Racjonalista - Strona głównaDo treści
Orgazm katoliczki

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
29-09-2007 01:52Florence (13 punktów)Orgazm katoliczki
Zdaję sobie sprawę z tego, iż niektórym może się to wydać kwestią delikatnie nieważną, jednakże mnie ten problem nurtuje od dawna.
Otóż, zastanawiam się, jak tę kwestię rozwiązuje się w Kościele katolickim, ale niekoniecznie mam tu na myśli krąg wyznawców z wyższym wykształceniem, lecz biorę pod uwagę raczej katolików ze wsi lub tych z miast, ale z wykształceniem zawodowym lub średnim.
Zakładamy oczywiście, że są oni ortodoksyjni lub zbliżeni do "ideału" (co zasadniczo równe jest z niemożnością odbywania kontaktów seksualnych przed sakramentalnym ślubem).
Mamy NIEDOŚWIADCZONĄ KOBIETĘ i NIEDOŚWIADCZONEGO MĘŻCZYZNĘ (raczej powinniśmy stwierdzić - jeszcze dziewczynę i chłopaka). Jedynym ich przygotowaniem były "NAUKI MAŁŻEŃSKIE". Swoją drogą, zastanawia mnie o czym się tam naucza i skąd zasadniczo katolik, ma czerpać wiedzę o odbyciu stosunku? (Co Kościół mówi na ten temat?) Czy uświadamia się mężczyznę, jak postępować z kobietą, aby doznała ona spełnienia? U mężczyzn zazwyczaj nie ma z tym większych problemów, ale co z kobietą katoliczką? Czy Kościół zwraca uwagę mężczyznom, że ten "akt seksualny" pogłębiający miłość partnerską, jedynie wtedy rzeczywiście ma sens, gdy mężczyzna nie poprzestanie jedynie na samozadowoleniu.Kobieta staje się tutaj jedynie, środkiem. Przedmiotem jest, który, kochając swojego męża, czerpie duchowe spełnienie jedynie z tego, że ukochanemu było dobrze.
Czy seksualność kobiety nie jest CHOROBLIWIE i NIENATURALNIE zdeprecjonowana w katolicyzmie?
Przecież, jeżeli przy pierwszych stosunkach kobieta nie została zaspokojona, to istnieje niebezpieczeństwo uruchamiania tego skryptu już za każdym razem, co z czasem prowadzi do pewnego uprzedmiotowienia kobiety i jest w dalszej konsekwencji przyczyną zaburzeń.
Pytanie: co ma począć katoliczka, której mąż w pożyciu małżeńskim okazuje się być niezdolnym do jej zadowolenia (z różnych przyczyn, ot chociażby braku chęci, aby sprawić żonie rozkosz)?
Wszystko rozstrzygamy w hipotetycznej rzeczywistości ortodoksyjnej lub zbliżonej do tej "idei"
Pozdrawiam
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Satanisław (1358 punktów)
(zablokowany)

>Pytanie: co ma począć katoliczka, której mąż w pożyciu
>małżeńskim okazuje się być niezdolnym do jej zadowolenia (z
>różnych przyczyn, ot chociażby braku chęci, aby sprawić
>żonie rozkosz)?<

1. Rozwieść się.
2. Wstąpić do organizacji typu "lambda", gdzie chętne aktywistki zademonstrują jej sposoby osiągania orgazmu w stosunkach lesbijskich.
3. Nic nie czytać, nawet babskich mózgonapierdzielaczy typu "Przyjaciółka" - bo może się taka niewiasta niechcący dowiedzieć, że nie każda kobieta jest w stanie przeżywac orgazm - i że to zjawisko jest dość częste.
Florence (13 punktów)
Rozumiem. Może zatem spokojnie powiedzieć: misiu jesteś beznadziejny w łóżku, więc sorry, ale żegnaj. Przecież żadna ortodo kat tak nie zrobi, tylko wcale nic nie powie... Zatem Satanisławie, proszę przeczytaj jeszcze raz na czym polega problem, bo kobiety nieobarczane katolicką moralnością raczej wiedzą, co zrobić, gdy nie mają orgazmu (zmienić partnera, udać się do seksuologa, zapisać do lambdy). Jednak, wybacz, ale przeciętna katoliczka zwyczajnie tego nie uczyni. Pozostaje jej chyba rzeczywiście jedynie lektura Przyjaciółki (bo na "Panią" lub "Twój Styl" zwyczajnie jej nie stać).
Przemyśl zatem proszę...
archvile (18 punktów)
> Przecież żadna ortodo kat tak nie zrobi,

