Znów krzyż. Nawet ładny. Taki, jakie lubię. Kamienny, na kamiennym postumencie. Może dawniej ludzie się mniej śpieszyli? Im starsze przedmioty, tym większa dbałość o szczegóły wykonania. Ta zasada, jak widać, dotyczy również produkcji boga. Postument składa się z trzech części. Na najniższej ktoś wykuł ozdobne litery IHS i krzyż z rozchodzącymi się promieniami. Spójny w formie. Wyżej tablica z niemieckim napisem. A więc jesteś bogiem niemieckim? Zapomnianym, niezrozumiałym bogiem, zostawionym tutaj przez swoich ziomków? Osamotnionym? Stąd ten smutek na twojej schylonej twarzy? Łagodna zaduma jak zapatrzenie w przemijanie. A może to nieprawda. Może jest ci wszystko jedno? Teraz nie słyszysz co prawda znajomych, gardłowych dźwięków, tylko szeleszczącą paplaninę obcych. Ale świerszcze grają tak samo. Wciąż ta sama, pachnąca słodko łąka za plecami. Góry stoją te same, odwieczne i spokojne. Tak samo słychać drwali. Czasem zaszczeka pies. Ciągle gada strumień płynący nieopodal. Nawet kwiaty ktoś ci postawił. Ich pomarańczowy kolor na tle różowości rosnących tu dzikich róż sprawia mi prawie fizyczną niewygodę. Jednak nie wygląda jakby ci to przeszkadzało. Niewidzące oczy masz wpatrzone w nieskończoność tak, jak ją pojmował twój stwórca. Nieskończoność - czas nie do ogarnięcia dla życia jednego człowieka. Spojrzę jeszcze raz na róże wykute u podstawy kamiennego krzyża. Na proporcjonalną sylwetkę powyżej. Na spokój. Odpoczynku i śmierci. I pójdę. Idę. |