>Czy bóg wszechmogący może stworzyć taki kamień, którego sam nie może podnieść? >I odpowiedzią udzielona na nie: >To stare i trywialne pytanie! Można na niego odpowiedzieć na cn. 2 sposoby: >1) pytanie jest nielogiczne, bo samo w sobie zawiera sprzeczność tzn. ogranicza wszechmoc boga i jednoczesnie stawia tezę o jego wszechmocy. Tego typu pytania znane są jeszcze z czasów antycznej Grecji: Kreteńczyk oświadcza: "wszyscy z Krety zawsze kłamią." - czy mówi prawdę?; >2) tak, może taki kamień stworzyć, ale z jednoczesnym założeniem, że później może zmienić swoją decyzję o "niemożności podniesienia".
Już dawno minął czas gdy takie dysputy mnie ekscytowały. Teraz mnie raczej drażnią -; obie strony sporu w równym stopniu. Sensowność tych dyskusji jest wg mnie mocno ograniczona z kilku powodów:
1. Pytanie jak to w tytule jest nie tyle 'nielogiczne', co 'niestawialne'. Można je (i jemu podobne, np. czy Bóg może siebie unicestwić) sprowadzić do jawnego absurdu w postaci zapytania:
Czy jest możliwe zrobienie tego, co jest niemożliwe do zrobienia?
Odpowiedź jest zawarta w pytaniu -; brzmi: NIE! A teraz poproszę Panów Filozofów o konkretne wyobrażenie sobie jak Bóg w praktyce zabiera się za stworzenie takiego głazu. Jest jasne, że kamień taki musi być odpowiednio duży = mieć dużą masę. Ale masa to jeszcze nie ciężar. Potrzebne jest przyśpieszenie, czyli w naszym przypadku grawitacja (także duża). W tym celu należy stworzyć jakąś planetę, w której polu grawitacyjnym nasz kamień nabrałby cechy zwanej ciężarem. Jest ona również niezbędna do tego, żeby kamień położyć na powierzchni tej planety, no bo jakże inaczej Bóg miałby ów kamień nie-podnieść, jeśli by on nigdzie nie leżał? Już tu wpadamy w pułapką nonsensu, bo ileż większa musi być owa planeta od naszego 'rekordowego' kamienia?) Upraszczając sprawę przed Bogiem stoi następujące zadanie: stworzyć siłę f1 działającą na kamień (zwaną ciężarem owego kamienia) tak wielką, żeby Bóg nie posiadał siły f2, większej od f1 (aby ją zrównoważyć). Ale skoro Bóg stworzył siłę o skończonej wartości f1 to znaczy, że może stworzyć jeszcze większą siłę f2. Mamy tu więc coś na kształt funkcji dążącej do nieskończoności typu f(x)=x+1. Widać jasno, ze błąd tkwi w umyśle tego, kto takie śmieszne pytania wymyśla, a nie w naturze Boga. Taka już jest uroda Absolutu.
2. Analizowane przez Panów svarozyza i wujaZboja przymioty Boga w wątku 'bóg jako źródło zła' to rozbita na czynniki pierwsze natura Boga. Jeśli Bóg jest Absolutem to Jego naturę w całości możemy opisać jako DOSKONAŁĄ, ale czy koniecznie wszystkie Jego przymioty, składające się na ta naturę? Uważam, że niekoniecznie. Wierzę, że właśnie wszechmoc Boga jest ograniczona -; zdefiniowana w pewnych ramach, w których to ramach już ograniczona nie jest. Co wyznacza te ramy? Oczywiście natura Boga (doskonałość). Tak więc Bóg NIE MOŻE SIĘ ZMIENIĆ -; bo jako doskonały jest niezmienny (Jakub 1:17), NIE MOŻE ZAPOMNIEĆ -; bo jest wszechwiedzący (Łuk 12:6-7), itd. Czy absolut może być ograniczony innym absolutem? Czy wszechmoc Boga może być ograniczona Jego doskonałością? Czemu nie? Nie skończoności też mogą być 'większe' i 'mniejsze'. Ściślej mówiąc zbiory nieskończone mogą być mniej liczne i więcej liczne. Np zbiór liczb całkowitych jest mniej liczny od zbioru liczb rzeczywistych, choc oba zbiory sa nieskończenie liczne. Co więcej: pierwszy zbiór zawiera się w drugim!
3. Postrzegamy Boga jako ograniczonego, nie rozumiejąc, że zwykle jest on ograniczony WŁASNĄ WOLĄ, co nie jest żadnym ograniczeniem. Bóg pewnych rzeczy nie robi, bo nie chce, a nie: nie może. Nie kłamie, bo nie chce. Nie ogranicza naszej wolnej woli, bo nie chce itd.
4. Wierzę, że nasze poznanie jest niedoskonałe (zwłaszcza poznanie Stwórcy). "Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; (..) Teraz poznaję po części.." (1 Kor 13:12). Pascal ujął tą zasadę tak: "Znamy tedy istnienie i naturę skończoności, ponieważ jesteśmy skończeni i rozciągli jak ona. Znamy istnienie nieskończoności, a nie znamy jej natury, ponieważ ma ona rozciągłość jak my, ale nie ma granic, jak my je mamy. Ale nie znamy ani istnienia, ani natury Boga, ponieważ nie ma on ani rozciągłości, ani granic. Ale przez wiare znamy Jego istnienie; przez chwałę poznamy Jego naturę" (Myśli, cz.II, dz.II.3) Skutkiem takiego ograniczenia naszych umysłów jest istnienie tajemnic. Mówiąc obrazowo: dla wielu gatunków zwierząt jest niepojmowalne, że może istnieć coś, co jest przejrzyste (niewidoczne dla oczu), np. ptaki tego nigdy nie pojmą i zawsze będą usiłowały wylecieć przez zamknięte okno. Przypomina to w uproszczeniu stanowisko materialistyczne -; nie przyjmować niczego, czego nie można zbadać zmysłami (np. idei Boga). Ale z tajemnicami godzimy się jeszcze stosunkowo łatwo. Innym, trudniejszym do przyjęcia rezultatem naszych ograniczeń są sprzeczności i logiczne błędy. Znowu posłużę się obrazem: przestrzeń, którą jesteśmy w stanie postrzegać ma 3 wymiary (3D), większość z nas również tylko taką przestrzeń umie sobie wyobrazić. Ale jest to przestrzeń ograniczona w stosunku do hipotetycznej(?) przestrzeni 4D. To co w 'naszej' 3D jest niemożliwe, np. przecięcie się prostych równoległych, w 4D może się zdarzyć. I tak na przykład w naszym ograniczonym umyśle 3D, idee predestynacji i wolnej woli nie mają żadnego punktu wspólnego (są sprzeczne), ale w nieograniczonym umyśle Boga nD (gdzie n dąży do nieskończoności) punktów styczności może być wiele. Wymiar duchowy, to wymiary n+4 (załóżmy, że wymiar nr 4 to czas), tam może się dziać rozmaicie. W takim ponadczasowym wymiarze błahostką jest chętnie wyciągana sprzeczność z Ew. Łukasza 23:43, gdzie Jezus mówi do łotra: DZIŚ będziesz ze MNĄ w niebie, podczas gdy wiadomo, że Jezus jeszcze przez TRZY DNI był gdzieś indziej. Bóg nie jest ograniczony naszym postrzeganiem czasu (1 Piotra 3:8)
|