Za moich czasów, takie zadania polegały na przeprowadzaniu doświadczeń w klasie i w domu,a potem była dyskusja dlaczego stało się tak, a nie inaczej, co na to wpłynęło itd... Pamiętam, że musiałam na przykład hodować w słoiku jakieś kryształki na nitkach. Zapisywałam w specjalnym zeszycie swoje obserwacje i pytania, które chciałam zadać na lekcji. W szkole każdy dzieciak miał pod opieką jakiś kwiatek w klasie, o którego musiał dbać i wiedzieć o nim jak najwięcej. Mógł przynieść coś swojego, albo zasadzić jakąś pestkę i czekać co i czy wyrośnie. Dzieci ze starszych klas opiekowały się zwierzętami, które były w salach biologicznych. Na wolne dni oraz wakacje był ustalany taki grafik, żeby zawsze ktoś mógł przyjść do szkoły nakarmić chomika, rybki czy innego kanarka. Na ZPT uczyłam się gotować, wbijać gwoździe, szyć. No, ale to były jeszcze lata straszliwego komunizmu i nauczyciele sami wpadali na pomysły jak zainteresować dzieci swoim przedmiotem.
|