 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 22-02-2007 22:08 | enigma (22 punktów) | Czemu tak jest?? | Mam takie pytanie do wszystkich. Czemu ludzie wierzący tak bardzo próbują narzucić nam swoje poglądy?? Przecież my im nic nie zrobiliśmy, nie chcemy nikogo namawiać do ateizmu, a oni co robią?? To właśnie oni próbują naprowadzić nas na lepszą droge, czasami drastycznymi środkami. A tak poza tym wracając do mojego ojca katolika: to właśnie on dniami bił moją matke a wieczorami się modlił i zmuszał do chodzenia do kościoła , więc co to za katolik.Tak naprawde mało jest prawdziwych katolików , reszta to podróby którzy dla własnego spokoju udają lepszych i boją się pokazat światu jacy są naprawde.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| $kRz@tEi$tK@ (5585 punktów) | To, że jest mało prawdziwych wiernych to chyba każdy z nas wie. Nie mam pojęcia dlaczego oni nas przekonują i co do nas mają. Przecież to nasz sprawa w co wierzymy, jak wierzymy, czy wierzymy... Ale może oni chcą spełnić swoją "misję"?  Może chcą być niczym św. Piotr czy kto tam nawracał... 
"...cóż szczęście dać może nietrwałe, skoro snem jest całe..."
|
|
| Ireth (17 punktów) | >Mam takie pytanie do wszystkich. Czemu ludzie wierzący >tak bardzo próbują nażucić nam swoje poglądy??
Chyba uważają, że spełniają swój chrześcijański obowiązek. Chociaż mówiąc szczerze, myślę, że źle go pojmują. Kiedy Chrystus kazał apostołom iść i głosić wiarę w jednego boga itd. myślę, że prawdopodobnie chodziło mu o powiadomienie ludzi, iż coś takiego jak religia chrześcijańska istnieje. Coś w stylu - "jeśli chcesz przyłącz się do nas, ale do niczego nie zmuszamy". Przynajmniej ja to zawsze tak pojmowałam. (; Może to nadgorliwość chrześcijan? Skoro wierzą, że bóg pozostawił nam prawo wyboru dlaczego na siłę próbują uszczęśliwiać ateistów?
|
|
 | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Kiedy Chrystus kazał apostołom iść i głosić wiarę w jednego boga itd. myślę, że prawdopodobnie chodziło mu o powiadomienie ludzi, iż coś takiego jak religia chrześcijańska istnieje.Biblia ma to do siebie, że można ją różnie interpretować, więc możemy się nigdy nie dowiedzieć o co Nazarejczykowi chodziło. Zważ jednak, że powiedział [przepraszam - w Biblii stoi, że powiedział]: "nie ma Zbawienia poza Kościołem" oraz "nie ma innej drogi do Ojca jak przeze Mnie". Cytuję z pamięci, nie podam więc wersetów. Stąd się biorą chrześcijańskie misje. Podobno przed chrześcijaństwem nie było wojen religijnych, ale pewna nie jestem. Zaczęło się właśnie z Chrystusem, który sam przyznał, że przyszedł na świat nieść nie pokój, lecz miecz i ogień [czy jakoś tak]. > Skoro wierzą, że bóg pozostawił nam prawo wyboru dlaczego na siłę próbują uszczęśliwiać ateistów?Ponieważ - rewelacją to nie będzie - współczesna religia chrześcijańska jest modelowym przykładem syntezy wielu różnych sprzeczności w jedną religię. W szczególności jej wyznawcy inaczej robią niż głoszą. Nie znam ani jednego "chrześcijanina", który by choć starał się zachowywać przykazania. Nie mówię o wszystkich kilkunastu, bo od tego są spowiedzi, że może się noga powinąć  Mówię o tym najważniejszym - przykazaniu miłości, bez którego całe chrześcijaństwo... nie jest chrześcijaństwem. Tak na marginesie, Jezus się w grobie chyba przewraca! no to, co sobie Kościół zrobił z jego nauk.
"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
|
|
|  | | Totus | >Biblia ma to do siebie, że można ją różnie interpretować, więc możemy się nigdy nie dowiedzieć o co Nazarejczykowi chodziło. Cóż za brak wiary w siebie.
