Racjonalista - Strona głównaDo treści
Opowieść do dokończenia: o wierzącym, ateiście i agnostyku

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
02-01-2008 16:14Brzostowski (7067 punktów)Opowieść do dokończenia: o wierzącym, ateiście i agnostyku
Taki oto problem zachwyca moją głowę:
Załóżmy że Bóg istnieje (osobowy On). Wieczorami codziennie dyskutują o jego (nie)istnieniu trzej przyjaciele: wierzący, ateista i agnostyk. Pewnego wieczoru przychodzi do nich Jezus, pokazuje im niebo, aniołów, wyjaśnia niektóre problemy nad którymi dyskutowali. Jak się zachowają w aspekcie wiary? Wierzący powie: oto jest On, przyszedł! Czy może pomyśli - to ten fałszywy? Ateista uwierzy? Chyba nie będzie musiał, bo przecież zobaczy. Ale z drugiej strony nie będzie wszystkiego rozumiał, a gdyby jednak mu Jezus wszystko wytłumaczył (logicznie), co wtedy? A może nawet wtedy pomyśli że to raczej jakiś rodzaj energii, zaawansowana cywilizacja, a nie Bóg. Przecież ateista, jak sądzę, łatwiej zaakceptuje możliwość istnienia cywilizacji "Jezusów" niż istnienia Boga.

Co o tym sądzicie, jak mogą się zachować trzej przyjaciele.

pozdrawiam
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

SzamanGniewko (353 punktów)
>... Przecież ateista, jak sądzę, łatwiej zaakceptuje możliwość istnienia cywilizacji
>"Jezusów" niż istnienia Boga.
>Co o tym sądzicie, jak mogą się zachować trzej przyjaciele.
Trzej przyjaciele powinni odstawić gorzałę i prochy po sylwestrze i dać spokój cywilizacji "Jezusów" bo nic z tego dobrego dla nich nie wyniknie.


Be yourself,
no matter what they say!
Joannahanik (7 punktów)
(zablokowany)
>>... Przecież ateista, jak sądzę, łatwiej zaakceptuje możliwość istnienia cywilizacji
>>"Jezusów" niż istnienia Boga.
>>Co o tym sądzicie, jak mogą się zachować trzej przyjaciele.
>Trzej przyjaciele powinni odstawić gorzałę i prochy po sylwestrze i dać spokój cywilizacji "Jezusów" bo nic z tego dobrego dla nich nie wyniknie.
>
Be yourself,

> no matter what they say!

Znam jednego starego ateisty, co dwa razy w tygodniu, wspomina Jezusa jako zbawcy jego bimbru stale ma go przed oczyma jak przemieniał wodą na winno.
Kornowski (835 punktów)
Faktycznie Zaczyna się jak dowcip z cyklu Polak Rusek i Niemiec a kończy jak opowiadanie opowiadanie kogoś na niezłym haju...

Nie mam nic przeciwko fantazjowaniu, ani snuciu przeróżnych rozważań, ale pod jednym warunkiem - ma ono jakiś sens.
nobro
>Faktycznie Zaczyna się jak dowcip z cyklu Polak Rusek i Niemiec a kończy jak opowiadanie opowiadanie kogoś na niezłym haju...
>Nie mam nic przeciwko fantazjowaniu, ani snuciu przeróżnych rozważań, ale pod jednym warunkiem - ma ono jakiś sens.

To opowiadanie wbrew pozorom ma głęboki sens. Porusza problem zachowania się w sytuacji krytycznej i dzięki temu może ujawniać jak naprawdę myślimy. Przedstawiony tutaj problem "cywilizacji Jezusów" nazywa się inaczej - Jezus był reprezentantem obcej cywilizacji, jest to dość znany pogląd.
piątek (1035 punktów)
Wierzący umrze na zawał serca, ze szczęścia.
Ateista podyskutuje z owym przybyszem.
Agnostyk będzie słuchał, mądrzejszego i mniej oszołomionego tym faktem ateisty.

