Racjonalista - Strona głównaDo treści
Samotność

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
27-09-2005 20:40Kampa (116 punktów)Samotność
Patrząc na wyniki ankiety na naszym portalu, martwi mnie marzenie 50 % odpowiedzi, że pragnie bliskiej osoby. Potwierdza to moje przypuszczenie,że ludzie racjonalnie myślący są dla zwykłego człowieka ciężcy do życia, ot, po prostu za dużo myślą. Moja dziewczyna jakoś ze mną wytrzymuje, ale chyba dlatego, że mam dużo obowiązków i nie ma często w domu . - tak się pocieszam
Znam też niestety wielu, którzy przez to nie mają bliskiej osoby.
Co Wy na to? Zapraszam do dyskusji
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

outsider (2469 punktów)
A pracy pragną bezrobotni? To niekoniecznie lista pragnień niezrealizowanych.

Natomiast w Twoim tekście zawarty jest sąd, że to ludzie racjonalnie myslący sanowią rzadkość - przeciwstawiasz nas "zwykłemu człowiekowi", właściwie czemu? Mimo wszystko racjonalizm to nie elitarny klub - wszyscy w jakimś zakresie jesteśmy racjonalistami, ale poza nim? W moim przekonaniu racjonalizm sprzyja mimo wszystko tworzeniu bliskich i trwałych więzi, stanowi bowiem obok emocji pewne stabilne oparcie w życiu: może nie sprzyja szalonym porywom, sprzyja jednak odpowiedzialności i świadomości ceny wszystkiego. To raczej nadmierne oddanie się rozmyślaniom (nie muszą być racjonalne) i płynąca z niego życiowa abnegacja: to bywa droga do racjonalizmu rozumianego jako niezależność od prawd obiegowych - ale przecież nie on sam.

Niestety, nie wykażę się tu boskim prawem łaski - nie powiem nikomu: jesteś (zrzędą, nadmiernie nieśmiałym, egotykiem) - bo jesteś racjonalistą. Z ateizmem podobnie: gdy nie ma miejsca na jednostronną miłośc do bytu wyobrażonego, ktoś drugi staje się jedynym możliwym towarzyszem życia.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nieboska komedia}
Kampa (116 punktów)
Dzięki za odp.
Wychodze mimo tego z innego założenia. Zgadzając sie ze stwierdzeniem, że każdy jest trochę racjonalistą, celowo użyłem słowa ZWYKLI ludzie a nie NORMALNI ludzie, bo mam lekko negatywny stosunek do łatwizny z jaką zwykli ludzie podchodzą do życia, a za normalne uważam racjonalne myslenie.
Niestety, mam podobne doświadczenia z ludźmi jak większośc sympatyków tego portalu i stąd moja reakcja na taki sondaż.
Ja akurat nie cierpię na samotność, bo mam wyrozumiałą dziewczynę i kolegę na codzień, który jest jak ja - ateistą (także członkiem Stow. Racjonalista) i możemy rozmawiac otwarcie o najtrudniejszych sprawach. Niekiedy po prostu człowiekowi jest żal, jak niektórzy reagują na stwierdzenie, że nie jestem zwolennikiem "jedynie słusznej religii".

Pablo
outsider (2469 punktów)
Cóż, życie na codzień z ortodoksem byłoby dosyć nudne dla kogoś starającego się rozumować racjonalnie i mającego w tym nieuchronną wprawę - nie takieśmy juz jednak my racjonaliści, rodzynki w cieście. Zdarza się wiara łagodna (no, niby takie było przesłanie rabbiego z Nazaretu, ale jakoś wyszło z pamięci...), zdarza się nieufność wobec pomysłów hierarchii - zdarza się i ateizm, którego racjonalnym bym nie nazwał. Kiedyś ateiści mieli przechlapane bo Moskwa, Kreml etc. - dziś katolicy umiarkowani niosa krzyż co celniejszych wypowiedzi i uczynków hierarchów Kościoła...

Wszyscy jesteśmy w podróży, Pablo - map nie ma, jakoś trzeba iść. Jednym potrzeba wiary, że na horyzoncie błyska światełko - drudzy wolą myśl, że nie z własnej woli a z prostej konieczności zawsze jesteśmy pionierami, zawsze przecieramy szlak. Wiara i niewiara bywaja obie dość odporne, aby nie szukać podniety ani utwierdzenia w głośnym terkotaniu o sobie samej: to tylko Kulasińska z rachuby w ten sposób potwierdza swoja wiarę, że kierownik kadr z panią Jadzią...

