Racjonalista - Strona głównaDo treści
Święta krowa języka

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
24-01-2008 20:22diogenes (42753 punktów)Święta krowa języka
Ocena 3 na 5
dla wielu naruszenie zasad pisowni języka etnicznego kojarzy się niemalże z przestępstwem, które powinno być karane pozbawieniem obywatelstwa. czy uważacie obecną polszczyznę za jej szczytowy etap rozwoju? jakie widzicie racjonalne uzasadnienie dla u i ó i skomplikowanej deklinacji? czy nowa fala polszczyzny, którą zalewają nas dyslektycy, dysortograficy i inni językowi dys_ydenci nie nada tonu przyszłości języka? jeśli o mnie chodzi - piszta i mófta jak chceta, byleby s sęsem...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Używajta choćby szczoteczki do zembuf, byle byśta te kible wyczyścili. We wojsku pożundek mo być!
.
24-01-2008 21:08 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>   Używajta choćby szczoteczki do zembuf, byle byśta te kible wyczyścili. We wojsku pożundek mo być!

eee, przesada. ale przyjmuje wyzwanie: napisz w tym stylu coś na temat zygoty i poznania alter ego, bo ostatnio ten problem nie daje mi spokoju. byle s sęsem...
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>   Używajta choćby szczoteczki do zembuf, byle byśta te kible wyczyścili. We wojsku pożundek mo być!
>.
Dodam jeszcze, że sznurufkami czyśćta schody, pod gure "of course".
JATO



Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
Celecrin (11895 punktów)Odp: święta krowa języka
Cześć

Cytat:
czy uważacie obecną
polszczyznę za jej szczytowy etap rozwoju?

Uważasz, że szczytowy rozwój nastąpi dopiero, gdy nie będzie używać się żadnych zasad. Na przykład pisać dużych liter, stosować ortografi?

Cytat:
jakie widzicie racjonalne uzasadnienie dla u i ó i skomplikowanej deklinacji?

Ponieważ kiedyś inaczej się wymawiało ó i u, ch i h.

Cytat:
piszta i mófta jak chceta, byleby s sęsem...

Kiedy właśnie Twoja pisanina nie ma sensu. Zgodnie z logiką powinieneś oznaczać początek i koniec zdania, używać odpowiedniego zapisu słowa, by być dobrze zrozumianym. Język pisany to 100% logicznego przekazywania informacji, do tego WYŁĄCZNIE służy. Nie przestrzegając UMOWNYCH zasad, bełkoczesz. Czy bełkot można zrozumieć? Tak, jednak nadal to tylko bełkot.
placownik (17853 punktów)Odp: Święta krowa języka

   Słowo pisane jest pokarmem dla ducha. Zaś strawa estetycznie podana, potęguje odczucia smakowe i wpływa dobroczynnie na łaknienie.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
IQ955 (2355 punktów)Odp: święta krowa języka
>piszta i mófta jak chceta, byleby s sęsem...
A także załatwiajta się publicznie na rynku, chodźta brudne, jak świnie, żryjta, co znajdzieta... że nie wspomnę o innych drobiazgach.

Diogenesie, Tobie chyba naśladownictwo antycznego mistrza na mózg padło! Czy Ty masz rzeczywiście pięćdziesiąt (jak piszesz), czy może piętnaście lat?

Czy nie byłeś łaskaw zauważyć, że prócz cyników, którzy byli (jakby nie patrzeć formacją dekadencką) - byli także filozofowie o nienagannej kulturze osobistej i dorobku bodaj wartościowszym niż Twój idol (choćby Bertrand Russell, powiedzmy). Twoje wypowiedzi - Twoja rzecz, ale ja wolę naśladować tych drugich. I bardzo mi smutno, kiedy piszący z reguły bardzo dorzecznie człowiek (jakim bez wątpienia jesteś) występuje publicznie z takimi nonsensami - nie wiedzieć w imię czego...

Odzywam się zaś wyłącznie dlatego, aby Twojej wypowiedzi nie pozostawić bez jakiejś kontry - choćby dla ocalenia równowagi umysłów młodych ludzi, którzy się tu przewijają.

Poprawność jezykowa nie jest świętą krową, lecz elementarnym obowiązkiem człowieka, który ukończył szkołę podstawową. A przede wszystkim elementem osobistej kultury (przeciwko, której starasz się, nie wiedzieć czemu, wystepować). Nie jestem jej (poprawności) fanatykiem, ale też dopóki żyję nie pozwolę na inwazję chamstwa i braku kultury w moje życie. Ogólny "trynd" obniżania poprzeczki - mało mnie obchodzi. Udało mi się na szczęście stworzyć sobie sporą enklawę znajomych, wśród których roztrząsanie tego rodzaju "problemów" nie ma zdrowego sensu.

Inwazja, o której wspominasz, nie jest inwazją dyslektyków (przeważnie samozwańczych!) - tylko leniów, nieuków i aroganckich chamów. Kulturalni dyslektycy używają mechanizmów sprawdzania pisowni oraz słowników i piszą zupełnie poprawnie!

Powtarzam po raz setny. Twój język - to Twoja wizytówka.
Albo karta wstępu - albo wilczy bilet. Wybieraj sam.

A tak na koniec... Pokaż mi CHOĆ JEDNĄ wypowiedź na tym forum o takiej głębi mądrości, aby usprawiedliwiała bełkotliwą i niechlujną formę!

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
24-01-2008 21:49 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>Diogenesie, ... Czy Ty masz rzeczywiście pięćdziesiąt (jak piszesz), czy może piętnaście lat?

mam jednocześnie 50 i mniej (w tym i 15) lat. po prostu nie tracę związków z przeszłością

>...byli także filozofowie o nienagannej kulturze osobistej i dorobku bodaj wartościowszym niż Twój idol (choćby Bertrand Russell, powiedzmy).

akurat kultura osobista nie isteresuje mnie w ogóle. staram się wnikać pod kulturę...a co do tego historycznego szpagatu między diogenesem a russellem to mam obawy o twoje krocze...

>... ja wolę naśladować tych drugich.

naśladować? naśladowanie to forma egzystencjalnego samobójstwa. dokąd zmierzasz, kiedy nie idziesz cudzym śladem?

>... Ogólny "trynd" obniżania poprzeczki - mało mnie obchodzi.

przykro mi: nawet jeśli zaliczasz bardzo wysoko ułożoną poprzeczkę, po jej zaliczeniu musisz spaść na ziemię...

>Udało mi się na szczęście stworzyć sobie sporą enklawę znajomych, wśród których roztrząsanie tego rodzaju "problemów" nie ma zdrowego sensu.

tak właśnie powstają archipelagi nieporozumienia...

>Inwazja, o której wspominasz, nie jest inwazją dyslektyków (przeważnie samozwańczych!) - tylko leniów, nieuków i aroganckich chamów.

nie wszyscy są pracowici, nie wszyscy są zdolni, nie wszyscy są kulturalni. od tego należy zacząć, a nie na tym skończyć.

>Powtarzam po raz setny. Twój język - to Twoja wizytówka.
>Albo karta wstępu -

jeśli chodzi o język: mam kilka "biegów" językowych, w tym bieg wsteczny i wizualny. tu, gdzie żyję, są elementem sztuki przetrwania.

zdaje się, że kończę. tradycja chce, aby sie pożegnać -
co niniejszym czynię.
24-01-2008 22:28 
 Ocena 4 na 4
Michał C. (323 punktów)

>Diogenesie, Tobie chyba naśladownictwo antycznego mistrza na mózg padło! Czy Ty masz rzeczywiście pięćdziesiąt (jak piszesz), czy może piętnaście lat?

Hmm, w obronie Diogenesa stanę niezwłocznie.. chociaż krytyk z niego okrutny czasem..
Nie powinno się używać sformułowań typu "na mózg padło"
A szczególnie nie powinna używać takich sformułowań osoba która piszę o sobie: "...ale też dopóki żyję nie pozwolę na inwazję chamstwa i braku kultury w moje życie." i powołuje za ludzi o "..nienagannej kulturze osobistej i dorobku.."

Jednocześnie osoba ta kulturalna i uważająca się za obrońcę równowagi umysłów młodych ludzi sama używa potocznych i nieeleganckich sformułowań typu" na mózg padło"
A takich sformułowań chyba u młodego pokolenia nie lubimy..

No a teraz do meritum sprawy przejdźmy..

Otóż..
Język jest żywy i się zmienia ciągle.. czy nam się to podoba czy nie..
Język naszych przodków jest już chyba dla nas niezrozumiały.. i nasi potomkowie też będą mówić troszkę innym..
Czy chcemy czy nie język żywy to język używany potocznie a więc kształtowany przez większą część społeczeństwa.. Ponieważ kultura raczej w naszym narodzie zanika uważam.. przeto i kultura języka zmienia się.. Szczególnie w dobie upraszczania wszystkiego..
Ale czy można nazwać to degeneracją języka czy raczej ewolucją?

Przyjrzyjmy się językowi angielskiemu, toż to dopiero twór niesamowity, Australijczyk mówi inaczej niż Szkot, a ten inaczej niż Singapurczyk pochodzenia Chińskiego albo mieszkaniec Emiratów Arabskich pochodzenia arabskiego..
A jedni z drugimi mają czasem naprawdę duże problemy w dogadaniu się..
Na szczęście podróżując po świecie najważniejszym jest chęć dogadania się.. więc jakoś tam kalecząc i powtarzając co niektóre frazy.. dogadują się..
Jakby wszyscy tam patrzyli na poprawność gramatyczną to pozostałoby milczeć jeno..

No więc zmierzam do tego, że język służy do porozumiewania się tylko.. i nie powinien być sztuką dla sztuki.. bo wtedy to już chyba jest pusty konserwatyzm..
I jeżeli ludzie chcą go troszkę uprościć żeby żyło się wszystkim lepiej to czemu toczyć walkę o 'u' czy 'ó'.. ??

>piszta i mófta jak chceta, byleby s sęsem...
>A także załatwiajta się publicznie na rynku, chodźta brudne, jak świnie, żryjta, co znajdzieta... że nie wspomnę o innych drobiazgach.

To zaś jest pewna prowokacja, bo takiego języka ogół jednak nie używa.. A że są pewne grupy ludzi niewykształconych kompletnie to tego nie zmienimy.. na szczęście to chyba póki co mniejszość..
Może trzeba kultury osobistej w szkołach uczyć bardziej, zamiast religii?

>Kulturalni dyslektycy używają mechanizmów sprawdzania pisowni oraz słowników i piszą zupełnie poprawnie!

Co też czynię i ja mimo, iż nie ma dla mnie kompletnie żadnej racjonalnej różnicy pomiędzy u i ó..

"Uśmiechnij się do świata.. a świat uśmiechnie się do ciebie.. "
24-01-2008 23:12 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>Nie powinno się używać sformułowań typu "na mózg padło"
Przyznaje, że może nieco swada (a pewnie i lekka irytacja) trochę mnie tu poniosła. Mam nadzieję, że dalsza (życzliwa) treść dostatecznie rzecz wyjaśnia. Jeśli ktoś się poczuł obrażony - przepraszam.

>Język jest żywy i się zmienia ciągle.. czy nam się to podoba czy nie..
Prawda.

>Język naszych przodków jest już chyba dla nas niezrozumiały.. i nasi potomkowie też będą mówić troszkę innym.
Bez wątpienia.

>Czy chcemy czy nie język żywy to język używany potocznie a więc kształtowany przez większą część społeczeństwa.
Nikt mnie nie zmusi do bycia w większości.

>Ponieważ kultura raczej w naszym narodzie zanika uważam.. przeto i kultura języka zmienia się.
I dokładnie temu należałoby stawiać opór. Do tego forum zachęciła mnie (między innymi) tabliczka "Bykom - stop, forum moderowane ortograficznie".

>Ale czy można nazwać to degeneracją języka czy raczej ewolucją?
To zależy, w jakim kierunku zmiany zmierzają. Przykład (drastyczny - odradzam wrażliwszym) - tutaj.

>Jakby wszyscy tam patrzyli na poprawność gramatyczną to pozostałoby milczeć jeno..
Słowo daję, że nie jestem ani fanatykiem przecinków, ani alergikiem literówek. Błędy zdarzają się wszystkim (ze mną włącznie). Chodzi mi jedynie o to, aby nie gloryfikować nieuctwa. Kiepski język ojczysty - to z reguły luki w oczytaniu. A często jedna wielka luka i nic więcej.

>No więc zmierzam do tego, że język służy do porozumiewania się tylko.. i nie powinien być sztuką dla sztuki.. bo wtedy to już chyba jest pusty konserwatyzm.
Oczywiście! Tyle, że ja po prostu często nie mogę zrozumieć tego bełkotu!

>I jeżeli ludzie chcą go troszkę uprościć żeby żyło się wszystkim lepiej to czemu toczyć walkę o 'u' czy 'ó'.. ??
To już wyjaśnił Celecrin. A dodatkowo, żartobliwie tutaj. Podobne rzeczy są i w dalszych numerach - bliższe informacje na życzenie.

>To zaś jest pewna prowokacja, bo takiego języka ogół jednak nie używa.
Nasz Diogenes, oczywiście - nie. On w ogóle nie jest ani chamowaty, ani niekulturalny, tylko ma jakaś dziwaczną manierę. Dopóki ma ją sam - Jego kłopot. Ale w jej lansowaniu - będę Mu bez litości przeszkadzał. Szło mi zaś nie tyle o prowokację, ile o nawiązanie do antycznego Diogenesa. Drastyczniejsze przykłady pominąłem, ale i z tych chyba widać dość jasno, że nie powinniśmy go naśladować bezkrytycznie. Jeśli - to bardzo wybiórczo (zawsze chyba zresztą - tak).

>Może trzeba kultury osobistej w szkołach uczyć bardziej, zamiast religii?
Ładny, choć utopijny pomysł...

>"Uśmiechnij się do świata.. a świat uśmiechnie się do ciebie.. "
Chciałbym, aby tak było, ale nie robię sobie większych nadziei.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
placownik (17853 punktów)

>No więc zmierzam do tego, że język służy do porozumiewania się tylko..