>Tak na marginesie, Jezus się w grobie chyba przewraca! no to, co sobie Kościół zrobił z jego nauk. Nie sądzisz chyba, że K(k)ościół jest w tym osamotniony?
|
|
| |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Cóż za brak wiary w siebie.Na jakiej podstawie tak sądzisz? Napisałam, że możemy nigdy się tego nie dowiedzieć. Gdybym ślepo wierzyła, że w końcu się dowiemy, i nie zważała na żadne "za i przeciw", nie byłoby mnie na tym Forum, chyba że w celu przeszpiegów  > Nie sądzisz chyba, że K(k)ościół jest w tym osamotniony?Kontekst odnosił się do kwestii interistytucjonalnych, ale jakby się zagłębić - owszem, masz rację. Prawdopodobnie większość osób, która korzysta w jakimkolwiek celu z rzekomych nauk Jezusa, poczyna sobie z nimi dowolnie. Chyba dlatego, że 1) jest on postacią kluczową dla kilku religii i kultur, dającą [prze]wagę w dykusjach 2) uważa się powszechnie, iż Jezus nie ma spadkobierców-potomków, czyli kogoś, kto by się sądownie wykłócał 
"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
|
|
|  | | adalbert (69 punktów) | >Zaczęło się właśnie z Chrystusem, który sam przyznał, że przyszedł na świat nieść nie pokój, lecz miecz i ogień [czy jakoś tak].
a to mnie zaciekawiło, byłbym wdzięczny za namiar na fragment.
>Nie znam ani jednego "chrześcijanina", który by choć starał się zachowywać przykazania
ja znam takowych.
>Mówię o tym najważniejszym - przykazaniu miłości
trudna sztuka i mnie to boli, że ciężko o takich. Bo nawracanie "błądzących" przez przykład życia zgodnego z przykazaniem miłości, zamiast wpajania różnych teorii byłoby chyba skuteczniejsze?
"Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć." - Voltaire
|
|
| |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > a to mnie zaciekawiło, byłbym wdzięczny za namiar na fragment.Namiar na kanoniczne wersety: Mt 10,34-36 Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy.[Biblia Tysiąclecia, wyd. IV] A w Ewangelii Tomasza: 16 Rzekł Jezus: "Ludzie może myślą, że przyszedłem, aby przynieść pokój na świat, a nie wiedzą, że przyszedłem, aby przynieść rozdarcia, ogień, miecz, walkę. Gdy bowiem pięciu będzie w domu, trzech powstanie przeciw dwom, a dwu przeciwko trzem, ojciec przeciw synowi, a syn przeciwko ojcu. I staną się wobec siebie samotni".> >Nie znam ani jednego "chrześcijanina", który by choć starał się zachowywać przykazania> ja znam takowych.Bardziej uwierzę w istnienie takich indywiduów niż Boga  W zbiorze podlegającym typowej statystyce zawsze istnieją przypadki poza wszelkim przedziałem ufności  > Bo nawracanie "błądzących" przez przykład życia zgodnego z przykazaniem miłości, zamiast wpajania różnych teorii byłoby chyba skuteczniejsze?Oczywiście że tak. A już na pewno w kwestii indoktrynacji dzieci. Bo problem jest właśnie w tym, że ludzie [niechrześcijańscy] zauważają niezgodności między teoriami i praktykami, no i zrozumiałe, że coś im śmierdzi. Same teorie przecież nie są bezsensowne, a i raczej nie złe. Mi może nie odpowiadają, ale nie są całkiem denne.
Lepiej mieć niż nie mieć.
|
|
| | |  | | adalbert (69 punktów) | Zastanawiałem sie nad wersetami, które przytoczyłaś i faktycznie to ciężka sprawa bo "nijak" się to nie ma do całej reszty nauk Jezusa (moim skromnym zdaniem). Byćmoże ma to sens bardziej metaforyczny niż może sie wydawać, ale swoją interpretację pozostawię dla siebie. > A już na pewno w kwestii indoktrynacji dzieci. Bo problem jest właśnie w tym, że ludzie> [niechrześcijańscy] zauważają niezgodności między teoriami i praktykamiDzisiaj miałem okazję posłuchać pewnego jezuity jak mówił coś tematem tej indoktrynacji dzieci, acz już w kontekście dorosłego człowieka. Powiedział cos w rodzaju, że takie teksty jak: "zobacz jaki ładny Jezusek, uklęknij teraz i zmów paciorek, o jak ładnie, Jezuskowi się podoba" są dobre dla 4-letnich dzieci. Problem ów jezuita widział w tym, że wielu ludzi, w pewnym sensie, pozostaje w takim stadium. Oczywiście dopasowanym do wieku. Człowiek dorasta, paciorek rano i w wieczór, w kościele w niedziele pośpiewa pieśni z resztą wiernych, ale właściwie nie wie po co. W końcu przestaje robić to czego nie rozumie i tak (między innymi oczywiście) tworzą się wierzący niepraktykujący, ateiści itd... albo zaczyna ślepo robić to jeszcze bardziej jak dewotki co chyba też niebardzo wiedzą "po co to"  Lekarstwo na to jest takie, że trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie "czego ja nie rozumiem?" i o ile ktoś jeszcze jakkolwiek wierzy, powiedzieć Bogu, że "mnie to wkurza, ja tego nie rozumiem, nie wiem jak z Tobą rozmawiać". W ten sposób można wyleczyć się z indoktrynacji, o której mówisz, a jeśli się to połączy z dążeniem do realizacji przykazania miłości to już całkiem RADOŚĆ  Mniej teorii, więcej praktyki!
"Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć." - Voltaire
|
|
| | | |  | | Totus (1201 punktów) | > Lekarstwo na to jest takie, że trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie "czego ja nie rozumiem?" i o ile ktoś jeszcze jakkolwiek wierzy, powiedzieć Bogu, że "mnie to wkurza, ja tego nie rozumiem, nie wiem jak z Tobą rozmawiać". W ten sposób można wyleczyć się z indoktrynacji, o której mówisz, a jeśli się to połączy z dążeniem do realizacji przykazania miłości to już całkiem RADOŚĆ  Pełna zgoda.  > Mniej teorii, więcej praktyki!O! Czyli kto pyta nie błądzi.
|
|
| | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Zastanawiałem sie nad wersetami, które przytoczyłaś i faktycznie to ciężka sprawa bo "nijak" się to nie ma do całej reszty nauk Jezusa (moim skromnym zdaniem). Byćmoże ma to sens bardziej metaforyczny niż może sie wydawać, ale swoją interpretację pozostawię dla siebie.Te wersety akurat nie są najbardziej dziwne, jeśli zrozumie się je jako przepełnioną smutkiem wizję nieuniknionego. Przeczytałam kiedyś w całości naraz Nowy Testament, bo żeby coś podważyć, trzeba to znać. I doszłam podobnego wniosku co Ty; jego teksty często nijak się do siebie nie mają, chyba że ich wspólny sens jest głęboko ukryty i dostępny tylko wtajemniczonym. Ale co to za religia dla mas, skoro tylko oświeceni toto rozumieją [?], a każdy szary Czytelnik jest w stanie zobaczyć nieścisłości. Jeśli chce. Z moich obserwacji wynika, że ledwo który Katolik przeczytał kiedykolwiek z Biblii coś więcej poza fragmentem z Łukasza na wigilię, względnie uważał na czytaniach mszalnych. > Człowiek dorasta, paciorek rano i w wieczór, w kościele w niedziele pośpiewa pieśni z resztą wiernych, ale właściwie nie wie po co.Lenistwo umysłowe, konformizm, potrzeba rytuałów. Words, words, words; szczerze mówiąc nie potrafię tak naprawdę zrozumieć takiej postawy, acz o ile dobrze pamiętam jako dziecko robiłam to samo. Ale dziecko to dziecko. W końcu przestaje robić to czego nie rozumie i tak (między innymi oczywiście) tworzą się wierzący niepraktykujący, ateiści itd... Ale z tym wierzeniem i niepraktykowaniem jest wcale podobnie, bo pozostała wiara również często wynika z przyzyczajenia. A Ateizm też nie zawsze wynika z porzucenia niezrozumiałych rytuałów. Ja, na mój gust, głęboko zrozumiałam bezsens takowych zachowań i dlatego zaniechałam tej szopki. Jednocześnie wypłynął mój Agnostycyzm. Bo nie że od razu neguję istnienie boga, ale mam to w nosie. > albo zaczyna ślepo robić to jeszcze bardziej jak dewotki co chyba też niebardzo wiedzą "po co to"  Postawa dewotek jest nawet prostsza do uzasadnienia  Jak poświęcasz się dla jakiejś idei przez dłuższy czas, a jesteś człowiekiem o słabej psychice, to negacja może Cię zniszczyć. Dlatego starasz się ze wszystkich sił nadać temu [wyższy] sens. I koło może się zamknąć. > powiedzieć Bogu, że "mnie to wkurza, ja tego nie rozumiem, nie wiem jak z Tobą rozmawiać".Kolejny przykład myślenia poindoktrynacyjnego  A kto powiedział, że z Bogiem trzeba/można rozmawiać? Jeśli ktoś odrzuca otoczkę kościelną religii, to naturalne że będzie się z tym wiązać zakwestionowanie przyjmowanej dotąd natury Boga. Gorzej jak nie, to wtedy jest takie połowiczne odindoktrynowanie  Pozdrawiam.
