile w przypadku wartości większej od dotychczasowych interesuje nas po prostu możliwie największa, o tyle tu powinniśmy odnieść to prawdopodobieństwo raczej do dotychczasowej średniej - tak myślę.

• Po zbudowaniu takiej funkcji - wyliczamy jej maksimum. W naszym prostym zadanku wystarczy to przeliczyć na jakiejś maszynce dla 100 wartości n - po prostu - numerycznie.

Całość może wygląda niezbyt zachęcająco, ale krok po kroku - da się chyba zrobić.

Czekam na krytykę...

>myślisz, że jej Papa zapłaci mi za to?
Ja, to bym się na Twoim miejscu w ogóle na tym dworze nie pokazywał, bo jak odbijesz Królewnie tego Wybranego - to, nim się obejrzysz, wylądujesz pod katowskim toporem.

A poza tym, to chyba dajmy spokój tej Królewnie, bo z tego chyba niewiele dla zadania wynika. Według mnie - to Królewna zamiast tej całej algebry poplotkowałaby trochę z co bardziej doświadczonymi dworkami, po tygodniu wiedziałaby wszystko o wszystkich w królestwie, a po następnym wymusiłaby dąsami na Papusiu ślub z najbogatszym i najprzystojniejszym. I tyle.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
05-02-2008 23:31 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata (3242 punktów)
>Czekam na krytykę...
   No to masz...
>Pytanie brzmi: "Jaka jest strategia osiągnięcia największej liczby?" Innymi słowy - kiedy prawdopodobieństwo trafienia na większą od dotychczasowych zacznie maleć?
   Właśnie tego nie rozumiem. O jaką strategię tu chodzi? Na zdrowy, chłopski, pardon, rozum, powinnam przecież wyjść od odpowiedzi na dwa ważne dla siebie pytania: Czy sukces zakładam przed losowaniem, na przykład przyjmuję, że sukcesem jest liczba większa niż 80 i zakładam też liczbę tych losowań albo też Sukces zakładam dopiero w trakcie losowania (kontentuję się wystarczającą dla mnie wielkością). Drugi przypadek jest trywialny i nie o to tu chodzi, jak sądzę.
>Wobec tego zadanie jest poszukiwaniem maksimum jakiejś funkcji.
   Nie jestem przekonana.
>Najprostsza byłaby chyba średnia z dotychczasowych
   Mam estymować nieznaną wartość przeciętną losując bez zwracania? Nie lepiej mi zastąpić ten rozkład średniej rozkładem normalnym? To chyba zbytnia komplikacja.
>Przydałaby się więc może jakaś wielkość szacująca, jakie mamy bieżące zaufanie do tej średniej - ale nie wiem, czy to konieczne.
   Właśnie. Nie wiem, czy to nie skomplikuje sprawy. Mam wyznaczyć przedział ufności? Albo ja czegoś nie zrozumiałam, albo brakuje mi tu jeszcze innych danych.
>Można to próbować wyliczać z informacji, ile już zużyliśmy z dostępnych 5050 (odrzucając "bias").
   Uwzięliście się chyba na mnie, Panowie. Jak nie Eulerem, to Gaussem chcecie mnie wykończyć...
>Tu chyba nie ma symetrii
   Też tak myślę.
>Po zbudowaniu takiej funkcji - wyliczamy jej maksimum.
   Maksimum policzę kiedy zbuduję funkcję; na razie tak mi w głowie namieszałeś, że muszę zacząć od początku swoje obliczenia (a wydawało mi się, że już mam rozwiązanie)
>Ja, to bym się na Twoim miejscu w ogóle na tym dworze nie pokazywał, bo jak odbijesz Królewnie tego Wybranego - to, nim się obejrzysz, wylądujesz pod katowskim toporem.
   A po co mnie, nieszczęsnej, na dwór królewski jechać, skoro Ty wywijasz tu nade mną toporem...?
>A poza tym, to chyba dajmy spokój tej Królewnie
   Pełna z Tobą zgoda w tym temacie. Zdrowo nam tu namieszała, wredna baba

   Udziel mi jeszcze jakiejś wskazówki, bo kolejna nieprzespana noc przede mną chyba...

   Serdecznie Cię pozdrawiam

Conscia mens recti famae mendacia ridet
06-02-2008 00:54 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>Czekam na krytykę...
>No to masz...
Dzięki.

>Właśnie tego nie rozumiem.
Być może powinienem jeszcze poprawić coś w sformułowaniu samego zadania.

>powinnam przecież wyjść od odpowiedzi na dwa ważne dla siebie pytania: Czy sukces zakładam przed losowaniem, na przykład przyjmuję, że sukcesem jest liczba większa niż 80 i zakładam też liczbę tych losowań albo też Sukces zakładam dopiero w trakcie losowania (kontentuję się wystarczającą dla mnie wielkością). Drugi przypadek jest trywialny i nie o to tu chodzi, jak sądzę.