To jest tak jak z dawaniem na tace. Ortodoksyjnych katoli nie przekonasz że robą głupio.
Gosia (9452 punktów)
> przeciętna katoliczka zwyczajnie tego nie uczyni. Pozostaje jej chyba rzeczywiście jedynie lektura Przyjaciółki (bo na "Panią" lub "Twój Styl" zwyczajnie jej nie stać).

A co to znaczy przeciętna katoliczka ? Niekumata, zahukana istota, nie mająca pojęcia o własnej seksualności? Chyba wpadasz w pułapkę stereotypów.
W Polsce działa kilka tysięcy katolickich poradni zajmujących się problemami małżeństw, w tym seksualnymi.I to nie tylko w większych ośrodkach, dla przykładu takie poradnie działają przy parafiach w Cięcinie, czy Buczkowicach.Konsultują się z wielu specjalistami, także seksuologami.Skoro powstały, to chyba nie po to, by pomagać ...wielbłądom.
Problem przedmiotowego traktowania kobiety, nie dotyczy tylko katolików.
Mogę nie darzyć KK sympatią, ale to nie znaczy, że nie dostrzegam pozytywów jego działania.

>Przemyśl zatem proszę...

Ty także. Proszę.

Pozdrawiam.
29-09-2007 13:52 
 Ocena 1 na 1
Florence (13 punktów)
Daleka jestem od stereotypowania. W takim razie jeżeli są takowe poradnie, to kto tam chodzi: ludzie świadomi, tacy którzy nie wstydzą się problemu, potrafią go nazwać. Pytanie również, w jaki sposób się te problemy tam rozwiązuje? Pytanie, co z taką kobietą katoliczką, którą podniecają i zadowalają jedynie czynności dewiacyjne? Co w takim wypadku powiedzą jej w takowej poradni? Czy nie przypadkiem, że owe dewiacje są grzechem lub zalecą udać się do psychologa lub psychiatry (broń boże psychoanalityka, który byłby najwłaściwszym), aby zdiagnozować zaburzenie, które skłonność tę powoduje? Takie poradnie nie mogą być przecież skuteczne, gdyż diagnozują przez pryzmat "moralności katolickiej". Sukcesem jest oczywiście, jeżeli kobieta z takim problemem zdecyduje się chociażby do "takiej" poradni udać.
Ja rozumiem, że problem uprzedmiotowienia kobiety nie dotyczy jedynie katolików, ale z pewnością religia ta stwarza swoisty moralny klimat sprzyjający uprzedmiotowieniu.
Problem tutaj tkwi trochę głębiej myślę.
nieobecny
Przypomina mi się powiedzenie, że socjalizm to system, w którym walczy się z problemami występującymi wyłącznie w socjalizmie.
Czy w takich poradniach zaleca się to, czego najpierw KK zabrania?
30-09-2007 12:33 
 Ocena 1 na 1
APawłowski (1150 punktów)
Faktycznie. Biorąc pod uwagę, iż najbardziej promowanym przez KK stanem emocjonalnym, jest porządne cierpienie i umartwianie a wszystko to w pięknym stylu przeżywane, na okoliczność "spodziewanej nagrody", to jak się można poprawnie odnieść do tego czegoś wręcz przeciwnego? Jedynie w kategoriach oddalenia się od Boga i nauki kościoła.
Cukiertort (10 punktów)
(zablokowany)
>kobiety nieobarczane katolicką moralnością raczej wiedzą, co zrobić, gdy nie mają orgazmu (zmienić partnera, udać się do seksuologa, zapisać do lambdy). Jednak, wybacz, ale przeciętna katoliczka zwyczajnie tego nie uczyni.<

