Racjonalista - Strona głównaDo treści
Katolicka 'wolnosc'

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
05-07-2007 16:29Morgoth (64 punktów)Katolicka 'wolnosc'
Tak sobie czytam posty w roznych miejscach internetu i dostrzegam pewien dziwaczny schemat. Wszedzie gdzie dochodzi do sporow na jakis temat mieszana do tego jest religia.
Podnosi sie gdzies raban o prawach gejow to zaraz gromadka 'wiernych' zaczyna pluc jadem i udowadniac, ze to zle, chore i podobno wbrew naturze. Z drugiej strony oczywiscie sa bezposrednio zainteresowani (czyli geje, lesbijki itd.) i osoby ktore po prostu wyrazaja swoje zdanie, popierajac wolnosc kazdego czlowieka.
Jak to sie dzieje, ze katolicy wiecznie powtarzaja o tym, ze sa wolni, beda sie za mnie modlic albo, ze pewnego razu przyjdzie na mnie pora i wtedy sie przekonam. Gdzie tu jakis dialog, gdzie milosierdzie i szanowanie pogladow innych? Czy sprawdza sie stara prawda: nie jestes z nami to jestes przeciwko nam? Tylko czemu to katolicy wiecznie widza wszedzie pola bitewne? Swieta inkwizycja nadal trwa... To zadziwiajace jak nawet inteligentni i wyksztalceni ludzie zatracaja swoj rozum jesli tylko tematem sporu jest cos co ma wspolna czastke z wiara, kosciolem czy religia. Dlaczego te (podobno) chozdace wzory cnot, zrozumienia, przebaczenia i milosci tak strasznie zaprzeczaja glownej idei wlasnej religii? Tak bardzo ich boli, ze ktos moze miec to gleboko w dupie i byc znacznie szczesliwszy od nich? Moze to wlasnie o ta 'wolnosc' chodzi. Moze mimo tego, ze wiecznie o tym trabia to wlasnie ich boli.
Jak to jest, ze moge przezyc swoje zycie nie robiac nikomu krzywdy a i tak skazany jestem na potepienie, tylko i wylacznie dlatego, ze nie wierze w cos co moim zdaniem, jest stekiem bzdur? Czy ja rzucam sie od razu na kazdego kto powie, ze wierzy w tego czy innego boga? Jak to jest, ze spokojne owierzki boze maja w sobie tyle nienawisci do wszystkiego co inne?
Wiem, ze to temat rzeka i walkowany byl miliardy razy ale wciaz nie rozumiem podstawy tego zjawiska...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Duda (25557 punktów)
Jak to jest,
>ze spokojne owierzki boze maja w sobie tyle nienawisci do
>wszystkiego co inne?
Jest takie przykazanie: kochaj bliźniego jak siebie samego.
Katolicy oraz inni chrześcijańscy fanatycy siebie nienawidzą bo wiedzą, że są grzeszni a poza ty mają cierpieć za życia bo inaczej nie pójdą do nieba i dlatego też nienawidzą wszystkich tych którzy nie czują się winni jak grzeszą i wiodą szczęśliwe życie bez wyrzutów sumienia, cierpień i umartwiania,( zgodnie z resztą z tym przykazaniem).
Morgoth (64 punktów)
Cos w tym jest Ale to raczej kierat narzucony przez kosciol. Takimi ludzmi latwiej sterowac. Kieruja ich zainteresowanie w inna strone. Potrzebuja wrogow aby moc istniec. Gdyby nagle sie okazalo, ze wszyscy ludzie w Polsce sa katolikami co wtedy by sie dzialo? Myslicie, ze byl by spokoj? Sadze, ze terror by sie zaostrzal wraz z brakiem rzeczywistej opozycji. Zaczeli by scigac samych siebie, zaostrzac przepisy, tworzyc nowe prawa, nakazy i kary za ich nie przestrzeganie. Podsycanie ciaglego strachu (to przed diablem, to kara za grzechy, pieklem, niewiernymi, komunistami, gejami, usuwaniem ciazy...) trzyma caly ten cyrk w calosci.
Przypomnial mi sie fragment z filmu Sami swoi, brzmi mniej wiecej tak: "My do was nie wrocimy dopoki w kupie trzyma was tylko wasza zlosc"

Myśl - po to masz mózg!
Taven (15 punktów)
>Podnosi sie gdzies raban o prawach gejow to zaraz gromadka
>'wiernych' zaczyna pluc jadem i udowadniac, ze to zle,
>chore i podobno wbrew naturze.

W tym ostatnim akurat mają rację, więc przykład średnio trafiony. Niemniej, co ciekawe, to czyni ich przy okazji ultrahipokrytami, bo wbrew 'naturze' (w moim rozumieniu czystym, biologicznym podłożem życia człowieka-zwierzęcia) jest tym bardziej związek z jednym partnerem na całe życie i wstrzemięźliwość seksualna, tak zawzięcie hajpowane przez chrześcijaństwo.

To tak na marginesie.
klucznik (351 punktów)
>Wiem, ze to temat rzeka i walkowany byl miliardy razy ale wciaz nie rozumiem podstawy tego zjawiska...
Nauka Jezusa dotycząca współistnienia bliźnich w społeczeństwie jest zaiste piękna, lecz zanadto utopijna.
Wyznawcy-zjadacze chleba, zwykli ludzie są tylko ludźmi i takie cechy jak zawiść, zazdrość, dogmatyzm, przesądność, strach przed nieznanym, są dlań normalne. A interes księży w tym by cechy te pielęgnować i napięcie i stres kumulowane przez poczucie winy za grzechy kanalizować w stronę swoich wrogów. Jesteśmy tylko ludźmi. Trzeba nam być bardziej miłosiernymi niż chrześcijanie jeżeli chcemy nimi nie być.

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
Zyga (1539 punktów)
>Nauka Jezusa dotycząca współistnienia bliźnich w społeczeństwie jest zaiste piękna, lecz zanadto utopijna.

Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien (Mt 10, 34-37).

Zaiste piękna i utopijna

>Wyznawcy-zjadacze chleba, zwykli ludzie są tylko ludźmi...

W skali (wszech)świata owszem. Tu. Na ziemi, wszyscy jesteśmy AŻ ludźmi, a to ogromna odpowiedzialność. Nie wydaje mi się dobrym pomysłem umniejszanie jej poprzez zamianę "aż" na "tylko ".

>Trzeba nam być bardziej miłosiernymi niż chrześcijanie jeżeli chcemy nimi nie być.

AMEN!
klucznik (351 punktów)

>Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.(...) I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien (Mt 10, 34-37).
Zaiste piękna i utopijna
Zygo. Nie pytaj skąd, po prostu wiedziałem, że ktoś tym cytutem zarzuci. Idealny wytrych i odpiera aż tyle argumentów kk. Ale zwróć uwagę jak relację sformuowałem.
Chodzi wyłącznie o relację społeczną, jeżeli pojawia się jakiekolwiek odniesienie do boga, wiary, grzechu, zaświatów idzie wek! Zatem z przykazań miłości ostaje się tylko drugie.

Tak samo w tym fragmencie. Jezus roił sobie, że jest bogiem, więc to co jego boska natura by implikowała idzie wek! Przez co cały ten fragment jako, że ugruntowany na boskości nie podpada pod laicki modus nauczania jezusowego, odartego z boskości i straszenia karą za grzechy. Taką postać ośmieliłem się nazwać utopijną.

>W skali (wszech)świata owszem. Tu. Na ziemi, wszyscy jesteśmy AŻ ludźmi, a to ogromna odpowiedzialność. Nie wydaje mi się dobrym pomysłem umniejszanie jej poprzez zamianę "aż" na "tylko ".
Fakt w skali Ziemii. Jednak nie potrafię się pozbyć uczucia sztucznoty jaką jest cywilizacja, kultura, relacje społeczne, lukier uczuć wyższych. Zaiste dziwnymi jesteśmy zwierzętami zdolnymi własny świat 18 razy atomówkami rozczłonkować (ad odpowiedzialności).

Jednak nazbyt często widzimy ludzi. Cały czas mamy kogoś w polu widzenia. Człowiek staje się większy niż jest. A jesteśmy tak kruchą kupką materii o zaniżonej entropii, że widok ludzi rozsmarowanych na asfalcie, poszarpanych przez zwierzęta, gnijących a jeszcze żyjących. Uświadamia skutecznie moje "tylko". I tym "tylko". Daleko posuniętą pokorą staram się z życiu kierować. Świadomość bycia panem świata rodzi pychę.
Trza nam być ostrożnym.

pozdrawiam

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
Totus (1201 punktów)
>>Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.(...) I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien (Mt 10, 34-37).
>Zygo. Nie pytaj skąd, poprostuwiedziałem, że ktoś tym cytutem zarzuci. Idealny wytrych i odpiera aż tyle argumentów kk.

Co jest nie tak z tym cytatem?
Jaki argument na rzecz bycia miłosiernym odpiera ten cytat?

>Jezus roił sobie, że jest bogiem
A nie jest ?
.
klucznik (351 punktów)
>Co jest nie tak z tym cytatem?
Jest świetny i mocny. Jakby na przekór naszej ugłaskanej wersji Biblii. Ale działa tylko przy założeniu boskości Jezusa.

>Jaki argument na rzecz bycia miłosiernym odpiera ten cytat?
Bo istotą miłosierdzia jest bezinteresowna afirmacja bliźniego, a nie jakiegoś bytu wydumanego, lub co najwyżej niepewnego metafizycznie.

