 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Bazgroły
| Napisano | Autor | Tytuł | | 31-12-2008 12:04 | Katarzyna (2198 punktów) | Koniec i początek.
10 na 10 | Lubię święta zimowego przesilenia. Już od bardzo długiego czasu nie mają dla mnie wymiaru "boskiego". Nie przeżywam ich jako pamiątki narodzin Boga. Jednak zawsze były dla mnie symbolem zmiany, początku, nowego otwarcia. Symboliczne "umieranie" światła, powoli, krok za krokiem, aż do punktu całkowitej czerni i z tego punktu odrodzenie życia.
Późna jesień i zima aż do dnia przesilenia to zamieranie. Zastyganie wszystkiego wokół w bezruchu, tak, jakby zewsząd czaiła się śmierć. Nawet ptaki milkną, nastaje cisza. Czasem przerywana świstem wiatru, ale to wiatr bezwładu, wiatr umarłych liści, strzępków i cieni letniego życia. Jeśli weźmiesz je w rękę, rozsypią się pod dotykiem palców.
Kiedy czerń zaraża sobą już wszystko. Kiedy jestem pewna że wpełznie do mojej głowy i serca, usiądzie mi na piersi jak czarny kruk i rozdziobie ostatni oddech...
...nadchodzi ten moment. To nawet nie jest żadna widoczna zmiana. Ona zachodzi w mojej głowie. Nagle wiem. Światła zrobi się coraz więcej. Szaro-bury smutek zostanie gdzieś w tyle, rozpłynie się w przestrzeni. Dookoła ciągle czarno, ale gdzieś w środku, bardzo powoli, jeszcze nieśmiało, w oczy zagląda nadzieja.
Lubię proces. Traktuję swoje życie jako drogę. W tej drodze najważniejsza jest ona sama, nie punkt gdzie się zaczęła ani ten, gdzie się skończy. Pasmo rozwoju, szereg lekcji. Czasem przyjemnych, a czasem tak trudnych, że sprawiających wrażenie nie do zniesienia. Jednak w ostatecznym rozrachunku, każda z nich jest dla mnie bardzo cenna. Z każdej zachował się ślad w mojej głowie. Każda z nich buduje złożoność.
Te czarne dni przed zimowym przesileniem, są podobne do ciemnych dni życia. Kiedy spotyka mnie coś, co sprawia, że chcę się ukryć jak zdychające zwierzę. Zaszyć w najbardziej niedostępnym miejscu puszczy, schować w czarnej pustce, zniknąć. I jednocześnie boję się tego rozpłynięcia i nie mam siły na walkę. Pożera mnie bezradność i niemoc. Tego stanu boję się najbardziej, więc walczę do utraty sił. Odpuszczam dopiero, gdy jestem tak słaba, że prawie czuję, że mnie nie ma. I w tym zupełnym poddaniu się zaczynam czuć, jak gdzieś w środku, jakby niezależna ode mnie, rodzi się moja siła.
Dla mnie ten dzień zimowego przesilenia to symbolicznie czas zwycięstwa człowieka. Jego mocy, wrażliwości. Czas przekraczania nowej granicy. Trudny - bo wiążący się z zamknięciem, a więc podsumowaniem tego, co było. Jednak dający też szansę na zatrzymanie i wbudowanie tego, co cenne i odrzucenie tego, co trujące.
KONIEC I POCZĄTEK. W tej właśnie kolejności. Zakończenie po to, aby móc wpuścić nowe. Smutek, śmierć, ograniczenie zostaje poza. Można z otwartością, wrażliwością i siłą wejść w nowy rok. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów) | >Lubię święta zimowego przesilenia. >KONIEC I POCZĄTEK. W tej właśnie kolejności. Zakończenie po to, aby móc wpuścić nowe. Smutek, >
Lubię oglądać literki, składające się w słowa, słowa w myśli. Ciekawe myśli. Lubię ludzi. Nie wszystkich, bo niektórzy używają literek do wyrażania agresji, nietolerancji. Twoje literki są magiczne. Ty jesteś magiczna. Także w nowym wcieleniu.
|
|
 | 1 na 1 | Katarzyna (2198 punktów) | To cenny dar, dostać takie słowa w prezencie od człowieka, którego się lubi i ceni. Dziękuję
"Największą chlubą nie jest to, aby się nigdy nie potknąć, ale to, aby po każdym upadku dźwignąć się i stanąć na nogi."
|
|
|  | | Admirabilis | Mam nadzieję, że Twoje śmieszne, nowego ego nie będzie pisać żadnych maili do mnie do pracy, próbować się ze mną skontaktować drogą zawodową, ani w żaden sposób, wchrzaniać się w moje życie prywatne. Z góry dziękuję.