   Kuba Goldberg i Beniek Rapaport z pewnością by się z Tobą zgodzili, ale słuchacze nieśmiertelnego Sęka już nie.

   Zmierzasz w fałszywym kierunku.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Poprawność jezykowa nie jest świętą krową, lecz elementarnym obowiązkiem człowieka, który ukończył szkołę podstawową.

To coś w ogóle znaczy?

>Pokaż mi CHOĆ JEDNĄ wypowiedź na tym forum o takiej głębi mądrości, aby usprawiedliwiała bełkotliwą i niechlujną formę!

A jak znajdę hiperpoprawne językowo pustosłowie albo stek bzdur podany wykwintną polszczyzną - to też może być?
.
J.Szulc (5723 punktów)Odp: Święta krowa języka

Witaj, Diogenesie, a może jednak lepiej - diogenesie(?).
Wiem, że nie jesteś tym Diogenesem, ale jakoś trudno mi pisać do Ciebie używając małej literki.
Nie zgadzam się z Tobą, co do przyzwolenia na powszechne łamanie zasad poprawnej pisowni.
W czasie, gdy sama pobierałam nauki w Szkole Podstawowej, nikt nie nazywał mnie dysortografem, czy innym -dys. Lano mnie po łapach i zaniżano oceny. Nigdy nie dowiesz się, ile wkładałam pracy w to, żeby zauważyć własne błędy. Jestem klasycznym "molem książkowym", ale i to nie pomagało. Do dziś borykam się z tą przypadłością, i uwierz mi, wstydzę się swoich błędów. Nie znaczy to, że przyzwolenie na błędy miałoby zyskać poklask. Za nic!
Twoje pisanie z nieużywaniem wielkich liter uważam za swego rodzaju "znak rozpoznawczy". Może dlatego, że piszesz mądrze i lubię cię czytać. Nie podoba mi się natomiast to, że zyskujesz naśladowców. Jedna osoba może sobie pozwolić na kaprys, ale bez przesady.
Stanowczo jestem za poprawną pisownią i składnią.
Nikt tu nikogo nie będzie wieszał, ale dobrze, że dba się o porządek. Zwłaszcza tutaj...

Pozdrawiam - Ciebie, jak i wszystkich -dys.



To, co za nami i przed nami, to drobiazg w porównaniu z tym, co tkwi w nas.
stilgar (7322 punktów)
Jako, że język ma sporą redundancję, można zrozumieć słowa z błędami, nawet z wymieszanymi literami...

Problem jednak w tym, że im więcej błędów popełniasz pisząc, tym trudniej będzie czytającemu zrozumieć twoją myśl. Tak więc, pisanie z błędami oznacza kompletny brak szacunku dla tego, kto będzie czytał twoje teksty.

Jeśli ktoś, kto pisze z błędami nie szanuje mnie i mojego czasu, czemu mam w ogóle czytać to co on napisał?
Drobner
>piszta i mófta jak chceta, byleby s sęsem...

A no to 'piszta' (to jeszcze rozumiem, ze staropolskiego i z gwary wiejskiej), i mófta (tu zaledwie sie domyślam, również ze staropolskiego, oraz z Internetowych zwyczajów 'pisma fonetycznego').

Rzecz jednak w tym, że jeżeli ktoś mówi, to mówi do KOGOŚ, i Jego zadaniem jest dbać o 'zrozumiałość przekazu' dla słuchacza.
A jeśli ktoś pisze, to pisze dla KOGOŚ, i Jego zadaniem jest pisać zrozumiale dla Czytelnika.
Choć nie jestem pewien - patrząc (pacząc? paczonc?paczontz?) na blogi..... nie czytane przez nikogo..

Jest tak:
'Piszta i mófta do woli. Nie dzifta się, rze NIKT nie słucha, ni czyta.

Bo mófiąc po sfojemu, do sfoich móficie. Trudno wówczas komukolwiek innemu podejrzewać tego typu enuncjacje o 'sęs' jakikolwiek.

Drobner, niewiele rozumiejący nowe trendy w slangach j. polskiego.

Dobrej nocy! (Może choć ktoś to polskie pożegnanie zrozumie.)
Jeśli nie to : nara, cze, żółwik, spad.
(Kompletnie nie wiem co to znaczy, ale takie słyszałem, gdy gdy koledzy żegnali sie z moimi dziećmi)

PS. Do następnego spotkania. Drobner.
sztejkat (4743 punktów)

Lubię rozumieć co ludzie piszą. Lubię, gdy treść sama wpływa do głowy gdy wzrok sunie po tekście.

O nowomodzie SMS'owej ortografii, o strumieniach niepołamanych wierszy, o słowach które brzmią jak trzeba ale zupełnie tak nie wyglądają, trudno to powiedzieć.

Dobry, czysty tekst można czytać z pełną prędkością. A tekst brzydki, nieortograficzny, nieskładny, choćby i z wielkim sensem, trzeba niestety pracowicie dekodować i literka po literce werbalizować. Zamiast po prostu czytać.


Tomasz Sztejka
Drobner
Miód dla mych uszu!

Dzięki!

Drobner, rzadko dziękujący....
24-01-2008 23:16 
 Ocena 2 na 2
Cykman (260 punktów)
Wiem, że wiele osób ma kłopoty (mniejsze lub większe) z ortografią, gramatyką, a nawet stylistyką naszego wspaniałego języka. Nie chcę nikogo oceniać, ani namawiać do hołdowania zasadom ortograficznym i gramatycznym. Zwracam jednak nieśmiało uwagę, że reguły te nie powstały po to, by utrudnić nam życie, a raczej po to by przekaz słowny udoskonalić, zwiększyć poziom jego zrozumienia. Wszak "ch" i "h" wymawia się inaczej, "u" i "ó" również, a używanie przecinków, kropek i wielkich liter po nich to nie kaprys profesora językoznawcy, ale zabieg techniczny który pozwala czytelnikowi tekstu nie tylko na złapanie tchu, ale także na lepsze zrozumienie czytanych treści.
Wszyscy popełniamy błędy i wszyscy mamy wkład w rozwój (lub nie ) naszego języka.
A przecież sens w tym byśmy nie utracili jego podstaw, komunikatywności, bogactwa i ...piękna.
Nie mylmy też słowotwórstwa z tzw. kreolizacją języka - pierwsze oznacza bowiem rozwój, a drugie degenerację języka.

PS.
Czy to przypadek, że najlepszymi słowotwórcami (np: Lem, Grochowiak, Barańczak) byli ci tówrcy, których możemy jednocześnie określić mianem mistrzów "klasycznego" polskiego języka?
@ffe?
>Czy to przypadek, że najlepszymi słowotwórcami (np: Lem, Grochowiak, Barańczak) byli ci tówrcy, których możemy jednocześnie określić mianem mistrzów "klasycznego" polskiego języka?

I nie przypadkiem chyba jest, że człowiek używający języka poprawnego i starannego z reguły przekazuje więcej sensownych treści, niż jakiś niechluj czy inny dys-.
IQ955 (2355 punktów)
>Czy to przypadek, że najlepszymi słowotwórcami (np: Lem, Grochowiak, Barańczak) byli ci tówrcy, których możemy jednocześnie określić mianem mistrzów "klasycznego" polskiego języka?
Do tego świetnego argumentu pozwolę sobie jeszcze dodać (mojego ulubionego) S. I. Witkiewicza.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Wydaje mi się, że pies pogrzebany jest w pytaniu, na czyj użytek pisze się jakiś tam tekst: na swój własny, czy może na użytek innych? Jeśli na własny, diogenes ma pełnię racji, lecz jeśli na czyjś użytek, to należy stosować się do zasad, przez adresatów przyjętych.

   Jest to wprawdzie jedna z generalnych reguł kultury, ale jak cała kultura, skazana bodajże na śmierć.

   Niezależnie od pogardzanej przez diogenesa kultury osobistej nazwanie człeka, siłą osła narzucającego innym własne obyczaje - chamem i prostakiem, wydaje się uzasadnione.

   Diogenes, pomimo swej rzeczowej kultury posiada jednak pewną skazę, której lepiej nie ruszać. Ot, taka forumowa egzotyka, jak w wypadku "racjonalistki", choć na kompletnie innym poziomie.

   PS. Namnożyło się tych "pępków świata". Każdy diogenes to pępek.
.
25-01-2008 01:28 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>   Wydaje mi się, że pies pogrzebany jest w pytaniu, na czyj użytek pisze się jakiś tam tekst:

podstawmy pod słowo "tekst" jakiś konkretny tekst: napisałem jakiś tam wiersz, jakąś tam powieść, jakiś tam scenariusz, jakies tam... byle co...owo "jakiś tam tekst" zalatuje czymś miernym, zbędnym, czymś spłodzonym od niechcenia. x napisał jakąś tam powieść, ale nie pamietam jaką...

>na czyj użytek pisze się jakiś tam tekst na swój własny, czy może na użytek innych?

wyobraźmy sobie inną estetyke odbioru: nie obchodzi mnie, na czyj użytek ktoś napisał tekst (ale nie jakis tam tekst, bo te, jako liche, nas nie interesują), ale jedynie to, co ja z tym tekstem mogę zrobić, na ile mnie zainspiruje, może nawet...przebudzi. jasne: jeśli jest to rachunek za gaz - sprawa jest przesądzona. ale jesli jest to wiersz, opowiadanie, esej? nic mnie nie musi obchodzić to, co autor chciał powiedzieć. jesli myślenie jest rozmową duszy samej z sobą (platon), to obcy tekst (pod warunkiem, że nie jest to jakiś tam tekst) staje się elementem takiego właśnie monologu, albo, jak kto woli, dialogu wewnętrznego. mowa wewnętrzna wcale nie musi wciskaćc sie w kaftan języka urzędowego. wystarczy porozmawiać ze schizofrenikiem i spróbować go zrozumieć, aby sie o tym przekonać.

>Niezależnie od pogardzanej przez diogenesa kultury osobistej...

wskaż mi miejsce, gdzie tak napisałem? jeśli "staram się wnikać pod kulturę" zrozumiałeś w ten sposób, to zrozumiałeś to dość swobodnie,właśnie w sensie wyłożonej powyżej estetyki swobodnego odbioru tekstów (byle nie jakichś tam!), ale nie przypisuj mi takiego poglądu. brak zainteresowania wcale nie musi oznaczać pogardy. po prostu nie interesuje mnie kulturowa maska ogólności(np. religii, jezyka), za którą kryją się ludzie.

>   Diogenes, pomimo swej rzeczowej kultury posiada jednak pewną skazę, której lepiej nie ruszać. Ot, taka forumowa egzotyka, jak w wypadku "racjonalistki", choć na kompletnie innym poziomie.

z wyżyn jakiej to prawdy przypisujesz mi (i nie tylko) "pewną skazę"? piszesz, że lepiej jej nie ruszać, by już w następnych słowach sklasyfikować ją jako "egzotyczną", porównać z jakąś inną, z kompletnie innego (jakiego?) poziomu. ot , taka egzotyka... ot , takie tam ot , którym można spławić kazdego w imię "świętej" prawdy, którą się rzekomo posiada, a której ani się nie wyraża w klasycznej polszczyźnie, anie też nie bełkocze.

>Namnożyło się tych "pępków świata". Każdy diogenes to pępek.

indywidualizm (i wynikające z niego pewne zagubienie) zawsze mierził ludzi, którzy zamiast rozmowy i eksperymentu wolą wydawać komendy, prawić kazania i ustawiać ludzi w szeregu. również w tym językowym.

odcienia emocjonalnego owego "namnożyło" wolę nie komentować. pracuję nad sobą: nie chcę być złośliwy.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>...owo "jakiś tam tekst" zalatuje czymś miernym, zbędnym, czymś spłodzonym od niechcenia. x napisał jakąś tam powieść, ale nie pamiętam jaką...

   To sformułowanie, diogenesie, "zalatuje" w twoim użyciu tylko brakiem zrozumienia.

>wyobraźmy sobie inną estetyke odbioru...

   W moim pojęciu taka "estetyka" bardzo jest nieestetyczna, pomimo Platona.

>... wystarczy porozmawiać ze schizofrenikiem i spróbować go zrozumieć, aby się o tym przekonać.

   Nie wystarczy, ponieważ wg ciebie jeśli schizofrenik nie ma świadectwa od psychiatry, nie jest schizofrenikiem.

>>Niezależnie od pogardzanej przez diogenesa kultury osobistej...
>wskaż mi miejsce, gdzie tak napisałem?

   Napisałeś: "kultura osobista nie interesuje mnie w ogóle". Jeśli nie oznacza to pogardy, to co najmniej skrajne jej lekceważenie. "Estetyka swobodnego odbioru tekstów" (diabeł zresztą wie i diogenes, co to znaczy) pozwala mi na to: patrz niżej, o konieczności uściślania twoich wypowiedzi.

>...z wyżyn jakiej to prawdy przypisujesz mi (i nie tylko) "pewną skazę"?

   Koniecznie trzeba z wyżyn i koniecznie prawdy? Być może, jesteś człowiekiem bez skazy. No, winszuję.

>>Namnożyło się tych "pępków świata". Każdy diogenes to pępek.
>...indywidualizm (i wynikające z niego pewne zagubienie) zawsze mierził ludzi, którzy zamiast rozmowy i eksperymentu wolą wydawać komendy, prawić kazania i ustawiać ludzi w szeregu. również w tym językowym.

   Trzeba uczciwie powiedzieć, że zarówno o indywidualizmie, jak o zagubieniu, mamy różne pojęcia. Przyznaję, że twoje tak jakby lepiej o tobie świadczy.

>...odcienia emocjonalnego owego "namnożyło" wolę nie komentować. pracuję nad sobą: nie chcę być złośliwy.

   Kurczę, chciej!
.
25-01-2008 09:13 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>To sformułowanie, diogenesie, "zalatuje" w twoim użyciu tylko brakiem zrozumienia.

powtarzam: takie jest moje rozumienie, a innym niestety nie dysponuję. widzę, że albo deifikujesz swój sposób rozumienia, albo masz jakąś obiektywną teorię rozumienia, o której marzyło wielu, a z której jakoś nico wyszło.

