Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ateista przesłuchiwany

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
17-09-2007 19:08Kelly (2051 punktów)Ateista przesłuchiwany
Ostatnio zauważyłam, że słabo wierzący katolicy o niskim poziomie intelektualnym robią ateistom "przesłuchanie", gdy tylko do nich dotrze, że dana osoba ma właśnie taki światopogląd. Jako przykład mogę podać rozmowę na Gadu-Gadu z koleżanką (poznałam ją przez Internet, jest koleżanką przyjaciółki sąsiadki), która gdy tylko wypatrzyła na moim blogu informację "Jestem ateistką", zaczęła mnie bombardować pytaniami:
Jesteś ateistką?
I nie wierzysz w Boga?
A Twoi rodzice?
A Twoja siostra?
A chodzisz na religię?

Podobna sytuacja była kilka dni temu na lekcji matmy. Cała klasa chciała się przepisać na etykę, ale dotarło do nich że religia = bierzmowanie = ślub kościelny. Wtedy jedna z dziewczyn zaczęła wypytywać o (nie)wiarę koleżankę, która w ogóle nie jest ochrzczona i nigdy nie chodziła na ten jakże cudowny "przedmiot".
I nie weźmiesz bierzmowania?
A ślub?
Serio nie jesteś ochrzczona?
A Twoi rodzice?
[jak to, motyla noga, jest, że wszyscy - łącznie ze świadkiem Jehowy, który dopadł mnie kiedyś w Leclercu - pytają o rodziców, gdy mówisz, że jesteś ateistą/tką? Czy żeby móc myśleć trzeba mieć ukończone 18 lat?]
Byłam świadkiem tego typu sytuacji już kilka razy. Na początku mnie żenowały, potem nudziły, a teraz zaczynają bawić. W każdym razie, wolę być wypytywana, niż nawracana .
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Emilka
Ja spotkałam się z innym zachowaniem.
Kiedyś moja znajoma była zbulwersowana gdy dowiedziała się, że jej koleżanka jest świadkiem Jehowy. Wtedy powiedziałam jej, że jestem agnostyczką i chciałam z nią o tym chwilę porozmawiać. Ale znajoma dwukrotnie zmieniła temat i na zawsze z kwestii wiary zrobiła temat tabu.
Ciekawe, czego się tak bała?

Ale spotkałam się również z komentarzami:

"Nie wierzysz w Boga? Ale nie można nie wierzyć w Boga! To grzech!" (dla kogo grzech?)

albo gdy postanowiłam zamieszkać z chłopakiem bez ślubu, kolega zarzucił mi, że "będę żyć w grzechu". Ciekawe, że powiedział to ten, który rozpoczął współżycie przed ślubem.
gregid
Najciekawsza historia jaka mi się przydarzyła to kiedy moja koleżanka na wiadomość o tym, że jestem ateistą zapytała się:

- No dobra ale załóżmy, że zakochasz się w dziewczynie, będziecie chcieli wziąć slub, ale ona będzie stawiała warunek aby był to ślub kościelny i jeżeli się na to zgodzisz jak się będziesz czuć kiedy będziesz musiał przed Bogiem złożyć ślubowanie - nie boisz się kłamać przed Bogiem [w znaczeniu: kłamać Boga]?
Moja odpowiedź mogła być tylko jedna:
- Ale dlaczego mam się bać kogoś kto nie istnieje?

Ten przykład pokazuje niestety znajomość naszych adwersarzy odnośnie tego czym jest ateizm. Koleżanka w dalszym ciągu przekonana jest, że ateistą jest się wtedy kiedy jest się obrażonym na "Boga"
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Ten przykład pokazuje niestety znajomość naszych adwersarzy odnośnie tego czym jest ateizm. Koleżanka w dalszym ciągu przekonana jest, że ateistą jest się wtedy kiedy jest się obrażonym na "Boga"
>

