Zainspirowany kategoryczną kompetencją medyczną
Kowalskiej, oraz jej wirtuozerią w skeczowaniu, podjąłem próbę wpisania się w jej stanowczość i to przy pomocy środka wyrazu wprost z jej arsenału zmałpowanego.
Nieudolność formy niech skompensuje enigmatyczność treści, za co z góry jest mi wszystko jedno.
Ośrodek Przyznawania Protez Wszelkich. Następny proszę!
- Dzień dobry panie doktorze.
- Dzień dobry. Imię i nazwisko?
- Hortensja Mimoza.
- To pana prawdziwe dane...???
- ... Eee, ten... No, hm... Zygmunt Twardziel.
- Pan w jakiej sprawie i dlaczego na kolanach?
- Chcę dostać przydział na wózek inwalidzki.
- Aha, rozumiem, nie może pan rozprostować nóg?
- Nie mogę.
- Zbadam pana... Przecież nogi się prostują i zginają!?
- No tak, ale ja ich nie mogę rozprostować, bo bardzo nie chcę.
- Znaczy, że pan może, tylko nie chce prostować odnóży, więc wózek się nie należy.
- Nie! Nie mogę, bo się okropnie brzydzę prostych nóg i dlatego poproszę o wózek.
- Ale wózki dajemy tylko tym, którzy naprawdę nóg nie mają, a nie tym, którzy nie lubią własnych używać.
- Przecież ja nie mam!
- Nogi pan ma i prostować może, więc po cholerę panu wózek? Jeśli pan kończynek nie chce używać, to pańska sprawa i niech pan sobie łazi na kolanach, ale wózek się nie należy.
- Ale wszyscy się ze mnie śmieją, że chodzę na kolanach!
- Panie Horte... Panie Mimo... Hm, panie petencie, my nie przyznajemy protez do śmichu, tylko faktycznie potrzebującym, bo to bardzo cenne protezy i nie wystarcza ich nawet dla tych faktycznie, i naprawdę zwyczajnie bez nóg.
- No tak, ale ja jestem potrzebujący, bo właśnie po to potrzebuję wózek, żeby wszyscy ludzie udawali, że myślą, że ja tych nóg nie mogę rozprostować. Wózek będzie dowodem na prawie prawdziwość nierozprostowywania się moich nóżek.
- Hmmm... Ok, psychiatra przyjmuje w pokoju obok. Do widzenia panie... Twardziel.
- Ale...
-
Następny proszę!