>>wyobraźmy sobie inną estetyke odbioru...
>   W moim pojęciu taka "estetyka" bardzo jest nieestetyczna, pomimo Platona.

akurat platon nie jest tu dobrym przykładem. ten wyniosły faszysta zawsze marzył o obiektywnych prawdach; to dlatego jego szkoła legła u podstaw pewnej części ideologii katolickiej. twój mentorski styl dialogu umieściłbym w podobnych klimatach.

>   Nie wystarczy, ponieważ wg ciebie jeśli schizofrenik nie ma świadectwa od psychiatry, nie jest schizofrenikiem.

i znowu przypisujesz mi dziwne tezy.

>Napisałeś: "kultura osobista nie interesuje mnie w ogóle". Jeśli nie oznacza to pogardy, to co najmniej skrajne jej lekceważenie.

jeśli ktoś rano powtarza za tradycją "dzień dobry" nie mówi mi nic. jesli potem przez cały dzień i kawałek nocy paple i robi ustalone schematy, jest kulturalnym człowiekiem w takim samym sensie, w jakim już niedługo obsługiwać nas będą kulturalne roboty. wolę błąd kulturowy (w tym językowy) niż coś nie tyle z drugiej, co z niczyjej ręki. mając do wyboru spotkanie z barbarzyńcą lub z kulturalnym dupkiem - wybiorę to pierwsze. wolę sztormową pogodę... czas profesorów filozofii mam już za sobą.

>Być może, jesteś człowiekiem bez skazy.

moje skazy interesują mnie w takim samym stopniu jak moje zalety. tak więc nie robię miedzy nimi zasadniczej róznicy. jedne i drugie godne są tego samego: refleksji. skoro piszesz, a nawet autorzysz, wiesz coś na ten temat, albo udajesz, że wiesz.

>nie chcę być złośliwy.
>>Kurczę, chciej!

złośliwość jest również formą autoagresji. a ja staram się nie tylko poznawać siebie, ale też trochę polubić.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Diogenesie.
   Nie będę męczył się z tobą, jak nasi ręczni (acz nie zręczni) piłkarze w meczu z Norwegią: punkt za punkt. Tym bardziej, że wcześniej przedstawiłem wszystko, co zamierzałem. Jak by to rzec, sądzę, że odbijasz już "pustą piłkę".

   Pozostajesz głuchym na wszelkie argumenty, nie tylko moje, lecz także na ważniejsze innych uczestników. Odbijanie piłek nie wychodzi ci nazbyt ani celowo, ani zręcznie.

   Wolę, gdy replikujesz czyjeś błędy i głupstwa w postach, jesteś wtedy bardziej przekonywujący i łatwiej dajesz się lubić, nawet ze swoją skazą.

   Pozdrawiam.
.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>czy uważacie obecną polszczyznę za jej szczytowy etap rozwoju?
Żywy język każdego dnia jest w nowej szczytowej formie.

>jakie widzicie racjonalne uzasadnienie dla u i ó i skomplikowanej deklinacji?
Komunikatywność.

>czy nowa fala polszczyzny, którą zalewają nas dyslektycy, dysortograficy i inni językowi dys_ydenci nie nada tonu przyszłości języka?
Zasady się zmienią, ale nie znikną.

>jeśli o mnie chodzi - piszta i mófta jak chceta, byleby s sęsem...
...a ja to wyrozumię.
.
salek (4701 punktów)
>czy uważacie obecną
>polszczyznę za jej szczytowy etap rozwoju?

Nie, nie szczytową. Obowiązującą.
25-01-2008 01:32 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>>czy uważacie obecną
>>polszczyznę za jej szczytowy etap rozwoju?
>Nie, nie szczytową. Obowiązującą.

nie zrozumielismy się: dyskutujemy o tym, co rozsadza ową obowiązywalność.
25-01-2008 05:57 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>nie zrozumielismy się: dyskutujemy o tym, co rozsadza ową obowiązywalność.

   Owa "obowiązywalność" w nosie ma naszą dyskusję i jej wyniki. W samej rzeczy nie dyskutujemy o tym, co rozsadza, lecz o tym, w jakim stopniu może to być uzasadnione. Dyskusja zresztą jest jałowa: reguł języka nie odrzuci nikt, mający choćby zielone pojęcie, do czego język służy.

   Fakt, że reguły stanowią o funkcji zrozumienia, udowadniasz, diogenesie, każdym swoim postem, z którego nawet ty sam, także inni, próbują wyciągać wnioski. Okazuje się bowiem, że mądrze sformułowane tezy albo wiodą donikąd, albo na manowce. Zauważ, jak często musisz uściślać swoje wypowiedzi. I jak często źle pojmujesz nawet klarowne wypowiedzi cudze.

   Poza tym, dla przykładu, gdybyś mój wyżej napisany akapit, spróbował napisać swoim "stylem", kto by go zrozumiał? Twój "styl", niestety, nie nadaje się do bardziej skomplikowanych zdań, jedynie do nadzwyczaj prostych. Może to być, oczywiście, nawet wielką zaletą, ale pod warunkiem szczególnej znajomości reguł języka... Inaczej mówiąc, pod warunkiem całkowitego ich opanowania.

   Tu kłaniają się, na przykład, wyżej wymienieni twórcy.
.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Dla porównania, pozwalam sobie na wklejenie fragmentu mojej powieści "Nóż Abrahama" - jeszcze nie wydanej wprawdzie, lecz już prawie gotowej.
   Pisana jest stylem niby podobnym do twego, diogenesie.

***
...Oficjalnie się nazywało że śledztwo jakieś wszczęto bo jakieś być musiało żeby dać komunikat odpowiedni dla prasy dla hien żernych wszystko co podśmierdywa choć trochę więc dwaj chłopcy z Agencji w osobnym pokoju założyli teczkę z lipnawym numerem i czekają instrukcji co i gdzie mają robić i gadać na przykład popełnić jakąś niedyskrecję cholernie kontrolowaną. Tym czekaniem są tak bardzo zajęci że nie mają czasu pomagać kolegom nawet na dyżurach przecież wszyscy wiedzą jak sprawa na topie to zawsze ma priorytet uprzywilejowany. Tak samo prokurator założył teczkę z pomylonym numerem do której ani papierka nie włożył po prostu czeka na instrukcje od których zależy czy jego córeńka dostanie to stypendium do pięknej Ameryki czy też dalej będzie się rżnęła z polskimi chłopakami bez szczególnego pożytku. Numeracja po roku zacznie się od nowa wtedy teczki przepadną jak aniołkowe wspomnienie tyle będzie zabawy i nikt o niej nie bąknie aż do końca świata co nie nastąpi wcześniej nim się wyborów nie przesra.(...)
***
...Rano lało tak samo bezprzerywnie rozlewała się woda groza i nuda zarazem a jak psy wszczęły hałas o należne żarcie wyszła matka Sabina żeby je nakarmić tylko trochę to żarcie podgrzała na kuchni. Wyszła rozejrzała się i zaraz do syna załomotała po rzeźbionych drzwiach na korytarzu zaczęła wołać że Wisła pod dom chciwa podchodzi i do płota już sięga no to wstał gospodarz wcale nie przestraszony ale wiedzący że trzeba się rozejrzeć. W kapciach wyszedł i nocnej koszuli rozkudłanej po śnie w różne błędne strony podobnie jak czupryna ale że był rozgrzany więc w korytarzu płaszcz podgumowany narzucił i wyszedł na taras do psów rozmruczanych nad michą wielką ale zamiast im się jak co dzień przyglądać wzrok obrócił w lewo ku rzece. Przestrzeń rozległą zobaczył w czerni rozkołysaną nieobjętą rozumem pełną wszelkiego dobra pędzącego z nurtem ku rozbiciu a ten szalony nurt zdawał się niewstrzymanie diabelski zagładą grożący temu kogo dosięgnie wsysającą mocą. Ledwo świt się przecierał od strony zakola gdzie topieli rozległość największa najczarniejsza pod opuchłym niebem z którego kapało niby z nosa co pociąga żalem a topolom z drogi ku dawnej przeprawie ani szyje nie wystawały obok stado gęsie zgarnięte gdzieś nurtem przemknęło ze strasznym gęganiem wzdęty trup krowy nie wszystko rozpoznasz. Psy jakoś zgodnie i szybko uporały się z żarciem bez zwykłej kłótni zajadłej zbiegły w dół ku płotowi i bramie pod którą sięgały już chwytliwe jęzory co znaczyło droga ku wsi odcięta z kretesem na wyspie są i tyle. Ku wsi droga szła znacznie niżej i rozlewisko tam teraz nie do przebycia wszystkie pola zalane ale chałup nie ma żadnych aż za kanałem do którego fala pewnie też doszła kanał musi być wezbrany połączył się z Wisłą czego nikt nie pamięta żeby tyle wody wylało. Czernichów jednak wysoko postawiony Brzeźnica też na górze ale w Jaśkowicach pewnie bieda wielka musieli nocą chyba uciekać ale Bóg łaskaw że od wczoraj byli gotowi spakowani i czujni. Straż ze Skawiny pewnie i wojsko przyjechało żeby ich wywozić ale i na Brzeźnicę może przyjść czas bo od kanału do pierwszych domów niedaleko żadnej tam wysoczyny dopiero za szosą zbocza wysokie stoją. Droga na Wadowice tam odchodzi stroma że zimą nie podjedziesz autem dlatego cała Brzeźnica wzdłuż drogi zbudowana pod tymi zboczami jak tam woda dojdzie to koniec wszystkie domy zaleje szkołę bibliotekę i sam urząd gminny. Gospodarz oceniał że stanie się to wtedy kiedy tu woda dojdzie aż do ich tarasu choć nie wiadomo czemu o to był spokojny z bramy do tarasu będzie z trzy metry w górę w najgorszym razie wleźć można jeszcze na stok za cmentarzykiem tam też kilka metrów do góry więc bać się nie ma czego bo i psy spokojne z pogardą obsikały te czarne jęzory i pomknęły sprawdzić obejście wzdłuż płota. (...)
***
25-01-2008 17:30 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>reguł języka nie odrzuci nikt, mający choćby zielone pojęcie, do czego język służy.

a służy do tego, do czego go użyjemy, również do zabawy (że wspomnę chociażby dadaizm, zabawną książeczkę aragona wieśniak paryski czy poezję konkretną). czy ty nie bierzesz życia zbyt serio?
salek (4701 punktów)
>nie zrozumielismy się: dyskutujemy o tym, co rozsadza ową obowiązywalność.

Faktycznie nie zrozumiałeś... Polszczyzna nie musi być w szczytowym okresie rozwoju - jest obowiązująca i to wystarczy. Znajomość przyczyny nie zwalnia od obowiązywalności. Nieznajomość - tym bardziej. Oczywiście nikt nie zabrania pisać po polskawemu.. niestety.
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>dla wielu naruszenie zasad pisowni języka etnicznego
>kojarzy się niemalże z przestępstwem, które powinno być
>karane pozbawieniem obywatelstwa. czy uważacie obecną
>polszczyznę za jej szczytowy etap rozwoju? jakie widzicie
>racjonalne uzasadnienie dla u i ó i skomplikowanej
>deklinacji? czy nowa fala polszczyzny, którą zalewają nas
>dyslektycy, dysortograficy i inni językowi dys_ydenci nie
>nada tonu przyszłości języka? jeśli o mnie chodzi - piszta
>i mófta jak chceta, byleby s sęsem...

Wtrącę się trochę "obok" głównego nurtu.

Nie cierpię czytać tekstów napisanych bez interpunkcji, z błędami w składni, gramatyce, ortografii.

Poza faktem, że czytanie takiego tekstu wymaga treningu (co ma tyleż sensu co trening jedzenia szkła - ani przyjemne ani pożyteczne) to istotniejszy jest powód inny.

Czuję, że powinnam te teksty przeczytać na głos żeby zrozumieć. Co przekłada sie na nieodparte wrażenie, że piszący mówił i zapisywał to co słyszy.
O ile pamiętam, myślenie bez poruszania ustami to pierwszy krok ku inteligencji. Jeżeli z pierwszych dwóch zdań brak takiej umiejętności bije w oczy, to lektura całości staje się czystą stratą czasu.

Słowo pisane jest pozbawione intonacji, rytmu, barwy właściwej dla słowa "mówionego". Należy tak pisać, aby to ubóstwo zminimalizować.
Niechlujny słowotok bez interpunkcji i stylu świadczy o swoim "twórcy". I to świadczy nie najlepiej.

Swoją drogą, od kiedy w ogłoszeniach o pracę zaczęłam dopisywać w wymaganiach "znajomość poprawnej polszczyzny" liczba zgłaszających się chętnych zmalała z jednego dziennie do jednego na tydzień.
To utwierdziło mnie w przekonaniu, że większość tej awangardy językowej wynika z nieuctwa.

A kogo jak kogo ale nieuków nie lubię. Może dlatego, że nie lubię leni? Taka skaza genetyczna, zapewne po luterańskich przodkach.


"Wizards don't believe in gods in the same way that most people
don't find it necessary to believe in, say, tables."
Terry Pratchett "Reaper Man"
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>i mófta jak chceta, byleby s sęsem...
Widzę, że piękno naszego języka nie jest dla Ciebie niczym wartościowym.
Dołączając się zatem do szeregu wypowiedzi mogę kolokwialnie dodać:
Żryjta co, gdzie i jak chceta;
Srajta i lejta gdzie popadnie;
Gile wycierajta w rękaf albo li o ściane...
No comments...
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Widzę, że piękno naszego języka nie jest dla Ciebie niczym wartościowym.
Każdy na inne piękno jest wrażliwy, panie faszysto.

