Racjonalista - Strona głównaDo treści
Śmierć..

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
21-08-2006 17:58Karolajna (48 punktów)Śmierć..
Proste pytanie ciekawe odpowiedzi..
Czym dla was jest smierć?? Chciałabym poznać kilka opinii...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Bylińska Olga (42 punktów)
Śmierć nie jest niczym złym. Nie należy się jej bać. Kiedy nadejdzie czas, weźmie delikatnie za rękę i będzie przewodnikiem w uwolnieniu duszy z "klatki", jaką jest ciało. Potem człowiek jest już wolny, porusza się swobodnie niczym wiatr. Dusza człowieka po śmierci pojawia się tak subtelnie, niczym poruszająca się na wietrze firanka.
Umiłowana nadzieja! Jakże mi jej potrzeba. Boże daj mi nadzieję!
Biedna śmierci! Zostawili ją. Została sama. Człowiek boi się tego, czego nie zna. A jak się boi, zwykle próbuje zniszczyć. Jeśli nie udaje mu się zniszczyć, to przynajmniej jego nastawienie zmienia sie na wrogie... Jej imię szeptane po cichu, ze strachem... To ludzie, jakże niewdzięczni zgotowali jej taką opinię! A Ona stoisz sierota w kącie, by pojawić się w najmniej spodziewanym momencie. Choć taka mała, jakże potężna jest. Podziwiam Ją. Znosi obelgi, wywody. Pokornie stajesz się mostem, za każdym razem. Zawsze poda rękę, żeby sam człowiek nie przechodził na tamtą stronę, żeby nie czuł się samotny...

Nie pytaj świata dokąd zmierza, bo nie daj Boże prawde powie...
Karolajna (48 punktów)
>Śmierć nie jest niczym złym. Nie należy się jej bać. Kiedy nadejdzie czas, weźmie delikatnie za rękę i będzie przewodnikiem w uwolnieniu duszy z "klatki", jaką jest ciało. Potem człowiek jest już wolny, porusza się swobodnie niczym wiatr. Dusza człowieka po śmierci pojawia się tak subtelnie, niczym poruszająca się na wietrze firanka.
>Umiłowana nadzieja! Jakże mi jej potrzeba. Boże daj mi nadzieję!
>Biedna śmierci! Zostawili ją. Została sama. Człowiek boi się tego, czego nie zna. A jak się boi, zwykle próbuje zniszczyć. Jeśli nie udaje mu się zniszczyć, to przynajmniej jego nastawienie zmienia sie na wrogie... Jej imię szeptane po cichu, ze strachem... To ludzie, jakże niewdzięczni zgotowali jej taką opinię! A Ona stoisz sierota w kącie, by pojawić się w najmniej spodziewanym momencie. Choć taka mała, jakże potężna jest. Podziwiam Ją. Znosi obelgi, wywody. Pokornie stajesz się mostem, za każdym razem. Zawsze poda rękę, żeby sam człowiek nie przechodził na tamtą stronę, żeby nie czuł się samotny...
>
Nie pytaj świata dokąd zmierza, bo nie daj Boże prawde powie...


A czy śmierć nie jest bezlitosna? Nie chwyta mocno serca by nie puścić już nigdy? Czy nie rozdziela kochanków, czy nie zabiera dzieciom rodzicó?? Czy nie zabiera tych, których najbardziej kochamy, a tych których nienawidzimy zostawia?
Bylińska Olga (42 punktów)
>A czy śmierć nie jest bezlitosna? Nie chwyta mocno serca by nie puścić już nigdy? Czy nie rozdziela kochanków, czy nie zabiera dzieciom rodzicó?? Czy nie zabiera tych, których najbardziej kochamy, a tych których nienawidzimy zostawia? >

Czy naprawde zawsze tak jest, że wszystkich których kochamy zabiera, a tych, których nienawidzimy zostawia? Nie sądzę. Nie wszystkich. Tu po prostu nie ma reguł. Czy nie jest bezlitosna? Hmm... To nie jest osoba, aby doznawać odczuć. Tak musi być. Taka sama dla każdego. Śmierć nie jest tylko dla staruszek! Umiera rodzic, umiera młody człowiek, umiera dziecko w ramionach matki. Śmierć jest najważniejszym momentem egzystencji człowieka.
Ale trzeba nam patrzeć dalej. Śmierć to nie koniec. Potrzeba zwracać swoje oczy ku górze z nadzieją. Bez nadziei, nie można patrzeć na śmierć jako dobro. Trzeba czasami odwrócić się od grobu i spojrzeć na Chrystusa. już nie tłumaczyć. DOpiero wtedy można napawde zrozumieć. Należy ronić łzy żalu, wdzięczności i nadziei.