Wydaje mi się, że musi to być jednak właśnie pytanie drugie i wcale nie jest ono takie trywialne.
Sytuację z zadania wyobrażam sobie na przykład tak: masz sto kartek z kolejnymi (zaczynającymi się od dowolnej) liczbami naturalnymi. Co i raz losujesz jedną, pokazujesz mi ją, a ja (zobaczywszy ją!) decyduję, czy kończę losowanie na tym wyniku. Przy czym kombinuję tak, aby zostać z kartką o możliwie największej liczbie. Zauważ dodatkowo (być może to trzeba dopisać do treści), że mój wynik to zapis na ostatniej kartce, a nie na wybranej spośród dotychczasowych (zalotnicy się przecież śmiertelnie obrażają ).

Ja natomiast nie rozumiem, dlaczego ten drugi przypadek miałby być trywialny.

Pierwsze pytanie - w ogóle nie bardzo mi się widzi. Nie mogę przecież założyć sobie jakiejś minimalnej wygranej (wezmę, powiedzmy, 220 zamiast Twoich 80 dla wyrazistszego przykładu) - bo nie wiem, czy ta liczba w ogóle znajduje się pośród możliwych do wylosowania! Przecież możesz mieć kartki na przykład z liczbami od 120 do 219! Ja tego na początku nie wiem.

>Wobec tego zadanie jest poszukiwaniem maksimum jakiejś funkcji.
>Nie jestem przekonana.
I ja nie będę się upierał, ale to chyba jednak dość rozsądne. Na początku masz dużo przed sobą; prawdopodobieństwo wylosowania liczby większej od dotychczasowych jest spore i warto popróbować. Później masz przed sobą coraz mniej losowań, więc i coraz mniejszą szansę na "przebicie" dotychczasowego rekordu. Na początku masz więc coraz większą szansę na nowy rekord (bo próbujesz), a potem szansa maleje (bo zostało niewiele prób). Ale mogę się mylić. Jeśli tak - wskaż mi miejsce błędu.

>Mam estymować nieznaną wartość przeciętną losując bez zwracania? Nie lepiej mi zastąpić ten rozkład średniej rozkładem normalnym? To chyba zbytnia komplikacja.
Przeciwnie - wydaje mi się, że myślę prosto, aż do prymitywu. Twoje kartki mają jakąś wartość średnią. Ja znam poprzednie wyniki i mogę sobie na bieżąco po każdym moim losowaniu obliczać swoją średnią. Po stu losowaniach - nasze średnie muszą być sobie równe, a (na zdrowy rozum) średnia moich dotychczasowych losowań powinna się zbliżać do średniej Twojej puli.
A teraz jeszcze przyszło mi do głowy, że także amplituda dotychczasowych wyników może też być dodatkową informacją, z której można coś na temat maksimum "odkapować". Przecież jeśli wylosuję na przykład 101 i 188 - to wiem, że ta druga liczba musi leżeć blisko maksimum (bądź wręcz nim być!) i nie bardzo warto ryzykować następnych prób. Im bardziej "podciągnęliśmy" górny kres amplitudy - tym mniej warto ryzykować.

>Mam wyznaczyć przedział ufności? Albo ja czegoś nie zrozumiałam, albo brakuje mi tu jeszcze innych danych.
Sam nie za bardzo wiem - na razie rezygnuję z tego. Może to w ogóle niepotrzebne...

>Uwzięliście się chyba na mnie, Panowie. Jak nie Eulerem, to Gaussem chcecie mnie wykończyć...
Co myśli Wojtek - nie wiem. Ja - naiwniak - myślałem, że współpracujemy dla rozwiązania problemu. Chyba nigdy nie wydorośleję...

>Tu chyba nie ma symetrii
>Też tak myślę.
To dobrze rokuje, bo rozwiązanie które znam (choć nie rozumiem, skąd się wzięło) - też jest "asymetryczne". Ale na razie się nie dopytuj. Lepiej przed czasem nie wiedzieć; też bym wolał.

>a wydawało mi się, że już mam rozwiązanie.
Napisz, proszę, jak myślałaś.

> A po co mnie, nieszczęsnej, na dwór królewski jechać, skoro Ty wywijasz tu nade mną toporem...?
Ja?! Przecież ja Cię właśnie ostrzegam. Przeczytaj no sobie jeszcze raz to zdanie.

>Udziel mi jeszcze jakiejś wskazówki, bo kolejna nieprzespana noc przede mną chyba...
Ja?! Tobie?! No, chyba - odwrotnie.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
06-02-2008 13:31 
 Ocena 2 na 2
uxbridge (5980 punktów)
>A teraz jeszcze przyszło mi do głowy, że także amplituda dotychczasowych wyników może też być dodatkową informacją, z której można coś na temat maksimum "odkapować". Przecież jeśli wylosuję na przykład 101 i 188 - to wiem, że ta druga liczba musi leżeć blisko maksimum (bądź wręcz nim być!) i nie bardzo warto ryzykować następnych prób. Im bardziej "podciągnęliśmy" górny kres amplitudy - tym mniej warto ryzykować.