Lepiej mieć niż nie mieć.
|
|
| | |  | | Totus (1201 punktów) | >>a to mnie zaciekawiło, byłbym wdzięczny za namiar na fragment. >Namiar na kanoniczne wersety: Mt 10,34-36 >Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. >[Biblia Tysiąclecia, wyd. IV] Bo być Człowiekiem Dobrym znaczy kierować się boskim schematem moralności, który jest mieczem przecinającym spekulacje i miejsce na kulturowy bełkot czy serduszkowe uśliptane majaki. Człowiek Dobry postępujący miłosiernie w swoim interesie (służąc Bogu - a jakże!) rodzi agresję w ciemnocie bez względu na stopień biologicznego z nią pokrewieństwa. >A w Ewangelii Tomasza: >16 Rzekł Jezus: "Ludzie może myślą, że przyszedłem, aby przynieść pokój na świat, a nie wiedzą, że przyszedłem, aby przynieść rozdarcia, ogień, miecz, walkę. Gdy bowiem pięciu będzie w domu, trzech powstanie przeciw dwom, a dwu przeciwko trzem, ojciec przeciw synowi, a syn przeciwko ojcu. I staną się wobec siebie samotni". Rodzina biologiczna (jej interes) NIE JEST najwyższą wartością dla Syna Bożego, dla kogo jest ten staje na drodze Synowi Człowieczemu - jednocześnie nie znaczy to, że rodzina nie jest żadną wartością. Chodzi o priorytety. Służąc Bogu jako Jego Syn popadasz w konflikt z "wizją człowieczeństwa" wybranego, dowolnego okresu a konkretnie z jego nieprzystosowaniem do roli jednostek w świadomym uczestnictwie w Bogu typu NT. To co uniemożliwia usynowienie człowieka jest przeszkodą, którą należy w człowieku zwalczyć wszelkimi metodami a w tym rozdarciem, ogniem i mieczem w ujęciu emocjonalno-poetyckim a niemożliwym w rzeczywistości materialnej ze względu na sens celu wymierzonych w u-Człowieczenie zamotańca działań zwanych aktami miłosierdzia. Zgodzisz się?
+
|
|
| | | |  | | Patty Matheson (2087 punktów) | > Bo być Człowiekiem Dobrym znaczy kierować się boskim schematem moralności, który jest mieczem przecinającym spekulacje i miejsce na kulturowy bełkot czy serduszkowe uśliptane majaki. Człowiek Dobry postępujący miłosiernie w swoim interesie (służąc Bogu - a jakże!) rodzi agresję w ciemnocie bez względu na stopień biologicznego z nią pokrewieństwa.Dokładnie tak. Przyjęcie danej z góry moralności absolutnej niesie ryzyko nie mniejsze niż danie człowiekowi wolności myślenia względnego. Z jednej strony fajnie, że człowiek nie musi się zastanawiać, czy w tym a takim wypadku można czy nie cudzołożyć. Dekalog mówi, że nie można, i kropka. Ale to dekalog jest dla ludzi, a nie ludzie dla dekalogu. Przynajmniej taka sytuacja jest zdrowa, a jak autorytety kościelne się wypowiadają to obecnie nie wiem. I właśnie granica jest przekroczona w miejscu, gdzie podmiot stawia wartość Dekalog nad wartość Człowiek. Priorytety, jak to określiłeś. Lekiem nie jest niestety liberalizm moralny, bo tu trzeba używać Rozumu, a w dzisiejszym przeludnionym świecie - spójrzmy prawdzie w oczy - nie każdy potrafi. > Rodzina biologiczna (jej interes) NIE JEST najwyższą wartością dla Syna Bożego, dla kogo jest ten staje na drodze Synowi CzłowieczemuTak, tak. Jak to leciało? Porzucisz dom Twój i matkę Twoją.... Ale kłóci mi się to z Dekalogiem "czcij ojca swego...". Cały czas jestem naturalnie świadoma, że są to produkty dwóch różnych religii; jednak Kościół najwyraźniej nie widzi sprzeczności w używaniu obu literatur naraz. Czyżby nie pamiętał, że ilość nie przechodzi w jakość? Sądząc po jego pragnieniu zwerbowania maksymalnej ilości baranków, bardzo możliwe. Ktoś na tym forum kiedyś rzekł "Ilość Chrześcijan przechodzi w bylejakość ich Chrześcijaństwa", czy podobnie. No ale jak nie wiadomo o co chodzi... > jednocześnie nie znaczy to, że rodzina nie jest żadną wartością.