Patrzę i wybieram Patrzę i nie widzę Wydaje mi się,że biegnę,by po chwili szaleńczej gonitwy stwierdzić,że stoję. Wybory mnie osaczają,konieczności mnie bodą Mgłą okryły się moje marzenia ...i jakoś tak zrobiło się dziwnie...
Spoglądam przez okna zdarzeń,stoję w przeciągu rzeczywistości,strzepuję z siebie kurz czasu - jest go coraz więcej - chcę dostrzec...
Powracam stamtąd,otrzepując mgliste resztki...do dziewczyny w białej bluzce,kobiecych nóg,zimnego piwa i piekielnego pepperoni. Do miłości,która jest czymś nieokreślonym i niedoścignionym i do siebie samego czasami też. Lubię powroty,bo wtedy życie inaczej pachnie a mój świat pokrywa rosa nadziei i wkoło jest tak bardzo energetycznie.Myślę wtedy,że nie będę już musiał zanurzać się w byty inną myślą kreślone,zmuszać się do rozważań o niczym i pospiesznie liczyć pęcherze wiatru w dziwnych chmurach. Mozolnie przepycham kolejne dni jak wielkie bloki skalne,dziwiąc się przy tym skąd u mnie tyle sił na to wszystko.Idę dalej,właściwie brnę,w przykrym poczuciu niespełnienia z głową utopioną w przepastnym kłębowisku uczuć. A bloki skalne coraz bardziej się zanurzają,coraz trudniej je pchać...Są wśród nich takie,które mnie przytłaczają,chcą zanurzyć się ze mną,zabrać po drodze. -Chodź z nami ,no chodź...-kusząco wołają...
|