A samotność? Wiele jej powoduje ogólne zacofanie cywilizacyjne Polski - tu istotnie katolicyzm swoją cegiełkę dokłada - wiele zamkniętośc społeczeństwa: i to, że tak bardzo w naszym polskim bytowaniu społecznym przywykliśmy do szyderstwa, do piętnowania bez istotnej potrzeby - do łatwości i trwałości nadawania sobie nawzajem etykietek pasujących jak pięść do oka. Toż i nasze wyborcze obyczaje odzwierciedlaja postawy dnia codziennego - słowa znane na codzień nie dziwią: najwyżej to, że płyna z głośników, ekranów i gazet.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nieboska komedia}
Markens (316 punktów)
>A samotność? Wiele jej powoduje ogólne zacofanie cywilizacyjne >Polski - tu istotnie katolicyzm swoją cegiełkę dokłada - wiele >zamkniętośc społeczeństwa

Jesli sprobujesz choc pare tygodni pomieszkac wsrod zwyczajnych ludzi na zachodzie, posmakujesz ich stylu zycia, ich powierzchownej rozrywkowosci, wszechobecnej medialnie apoteozy przecietnosci ich nieumiejetnosci nawiazania czegos wiecej niz pogawedka o dupie Maryni wynikajacej najpewniej z braku czegokolwiek do powiedzienia ktory z kolei wynika z braku potrzeby ustosunkowania sie do CZEGOKOLWIEK... jesli przyjrzysz sie takiemu spoleczenstwu (ja mialem okazje przez ostatnie 2 miesiace) przyznasz ze jesli utozsamimy postep cywilizacyjny z dobrobytem - jego wpływ na relacje miedzyludzkie moze byc bardzo degradujacy.

Juz od conajmniej wieku zawuazano ze nasza cywilizacja wraz z rozwojem bedzie powodowac rozklad relacji miedzyludzkich. To moze stac sie przyczyna jej upadku.

Katolicyzm natomiast, wydaje mi sie ze proces ten spowalnia.
outsider (2469 punktów)
>Jesli sprobujesz choc pare tygodni pomieszkac wsrod zwyczajnych ludzi na zachodzie, posmakujesz ich stylu zycia, ich powierzchownej rozrywkowosci, wszechobecnej medialnie apoteozy przecietnosci ich nieumiejetnosci nawiazania czegos wiecej niz pogawedka o dupie Maryni wynikajacej najpewniej z braku czegokolwiek do powiedzienia ktory z kolei wynika z braku potrzeby ustosunkowania sie do CZEGOKOLWIEK... jesli przyjrzysz sie takiemu spoleczenstwu (ja mialem okazje przez ostatnie 2 miesiace) przyznasz ze jesli utozsamimy postep cywilizacyjny z dobrobytem - jego wpływ na relacje miedzyludzkie moze byc bardzo degradujacy.

Markensie - parę miesięcy takiego współprzebywania to o wiele za mało, aby istotnie zrozumieć obcą nam samym społecznośc. Trudności rzetelnej obserwacji społecznej nie sa wcale mniejsze niż znane fizykom kwantowym.

Po pierwsze - szukamy znanych nam wzorców formalnych, a dana społecznośc posługuje sie nieco innym wzorcami - wiele więc sygnałów odczytujemy faszywie.

Po drugie - sami zakłócamy (jako element obcy i niedopasowany) interakcje w naszym najbliższym otoczeniu - a je właśnie obserwujemy.

Po trzecie - mamy naturalną skłonność do pochopnego wyciągania nieuzasadnionych wniosków... Wiele lat pracy w charakterze "klawisza" nie wystarcza dla zrozumienia świata "grypsery" - i vice versa.

>Juz od conajmniej wieku zauwazano ze nasza cywilizacja wraz z rozwojem bedzie powodowac rozklad relacji miedzyludzkich. To moze stac sie przyczyna jej upadku.
>Katolicyzm natomiast, wydaje mi sie ze proces ten spowalnia.