> Chodzi o priorytety.Wychodziłoby na to, że rodzina jest wartością tylko do momentu, w którym nie zwraca się przeciwko wartości wyższej delikwenta. Jaki według tej religii winien być stosunek syna do ojca wyrażającego się haniebnie o bogu? Jeśli uszanujemy ojca, bóg dozna uszczerbku na honorze. Ale bóg jest wyższą wartością, więc musimy lekceważąco podejść do ojca, a to jest taki niby-szacunek. Jak można mieć szacunek do kogoś, jednocześnie potępiając to, co on robi, mówi, jak myśli? Nie mówię, że to niemożliwe, ale trochę niestosowne, prawda? > To co uniemożliwia usynowienie człowieka jest przeszkodą, którą należy w człowieku zwalczyć wszelkimi metodami a w tym rozdarciem, ogniem i mieczem w ujęciu emocjonalno-poetyckim a niemożliwym w rzeczywistości materialnej ze względu na sens celu wymierzonych w u-Człowieczenie zamotańca działań zwanych aktami miłosierdzia.> Zgodzisz się?Właściwie masz rację. Ot, kolejna sprzeczność na łonie Jedynej Słusznej  Ale żeby nie stanęło w martwym punkcie... w sumie to jaki jest sens celu tych aktów miłosierdzia? 
Lepiej mieć niż nie mieć.
|
|
| | | | |  | | Totus (1201 punktów) | > Dokładnie tak. Przyjęcie danej z góry moralności absolutnej niesie ryzykoniesie ryzyko postepowania zgodnie z wytycznymi rozumu, który poddaje obróbce poprawne informacje o otoczeniu (zwane też wiedzą o) celem praktycznego, optymalnego dostosowania się podmiotu rozumnego do otoczenia. > nie mniejsze niż danie człowiekowi wolności myślenia względnego.Wytyczne moralne odbierają swobodę podejmowania irracjonalnych decyzji i kierowania się fałszywymi założeniami przy konstruowaniu rozwiązań systemowych. Szkoda co?  Co to za świat bez sekt, wojen, korporacji, wyzysku itp. > Z jednej strony fajnie, że człowiek nie musi się zastanawiać, czy w tym a takim wypadku można czy nie cudzołożyć. Dekalog mówi, że nie można, i kropka.Wiesz czemu nie można? Bo to irracjonalne rozbijać związek woli dwojga osób zwany małżeństwem. Małżeństwo (przykładowego typu Q) opiera się na ślubowaniu przestrzegania zasad stanowiących o związku przy uprzednim zapoznaniu się z tymi zasadami. Jeżeli dla którejkolwiek z osób wybrany zbiór zasad małżeńskich jest nieakceptowalny wewnętrznie to pod żadnym pozorem osoba ta nie powinna wchodzić w związek małżeński. Podobnie osoby, które namawiają czy spiskują czy manipulują ludźmi (np. rodzice swoimi dziećmi) celem zawarcia przez nie związku typu Q nie wnikając w preferencje czy predyspozycje ofiar współnarażają je na wystąpienie w ich życiu grzechu cudzołóstwa. Czy warto się żenić (za mąż wychodzić ) mistrzu Jezusie? NIE! a już na pewno nie na tak skonkretyzowanych zasadach, no chyba, że drodzy młodzi jesteście pewni, że... Ale czy na pewno nie z powodu ciąży Panny młodej? > Ale to dekalog jest dla ludzi, a nie ludzie dla dekalogu.Dekalog to żydowska, ułomna namiastka Prawa. Jakie jest obecnie przyjęte brzmienie 9-tego przykazania? > Przynajmniej taka sytuacja jest zdrowa, a jak autorytety kościelne się wypowiadają to obecnie nie wiem. I właśnie granica jest przekroczona w miejscu, gdzie podmiot stawia wartość Dekalog nad wartość Człowiek.Nie mam zamiaru stosować prawa wobec dzieci Bożych. Żadna ETYKA nie może żądać od niemowlaka by ten stał się samowystarczalną, odpowiedzialną za swoje czyny jednostką ludzką. > Priorytety, jak to określiłeś.Jezus kocha dzieci do 18-tego roku życia. Powyżej zaczyna wymagać zrozumienia czym jest szacunek do siebie i czym jest to "Twoje ja, które jest" warte szacunku. Uczy co to takiego ta godność, której należy chronić, a którą nie jest z pewnością ZYGOTA ani nawet "dobrze" rozwinięty embrion !