na podobny temat były już kiedyś dyskusje a może i były niedawno, ale mnie tu długo nie było

. Teraz, kiedy najwspanialszy rząd w dziejach Polski od narodzin Mieszka ma się już ku końcowi, miło byłoby powrócić do tego tematu.
nie ukrywam, że do walcowania tematu skłoniły mnie... komentarze na onecie

. Wiem, w towarzystwie nie wypada się przyznać do ich czytywania - a już na pewno nie wypada się przyznać do ich pisywania - ale ja nie potrafię powstrzymać swojej ciekawości. Jak czytam artykuł, to później wzrok mi się ześlizguje niżej i czytam wypociny tamtejszych userów. Prawdę mówiąc, mam nadzieję że należą one do niereprezentatywnej dolenj podgrupy 5% społeczeńswa. Analfabetów itd. Ale trochę przeraża mnie fakt, że jednak wypowiedzi te mogą być reprezentatywne.
A jeśli są to... wynika z nich, że całkiem spora część społeczeństwa polskiego (większośc nawet chyba) ceni sobie polityke międzynarodową naszego rządu. Moim zdaniem o polityce międzynarodowej tego rządu w ogóle nie może być mowy, bo przecież nawet ministra spraw zagranicznych nie mamy. Jego funkcje pełni - zapewne przez przypadek, bo inaczej być nie może - osoba, która zdobywała szlify sprzątając pomieszczenia partyjne. Może wtedy natrafiła na jakieś dokumenta i w ten sposób uświadomiła sobie, że "to coś dla niej?". Ale... nie dywagujmy, bo do pani fAtygi nic nie mam osobiście, poza tym, że jej nie trawię

pytanie do was - jak oceniacie politykę mnarodową byłego już rządu Ich Wysokościów Kaczyńskich? Czy stawianie się w każdej możliwej sprawie jest dobre dla Polski czy nie? Nie można zignorować głosów mówiących, że "oto ktoś troszczy się o nasz interes narodowy" i "nie płaszczy się" przed obcymi państwami. Zignorować nie można ale i nie można zaakceptowac, jeśli uświadomimy sobie fakt, że środowisko międzynarodowe jest wysoce skomplikowanym, poliarchicznym tworem, w której jazda po bandzie opłaca się tylko na krótką metę. Niebagatelną częścią polityki międzynarodowej jest tworzenie image'u państwa - chodzi o to, by inni uwazali że jesteśmy lepsi niż w rzeczywistości. Chyba zgodzicie się ze mną, że ten punkt u nas leży, bo nasze mnarodowe public relations sprowadzają się do przekonania wszystkich, że z nami się nie da dyskutować.
pytanie - niebagatelne moim zdaniem - skoro pokazaliśmy już że jesteśmy mocarstwem to co realnie z tego wyciągnęliśmy? Czy potrząsanie szabelką coś nam dało? Czy możemy przedstawić wymiernie plusy i minusy tej polityki (pomijając to co piszą gazety)?
i jeszcze jedna sprawa - co z tą naszą szabelką? Czy nie uważacie, że w tym przypadku wszyscy widzą, że król jest nagi? Kogo może zwieść nasz krzyk? Chyba tylko tę część naszego społeczeństwa, która nie ma realnego pojęcia o tym, co tworzy siłę.
to tylko moje przemyślenia. Jak się zgadzacie to piszcie. Jak nie to też