>Jezus roił sobie, że jest bogiem
>A nie jest ?
A jest? To kwestia tego czy się mu wierzy. Ja myślę, że albo go źle interpretujemy. Albo przekaz skażony był mrzonkami Żydów o mesjaszu wyzwalającym z niewoli. Dla mnie Jezus jest mistrzem nauczającym i pociągającym za sobą tłumy. I tyle. No może troszkę pokręconym i odbiegającym od kanonu nietzschańskim Ubermensch, ale niczym więcej. Choć jeżeli o mistrzów chodzi to Budda zdaje się być bardziej szczery.

rzekłem

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
Totus (1201 punktów)
>>Co jest nie tak z tym cytatem?
>(...). Ale działa tylko przy założeniu boskości Jezusa.
Właśnie. Czy zgodzisz się, że gdyby domownicy z cytatu byli boscy (wolni) na podobieństwo Jezusa nie groziły by im napięcia? Ludziom wolnym nie przynosi się miecza na odcięcie więzów krępujących ich wolność.

>>Jaki argument na rzecz bycia miłosiernym odpiera ten cytat?
>Bo istotą miłosierdzia jest bezinteresowna afirmacja bliźniego, a nie jakiegoś bytu wydumanego, lub co najwyżej niepewnego metafizycznie.
Bóg chrześcijański = wolny człowiek. Wolny od grzechu, wolny od nosicielstwa zła, wolny od nieświadomości etycznej. Wiedzący jakim być by być dobrym dla siebie, zdolnym odpeprzeć argumenty podważające ową boskość od słownych po najmniej merytoryczne jak bicie, plucie czy straszenie ukrzyżowaniem.

>>Jezus roił sobie, że jest bogiem
>>A nie jest ?
>A jest? To kwestia tego czy się mu wierzy.
Gdybym miał coś bardziej racjonalnego na horyzoncie może bym się przerzucił.

>Ja myślę, że albo go źle interpretujemy.
Z pewnością i jest to najlepsza metoda by pozostał niezrozumiany. Myślę nawet, że na tym opiera się Jego katolicka wolność , by pozostał on tajemnicą.

>Albo przekaz skażony był mrzonkami Żydów o mesjaszu wyzwalającym z niewoli.
Wolny człowiek jest Bogiem również dla Żydów.
Żydzi tak bardzo chcecie Boga? - To macie, posyłam się do Was.

>Dla mnie Jezus jest mistrzem nauczającym i pociągającym za sobą tłumy. I tyle.
Nie wierzę, że tylko tyle

>No może troszkę pokręconym i odbiegającym od kanonu nietzschańskim Ubermensch, ale niczym więcej.
Czy bycie Panem zamiast panem, który nie wyobraża sobie wzniesienia się ponad dobro i zło bo wszystkie ścieżki ze szczytu ewidentnie prowadzą w dół jest przejawem pokręcenia?
Bóg-człowiek rzeczywiście odbiega od kanonu wymyślonego przez człowieka pałającego doń głębokim niezrozumieniem, ponadto wcale nie wykluczam, że też wymyślił się sam.
.
klucznik (351 punktów)
Zacznijmy.
>Właśnie. Czy zgodzisz się, że gdyby domownicy z cytatu byli boscy (wolni) na podobieństwo Jezusa nie groziły by im napięcia? Ludziom wolnym nie przynosi się miecza na odcięcie więzów krępujących ich wolność.
W tym momencie Towja interpretacja (z którą sią zgadzam) przypomina mi Anthonego deMello, za takie postawienie sprawy została przez kongregację d.s. nauki i wiary uznana za niezgodną z nauczaniem (szefem był wtedy kard. Ratzinger).
Poza tym myślę, że trzeba by być Nadczłowiekiem by taki miecz podjąć i poodcinać nim więzy. Dopiero po tym jest miejsce na miłość wolną-miłosierdzie.
Ok. Jeżeli tak patrzymy na ten fragment to masz moją pełną zgodę.

>Bóg chrześcijański = wolny człowiek. (...) ukrzyżowaniem.
Z taką możliwością się zgadzam. Gdzie "Bogiem" może być człowiek na Ziemii.
Jednak samo słowo "Bóg" nie pasuje mi tu, Ubermensch byłby trafniejszy i pozostawiający człowieka człowiekiem w kontekście metafizycznej jego kondycji.

Nie dawałem zgody na boskość kalibru starotestamentowego. Bo zaiste nie wydaje mi się by Jezus, ani żaden człowiek zdolny był osiągnąć metafizycznej kondycji Boga.

>Gdybym miał coś bardziej racjonalnego na horyzoncie może bym się przerzucił.
Szukałem aż znalazłem. Heidegger i Jego ontologia. Filozofia bez ogródek i złudzeń. W religii nie byłem w stanie wytrzymać metafizycznej "lekkości" pewności. Wiary na słowo.
To nie dla nmie. Ale jeżeli odpowiada Tobie ten modus to życzę byś był w nim szczęśliwy.

>Myślę nawet, że na tym opiera się Jego katolicka wolność , by pozostał on tajemnicą.
Wolność to jest to że widzę jasno. Wolność to jest to, że mogę zrezygnować z tego co jasne nie jest. Ten co zaciemnia i mąci, by następnie wyciągnąć królika z cienia i rzec "oto jest królik; jego słuchajcie" i w imieniu subiektywnej interpertacji królika zabijać innych; takiemu mówię "Karty na stół." Nie widzę. Dziękuję.

>Wolny człowiek jest Bogiem również dla Żydów.
Człowiek Bogiem? Eee. To nie dla mnie. Trąci naciągactwem. Mistyką, oświeceniem. Człowiek to człowiek. Byt skończony. Wszelka nadzieja i aspiracja by tak nie było zdaje mi się brakiem odwagi i dziecinnością. Do bycia człowiekiem, który kiedyś umrze, trzeba dorosnąć.

>Dla mnie Jezus jest mistrzem nauczającym i pociągającym za sobą tłumy. I tyle.
>Nie wierzę, że tylko tyle
No cóż. Było by miło gdyby tak nie było. Ale człowiek pozostanie człowiekiem.

>Czy bycie Panem (...) że też wymyślił się sam.
" Człowiek balansuje nad przepaścią, między zwierzęciem, a nadczłowiekiem ."
" Błąd uczynił zwierzę człowiekiem. Czyżby prawda miała zrobić z człowieka zwierzę ?"
Oto jest pytanie.

serdecznie pozdrawiam

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
Totus (1201 punktów)
>>Bóg chrześcijański = wolny człowiek. (...) ukrzyżowaniem.
>Z taką możliwością się zgadzam. Gdzie "Bogiem" może być człowiek na Ziemii.
>Jednak samo słowo "Bóg" nie pasuje mi tu, Ubermensch byłby trafniejszy i pozostawiający człowieka człowiekiem w kontekście metafizycznej jego kondycji.
Czy propozycja moralności wychodząca z wiedzy nietzscheańskiego Ubermenscha jest tożsama z propozycją Boga Chrześcijańskiego w osobie Mistrza z Nazaretu ?

>W religii nie byłem w stanie wytrzymać metafizycznej "lekkości" pewności. Wiary na słowo. To nie dla nmie. Ale jeżeli odpowiada Tobie ten modus to życzę byś był w nim szczęśliwy.
Jedyny odpowiadający mi modus to:
Gdybyście Mnie poznali znalibyście i mojego Ojca
Bo dla mnie też:
>Wolność to jest to że widzę jasno. (...)

>>Wolny człowiek jest Bogiem również dla Żydów.
>Człowiek Bogiem? Eee. To nie dla mnie. Trąci naciągactwem. Mistyką, oświeceniem.
To co Jezus może miłościwie dać żydowi ten pragnie otrzymać od Boga.
Czy Ubermenschowi nie przystoi brudzić sobie szat przyjmując synostwo Jahwe?
>Człowiek to człowiek. Byt skończony. Wszelka nadzieja i aspiracja by tak nie było zdaje mi się brakiem odwagi i dziecinnością. Do bycia człowiekiem, który kiedyś umrze, trzeba dorosnąć.
Czy ta postawa światopoglądowa wchodzi w skład Jezusowego "Uber"?

>" Człowiek balansuje nad przepaścią, między zwierzęciem, a nadczłowiekiem ."
Trzymajcie się przerzuconej liny! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do przepaści i zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga po linie nad przepaścią, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują. Mt 7,13

>serdecznie pozdrawiam
Również.
klucznik (351 punktów)
>Czy propozycja moralności wychodząca z wiedzy nietzscheańskiego Ubermenscha jest tożsama z propozycją Boga Chrześcijańskiego w osobie Mistrza z Nazaretu ?
Ubermensch zakłada większą samodzielność, dojrzałość; Jezusowa nauka stanowi doskonały start dla nauki Zaratustry. Nie stoją na tym samym poziomie. Pozwalają sobie współistnieć jedna po drugiej. Tak jak drabina Wittgesteina.

>Jedyny odpowiadający mi modus to:
> Gdybyście Mnie poznali znalibyście i mojego Ojca
Potrafię interpretować to tylko genetycznie. No może i metafizycznie. Jakoś nie potrafię wywieść z tego modus.

>To co Jezus może miłościwie dać żydowi ten pragnie otrzymać od Boga.
>Czy Ubermenschowi nie przystoi brudzić sobie szat przyjmując synostwo Jahwe?
Czego Ubermensch nie zdobędzie sam tego nie przeymie od innego (podobnie jest w buddyzmie). Odnosi to do człowieka i Boga.
Tak na marginesie, Ubermensch chodzi zazwyczaj w brudnych szatach, bo wzmaganie woli mocy wymaga nieustannego zmagania się ze sobą i wysiłku na przekór własnej ochocie.
Zaciska zęby i maszeruje naprzód. Nadczłowiekiem staje się poddany nie władca.

>Czy ta postawa światopoglądowa wchodzi w skład Jezusowego "Uber"?
Nie może jej tam być. Jest Dom Ojca, szczęście wieczne. Jezus omija temat śmierci przedłużając życie, obiecując życie wieczne, ba! w nieskończonej szczęśliwości.
Ubermensch nie wytrzymałby sytuacji, w której byłby zależny od widzimisię Boga. Na Jego garnuszku. W cudzym domu.