Mysle ze to dobry trop i tez o tym myslalem od poczatku. Przy czym amplituda nie oznacza ze nasza maksymalna liczba bedzie ta ktora mamy wybrac, bo moglismy ja wylosowac na poczatku.
Moj tok rozumowania jest taki. Po kazdym losowaniu mamy jakas amplitude. Ona moze sie po losowaniu zwiekszyc (jesli wylosowalismy liczbe spoza dotychczasowego przedialu min..max) lub zostac taka sama (jesli wylosowalismy liczbe z wewnatrz przedzialu). Powinnismy chyba obserwowac amplitude do momentu az bedzie dostatecznie duza. Co to znaczy dostatecznie? Nie jestem pewien. Moze do momentu az prawdopodobienstwo wylosowania liczby spoza dotychczasowego przedzialu min..max (czyli dalszego zwiekszenia amplitudy) jest wieksze niz pozostanie przy tej samej amplitudzie. Na dodatek, jesli liczby bliskie (jak bliskie?) dotychczasowego max sa jeszcze niewylosowane, to nadal mozemy losowac liczac na zwiekszenie amplitudy nawet jesli prawdopodobienstwo tego jest mniejsze, bo nic poki co nie tracimy. Jesli na skutek tego wylosujemy liczbe wieksza niz max to sie na kontentujemy. Jesli natomiast uznamy ze prawdopodobienstwo zwiekszenia amplitudy spadlo ponizej kryterium, plus liczby bliskie max sa "obsadzone" (to kryterium nalezaloby sprecyzowac) to czekamy na pojawienie sie najwiekszej liczby mniejszej od max i jeszcze nie wylosowanej. Chyba ze mamy wszczescie i pojawi sie liczba wieksza od max to konczymy.
Czy to optymalna strategia? Jak to wykazac? Przychodzi mi do glowy napisanie programu ktory by ja stosowal i przetestowanie go w "walce" z innymi. Ale to oczywiscie nie dowod.
06-02-2008 23:37 
 Ocena 2 na 2
IQ955 (2355 punktów)
>Myślę że to dobry trop i też o tym myślałem od początku.[...]
Może i myśl nie jest głupia, ale zarówno obserwacja tej amplitudy, jak i średniej dotychczasowych wyników pozwala nam jedynie oszacować (i nic wiecej!) zakres możliwych wielkości. Na tak zwany "zdrowy" (a więc chyba nie mój) rozum - jeśli losowane liczby są "dobrze wymieszane" - to już względnie niewielka ilość próbek (rzędu 20) powinna dać sensowne pojęcie o całości.

Pomyślałem też jeszcze o czymś innym. Otóż rozważyłem dwie sytuacje skrajne:
1. Wylosowane liczby są kolejne - od największej do najmniejszej. Prawdopodobieństwo takiego rozkładu - to wprawdzie 1/100100, ale prawdziwy matematyk gardzi banalną rzeczywistością . To najgorsza możliwość, bo jeśli nie zdecydujemy na pierwszą liczbę - to już tylko możemy przegrywać.

2. Odwrotnie - od najmniejszej do największej. To także najgorzej, bo jeśli nie doczekamy do końca - odetniemy sobie wszystkie lepsze możliwości.

>Czy to optymalna strategia?

Wziąwszy pod uwagę powyższe - przypuszczam, że optymalna strategia leżałaby gdzieś "pomiędzy". Wydaje mi się, że byłoby to coś w rodzaju:
"Przepuść pewną ilość początkowych liczb, a potem weź pierwszą - wyższą od poprzednich". Wydaje mi się, że ta decyzja powinna zapaść poniżej połowy (asymetrycznie), aby uniknąć sytuacji (skrajnej, co prawda), że wszystkie lepsze już były.

Na razie tyle zdołałem wycisnąć z mózgownicy...

>Przychodzi mi do głowy napisanie programu który by ją stosował i przetestowanie go w "walce" z innymi.
Też trochę zacząłem klepać w klawiaturę, ale w porę przypomniałem sobie dwie piękne maksymy Edsgara Dijkstry:

"Dwie godziny analizy mogą zastąpić dwa miesiące klepania w klawiaturę"

oraz (to każdy informatyk powinien powiesić sobie nad łóżkiem!):

"Komputer robi to, co mu każesz, a nie to, czego pragniesz."