Moja matka w głębi duszy uważa, że jesteśmy z mężem "niewierzący" (nie używa słowa ateista), bo nie chce nam się chodzić w niedziele do kościoła i wolimy wydać pieniądze na przyjemności zamiast dać na tacę.
Wg niej nie wzięliśmy ślubu kościelnego, bo chcemy sie niedługo rozwieść a poza tym tak było taniej.
Nie zostałam matka chrzestną mojej bratanicy nie dlatego, że mówiłam odstawiania cyrków ze spowiedzią i publicznego składania fałszywych obietnic (to było 6 lat temu, jeszcze starałam się być z moimi przekonaniami dyskretna) ale dlatego, że nie chciałam brać na siebie odpowiedzialności.
Zasadniczo w jej mniemaniu nasza areligijność jest wynikiem lenistwa i skąpstwa a poza tym ja "robię to" żeby jej sprawić przykrość i żeby musiała sie wstydzić.

Ostatnio przestałam zaprzeczać, zaczęłam potakiwać. To bardzo szybko ucina temat.

Jak dotąd modły o moje nawrócenie (i na przylepkę o nawrócenie mojego męża) nie dają efektu.
Czekam co dalej. Nabrałam już dość dystansu, żeby zaczęło mnie to bawić.

"Wizards don't believe in gods in the same way that most people
don't find it necessary to believe in, say, tables."
Terry Pratchett "Reaper Man"
aenigma (455 punktów)
>Zasadniczo w jej mniemaniu nasza areligijność jest wynikiem lenistwa i skąpstwa a poza tym ja "robię to" żeby jej sprawić przykrość i żeby musiała sie wstydzić.
Moja uważa mniej więcej tak samo... dodaje jeszcze każdorazowo, że dekalog jest cudowny i jak można go odrzucać, i czym jak się będę teraz kierować
>Ostatnio przestałam zaprzeczać, zaczęłam potakiwać. To bardzo szybko ucina temat.
No niby tak... byle nie musieć potakiwać przez całe życie.

PS: Jak to zrobiłaś że nie jesteś chrzestną??? Bo mnie podejrzewam czeka za jakiś czas to samo, a nie chcę rodzinie aplikować terapii szokowej (Babciu, dziadziu, nie wierzę w Boga ) bo co niektórzy mogą tego nie przeżyć

God made me an atheist. Who are you to question his wisdom?
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Zasadniczo w jej mniemaniu nasza areligijność jest wynikiem lenistwa i skąpstwa a poza tym ja "robię to" żeby jej sprawić przykrość i żeby musiała sie wstydzić.
>Moja uważa mniej więcej tak samo... dodaje jeszcze każdorazowo, że dekalog jest cudowny i jak można go odrzucać, i czym jak się będę teraz kierować

>>Ostatnio przestałam zaprzeczać, zaczęłam potakiwać. To bardzo szybko ucina temat.
>No niby tak... byle nie musieć potakiwać przez całe życie.
>PS: Jak to zrobiłaś że nie jesteś chrzestną??? Bo mnie podejrzewam czeka za jakiś czas to samo, a nie chcę rodzinie aplikować terapii szokowej (Babciu, dziadziu, nie wierzę w Boga ) bo co niektórzy mogą tego nie przeżyć

Postawiłam się, ujmując sprawę krótko. Powiedziałam "nie", wyłożyłam moje argumenty (ze trzy razy, pierwsze dwa nikt nie słuchał). No i poparł mnie mój mąż.
Dzięki niemu nie dałam się zakrzyczeć.
Małe zamieszanie wprowadziło też moje pytanie czy aby brak ślubu kościelnego nie przeszkadza.

Moja bratowa od razu stwierdziła, że chyba przeszkadza ale musi spytać księdza(chyba miała równie dość tej dyskusji jak ja). Okazało się, że jak się wyspowiadam, wraże skruchę i obiecam, że wezmę kościelny a do tego czasu powstrzymam się od "życia w grzechu" to dostanę rozgrzeszenie i mogę być chrzestną.
Mój maż skwitował to soczystym "niech sie wypałują" (pardon my french) na co moja matka się obraziła i sprawa zakończyła sie definitywnie.
Wychodzi że KK sam mi pomógł szkoda tylko, że nie wpadłam na to na początku całej awantury, oszczędziłabym sobie wątroby.

