Racjonalista - Strona głównaDo treści
Bitwa o Pietruchę?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
02-01-2010 18:09Adamiak (36436 punktów)Bitwa o Pietruchę?
Ocena 9 na 9
   Do poniższych dywagacji skłoniły mnie słowa znanego i znamienitego uczestnika tego forum, etnografa od kultury.
   Tekst sam w sobie nie jest zbyt skomplikowany, ale moje zainteresowanie wzbudziła jego szkolna, w kontekście również, oględność, więc postanowiłem rozwinąć myśl na własny rachunek.

   Chodzi mi o zdanie: "Mam nadzieję, że wyżej przywołany przykład skłoni Cię do zmiany opinii."

   Wiem, że wrodzona inteligencja i powściągliwość, nabyta kultura wysokiej próby, pozycja zawodowa oraz znakomity status społeczny szlachetnego pedagoga, nie pozwalają mu na skalanie palcy słowem grubszem, niźli: "ty, osobniku o niezupełnie wykształconym odróżnianiu dobra od zła", lub czymś w tym rodzaju... ale mnie, budowlańcu jednemu, określenia tak proste, jak mocniej brzmiące bardziej w robotniczej gębie leżą.

   Więc napiszę, że próżny Twój erudycyjnie-kulturalny trud, bo takich warzywek z hodowli watykańskiej żadne przykłady nie przekonają, bo..., bo przekonać w stanie nie są, jak to włoszczyzny.

   Bo jedyną rolą i ambicją zieleniny jest utrzymywanie badylarza, co to jest niby jej Ukochanej Boskości ziemskim papugiem.

   Zresztą: czy widział kto sałatę zmieniającą opinię?
   Końcowa opinia i tak zależy od fanaberii hodowcy, a wygląd sałaty od tego, czym flanca, za przeproszeniem, olewa.

   Wymagasz od zakochanych jarzyn zrozumienia, że ich Narzeczona jest fałszywa, głupia, złośliwa, puszcza się z każdym, kto lepiej zapłaci - więc pierwszym i naturalnym odruchem, będzie agresja przeciwko Tobie, a następnie bagatelizowanie złośliwości, czy sprzedajności Ukochanej: a... bo to złośliwa tylko dla nieswoich i niepokornych, a puszczalska zupełnie odwrotnie.

   Spodziewasz się, że pęczki włoszczyzny powiedzą złe słowo na właściciela-badylarza, który je codziennie nawozi na sygnał alarmowy dzwonków z zawsze pobliskiej strażnicy?

   Toż od menażerii Pawłowa różni ich tylko fakt, że bodźców mają trochę więcej i bardziej zróżnicowane, bo podobno inteligentniejsze od szczeniaka są, ale reakcje mają identyczne: pokaż dwie deski w poprzek zbite, lub jakieś perskie oczko w trójkąciku i zaraz trach, wszyscy na kolana. (Niektórzy to i dadzą się w obronie tych dech w kopiejki pokroić, jakby to ich tarcica była.)

   Pokaż im faceta w jarmarcznej kiecce, co podnosi stakana, żeby zapić wafla... i już zaczynają w pozycji zbiorowo-klęcznej śpiewać chórem w niezrozumiałym nawet dla siebie języku. A może przede wszystkim dla siebie. Bo przecie to nie oni piją.

   Treser wydali komendę śpiewnie szyfrowanym trelem (jakby normalnie rozkazać nie potrafił), i już zaczynają się od równie tajemniczych, co urojonych much opędzać.

   I od takich pajacyków Ty się spodziewasz zrozumienia, że ten gościu w spódnicy, to zwykły clown, tylko ma kostium szyty u droższego krawca i nosa nie musi przyklejać, bo ma naturalnie czerwony, ale też jedynie opowiadaniem kawałów w takt równie śmiesznie zaaranżowanych ruchów zarabia na życie?

   Przecież każdy, nawet najbardziej absurdalny dowcip tego clowna (innych zresztą nie zna), jest uznawany za relikwię pośrednio upadłą () z ust Ukochanej Boskości, za Prawdę Najprawdziwszą, bo jedyną.
    (Jedyną, co jej nie rozumiom, ale się wstydzom przyznać przed somsiadem, więc udajom razem. )

Do sercuf tulom jom.

   Nie uwierzą Ci, bo te kawały stały się kawałem fundamentu ich tresury, co ja gadam: całym fundamentem i sama myśl, że bez niego mogliby żyć, jest niemożebną przez swą egzotykę.

