Widmo krąży po Europie, widmo kukły świętego ministranta. Kukiełka w kryształowej (leninowskiej) trumnie, z ponoć autentycznymi kostkami nieboszczyka, wożona jest po świecie samochodem z tradycyjnym silnikiem spalinowym (nie tam żadną hybrydą) i dotarła wreszcie do Polski. Jak twierdzi pomysłowa obsługa kukiełki i samochodu, takich tłumów przy kukiełce nie widzieli jak żyją. (Rację musi mieć ojciec Rydzyk, że jesteśmy najbardziej katolickim krajem świata.) Szkoły całe przychodzą, wioski się zbiegają, miasta zamierają. Oświeceni wierzący drętwieją (tylko niektórzy), ale księży przy kukiełce nie brakuje. Grzechoczą wesoło kosteczki świętego ministranta na polskich drogach, ubogacają. Stukają dziewuszki w szklaną trumnę, w nadziei, że im kukiełka pomacha. Zbierają celebranci zamówienia na cud, bo cud każdemu by się przydał. Jak już nie możemy być tą Irlandią przed 19 listopada, to może chociaż indywidualny cud da się załatwić. O różne rzeczy ludziska kukiełkę proszą, ale tytuł najpiękniejszego petenta to na mój gust zdobył wierny proszący o wstawiennictwo kukiełki przy obronie doktoratu z ekonomii. Cie choroba, pomyślałem sobie. Wróci PiS i facet ani chybi ministrem gospodarki zostanie. Tymczasem kardynał Glemp daje do zrozumienia, że najchętniej udzieliłby ślubu PO i PiS (nawet jeśli są tej samej płci.) Prezydent ma kolejny szewski poniedziałek i kamer unika. Panowie Kamiński i Macierewicz zapowiadają, że nic ich nie ruszy. Naród dalej na cud czeka i póki co, próbuje coś sobie na boku załatwić. Kukiełka dalej jeździ po Polsce, wesoło grzechocząc kosteczkami. Nie spieszy jej się dalej. Gdzie jej będzie tak dobrze.
|