> Lekiem nie jest niestety liberalizm moralny, bo tu trzeba używać Rozumu, a w dzisiejszym przeludnionym świecie - spójrzmy prawdzie w oczy - nie każdy potrafi.Liberalizm moralny ubezwartościawia moralność i "stara się niedopuścić" do jej zdefiniowania. > Tak, tak. Jak to leciało? Porzucisz dom Twój i matkę Twoją.... Ale kłóci mi się to z Dekalogiem "czcij ojca swego...".1. Któż jest bardziej wart pomocy niż ojciec mój i matka moja - czy oni jej potrzebują? 2. Czy organizm ludzki jest gotów pracować dzień w dzień 24 h? Jeśli nie to czy pomoco(praco)holizm jest etyczny? > >Chodzi o priorytety.> Wychodziłoby na to, że rodzina jest wartością tylko do momentu, w którym nie zwraca się przeciwko wartości wyższej delikwenta.Dlaczego miałaby to czynić? A czy delikwent posiadający wartości wyższe nie może być rodzicem? > Jaki według tej religii winien być stosunek syna do ojca wyrażającego się haniebnie o bogu?A jak patrzysz na człowieka, który pluje sobie w gębę i czyni to nieświadomie? > Jeśli uszanujemy ojca, bóg dozna uszczerbku na honorze.Nie można uszanować ojca biologicznego kosztem szacunku dla Boga typu NT !!! Oj poczytaj Ewangelie bo to bardzo krótkie teksty. Nie sugeruj się tym co wdziera się tu z brudnej "katolickiej" ulicy. > Ale bóg jest wyższą wartością, więc musimy lekceważąco podejść do ojca, a to jest taki niby-szacunek.Zawsze możesz zweryfikować czy wartości, które reprezentujesz są na tyle "wyższe", że nie podważy ich Twój ojciec, jednocześnie trudną sytuacją może być to, że stwierdzi, że Ty je reprezentujesz i on musi ich rozumienia uczyć się od własnej córki. Jak to przyjmie? a dalej: > Jak można mieć szacunek do kogoś, jednocześnie potępiając to, co on robi, mówi, jak myśli? Nie mówię, że to niemożliwe, ale trochę niestosowne, prawda?Tak to już jest z grzesznikami dlatego trzeba kombinować i spiskować - są jednak osoby, którym te metody nie przystoją więc wolą milczeć. Ile można milczeć? > Właściwie masz rację. Ot, kolejna sprzeczność na łonie Jedynej Słusznej  W łonie Jedynej Słusznej rośnie pszenica i chwast. Ten drugi zdominował obsiane pola. > Ale żeby nie stanęło w martwym punkcie... w sumie to jaki jest sens celu tych aktów miłosierdzia?  Obsadzić tron, który jest miejscem dla Twojego Boga w umyśle czymś szczególnym (określonym) co uczyni Ciebie szczególną (określoną) osobą dla mnie bo godną zaufania i dla Niego by przyszedł i Ci się objawił w swej pełni nie kończąc za to żywota na współczesnej golgocie. > Lepiej mieć niż nie mieć.Pozdrawiam i czekam na odpowiedź.  +
|
|
| Możekiedyś (3 punktów) | >Mam takie pytanie do wszystkich. Czemu ludzie wierzący >tak bardzo próbują nażucić nam swoje poglądy??
Ponieważ się boją, że się okaże że wiara jest złudzeniem (odwiecznym kłamstwem). To ludzie nie potrafiący znaleść sensu w życiu. Wiara to jedyne czym mogą sobie usprawiedliwić swoje poczynania, za czym się ukryć.