>Ale to oczywiście nie dowód.
Dowód nie, ale po rozwiązaniu zadania - może być świetną wizualizacją.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
06-02-2008 14:26 
 Ocena 1 na 1
Małgorzata (3242 punktów)
>Być może powinienem jeszcze poprawić coś w sformułowaniu samego zadania.
   Tak mi się zdaje. Bajka o wybrednej królewnie i Twój model matematyczny nie są do końca kompatybilne...
>Wydaje mi się, że musi to być jednak właśnie pytanie drugie i wcale nie jest ono takie trywialne.
   Teraz już nie. Po uściśleniu przez Ciebie warunków wygląda na to, że musimy mieć do czynienia z przypadkiem drugim.
>Pierwsze pytanie - w ogóle nie bardzo mi się widzi. Nie mogę przecież założyć sobie jakiejś minimalnej wygranej (wezmę, powiedzmy, 220 zamiast Twoich 80 dla wyrazistszego przykładu) - bo nie wiem, czy ta liczba w ogóle znajduje się pośród możliwych do wylosowania! Przecież możesz mieć kartki na przykład z liczbami od 120 do 219! Ja tego na początku nie wiem.
   Za bardzo chyba zasugerowaliśmy się treścią bajki. Skoro królewna bezbłędnie potrafi przypisać kandydatom liczby od 1 do 100...
>Twoje kartki mają jakąś wartość średnią. Ja znam poprzednie wyniki i mogę sobie na bieżąco po każdym moim losowaniu obliczać swoją średnią. Po stu losowaniach - nasze średnie muszą być sobie równe, a (na zdrowy rozum) średnia moich dotychczasowych losowań powinna się zbliżać do średniej Twojej puli.
   No. Mają. Jednakowoż bardziej mi tu pasuje symetria niż asymetria. A może by tak skorzystać z reguły pewnego Mikołaja? Wtedy amplituda byłaby niezwykle użyteczna przy tych wyliczeniach? Tym bardziej, że tak już próbowałam i wcale znowu nie takie wielkie niedorzeczności z tych obliczeń mi wyszły...
>Co myśli Wojtek - nie wiem. Ja - naiwniak - myślałem, że współpracujemy dla rozwiązania problemu. Chyba nigdy nie wydorośleję...
   A nie współpracujemy? Od kilku dni i nocy przecież...
>>Tu chyba nie ma symetrii
>>Też tak myślę.
>To dobrze rokuje, bo rozwiązanie które znam (choć nie rozumiem, skąd się wzięło) - też jest "asymetryczne". Ale na razie się nie dopytuj. Lepiej przed czasem nie wiedzieć; też bym wolał.
   Hmm...Ty masz asymetryczne, a ja po Twojej uwadze wzięłam się za symetrię. Lekko mam w głowie namieszane (a wydawało mi się, że "niesymetryczne" prawie rozwiązałam...).
>Ja?! Tobie?! No, chyba - odwrotnie.
   Bardzo Ci Marku dziękuję, że mnie tak wysoko cenisz

   Lecę teraz na zebranie PSR; jak wrócę - dalej obmyślać strategię będę (chyba że mnie ktoś ubiegnie i poda rozwiązanie).

   Serdecznie pozdrawiam

Conscia mens recti famae mendacia ridet
Psyk (14071 punktów)
A czy kandydaci do ręki księżniczki nie są raczej punktowani zgodnie zgodnie z krzywą Gaussa? Czyli większość to przeciętniacy a nieliczni są albo wyjątkowo atrakcyjni albo wyjątkowo nieciekawi? Bo punktacja ich stu od 1 do 100 punktów jest jakaś sprzeczna z intuicją (i doświadczeniem kobiet). W takim wypadku księżniczce wystarczyłoby ustalić w której części od prawej strony musi znaleźć się pierwszy napotkany kandydat - np. w górnych (prawych) 5-u %. Gdyby była fryzjerką wystarczyłoby jej prawe 80%. No, a gdyby była meliniarą to 100% czyli wzięłaby pierwszego... Wydaje mi się, że właśnie tak myślą kobiety.

MP

Chciałbym coś po łacinie więc niech będzie "homo habilis et spiritus sanctus". ) Bo nic innego nie wymyślę...

>   Za bardzo chyba zasugerowaliśmy się treścią bajki. Skoro królewna bezbłędnie potrafi przypisać kandydatom liczby od 1 do 100...
IQ955 (2355 punktów)
>A czy kandydaci do ręki księżniczki nie są raczej punktowani zgodnie zgodnie z krzywą Gaussa?
I tak - i nie.

Zapewne rozkład ich zalet (cokolwiek to znaczy) może być taką krzywą opisany, jednakże z punktu widzenia Królewny - nie ma to znaczenia. Ją bowiem interesuje tu właściwie nie tyle punktacja - ile klasyfikacja; to znaczy bierze tego, który jest lepszy od innych - nieważne, o ile. Dlatego też ich uszeregowanie liniowe wydaje mi się całkiem rozsądne i wystarczające.

Ponadto powyżej podałem (najlepiej, jak potrafię) ścisłą treść zadania, aby odciąć się od tej bajeczki, bo ona prowadzi do niejasności. Wszystkich zainteresowanych zachęcam do używania właśnie tej wersji, jako podstawy do rozwiązywania.

P.S. Jeśli mam przyjemność korespondować z panem Maciejem Psykiem, autorem artykułu o silnikach spalinowych - to zapraszam przy okazji tutaj .

