Powszechną opinią jest, że zawały są głównie skutkiem nadmiernego jedzenia potraw bogatych w tłuszcze nasycone, które z kolei są głównym siedliskiem złego cholesterolu LDL.
Wszedłem pod pierwszy z brzegu adres z google i pod hasłem "zły cholesterol" znalazłem takie coś:
"Cholesterol LDL (ang. low density lipoproteins, czyli tak zwany "zły cholesterol" powodujący pojawianie się zmian miażdżycowych) beta-lipoproteina - o małej gęstości. Jeśli jej poziom jest zbyt wysoki, to duże ilości cholesterolu (LDL wyprowadza go z wątroby do komórek) odkładają się w komórkach ścian tętniczych, tworząc tam złogi, zwane blaszkami miażdżycowymi, i w rezultacie doprowadzając do zwężenia tętnic wieńcowych. Tymczasem oglądając program w tv usłyszałem coś zupełnie innego, otóż po pierwsze
LDL to nie jest cholesterol, lecz lipoproteina będąca jedynie nośnikiem cholesterolu o małej gęstości, oraz, że powodem odkładania się płytek miażdżycowych na ściankach naczyń wieńcowych nie jest cholesterol, tylko przewlekłe stany zapalne tychże naczyń, a blaszki miażdżycowe są jedynie środkiem obronnym organizmu na te zmiany, transportowanym przez cholesterol.
Podobnie jest z "dobrym cholesterolem"
HDL, który również wcale cholesterolem nie jest, a jedynie nośnikiem lipoprotein dużej gęstości.
Wiki uraczyła mnie taką definicją miażdżycy:
"Miażdżyca polega na wyślepkowatym gromadzeniu się w błonie wewnętrznej tętnic cholesterolu (i jego estrów) oraz innych lipidów. "
... tymczasem z chłopskiego rozumowania mnie wynika, że cholesterol jedynie powoduje odkładanie się blaszek miażdżycowych w ogniskach zapalnych ścianek naczyń krwionośnych.
Podobnie wśród przyczyn zawałów mięśnia sercowego Wiki wymienia:
"... wysoki poziom cholesterolu" ... co wydaje mi się kompletną bzdurą, bo zawałowcy wcale nie mają poziomu cholesterolu wyższego, niż średnio w populacji.
Wytłumaczenie tych nonsensów znalazłem w tekście:
"Obecnie rynek leków statynowych ocenia się na 14 mld dolarów rocznie. Cholesterolowa farsa wciąż trwa, chorzy umierają a koncerny liczą coraz większe zyski. No i z cholesterolem w golonce jest tak, jak mniej więcej z wszystkim: organizm tyle sobie go zagospodaruje, ile potrzebuje, a resztę wydali.
W ten sposób wpływ jedzenia smakowitych tłustości w dużych ilościach ma się tak do zawału, jak zwiększona ilość paliwa w baku samochodu do jego prędkości.
Więc pewnie Ameryki nie odkryłem, ale potwierdziłem swoje przypuszczenia, że na ogół to co smaczne nie szkodzi nawet w największych ilościach, byle spożywane z umiarem, jak alkohol.
Bo golonka wcale nie szkodzi, gdyż cholesterol jest pysznyyyy!!! Smacznego!