> Mt 7,13
Brawo. Podoba mi się. Zgodne z sensem, rzeczywistością i metaforyką.

Pozdrawiam ,tk,

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
Totus (1201 punktów)
>>Czy propozycja moralności wychodząca z wiedzy nietzscheańskiego Ubermenscha jest tożsama z propozycją Boga Chrześcijańskiego w osobie Mistrza z Nazaretu ?
>Ubermensch zakłada większą samodzielność, dojrzałość;
Można to podeprzeć jakimś przykładem? Nie sądzę.

>Jezusowa nauka stanowi doskonały start dla nauki Zaratustry. Nie stoją na tym samym poziomie. Pozwalają sobie współistnieć jedna po drugiej. Tak jak drabina Wittgesteina.
Nie wiem dlaczego zakładasz, że Ubermensch stoi wyżej. Jest bardziej wolnym i rozumnym człowiekiem niż Jezus?

>Tak na marginesie, Ubermensch chodzi zazwyczaj w brudnych szatach, bo wzmaganie woli mocy wymaga nieustannego zmagania się ze sobą i wysiłku na przekór własnej ochocie.
Myśląc o brudzie na szatach Jezusa miałem na myśli wcielanie się tego Człowieka w Syna Mojrzeszowego Boga Żydów wymuszone przez stan ludzi, którym On, Jezus chciał pomóc.
Jezus nie zmaga się ze sobą bo nosi jarzmo wiedzy o tym co jest dobre a co złe dla Człowieka. On ma w sobie Prawo. On wie a nie wyrywa, zabiera, ciśnie dopompowując sobie wolę mocy. On jest gotów dać i chce by z niego czerpano, brano, by go Ubermensche różnych maści skonsumowali dla rozluźnienia bojowo zaciśniętych żuchw.
> Zaciska zęby i maszeruje naprzód. Nadczłowiekiem staje się poddany nie władca.
Człowiek zasługuje na to by być Panem REALNEGO Świata na Boże podobieństwo w myśl nauk Jezusa.
Nie zabijaj Boga w człowieku, nie mów bezbożniku bo ten pastuch, dziwka czy celnik to namiastki Boga Żywego. Każdy ma szansę, nawet kapłan katolicki, każdy, nawet " Ojciec" Rydzyk i Jankowski.

>>Czy ta postawa światopoglądowa wchodzi w skład Jezusowego "Uber"?
>Nie może jej tam być. Jest Dom Ojca, szczęście wieczne.
>Jezus omija temat śmierci przedłużając życie, obiecując życie wieczne, ba! w nieskończonej szczęśliwości.
W Domu Ojca istnieje Duch Prawdy=Duch Święty=Absolut i trwa on w Bycie. Poznanie i przyjęcie przez człowieka tej metafizycznej formy w jej pełnym wymiarze czyni go Bogiem na sposób Syna który dostał i Ojca który daje. Nosicielstwo Ducha Świętego czyli wartości nabywalnej dla człowieka jest uczestnictwem w szczęściu wiecznym, którego Jezus naucza ,że każdy i Ty również możemy dostąpić. [E.Jana 17, 1-5] Nie wiesz jednak czym ono jest bo nie jesteś Bogiem na Jego podobieństwo.
Rodzi się pytanie:
Czy więc chcesz nim się stać, czy się lękasz? Co Cię ogranicza? Czy pomyliłeś Mnie z kimś innym? Czy polemizujesz z jakimś pogańskim rojeniem?
Chcesz być wolnym Człowiekiem?
Nie będziesz miał nikogo ponad sobą, nie znajdziesz oparcia w niczym poza sobą, nie schowasz się w żadnej norze, w żadnej dziupli przed sobą samym.
No i?
>Ubermensch nie wytrzymałby sytuacji, w której byłby zależny od widzimisię Boga. Na Jego garnuszku. W cudzym domu.
Przecież Jezus cały czas naucza o sobie.
Mówi: "Gdybyście byli tacy jak ja, zaiste bylibyście szczęśliwymi ludźmi a ja nie musiałbym zrobić tego do czego mnie zmuszacie będąc dalecy od tego Kim Ja jestem. Świadomość, że Wy też możecie być Bogami na moje podobieństwo, relanymi przyjaciółmi Moimi tak mnie męczy, że zrobię coś wreszcie dla siebie i powiem wam co o was myślę bo mam już dość patrzenia jak się męczycie i paplacie w kółko jak wam źle nie rozumiejąc przyczyn swej niemocy. Błogosławieni Ci, którzy zrozumieją, że wszystko co dla ludzi dobrego robię to robię dla siebie, bo miłuję to kim jestem, bo jestem wart miłości, bo jestem Bogiem!"

Widzimy kluczniku teraz chyba zasadniczą róznicę pomiędzy wizją Boga Chrześcijańskiego wyrytą na linie a tą, która widnieje nad przepaścią.
kontynuujmy
klucznik (351 punktów)
>>Ubermensch zakłada większą samodzielność, dojrzałość;
>Można to podeprzeć jakimś przykładem? Nie sądzę.
A ja myślałem, że to akurat jest oczywiste.
De Mello był postrzegany przez kk spod byka bo śmiał spytać Skoro Bóg jest naszym ojcem to ile możemy zawracać mu głowę? Siedzieć niczym dziecko u stóp tatusia i czły czas patrzeć co on na to, co on na to?
Kiedy to dziecko odważy się samo pójść i samo być sobie panem, ojca odwiedzając od czasu do czasu?
Nadczłowiek, gdy spotyka go cierpienie nie liczy na niczyją pomoc. Nadczłowiek kieruje się w życiu zasadami swemi i z siebie czerpanymi. Jest autentyczniejszy i zawsze gotów ponieść karę za swe postępki. Dzieci w domu Ojca idą przez życie pchając Go przed sobą i zza Niego oglądając świat. Nadczłowiek nie ma tego komfortu do dorosłość kosztuje samotność.

>Nie wiem dlaczego zakładasz, że Ubermensch stoi wyżej. Jest bardziej wolnym i rozumnym człowiekiem niż Jezus?
Bo nie musi słuchać Ojca. Nadczłowiek w Ogrójcu powiedziałby NIE. Nie znosi instancji nad sobą i nie narzeka potem, że "X mój, X czemuś mię opóścił."

>Jezus nie zmaga się ze sobą bo nosi jarzmo wiedzy o tym co jest dobre a co złe dla Człowieka. On ma w sobie Prawo. On wie a nie wyrywa, zabiera, ciśnie dopompowując sobie wolę mocy. On jest gotów dać i chce by z niego czerpano, brano, by go Ubermensche różnych maści skonsumowali dla rozluźnienia bojowo zaciśniętych żuchw.
Ubermensch tą wiedzę sam zdobywa. Poza tym nie znosi absurdu. On ustanawia prawo. Nie jest przez prawo ustanawiany. Czy to oznacza nihilizm i bezprawie? Ubermensch nie jest głupcem i nie pakuje się w sytuacje niepotrzebnie problemowe. Dość woli mocy nastarcza mu codzienność.

>> Zaciska zęby i maszeruje naprzód. Nadczłowiekiem staje się poddany nie władca.
>Człowiek zasługuje na to by być Panem REALNEGO Świata na Boże podobieństwo w myśl nauk Jezusa.
A świat i tak ma to w nikłym powarzaniu. Czyńcie sobie ziemię poddaną. Ok. Ale to ziemia ustanawia warunki i zabija milion tu trzęsieniem ziemii, milion tam powodzią.
Człowiek. Miliard ludzi jest zbyt słaby by ujarzmić ziemię. W realnym świecie stanowimy śmieszny margines na powierzchni ziemii. Jak zarazki na skórce jabłka.
Może i zasługujemy na władanie ziemią. Ale myślę, że mniej pyszną postawą byłaby akceptacja swej kondycji i zaprzestanie myślenia o sobie jako o panie planety. Nadczłowiek jest panem siebie i tych, którzy dadzą się ujarzmić. Nigdy nie zechce gór przenosić, bo wie, że wobec niej jest mrówką.

> Nie zabijaj Boga w człowieku, nie mów bezbożniku bo ten pastuch, dziwka czy celnik to namiastki Boga Żywego.
Jak se chcecie. Nazywajcie się bogami, nazywajcie się tytanami, herosami, panami.
W rzeczywistości znaczycie tyle ile zdołacie dać mi radę. Jeżeli tkwi w was Bóg to nie pozwólcie wodzie by was topiła, a ziemii by grzebała. Ujarzmijcie je waszą boską mocą. Transcendentnym pierwiastkiem. Nie możecie? Wasz Bóg też was zostawił was samych? Jesteście tak samo samotni jak ja. Tyle, że ja to wiem i akceptuję, a to wy nadal roicie sobie, że jesteście Bóg wie czym. Jesteście ludźmi i zgnijecie w ziemii.
AMEN

>Nie wiesz jednak czym ono jest bo nie jesteś Bogiem na Jego podobieństwo.
>Rodzi się pytanie:
>Czy więc chcesz nim się stać, czy się lękasz? Co Cię ogranicza? Czy pomyliłeś Mnie z kimś innym? Czy polemizujesz z jakimś pogańskim rojeniem?
>Chcesz być wolnym Człowiekiem?
Wolny człowiek żyje tylko prawdą. A prawda jest taka, że to Wy powinniście tłumaczyć się z waszego pomysłu istnienia jakiegoś niewidzialnego ponad. To Wy jesteście zniewoleni przez niego, które nie istnieje, przez gniew Boga, którego nie ma, a którym jest dla was zwykła powódź. To Wy uwolnijcie się od waszych złudzeń. Jesteście tylko ludźmi.

>Nie będziesz miał nikogo ponad sobą, nie znajdziesz oparcia w niczym poza sobą, nie schowasz się w żadnej norze, w żadnej dziupli przed sobą samym.
>No i?
I nic więcej.