|
|
| stormrider (206 punktów) | Ludzie potrzebują "stałości" ,pewnych, niezniszczalnych fundamentów na których będą mogli oprzeć siebie, swoją tożsamość. Im te fundamenty mniejsze, słabsze tym większe jest dążenie do ich wzmocnienia. Można to zrobić na dwa sposoby; albo zmienić otoczenie by stało się lustrzanym odbiciem "fundamentu" ( Skompresować i umieścić w ciasnych ścianach, by poza nimi nie zostało nic co mogło by zakłócać "prawdę" swoją odmiennością od niej ), albo, w drugą stronę, wyjść przed fundamenty, i zobaczyć, że to co znajduje się poza nimi nie jest wcale straszne. W takim przypadku fundamenty same obejmą to co znajduje się obok nich. Można to porównać do kręgów na wodzie, które rozchodzą się po coraz większym obszarze i w końcu liść znajdujący się przed kręgiem, pojawia się w nim. W pierwszym przypadku krąg jest zmrożony i jedynym sposobem umieszczenia liścia w nim jest wykucie go z lodu i przeniesienie. Kiedy jest się gotowym na otwartość liść sam znajdzie sie w kręgu i nie trzeba go będzie ruszać. Ludzie, starający się przekonać innych, że to oni mają rację boją się zmienić siebie samych. Fundament ich tożsamości jest słaby ale jest ich, a wyjście z niego oznacza utratę "podstawy bytu". To co znajduje się poza nim jest niebezpieczne.
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy a tym który wierzy, że wie.W.Stoczkowski
|
|
| Sycz (227 punktów) | >Mam takie pytanie do wszystkich. Czemu ludzie wierzący >tak bardzo próbują narzucić nam swoje poglądy??
Bo każdy kościół to firma, a firma żeby działać potrzebuje zasobów: ludzkich i finansowych. Jeśli zdobędą zasób pierwszy, to on zapewni im zasób drugi.
|
|
 | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | O Jezu, aleście ciemni! Oni to z miłości robią. Skoro tylko wiara może zapewnić wiekuistą szczęśliwość, nie chcą jej rezerwować jedynie dla swoich.
|
|
|  | | Głąbiński (3538 punktów) | > O Jezu, aleście ciemni! Oni to z miłości robią. Skoro tylko wiara może zapewnić wiekuistą szczęśliwość, nie chcą jej rezerwować jedynie dla swoich.  Bądźmy sprawiedliwi: zmuszanie innych do przyjęcia naszych poglądów nie dotyczy wyłącznie chrześcijan, czy ogólniej - teistów. Do niedawna, ze względu na ogólną nieznajomość istoty zjawisk takich jak błyskawice, czy trzęsienie ziemi, ateistów praktycznie na świecie nie było, jednak w ciągu tego krótkiego czasu, gdy nastąpiła pod tym względem zasadnicza zmiana, mieliśmy możność poznać (np. w ZSRR i w Chinach) przykłady tego, co potrafią fanatyczni ateiści. A i na nin. forum odnoszę z licznych postów wrażenie, że autor jest o tyle tolerancyjny, o ile ograniczają go skromne możliwości działania. Poza tym, również przed chrześcijaństwem miało miejsce wymuszanie uznania bóstwa. Np. w Egipcie, gdyby znalazł się ktoś odmawiający panującemu Ramzesowi czci boskiej, dano by mu boleśnie odczuć niewłaściwość takiego przekonania. Różnica polegała na tym, że wielobóstwo tolerowało istnienie równoległe innych bogów, co w religii monoteistycznej jest niedopuszczalne, skąd wynika radykalizm wyraźniej zaznaczony. A jeśli chodzi o motywy prześladowań, to przyznajmy się szczerze: Andrej Wyszyński twierdząc - "dajcie mi delikwenta, paragraf zawsze się znajdzie", nie był oryginalny ani odkrywczy. Gdy ktoś jest mocno przekonany o swojej racji i ma możność narzucenia jej innym, w ogromnej większości przypadków wykorzystuje tę szansę, a uzasadnienie dla tego postępowania jest sprawą wtórną. Oczywiście, działania tego rodzaju stają się bardziej zdecydowane, jeśli z "wyprowadzeniem bliźnich z błędu" powiązane są korzyści materialne.
