Dla mnie najbardziej nietrzymające się kupy w chrześcijaństwie jest koncepcja życia po życiu. O ile piekło dodane została później jako sposób na pieniądze z odpusty, o tyle raj czy niebo było już od początku. Jeśli przyjąć, że jest Bóg wszechmogący to i pewnie piekło z punktu widzenia „fizycznego” też gdzieś może mieć miejsce. Tak więc takie rzeczy jak „ilość wolnego miejsca” zostawiamy w spokoju. Chciałbym spojrzeć na piekło z punktu widzenia psychologii. A że wiedzy z tej dziedziny mam tyle co z religioznawstwa, więc proszę nie wyganiać z portalu. Załóżmy, że umieramy i idziemy do piekła. Żeby cierpieć trzeba mieć czym, czyli potrzebne są neurony odpowiadające za myślenie i pochodną myślenia –ból. Więc czemu nie skorzystać z opatentowanego wynalazku ewolucji. Żeby kara miała sens, trzeba wiedzieć za co. Mamy tego nieszczęśliwego człowieka w piekle powiedzmy w wieku 25 lat skazanego na dwa eony. Ten wstęp jest dziurawy i mogłem go bardziej rozbudować, ale wole skupić się na sednie. Czy ktoś w tej sytuacji nie powiedziałby po prostu „mam to gdzieś” idę się zabić? Bo kto chciałby żyć w wulkanicznym terenie na takim zadupiu. A przede wszystkim pozbawiany celu i sensu. . . Ja i pewnie wielu innych amatorów adrenaliny. Nieśmiertelność, której nie dałoby się złamać byłaby strażnikiem więziennym, ale też czymś wyjątkowym. Ile byłoby osób, które tłukłoby się dla samej przyjemności pokonywania swoich przeciwników. Odebranie człowiekowi woli, możliwości wyboru, skutkowałoby odebraniem człowieczeństwa, tym samym kara nie miałaby żadnego sensu w innym przypadku np. kociołku. Czy wulkaniczny, piaskowy teren, pozbawiony wody, zwierząt i roślin, palący i duszny nie jest najczęściej spotykanym schematem piekła, który tkwi gdzieś w podświadomości, tworząc tango z korzyściami materialnymi i jest już z górki. Czy świadomość bycia w piekle nie zdejmowałaby tych wszystkich mechanizmów człowieka, które sprawiają ból. Pseudokibice leją się dla przyjemności dania w mordę, mimo, że mają wkalkulowane, że sami też oberwą. Jest to przykład znacznie przejaskrawiony, ale oddający ogólną regułę zaniku celu, sensu egzystencji. Spójrzmy na niebo, czy mając wszystkiego pod dostatkiem byłby szczęśliwy. Czy ktoś by to „kupił?”. Niekończące się dysputy intelektualne pewnie znudziłyby się wcześniej czy później. Tak więc czym różni się niebo od piekła poza nasłonecznieniem, wilgotnością powietrza, temperaturą i paroma innymi czynnikami? I kto byłby naprawdę wolny?
|