   No, bo jak można przestać kochać Ukochaną, co to może puszczalska trochę i wspólna mocno, ale wszystkim zakochanym w niej się kategorycznie wydaje, że na inną ich po prostu nie stać?

   A najśmieszniejsze w całym geszefcie jest to, że tej Ukochanej nikt nigdy- nie licząc pijanych zwidów- na oczy nie widział, więc walkę tych zakochanych warzyw o dobre imię Oblubienicy spersonifikowanej w osobie tresera, można zupełnie spokojnie i bez cienia złośliwości (a gdzieżby!), nazwać Bitwą o Pietruchę.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

02-01-2010 18:44
 Ocena 10 na 10
Smith (10069 punktów)
Pasuje mi Tu przytoczyć starą suficką bajkę o pasterzu i owcach.
Był sobie pasterz, który miał problem ze swoim stadem bo co wieczór owce chowały się przed nim, żeby ich nie zarżnął na kolację. Pasterzowi znudziło się ganianie za owcami a przecież musiał coś jeść i wpadł na pomysł jak sprawić, żeby się nie bały. Powiedział każdej owcy z osobna, żeby nie uciekała bo to niebezpieczne, gdyż nocą podchodzą pod obóz wilki a w zagrodzie nic jej nie grozi bo nie jest zwyczajną owcą tylko prawie człowiekiem a on nie jest kanibalem i zabija tylko owce. Po czym powiedział jej żeby nie mówiła innym owcom o swojej wyjątkowości bo odsuną się od niej i będzie samotna.
Owce przestały uciekać. Pasterz co wieczór zabijał jedną na kolację a reszta owiec przyglądając się spokojnie myślała sobie jak to dobrze, że nie jestem zwykłą owcą.
02-01-2010 23:26 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Pasterz co wieczór zabijał jedną na kolację...
   To jest bajka o dużym pasterzu, czy malutkich owieczkach?
02-01-2010 23:54 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>>Pasterz co wieczór zabijał jedną na kolację...
>   To jest bajka o dużym pasterzu, czy malutkich owieczkach?
O papie pasterzu i 40 pomocnikach, że o poligamii w miejsce celibatu nie wspomnę.
03-01-2010 00:10 
 Ocena 4 na 4
Kowalska (14008 punktów)
>>>Pasterz co wieczór zabijał jedną na kolację...
>>   To jest bajka o dużym pasterzu, czy malutkich owieczkach?
>O papie pasterzu i 40 pomocnikach, że o poligamii w miejsce celibatu nie wspomnę.

   Ja znam historię o Ali Babie i 40 rozbójnikach. Kradli, zabijali i gromadzili łupy. Wypisz wymaluj papa i jego banda.
03-01-2010 00:23 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>    Ja znam historię o Ali Babie i 40 rozbójnikach. Kradli, zabijali i gromadzili łupy.
   To niemożliwe - takie coś się tylko w bajkach zdarza.
03-01-2010 00:32 
 Ocena 3 na 3
Kowalska (14008 punktów)
>>    Ja znam historię o Ali Babie i 40 rozbójnikach. Kradli, zabijali i gromadzili łupy.

>   To niemożliwe - takie coś się tylko w bajkach zdarza.

   A nasze życie to co, jak nie bajka?
Adamiak (36436 punktów)
>>>    Ja znam historię o Ali Babie i 40 rozbójnikach. Kradli, zabijali i gromadzili łupy.
>>   To niemożliwe - takie coś się tylko w bajkach zdarza.
>    A nasze życie to co, jak nie bajka?
   No, właśnie, co?
03-01-2010 00:55 
 Ocena 2 na 2
Kowalska (14008 punktów)
>>>>    Ja znam historię o Ali Babie i 40 rozbójnikach. Kradli, zabijali i gromadzili łupy.
>>>   To niemożliwe - takie coś się tylko w bajkach zdarza.
>>    A nasze życie to co, jak nie bajka?
>   No, właśnie, co?