>Dołączając się zatem do szeregu wypowiedzi mogę kolokwialnie dodać:
>Żryjta co, gdzie i jak chceta;
>Srajta i lejta gdzie popadnie;
>Gile wycierajta w rękaf albo li o ściane...
Ze względu na moje autorstwo niektórych "wypowiedzi z szeregu", zgłaszam kategoryczne votum separatum do powyższej kontynuacji.
.
Tom Hunter (31 punktów)
>czy uważacie obecną
>polszczyznę za jej szczytowy etap rozwoju?

Myślę, że język polski w mowie i piśmie, jako język naturalny a co za tym idzie żywy, nie może osiągnąć swojego szczytu. On będzie nieustannie ewoluował, będą powstawały nowe sformułowania, nowe terminy, nowe znaczenia, ale nie można powiedzieć, że obecny język jest niższej jakości niż ten za czasów Mickiewicza. W każdej epoce znajdą się ludzie posługujący się językiem w sposób nieprawdopodobnie subtelny, ale i tacy, którzy go "wylgaryzują".

>jakie widzicie
>racjonalne uzasadnienie dla u i ó i skomplikowanej
>deklinacji?

To już tradycja. Można by zrezygnować z odmiany i niejako przybliżyć się do angielskiej gramatyki, ale to nie może tak przebiegać. Języki żywe rządzą się swoimi prawami. A ja jestem dumy, że potrafię tak sprawnie posługiwać się tym trudnym językiem.

>czy nowa fala polszczyzny, którą zalewają nas
>dyslektycy, dysortograficy i inni językowi dys_ydenci nie
>nada tonu przyszłości języka?

Oby nie. Jest jeszcze wielu świadomych tego ryzyka ludzi i oni dbają aby tak się nie stało. Jestem bardzo zniesmaczony gdy pobuszuję trochę po forach Onetu. Bezeceństwa tam wypisywane są żenujące. Najsmutniejsze jest to, że sposobem na forumową sławę jest świadome łamanie zasad ortografii. Od kiedy Onet jako główny swój news opublikował artykuł o swoich najaktywniejszych forumowiczach (o czułym_wojtku), nagle wyrosło jak grzybów domorosłych opiniarzy. Każdy z nich obrał sobie za cel zabieranie głosu w każdej sprawie, najczęściej bez sensu, prowokacyjnie i co najważniejsze - w pełnej niezgodzie z zasadami ortografii. Taka sława....Podobno każdy podpalacz wraca na miejsce pożaru aby w tłumie napawać się własnym dziełem. Tu jest tak samo. Rzucasz prowokację i czekasz z lubością na kolejnych oburzonych. To uzależniające.
Nie miałbym jednak nic przeciwko temu, aby takie źle napisane posty były od razu kasowane przez adminów.
Moja nauczycielka polskiego w liceum powtarzała: "ty możesz być wszelkiego rodzaju dys-, ale to nie zwalnia cię od myślenia. Jeżeli napisanie jakiegoś słowa można wyjaśnić zasadami ortografii (a to większości słów dotyczy) to masz tak pisać, nie ma żadnej ulgi." Dzisiaj wiem, że miała rację...
Chciałbym zobaczyć w TV kampanię społeczną: "Poprawna polszczyzna jest w modzie."
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
drogi diogenesie zbyt szanuje to co piszesz aby nie zabrac glosu w tej dyskusji zwłaszcza ze masz w niej sporo racji za co pozwolilem sobie dac ci asz dwa punkty pozwole sobie jednak na kilka uwak otusz język jest pojęciem znacznie szerszym nisz z tej dyskusji wynika nie ma bowiem jednego języka polskiego jest ich wiele jest język muwiony pisany mowa ciala artykulacja znacząca mina wyraz oczu gest jest więc wiele sposobuf precyzyjnego wyrażania tego co chcemy przekazać sobie lub innym bo język jest konwencją jest umownym znakiem szyfrem ktory zrozumie tylko ten kto zna klucz

Dobra. Podobało Ci się? To teraz poważnie.
Język jest kodem. I tak jak każdy kod wymaga znajomości klucza, czyli jasnych i precyzyjnych reguł do jego właściwego odczytania. Nie dogadasz się z nikim, jeśli wcześniej nie ustalicie kodu i klucza!
Dlaczego uczymy się języków obcych? Dlaczego naukę tychże zaczynamy od poznawania ich gramatyki? Bo znajomość samych słówek nie wystarcza do zrozumienia sensu zdania.

Sprawa jest znacznie prostsza, gdy chodzi o język mówiony - tu możemy się wspomóc mimiką, gestem, rysunkiem (to już całkiem inny język), dźwiękiem (jeszcze inny język) - i jakoś tam będzie. Pewnie się dogadamy w sprawach podstawowych. Ja nie umrę z głodu, a Ty z pragnienia. Chociaż o filozofii pewnie nie pogadamy.
Znacznie gorzej jest, gdy swoje myśli i emocje (zwłaszcza emocje) musimy oddać za pomocą pisma. Tu, jedynym "kołem ratunkowym" jest interpunkcja i ortografia.
Nie jestem purystą językowym i sam rzdko stosuję się do zasad zwlaszcza interpunkcyjnych, ale łamiąc je, robię to świadomie i w określonym celu (błędy ortograficzne też mi się zdarzają w sposób niezamierzony i wtedy jest wstyd, jednak czasem robię je świadomie, ale ta świadomość jest "widoczna" w tekście). Nb., jak byś zrozumiał to ostatnie, gdybym zastosował Twoją "kowencję językową"?

Myślę, że rozumiem Twoje stanowisko w tej sprawie. A przynajmniej usiłuję zrozumieć.
Tyle tylko, że - jesli dobrze rozumiem - to ma ono znacznie szerszy aspekt. Moim zdaniem należy je rozpatrywać na płaszczyźnie socjologicznej, psychologicznej i antropologicznej (filozofii bym w to nie mieszał). Ale to znacznie przekracza ramy niniejszej dyskusji.

Postawię więc pytanie: O co Tobie chodzi? O bunt? O manifestację "inności"? O jakiś przekaz pozawerbalny?
Jeśli tak, to muszę Ci zarzucić niekonsekwencję. Twoje teksty są, w zasadzie, zgodne z regułami językowymi, poza awersją do wielkich liter. Gramatyka (no...) i ortografia są bez zastrzeżeń. Interpunkcja ogranicza się wyłącznie do kropek (niekonsekwencja?), co - jak sądzę - jest głównym powodem tak powszechnego oporu. Oporu poniekąd słusznego, gdyż taki styl poważnie utrudnia zarówno sam proces czytania, jak i zrozumienie sensu. Znakomicie ujęła ten problem Maddy.

Ja rozumiem, że możesz zazdrościć J. Andrzejewskiemu napisania powieści przy pomocy dwóch jedynie zdań, ale nasze forum to nie jest literatura i takie manifestacje nie mają większego sensu.
Mało tego, skoro mamy dyskutować, a nawet się spierać, to chyba każdemu z nas powinno zależeć na maksymalnej precyzji artykulacji swoich poglądów na przedmiot dyskusji, a nie na, właśnie czysto literackiej, wieloznaczności. A temu (tej precyzji) służy poprawność językowa.

Masz absolutną rację pisząc, iż nie każdego stać na perfekcję. Jest wiele uwarunkowań stojących na przeszkodzie (talent, możliwości edukacyjne, uwarunkowania społeczno-kulturowe, dys-cośtam itp). Ale takie przypadki, człowiek inteligentny powinien (i zapewne tak robi) rozważać indywidualnie i, w zależności od okoliczności, dopiero oceniać.
Nie zgodzę się natomiast (jak większość dyskutantów) na abolicję dla nieuków, leni, ignorantów i... chamów (nie bójmy się tego słowa), którzy swoją indolencję usiłują "wytłumaczyć" wydumanymi "racjami wyższymi". To jest zwykłe prostactwo i nic poza tym!!!

Marek Czeszek (IQ 955) podał przykład współczesnego języka polskiego (odnośnik do YouTube). To jest właśnie ten język potoczny! Jechałeś kiedyś publicznym środkiem transportu? Słyszałeś rozmowy "zwykłych ludzi"? Pracujesz gdzieś? Gdzieś mieszkasz? Jakim językiem rozmawiają ludzie? Właśnie takim.
Jest znacznie gorzej. W podanym przez Marka przykładzie mamy do czynienia z sytuacją dużego napięcia emocjonalnego. Ale tak rozmawia się również o rzeczach codziennych, emocjonalnie obojętnych.
Język polski coraz bardziej zawęża się do kilkunastu wulgarymów, za pomocą których (o dziwo) można przekazać każdą treść. I to jest porażające!!!

Nie dziw się więc temu, że są jeszcze ludzie (oby jak najwięcej), którym ta sytuacja nie jest obojętna, i którzy walczą (przynajmniej próbują) z tą patologią.
Masz pełne prawo do uczestnicwa w dowolnych subkulturach, masz pełne prawo do buntu przeciwko "kulturze oficjalnej". Ale nie masz prawa choćby tylko prowokować do deprecjacji kultury!

To chwilowo tyle.

Serdecznie pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
25-01-2008 18:13 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
> Język jest kodem.

czy nie masz wrażenia, że określając w ten sposób język mylisz go z teorią języka? czy masz wrażenie, że cokolwiek kodujesz, kiedy ktoś cie wkurzył i besztasz go na czym świat stoi? ja włąśnie taki język uważam za źródłowy dla człowieka

>Nie dogadasz się z nikim, jeśli wcześniej nie ustalicie kodu i klucza!

skąd ten optymizm? jest kod, jest klucz, a my wciąż się nie dogadujemy!

>Dlaczego uczymy się języków obcych? Dlaczego naukę tychże zaczynamy od poznawania ich gramatyki? Bo znajomość samych słówek nie wystarcza do zrozumienia sensu zdania.

po mojej wieloletniej przygodzie z językiem obcym doszedłem do wniosku, że nie ma języków obcych, są tylko obcy ludzie. obcość jest zjawiskiem pozajęzykowym. język jest czymś naturalnym. czy są obce chmury? czy cumulus jest bardziej obcy niż cirrus?

>Znacznie gorzej jest, gdy swoje myśli i emocje (zwłaszcza emocje) musimy oddać za pomocą pisma. Tu, jedynym "kołem ratunkowym" jest interpunkcja i ortografia.

czyżbys sądził, że wypalenie petem na skórze koham (żeby mniej bolało) nie będzie wyznaniem miłosnym?

>Postawię więc pytanie: O co Tobie chodzi?

o to, o czym piszę. a tu się z małych liter robi wielką aferę. gdybym np. opuszczał samogłoski (co np. nie przeszkadzało hebrajczykom) i kazał czytelnikom domyślac się czy to krak, czy kruk, czy krok...

>nasze forum to nie jest literatura i takie manifestacje nie mają większego sensu.

moje literackie posty stanowią margines. a swoja drogą podział na literaturę i filozofię jest płynny. russell dostał nobla za literaturę, jesli dobrze pamiętam. a sartre wypiął się na nobla.

>Mało tego, skoro mamy dyskutować, a nawet się spierać, to chyba każdemu z nas powinno zależeć na maksymalnej precyzji artykulacji swoich poglądów na przedmiot dyskusji, a nie na, właśnie czysto literackiej, wieloznaczności. A temu (tej precyzji) służy poprawność językowa.

czy moje teksty odbiegają wieloznacznością od innych? czy mylisz np. ten tekst z instrukcja obługi tarki do ziemniaków?

>Język polski coraz bardziej zawęża się do kilkunastu wulgarymów, za pomocą których (o dziwo) można przekazać każdą treść. I to jest porażające!!!

co jest porażające? sam piszesz z podziwem, że za pomocą kilkunastu wulgaryzmów można przekazać każdą treść. czy to jest porażające czy zdumiewające? zdecyduj się. wyobraż sobie faceta jadącego maluchem wprost pod tira. nie jest wykluczone, że ostatnimi jego słowami będą k**** mać. życie jest banalne. jeśli jest tak, jak piszesz, że każdą treść przekazać można kilkoma wulgaryzmami (skłaniałbym sie do tego poglądu), to co z naszą literaturą? mój znajomy trudzi się od lat układaniem sonetów. wydaje kolejne tomiki rymów. czy to nie jest pocieszne?

> Ale nie masz prawa choćby tylko prowokować do deprecjacji kultury!

wyobraź sobie, że takie prawo ma każdy. kultura zawsze korzysta z jej negacji. to jej paradoks. po ohydnej wojnie przychodzi czas na sztukę o niej. tak toczy się światek.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>jest klucz, a my wciąż się nie dogadujemy!
Bo choć język jeden, zdań w nim wiele.
.
26-01-2008 14:03 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>>jest klucz, a my wciąż się nie dogadujemy!
>Bo choć język jeden, zdań w nim wiele.

nie sądzę, aby skuteczna komunikacja zależała od ilości zdań jakiegoś języka. weź pod uwagę chociażby język klasycznego rachunku zdań: jego alsjomatyka generuje niekończona iloś tez, ale nie ma większych kłopotów z dogadaniem się co do tej teorii ( łatwo sformułować nawet racje odrzucenia klasycznej logiki). podobnie jest z innymi systemami aksjomatycznymi. język potoczny również zawiera potencjalnie nieskończoną ilość zdań. tym niemniej udana komunikacja nie polega na szczęśliwym zbiegu okoliczności polegającym na akceptacji przez jego użytkowników dwóch takich samych zdań. jeśli ktoś krzyczy "ratunku", to przecież nie zaczynasz przeszukiwać nieskończonej bazy możliwych sensów tego wołania. jeśli ministerstwo nie dogaduje się ze związkami zawodowymi, to ów brak porozumienia leży poza językiem. na takie rozmowy nie zaprasza się filologów ani poetów, ale raczej bankierów i ekonomistów.
26-01-2008 17:36 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>>wciąż się nie dogadujemy!
>>język jeden, zdań w nim wiele.
>brak porozumienia leży poza językiem.
Cóż, rozumienie to jeszcze nie porozumienie, choć bywają nieporozumienia z niezrozumienia.
.
26-01-2008 10:10 
 Ocena 1 na 1
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>czy nie masz wrażenia, że określając w ten sposób język mylisz go z teorią języka?

Nie.