Szczerze - przygotuj sie na awanturę, większa lub mniejszą. Trzeba uzbroić się też w lepsze argumenty od samej niewiary, bo usłyszysz "a co ci szkodzi" - tak mi wypalił mój brat który chyba do końca nie zrozumie nigdy co mi szkodzi składać publicznie obietnice których nawet przez sekundę nie zamierzam dotrzymywać.
Taki ten polski katolicyzm, że dopóki odprawiasz rytuały dopóty nikogo nie interesuje w co wierzysz lub nie.

Trzeba ustawić sie na stanowisku jedynego sprawiedliwego - takie mam zasady, postępowanie inaczej to obłuda, nie zamierzam kłamać itp itd. Zawstydzić, uświadomić, że właśnie pokazują gdzie dokładnie mają swojego boga i jaka ta ich wiara głęboka (ale w słowach kulturalnych!!)
I nie dać sie zwariować.

Trzymam kciuki


"Wizards don't believe in gods in the same way that most people
don't find it necessary to believe in, say, tables."
Terry Pratchett "Reaper Man"
marmur (26 punktów)

>Taki ten polski katolicyzm, że dopóki odprawiasz rytuały dopóty nikogo nie interesuje w co wierzysz lub nie.
>
W tym zdaniu chyba rzeczywiscie oddalas kwintesencje polskiego kosciola, a wlasciwie kosciola katolickiego.

Ostatnia decyzja papieza B16 o przywroceniu (fakultatywnego) rytu lacinskiego w KK jest potwierdzeniem dominacji w tej religii formy nad trescia, fasadowosci 'uprawiania wiary'.
Jacoobs (59 punktów)
>"Nie wierzysz w Boga? Ale nie można nie wierzyć w Boga! To grzech!" (dla kogo grzech?)

Mhm. Mówić ateiście, że będzie miał grzech i pójdzie do piekła. Próba przestraszenia. Marna. ;]
G.K. (1679 punktów)
100% to samo co u mnie Pytają się zawsze o te podstawy: rodzice, czy byłem u komunii, bierzmowania i od jak dawna nie wierze. I jeszcze to zdziwienie na ich twarzach... "bezcenne"
waldmarc
Proponuję odpowiadać pytaniem: a Pan/i od kiedy nie wierzy w Zeusa? a jak rodzina?
Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
>Byłam świadkiem tego typu sytuacji już kilka razy. Na
>początku mnie żenowały, potem nudziły, a teraz zaczynają
>bawić. W każdym razie, wolę być wypytywana, niż nawracana
>.

Poczekaj, niedługo zaczną Cię tak irytować, że będziesz miała serdecznie dość wszystkich nawiedzonych apostołów.

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
Osnowa
>wolę być wypytywana, niż nawracana

Wszyscy wolimy.

Takie wypytywanie daje możliwość zaprezentowania własnego światopoglądu chętnemu słuchaczowi. Powściągliwość odpowiedzi podtrzymuje takie zainteresowanie.
Jarek (418 punktów)
Witam
Problem raczej jest po stronie wierzących, bo to oni nie potrafią rzeczowo dyskutować i jako argument w dyskusji podają dogmaty swojej wiary a przy tym bardzo się denerwują że te argumenty są odrzucane.
Myślę że wiecie o czym piszę i że nie raz z tym się spotkaliście. Trzeba mieć wiele cierpliwości podczas dyskusji, bez względu jaką adwersarz wyznaje wiarę.
Pozdrawiam
Osnowa

>Trzeba mieć wiele cierpliwości podczas dyskusji..