   No przecież mówię, że bajka.
03-01-2010 10:05 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   No, właśnie, co?
>    No przecież mówię, że bajka.
   Kręcisz, Kowalska, w życiu nie czegoś takiego, jak "No przecież".
03-01-2010 01:06 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>    Ja znam historię o Ali Babie i 40 rozbójnikach. Kradli, zabijali i gromadzili łupy. Wypisz wymaluj papa i jego banda.
No tak bo najpierw przez 1001 nocy zabijali owce a jak się im stado skończyło to musieli się przebranżowić i otworzyli hurtownie sezam'u, która później rozwinęła się w bank. W którym cała okoliczna ludność i napotkani kupcy deponowali swój majątek w zamian za obietnicę życia doczesnego.
03-01-2010 11:30 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>... która później rozwinęła się w bank. W którym cała okoliczna ludność i napotkani kupcy deponowali swój majątek w zamian za obietnicę życia doczesnego.
   A jak wszystkim skończyło się życie doczesne, to otworzyli bank organów im. Wolfganga Amadeusza M.
03-01-2010 11:59 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>   A jak wszystkim skończyło się życie doczesne, to otworzyli bank organów im. Wolfganga Amadeusza M.
Pomyliłeś bajki to jest chyba z tej o Jasiu Mnemonic'u, a może nie.
03-01-2010 12:54 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   A jak wszystkim skończyło się życie doczesne, to otworzyli bank organów im. Wolfganga Amadeusza M.
>Pomyliłeś bajki to jest chyba z tej o Jasiu Mnemonic'u, a może nie.
   Chyba, chyba... Na pewno o "Możenie M."
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Zwlekałem z odpowiedzią dość długo, bo rzecz jest sama w sobie niejednoznaczna, a ja wolnomyślicielem jestem niestety w obu znaczeniach... .

>   Wiem, że wrodzona inteligencja i powściągliwość, nabyta kultura wysokiej próby, pozycja zawodowa
>oraz znakomity status społeczny szlachetnego pedagoga,

Dobra, dobra - z Kielc jestem .

>   Więc napiszę, że próżny Twój erudycyjnie-kulturalny trud, bo takich warzywek z hodowli
>watykańskiej żadne przykłady nie przekonają, bo..., bo przekonać w stanie nie są, jak to
>włoszczyzny.

Czy dyskusja z katolikiem ma w ogóle sens?
Zgadzam się, że jeśli jej celem miałoby być "nawrócenie" takowego, to raczej nie bardzo. Nie spodziewam się, by pod wpływem racjonalnych argumentów ktoś zrezygnował z całościowego obrazu świata, który wpajano mu od dziecka sprytnie przy tym o emocjonalne odruchy zaczepiając.
Jeśli jednak uwzględnić cele poboczne, może się okazać, że gra jest jednak warta świeczki. Niektórym katolikom da się wytłumaczyć sens niektórych spraw szczegółowych - choćby neutralności światopoglądowej państwa. Zawszeć to coś.
Taka dyskusja może też dać pewne efekty odłożone - zetknięcie z twardą i chłodną refleksją racjonalną zbija takiego z tropu i może zasiać bardziej ogólne wątpliwości. Warunkiem jest jednak zachowanie trzeźwego oglądu świata, zimnej krwi i jakiej-takiej kultury dyskusji (tę traktuję bardziej jako środek, niż cel sam w sobie) - by oponent owszem poczuł się pobity, ale jednak nie zaszczuty i nie zaczął emocjonalnie się zamykać w swych Świętej Trójcy Okopach.
Czysta zabawa, jakiej taka dyskusja dostarcza, też jest pewną wartością. Można się wyżyć łatwo i bezkarnie, wiedząc, że dyskusję ma się z góry wygraną - wierzący bowiem, wychodząc z wziętych z sufitu a przy tym wewnętrznie sprzecznych przesłanek racji mieć z definicji nie może.
Tyle - jeśli chodzi o antagonistę.
Znacznie ważniejsze wydaje mi się jednak to, jak taka dyskusja odbierana jest przez ewentualnych czytelników zewnętrznych. Racjonalista (użyję tego terminu z braku lepszego pod ręką) w dzisiejszej Polsce stoi przed zadaniem, jakie w innych czasach i okolicznościach przyrody Jacek Kuroń określił jako "zdobycie milczącej większości". Ta milcząca większość jest zwykle słabo zainteresowana, obojętna czy niezdecydowana, ale w ostatecznym rachunku to ona decyduje o kierunku rozwoju wydarzeń. A ona nie jest z góry na "nie" i w razie czego można ją przekonać - o ile ma się czym. Tej właśnie milczącej większości Renanowską wyższość rozumu nad obłędem staram się jasno okazywać.
Rzecz jasna, nie mam złudzeń, że moja forumowa aktywność będzie mieć jakikolwiek znaczący wpływ na rozwój sytuacji, ale niech i ona przyczynia się do tworzenia masy krytycznej potrzebnej do zmian - których, jako para-neo-postmarksista spodziewam się po przeobrażeniach w bazie, nie zaś nadbudowie. I jestem - ogólnie biorąc - optymistą. Dominujący na razie mix pańszczyźnianej pobożności i wczesno-kapitalistycznego szowinizmu składający się na etos polsko-katolicki traci coraz szybciej klientelę, której potrzeby mógłby symbolicznie obsługiwać. Bez porównania więcej zmienia otwarcie na europejski rynek pracy czy usług niż najwytrwalszy choćby wysiłek tysiąca przemądrzałych gryzipiórków. Ale skoro nic innego nie umiem... .