>czy masz wrażenie, że cokolwiek kodujesz, kiedy ktoś cie wkurzył i besztasz go na czym świat stoi? ja włąśnie taki język uważam za źródłowy dla człowieka

I zapewne już w kołysce robiłeś to z równą maestrią! I z kołyski też wybiegałeś (na czworaka) do ubikacji, aby tam załatwić swoje potrzeby fizjologiczne. Nigdy też jako dziecko nie zastanawiałeś się nad tym, o czym rozmawiają dorośli, bo używali słów ci nieznanych.
Tak było? Nie? A dlaczego?
Kilkanaście lat życia poświęciłeś na przyswojenie sobie różnych kodów kulturowych, aby dziś móc posługiwać się nimi bez wysiłku, podświadomie. A że kultura (więc i język) jest żywa wciąż się rozwija, to proces przyswajania też trwa nieustannie; nieustannie musimy się uczyć czegoś nowego, aby rozumieć otaczający nas świat - a to są właśnie kody, umowne znaki.

>skąd ten optymizm? jest kod, jest klucz, a my wciąż się nie dogadujemy!

Widocznie przynajmniej jednemu z nas na tym nie zależy. Ale nie wina to kodu i klucza lecz mentalności.

>obcość jest zjawiskiem pozajęzykowym. język jest czymś naturalnym.

Jest dokładnie odwrotnie.

>czy moje teksty odbiegają wieloznacznością od innych?

Nastręczają jednak problemów interpretacyjnych; zupełnie niepotrzebnie.

>sam piszesz z podziwem, że za pomocą kilkunastu wulgaryzmów można przekazać każdą treść.[...] jeśli jest tak, jak piszesz, że każdą treść przekazać można kilkoma wulgaryzmami (skłaniałbym sie do tego poglądu), to co z naszą literaturą?

Gdzie w moim tekście znalazłeś ów podziw??? Nie napisałem też, iż "każdą treść można..."; napisałem jedynie, że w pewnych środowiskach są symptomy takiego właśnie zjawiska, które - bez wątpienia - jest deprecjacją języka.
A co z literaturą? Dobre pytanie.
Zapewne ci wszyscy "konserwatyści językowi" jak Marek Czeszek, Zbysław Śmigielski, Placownik i wielu innych im podobnych nie będą nigdy mieć problemów ani z jej percepcją, ani tworzeniem. "Awangarda" zaś po kilku jeszcze latach "takich reform" jakie tu proponujecie będzie zatrudniać tłumaczy do lektury Pilcha, Szymborskiej, że o Żeromskim nawet nie wspomnę. O ile w ogóle będzie zainteresowana jakąś literaturą!!!

Pozdrawiam z niesłabnącą (mimo wszystko) serdecznością.

fides ex necessitate esse non debet
26-01-2008 15:36 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Kilkanaście lat życia poświęciłeś na przyswojenie sobie różnych kodów kulturowych, aby dziś móc posługiwać się nimi bez wysiłku, podświadomie.

przyswajałem nie kody (to juz pojęcie abstrakcyjne, mające coś wyjaśnić), ale, jak by powiedział wittgenstein, konkretne gry i gierki kulturowe, w tym językowe, a więc np. użycie słów "dzień dobry" w różnych kontekstach. zwróć uwagę, że nie musiałem przyswajać sobie warunków możliwości owego przyswajania. to bardzo ważne, bo wydaje mi się, że jeśli zawodzi nas to, co nazywasz "kodem", możemy porozumieć się na płaszczyźnie bardziej elementarnej: zamiast coś mówić mogę się do nieznajomego np. uśmiechać. jestem skłonny traktować transfuzję a nawet transplantację za pewna formę naturalnej komunikacji: przyjęcie przeszczepu jako forma "dogadania się" tkanek. język jest tylko szczególnym przypadkiem komunikowania się.

>Widocznie przynajmniej jednemu z nas na tym nie zależy. Ale nie wina to kodu i klucza lecz mentalności.

a więc jednak czegoś pozajęzykowego, na co nie zawsze możemy miec świadomy wpływ. jesli chodzi o to forum, to zakładam jednak wolę nie tyle porozumienia, co dyskusji, która uczestnikom przynosi pozytywny bilans. ja np. dużo się na forum uczę.

>>obcość jest zjawiskiem pozajęzykowym. język jest czymś naturalnym.
>Jest dokładnie odwrotnie.

jak mam rozumieć w takim razie to, co piszesz wyżej o mentalnych kłopotach w porozumieaniu się? co zaś do naturalności języka: tak przenikliwy filozof jak wittgenstein uważał go za część organizmu (traktat, 4.002)

>>czy moje teksty odbiegają wieloznacznością od innych?
>Nastręczają jednak problemów interpretacyjnych; zupełnie niepotrzebnie.

problemów interpretacyjnych nie nastręczają na ogół rutynowe zwroty typu cześć, dzię dobry czy smacznego. na ogół. bo można powiedzieć "witajcie" tak, że gość nie wie, czy wejść, czy wrócić tam, skąd przyszedł.

>w pewnych środowiskach są symptomy takiego właśnie zjawiska, które - bez wątpienia - jest deprecjacją języka.

zwróć uwagę, że ocena pochodzi z zewnątrz tego środowiska, że jest ono na tyle spójne, że nazywamy go środowiskiem (grupy przestępczej chociażby). co więcej: jeśli w jakiś sposób język takiego środowiska staje się językiem ekspresji artystycznej - nagle wszyscy przecierają oczy ze zdziwienia.

>"Awangarda" zaś po kilku jeszcze latach "takich reform" jakie tu proponujecie będzie zatrudniać tłumaczy do lektury Pilcha, Szymborskiej, że o Żeromskim nawet nie wspomnę. O ile wogóle będzie zainteresowana jakąś literaturą!!!

z propozycjami reform nie ma to wiele wspólnego. faktycznie używany język reformuje się sam (co moim zdaniem świadczy, że jest równie zjawiskiem naturalnym, co kulturowym). podobnie, acz bezszelestnie, zmienia się np. wzrost ludzi, z czego na ogół nikt nie robi problemu. co zaś do zainteresowania literaturą: tożsamość człowieka coraz mniej będzie zależała od pamięci historycznej. neurasteniczny kafka w napisał w dzienniku "trzymaj sie księgi". kiedyś wydawało mi się, że to słuszna maksyma. zmieniłem zdanie. nikt nie musi z konieczności wiedzieć, kto to budda czy jezus. o pilchu nie wspominając.
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>dla wielu naruszenie zasad pisowni języka etnicznego
>kojarzy się niemalże z przestępstwem, które powinno być
>karane pozbawieniem obywatelstwa.
Stosowanie znaków interpunkcyjnych oraz tzw dużych lub (jak tam komu się podoba) wielkich liter na początku zdania nie dotyczy li tylko języków etnicznych. Stosowane są w zapisie językowym całej tzw. "kultury Zachodu" posługującej się literami alfabetu łacińskiego z domieszka greki i elementami hebrajskimi (np. alef). Być może w przyszłości (mam nadzieję dalekiej) zaniknie szlachetna sztuka pisania a nasza (wcale nie najlepsza) cywilizacja powróci do pierwocin tj. pisma obrazkowego (ikonki). Póki co tak jednak nie jest. Diogenesie czy też, może wolisz, diogenesie. Istnieją zasady, których łamać nie należy. Jest to po prostu kwestia dobrego smaku i szacunku dla otoczenia.
Spróbuj zresztą zaprogramować komputer np. w języku C++ lub dowolnym innym naruszając zasady jego tak syntaktyki jak i semantyki. Życzę sukcesów.
JATO

P.s. Z przyjemnością czytałbym Twoje wypowiedzi, ponieważ dają wiele do myślenia. Niestety sposób podania Twoich treści jest "niestrawny". Forma jest nieczytelna. Czy Twoje ego jest zaiste tak wybujałe, że dla dobra forum nie jesteś w stanie pozbyć się swojej maniery? Ja za zbyt gwałtowne i nie do końca przemyślane wypowiedzi potrafię przeprosić.
JT


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
25-01-2008 17:19 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Stosowanie znaków interpunkcyjnych oraz tzw dużych lub (jak tam komu się podoba) wielkich liter na początku zdania nie dotyczy li tylko języków etnicznych. Stosowane są w zapisie językowym całej tzw. "kultury zachodu" ...

niemcy np. nie wiedzieć z jakiej racji piszą nawet rzeczowniki z dużej litery. całe szczęście, że młoda generacja daruje sobie to dziwactwo i na forach coraz częściej pomija ten nonsens.

>Istnieją zasady, których łamać nie należy. Jest to po prostu kwestia dobrego smaku i szacunku dla otoczenia.

mnie interesują konieczności, a nie taki lub inny smak.

>Spróbuj z resztą zaprogramować komputer np. w języku C++ lub dowolnym innym naruszając zasady jego tak syntaktyki jak i semantyki.

język c widocznie nie jest na tyle plastyczny, aby w nim stosować np. deskrypcje. jesli zapomnę nazwisko sąsiada, to zawsze mogę powiedzień np. ta menda spod dwójki. ale to problem informatyków i budowy języka symulującego język potoczny. zauważ, że i tak musieli zrobić ukłon w stronę laików rezygnując z grypsu zero-jedynkowego, który jest językiem procesorów.
25-01-2008 18:22 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>Niemcy np. nie wiedzieć z jakiej racji piszą nawet rzeczowniki z dużej litery. Całe szczęście, że młoda generacja daruje sobie to dziwactwo i na forach coraz częściej pomija ten nonsens.
1. Te duże litery można postrzegać także jako specyficzną urodę języka, podobnie jak "nadmiar liter" we francuskim, rosyjską cyrylicę, czy nieregularną ortografię angielską. Przeważnie ma to jakieś uzasadnienie historyczne. Zajrzyj tutaj - może uchroni Cię to przed wypisywaniem podobnych andronów w przyszłości.
2. Mam nadzieję, że te Twoje lingwistyczne wynalazki nie przyjmą się zbyt powszechnie. W każdym razie ja nie mam ochoty, aby mi do jedzenia podawano wszystkie składniki obiadu zmiksowane w jedną szarą masę.
3. Zdarzyło mi się kilka lat pracować z niemiecką młodzieżą na uczelni. Rozwarstwia się ona (jak pewnie wszędzie) na tych, którzy mówią i piszą poprawnie i... resztę. Nawet ja, cudzoziemiec, potrafię już odróżnić niemczyznę piękną, "zwykłą", oraz bełkot. Nie muszę chyba wyjaśniać, w której grupie szukam sobie znajomych.
4. Jeśli już piszesz tym swoim slangiem - rób choć to porządnie! Nie stawiaj przecinków przed "że", ani "który". To nie uchodzi!

>ale to problem informatyków i budowy języka symulującego język potoczny. zauważ, że i tak musieli zrobić ukłon w stronę laików [podkreslenie moje - M.C.] rezygnując z grypsu zero-jedynkowego, który jest językiem procesorów.

Z kodu zerojedynkowego zrezygnowano, kiedy laicy nie potrafili jeszcze wypowiedzieć słowa "komputer". Przyczyny były całkiem inne. Choć z drugiej strony zgodzę się, że powstaje frakcja komputerów i oprogramowania z przeznaczeniem "dla umysłowo osłabionych". Sprymityzowanie języka - to jeden z efektów tej polityki.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
25-01-2008 18:27 
 Ocena 1 na 3
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>IQ955. [Marek Czeszek]
Panie Marku. Obawiam się, że próżne starania - tak Pana, jak i moje.
Zmuszony jestem przez Diogenesa vel diogenesa do zanichania czytania Jego postów (a może winno być jego). Robię to z przykrością ale nie mam wyboru.
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
IQ955 (2355 punktów)
>Panie Marku. Obawiam się, że próżne starania - tak Pana, jak i moje.
Właściwie to nawet lubię Diogenesa (tego forumowego) - dlatego coś tam czasem piszę, ale chyba rzeczywiście nie pozostanie mi nic innego jak zamknąć dziób (modem).


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>Właściwie to nawet lubię Diogenesa (tego forumowego) - dlatego coś tam czasem piszę,
Ja również lubię Diogenesa. Facet jest, jak to się mówi, łebski. Natomiast sposób w jaki się artykułuje jet niestrawny. A szkoda.
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
lipschitz (1674 punktów)
Czemu służą normy, jaki jest ich sens i czy powstają tylko po to, aby wyznaczać nam drogę poruszania się? Czy może istnieć norma i działanie, które nie jest znormalizowane i które zarazem nie ma nic wspólnego z niechlujstwem lub lenistwem?

Jaki byłby świat, w którym ustalono ostateczne reguły w malarstwie, muzyce, sposobie ubierania się lub w którym rozwijać można byłoby jedynie to, co należy do obowiązującego kanonu?

Z pewnością od zawsze istnieją tendencje, aby taki świat stworzyć, aby wyznaczyć ostateczne reguły i wszystko, co poza nimi uznać za zło. Normy nie istnieją jednak po to, aby nasze umysły stały się mechaniczne, lecz po to, aby pomagały nam, kiedy jest taka potrzeba, pomagały znaleźć wspólny punkt oparcia. Norma metra nie narzuca nam, że w każdym działaniu mamy się posługiwać tym wzorem, bo wiele rzeczy możemy zrobić na oko lub używając innego wzoru. Kiedy jednak ważna staje się precyzja i współpraca, norma okazuje się bardzo przydatna.

Nie sądzę, aby inaczej miało być z językiem. Nie powinniśmy wyznaczać normy po to, aby następnie ograniczyć ludzi jedynie do wyznaczonego wzorca i domagać się bezwzględnego dostosowania się, sens normy jest inny, i w gruncie rzeczy niewiele różni go od normy metra.

Na pewno należy dbać o język, ale według mnie powinno się to ograniczać do dbałości o wzorzec, do informowania, że takowy istnieje, nauki o nim, a nie do wymagania, aby każdemu słowu, zdaniu towarzyszyła przyłożona do niego miara.