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
IQ955 (2355 punktów)
>   Tak mi się zdaje. Bajka o wybrednej królewnie i Twój model matematyczny nie są do końca kompatybilne...
To niech się już ta kapryśna Królewna martwi. Do modelu mogę jedynie dodać, że wygrana - to ostatnia wylosowana liczba, a nie największa spośród dotychczasowych. Chyba, że jeszcze widzisz jakąś lukę...

>Jednakowoż bardziej mi tu pasuje symetria niż asymetria.
Zajrzyj do odpowiedzi dla uxbridge...

>A może by tak skorzystać z reguły pewnego Mikołaja?
To znaczy...?

>   A nie współpracujemy? Od kilku dni i nocy przecież...
To może spróbujmy wspólnie ułożyć jakąś strategie rozwiązania. Co Ty na to?

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Małgorzata (3242 punktów)
>Chyba, że jeszcze widzisz jakąś lukę...

   Teraz już nie widzę (szkoda, że tak późno).

>To może spróbujmy wspólnie ułożyć jakąś strategie rozwiązania. Co Ty na to?

   Od dłuższego czasu wspólnie przecież zagadkę rozwiązujemy (teraz razem z uxbridge). Nie ustaję w wysiłkach...

   Serdecznie pozdrawiam

Conscia mens recti famae mendacia ridet
04-02-2008 23:18 
 Ocena 3 na 3
IQ955 (2355 punktów)
>A ja nadal nie wiem jakiego zadania dotyczy moje rozwiązanie.

I to jest dopiero potęga intelektu!!!
Podać rozwiązanie zadania matematycznego nie wiedząc nawet, jak ono brzmi!!!
Nikt Ci nie podskoczy!

Odpowiedź dla Ciebie - w odpowiedzi Małgorzacie.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
uxbridge (5980 punktów)
Ponieważ sformułowanie zagadki wzbudziło kontrowersje - ja też nie wiedziałem w czym problem, przecież królewna może spokojnie poczekać aż pojawi się kandydat o punktacji 100 - pozwoliłem sobie sformułować ją w sposób który pozwoli (jak mniemam) lepiej wczuć się w istotę problemu.
Wyobraźmy sobie grę hazardową która polega na kolejnym losowaniu (bez zwracania) z ciągłego przedziału 100 liczb całkowitych. Przy czym nie znamy dolnej granicy tego przedziału (tym samym górnej też nie). Przedział jest wybierany losowo, a liczby są całkowite, bo przy naturalnych moglibyśmy wylosować np. 1 i od razu wiedzielibyśmy że to dolna granica.
Maksymalna liczba losowań to oczywiście 100. Losowanie można przerwać w każdym momencie i ostatnia wylosowana liczba stanowi nasz wynik. Żeby przystąpić do gry, musimy wpłacić 50zł. Po zakończeniu gry dostajemy sumę pieniędzy równą różnicy pomiędzy naszym wynikiem a (teraz ujawnionym) początkiem przedziału. Czyli możemy maksymalnie zarobić 49zł (99 wygrane - wpłacone 50) a maksymalnie wtopić wpłacone 50.
Jeśli przyjmiemy najprostszą strategię - zadowalamy się pierwszą wylosowaną liczbą - to odwiedzając regularnie kasyno będziemy przeciętnie do tyłu na 0,50 zł. Tak będzie, ponieważ nasz przeciętny wynik na jedną grę będzie 49,50. Dla brzydzących się matmą - jeśli już po 100 grach uzyskamy idealny rozkład wyników, wygramy pełne spektrum od 0zł do 99zł. Czyli 4950zł a wydamy 5000zł. Kasyno w końcu musi zarabiać!
I teraz pytanie. Czy jesteśmy w stanie opracować strategię która pozwoli nam na tym zarabiać a nie tracić (czyli potencjalnie doprowadzić kasyno do bankructwa)? Czy jest więcej takich strategii? Jeśli tak, to jaka pozwoli nam przeciętnie zarabiać najwięcej i ile to będzie w przeliczeniu na jedną grę?
Natomiast nawet w "ścisłej" wersji podanej przez P. Marka zagadki pytanie jest wg. mnie mylące. Co to oznacza: "strategia dająca możliwie największą liczbę". Czy istnieje strategia która GWARANTUJE nam że w każdej grze uzyskamy 99zł? Oczywiście nie. A co najmniej 98zł? Też nie. A co najmniej 97, 96... itd? Myślę że nie ma nawet strategii która daje gwarancję wygrania co najmniej 1zł w pojedynczej grze(a 50 trzeba zapłacić za każdym razem ). Powiedzmy że w kolejnych losowaniach uzyskujemy kolejne coraz mniejsze liczby. Jaka strategia może nas uchronić przed porażką? Na jakimkolwiek etapie nie przerwiemy losowania, to ostatnia wylosowana liczba może być najmniejszą prawda?
IQ955 (2355 punktów)
>Ponieważ sformułowanie zagadki wzbudziło kontrowersje[...]
Rzeczywiście trochę niechcący ruszyłem lawinę... Ale teraz - BŁAGAM! - nie komplikujmy ponad miarę! Bardzo proszę - nie wprowadzajmy kasyn, pieniędzy (przynajmniej na razie) - bo zgłupiejemy (jeśli to się już nie stało ).

