W rewanżu posyłam Ci klasyka: Ważyk Adam
Poemat dla dorosłych, 1955
Place się wiją jak kobry, domy się pysznią jak pawie, dajcie mi stary kamyczek, niech się odnajdę w Warszawie.
Stoję jak słupnik bezmyślny na placu pod kandelabrem, chwal?, podziwiani, przeklinam na kobrę, na abrakadabrę.
Zapuszczam się jak bohater pod patetyczne kolumny, co mi tam kukły Galluxa wymalowane do trumny!
Tu młodzi chodzą na lody! Ach, wszyscy tu bardzo młodzi, pamięcią sięgają ruin, dziewczyna wkrótce urodni.
Co wrosło w kamień, zostanie: patos pod rękę z tandetą, tu będziesz uczył się liter, przyszły warszawski poeto.
Kochaj to zwykłą koleją, inne kochałem kamienie, szare i wzniosłe prawdziwie, w których dzwoniło wspomnienie.
Place się wiją jak kobry, domy się pysznią jak pawie, dajcie mi stary kamyczek, niech się odnajdę w Warszawie.
4 Ze wsi, z miasteczek wagonami jadą zbudować hutę, wyczarować miasto, wykopać z ziemi nowe Eldorado, armią pionierską, zbieraną hałastrą tłoczą się w szopach, barakach, hotelach, człapią i gwiżdżą w błotnistych ulicach: wielka migracja, skudlona ambicja, na szyi sznurek - krzyżyk z Częstochowy, trzy piętra wyzwisk, jasieczek puchowy, maciora wódki i ambit na dziewki, dusza nieufna, spod miedzy wyrwana, wpół rozbudzona i wpół obłąkana, milcząca w słowach, śpiewająca śpiewki, wypchnięta nagle z mroków średniowiecza masa wędrowna, Polska nieczłowiecza wyjąca z nudy w grudniowe wieczory... W koszach od śmieci na zwieszonym sznurze chłopcy latają kotami po murze, żeńskie hotele, te świeckie klasztory, trzeszczą od tarła, a potem grafinie miotu pozbędą się - Wisła tu płynie.
Wielka migracja przemysł budująca, nie znana Polsce, ale znana dziejom, karmiona pustką wielkich słów, żyjąca dziko, z dnia na dzień i wbrew kaznodziejom - w węglowym czadzie, w powolnej męczarni, z niej się wytapia robotnicza klasa. Dużo opadków. A na razie kasza.
6 Na stacji kolejowej panna Jadzia w bufecie taka ładna, kiedy poziewa, taka ładna, kiedy nalewa... UWAGA! WRÓG PODSUWA CI WÓDKĘ! Tu na pewno będziesz otruty, panna Jadzia ściągnie ci buty, laka ładna, kiedy poziewa, laka ładna, kiedy nalewa... UWAGA! WRÓG PODSUWA CI WÓDKĘ! Nie jedz, chłopcze, do Nowej Huty, bo po drodze będziesz otruty, niech ustrzeże cię plakat wężowy i w żołądku dorsz narodowy: UWAGA! WRÓG PODSUWA CI WÓDKĘ!
7 Nie uwierzę, mój drogi, że lew jest jagnięciem, nie uwierzę, mój drogi, ze jagnię jest lwem! Nic uwierzę, mój drogi, w magiczne zaklęcie, nie uwierzę w rozumy trzymane pod szkłem, ale wierzę, że stół ma tylko cztery nogi, ale wierze, że piąta noga to chimera, a kiedy się chimery zlatują, mój drogi, wtedy człowiek powoli na serce umiera.
9 Wyłowiono z Wisły topielca. Znaleziono kartkę w kieszeni. "Mój rękaw jest słuszny, mój guzik niesłuszny, mój kołnierz niesłuszny, ale patka słuszna." Pochowano go pod wierzbą.
10 Na świeżo tynkowanej ulicy nowych bloków pyłek wapienny krąży, po niebie pędzi obłok. Walce toczone po jezdni dogniatają nawierzchni, przeflancowane kasztany zielenią się, szumią o zmierzchu. Pod kasztanami dzieci większe i mniejsze biegną, z pół rozebranych rusztowań ciągną do kuchni drewno.
Na schodach huczy od imion żeńskich, zdrobniałych, śpiewnych, piętnastoletnie kurewki schodzą po deskach do piwnic, uśmiech maja jak z wapna, maja wapienny zapadł, w sąsiedztwie radio po ciemku zagrywa do tańca w zaświatach, nadchodzi noc, chuligani bawią się w chuliganów. Jak trudno usnąć w dzieciństwie pośród szumiących kasztanów...
Odpłyńcie w mrok, dysonanse! Chciałem się cieszyć nowością, chciałem wam mówić o młodej ulicy, ale nie o tej! Czy zbrakło mi dani widzenia, czy daru wygodnej ślepoty? Została mi krótka notatka, wiersze nowej zgryzoty.
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
|