Zadaniem utworzonej normy nie jest przejąć panowania nad całą możliwą aktywnością ludzką w danym obszarze, jej zadaniem jest ułatwiać, wspierać, pomagać, upraszczać, o czym zapominają często twórcy norm. Dzięki normom nasze życie ma być mniej skomplikowane, nasze porozumienie, współpraca, budowanie łatwiejsze.

Normę, która zaczęła nam bardziej utrudniać niż ułatwiać życie, wyrzuciłbym bez wahania. Jednak uważam, że normy są pożyteczne, a dla nas byłoby lepiej, abyśmy się z nimi zapoznawali, ułatwia to wiele spraw i jest w naszym interesie. I myślę, że przekonując kogokolwiek do czegokolwiek, lepiej się skupić na wykazaniu korzyści. Nie należy wychodzić z założenia, że korzyści rozumieją się same przez się i kończyć rzecz potępieniem, te korzyści trzeba uwidaczniać, inaczej mówiąc - z potępienia ku zachęcie trzeba się kierować.

Ten serwis jest przykładem wykorzystania normy językowej w pożyteczny sposób, nigdy by nie powstał takim jaki jest dzisiaj i nic dziwnego, że istnieje w nim tak duża dbałość o jednoznaczność języka. Ale nie jest to jednoznaczność wymagana wszędzie.

Kiedy norma, szczególnie tak skomplikowana jaką jest język, staje się powszechnym wymaganiem, jej pierwszym efektem jest wykluczenie wielu osób lub jak kto woli - wykrystalizowanie się elity, a ponoć chodzi nam o coś innego, ponoć o to, aby każdy myślał racjonalnie.
IQ955 (2355 punktów)
>Czemu służą normy, jaki jest ich sens [...]
Wszystko to święte słowa. Też uważam, że normy są dla nas, a nie my dla norm.

Tyle, że normy powinni ustalać ludzie rozsądni i kompetentni. Jeśli dziś debile zaczną nam narzucać normy gramatyczne, to jutro wezmą się za budowlane, prawne, medyczne, ruchu drogowego etc. Efekt - nietrudno przewidzieć (zwłaszcza, że takie zakusy już widać).

Jeśli im pozwolimy...

Niewiele możemy pewnie zdziałać, ale na protest przeciw tej "moherowej polszczyźnie" możemy (i chyba powinniśmy) sobie pozwolić.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>normy powinni ustalać ludzie rozsądni i kompetentni. Jeśli dziś debile zaczną nam narzucać normy...

Ale którzy to ci rozsądni, a którzy debile? Może referendum...
.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Cytat: "Odkąd wynaleziono określenie "kryterium" - wszystko stało się nagle niejasne".
.
Mączka (431 punktów)
>dla wielu naruszenie zasad pisowni języka etnicznego
>kojarzy się niemalże z przestępstwem, które powinno być
>karane pozbawieniem obywatelstwa.
To prawda, powstają na tym tle awantury nieadekwatne do przedmiotu sporu. Czemu? Myślę, że ludzie, którzy tak mocno protestują przeciwko upraszczaniu języka pisanego, bardzo się kiedyś napracowali (a słońce wtedy świeciło i wszystko wyrywało się na dwór!) aby posiąść reguły pisowni, i to posiąść perfekcyjnie. Szkoła nauczyła ich też, że jest to cnota nad cnotami - bo co innego miała powiedzieć? Że lwia część lekcji polskiego może być marnowaniem czasu? Że wciskają przereklamowany towar? Że można satysfakcjonująco radzić sobie z rzeczywistością bez tych wszystkich "u" - "ó", "rz" - "ż"? Gdyby teraz ogłosić, że można złagodzić ortograficzny reżim, męki edukacyjne "poprawnościowców" okazałyby się bezsensowne. Podobnie zresztą, jak nauka o przewodzie pokarmowym lancetnika czy rozmnażaniu tasiemca - kto z nas to pamięta? Święte okopy edukacji - podstępem wysadzone?
Nikt nie lubi, jak mu się kwestionuje sens jego wysiłów, jego przekonanie, że "więcej coś znaczy", bo posiadł arkana pisowni, podważa jego system pojęć (kultura - piękny język, piękno - poprawność ortograficzna, poprawność ort. - kultura, niepoprawność - chamstwo). Nagle mogłoby się okazać, że językowe chamy to też salonowe pany i nie ma cezury, nie ma znaków rozpoznawczych, kto pan, kto cham...
Jak przykro byłoby właścicielom drogich aut, na które harowały całe pokolenia, gdyby nagle zdewaluowano kulturowe walory posiadania takiego auta - wielkiego, niepraktycznego, ale z mnóstwem "bajerów" i gdyby okazało się, że kierowca takiego auta nie robi na nikim wrażenia większego niż rowerzysta... Wielki płacz rozległby się także wśród długonogich blondynek, które wydały kupę kasy na odsysanie, farbowanie, biustu powiększanie, gdyby nagle okazało się, że dziewczyny z reklam Dove - takie, jakich wiele na ulicach, są uważane za równie atrakcyjne?...
Rozdmuchiwanie kultów (nakeżonego pułapkami języka, super-auta, blond laski, wielkiej rezydencji, etc.), nadawanie ludziom życiowych celów, stymulowanie ich pragnień w pewnych kierunkach angażuje wielu ludzi, angażuje fanatycznie, tak, że nie chcą dopuścić, że czas to wszystko pozmienia, pozrzuca z piedestału jedno, by zastąpić je drugim...
czy uważacie obecną
>polszczyznę za jej szczytowy etap rozwoju?
Uważam, że w świecie, który wymaga od nas przyswojenia coraz liczniejszych informacji, związanych głównie z nowymi technologiami, staroświecki kult perfekcyjnej pisowni straci na wartości.
Osobiście będzie mi z tym i dobrze, i trochę będzie żal. Dobrze, bo uważam, że za dużo czasu i uwagi zabiera się dzieciom na koszmarne wkuwanie, gdzie "u", gdzie "ó", itp. Spokojnie można by się bez tego obejść, choć to (zwykle, bo nie zawsze ciekawa pamiątka po samogłoskach długich, kiedyś używanych. Tylko,że ta pamiatka jest bardzo kosztowna. Powinna więc służyć koneserom, a nie być serwowana na siłę każdemu Jasiowi.
Ja bym jednak uprościła ortografię polską w najbardziej niepraktycznych momentach, szłabym w stronę zapisu fonetycznego. Zostawiłabym natomiast rzeczy praktyczne: Interpunkcję, bo pozwala podzielić zdanie na drobniejsze całostki, służy zrozumieniu. Zostawiłabym kropkę i wielkie litery, bo ułatwiają oczom szybkie schwycenie początku - końca zdania, i spraw kluczowych: imion, nazw własnych...
Optowałabym jednocześnie za tym, żeby dbać o poprawność języka mówionego - wyraźne artykułowanie końcówek, głosek, unikanie wulgaryzmów - to jest chyba największy problem zakłócający przekaz językowy! Można zrozumieć zapis fonetyczny - tu nie ponosi się żadnej praktycznej szkody, ale nie mozna zrozumieć, o co chodzi człowiekowi mówiacemu przez zaciśniete usta, "gubiącemu" spółgłoski, nie kończacemu wyrazów.. Mieliśmy i mamy nadal takie przykłady w świecie rodzimej polityki. Słuchać hadko! Ale może to i lepiej, że w tych dwu przypadkach cześci wywodu się nie rozumie. Nerwy spokojniejsze.
jakie widzicie
>racjonalne uzasadnienie dla u i ó
Nie widzę.
>i skomplikowanej
>deklinacji?
Widzę. Odmieniony wyraz niesie mnóstwo informacji i pozwala, nawet przy słabszym usłyszeniu zdania, szybko zrekonstruowac jego treść. Jest to praktyczne.
czy nowa fala polszczyzny, którą zalewają nas
>dyslektycy, dysortograficy i inni językowi dys_ydenci nie
>nada tonu przyszłości języka?
Tak będzie, bo to praktyczne, ale trochę żal, jak ręcznych robótek wypieranych przez hafty i koronczarstwo maszynowe. Koneserzy jednak dotrą do informacji o historii języka, tak, jak dziś docieramy do informacji o alfabecie starocerkiewnosłowiańskim, kiedyś tu stosowanym, o przegłosach polskich, zanikłej głosce "nga", twardym "h", miękkim "ł"... jeśli o mnie chodzi - piszta
>i mófta jak chceta, byleby s sęsem...
Jeśli o mnie hodzi - piszcie jak hcecie, byle w zgodzie z poprawną wymową.
Sama zaś zaliczam siebie do koneserek, po prostu lubię grzebać się w starych koronkach, dlatego staram się pisać zgodnie z e współczesną, choć trochę niepraktyczną, ortografią. Nie razi mnie jednak, kiedy ktoś myli "u" z ó". Nie przeszkadza mi to w zrozumieniu.
Razi mnie natomiast niechlujna mowa, bez deklinacji, bez koncówek. Taka mowa oznacza brak szacunku dla rozmówcy. Ktoś, kto tak mówi, musi miec dużo ukrytej lub jawnej pogardy dla ludzi. Nie zależy mu wszak na odbiorcy, na ułatwieniu mu aktu komunikacji. On gada do siebie, sam sobie wystarcza. To inni mają dokonywać ekwilibrystyki, żeby wyłowić z jego bełkotu jakiś sens! On nie musi fatygowac narządów artykulacyjnych! Nawet, jeśli taki delikwent okrasza mowę "inteligentnie" brzmiącymi przyrostkami ("arcy") i wytwarza tasiemcowate wyrazy - i tak pozostaje egoistycznym burakiem.
25-01-2008 19:33 
 0 na 2
Brunhilda Jasnogórska (328 punktów)
Dałabym więcej plusów, ale nie mogę, niestety.
26-01-2008 09:17 
 Ocena-1 na 1
Duda (25557 punktów)
Też dałabym dużo więcej plusów. Powinna być taka opcja. Sama będąc ofiarą dysleksji doświadczałam dużego dyskomfortu. Tym bardziej, że wszystkie wyuczone reguły znikały właśnie pod wpływem stresu.
26-01-2008 09:59 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Też dałabym dużo więcej plusów. Powinna być taka opcja.
A ja, by wyrównać nabitą punktację, za te kurtuazyjne wpisy daję obu adoratorkom minusy.
.
26-01-2008 10:35 
 Ocena 5 na 5
Brunhilda Jasnogórska (328 punktów)
Droga Mączko!

Perełko Ty moja! Przeczytałam wczoraj wieczorem Twój tekst i poszłam spać pełna wiary, nadziei i miłości. Aż ciarki mnie przechodzą, kiedy pomyślę sobie, że gdzieś jest taka Mączka, która jak gdyby siedziała w mojej głowie i opisywała dokładnie to, co się w niej znajduje. Dziękuję Ci za... za Ciebie.

Tak mi się jakoś życie ułożyło, że obracam się w towarzystwie permanentnie multimiędzynarodowym i ultrawielokulturowym, że ponad połowę mojego życia spędzam gdzieś na drugim końcu świata, i że jestem bardzo mocno związana emocjonalnie z Afryką. Wszystko to sprawia, że z taką pewną dozą ni to rozbawienia, ni to protekcjonalizmu (tak, protekcjonalizmu - biję się w pierś wyznając ten grzech śmiertelny, ale jakoś mi z nim dobrze w tej akurat sytuacji) przyglądam się dyskusji. Dywagacje purystów językowych bawią mnie o tyle, że odnoszą się jedynie do "naszego" zaścianka i mają charkter sporu wybitnie akademickiego.
Niemal każdy kolejny dzień mojego żywota dowodzi mi, iż język - czy to pisany, czy mówiony - ma jeden podstawowy cel - przekazanie informacji. Tak jak istotą samochodu jest zdolność do stosunkowo szybkiego przemieszczania ciała z punktu A do punktu B, tak istotą mowy czy pisma jest przekaz informacji. Po to zostały one stworzone i temu mają służyć. Oczywiście można wykorzystywać auto w celach sportowych, rekreacyjnych, prestiżowych czy jakich tam jeszcze, ale jego podstawowa funkcja jest jedna.
Cieszę się niezmiernie, że wychowywali mnie humaniści, którym daleko było do postawy z cyklu "Bóg, honor, ojczyzna" czy też "Wanda, co Niemca nie chciała", ewentualnie "Słowacki wielkim poetą był", bo w przeciwnym razie moja przygoda z edukacją zakończyłaby się w najlepszym przypadku na trzeciej klasie liceum. Pamiętam doskonale, jak pisałam najróżniejszego rodzaju wypracowania, prace semestralne itp. (zawsze na ostatnią chwilę), przelewając w nocy na papier myśli kotłujące mi się w głowie, popędzjąc rękę, by nadążała za mózgownicą, i nie zwracając najmniejszej uwagi na ortografię, nie mając ani czasu ani chęci do zastanawiania się czy "kożystny" czy może jednak "korzystny". Było to lenistwo? Tak. Ignorancja? Tak. Miało to jakikolwiek wpływ na treść? Nie. I wdzięczna jestem polonistom, którzy oceniali treść tego, co pisałam, nie zwracając uwagi na moje rekordowe 136 "byków" w dziewięciostronicowym tekście. I odnoszę wrażenie, że nie byłam w mojej postawie odosobniona, bo kiedy oddawano nam prace opatrzone komentarzami i oceną, kiedy po zajęciach wymienialiśmy się na korytarzu uwagami, kiedy czytaliśmy z kolegami i koleżankami swoje prace, okazywało się, że dla wszystkich liczyła się przede wszystkim wartość merytoryczna. Nikt dumny nie był (teraz skłamałam, byłam dumna i blada, kiedy mimo moich słynnych 136 błędów, które przeszły do annałów liceum, rozniosłam w strzępy argumentację takiej jednej zawsze "bezbłędnej" prymuski) z czerwieni okraszającej jego wyczyny ortograficzne, niemniej każdy miał świadomość tego, co było celem. Celem była treść i forma, ortografia pozostawała jednym ze środków prowadzących do osiągnięcia celu.
I bawą mnie osobnicy pokroju Imć Śmigielskiego na ten przykład. Pełne pychy i arogancji nieloty, uzurpujące sobie prawo do ferowania wyroków z tej tylko racji, że udało im się raz czy dwa wdrapać na dach pobliskiej stodoły i rzucić okiem na podwóko poniżej. Tak ich ten wyczyn zachwycił i popadli w takie samouwielbienie, iż z wysokości strzechy uznali siebie za panów przestworzy, zapominając, że najistotniejsze we wszystkim są delikatne nitki porozumienia, jakie nawiązują się między piszącym i czytającym. Kiedy wytworzy się ta ulotna atmosfera, kiedy nadawca i odbiorca synchronizują się na tych samych częstotliwościach, kiedy tekst porywa swoją świeżością, rytmem, urokiem, kiedy czytelnik pożera treść, a treść pożera jego - linijka za linijką, akapit za akapitem - i gna, i cwałuje, i kiedy ktoś odnajduje w tym wszystkim jakąś cząstkę i siebie, i nadawcy, wtedy nie zwraca najmniejszej uwagi na duperele w rodzaju przecinka czy o z kreską.