Podałem później drugie, lepsze sformułowanie. Znalazłem w nim jeszcze dwie luki: że wygrana to ostatnia, a nie największa wylosowana liczba, oraz (dziękuję bardzo!), że liczby powiny być całkowite, a nie naturalne, aby nie dało się zbyt łatwo okeślić kresu dolnego.

Zatem byłoby teraz tak:

Spośród n kolejnych liczb całkowitych losujemy, bez powtórzeń, liczby tak długo (max. n razy), aż dane losowanie uznamy za sukces (jest nim ostatnia wylosowana liczba). Jaka jest strategia osiągnięcia największej liczby?


Powyższe sformułowanie mogę w razie potrzeby jeszcze doszlifować. Czy jeszcze czegoś brakuje?


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
07-02-2008 01:23 
 Ocena 1 na 1
uxbridge (5980 punktów)
>Rzeczywiście trochę niechcący ruszyłem lawinę... Ale teraz - BŁAGAM! - nie komplikujmy ponad miarę!
Hm. Naprawdę skomplikowałem? Wydawało mi się że teraz każdy zorientuje się na czym polega problem. Jak w grę wchodzą pieniądze, ludzie od razu zaczynają myśleć
>Zatem byłoby teraz tak:
>Spośród n kolejnych liczb całkowitych losujemy, bez powtórzeń, liczby tak długo (max. n razy), aż dane losowanie uznamy za sukces (jest nim ostatnia wylosowana liczba). Jaka jest strategia osiągnięcia największej liczby?
>

>Powyższe sformułowanie mogę w razie potrzeby jeszcze doszlifować. Czy jeszcze czegoś brakuje?
No właśnie tego co napisałem. Nie ma strategii osiągnięcia największej liczby. To nic nie znaczy. Powiedzmy że wymyślisz jakąś genialną strategię a ja będę stosował strategię pierwszej wylosowanej. I ja wygram bo będę miał szczęście (np. od razu wylosuję największą) a ty przegrasz (a mając pecha uzyskasz w dodatku najmniejszą liczbę jako wynik). Jak mi udowodnisz że twoja strategia jest lepsza przy takiej dysproporcji? Dopiero w odpowiednio dużej serii prób może sie okazać że Ty uzyskujesz przeciętnie większą liczbę (bo ja przeciętnie uzyskam 49.5 przy przedziale 0..99). Więc chodzi o strategię która PRZECIĘTNIE da jak największą liczbę. No i wtedy trzeba jeszcze powiedzieć jaką.
IQ955 (2355 punktów)
>Jak w grę wchodzą pieniądze, ludzie od razu zaczynają myśleć
Taaaa... To jeszcze przystawiony do głowy Kałasznikow - i mamy zadanie rozwiązane! Albo denata do usunięcia...

>Więc chodzi o strategię która PRZECIĘTNIE da jak największą liczbę.
Czy gdyby zamienić:
Jaka jest strategia osiągnięcia największej liczby?
na:
Jaka jest strategia osiągania największej liczby?
byłoby już w porządku?

>No i wtedy trzeba jeszcze powiedzieć jaką.
To nie bardzo rozumiem... Czy nie po prostu "im więcej - tym lepiej"?


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
uxbridge (5980 punktów)
>>No i wtedy trzeba jeszcze powiedzieć jaką.
>To nie bardzo rozumiem... Czy nie po prostu "im więcej - tym lepiej"?
No tak, im więcej tym lepiej. Tylko chodzi o to, że jak już wymyślimy strategię to trzeba pokazać jaką przeciętnie liczbę ona generuje. Jeszcze inna rzecz to wykazać że przeciętna liczba generowana przez naszą strategię jest największa z możliwych. Czyli że wszystkie inne potencjalne strategie są gorsze. Ale to wydaje mi się już b. trudne.
Np. rozwiązanie Stilgara wygląda sensownie. Tzn. pierwszą liczbę odrzucamy, a bierzemy pierwszą która będzie od niej większa. Wygląda na to że ta strategia może wygenerować przeciętnie liczbę większą od 49.5 (przedział 0..99) i trzeba by obliczyć jaką. Więc Stilgar by wygrywał (także przeciętnie) z każdym kto stosuje strategię pierwszej wylosowanej. Ale czy wygrywałby z dowolną inną strategią? Oto pytanie.
Małgorzata (3242 punktów)
>Ale czy wygrywałby z dowolną inną strategią? Oto pytanie.

   Nie zapomnij, że grasz w warunkach ryzyka, a Twój problem dotyczy ustalenia kryteriów optymalnej decyzji, czyli takiej, której odpowiada maksymalna korzyść, a właściwie użyteczność...

   Dzięki za włączenie się do dyskusji (nie tracę nadziei, że wspólnymi siłami uda nam się problem rozwiązać).