>    (Jedyną, co jej nie rozumiom, ale się wstydzom przyznać przed somsiadem, więc udajom razem.

I tu się kłania internet stwarzający swemu użytkownikowi możliwość zbudowania sobie intelektualnego i emocjonalnego układu odniesienia oderwanego od parafialnych ograniczeń przestrzennych i tym samym wyjścia z wzajemnego klinczu sąsiedzkiego.

>walkę tych zakochanych warzyw o dobre imię Oblubienicy
>spersonifikowanej w osobie tresera, można zupełnie spokojnie i bez cienia złośliwości (a gdzieżby!),
>nazwać Bitwą o Pietruchę.

Coraz mniej atrakcyjną, gdy tu, panie, do nas do gieesu to już nawet Mango i Papaję dowożą! A, co!
07-01-2010 19:53 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Zwlekałem z odpowiedzią dość długo, bo rzecz jest sama w sobie niejednoznaczna, a ja wolnomyślicielem jestem niestety w obu znaczeniach... .
   Mnie się zdarza i w tym trzecim znaczeniu, ale publicznie chwalić się nie będę, jak niektórzy.

>>   ... wrodzona inteligencja i powściągliwość, nabyta kultura wysokiej próby, pozycja zawodowa oraz znakomity status społeczny szlachetnego pedagoga,
>Dobra, dobra - z Kielc jestem .
   Wiedziałem, żeś już prawie Nasz.

>Czy dyskusja z katolikiem ma w ogóle sens?
>Zgadzam się, że jeśli jej celem miałoby być "nawrócenie" takowego, to raczej nie bardzo.
   Też tak uważam.

>Niektórym katolikom da się wytłumaczyć sens niektórych spraw szczegółowych - choćby neutralności światopoglądowej państwa. Zawszeć to coś.
   Dla mnie to "coś" jest mniej warte świeczki.

>Czysta zabawa, jakiej taka dyskusja dostarcza, też jest pewną wartością.
   Dla niektórych bywa dość znaczącą wartością - jak myślisz, po co ja to piszę?.

>Rzecz jasna, nie mam złudzeń, że moja forumowa aktywność będzie mieć jakikolwiek znaczący wpływ na rozwój sytuacji...
   U siebie nie rejestruję nawet potrzeby takich złudzeń.
   Sens mojego tekstu wynika poniekąd z mojego stosunku do "bliskiej rzeczywistości", a wygląda w skrócie tak: jest parę rzeczy na których mi zależy, ale na bardzo niewielu za wszelką cenę

>Ale skoro nic innego nie umiem... .
   

>I tu się kłania internet...
   Przyznaję Ci rację, choć jestem z tych, co widzą i często wytykają jakieś nieprawidłowości, ale receptę mam tylko na organizację własnego świata. Główną moją dbałością jest zachowane dystansu do rzeczywistości, takiego dystansu, który gwarantuje moją koherencję.

>>Bitwą o Pietruchę.
>Coraz mniej atrakcyjną, gdy tu, panie, do nas do gieesu to już nawet Mango i Papaję dowożą! A, co!
   U Nasz w mieście już dawno są wyłącznie "Dżi esy"...

P.S. Nie polemizuję w żadnym fragmencie z Twoim tekstem, bo się z nim zgadzam z podkreśleniem, że w podtekście mojego jest osobisty stosunek do otoczenia - róbta co chceta, byleśta mi w drogę nie włazili, bo dam po łapach w ramach swoich chęci i możliwości.

Wróć do listy wątków działu Bazgroły

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365