Mam przyjaciółkę (rdzenną Murzynkę) na Wyb.Kości Słon. Jest to była kolonia francuska, więc dziewczyna poznała w szkole (4 kalsy podstawówki, i i tak miała szczęście, że chociaż tyle) tylko język francuski. Angielskiego nauczyła się sama z racji podróżowania po Ghanie i Nigerii oraz z płyt Karaoke, i porozumiewa się nim w mowie nawet dosyć biegle, natomiast pisać w tym języku nie potrafiła w ogóle. Do momentu, kiedy zaczęła pisać do mnie. Ja o francuskim mam pojęcie tak blade, że aż krystalicznie przezroczyste, więc uznałyśmy, iż mimo wszystko będziemy się komunikować po angielsku. Dziewczyna nie ma pojęcia o jakiejkolwiek interpunkcji i o pisowni angielskiej, gramatyką posługuje się intuicyjnie i odnoszę wrażenie, że jest to bardziej francusko-afrykńska (no tak, a czegóż innego miałabym się spodziwewać) gramatyka, niż jakakolwiek inna. A mimo to się dogadujemy całkiem nieźle. Wiem, kiedy pisze w towarzystwie słownika francusko-angielskiego (i nie potrafię wyjść z podziwu dla jej samozaparcia i cierpliwości), ale najcudowniejsze są jej spontaniczne listy i sms'y, kiedy nie ma pod ręką żadnej pomocy naukowej i serwuje mi wprost nieopisanie uroczy francuski zapis fonetyczny angielskiego. Siedzę nad tym i śmieję się przez łzy. Rozbawiona i do granic rozczulona, bo czytając to widzę ją z całą jej determinacją, z jej nadzieją i wiarą w to, że przecież zrozumiem.
I oczywiście, że rozumiem. I przeczytanie tego nie jest dla mnie drogą przez mękę. Wręcz przeciwnie. Po prostu ją rozumiem.

Kończy mi się miejsce, więc jeszcze króciutko o czytelności. Tekst, to forma graficznego przekazu informacyjnego i umiejętność sprawnego czytania jest funkcją treningu i oswojenia mózgu z tym, co widzi. Kiedy niedawno przyszło mi pracować z Rosjanami miałam straszne trudności z cyrylicą. 6 tyg. zajęło mi ponowne oswajanie mózgu z tym, że "p" może być "r" a "m" - "t". Dało się. I tak samo łatwo da się przestawić szare komórki z "podróży" na "podrurz".
26-01-2008 17:05 
 Ocena 1 na 1
Mączka (431 punktów)
> Przeczytałam wczoraj wieczorem Twój tekst i poszłam spać pełna wiary, nadziei i miłości.
Oj, Bruno, zupełnie niechcący przywróciłam cię do grona cnotliwych chrześcijanek: otóż posiadłaś wczoraj wieczór Trzy Cnoty Boskie! Co teraz zrobisz?
>Tak mi się jakoś życie ułożyło, że obracam się w towarzystwie permanentnie multimiędzynarodowym i ultrawielokulturowym,
Hm, więc zgłębiasz praktycznie to, co ja teoretycznie i w wyobraźni.
>Pamiętam doskonale, jak pisałam najróżniejszego rodzaju wypracowania, prace semestralne itp. (zawsze na ostatnią chwilę),

Hm, ja na ogół po usłyszeniu tematu wypracowania wracałam do domu tak napalona, że od razu zasiadałam do zeszytu i też bez poprawek (szkoda czasu na głupoty, gdy ogień natchnień płonie!) tworzyłam manifesty osnute na kanwie losów Psa, który jeździł koleją i jemu podobnych. Piękna jest taka praca w ekscytacji, w "przepływie", w zapamiętaniu, kiedy głowa staje się pasem transmisyjnym dla słów zupełnie niespodziewanych, myśli pełnych odkryć!.. Oby częściej takie rzeczy i dorosłym się zdarzały!

>czerwieni okraszającej jego wyczyny ortograficzne, niemniej każdy miał świadomość tego, co było celem.
A dodatkowym celem dezynwoltury ortograficznej przy porywających (przynajmniej autorki) tekstach były Popisy Mistrzyń. Bo Mistrzyni tańczy na linie bez asekuracji, nonszlancko!

>I bawą mnie osobnicy pokroju Imć Śmigielskiego na ten przykład. Pełne pychy i arogancji nieloty, uzurpujące sobie prawo do ferowania wyroków z tej tylko racji, że udało im się raz czy dwa wdrapać na dach pobliskiej stodoły i rzucić okiem na podwóko poniżej. Tak ich ten wyczyn zachwycił i popadli w takie samouwielbienie, iż z wysokości strzechy uznali siebie za panów przestworzy
Nie chciałabym być teraz w skórze Śmigielskiego! Ale masz, Bruno, cięty jezyk! Fajne to i śmieszne, mam nadzieję, że Śmigielski się za bardzo nie załamie! Nie zapomijnaj też, Bruno, o zasadzie nomen omen - Śmigielski może wcale nie zawdzięcza swej, jak sugerujesz, buty, wejściu na stodołę, lecz może wierzy w antyczną mądrość i z niej wnosi, że jest jest lotny! Nie gniewaj się, Imć Śmigielski, za podśmiewania, to nic nie znaczy, bo jeszcze cię nie czytałam za dużo, więc nie wiem, co o tobie sądzić! Trzymaj się, chłopie!

Ponieważ jakoś nie mogę skupić się na sprawach polszczyzny, pozdrawiam i zmykam stąd!
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Jako że repetitio est mater... , odsyłam do staroci:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,83495

   Naiwnie wierzę, Brunhildo, że zachłyśnięcie się szerokim światem nie będzie u ciebie stanem permanentnym. Zdradzę ci, że to przerabiałem: jako zapamiętały żeglarz też zwiedziłem odrobinę tego globu. Przydało mi to raczej refleksji, nie oszołomienia.
.
26-01-2008 14:09 
 Ocena 4 na 4
sukulent (2309 punktów)

> Podobnie zresztą, jak nauka o przewodzie pokarmowym lancetnika czy rozmnażaniu tasiemca - kto z nas to pamięta?

Ja. Co więcej, używam do praktyki dnia mego codziennego.
Odpowiadam dość często na pytania takich, co to właśnie nie pamiętają, skąd się takie "cuś" pojawiło, czy to czekolady jeść nie wolno, czy może mleka pić ? I czy to kota - łapserdaka należy teraz utopić, czy może papużce łeb ukręcić, aby nie wróciło never ever and for good ?
Wydawało mi się niegdyś, że moje udręki szkolne związane z poznawaniem tajników języka rosyjskiego są pozbawione głębszego sensu. Życie zweryfikowało moje przekonanie już na wysokości studiów. Od tego czasu nie śmiem dyskwalifikować jakiejkolwiek wiedzy, jako niepotrzebnej.

Pozdrawiam.

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
Mączka (431 punktów)
Serio pamiętasz budowę lancetnika? Bo ja - nic a nic!
To, że tylu ludzi zwraca się do ciebie jako eksperta od pytań z zakresu podstawówki, świadczy opowszechnym zapomnieniu spraw lancetniczych i twojej w tym wzgledzie wyjątkowości - chlubnej, notabene, bardzo chlubnej!
26-01-2008 17:02 
 Ocena 2 na 2
stilgar (7322 punktów)
Nie można tak uogólniać - mnie w podstawówce np. dziwiło, czemu mam się uczyć o rocznej produkcji węgla na Fidżi, za to dla mojego brata było to bardzo interesujące. Dla mnie interesująca była matematyka, fizyka, biologia (zwłaszcza genetyka i budowa komórek ) czy niektóre okresy z historii ( XX wiek, starożytny Rzym, historia Inków, Majów i Azteków ( to zapewne "wina" serialu Tajemnicze Złote Miasta, który oglądałem będąc dzieckiem ) ) Za to reguły języka polskiego wydawały mi się głupie, bezsensowne i niepotrzebnie komplikujące życie. Dopiero potem do mnie dotarło, że to jest po prostu standard komunikacji, może i niezbyt doskonały, ale obowiązujący - i tylko porozumiewanie się zgodne z nim ułatwia życie i mi i moim rozmówcom.

Oczywiście można przeprowadzić gruntowną reformę języka, wszystko uprościć - ale ile to będzie kosztować?!
26-01-2008 19:47 
 Ocena 2 na 2
sukulent (2309 punktów)
>Serio pamiętasz budowę lancetnika? Bo ja - nic a nic!

Pamietam też detale dotyczące np. wieloszczetów i ich pobratymców skąposzczetów. Ty pewnie też coś pamiętasz - uszy do góry.

>To, że tylu ludzi zwraca się do ciebie jako eksperta od pytań z zakresu podstawówki, świadczy opowszechnym zapomnieniu spraw lancetniczych i twojej w tym wzgledzie wyjątkowości - chlubnej, notabene, bardzo chlubnej!

Wiesz, moje "ekspertstwo" dotyczy raczej wymienionego przez Ciebie jednym tchem z lancetnikiem tasiemca, oraz tajników jego rozrodu. Lancetnik rzadko decyduje się na zamieszkanie w ludzkim jelicie, a ta wredota tasiemiec - wręcz odwrotnie. Daleko mi do wiedzy parazytologa, niemniej na codzień przebywam w gronie takich wyjątkowych ludzi, co to pamiętają o tasiemcu i gliście ludzkiej. Jest nas więcej takich, którym zapadło w pamięć, że nieroztropnie jest siać sałatę w pobliżu kompostu zasilanego ludzkim nawozem. Wysiłki pani od biologii nie poszły na marne.

Pozdrawiam serdecznie
Ale wieje


"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
26-01-2008 18:04 
 0 na 2
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Według mnie niepotrzebnie się tak wysilałaś. Mogłaś napisać, po prostu, "piszta jak chceta".

Twoja argumentacja i tak "nie ostanie się" w obliczu obiektywnej argumentacji.
Po pierwsze:
Moja uwaga do forumowicza nie miała natury estetycznej, tylko czysto logiczną. Zdania zaczynamy z dużej/wielkiej litery, bo tak skonstruowany jest logiczny zapis języka.
Czas tu niczego nie pozmienia.
>staroświecki kult perfekcyjnej pisowni straci na wartości
Nigdy wyraz góra, nie zamieni się na gura, nawet za tysiąc lat.
Po drugie:
Zmiany językowe następują prawie wyłącznie w sferze języka mówionego. Na przykład powstają: spoko, fajowy, wporzo. Z internetu przedostają się też różne grypsy językowe, skróty typu: IMO, lecz ortografia nie ulega zmianie.
>Jeśli o mnie hodzi - piszcie jak hcecie, byle w zgodzie z >poprawną wymową.
Przepraszam, czy pomyślałaś zanim to napisałaś?
(Przy okazji - Czy wiesz, że w Polsce kiedyś wymawiało się inaczej h i ch?)
Strzeliłaś sobie tutaj samobója. Jeśli forumowicz pisze gora, to zmusza Cię do wymawiania słowa gora, nie góra. Przeczysz więc własnym słowom.
>Że można satysfakcjonująco radzić sobie z rzeczywistością bez >tych wszystkich "u" - "ó", "rz" - "ż"?
(Zdań nie zaczyna się od że)
>Gdyby teraz ogłosić, że można złagodzić ortograficzny reżim, >męki edukacyjne "poprawnościowców" okazałyby się bezsensowne.
26-01-2008 18:43 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Twoja argumentacja i tak "nie ostanie się" w obliczu obiektywnej argumentacji.

co rozumiesz przez obiektywną argumentację?

>logiczny zapis języka.

co to takiego?
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>co rozumiesz przez obiektywną argumentację?

   Subiektywizm większości.

>>logiczny zapis języka.
>co to takiego?

   Nie do wyjaśnienia komuś, kto logikę odrzuca.

------------------------------------------
   Przepraszam Celecrina za "wyręczanie".
.
27-01-2008 17:49 
 Ocena-1 na 1
Celecrin (11895 punktów)
Witam
>>co rozumiesz przez obiektywną argumentację?
>   Subiektywizm większości.
Nie Zbysławie. Obiektywną znaczy równą dla wszystkich Język pisany powinien być zgodny z pewnymi zasadami, które obowiązują każdego. Prawa te z kolei są zgodne z logiką. Nie ma miejsca na subiektywność tutaj.
Nawet jeśli ktoś uważa, że ó i u są bez sensu, to istnienie ich MUSI mieć przyczynę, ponieważ język pisany tworzono na podstawie języka mówionego. Kiedyś ó i u wymawiano po prostu inaczej, tak jak ż i rz, czy ch i h.
Lecz nie o ortografii tu mówimy, lecz o dużych literach. Pisanie dużych liter jest ściśle określone umową "obiektywną" i ma za zadanie podkreślać początek nowego zdania.
Gdyby diogenes nie pisał kropek, byłoby to mniejsze przestępstwo niż nie pisanie wielkich liter na początku zdania. Jednak stawianie kropki i wielkiej litery oraz spacji dopiero JEDNOZNACZNIE wskazuje na intencję piszącego. Nie ma miejsca tu na subiektywizm, nawet większościowy.
27-01-2008 17:16 
 Ocena-1 na 1
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Dla Ciebie widzę duże literki nie istnieją?