>Mówi: "Gdybyście byli tacy jak ja, zaiste bylibyście szczęśliwymi ludźmi a ja nie musiałbym zrobić tego do czego mnie zmuszacie będąc dalecy od tego Kim Ja jestem. Świadomość, że Wy też możecie być Bogami na moje podobieństwo, relanymi przyjaciółmi Moimi tak mnie męczy, że zrobię coś wreszcie dla siebie i powiem wam co o was myślę bo mam już dość patrzenia jak się męczycie i paplacie w kółko jak wam źle nie rozumiejąc przyczyn swej niemocy . Błogosławieni Ci, którzy zrozumieją, że wszystko co dla ludzi dobrego robię to robię dla siebie, bo miłuję to kim jestem, bo jestem wart miłości, bo jestem Bogiem!"

A Nadczłowiek na to: Jesteś wart tego co sam możesz sobie dać. Stań na skrzyżowaniu i krzycz, jestem Bogiem, jestem wart miłości dajcie mi ją. Jestem jej wart i mi się należy. Dlaczego w kółko paplasz, że jesteś wart miłości i ciągle jej nie masz? Może jednak nie jesteś jej wart? Skąd u Ciebie Boże taka niemoc? Czy i my mamy na Twój obraz i podobieństwo tak stanąć i prosić?
Jeżeli nie zapracujemy sobie na nic to tego nie dostaniemy. Na miłość nie można zapracować, dlatego jest ona poza naszym zasięgiem. Brać ją kiedy się zdarza i nie płakać po niej bo nie jest w naszej mocy.
Co ty na to Boże, jednak widzę niezbyt wszechmogący?

>Widzimy kluczniku teraz chyba zasadniczą róznicę pomiędzy wizją Boga Chrześcijańskiego wyrytą na linie a tą, która widnieje nad przepaścią.
Dołożyłem drugą stronę różnicy i retorycznie zapytuję, która lepsza?
kontynuujmy

"Człowiek może robić co chce, nie może jednak chcieć tak, jakby chciał." A. Schopenhauer
Totus (1201 punktów)
>De Mello był postrzegany przez kk spod byka bo śmiał spytać Skoro Bóg jest naszym ojcem to ile możemy zawracać mu głowę? Siedzieć niczym dziecko u stóp tatusia i czły czas patrzeć co on na to, co on na to?
Bardzo mądre pytania. Problem w tym, że Bóg jest naszym przybranym Ojcem. Jezus jest Jego Synem i Bracia i Siostry Jego. Ale UWAGA - faktyczni, autentyczni Przyjaciele! zmartwychwstali w Panu a nie religijni pozerzy, nie owczarniokoźlarnia Pana. Być wierzącym chrześcijaninem to w teorii być poszukującym, który zaufał Jezusowi, ze w nim coś odnajdzie, który zaufał tym, którzy namawiają, że jest nadzieja na znalezienie czegoś czego mu brak, czego szukam co uzupełni moje wybrakowane człowieczeństwo. To jest stan błogosławiony z punktu widzenia Boga, gdyż do Niego prowadzi ALE! i tu znów pojawia się problem wyboru między liną a przepaścią. To drugie, oszustwo, widać jest łatwiejsze dla niedojrzałego umysłu, przyjemniejsze i łatwo kojące lęki egzystencjalne.

>Kiedy to dziecko odważy się samo pójść i samo być sobie panem, ojca odwiedzając od czasu do czasu.
Niestety to nie takie proste. Wybór chwytliwej, zgubnej szerokiej drogi jest zjawiskiem powszechnym bo jest ona lansowana. Błędy na tym polu są powielane z reguły nieświadomie ale można też stworzyć uzasadnienie, które wyprowadzamy jednocześnie z konstrukcji działów biblijnych, że Religijne naciągactwo Jezusowe musiało powstać przez wzgląd na konkurencję i równolegle bardzo niski poziom intelektualny ogromnej większości owczarni uniemożliwiający jej wejście na ewangeliczną drogę zbawienia w sposób uczciwszy dla mnie czy dla Ciebie. Jeżeli więc propozycja uczłowieczenia owiec mogła by przerastać możliwości odbiorcy słusznym było jego uwiedzenie w kierunku Jezusa, które trwać będzie do apokaliptycznego upadku instytucji zwodzących. Ktoś wyłoży kawę na ławę i może być ostro, może być gorąco acz dziś może już nie aż tak jak: [Mt 15-22]

>Nadczłowiek, gdy spotyka go cierpienie nie liczy na niczyją pomoc.
Pomoże mu system, który stworzył i szanuje, jeśli zdążył go stworzyć.
>Nadczłowiek kieruje się w życiu zasadami swemi i z siebie czerpanymi.
Racjonalista?
>Jest autentyczniejszy i zawsze gotów ponieść karę za swe postępki.
Propozycja systemu, który z radością oznajmi Nadczłowiek może naruszać prywatne interesy producentów bawełny, co wtedy?
Co robi Nadczłowiek, kiedy na szali staje owoc jego Nadczłowieczeństwa vs ochrona swojej skóry przed gniewem podludzi ?
>Dzieci w domu Ojca idą przez życie pchając Go przed sobą i zza Niego oglądając świat.
Synowie zaś noszą Go w Sobie wiedząc na czym polega Jego=Ich koncepcja współżycia społecznego. Można oczywiście mieć wolność w pogardzie i pogwałcić siebie i rozum.
>Nadczłowiek nie ma tego komfortu do dorosłość kosztuje samotność.
Raczej nie ma komfortu dysponowania kompletnym, jasnym, sprawdzalnym, niezawodnym systemem wartości.

>>Nie wiem dlaczego zakładasz, że Ubermensch stoi wyżej. Jest bardziej wolnym i rozumnym człowiekiem niż Jezus?
>Bo nie musi słuchać Ojca. Nadczłowiek w Ogrójcu powiedziałby NIE. Nie znosi instancji nad sobą i nie narzeka potem, że "X mój, X czemuś mię opóścił."
To Cię zaskoczę. Kluczniku czy wyrażasz zgodę, żeby ominął Mnie ten kielich? .
Zdecyduj się - jaka jest Twoja wola? Stoję tu w Ogrodzie Oliwnym i PYTAM! - Ile jest dla Ciebie warta moja ofiara? Odpowiedz, tylko szczerze.
>>Jezus nie zmaga się ze sobą bo nosi jarzmo wiedzy o tym co jest dobre a co złe dla Człowieka. On ma w sobie Prawo. On wie a nie wyrywa, zabiera, ciśnie dopompowując sobie wolę mocy. On jest gotów dać i chce by z niego czerpano, brano, by go Ubermensche różnych maści skonsumowali dla rozluźnienia bojowo zaciśniętych żuchw.
>Ubermensch tą wiedzę sam zdobywa.
Na to liczy Bóg zasłonięty w Piśmie Świętym. To co jest dobre a co złe dla człowieka, którym też jest Ubermensch można ustalić tylko na drodze rozumowej, stąd apele Ewangelistów Kto czyta, niech rozumie
>Poza tym nie znosi absurdu.
I to jak. Po co Bóg Jezus miałby modlić się do siebie ?
>On ustanawia prawo.
Wolny człowiek chce przecież jakoś sensownie żyć.
>Nie jest przez prawo ustanawiany.
To sprzeczne by gardził swoją wolnością skoro rodzi się bez niej.
Prawo MUSI umożliwiać ludzkiemu dziecku dojście do stanu wolności.
Prawo MUSI niszczyć wszystko co przeszkadza dziecku by stało się Człowiekiem.
>Czy to oznacza nihilizm i bezprawie?
One są pomiotem dążenia do bezwartościowości i bezrozumności.
>Ubermensch nie jest głupcem i nie pakuje się w sytuacje niepotrzebnie problemowe. Dość woli mocy nastarcza mu codzienność.
Ma rację - życie to nie tylko walka ale i inne przyjemności.
>>Człowiek zasługuje na to by być Panem REALNEGO Świata na Boże podobieństwo w myśl nauk Jezusa.
>A świat i tak ma to w nikłym powarzaniu.
Cóż, skoro naucza się, że zbawionym można zostać dopiero po śmierci. Przynajmniej nie musimy daleko szukać winnych tego stanu rzeczy.
>Czyńcie sobie ziemię poddaną. Ok. Ale to ziemia ustanawia warunki i zabija milion tu trzęsieniem ziemii, milion tam powodzią.
Jak mamy zapanować nad światem skoro nie panujemy sami nad sobą?
Gdyby to się udało w skali makro wszystkie inne sukcesy byłyby naturalnymi następstwami stanu naszej nowej kondycji (Nowego Jeruzalem). Nowego Świata w którym wolność wyznania byłaby przedmiotem kpin uczniów w podstawówkach a nie zapisem w prawie.
>Człowiek. Miliard ludzi jest zbyt słaby by ujarzmić ziemię. W realnym świecie stanowimy śmieszny margines na powierzchni ziemii. Jak zarazki na skórce jabłka.
Liczy się nasza jakość a nie ilość. Nadmiar zniedołęża.
>Może i zasługujemy na władanie ziemią. Ale myślę,że mniej pyszną postawą byłaby akceptacja swej kondycji i zaprzestanie myślenia o sobie jako o panie planety.
Bóg umarł więc nie ma kto zasługiwać, ale może gdyby w nas zmarwychwstał?
cdn.
Totus (1201 punktów)
>> Nie zabijaj Boga w człowieku, nie mów bezbożniku bo ten pastuch, dziwka czy celnik to namiastki Boga Żywego.
>Jak se chcecie. Nazywajcie się bogami, nazywajcie się tytanami, herosami, panami.
>W rzeczywistości znaczycie tyle ile zdołacie dać mi radę.
Dlaczego nie jesteś jednym z Nas?
>Jeżeli tkwi w was Bóg to nie pozwólcie wodzie by was topiła, a ziemii by grzebała.
Niestety nie wiem ilu Nas jest.
>Ujarzmijcie je waszą boską mocą.
Z krzyża też nie zejdę, kto wymyślił, że jestem jako Bóg do tego zdolny?
>Nie możecie?
Słowo może wiele zdziałać, ale kamieni ono nie ożywia, no chyba, że masz inne zdanie.
>Wasz Bóg też was zostawił wam samym?
Ale czyj mój czy ich? A jeśli ich to kogo?
>Jesteście tak samo samotni jak ja.
Nic się nie zmieniło w tej kwestii.
>Tyle, że ja to wiem i akceptuję, a to wy nadal roicie sobie, że jesteście Bóg wie czym.
Ale się łudzą no nie?
>AMEN

>Wolny człowiek żyje tylko prawdą. A prawda jest taka, że to Wy powinniście tłumaczyć się z waszego pomysłu istnienia jakiegoś niewidzialnego ponad.
Doprawdy nie wiem kogo masz na myśli pisząc Wy, Waszego, ale ze swojej strony służę uprzejmie.
>To Wy jesteście zniewoleni przez niego, które nie istnieje, przez gniew Boga, którego nie ma, a którym jest dla was zwykła powódź. To Wy uwolnijcie się od waszych złudzeń. Jesteście tylko ludźmi.
Zawsze chciałem to wykrzyczeć chorym umysłowo żydom i wreszcie po tylu latach... aż miło czytać.