Po czwarte - wydajesz się znać właściwą normę relacji miedzyludzkich. Ja - przyznam się - wiem o takiej uniwersalnej normie niewiele, dlatego niezbyt chętnie osądzam. Pytanie na przykład - jakie wagi przypisywać częstości interakcji i ich głebii czy adekwatnosci: bez rozstrzygnięcia powyższego trudno dokonać oceny, czy cos sie pogarsza czy polepsza.

To co wyżej napisałem nie oznacza, abym był entuzjastą kierunku w jakim zmierza znany nam świat - przestrzegam jedynie przed zbytnią łatwościa sądu wartosciującego.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
Eeeee...to taka intymna dosyć dyskusja będzie

No ja bym potwierdził w tym duchu, że osoba odmienna intelektualnie od otoczenia, wychylająca się może czuć się samotna i to bynajmniej nie na płaszczyźnie seksualnej. Czytałem kiedyś o jakimś wybitnym uczonym który ożenił się ze swoją śliczną służącą a to dlatego, że była dla niego wytchnieniem, ucieczką od zimnego, chłodnego, racjonalistycznego, logicznego świata nauki.

Ja myślę że taka żona to by się biednemu i cierpiącemu na racjonalistyczną-bezsenność Itachiemu przydała i mam nadzieję, że się tu pojawi

Powiadali też o tym uczonym, że był zbyt dumny i egoistyczny, by znieść partnerkę równą sobie intelektualnie

No i jeszcze jedno, im człowiek bardziej wyrafinowany intelektualnie, tym bardziej też seksualnie, więc rzeczywiście mogą być wtedy problemy z "doborem naturalnym"

Dlatego ja proponuję, żeby założyć też dział pt.: Randki racjonalistów
Bo ten Qmpel Looker to trochę za mało A grozi nam zagłada


Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Pablo
Tu sie zgadzam - dobry pomysł. Może rzeczywiście .... byłoby jeszcze lepiej
Markens (316 punktów)
heheh

rubryki profilu randkowego:

ulubiony poglad filozoficzny
ulubiony temat do dyskusji
ulubiony dzial racjonalisty
wspolczynnik inteligencji
wada wzroku
V0lrath (3440 punktów)
Ja odpowiedziałem w tej ankiecie, że pragnę bliskiej osoby i miłości. Ale to nie znaczy, że jest to niezrealizowane i nie realizowane pragnienie.

Jestem z bardzo mi bliską, oddaną i kochającą osobą.

Myślę, że twierdzenie, że odpowiadają tak głównie osoby, którym brakuje bliskości i miłości, jest błędne.
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
Ja zaś kombinowałem jeszcze inaczej... że owszem, bliska osoba i przeze mnie pragniona jest, ale zagłosowałem na mieszkanie, bo chce mieć swoją życiową przestrzeń, tylko naszą, w której będę się mógł z tą osobą prawdziwie "blizić" z dala od innych, tych przeszkadzających i irytujących... no i zagłosowałbym jeszcze na pracę gdyby się dało, żeby mieć jeszcze za co to mieszkanie utrzymać i w finansowym "spokoju" dusz się blizić.

Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Beatus
Trudno mi zgadnąć kto ile ma tutaj lat. Łukasz będzie pewnie najmłodszy. Tak się ostatnio rozglądam po znajomych. Wszyscy po studiach, większość ma niezłą pracę, jakieś chałupy kupują. Nie wszyscy mają jednak tę bliką osobę. Doszłam do wniosku, że problem nie tkwi w tym, że coś z nimi nie tak, że są za inteligentni, czy że mają za duże wymagania. Kłopot w tym, że wcześniej mieli za duże wymagania. Teraz są w desperacji. Chcą kogokolwiek. Nie potrafią zaakceptować siebie jako osoby bez partnera. Ta desperacja jest bardzo widoczna. A przecież wszyscy wiemy, że niewiele jest rzeczy bardziej odstraszających niż tostesteron w oczach (dla kobiet) i napis na czole "bierz mnie" (dla mężczyzn).
Ja utaj nie mówię o dyskotekach dla nastolatków. Mówię o moich znajomych, wykształconych, zamożnych, około 30-stki.
Czy macie podobne obserwacje, czy to ja trafiłam na jakąś dziwną część społeczeństwa?
shamaan
>Trudno mi zgadnąć kto ile ma tutaj lat. Łukasz będzie pewnie najmłodszy.
Cześć

>A przecież wszyscy wiemy, że niewiele jest rzeczy bardziej odstraszających niż tostesteron w oczach (dla kobiet) i napis na czole "bierz mnie" (dla mężczyzn).