Bywa, że udaje mi się nie wpychać rozmówcy do gardła ryby, lecz podsunąć wędkę.
_DJ. (400 punktów)
Dziwię się, że jeszcze nikt nie wspomniał o - zdawałoby się - nieśmiertelnym pytaniu: "dlaczego nie wierzysz?" Oczywiście poprzedzonym zdziwionym wzrokiem rozmówców, z których tylko niektórzy zastanawiają się, dlaczego wierzą.
anulex (263 punktów)
Moim zdaniem te reakcje są zupełnie naturalne a nawet pożądane. To dobrze, że, kiedy ktoś ma kontakt z innością, to chce ją poznać. Sama, kiedy dowiedziałam się, że mój kolega jest poganinem (wierzy w tych bogów, w których wierzono na naszych ziemiach przed nastaniem chrześcijaństwa), zarzuciłam go pytaniami - Co? Jak? Po co? Dlaczego? Ze zdrowej, ludzkiej ciekawości
Jarek (418 punktów)
>Moim zdaniem te reakcje są zupełnie naturalne a nawet pożądane. To dobrze, że, kiedy ktoś ma kontakt z innością, to chce ją poznać. Sama, kiedy dowiedziałam się, że mój kolega jest poganinem (wierzy w tych bogów, w których wierzono na naszych ziemiach przed nastaniem chrześcijaństwa), zarzuciłam go pytaniami - Co? Jak? Po co? Dlaczego? Ze zdrowej, ludzkiej ciekawości

I co????
anulex (263 punktów)
Z czym?
Jarek (418 punktów)
>Z czym?
No z tą ludzką ciekawością
anulex (263 punktów)
Ciekawość jest naturalna i dobra. Dzięki niej mamy naukę I dzięki niej pojedyńczy ludzie wciąż poszerzają swoją wiedzę. Właśnie przez nią decydujemy się na podróże do innych krajów, żeby poznawać inne kultury - bo inność jest ciekawa. To ona pomaga nam ruszyć tyłek i iść na jakiś wykład, mimo że za oknem leje deszcz a w telewizji mają puścić powtórkę Kevina samego w domu. I ona też powoduje, że kiedy ktoś prezentuje pogląd rzadko przez nas spotykany, chcemy go dopytać, dowiedzieć się więcej na jego temat. Ona jest motorem do ciągłego zdobywania nowych informacji a co za tym idzie do samorozwoju. Myślę, że życie bez niej byłoby znacznie mniej interesujące i twórcze

A tak w ogóle, to wciąż nie do końca rozumiem, o co pytasz
Jarek (418 punktów)
>
>A tak w ogóle, to wciąż nie do końca rozumiem, o co pytasz

O tych pogan, czego się dowiedziałaś?
I o tą inność?
anulex (263 punktów)
Ich wierzenia są mocno związane z kultem ziemi i natury. Spotykają się nieraz w lasach na swoich misteriach. Mają własne zwyczaje (np. przed zjedzeniem posiłku składają ofiarę ziemi wylewając na nią trochę picia, co ciekawe, kiedy ziemi nie ma w okolicy, mogą skorzystać z popielniczki, bo popiół to też jakby ziemia), obrzędy (np. ślub pogański, podobno przepiękny). Ich stosunek do chrześcijanstwa jest raczej niechętny - odrzucają go jako religię, która została nam narzucona siłą. Nie udało mi się dowiedziec, czy kolega naprawdę wierzył, ale odniosłam wrażenie, że dla niego to była bardziej filozofia życiowa, powrót do korzeni, chęć zademonstrowania czegoś niż prawdziwa wiara w Sfaroga (tak nazywa się jeden z ich bogów). Chyba wielu z nich jest nacjonalistami, w każdym razie ten kolega był. Był pierwszym nacjonalistą, którego poznałam, który potrafił racjonalnie uzasadnić swoje poglądy. Dla mnie to było ważne doświadczenie, bo zobaczyłam, że ktoś może być inteligentny i na sprawy społeczne patrzeć w zupełnie inny sposób niż ja. I o to, jakiego wyznania są jego rodzice, również spytałam Byli katolikami, on sam doszedł do tego, że woli inną religię.

Ale jeśli jesteś ciekawy, jak to z nimi jest, lepiej poszukaj jakiś lepszych źródeł informacji Ja nie jestem specjalistką i mam nadzieję, że niczego nie pomieszałam - rozmawiałam o tym z tym kolegą już ładnych kilka lat temu
Jarek (418 punktów)

Raczej dostrzegam tu chęć przynależenia do jakiejś organizacji, chęci bycia zaakceptowanym, uczestniczenia w czymś tajemnym i nie dostępnym dla każdego - trudno to nazwać wiarą jeśli las można zastąpić popielniczką.
Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365