Nie pytaj świata dokąd zmierza, bo nie daj Boże prawde powie...
madej
>Śmierć nie jest niczym złym. Nie należy się jej bać. Kiedy nadejdzie czas, weźmie delikatnie za rękę i będzie przewodnikiem w uwolnieniu duszy z "klatki", jaką jest ciało. Potem człowiek jest już wolny, porusza się swobodnie niczym wiatr. Dusza człowieka po śmierci pojawia się tak subtelnie, niczym poruszająca się na wietrze firanka.
>Umiłowana nadzieja! Jakże mi jej potrzeba. Boże daj mi nadzieję!
>Biedna śmierci! Zostawili ją. Została sama. Człowiek boi się tego, czego nie zna. A jak się boi, zwykle próbuje zniszczyć. Jeśli nie udaje mu się zniszczyć, to przynajmniej jego nastawienie zmienia sie na wrogie... Jej imię szeptane po cichu, ze strachem... To ludzie, jakże niewdzięczni zgotowali jej taką opinię! A Ona stoisz sierota w kącie, by pojawić się w najmniej spodziewanym momencie. Choć taka mała, jakże potężna jest. Podziwiam Ją. Znosi obelgi, wywody. Pokornie stajesz się mostem, za każdym razem. Zawsze poda rękę, żeby sam człowiek nie przechodził na tamtą stronę, żeby nie czuł się samotny...
>
Nie pytaj świata dokąd zmierza, bo nie daj Boże prawde powie...


Czy ty nie nadużywasz jakiegoś świństw ?
Bylińska Olga (42 punktów)
>Czy ty nie nadużywasz jakiegoś świństw ?

Jestem człowiekiem wolnym od nałogów, jeśli o to Ci chodzi. Nie palę, nie biorę narkotyków, nie nadużywam alkoholu. Ja mam nadzieję. Staram się patrzeć głębiej. Życzę Ci tego samego.
Pozdrawiam

Nie pytaj świata dokąd zmierza, bo nie daj Boże prawde powie...
anonim
>Śmierć nie jest niczym złym. Nie należy się jej bać. Kiedy nadejdzie czas, weźmie delikatnie za rękę i będzie przewodnikiem w uwolnieniu duszy z "klatki", jaką jest ciało. Potem człowiek jest już wolny, porusza się swobodnie niczym wiatr. Dusza człowieka po śmierci pojawia się tak subtelnie, niczym poruszająca się na wietrze firanka.
>Umiłowana nadzieja! Jakże mi jej potrzeba. Boże daj mi nadzieję!
>Biedna śmierci! Zostawili ją. Została sama. Człowiek boi się tego, czego nie zna. A jak się boi, zwykle próbuje zniszczyć. Jeśli nie udaje mu się zniszczyć, to przynajmniej jego nastawienie zmienia sie na wrogie... Jej imię szeptane po cichu, ze strachem... To ludzie, jakże niewdzięczni zgotowali jej taką opinię! A Ona stoisz sierota w kącie, by pojawić się w najmniej spodziewanym momencie. Choć taka mała, jakże potężna jest. Podziwiam Ją. Znosi obelgi, wywody. Pokornie stajesz się mostem, za każdym razem. Zawsze poda rękę, żeby sam człowiek nie przechodził na tamtą stronę, żeby nie czuł się samotny...
>
Nie pytaj świata dokąd zmierza, bo nie daj Boże prawde powie...


Do śmierci zagłady.A śmierć to nieprzyjaciel bo może zatracić się dusza. To poco Chrystus się tyle namęczył? żeby spełzło na niczym?
Jasne trzeba odejść ale w Bogu nie w śmierci.Trzeba napić się ducha a potem Bóg poprowadzi gdzie niema początku ani końca.
Olga Bylińska
Do śmierci zagłady.A śmierć to nieprzyjaciel bo może zatracić się dusza. To po co Chrystus się tyle namęczył? żeby spełzło na niczym?
>Jasne trzeba odejść ale w Bogu nie w śmierci.Trzeba napić się ducha a potem Bóg poprowadzi gdzie niema początku ani końca.

Według mnie śmierci nie można nazwać nieprzyjacielem. Śmierć jest najważniejszym, kulminacyjnym momentem w życiu każdego człowieka. Zgadzam się w pełni, że trzeba odejść w Bogu. Gdy nie spojrzymy na Chrystusa, nie będziemy mogli patrzeć na śmierć jako na dobro.
Pozdrawiam
placownik (17853 punktów)

>Śmierć jest najważniejszym, kulminacyjnym momentem w życiu każdego człowieka.