No nie wiem Różni są ludzie Beato.Co w tym odstraszającego, że ktoś wreszcie zrozumiał czego tak napradę chce i co w całej tej zabawie chodzi

Ehhh... jako najmłodszy spojrzę na to jeszcze tak, akceptacja siebie jako osobę samotną też może sie wiązać z powyższymi obrazkami, ja nie widzę sprzeczności. Mnie tam czasy współczesne nawet pasują...pisałem już gdzie indziej na forum o seksualno-miłosnym postmodernizmie bo tak widzę nasze "czasy".

Nie wiem czy w ogóle dobrze Cię zrozumiałem, ale spróbuję jeszcze tak...

Dojrzeć trzeba moim zdaniem do tego właśnie by umieć bez wstydu powiedzieć "słuchaj, przestańmy już pier*****, nie chce mi się, jest ze mną kiepsko, chcę kogoś, możesz być i Ty, tu i teraz, choćby na chwilę, pasuje Ci to?". Chyba o to właśnie najtrudniej, co zaskakujące, nieprawdaż?
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
Nie zalogowałem się a mam trochę odmienny nick więc dla formalności zgłaszam sie tu tym postem...może ktoś będzie chciał na mnie zagłosować za powyższe akurat

Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
Witaj Beato, popiszę tu jeszcze bo poruszyłaś ciekawy dla mnie temat

Czytuje ostatnio "Dziennik Indyjski" i to właśnie dziś natrafiłem na fragment, w którym 22 letni (a więc "młodszy" ode mnie o rok zaledwie) M. Eliade ujął w bardzo piękny moim zdaniem sposób to, co próbowałem tu na tym wątku w swych postach powiedzieć:

Siedząc tej nocy na tarasie, sam na sam z Ruth, poczułem nagle, że emanuje z niej jakiś skromny i osobliwy urok, właściwy jej zdrowej młodości nietkniętej żadną kulturą ani babskim imperatywem. Zbliżyliśmy się do siebie w sposób naturalny - najpierw nasze ciała, potem myśli. Czułem pewność, że może być moja w każdej chwili. Niekoniecznie "moja", raczej każdego młodego człowieka, który by znalazł się obok niej o tej nocnej godzinie, pod tym królewskim niebem i zimnymi gwiazdami. To poczucie - zastępowalności, bycia tylko funkcją i obecnością - napełniło mnie szczęściem. Ja, tak bardzo świadom swych ograniczeń, tak samotny ze swym bogactwem, byłem szczęśliwy, że są istoty nic nie wiedzące o tym, co we mnie niezastępowalne, i pragnące mnie po prostu dlatego, że upomina się o swoje czas. Czas, to znaczy moja młodość, noc wokół nas, krew w jej żyłach.

Bardzo Cię Beato proszę, nie odnoś przypadkiem tego "babskiego imperatywu" do siebie Kilka linijek dalej (następnego dnia???) zaś Eliade przypomina sobie słowa jednej ze swych mentorek, słowa równie moim zdaniem znamienne:

Ma Pan oczy zbyt łagodne jak na swoje przywary, a także wielkie przymioty. W jaki sposób ludzie będą Pana odnajdywać, a zwłaszcza poszukiwać?

Słuchałem też moich "hiciorów" myśląc sobie o tym, co napisałaś o odstraszającej Cię desperacji, z którą na pewnej płaszczyźnie się i w moim wieku identyfikuję. Hmmm... z jednej strony i mnie nie odpowiada na co dzień i w każdej sytuacji wersja, którą można by nazwać radykalną i którą opatrzoną znaczkiem
znajdziesz np.: na www.lyricsfreak.com/m/marilyn-manson/89043.html

Ale myślę, że propozycja "mojej ukochanej " Bjork wyda się już bliższa większej ilości osób...www.lyricsfreak.com/b/bjork/18982.html