"Bóg uczynił mnie ateistą. Kim Ty jesteś by kwestionować jego mądrość"
02-01-2008 19:50 
 Ocena 5 na 5
LEGION. (3161 punktów)
piątek:
Wierzący umrze na zawał serca, ze szczęścia.

Pójdzie do nieba pewien, że ono istnieje
piątek:
Ateista podyskutuje z owym przybyszem.

- Cze! Jezus jestem.
- Spadaj, czubie, Jezus nigdy nie istniał, a nawet jeżeli istniał, to nie był synem bożym, bo boga nie ma.
piątek:
Agnostyk będzie słuchał, mądrzejszego i mniej oszołomionego tym faktem ateisty.

Jasna cholera, nie mam pojęcia co agnostyk by w takiej sytuacji zrobił.
Nie wiem tylko czemu to ateista jest mądrzejszy i mniej oszołomiony (ale jednak oszołomiony).
Ale skoro ateista tak powiedział, to jako ateista nie mogę zaprzeczyć, bo na jakiegoś tępego agnostyka wyjdę, czy co...

Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
Maciej Wyszpolski (447 punktów)
>Jak się zachowają w aspekcie wiary?

W przypadku takiej wizyty, będzie już to wiedza, a nie wiara, więc myślę że wszyscy trzej to zaakceptują, o ile pogawędka z Jezusem będzie wystarczająca. Jezus wyjaśniający tajniki budowy wszechświata - hit! Jezus i latanie w niebie - ayahuasca i inne narkotyki są to w stanie zaoferować.

>Ale z drugiej strony nie będzie wszystkiego rozumiał

Jeśli kupy by się to nie trzymało to by pewno nie zrozumiał... np. Bóg który zsyła na ziemię syna, wcześniej oko za oko, potem nadstawianie drugiego policzka... mało to boskie i idealne (: Cięzko rozumieć coś co nie jest wewnętrznie piękne i nie ma spójności.

>Przecież ateista, jak
>sądzę, łatwiej zaakceptuje możliwość istnienia cywilizacji
>"Jezusów" niż istnienia Boga.

A czemu nie! Taki wniosek można w końcu wyciągnąć - być może inna cywilizacja prowadzi sobie badania socjologiczne na kilku planetach i podsyła "Bogów" raz na jakiś czas żeby zobaczyć co z tego wyjdzie. Zresztą inny tok myślenia - sam pomyślałem ostatnio - a co jak faktycznie Bóg istnieje, a co gorsza - nie jest istotą doskonałą i faktycznie posyła do piekielnego ognia za prezerwatywy! To dopiero straszna myśl. O wiele gorsza od cywilizacji Jezusów.
nobro
>>Jak się zachowają w aspekcie wiary?
>W przypadku takiej wizyty, będzie już to wiedza, a nie wiara, więc myślę że wszyscy trzej to zaakceptują, o ile pogawędka z Jezusem będzie wystarczająca.
Otóż to, jest to całkiem możliwe, zatem przy przyjętych założeniach jest szansa że wszyscy (wierzący, ateiści i agnostycy) uzgodnimy jedno stanowisko. To dopiero byłoby Coś!

pozdrawiam
Zyga (1539 punktów)
>Taki oto problem zachwyca moją głowę:
>Załóżmy że Bóg istnieje (osobowy On). Wieczorami codziennie
>dyskutują o jego (nie)istnieniu trzej przyjaciele: wierzący,
>ateista i agnostyk. Pewnego wieczoru przychodzi do nich
>Jezus, pokazuje im niebo...