A to glupia baba. Zamiast gonic za orgazmem z kolezankami lesbijkami lub dobrze wykarmionym dogiem nie chce porzucic dzieci, rodziny i tkwi w smutnym stanie anorgazmii.
Nalezy wspolczuc... glupoty... tylko komu?
Florence (13 punktów)
Hmm.. widzę, że dla Ciebie prawdziwa kobieta = taka, która rezygnuje
Cukiertort (10 punktów)
(zablokowany)
>Hmm.. widzę, że dla Ciebie prawdziwa kobieta = taka, która rezygnuje<

Z pogoni za seksem na rzecz rodziny?
Zależy kiedy.
Jak szukam jednorazowej dziwki - to nie
anulex (263 punktów)
Odnoszę wrażenie, że pomiędzy Tobą i katoliczką istnieje przepaść porównywalna do tej pomiędzi kobietą islamu i europejką. Ze względu na różnice kulturowe nie jesteś w stanie zrozumieć katoliczki. Nie ma w tym nic złego. Gorzej, że Twoja wizja świata wydaje Ci się jedyną słuszną, jesteś przekonana, że tamta jest nieszczęśliwa i najchętniej byś jej pomogła - nieważne, czy ona tego chce, czy nie.

Mamy małżeństwo - kobietę i meżczyznę, którzy się kochają i przysięgli sobie, że na zawsze pozostaną razem. Aby pozostać wiernymi swoim ideałom, zrezygnowali z seksu przed ślubem. Podjęli ryzyko - może się okazać, że są zupełnie niedopasowani seksualnie. W razie czego będą walczyć o swój związek, pójdą do poradni (zapewne katolickiej), zaczną wspólnie szukać rozwiązań i kompromisów. Być może nie znajdą idealnego rozwiązania i ich seks nie będzie tak cudowny, jak mógłby być z innym partnerem, ale to nie jest tak, że nic nie dostaną w zamian. Nie wybrali prostszej drogi, bo tego nie chcieli. Wybrali drogę trudniejszą, ale według nich słuszną. Bo nie zawsze łatwiejsza i przyjemniejsza droga jest tą właściwszą.

Mi nie mieści się w głowie, że kobieta może porzucić rodzinę, żeby mieć orgazm, Tobie, że ktoś może ryzykować swoją satysfakcję seksualną w imię przekonań religijnych. To ciekawe, jak różnie można patrzeć na te sprawy. Myślę, że te różne spojrzenia wynikają głównie z uwarunkowań, które bardzo trudno przeskoczyć. Nie jestem pewna swoich racji, bo wiem, że mój sposób rozumowania jest w tym wypadku bardzo mocno ograniczony przez kulturę. Tobie również polecam takie podejście. Ludzki rozum ma ograniczone możliwości pojmowania i trzeba się z tym liczyć.
Bonzo9997 (313 punktów)
>Czy seksualność kobiety nie jest CHOROBLIWIE i
>NIENATURALNIE zdeprecjonowana w katolicyzmie?

A skąd droga Florence?
Seksualność LUDZKA jest CHOROBLIWIE, NIENATURALNIE i CELOWO zdeprecjonowana, zmanipulizowana i wypaczona w katolicyzmie!

>Przecież, jeżeli przy pierwszych stosunkach kobieta nie
>została zaspokojona,

Jakich PIERWSZYCH stosunkach?! Ma być jeden, wyłącznie w celach prokreacyjnych. Następny za trzy/cztery miesiące najszybciej. O ile nie ma śladu ciąży. Kolejne co kilka lat, w zależności od rozmiaru planowanej rodziny. Będzie brzuch, będzie zaspokojona.

>Pytanie: co ma począć katoliczka, której mąż w pożyciu
>małżeńskim okazuje się być niezdolnym do jej zadowolenia (z
>różnych przyczyn, ot chociażby braku chęci, aby sprawić
>żonie rozkosz)?

Rozkoszą żony jest dawać obiad oraz dzieci mężowi i rodzinie.
Reszta zachcianek to sodomia i gomoria, grzech, wieczne potępienie i tp atrakcje.

Szanowna Florence, nie czarujmy się. Szukasz realnego króliczka w wirtualnym świecie. Jego tam nie ma, nie było i być nie może.
Zmanipulowanie, zdeprecjonowanie, splugawionie instynktu seksualnego to jedna z metod sterowania wiernymi. Sposób na pokazanie im ich małości, nieczystości, grzeszności, na wbicie ich w kompleksy, w poczucie grzechu a co za tym idzie na bezkrytyczne i bezwarunkowe posłuszeństwo "czystym" kapłanom i Kościołowi który jest ponad "plugawstwa tego świata".