Zbytnie wygórowania i duma bywają dla wielu znamienne ale ja uważam, że każdy ma do nich prawo, zwłaszcza jeśli gotów jest za swe tak "anielskie" nastawienie płacić po czasie nastawieniem odwrotnym, które ja nazywam k******im tylko z braku lepszego słowa. Cóż, jednych ludzie takiego rodzaju (i Ci pierwsi i Ci drudzy na tej skali jaką wprowadziłem) odstraszają, innych fascynują, trzecich zaś ani ziębią ani parzą. Natomiast moje postrzeżenia, o które zapytywałaś są takie, że generalnie, jeśli chce się znaleźć dziś partnera, lepiej być bliżej tej strony k******iej właśnie niż anielskiej, z czym i Ty wydajesz się powyżej zgadzać i milcząco sugerować, więc wydajesz mi się nie do końca w swej wypowiedzi konsekwentna... chyba, że w całkowicie zrozumiałym dla mnie wymiarze uczuć ambiwalentnych.

Oprócz powyższego dostrzegam też Beato liczne rozwody i rozczarowania tych, co nie byli wybredni, którzy się za bardzo "pośpieszyli". Nawet jeśli są jeszcze ze sobą, to ich miny wielu z nich nie wyglądają często zbyt ciekawie. Uśmiejesz się, nawiążę znów do Malinowskiego... my może po prostu za późno zaczynamy by nasze związki zawierane w wieku dojrzałym były tak trwałe jak np. Triobrandczyków przewyższających nas seksualnym doświadczaniem. Malinowski wspomina o wyjątkowej zgodności par i małej ilości zdrad oraz rozwodów w tym tradycyjnym społeczeństwie. My zaś, jeśli zaczynamy tak wcześnie jak oni, to zbyt często jakoś zupełnie co innego u nas z tego wychodzi... syf, kiła i mogiła...zamiast trwałych związków ludzi którzy za młodu się wyszumieli i posprawdzali co i kogo tylko z plemienia się dało... a to pewnie dlatego że za duże już te nasze miejskie plemiona mamy i nie dajemy rady wszystkich za młodu "przepracować" ehhh... życia nam już coraz bardziej brakuje mimo jego wydłużania W tym sensie, pozostajemy jak gdyby zawsze niedojrzali, a może tylko wiecznie młodzi? Myślę że to co napisałem może być nawet dobrym "antropologiczno-socjologicznym" modelem dla wytłumaczenia sytuacji dojrzałych kobiet z testorenonem w oczach i takich samych mężczyzn noszących na twarzy stary przebój IRY z lat ich młodości... szkoda że tylko teoretycznym

Serdecznie pozdrawiam


Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Beatus
>Bardzo Cię Beato proszę, nie odnoś przypadkiem tego "babskiego imperatywu" do siebie
O to się nie przejmuj. Mam zbyt hardy i trudny zarazem charakter aby brać sobie zanadto do serca ludzkie opinie i życie wogóle.

>Ma Pan oczy zbyt łagodne jak na swoje przywary, a także wielkie przymioty. W jaki sposób ludzie będą Pana odnajdywać, a zwłaszcza poszukiwać?
Śliczne. Czytałam te dzienniki, ale wybiórczo. Tego nie znalazłam

>Zbytnie wygórowania i duma bywają dla wielu znamienne ale ja uważam, że każdy ma do nich prawo, zwłaszcza jeśli gotów jest za swe tak "anielskie" nastawienie płacić po czasie nastawieniem odwrotnym, które ja nazywam k******im tylko z braku lepszego słowa.
Owszem, zgodnie z przepowiednia starej cyganki "wybierałaś, przebierałaś, zamiast kanarka, wróbla dostałaś"