Nie masz ochoty ich pisać?

Zlewasz mnie?

Nie mam ochoty z Tobą rozmawiać?
Mączka (431 punktów)
>Cześć
A gdzie kropka lub inny znak przestankowy? Trzeba było coś tu wstawić, rycerko ortografii!
>Według mnie niepotrzebnie się tak wysilałaś.
Jakie moje wysilanie masz na myśli? Widziałaś mnie, jak wczoraj pchałam samochód? Nie przypominam sobie, bym ostatnio wysilała się w jakikolwiek inny sposób.
> Mogłaś napisać, po prostu, "piszta jak chceta".
Pozwól, że będę pisała to, co sama chcę, a nie to, co ty być chciała, abym pisała!

>Twoja argumentacja i tak "nie ostanie się" w obliczu obiektywnej argumentacji.
Bardzo mnie zaciekawiłaś! Masz dostęp do "obiektywnej argumantacji"? Jaki obiekt stoi za tą argumentacją? Musi być to obiekt obiektywnie mądry!.. Pewnie maszyna jakaś, bo człowiek, jak wiadomo, zawsze ma swój sposób patrzenia. Ty, jak mniemam, kontaktujesz się stale z obiektywną siłą, która ci przekazała, że moja argumentacja "nie ostanie się".
Cudzysłów przy zwykłym frazeologizmie, który pisze się bez cudzysłowu.. nie, to nie może być błąd ortograficzny! Oznacza zapewne, że cytujesz wprost słowa Obiektywnej Siły...
>Po pierwsze:
>Moja uwaga
Teraz z kolei używasz narracji pierwszoosobowej i zdajesz się mniemać, że "obiektywne" - to to samo, co twoje! Ha, ha! Dobre, dobre! Jedziemy dalej!

>do forumowicza nie miała natury estetycznej, tylko czysto logiczną.
Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek zajmowała stanowisko w sprawie twojego sporu estetycznego z jakimś forumowiczem. Coś ci się pomyliło.

> Zdania zaczynamy z dużej/wielkiej litery, bo tak skonstruowany jest logiczny zapis języka.
A Chińczycy to już nielogiczni?..
Ale skoro już objawiamy sobie rozmaite prawdy, ja też ci coś zdradzę: Buty sznurujemy naprzemiennie, bo tak skonstruowany jest logiczny sposób wiązania butów! Mocne, nie?!
>Czas tu niczego nie pozmienia.
Jako i w butach, jako i w butach!...

>Nigdy wyraz góra, nie zamieni się na gura, nawet za tysiąc lat.
Masz kontakty w sferach wróżbiarskich! Ucieszyłaś mnie, bo już się bałam, że efekt cieplarniany nas zniszczy, że meteor uderzy w planetę, ale nie, ty wiesz, że nie, bo i za tysiąc lat nikt nie ruszy "góry"! To napisz może, ile jeszcze takich spokojnych tysięcy przed nami?..

>Po drugie:
>Zmiany językowe następują prawie wyłącznie w sferze języka mówionego. Na przykład powstają: spoko, fajowy, wporzo. Z internetu przedostają się też różne grypsy językowe, skróty typu: IMO, lecz ortografia nie ulega zmianie.
Zdziwisz się: Niedawno nastąpiła wielka rewolucja w sprawie prezdrostka "nie" z imiesłowami.
>>Jeśli o mnie hodzi - piszcie jak hcecie, byle w zgodzie z >poprawną wymową.
>Przepraszam, czy pomyślałaś zanim to napisałaś?
Tak, pomyślałam, nie konfuduj się!

>(Przy okazji - Czy wiesz, że w Polsce kiedyś wymawiało się inaczej h i ch?)
Znów, serdeńko, problem ze znakami przestankowymi! Po myślniku nie zaczyna się kolejnego słowa od wielkiej litery. Tako rzecze ortografia polska.
Przeczytaj moją wypowiedź i znajdź stosowny fragment o "h" twardym i miękkim.

>Strzeliłaś sobie tutaj samobója. Jeśli forumowicz pisze gora, to zmusza Cię do wymawiania słowa gora, nie góra. Przeczysz więc własnym słowom.
Jakie słowa, jaki forumowicz i dlaczego zmusza mnie do samobójstwa?... I skąd się wzięła jakaś "gora"?.. Który to forumowicz pisze "gora" i zmusza mnie do wymawiania słowa "gora"?.. A może gora zmusza forumowicza?...
Och, wydaje mi się, że prędzej "gora" z górą" się zejdzie, niż twoja wypowiedź z sensem...

Nic z niej nie rozumiem, ale, na wszelki wypadek, przed chwilą wymówiłam słowo "góra" - i wyszło normalnie, nie jako "gora", wiec ten forumowicz nie zmusił, nie bój się go! Nie jest wcale straszny, nie plącze ludziom jezyków, jak to kiedyś uczyniono na wieży Babel...

>>Że można satysfakcjonująco radzić sobie z rzeczywistością bez >tych wszystkich "u" - "ó", "rz" - "ż"?
>(Zdań nie zaczyna się od że)
W tekście o charakterze retorycznym jest to dopuszczalne. Mój tekst o języku zaliczam do tego właśnie gatunku, a nie do przekazów typu "instrukcja obsługi suszarki".

>>Gdyby teraz ogłosić, że można złagodzić ortograficzny reżim, >męki edukacyjne "poprawnościowców" okazałyby się bezsensowne.
>
Ten cytat, pozbawiony komentarza, oznacza, że się z nim tak dalece zgadzasz, że aż go sobie przywołujesz w celu lepszego zapamiętania?.. Jakie to milusie!....
26-01-2008 21:33 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

   Jeśliby dwaj czołowi przedstawiciele tak zwanej inteligencji żoliborskiej umieli mówić tak sugestywnie, jak Ty potrafisz pisać, o wcześniejszych wyborach moglibyśmy tylko pomarzyć. Bogu więc niech będą dzięki, że nie potrafią.

   Przekaz pisany, w porównaniu do mówionego, ma jednak tę przewagę (dla niektórych może to być wadą), że jest znacznie podatniejszy na analizę. Kiedy więc opadły emocje wywołane pierwszą lekturą, emocje pod wpływem których w ciemno skłonny byłem przyznać Ci rację i uznać, że dotychczas błądziłem, przyszła pora na kolejne czytanie. Także, wstyd przyznać, między wierszami. I właśnie między wierszami, (czasami można zdanie zaczynać od i) wyczytałem Twoją niechęć do elit. Wszelakich elit, ale zwłaszcza tych samozwańczych, których członkostwo nie daje żadnych realnych przewag, łączy się za to z niczym nieuzasadnionym poczuciem wyższości w stosunku do wszystkich nienależących. Taką elitę, tworzą Twoim zdaniem, a przynajmniej tak mi się wydaje, osobnicy upierający się tępo przy konieczności stosowania przyjętych, (przez Bóg wie kogo), zasad posługiwania się naszą polską mową.

   Muszę przyznać, że podzielam Twoją niechęć do elit. Moja niechęć jest instynktowna, rzec by można wrodzona i dlatego zrobiło mi się nieswojo, kiedy poczułem, że mógłbym być zaliczony do jednej z nich. Czyżby było aż tak źle?

   Chyba jednak nie. Umiejętność poprawnego pisania nie jest umiejętnością elitarną, co zdajesz się sugerować. Owszem, jej opanowanie wymaga pewnego wysiłku, dla dyslektyka nawet znacznego, nie jest to jednak wysiłek ponad siły przeciętnego człowieka. Czy opanowanie tej umiejętności daje jej posiadaczom prawo do poczucia wyższości w stosunku do tych, którzy jej nie opanowali? To zależy. Jeśli jej brak wynika z lenistwa, niechęci do podejmowania jakiegokolwiek wysiłku, co więcej, jeśli niechęć ta jest podbudowywana teoretycznie poprzez sprowadzanie wielorakich funkcji języka, do tej jednej, jedynej, komunikacyjnej, to przyznaję - w stosunku do takich osób mam poczucie wyższości. Zresztą mam wrażenie, że odwzajemnione. Bo czyż można nie uważać za ciężkiego frajera kogoś, kto przywiązuje tak dużą wagę do posiadania tak mało praktycznej, ich zdaniem, umiejętności?

   Takich osób jest jednak niewiele. Tworzą wąską elitę pragnącą pozostałym narzucić swe zdanie. Czy mamy biernie się temu przyglądać? Liczę na Twą niechęć do elit.

   Serdecznie pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Mączka (431 punktów)
>   Jeśliby dwaj czołowi przedstawiciele tak zwanej inteligencji żoliborskiej umieli mówić tak sugestywnie, jak Ty potrafisz pisać, o wcześniejszych wyborach moglibyśmy tylko pomarzyć. Bogu więc niech będą dzięki, że nie potrafią.
To i ja się przyłączam do dziękczynień! I deklaruję, że gdyby nawet straszyli mnie ABW, kusili agentem i traktowali arcypodle, nie oddam swej sztuki słownej na niegodną służbę!

>   Przekaz pisany, w porównaniu do mówionego, ma jednak tę przewagę (dla niektórych może to być wadą), że jest znacznie podatniejszy na analizę. Kiedy więc opadły emocje wywołane pierwszą lekturą, emocje pod wpływem których w ciemno skłonny byłem przyznać Ci rację i uznać, że dotychczas błądziłem,
Placowniku, jak sądzisz, czy nadawałabym się na przywódczynię sekty?..
> przyszła pora na kolejne czytanie. Także, wstyd przyznać, między wierszami.
Między wierszami jest najciekawiej!
> Twoją niechęć do elit. Wszelakich elit, ale zwłaszcza tych samozwańczych, których członkostwo nie daje żadnych realnych przewag, łączy się za to z niczym nieuzasadnionym poczuciem wyższości w stosunku do wszystkich nienależących.
Jestem pod wrażeniem. Rzeczywiście, masz dużo racji i pokazałeś mi coś nowego ale prawdziwego. Z tym, że nie mam niechęci do elit wszelakich, tylko do tych samozwańczych. Wybitni sportowcy, chirurdzy, dziennikarze są elitą, a nie mam nic przeciwko ich "klubowości".
>Taką elitę, tworzą Twoim zdaniem, a przynajmniej tak mi się wydaje, osobnicy upierający się tępo przy konieczności stosowania przyjętych, (przez Bóg wie kogo), zasad posługiwania się naszą polską mową.
Nie, może to przykre dla purystów ortograficznych, ale nie uważam, że stanowią elitę. Uważam, że oni sami, niesłusznie zresztą, uważają się za elitę.
>   Muszę przyznać, że podzielam Twoją niechęć do elit. Moja niechęć jest instynktowna, rzec by można wrodzona i dlatego zrobiło mi się nieswojo, kiedy poczułem, że mógłbym być zaliczony do jednej z nich. Czyżby było aż tak źle?
A ja bym chciała być zaliczoną do którejś z elit, które akceptuję, elit o charakterze mistrzowskim. Być w pierwszej lidze felietonistów, hokeistów.. Nie mów, że ty byś tego nie chciał!
>   Chyba jednak nie. Umiejętność poprawnego pisania nie jest umiejętnością elitarną, co zdajesz się sugerować.
Niczego takiego nie twierdzę.
> Bo czyż można nie uważać za ciężkiego frajera kogoś, kto przywiązuje tak dużą wagę do posiadania tak mało praktycznej, ich zdaniem, umiejętności?
Uwaga natury ogólnożyciowej: Ludzie lubią dodawać sobie animuszu poprzez tzw. "moje lepsze!". Ty pomyślisz "frajer" o kolesiu nie umiejącym sklecić zdania, on pomyśli "frajer" o tobie, bo nie masz modnych adidasów (?). Moim zdaniem, ani poprawna pisownia, ani adidasy nie kwalifikują do elity. Co najwyżej do jakiegoś Klubiku Życiowych Opcji.
>   Takich osób jest jednak niewiele. Tworzą wąską elitę pragnącą pozostałym narzucić swe zdanie. Czy mamy biernie się temu przyglądać? Liczę na Twą niechęć do elit.
To co, mam teraz palić słowniki, tak, jak przed laty siostry me spaliły staniki?.. Zerwać więzy ortografii niczym haftki i troki w XIX-wiecznych stanikach?... Placowniku, ty mnie normalnie podpuszczasz!
>   Serdecznie pozdrawiam
Ja też!
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli

A striptiz ich niech obnaży prawdę serca!..
Ludomir Tulko (317 punktów)
(zablokowany)

Polszczyzna z odpowiednimi dowolnościami - realistyczne esperanto.

Ludomir Tulko
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>dla wielu naruszenie zasad pisowni języka etnicznego
Diogenesie. Równie dobrze możesz zastosować lustrzane odbicie + "haszowanie" treści. Dorzuć jeszcze SSL. Wtedy wszyscy zawyją ze szczęścia czytając Twoje posty.
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
Mave (114 punktów)
Dzień dobry Myśli Racjonalnej!

przeróżniaste modulowanie naszego języka ojczystego zwanego również polszczyzną, w sposób w różnym stopniu odległym od jej konwencjonalnej postaci, może czasami przyprawić o niesmak czy nawet mdłości....
ale to co irrrrytuje mnie troszeczkę, to nieprzerwana ciągłość tych tyrad wchodzących w obręb jałowych dialogów....
tak więc (i proszę mi nie mówić, że tak zdania się nie zaczyna) opamiętajcie się pisząc swoje wypowiedzi i kondensujcie swoje myśli, bo zawsze można ująć myśl dosłowniej niż by się to mogło wydawać....

....co do poprawności językowej w forach internetowych....
póki mesaż jest zrozumiały dla odbiorcy i utrzymujemy szacunek do tego do czego powinniśmy... to wszystko gro...

ps: jak zwykle nie odnoszę się do ogółu użytkowników forum, ani też do poszczególnych indywiduów;]

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365