>>Mówi: (...)
>A Nadczłowiek na to: Jesteś wart tego co sam możesz sobie dać.
Składam w ofierze sobie całego siebie, doprawdy nie wiem co jeszcze mogę dać.
>Stań na skrzyżowaniu i krzycz, jestem Bogiem, jestem wart miłości dajcie mi ją. Jestem jej wart i mi się należy.
Yyy ale po co, dla kogo to nie jest oczywiste?
>Dlaczego w kółko paplasz, że jesteś wart miłości i ciągle jej nie masz?
To Ty Mnie nie miłujesz?
>Może jednak nie jesteś jej wart?
Dlaczego tak sądzisz?
>Skąd u Ciebie Boże taka niemoc?
O to właśnie mógłbym Cię zapytać.
>Czy i my mamy na Twój obraz i podobieństwo tak stanąć i prosić?
I co to będzie szczera prośba czy przewijanie paciorków?
>Jeżeli nie zapracujemy sobie na nic to tego nie dostaniemy.
Czyli, że jest nadzieja na współpracę. Cieszę się.
>Na miłość nie można zapracować, dlatego jest ona poza naszym zasięgiem. Brać ją kiedy się zdarza i nie płakać po niej bo nie jest w naszej mocy.
Byłoby fajnie gdyby powszechnie nie mylono jej ze związkiem homo-,hetero-emocjonalno-seksualnym.
>Co ty na to Boże, jednak widzę niezbyt wszechmogący?
Masz rację nie jestem krową.

>kontynuujmy
Z przyjemnością.
.
klucznik (351 punktów)
Na wstępie gwoli rozjaśnienia Totusie. Stosowane przeze mnie zaimki Was Waszego, Wasze, odnosiły się do ludzi wierzących, że tkwi w nich jakiś boski pierwiastek, że spośród zwierząt wyróżnia Ich jakaś dusza co to automatycznie powinowactwo do wartości wyższych miałaby im nadawać.

>Ale UWAGA - faktyczni, autentyczni Przyjaciele! zmartwychwstali w Panu a nie religijni pozerzy, nie owczarniokoźlarnia Pana.
To znaczy, że zbawienie nie przysługuje klepiącej różańce, a w następnej chwili zionącej fanatyczną nienawiścią do potomków morderców Zbawiciela; mohairowej braci?

>Być wierzącym chrześcijaninem to w teorii być poszukującym, który zaufał Jezusowi, ze w nim coś odnajdzie, który zaufał tym, którzy namawiają, że jest nadzieja na znalezienie czegoś czego mu brak, czego szukam co uzupełni moje wybrakowane człowieczeństwo.
Na czym polega wybrakowanie człowieczeństwa? Czy może ono być wybrakowane? Albo się jest człowiekiem albo nie. Człowieczeństwo jest tu analogiczne do arystotelesowskiej formy. Pociąga ono za sobą skończoność czasową, przestrzenną, myśli; zamocowanie w świecie materialnym, uleganie pokusom. Dlaczego jednak traktujemy te cechy jako ułomne? Czy to nie one czynią nas ludźmi?
Czy gdybyśmy byli bogami to bylibyśmy więcej warci?
Dla mnie z kondycją człowieczą należy się pogodzić, bo to ją mamy. A reszta, którą usiłujemy nad nią dopisać trąci wg mnie nieautentycznością i dziecięcym kręceniem noskiem, że to, a tamto mi się nie podoba i chce lepsze.

>To drugie, oszustwo, widać jest łatwiejsze dla niedojrzałego umysłu, przyjemniejsze i łatwo kojące lęki egzystencjalne.
Czy wmówienie sobie, że śmierć to nie jest tak na prawdę, że tylko ciało umiera; stanowi rozwiązanie, czy ucieczkę? Heidegger nazywał to wprost nieautentycznością i niezdolnością akceptacji swego obecnego stanu. Czy należy się go wstydzić? Tego, że jesteśmy skończeni? Czy musimy się dopełniać jakimiś boskimi mocami i wartościami "wiecznymi"?
Ubermensch ukazuje człowieka takim jakim on jest. Jakim go widać. Nie dorysowuje mu nic od siebie by wyglądał ładniej lub był wart więcej. Taki jaki jest jest ok. Musi tylko starać się nie spaść z liny, ani nie postradać ścieżek swoich.

>Niestety to nie takie proste. (...) : [Mt 15-22]
A skąd wiemy, że to Jezus nie jest kolejjnym naciągaczem co to z liny pragnie nas strącić?
I co mam sądziś o nauczaniu upraszczanym do poziomu intelektualnego mniej lotnych, byleby wyznawców uwieść więcej? Trąci mi to szczwanością, marketingowymi chłytami, a nie prawdą objawioną, z której ni słowo nie może być odjęte bo taka jaka jest winna być przekazana, bo jest doskonała i wystarczy ją pojąć. Wspiąć się doń.
To uczeń przychodzi do mistrza nie odwrotnie.

>Nadczłowiek, gdy spotyka go cierpienie nie liczy na niczyją pomoc.
>Pomoże mu system, który stworzył i szanuje, jeśli zdążył go stworzyć.
System? System jest tworem maluczkich co to sami sobie poradzić nie mogą i liczą, że w kupie siła. Ubermensch może zeń korzystać, ale gyd ten upadnie upadną i ci co na nim się całkowicie wsparli. Ubermensch pójdzie dalej. Nie jest odeń uzależniony.
Gdyby został sam jeden na ziemii nie szukałby Piętaszków, żyłby do śmierci jako ostatni homo sapiens.
A ten co to w systemie się wychował spotkałby szereg problemów od tego jak rozpalić ogień i ściąć drzewo, a kończąc na uzależnieniu psychicznym od ludzi.

>Nadczłowiek kieruje się w życiu zasadami swemi i z siebie czerpanymi.
>Racjonalista?
Z pewnością nie irracjonalista.

>Co robi Nadczłowiek, kiedy na szali staje owoc jego Nadczłowieczeństwa vs ochrona swojej skóry przed gniewem podludzi ?
Wtedy mamy konflikt. A Nadczłowiek nie cofnie się ni o piędź. Ktoś w takiej walce polegnie.

>Synowie zaś noszą Go w Sobie wiedząc na czym polega Jego=Ich koncepcja współżycia społecznego. Można oczywiście mieć wolność w pogardzie i pogwałcić siebie i rozum.
W atkiej sytuacji nie różnią się od Ubermenscha niczym poza jednym szczególikiem. Prawo w Nadczłowieku pochodzi tylko od niego samego, prawo Ojca; Synów może kiedyś zacząć uwierać.

>Nadczłowiek nie ma tego komfortu do dorosłość kosztuje samotność.
>Raczej nie ma komfortu dysponowania kompletnym, jasnym, sprawdzalnym, niezawodnym systemem wartości.
Kompletny = Dekalog + 2 przykazania milości + 5 przykazań kościelnych + kodeks prawa cywilnego, administracyjnego itp.
[Nad-k obędzie się tylko z własnym rozumem]
jasnym - jeżeli słucham cudzych rozkazów to nie są one dla mnie zawsze zrozumiałe i być nie muszą, wystarczy posłuszeństwo; a szerokie interpretacje dekalogu przez kk czynione trącą mi niejasnością.
[dla Nad-ka jasna jest myśl i wola własna, (nie mylić z emocjonalnymi wzruszeniami/wzbudzeniami)]
sprawdzalnym - każdy się sprawdza w jednych aspektach, a w innych nie, stanowiąc przykry, obcego pochodzenia gorset - czy to jest wolność?
niezawodnym - patrz sprawdzalny i odwróć o 180*

>To Cię zaskoczę. Kluczniku czy wyrażasz zgodę, żeby ominął Mnie ten kielich? .
Zdecyduj się - jaka jest Twoja wola? Stoję tu w Ogrodzie Oliwnym i PYTAM! - Ile jest dla Ciebie warta moja ofiara? Odpowiedz, tylko szczerze.
Stoję sobie na zeschniętych liściach oliwnych drzew i partrząc z ukosa na gościa co to da się dziś zabić, pytam. Po co Ci to? Po co mi Twoja śmierć? Zabiją Cię torturując przedtem, Twoje Ciało schowają w grocie by zgniło, a że ktoś je ukradnie by mieć pretekst do mówienia o cudzie, to tylko świadczy o słabości Twej nauki, że nie broni się sama tylko potrzebuje jeszcze jakiś fajerwerków.
Śmierć nic nie zmienia. Wyskocz z Marią Magdaleną nad morze, odpocznij, nabierz sił do kolejnego 3 letniego tournee nauczania. Więcej ludzi wysłucha Twojej nauki.
Co Ty na to? Lepszy żywy i uśmiechnięty Mistrz niż zimne, pocharatane zwłoki. Hmmm?

cdn.