>moje postrzeżenia, o które zapytywałaś są takie, że generalnie, jeśli chce się znaleźć dziś partnera, lepiej być bliżej tej strony k******iej właśnie niż anielskiej, z czym i Ty wydajesz się powyżej zgadzać i milcząco sugerować, więc wydajesz mi się nie do końca w swej wypowiedzi konsekwentna... chyba, że w całkowicie zrozumiałym dla mnie wymiarze uczuć ambiwalentnych.
Nie zgadzam się. Jako ekstrawertyk rzucający tależami mogę co prawda robić różne, samą mnie zaskakujące rzeczy, ale jeśli już się nad czymś zastanawiam włącza mi się opcja sandłinika (nie wiem jak to się pisze), tj. złoty środek. Postacie tak święte, ża aż niepojęte, moim zdaniem, są osobami po prostu lękowymi. Są ponad, ponieważ nie potrafią być w. Z koleji nadmierne szafowanie jakimkolwiek dobrem jest zgubne z innej przyczyny. Jeśli uwielbiasz ciastka czekoladowe i zjesz ich 3kg, zbrzydną ci i już nigdy po nie, nie sięgniesz. Tak samo z relacjami partnerskimi. Jeśli spotykasz się z dzieczyną, po tygodniu weźmiesz ją za rękę, po dwuch pocałujesz, a po miesiącu pójdziecie do łóżka, jest zupełnie inaczej niż gdybyście zaczęli zabawę w odwrotnym kierunku. To co przysłonięte, to na co oczekujemy, ma zawsze w sobie ten pociągający urok tajemnicy. Iskra owej nadzwyczajności warta jest moim zdaniem wysiłku i czasu, nawet jeśli nieraz okazuje się rozczarowaniem.

>Uśmiejesz się, nawiążę znów do Malinowskiego... my może po prostu za późno zaczynamy by nasze związki zawierane w wieku dojrzałym były tak trwałe jak np. Triobrandczyków
Sądzę, że nie o to chodzi. Czy zwróciłeś uwagę w jakim momencie i z czyjej inicjatywy jest sankcjnowany związek Triobrandczyków? Wówczas gdy reszta społeczności uzna, że ci ludzie pasują do siebie, gdy przestają ich pociągać przygody na boku, gdy ich relacje zaczynają rozszeżać się na inne płaszczyzny niż tylko sex. Tego nam właśnie brakuje. Z zewnątrz widać czasem lepiej kto do kogo pasuje. Ile to razy już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że ci ludzie się nie dogadają. Oni jednak tego nie widzą. Do czasu. A to dlatego, że nawet najlepszy sex nie jest wystarczający aby utrzymać trwały związek.

>ludzi którzy za młodu się wyszumieli i posprawdzali co i kogo
Tutaj masz wiele racji. Odniosłabym to do życia wogóle. Pilny uczeń, nie pije, nie rozrabia, słucha rodziców i zawsze w białej koszuli. To jest dla mnie alarmowy obraz. Podstawa do stworzenia jednostki depresyjnej, niezadowolonej z nadmiernymi oczekiwaniami. Masakra. Jeśli będę miała kiedyś dzieci, a one nie będą się buntować, zaprowadzę je do lekarza.

Ja też pozdrawiam
Lech Ambrzykowski
Przyczyna może być jeszcze inna - szukając dopełnienia w postaci drugiej osoby, szczególnie, gdy się to przeciąga, bardziej jesteśmy skłonni szukać odpowiedzi na pytanie o sens naszego istnienia. Stąd i większe zainteresowanie treściami, w których zadaje się dużo pytań i usiłuje wyszukiwać odpowiedzi na wiele z nich. Mam nadzieję, że nie to motywuje znacznej części czytelników Racjonalisty...
Łukasz Paszke (perseusz)
EWOLUCJA - wszyscy jesteśmy jej więźniami, szczęście czujemy wtedy, kiedy podążamy jej drogą, `And this is the nature of the universe...`, jak mawiał Merovingian. To jest wspólny mianownik wszechrzeczy, ateistów, wierzących, agnostyków. Cała ta różnorodność myśli to po prostu zbitka eksperymentów natury, szukającej optymalnego rozwiązania. My jesteśmy tylko narzędziem nieuniknionego. Cała seksualność to system wymuszający na nas podążanie drogą ewolucji.
outsider (2469 punktów)
A bunt i posłuszeństwo dopełniają się... Podążanie drogą Ewolucji nie jest łatwiejsze od innych dróg - może trudniejsze.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Łukasz Paszke (perseusz)
>A bunt i posłuszeństwo dopełniają się... Podążanie drogą Ewolucji nie jest łatwiejsze od innych dróg - może trudniejsze.