   Serdecznie pozdrawiam

Conscia mens recti famae mendacia ridet
uxbridge (5980 punktów)
>>Ale czy wygrywałby z dowolną inną strategią? Oto pytanie.
>   Nie zapomnij, że grasz w warunkach ryzyka, a Twój problem dotyczy ustalenia kryteriów optymalnej decyzji, czyli takiej, której odpowiada maksymalna korzyść, a właściwie użyteczność...
Wlasnie. Zadna strategia nie da nam gwarancji osiagniecia jakiejkolwiek liczby w pojedynczej grze. Czyli dowolna strategia moze wygenerowac w pojedynczej grze dowolna liczbe, ale byc moze z roznym prawdopodobienstwem. Wiec korzysc ujawni sie dopiero po serii gier. Krolewna moze kombinowac jak chce, ale ma do dyspozycji jedna probe (chyba ze sie rozwiedzie) i jak bedzie miala pecha to i tak wybierze najgorszego kandydata.
Strategia "pierwszej liczby" generuje kazdy wynik z jednakowym prawdopodobienstwem 0,01. Wezmy strategie Stilgara (akceptujemy pierwsza liczbe wieksza od pierwszej wylosowanej). Z jakim prawdopodobienstwem zakonczy gre z wynikiem 1? (przedzial 1..100). Zeby tak bylo, to 100 musi sie mu trafic jako pierwsze. Wtedy bedzie losowal az do konca i zeby zostac z jedynka musi sie ona trafic jako ostatnia. Prawdopodobienstwo trafienia 100 jako pierwszej to 1/100. Prawdopodobienstwo ze 1 bedzie wtedy na koncu to 1/99. Czyli sumarycznie ma 1/100 * 1/99 = 1/9900 szansy na wylosowanie 1. A zeby wygrac 100, ta liczba nie moze sie trafic jako pierwsza a moze sie trafic jako druga. Czyli 99/100 (setka nie przyjdzie na poczatku) razy 1/99 (setka trafi sie jako druga). Na taka sytuacje ma 1/100 = 0,01 szansy. Znacznie wiecej. Ale teraz obliczenia sie komplikuja, bo jeszcze moze byc przypadek ze wylosowal cos jako pierwsze, potem dowolna mniejsza liczbe i setke za trzecim razem. itd. Wiec do prawdopodobienstwa 0.01 trzeba dodac kolejne poprawki.
Ale mozna to obliczyc. I trzeba by takie obliczenia zrobic, dla kazdego pozostalego wyniku - 99,98..2. Cos mi sie wydaje, ze otrzymamy w ten sposob monotoniczny rozklad prawdopodobienstwa od najmniejszego dla wyniku 1 do najwiekszego dla wyniku 100.
W kazdym razie, taka strategia MOZE dawac oczekiwany wynik wiekszy niz strategia "pierwsza liczba dobra". Ale czy na pewno wiekszy? I czy wiekszy od kazdej innej strategii? Hm.
Małgorzata (3242 punktów)
>W kazdym razie, taka strategia MOZE dawac oczekiwany wynik wiekszy niz strategia "pierwsza liczba dobra". Ale czy na pewno wiekszy? I czy wiekszy od kazdej innej strategii? Hm.

   Wydaje mi się jednak, że za decyzję optymalną należy tu uznać nie taką, której odpowiada maksymalna korzyść (na to raczej nie mamy co liczyć ze względu na małe prawdopodobieństwo uzyskania tej maksymalnej korzyści), a taką która daje maksymalną średnią korzyść, czyli użyteczność właśnie...Może więc pomysł Marka z estymowaniem przeciętnej będzie tu pomocny (już po dwóch losowaniach królewna powinna przecież wyrobić sobie jakieś zdanie na temat "miar" przypisanych poszczególnym kandydatom...). Hm, myślę dalej...

   Serdecznie pozdrawiam

Conscia mens recti famae mendacia ridet
07-02-2008 22:40 
 Ocena 2 na 2
Małgorzata (3242 punktów)
>To nie bardzo rozumiem... Czy nie po prostu "im więcej - tym lepiej"?

