Pierwszy był Bush. To w niego dziennikarz Muntadar al.-Zeidi rzucił najpierw jednym, a potem drugim butem. Dzisiaj dowiedziałem się, że podobny incydent spotkał szacownego premiera Chin Wen Jiabao na szacownym uniwersytecie Cambridge. Tak więc Bush mógłby założyć już ekskluzywny klub polityków obrzuconych butami. Podejrzewam, że to symboliczny kopniak, którym z oczywistych względów trudno potraktować głowę państwa. Do koktajli Mołotowa, kamieni, jaj i petard doszła więc nowa broń: buty. Tylko patrzeć, jak przemysł obuwniczy wypuści na rynek serię specjalnych chodaków, którymi łatwo i celnie będzie można dotrzeć do rozsądku polityków. Da im to z pewnością więcej do myślenia niż studiowanie naciąganych sondaży. Przewiduję szybki rozwój branży, zwłaszcza w dobie kryzysu. Mam już nawet całą strategię firmy: gumofilcami np. rzucać można by w ministrów rolnictwa. Obawiam się tylko, że już w niedalekiej przyszłości na wszelkie spotkania z vipami chodzić będziemy musieli boso (daję to pod legislacyjna rozwagę naszym posłom). I na koniec dygresja. Do wielu opisywanych przez retorykę argumentów należałoby dołączyć argument z buta . Z tej racji wątek ten umieściłem w dziale ABC racjonalisty. Dbajmy nie tylko o to, co mamy w głowie, ale i o to, co mamy na nogach. |