Stach M. G.
|
|
| aristojos (16 punktów) | bo z katolikami to tak jest że sa katolikami na mszy w niedziele a potem to już hulaj dusza  Weź przykład Twojego ojca. Bił Twoja matkę ale poszedł do spowiedzi i dostał rozgrzeszenie i po kłopocie - czyste sumienie. Wierzący chca narzucać nam swoje poglądy dlatego iż uważają, że tylko ICH wiara jest prawdziwa a reszta ludzkości jest w błędzie. Wiemy jakie to miało skutki w przeszłości. Jestem agnostykiem i wierzę że coś tam istnieje, ale zadajmy sobie pytanie : jeżeli Bóg naprawde istnieje to to czy ktoś jest katolikiem, protestantem czy muzułaninem ma dla niego znaczenie? Osobiście uważam że trzeba byc po prostu porządnym człowiekiem i tyle.
|
|
 | frater (183 punktów) (zablokowany) | > bo z katolikami to tak jest że sa katolikami na mszy w niedziele a po tem to już chulaj dusza Weź przykład Twojego ojca. Bił Twoja matkę ale poszedł do spowiedzi i dostał rozgrzeszenie i po kłopocie - czyste sumienie. Wierzący chca narzucać nam swoje poglądy dlatego iż uważają, że tylko ICH wiara jest prawdziwa a reszta ludzkości jest w błędzie. Wiemy jakie to miało skutki w przeszłości. Jestem agnostykiem i wierzę że coś tam istnieje, ale zadajmy sobie pytanie : jeżeli Bóg naprawde istnieje to to czy ktoś jest katolikiem, protestantem czy muzułaninem ma dla niego znaczenie? Osobiście uważam że trzeba byc po prostu porządnym człowiekiem i tyle. by dostać rozgszeszenie trzeba spełnić 5 warunków inaczej Spowiedź Święta jest nieważna a grzeszenie z pewnoiścią, że Bóg nam odpuści to B.B. poważny grzech
|
|
|  | | aristojos (16 punktów) | > by dostać rozgszeszenie trzeba spełnić 5 warunków> inaczej Spowiedź Święta jest nieważna> a grzeszenie z pewnoiścią, że Bóg nam odpuści to B.B. poważny grzechSpowiedź, nie wiem czy jest święta czy nie, jest wymysłem duchownych, który ma na celu poznanie grzeszków wiernych  no bo jaki w tym sens mówić jakiemuś facetowi o tym co sie ma na sumieniu w sytuacji gdy wierzymy że Bóg jest wszędzie? Tutaj bardziej podoba mi się pogląd ateistów - jeżeli zrobiłem coś źle to chce to naprawić. A jakie to są warunki potrzebne do rozgrzeszenie? Czy Bóg je ustalał czy kler?
|
|
| nawrócona | ludzie nie maja pojęcia jak szczęśliwie sie żyje bliżej Boga, ale chodzi mi tu o prawdziwą miłość, nie na pokaz,wtedy jest łatwiej, trzeba tylko zrozumieć swój sens życia, ale samemu, nie patrząc na innych, nie słuchajac ich,taka wielką radość chcą nam przekazać katolicy. Uwierz w to. ja niedawno to zrozumiałam.
|
|
 | | Ireth (17 punktów) | >ludzie nie maja pojęcia jak szczęśliwie sie żyje bliżej Boga, ale chodzi mi tu o prawdziwą miłość, nie na pokaz,wtedy jest łatwiej,
Nie wiem jak Ty, ale ja uważam, że czasem lepiej nie wybierać łatwiejszej dorgi i łatwiejszych poglądów, tylko tych zgodnych z własnym sumieniem. Pozdrawiam (;
|
|
| Jastrzębski (0 punktów) | Nikt nic w dzisiejszych czasach nikomu nie narzuca i nie przymusza. A jak wszyscy tacy mądrzy jesteście to powiedzcie obiektywnie ile jest dzisiaj nagonek na cały Kościół i kler? A Kościół co? Odpowiada tym samym? Najeżdża na kogoś tak jak wszyscy na Kościół? NIE! Odpowiada tylko miłością i modlitwą!
ORA ET LABORA
|
|
| villemo (6 punktów) | Czemu ludzie wierzący tak bardzo próbują narzucić nam swoje poglądy?? fakt, tylko,że nie wszyscy próbują nam to narzucać, tak jak unich znajdują się ludzie ,że tak powiem popiepzeni, któży nie potrafią pogodzić się z tym, że ktoś nie żyje tak jak oni, tak i między nami znajdują się tacy debile  jeste ateistką, ale katolicy generalnie mi nie przeszkadzają, niektórych z nich szanuję i w pewnym stopniu im...............................zazdroszcze . mają coś na czym mogą oprzeć swoje życie, mimo, że jest to tylko złuda a na temat takich ludzi jak twój ojciec można długo rozmawiać, ale na serio spotkałam się z przypadkami kiedy to w sposób nieciekawy próbowano przekonać że boga nie ma i te metody mi się nie podobały
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|