"Silna wiara dowodzi tylko swej siły, nie zaś prawdy tego, w co się wierzy." F. Nietzsche
klucznik (351 punktów)
>Dlaczego nie jesteś jednym z Nas?
Bo mam odwagę przyznać się, że mój pra pra był małpą, a mnie Odeń różni tylko większa samoświadomość.

>Jeżeli tkwi w was Bóg to nie pozwólcie wodzie by was topiła, a ziemii by grzebała.
>Niestety nie wiem ilu Nas jest.
Zbyt wielu. Zbyt słabych. Myślących przy tem, że są nie wiadomo kim.

>Ujarzmijcie je waszą boską mocą.
>Z krzyża też nie zejdę, kto wymyślił, że jestem jako Bóg do tego zdolny?
To ja dziękuję ta Boga co nawet tyle nie może.

>Słowo może wiele zdziałać, ale kamieni ono nie ożywia, no chyba, że masz inne zdanie.
Hop! Hop! Kamyczku, choć do mnie... Kurcze masz rację.

>Wasz Bóg też was zostawił wam samym?
>Ale czyj mój czy ich? A jeśli ich to kogo?
O!? A jaka jest między Nimi różnica?

>Tyle, że ja to wiem i akceptuję, a to wy nadal roicie sobie, że jesteście Bóg wie czym.
>Ale się łudzą no nie?
Aż przykro patrzeć.

>>Stań na skrzyżowaniu i krzycz, jestem Bogiem, jestem wart miłości dajcie mi ją. Jestem jej wart i mi się należy.
>Yyy ale po co, dla kogo to nie jest oczywiste?
Dla tych tłumów co krzyczą, rodziną się mienią, tysiącami zjeżdzają, a w grzechach swych nie różnią niczym ode mnie.

>Dlaczego w kółko paplasz, że jesteś wart miłości i ciągle jej nie masz?
>To Ty Mnie nie miłujesz?
Hmmm. Jakby to powiedzieć. Jako człowiek przedstawiasz dla mnie wartość humanistyczną, ale żeby od razu miłość? MIłość do bliźniego to nie jest miłość w pełnym wymiarze. Może szczodrość, poczucie obowiązku opieki itp. Ale miłością to nie jest.

>>Może jednak nie jesteś jej wart?
>Dlaczego tak sądzisz?
Bo wołasz i jej nie masz od innych. Kochają Cię to dlaczego Cię zabili? Kochają Cię to dlaczego przed oprawcami nie bronili? Mówiłem, że to nie jest miłość tylko bliskość i głęboka zażyłość.

>Skąd u Ciebie Boże taka niemoc?
>O to właśnie mógłbym Cię zapytać.
Dać się zabić? Jak ostatnia ciamajda. Jak można czcić kogoś kto był tak nieudolny, że mając tabuny wyznawców dał się zabić garstce zazdrośników z konkurencji?
A że ta śmierć to niby jakiś sens miała to sorry ale świadczy ona tylko o tym, że byłeś nieudolny (choć mocny w gębie). Że niby za grzechy moje? A po co się pytam? Pomyłki i upadki zdarzają się każdemu nie potrzebują ofiary z krwi tylko woli poprawy. A teraz Ci, za których umierałeś śmieją Ci się w twarz i w imię Twoje wyczyniają takie rzeczy, że wolałbym z nimi nie mieć nic wspólnego. Ładne Ci świadectwo wystawiają. Nie ma co.
I po co Ci to było? Mówię (patrząc teraz już frontem i z uśmiechem) Wyskocz nad to morze .

>I co to będzie szczera prośba czy przewijanie paciorków?
No właśnie. Nie lepiej wziąć się do roboty miast prosić?

>Na miłość nie można zapracować, dlatego jest ona poza naszym zasięgiem. Brać ją kiedy się zdarza i nie płakać po niej bo nie jest w naszej mocy.
>Byłoby fajnie gdyby powszechnie nie mylono jej ze związkiem homo-,hetero-emocjonalno-seksualnym.
Masz rację. Paskudne spłycenie. Fuj!

>Z przyjemnością.
Obupólną.


"Silna wiara dowodzi tylko swej siły, nie zaś prawdy tego, w co się wierzy." F. Nietzsche
Totus (1201 punktów)
>Na wstępie (...) zaimki (...)
Czyli miałeś na myśli różnie postrzegany ogół ludzi zwanych wierzącymi. OK.

>Ale UWAGA - faktyczni, autentyczni Przyjaciele! zmartwychwstali w Panu a nie religijni pozerzy, nie owczarniokoźlarnia Pana.
>To znaczy, że zbawienie nie przysługuje klepiącej różańce, a w następnej chwili zionącej fanatyczną nienawiścią do potomków morderców Zbawiciela; mohairowej braci?
Tak właśnie. Trudno przecież i jest to dalece nielogiczne podejrzewać, że typowy praktykujący katolik łamiący za namową KRK nakazy ewangeliczne jak chociażby ten dotyczący modlitwy może liczyć na zbawienie w świetle swoich praktyk.
Jednocześnie działania podjęte wobec osoby źle praktykującej oraz wobec inspiratorów (patrz "mowa przeciw faryzeuszom") dają jej szanse na zbawienie, ale tylko szanse. Od jej postawy wobec Zbawiciela (tu Jezus) zależy czy z tej szansy skorzysta. A Zbawiciel jak jest podawany? Najczęściej doustnie w formie opłatka i na tym koniec ALE! nie bądźmy jednostronni i zauważmy, że:
"Panie, nie jestem godna, abyś przyszedł do Mnie, ale powiedz tylko słowo a będzie uzdrowiona dusza moja"
Ktoś kto wymyślił tę sentencję musiał wiedzieć co mówi bo trafił w sedno.
I to dobitne zaakcentowanie tożsamości zbawienia z uzdrowieniem. Dalej winno być:
" A jak jesteś niegodna i to ci odpowiada bo nie czytasz Słowa Mego, bo nie starasz się Mnie zrozumieć to trwaj w chorobie, dawaj się okradać, dawaj się sobą pomiatać, dawaj się uwodzić szmatławcom i na nich głos swój w wyborach oddawaj."

>Na czym polega wybrakowanie człowieczeństwa?
Można to opisać jako stopień braku samodzielności umysłowej (odstępstwo od pełnosprawnego wzorca umysłowego - Bóg) i fizycznej (odstępstwo od pełnosprawnego wzorca fizycznego) jednostki.
Nas interesuje tu podejrzewam to co duchowe (boskie) nie to co fizyczne (cesarskie).

>Czy może ono być wybrakowane?
Tacy się rodzimy i chwała rodzicom jeśli wiedzą jak temu sprawnie zaradzić.
>Albo się jest człowiekiem albo nie.
To tak jak z byciem Synem Bożym. Swój pozna swego. Znają się w tym formacie na wylot. To podstawa dla nich pokładania w sobie pełnego zaufania w relacjach czy to okazyjnych czy partnerskich o różnym stopniu ścisłości.

>Człowieczeństwo jest tu analogiczne do arystotelesowskiej formy. Pociąga ono za sobą skończoność czasową, przestrzenną, myśli; zamocowanie w świecie materialnym, uleganie pokusom. Dlaczego jednak traktujemy te cechy jako ułomne? Czy to nie one czynią nas ludźmi?
Świadomość ułomności to wstęp do jej przezwyciężenia.

>Czy gdybyśmy byli bogami to bylibyśmy więcej warci?
Nasz rozwój byłby właściwie zharmonizowany z otaczającą nas rzeczywistością Bytu gdyby za słowem Bóg w Twoim pytaniu stał rozumiany przeze mnie obiekt kultu religiii chrześcijańskich.

>Dla mnie z kondycją człowieczą należy się pogodzić, bo to ją mamy.
Jezus chce być Twoim partnerem, przyjacielem, sługą i Panem w jednej osobie. Chce pogadać jak równy z równym i cóż Ciebie może to nie łamie ale widzisz miliony przestraszonych psychik? Zalęknionych wierzących w nie do końca wiedzących w co?
Co to za kondycja?

>A reszta, którą usiłujemy nad nią dopisać trąci wg mnie nieautentycznością i dziecięcym kręceniem noskiem, że to, a tamto mi się nie podoba i chce lepsze.
Zostawmy już stereotypy i konkretnie ugryźmy sedno problemu:
Idea chrześcijańska NIE DOTYCZY Twojego/mojego/jego/jej życia po akcie zgonu. Jej celem jest uczynienie odbiorcy Słowa Bożego - Bogiem Żywym w procesie formowania umysłu=duszy a w tym superego.
Jakkolwiek by nie dopracowywać i rozszerzać specjalistycznie powyższej teorii mówi ona wyraźnie, że miliony chrześcijan tkwią w błędzie o fundamentalnym znaczeniu.

>To drugie, oszustwo, widać jest łatwiejsze (...)
>Czy wmówienie sobie, że śmierć to nie jest tak na prawdę, że tylko ciało umiera; stanowi rozwiązanie, czy ucieczkę?
> Heidegger nazywał to wprost nieautentycznością i niezdolnością akceptacji swego obecnego stanu.
Zgoda.

>Czy należy się go wstydzić? Tego, że jesteśmy skończeni?
Nie można się wstydzić za coś co jest od nas niezależne.

>Czy musimy się dopełniać jakimiś boskimi mocami i wartościami "wiecznymi"?
Wartości, prawa, zależności w Bycie są wieczne.
Idee jakie podmioty tworzą względem nich - też mogą.
a my zastanawiamy się czy jedna z nich, szczególna bo opisująca charakter źródła jej samej zasługuje na "życie wieczne", by teraz ciałem się stała i mieszkała między nami, a w kim? No ktoś wreszcie musi tego dokonać do jasnej anielskiej.