|
|
| erypis (92 punktów) |
>zmiany, początku, nowego otwarcia. Symboliczne "umieranie" światła, powoli, krok za krokiem, aż do >punktu całkowitej czerni i z tego punktu odrodzenie życia. >Późna jesień i zima aż do dnia przesilenia to zamieranie. Zastyganie wszystkiego wokół w bezruchu, >tak, jakby zewsząd czaiła się śmierć. Nawet ptaki milkną, nastaje cisza. Czasem przerywana świstem >wiatru, ale to wiatr bezwładu, wiatr umarłych liści, strzępków i cieni letniego życia. Jeśli >weźmiesz je w rękę, rozsypią się pod dotykiem palców. >Kiedy czerń zaraża sobą już wszystko. Kiedy jestem pewna że wpełznie do mojej głowy i serca, >usiądzie mi na piersi jak czarny kruk i rozdziobie ostatni oddech... >...nadchodzi ten moment. To nawet nie jest żadna widoczna zmiana. Ona zachodzi w mojej głowie. >Nagle wiem. Światła zrobi się coraz więcej. Szaro-bury smutek zostanie gdzieś w tyle, rozpłynie się >w przestrzeni. Dookoła ciągle czarno, ale gdzieś w środku, bardzo powoli, jeszcze nieśmiało, w oczy >zagląda nadzieja. >Lubię proces. Traktuję swoje życie jako drogę. W tej drodze najważniejsza jest ona sama, nie punkt >gdzie się zaczęła ani ten, gdzie się skończy. Pasmo rozwoju, szereg lekcji. Czasem przyjemnych, a >czasem tak trudnych, że sprawiających wrażenie nie do zniesienia. Jednak w ostatecznym rozrachunku, >każda z nich jest dla mnie bardzo cenna. Z każdej zachował się ślad w mojej głowie. Każda z nich >buduje złożoność. >Te czarne dni przed zimowym przesileniem, są podobne do ciemnych dni życia. Kiedy spotyka mnie coś, >co sprawia, że chcę się ukryć jak zdychające zwierzę. Zaszyć w najbardziej niedostępnym miejscu >puszczy, schować w czarnej pustce, zniknąć. I jednocześnie boję się tego rozpłynięcia i nie mam siły >na walkę. Pożera mnie bezradność i niemoc. Tego stanu boję się najbardziej, więc walczę do utraty >sił. Odpuszczam dopiero, gdy jestem tak słaba, że prawie czuję, że mnie nie ma. I w tym zupełnym >poddaniu się zaczynam czuć, jak gdzieś w środku, jakby niezależna ode mnie, rodzi się moja siła. >Dla mnie ten dzień zimowego przesilenia to symbolicznie czas zwycięstwa człowieka. Jego mocy, >wrażliwości. Czas przekraczania nowej granicy. Trudny - bo wiążący się z zamknięciem, a więc >podsumowaniem tego, co było. Jednak dający też szansę na zatrzymanie i wbudowanie tego, co cenne i >odrzucenie tego, co trujące. >KONIEC I POCZĄTEK. W tej właśnie kolejności. Zakończenie po to, aby móc wpuścić nowe. Smutek, >śmierć, ograniczenie zostaje poza. Można z otwartością, wrażliwością i siłą wejść w nowy rok. Rytm to skrzydła duszy wznoszące ją w nowy region doświadczania świata i siebie. Radość i smutek. Radość przyspiesza bicie serca, krew intensywniej rozchodzi się po całym organizmie, czerwienieją policzki. Smutek, strach wstrzymuje oddech,twarz staje się blada, niejako cały organizm zamyka się, kurczy. Otwieranie, zamykanie. Sen i jawa. Jawa i sen.Życie i śmierć. Śmierć i życie. Przechodzenie z jednego stanu w drugi. Z jednej myśli w drugą, z linii prostej w zakrzywienie, z jednego dźwięku w inny. Pomiędzy jednym a drugim, jeżeli w oba będziemy się intensywnie wżywać odczujemy subtelną wolę. Ona napędza rytm, przesuwa chwilę w kierunku przyszłości. Życie przejawia się, świadomości jaką posiadamy, w granicach. Doświadczamy określony kształt, kolor, słowo.Żeby granice kształtu mogły powstać, musiał on zostać wydzielony, przez naszą świadomość, z oceanu wszystkich kształtów, musiał obumrzeć w świecie wielokształtów. Podobnie jest z kolorem i słowem. Tworzenie granic, jest obumieraniem w innym świecie, zaparciem się innego świata, z którego się zrodziliśmy, zaparciem się przeszłości. Wola niesie nas w przyszłość ponownie do świata z którego kiedyś wyszliśmy. W każdym oddechu, w każdym uderzeniu serca, jest zmaganie się życia ze śmiercią, starego z nowym. Dusza nasza pomiędzy narodzinami a śmiercią obdarzona została drogą, po której idziemy krok po kroku, czasem szybciej, czasem wolniej.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|