   Dobra. Powiedzmy, że za pierwszym razem wylosowałam 150. Wiem z tego, że potencjalny ostatni (z najwyższą punktacją) może mieć 249. Losuję drugi raz. Wylosowałam np. 246. Wtedy bądź rezygnuję kontentując się tym co mam, bądź losuję dalej, aż do wyciągnięcia 245 (bo wiem, że taki kandydat wcześniej czy później pojawi się). Jeśli z kolei za pierwszym razem wylosowałam 150 (wiem z tego, że kandydaci mogą mieć numery od 51 do 249), a za drugim razem np. 60, to już wiem, że maksymalna punktacja wynosić może 159. Co robię dalej? Gdybym była królewną losowałabym dalej aż do wylosowania 149 lub więcej (to znaczy do nr 159). Gorzej sprawa wygląda, gdy amplituda kolejnych numerów będzie mniejsza, bo to powoduje moją większą niecierpliwość. Jest więc tak, że im większa amplituda kolejnych numerów, tym lepiej (łatwiej) mi będzie estymować kolejny przedział. Muszę po prostu umieć dobrze liczyć (choć wydaje mi się, że prawdopodobieństwo uzyskania za każdym "ciągnięciem" minimalnej amplitudy między kolejnymi numerami jest stosunkowo niewielkie). Tylko, że co z tego wynika? Hm...Myślisz, że jestem w stanie zbudować uniwersalną strategię dla wszystkich możliwych przypadków? Nie sądzę. Wydaje mi się, że raczej tak powinnam do tego podejść, a nie liczyć maksimum funkcji (nie widzę na razie jej postaci). Tak więc nawet nie tyle estymacja przeciętnej ile estymacja przedziałów powinna królewnie pomóc (pod warunkiem, że Papa zapłacił za korepetycje z matematyki i królewna potrafi w pamięci dokonywać stosownych i szybkich obliczeń). Dodam jeszcze, że przypadki od 1 do 100 (gdyby uznać mój brak strategii za strategię jednak) dałyby się trochę łatwiej estymować...Co o tym sądzisz?

   Serdecznie pozdrawiam


Conscia mens recti famae mendacia ridet
uxbridge (5980 punktów)
>>To nie bardzo rozumiem... Czy nie po prostu "im więcej - tym lepiej"?
>   Dobra. Powiedzmy, że za pierwszym razem wylosowałam 150. Wiem z tego, że potencjalny ostatni (z najwyższą punktacją) może mieć 249. Losuję drugi raz...
Jak mówiłem, myślałem nad taką strategią. Pierwsza liczba jest bez znaczenia - niesie informacje o potencjalnym zakresie ale ta informacja jest bezużyteczna. A co to znaczy użyteżna informacja? Ano tylko taka która umożliwia decyzję: losuję dalej, czy nie?
Po wylosowaniu pierwszej liczby informacja jaką posiadasz (ten potencjalny przedział) nie wystarcza do podjęcia decyzji więc zapomnij. I tak musisz ciągnąć drugą liczbę. A wtedy wiesz i tak więcej.
Więc na początku zawsze od razu losujemy dwie liczby. Mniejsza to MIN, większa MAX. MAX-MIN to D (amplituda). Przed każdym następnym losowaniem, twoją pewną wygraną jest MAX (jeśli wylosowałaś ją jako ostatnią) lub liczba najbliższa MAX (od dołu) jeszcze nie wylosowana.
Na skutek losowania, twoja pewna wygrana PW może się
a) zwiększyć o jakąś wartość (od 1 do 100-D) - jeśli wylosujesz liczbę większą niż MAX
b) zmniejszyć o jakąś wartość - (jest kilka przypadków, sama sprawdź jakie)
c) nie zmienić się - jeśli PW nie jest równe MAX i wylosujesz liczbę mniejszą niż PW.

W każdej chwili dysponujesz wystarczającymi danymi (D, MIN, MAX, PW) żeby obliczyć prawdopodobieństwo każdego przypadku. Wydawałoby się że należy zaprzestać losowania w chwili gdy prawdopodobieństwo b) wzrośnie powyżej 0.5
Ale nie jestem pewien. Bo nasze PW na skutek losowania może wzrosnąć lub zmaleć o różne wartości z różnym prawdopodobieństwem. Raczej trzeba byłoby dodać jakieś wagi do tych prawdopodobieństw. Bo np. czy lepiej losować dalej gdy prawdopodobieństwo zwiększenia PW o 1 jest np. 0.25, zwiekszenia o 2 jest np. 0.1 itd. podczas gdy prawdopodobieństwo zmniejszenia PW o 4 jest równe np. 0.3? Lepszy wróbel w garści czy kanarek na dachu?
Znowu mnie korci żeby zaimplementować tę strategię komputerowo i spróbować jakie osiągnie wyniki w powiedzmy 10 tys. gier... Ale musiałbym ją dopracować.
Powodzenia. Może Ty będziesz wytrwalsza.
Małgorzata (3242 punktów)
>Czy jeszcze czegoś brakuje?

   Tak. Tym razem zagadki dla Ciebie. Oto ona:
   Na pewnej wyspie mieszkają rycerze i zbójcy. Rycerze zawsze mówią prawdę, zbójcy zawsze kłamią. Strudzony podróżny dotarł na skraj tej wyspy i spotkał trzech mężczyzn. "Kim jesteście?" - zapytał. Pierwszy coś wymamrotał pod nosem. Podróżny zapytał: "Co on powiedział?" "On powiedział, że jest rycerzem" - odpowiedział drugi mężczyzna. Trzeci wtedy rzekł: "Nie słuchaj go, on kłamie". Kim byli spotkani przez podróżnego mężczyźni? Zagadka jest trywialna, ale na początek wystarczy...

   Serdecznie pozdrawiam


Conscia mens recti famae mendacia ridet

Wróć do listy wątków działu Nauka

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365