>A skąd wiemy, że to Jezus nie jest kolejjnym naciągaczem co to z liny pragnie nas strącić?
To jest kwestia zaufania do własnego rozumu, doświadczeń własnych i analizy cudzych.

>I co mam sądziś o nauczaniu upraszczanym do poziomu intelektualnego mniej lotnych, byleby wyznawców uwieść więcej?
Boży plan okazał się skuteczny[p. Ap. 17,17] Człowiek podszył się pod Bestię a ta nadal królowała i króluje ale ranna. Jej upadek wiąże się bezpośrednio z Tobą/nią/nim. Musisz dać mi ją zabić w sobie, Bestię, która przeszkadza Ci w drodze do pełni człowieczeństwa, Bestię, którą wyznajesz i kochasz, przed którą klękasz, gdy pełen obaw jej gniewu składasz ręce by się modlić przed snem, jak niewolnik, jak umysłowa kaleka, jak ofiara a nie jak Syn Boży, Gospodarz, Pan samego siebie na Moje podobieństwo. Kto jest dla Ciebie potężniejszy -moje Słowo i Ja w nim? - czy ta Macierz nierządnic i obrzydliwości ziemii i jej wizerunki inne na każdą wiochę, nad którą unosi się jej amoralny smród?

>Trąci mi to szczwanością, marketingowymi chłytami, a nie prawdą objawioną, z której ni słowo nie może być odjęte bo taka jaka jest winna być przekazana, bo jest doskonała i wystarczy ją pojąć. Wspiąć się doń.
Przecież pomoże Ci w tym najbliższy sługa Mój. Nie pomoże? Nie zna Mnie?
Więc przekaż mu ode mnie, że i ja Go nie znam i nigdy nie znałem.
To Twoje ręcę będą palić jego siedzibę, bo taki mocny sądem będziesz niebawem Panie Boże Mój. (Ap 18, 4-8)
C.D.N.
Totus (1201 punktów)
>To uczeń przychodzi do mistrza nie odwrotnie.
Mt 23,10
>Nadczłowiek, gdy spotyka go cierpienie nie liczy na niczyją pomoc.
>Pomoże mu system, który stworzył i szanuje, jeśli zdążył go stworzyć.
>System? System jest tworem maluczkich co to sami sobie poradzić nie mogą i liczą, że w kupie siła. Ubermensch może zeń korzystać, ale gyd ten upadnie upadną i ci co na nim się całkowicie wsparli. Ubermensch pójdzie dalej. Nie jest odeń uzależniony.
Hmm, może nie trafił jeszcze na odpowiednią dla Niego propozycję systemową. Cechą systemów maluczkopochodnych jest ich piaszczystość a więc i skłonność do upadku, krachu. Coś co nie opiera się na rozumnej i trafnej ocenie jednostki ludzkiej już tak ma.

>Gdyby został sam jeden na ziemii nie szukałby Piętaszków, żyłby do śmierci jako ostatni homo sapiens.
Piętaszki to nie są ludzie na Jego podobieństwo?
>A ten co to w systemie się wychował spotkałby szereg problemów od tego jak rozpalić ogień i ściąć drzewo, a kończąc na uzależnieniu psychicznym od ludzi.
A to zależy o jakim systemie mowa.

>Co robi Nadczłowiek, kiedy na szali staje owoc jego Nadczłowieczeństwa vs ochrona swojej skóry przed gniewem podludzi ?
>Wtedy mamy konflikt. A Nadczłowiek nie cofnie się ni o piędź. Ktoś w takiej walce polegnie.
Nadczłowiek stając więc w obronie owego owocu, niesłuchany, wyśmiewany, wzgardzony polegnie lub ucieknie jeśli przerazi go wizja śmierci z rąk podludzi.

>Synowie zaś noszą Go w Sobie wiedząc na czym polega Jego=Ich koncepcja współżycia społecznego. Można oczywiście mieć wolność w pogardzie i pogwałcić siebie i rozum.
>W atkiej sytuacji nie różnią się od Ubermenscha niczym poza jednym szczególikiem. >Prawo w Nadczłowieku pochodzi tylko od niego samego, prawo Ojca; Synów może kiedyś zacząć uwierać.
No chyba, że zacznie przekonywać o tożsamości Prawa swego z prawem Ojców a w tym Mojżesza, które ułomne było przez wzgląd na zatwardziałość serc Waszych (Mt 19,8) i samego Mojżesza, który przecież zbawicielem nie był, prorokiem jeno, który rozbiwszy namiot wraz z innymi prorokującymi ( w kanonie jeszcze tylko Eliasz) ostatecznie giną w obłoku, z którego odzywa się głos: "To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!" (Mk 9,7) Problem uwierania znacząco słabnie, nieprawdaż?

>Nadczłowiek nie ma tego komfortu bo dorosłość kosztuje samotność.
>Raczej nie ma komfortu dysponowania kompletnym, jasnym, sprawdzalnym, niezawodnym systemem wartości.
>Kompletny = Dekalog + 2 przykazania milości + 5 przykazań kościelnych + kodeks prawa cywilnego, administracyjnego itp.
>[Nad-k obędzie się tylko z własnym rozumem]
Zbuduje go więc w oparciu o własny rozum i polemikę z każdym konkurencyjnym.

>jasnym - jeżeli słucham cudzych rozkazów to nie są one dla mnie zawsze zrozumiałe i być nie muszą, wystarczy posłuszeństwo; a szerokie interpretacje dekalogu przez kk czynione trącą mi niejasnością.
>[dla Nad-ka jasna jest myśl i wola własna, (nie mylić z emocjonalnymi wzruszeniami/wzbudzeniami)]
Może dojść do sytuacji zbieżności myśli i woli własnej z produktem innego n-ka, który wczesniej posługiwał się biegle tym samym - Rozumem.

>sprawdzalnym - każdy się sprawdza w jednych aspektach, a w innych nie, stanowiąc przykry, obcego pochodzenia gorset - czy to jest wolność?
System oparty na Rozumie albo takim jest albo nie.
Warto sprawdzić.

>Stoję sobie na zeschniętych liściach oliwnych drzew i partrząc z ukosa na gościa co to da się dziś zabić, pytam. Po co Ci to? Po co mi Twoja śmierć?
By Ci pokazać, że ja bronię tego co ze Mnie (n-ka) pochodzi i nie cofnę się ni o piędź.
Podludzie mogą mi grozić, szczępić mordy a ja stoję i pytam:
Nie podoba Wam się, że jestem Synem Bożym? Dlaczego? Co Wam nie pasuje? Jestem wolnym człowiekiem i moją wolą jest byście byli tak wolni jak ja, nie pasuje?
Co, plujesz na mnie żydowski Rabbi? Krytyka Cię oburza kapłanie ślepy?
>Zabiją Cię torturując przedtem,
Mam się k. przestraszyć ??? Mam uciekać z podkulonym ogonem?
Cóż jestem dla Ciebie wart jeśli to co mam dla Ciebie jako dobra nowinę nie jest warte głoszenia Tobie podobnym wbrew ryzyku jakie mi zafundujesz? Zabij mnie a ja się nie cofnę, śmierć przezwyciężam bo Cię umiłowałem i miłości do Ciebie strach przed nią Mnie nie powstrzyma.
Czy ja się rzucam w wulkan jak idiota czy z kamieniem u nogi w morze?
To Ty mnie żydowska ofiaro wyznaniowa zabiłaś.

>Twoje Ciało schowają w grocie by zgniło, a że ktoś je ukradnie by mieć pretekst do mówienia o cudzie, to tylko świadczy o słabości Twej nauki, że nie broni się sama tylko potrzebuje jeszcze jakiś fajerwerków.
Żenujący są Ci, którzy ich potrzebują. Poczytaj jak nimi gardzę nie tylko tu: Mt 7,22

>Śmierć nic nie zmienia.
Zależy komu w ofierze ją składasz. Przykre jeśli jest to ofiara daremna.

>Wyskocz z Marią Magdaleną nad morze, odpocznij, nabierz sił do kolejnego 3 letniego tournee nauczania. Więcej ludzi wysłucha Twojej nauki.
Przykro mi lecz ja wiem, że pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę poślę Go do was (J 16,7)

>Co Ty na to? Lepszy żywy i uśmiechnięty Mistrz niż zimne, pocharatane zwłoki. Hmmm?
On musi przyjść. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi .(J 16,14) Tylko proszę postaraj się Mnie zrozumieć, nie miałem wyjścia - poprosisz Mnie o to jutro by jutro podziękować Mi za to kim jesteś dzięki Mnie, władco tego świata, który zostałeś osądzony (J 16,11).

cdn
Totus (1201 punktów)
>>Dlaczego nie jesteś jednym z Nas?
>Bo mam odwagę przyznać się, że mój pra pra był małpą, a mnie Odeń różni tylko większa samoświadomość.
Biologicznie pochodzimy od małpy ale to nie jej duch jest święty.
>>Jeżeli tkwi w was Bóg to nie pozwólcie wodzie by was topiła, a ziemii by grzebała.
>>Niestety nie wiem ilu Nas jest.
>Zbyt wielu. Zbyt słabych. Myślących przy tem, że są nie wiadomo kim.
Przemyślenia małpy nie sądzę by były przemyśleniami nadczłowieka.
>>Ujarzmijcie je waszą boską mocą.
>>Z krzyża też nie zejdę, kto wymyślił, że jestem jako Bóg do tego zdolny?
>To ja dziękuję ta Boga co nawet tyle nie może.
Małpi Bóg możliwe, że może więcej.
>>Słowo może wiele zdziałać, ale kamieni ono nie ożywia, no chyba, że masz inne zdanie.
>Hop! Hop! Kamyczku, choć do mnie... Kurcze masz rację.