Oczywiście że normalna, zdrowa kobieta zawsze sobie jakoś poradzi ze swoimi potrzebami seksualnymi. Jak nie wystarczą palce, ogórek lub wirująca pralka automatyczna to poprosi o "pomoc" sąsiada, listonosza.
Kler o tym doskonale wie i się z tego cieszy, bo nic tak skutecznie nie mobilizuje do pokory i dawania na tacę tytułem odkupienia grzechu jak dobry grzech właśnie.
I tu kółeczko się zamyka, kler ma władzę, wierni swoje potrzeby i poczucie grzechu po ich spełnieniu, które to poczucie grzechu daje klerowi jeszcze większą władzę nad tymi wiernymi.

Chcesz im szanowna Florence rozpierniczyć w drobny mak ich podstawy, perpetuum mobile, świetnie działające od prawie dwóch tysięcy lat?

Się takiej jakichś orgazmów czy innych spełnień zachciewa!
Sodomia i Gomoria ! Apage satanas!!

Ghe,he,he!

Pozdrawiam serdecznie.


Gdzieś tam za firewallem musi być inny, lepszy świat...
sztejkat
>(...)
> Zakładamy oczywiście, że są oni ortodoksyjni lub zbliżeni
>do "ideału" (co zasadniczo równe jest z niemożnością
>odbywania kontaktów seksualnych przed sakramentalnym
>ślubem).(...)

Myślę że dobrym probierzem dla tego problemu byłoby zadanie księdzu prostego pytania: "Czy mogę modlić się o orgazm dla mojej małżonki?". Nie pytałem, nie wiem jaka będzie odpowiedź. Choć przypuszczam, że, poza nielicznymi przypadkami, odpowiedzą twierdząco. Bo niewiele rzeczy tak łączy małżeństwo jak dobry seks, a trwałe małżeństwo to dla kościoła dobra rzecz.
elfir
Jestem ateistka, ale z Twoim podejsciem do tematu nie moge sie zgodzic.

Po pierwsze - seks nie jest zakazany w KK. Na kurasch przedmalzenskich docenia sie jego role wiążącą partnerow. Ale partnerow ma tez wiazac wspolny potomek. Dlatego wszelkie metody naturalne nie sa metodami antykoncepcyjnymi, tylko planowaniem rodziny. Jezeli kobieta w malzenstwie nie jest jeszcze gotowa na macierzynstwo, moze poprzez rezygnacje z uprawiania seksu w stosowne dni zmniejszyc ryzyko zajscia w ciaze. Jednakze, jak ciaza sie przytrafi - dla malzenstwa katolickiego nie powinen to byc zaden problem, tylko blogoslawienstwo.

po drugie - seks w malzenstwie katolickim nie jest wartoscia najwyzsza. Raczej duchowa wspolnota dwojga ludzi. W zwiazku z powyzszym katolik nie musi "po trupach" dazyc do osiagniecia satysfakcji. Z tego tez powodu promowany jest seks bardzo klasyczny (czyli bez oralnego czy analnego). Przy klasycznym seksie latwiej o obopolna satysfakcje partnerow, chyba ze oboje lubia "odchylki" . Poniewaz partnerzy powinni sie kochac nawzajem w malzenstwie - stad chęć dawania przyjemnosci partnerowi jest naturalną skłonnością

Po trzecie - ateistki czy mniej zaangazowane katoliczki, tez tkwia w wyniszczajacych psychicznie i fizycznie zwiazkach, z despotami czy pijakami. Wiec nie rob takiej meczenniczki z kobiety gleboko wierzacej.

Po czwarte - w przypadku niedopasowania sie temperamentow malzenstwo bedzie musialo nauczyc sie kompromisow - i od tego beda poradnie. Skoro zakladam, ze kocham zone, uwielbiam przebywac w jej towarzystwie, szanuje ja, jako matke moich dzieci, to moge poswiecic pewien obszar wspolnej aktywnosci (czyli seksualny) by dopasowac sie pod jej oczekiwania. I vice versa. A pomoc nam moze poradnia.

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365