Wierzący patrzy na palec.
Ateista i agnostyk chyba potrzebują czegoś więcej niż opowieści nieznajomego i wytykania palcem gdzie popadnie.
Wierzący nadal patrzy na palec.
lipschitz (1674 punktów)
Wiara zdaje się nie potrzebuje dowodów, a więc w tej sytuacji można się spodziewać również tego, że dowód zostanie odrzucony. Natomiast osoby z zacięciem naukowym, domagające się dowodów, raczej nie będą miały problemu z zaakceptowaniem faktu. Nie zaakceptują jednak wyjaśnień dotyczących jego przyczyn. W każdym bądź razie Jezus będzie miał możliwość ukazać im również przyczyny, nie wiem jednak co pocznie z wierzącym, którego fakty mogą nie interesować
Totus (1201 punktów)
>Jak się zachowają w aspekcie wiary?
Wpólnie stwierdzą, że:
Czyż nie jest On synem cholewkarza z Pcimia? Czyż jego matka nie ma na imię Zofia? A jego bracia Krzysztof i Marek? Także jego siostry czyż nie mieszkają nadal w Pcimiu a najstarsza nie studiuje właśnie w Krakowie?
Wątpimy by był tym za kogo się podaje.
( w oparciu o Mt 13,55)
Ale sprawdźmy czy jest Synem Bożym i przerwijmy tę żenadę, raz, dwa rach-ciach bazujemy przecież na:
>A może nawet wtedy pomyśli że to raczej jakiś rodzaj energii,
>zaawansowana cywilizacja, a nie Bóg.
No bo skądby Bóg? Bóg przecież to jest tototototo i tamto zaczynając od tego, że pomógł by swojemu synowi zejść z krzyża nie dając się wcześniej brutalnie sponiewierać, czyż nie?

>Wierzący powie: oto jest On, przyszedł!
>Czy może pomyśli - to ten fałszywy?
Kto? David Copperfield? Możliwe, że wierzący poleci z tym do księdza proboszcza.

>Ateista uwierzy? Chyba nie będzie musiał, bo przecież zobaczy.
Sceptyk? Nie uwierzy! Pamiętamy przecież, że przykładowo stygmaty to reakcja dwóch związków o prostej budowie chemicznej a stąd nie jest już daleko do wniosku, że Boga nie ma.

>Ale z drugiej strony nie będzie wszystkiego rozumiał, a gdyby jednak mu Jezus
>wszystko wytłumaczył (logicznie), co wtedy?
Pojawi się lokalne epicentrum Apokalipsy czyli wybuch gniewu trójki (jeśli wierzący po wstępie nie ucieknie z oburzenia treścią nauk) ludzi wyzwolonych, którzy będą mieć serdecznie dosyć powszechnego zakłamania obowiązującego być może z powodu konieczności utrzymania kompromisu z innymi religiami by nie doszło do cywilizacyjnej konfrontacji i brutalizacji prawa wyznaniowego w sektorach chrześcijańskich, której towarzyszyło by powszechne palenie i demontaż miejsc kultu religijnego tak katolickiego jak i islamskiego czy jednakowoż innego w inny sposób lżącego standardy Prawa Naturalnego a więc ukryte dziś pod postacią chleba i wina, nieprzeniknione (a jakże! no niech by nie dej Boże) tajemnice wiary.

>Przecież ateista, jak sądzę, łatwiej zaakceptuje możliwość istnienia cywilizacji
>"Jezusów" niż istnienia Boga.
A tak chciałbym pogadać o tej koncepcji cywilizacji, w której Jezusowi nie grozi zamordowanie za ulogicznienie Ewangelii czarno na białym zapowiedziane w Ewangelii Jana. Niestety, współczesna polemika ateisty z teistą to spór nad prawdziwością właściwości lepu stworzonego dla najuboższych przedstawicieli ciemnego, średniowiecznego plebsu czyli m.in. tzw. cudów niewidów.

>Co o tym sądzicie, jak mogą się zachować trzej przyjaciele.
Oby byli przynajmniej oczytanymi w Piśmie i średnio otwartymi ludźmi, jeśli będzie to zdolny przedstawiciel "cywilizacji Jezusów" to ich organizm będzie różnie reagował na stres szokowy wychodzenia z "tego" czy też "umierania w tym" świecie i pozostaje mieć nadzieję, że biegunka i wymioty nie przybiorą formy jeszcze gorszej jak u Keanu Reves w "Matrixie" po zażyciu tabletki i jak wyjaśnia Pismo uda im się zwycięzko wyjść z tego stanu po trzech dniach (średnio tyle to trwa).