Gotowy przepis na życie zawarty w jego naturalnym toku (rozmnażanie) jest chyba najoczywistszy i najprostszy (po prostu płyń z prądem), dlatego też podążanie drogą wyznaczoną przez ewolucje jest, według mnie proste.
Najwyższym osiągnięciem, jakie można sobie wyobrazić jest pokonanie swojej własnej natury. Oderwanie się od źródła.
Niestety prowadzi to do zagłady gatunku. Ale jeśli ja mam płacić swoją wolnością za przetrwanie gatunku, to chyba podziękuje. I w ten sposób mamy w Europie głęboki niż demograficzny.
Czy zgodzisz się ze mną, że bóg jest dziełem ewolucji (religia, ład moralny, statystycznie zwiększa(ła) prawdopodobieństwo przeżycia)? Jeżeli nie wierzymy w jego sens to, dlaczego ufamy innym dziełom ewolucji?
outsider (2469 punktów)
Czy istotnie ufamy ewolucji? Odcinamy sie od niej jak możemy.

Co prawda z biegiem lat osobistych coraz mniej wierzy sie w postęp, w owo naiwne urzeczywistnianie marzeń. Sytacja człowieka bowiem jest skomplikowana i niełatwa: każde marzenie wydaje sie jej korzystnym uproszczeniem - potem dopiero zdobywa sie bolesnie świadomość, co owo uproszczenie skomplikowało.

O pewnej przydatności religii pisałem po zamachach w Londynie, zacytuję:

Droga od obskuranctwa do racjonalizmu nie jest ani łatwa ani bezpieczna. Niewątpliwie na dzisiejszym stopniu rozwoju Polski nasz kraj jest zbyt religijny: oddziałuje to hamująco na postęp technologiczny i gospodarczy. Z drugiej - społeczeństwo wyrzekające się religijności rezygnuje tym samym z pewnych wojennych atutów, i staje się na polu ludzkim słabsze w walce na śmierć i życie. Może to sobie skompensować albo dyktaturą w rodzaju dyktatur XX wieku - albo rozwojem technologii, w tym technologii wojennej. Widać jednak, że sprawy są ze sobą sprzężone: odrzucając mitologię trzeba zarazem sprawnie rozwijać technologię, aby jako społeczność (naród) nie okazać się słabszym niż przedtem: odrzucanie mitów winno zatem przebiegać w odpowiednim tempie - ani za szybko, ani za wolno; tempo to zaś musi być dostosowane do rodzaju spodziewanej konfrontacji - gospodarczej czy polityczno-militarnej.

Albowiem imperatyw obrony wspólnie wypracowanych świeckich wartości póki co gorzej się przekłada na masową determinację, niż dobrze skonstruowany mit.


www.racjonalista.pl/forum.php/s,25376


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
omega_balm (1 punktów)
Zgadzam się w całej rozciągłości z Łukaszem Paszke, co do ewolucji, biologii i rozmnażania się, czyli sensu życia i miłości/związków. Ale teraz przyszła mi myśl - jakie miejsce ma homoseksualność w ewolucji? (przepraszam, jeżeli był już podobny temat z tą kwestią i robię offtopic)
walpurg
>Czy zgodzisz się ze mną, że bóg jest dziełem ewolucji (religia, ład moralny, statystycznie zwiększa(ła) prawdopodobieństwo przeżycia)? Jeżeli nie wierzymy w jego sens to, dlaczego ufamy innym dziełom ewolucji?
>

Przyjącie, że bóg jest dziełem ewolucji, bynajmniej nie musi oznaczać, że jest zarazem apogeum rozwoju w tej "dziedzinie" wytworów umysłu człowieka.
Zamiast mówić o ewolucji idei osobowego boga, chyba lepiej przedstawić ten proces szerzej, jako ewolucję tej a nie innej religii, w tym a nie innym układzie, przy takich a nie innych warunkach.

Np. Nietzschego przewartościowanie wartości i śmierć boga chrześcijańskiego przydaje kolejnych sczebli do idei "bóg" - ew. "problem" polega na tym, że niewielu jest w stanie wspiąć się po nich wyżej i odpowiednio doń ustosunkować, podczas gdy większość zadowala się, nie tyle wypracowną i własną, a raczej zastaną i wyniesioną przez innych na piedestał, glosą, która choć w osnowie swej współczesna i na czasie, w rzeczywistość sięga w swej wymowie mroków średniowiecza.

Wróć do listy wątków działu Bazgroły

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365