>>Wasz Bóg też was zostawił wam samym?
>>Ale czyj mój czy ich? A jeśli ich to kogo?
>O!? A jaka jest między Nimi różnica?
Da się ustalić.
>>>Stań na skrzyżowaniu i krzycz, jestem Bogiem, jestem wart miłości dajcie mi ją. Jestem jej wart i mi się należy.
>>Yyy ale po co, dla kogo to nie jest oczywiste?
>Dla tych tłumów co krzyczą, rodziną się mienią, tysiącami zjeżdzają, a w grzechach swych nie różnią niczym ode mnie.
Możliwe, że są gorsi, na to bym stawiał.
>>Dlaczego w kółko paplasz, że jesteś wart miłości i ciągle jej nie masz?
>>To Ty Mnie nie miłujesz?
>Hmmm. Jakby to powiedzieć. Jako człowiek przedstawiasz dla mnie wartość humanistyczną, ale żeby od razu miłość? MIłość do bliźniego to nie jest miłość w pełnym wymiarze. Może szczodrość, poczucie obowiązku opieki itp. Ale miłością to nie jest.
Będziesz miłował Pana Boga Swego, a bliźniego swego jak Jego samego.
>>>Może jednak nie jesteś jej wart?
>>Dlaczego tak sądzisz?
>Bo wołasz i jej nie masz od innych. Kochają Cię to dlaczego Cię zabili?
Kto Mnie nie miłuje, może to uczynić.
>Kochają Cię to dlaczego przed oprawcami nie bronili?
Judasz zrobił to o co go prosiłem, z bólem, ale spełnił moją prośbę.
>Mówiłem, że to nie jest miłość tylko bliskość i głęboka zażyłość.
Piotr, głupiec, o mały włos nie pokrzyżował moich planów.
>>Skąd u Ciebie Boże taka niemoc?
>>O to właśnie mógłbym Cię zapytać.
>Dać się zabić? Jak ostatnia ciamajda. Jak można czcić kogoś kto był tak nieudolny, że mając tabuny wyznawców dał się zabić garstce zazdrośników z konkurencji?
Taka była wola moja, czytaj, czytaj.
>A że ta śmierć to niby jakiś sens miała to sorry ale świadczy ona tylko o tym, że byłeś nieudolny (choć mocny w gębie). Że niby za grzechy moje?
A tak!
>A po co się pytam?
Byś go w sobie zgładził.
>Pomyłki i upadki zdarzają się każdemu nie potrzebują ofiary z krwi tylko woli poprawy. A teraz Ci, za których umierałeś śmieją Ci się w twarz i w imię Twoje wyczyniają takie rzeczy, że wolałbym z nimi nie mieć nic wspólnego. Ładne Ci świadectwo wystawiają. Nie ma co.
I co, będziesz na to spokojnie patrzył?
>I po co Ci to było? Mówię (patrząc teraz już frontem i z uśmiechem) Wyskocz nad to morze .
Ja wyskoczę, On już nie.
+
PS. Moje wypowiedzi oparłem na Ewangeliach kanonicznych nie zawsze podając wers, jeżeli masz wątpliwości chętnie je rozwieję.
Buzia
Zyga (1539 punktów)
>...Świadomość bycia panem świata rodzi pychę.

U "tylko" ludzi tak. U "aż" ludzi rodzi poczucie odpowiedzialności.
diogenes (42753 punktów)
>Wszedzie gdzie dochodzi do sporow na jakis temat mieszana do >tego jest religia.

bo to dla wielu ważna sprawa, porównywalna z instynktem samozachowawczym: życie wieczne nie dla każdego jest iluzją, chociaz samo zestawienie terminów (życie i wieczność...) to tyle, co kwadratowe koło.

>Jak to sie dzieje, ze katolicy wiecznie powtarzaja o tym,
>ze sa wolni,...

porozmawiaj serio o wolności z jakimkolwiek katolikiem - prędzej czy później zaproponuje zmianę tematu. wolność rozumiana radykalnie, a więc w ontologiczny sposób, wyłącza ludzkie bycie spod jakiejkolwiek bytowej zalezności. w takim ujęciu bóg nie stanowi więc żadnej przyczyny działania człowieka. jest zbędny.
>nie jestes z nami to jestes przeciwko nam
typowe dla dogmatycznych przekonań o jednej prawdzie dla wszystkich...

>Swieta inkwizycja nadal trwa...

metody stały się bardziej wyrafinowane,...

>zadziwiajace jak nawet inteligentni i wyksztalceni ludzie
>zatracaja swoj rozum jesli tylko tematem sporu jest cos co
>ma wspolna czastke z wiara, kosciolem czy religia.

wiekszość tak zwanych inteligentnych ludzi ma ograniczoną do nauki zasadę racjonalnej krytyki. wiara jest w zasadzie tabu: nawet jesli sie dyskutuje, to tylko tak na "niby", a potem rutyna robi swoje: kościółek, proboszcz, chrzest, ślub, wiatyk. czy wyobrażasz sobie podczas mszy dyskusję na temat trójcy albo zmartwychwstania lub wolności? dlatego uważam kościół za szkodliwy: kształtuje osobowość uległą wobec autorytetów.

>Jak to jest, ze moge przezyc swoje zycie nie robiac nikomu
>krzywdy a i tak skazany jestem na potepienie, tylko i
>wylacznie dlatego, ze nie wierze w cos co moim zdaniem,
>jest stekiem bzdur?

nie sądzę, aby konieczne było przykładanie do życia miar chrześcijan (grzech, potępienie, zbawienie, itp). dobro może być tak naturalne jak oddychanie, za które nie musisz się nikomu tłumaczyć,ani liczyć na nagrodę "w niebie".

>Jak to jest,ze spokojne owierzki boze maja w sobie tyle
nienawisci do wszystkiego co inne?

nie wszystie owce są takie...katolicka pedagogika ma jednak tendencję do kształtowania sfrustrowanych osobowości (wiele nienaturalnych nakazów i zakazów). frustracja zas rodzi zwykle agresję. trzeba wziąć pod uwagę, że inne to dla nich - złe, szatańskie, wrogie, zagrażające zbawieniu, indywidualnemu życiu wiecznemu. dlatego zawłaszczyć chcą życie ludzkie już od momentu poczęcia. stąd ekumeniczność katolicka zawsze okazywała się intrygą, sposobem zagarniania terytorium ludzi inaczej myślących.

>wciaz nie rozumiem podstawy tego zjawiska...

jego sednem jest lęk: jak nie przed nicością, to przed realnością ognia piekielnego. lek sprytnie wykorzystywany przez kapłanów: oni też w wiekszości maja cykora, ale przynajmniej z niego utrzymują sie przy życiu...
Morgoth (64 punktów)
I to jest wlasnie przykre... Cos (przynajmniej na pozor) wielkiego jest sprowadzane do zwyczajnej polityki, walki o wladze i zakres wplywow.
Moge nie wierzyc w cala ta mistyczna otoczke danej religii, bogow, zbawienie itd ale ogolne zalozenia sa uniwersalne i (sam sie dziwie, ze to pisze) na swoj utopijny sposob - piekne. Szkoda tylko, ze ludzie sami wlasna wiare sprowadzaja do czegos tak plytkiego...

Myśl - po to masz mózg!
diogenes
>Cos (przynajmniej na pozor) wielkiego jest sprowadzane do zwyczajnej polityki, walki o wladze i zakres wplywow.

jeszcze pół biedy, kiedy polityka jest "zwyczajna"...na ogół to walka poniżej pasa, ale od takiej polityki trzeba wyjść, taka politykę trzeba założyć, aby próbowac ja zmienić. europa np. zatacza się od ideału jezusa (żałosne partie chrześcijańskie) po makabrę hitlera (totalitaryzmy różnej maści). stany "przejściowe" dośpiewaj sobie sam...

>Moge nie wierzyc w cala ta mistyczna otoczke danej religii, bogow, zbawienie itd ale ogolne zalozenia sa uniwersalne i (sam sie dziwie, ze to pisze) na swoj utopijny sposob - piekne.

tu mamy kłopot: żadne założenia nie są uniwersalne. uważam za szkodliwy platoński sposób podejścia do rzeczywistości: z tego, że wszyscy jakoś kochamy, nie znaczy, że istnieje uniwersalna miłość jako idea, piękna i utopijna. piękny był też np. śpiew syren: piekno to wątpliwy drogowskaz...

Szkoda tylko, ze ludzie sami wlasna wiare sprowadzaja do czegos tak plytkiego...

to nie jest sprowadzanie wiary do czegoś płytkiego. jest akurat odwrotnie: to idealizowanie mielizny...

>Myśl - po to masz mózg!

myślenie to jedynie niewielki % funkcji mózgu (o czym zwykle zapomionają racjonaliści)

pozdrawiam
estetka (708 punktów)
katolicka wolnosc?
... wolnosc jest absolutna albo zdeterminowana albo... w zdeterminowanej przestrzeni odnajdujemy absolutna wolnosc.... poza tymi trzema mozliwosciami nie ma czwartej...
jezeli katolik zrozumie, ze jezezli istnieja czynniki determinujace jego zachowanie jako heteroseksualne , byc moze zrozumie iz istnieja czynniki determinujace istnienia czlowieka, ktorego zachowanie jest homoseksualne, aseksualne czy biseksualne.

byc moze nawet problem nie lezy w zrozumieniu istnienia czynnikow determinujacych a po prostu w ograniczaniu stawiania ocen? jakim prawem ktokolwiek osmiela sie oceniac czy wybor seksualny innej osoby jest "dobry" albo "zly" ? a takie prawo uzurpuja sobie miec katolicy czy ogolnie - chrzescijanie... ( mam wrazenie, ze wiecej religii korzysta z tego uzurpowanego sobie prawa, jak np islam)...

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365