>pozdrawiam
Również.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Przecież ateista, jak
>sądzę, łatwiej zaakceptuje możliwość istnienia cywilizacji
>"Jezusów" niż istnienia Boga.

Dokładnie tak.

W skrajnym przypadku, np. halucynacji z wyraźnym łamaniem praw fizyki, ateista idzie do psychiatry po pomoc, oczywiście tylko do psychiatry-ateisty.


doku
avenger (463 punktów)
Myślę sobie tak że w omawianej sytuacji każdy zareagowałby zupełnie nie do przewidzenia bo to już zależy bardziej od ich psychiki niż od poglądów dotyczących Siły Wyższej.
Może ateista by powiedział ale ja byłem ciemny że nie wierzyłem ?
Kto to wie?

radek (767 punktów)
Pamietam swego czasu, kiedy jeszcze na studiach bylem i dlugie wlosy sie nosilo wsiadalem pewnego razu do tramwaju. Tak sie zlozylo, ze przez te same drzwi wsiadala siostra zakonna. Nigdy nie zapomne jej wzroku, kiedy wypowiadala do mnie slowo Jezus. W jej oczach bylo widac caly wachlarz emocji od zachwytu do milosci. Chcac nie chcac stalem sie objawieniem przynajmniej dla jednej osoby. Tak sobie mysle jaki ten swiat jest pokrecony i jak ludzi mozna zmanipulowac.
Ateista staje sie objawieniem. Usmiechnalem sie tylko do niej odwrocilem glowe i odszedlem bez slowa. Starsza kobiecina byla wiec niech zyje w swym swiecie abstrakcji moze jej bedzie latwiej odchodzic z tego swiata.
nobro
>kiedy wypowiadala do mnie slowo Jezus.

rozumiem że powiedziała "O Jezu...!" przeraziwszy się Twoich włosów? A może rzeczywiście z zachwytu - jeśliś piękny był na studiach!

Sam byłem świadkiem zdarzeń, w pewnym małym miasteczku, gdzie mieszkałem, gdy na szybie starego domu, na drugim piętrze, pojawiło się coś co przypominało kobietę z dzieckiem na ręku. Sytuacja utrzymywała się kilka dni. Proboszcz milczał, babcie się modliły pod domem... Sprawę wyjaśnił lokalny szklarz, okazało się że przybył właściciel domu i umył okna, co w połączeniu z słabej jakości szkłem w oknach daje efekt powstawania różnych kolorowych odbić i czasem przypominają głowę kobiety, czasem psa, a czasem drzewo.

pozdrawiam
jac1 (95 punktów)
1. Wierzacy bedzie bardzo rozczarowany bo obraz bedzie calkowicie odmienny od tego, ktorego oczekiwal. Bedzie zdruzgotany gdy dowie sie, ze jego kaplani dawali falszywe swiadectwo Synowi Bozemu.
2. Agnostyk chyba bedzie usatysfakcjonowany gdy dostanie spojnych i namacalnych dowodow
3. Ateista bedzie zmieszany ale nie uwierzy. Wciaz niezrozumiala bedzie dla niego biernosc Jezusa na bieg wydarzen i niezgodnosc jego utpijnej dobroci z konstrukcja swiata opartego na konkurencja i walka o przetrwanie.

Jak myslisz - ktory z wymienionej trojki podniesie na Jezusa reke jako pierwszy?

Logika i historia utwierdza nas, ze pierwszy reke podniesie ten co moze najwiecej stracic. Czyli kto wierny czy kaplan?
avenger (463 punktów)

>Jak myslisz - ktory z wymienionej trojki podniesie na Jezusa reke jako pierwszy?Logika i historia utwierdza nas, ze pierwszy reke podniesie ten co moze najwiecej stracic. Czyli kto wierny czy kaplan?
Kapłan ale kapłana nie było w tej historyjce
jac1 (95 punktów)
>Kapłan ale kapłana nie było w tej historyjce
>
Nikt nie mowil kto gdzi pracuje wiec troche poszerzylem
diogenes (42753 punktów)
>Wierzący powie: oto jest On, przyszedł!

słychać byłoby szum jego odlatującej wiary w jezusa...

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365