   A życie nic nie znaczącym epizodem w wiecznym trwaniu nieśmiertelnej duszy.

   Kultura Śmierci jako przeciwwaga dla Cywilizacji Śmierci?

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
michiko (596 punktów)

>Według mnie śmierci nie można nazwać nieprzyjacielem. Śmierć jest najważniejszym, kulminacyjnym momentem w życiu każdego człowieka. Zgadzam się w pełni, że trzeba odejść w Bogu. Gdy nie spojrzymy na Chrystusa, nie będziemy mogli patrzeć na śmierć jako na dobro.

Nie ma znaczenia czy i co jest po śmierci. Należy skupić się na życiu, na realizowaniu siebie poprzez rozmaite działania, również te niechciane lub uciążliwe, np. obowiązki. Instynkt samozachowawczy przejawia się poprzez pragnienie istnienia na ziemi przez wieczność, a więc w negowaniu przemijania. Przejawia się także poprzez lęk o bliskich, bo się z nimi utożsamiamy, bo stanowią dla nas część naszego istnienia. Ale to nie strach przed śmiercią ma nakazywać nam żyć, lecz afirmacja samego życia także z jego przemijalnością. Egzystencja dla samej tylko egzystencji nie daje takiego zadowolenia i szczęścia jak egzystencja skierowana na rozwój poprzez nieustające realizowanie poznawania siebie w istniejącej rzeczywistości w całym jej bogactwie. Łatwiej to napisać niż wprowadzać w życie, a jednak jedynie to nadaje ostateczny sens istnieniu. Człowiek sam dla siebie jest i drogą i życiem (bez metafizyki).
Piotr Patucha (2279 punktów)Życie
Skończcie już bełkotać i zajmijcie się poważnymi dziedzinami poznania.
Marian (5438 punktów)Odp: Śmierć..
Dla mnie śmierć to po prostu koniec życia. Nic więcej i zarazem nic mniej. Każde istnienie kończy się koniecznie śmiercią; nie ma w tym nic niezwykłego. Przez setki tysięcy lat narosła wokół tego spora warstwa mistycyzmu. Ludzie bojąc się kresu istnienia wymyślili sobie nieśmiertelną duszę i mnóstwo teorii na temat co się z nią dzieje po śmierci. Wszystkie jednak opierają się na błędzie afirmacji: nie ma żadnego powodu, by przypuszczać, ze jakaś nieśmiertelna dusza w ogóle istnieje. Nośnikiem świadomości człowieka jest mózg (ściślej kora mózgowa), więc z jego śmiercią kończy się również ludzka świadomość. Takie to proste!
Karolajna (48 punktów)
>Dla mnie śmierć to po prostu koniec życia. Nic więcej i zarazem nic mniej. Każde istnienie kończy się koniecznie śmiercią; nie ma w tym nic niezwykłego. Przez setki tysięcy lat narosła wokół tego spora warstwa mistycyzmu. Ludzie bojąc się kresu istnienia wymyślili sobie nieśmiertelną duszę i mnóstwo teorii na temat co się z nią dzieje po śmierci. Wszystkie jednak opierają się na błędzie afirmacji: nie ma żadnego powodu, by przypuszczać, ze jakaś nieśmiertelna dusza w ogóle istnieje. Nośnikiem świadomości człowieka jest mózg (ściślej kora mózgowa), więc z jego śmiercią kończy się również ludzka świadomość. Takie to proste!
>
Więc pytanie.. Czy boisz się śmierci?
Marian (5438 punktów)
Odpowiedź jest chyba oczywista Jak można z takim podejściem bać się śmierci? Niby dlaczego?
anonim
>Dla mnie śmierć to po prostu koniec życia. Nic więcej i zarazem nic mniej. Każde istnienie kończy się koniecznie śmiercią; nie ma w tym nic niezwykłego. Przez setki tysięcy lat narosła wokół tego spora warstwa mistycyzmu. Ludzie bojąc się kresu istnienia wymyślili sobie nieśmiertelną duszę i mnóstwo teorii na temat co się z nią dzieje po śmierci. Wszystkie jednak opierają się na błędzie afirmacji: nie ma żadnego powodu, by przypuszczać, ze jakaś nieśmiertelna dusza w ogóle istnieje. Nośnikiem świadomości człowieka jest mózg (ściślej kora mózgowa), więc z jego śmiercią kończy się również ludzka świadomość. Takie to proste!
>

Może jednak bardziej złożone?W jaki spsób człowiek może żyć wiadomo jeje, pije uczy sie pamięta żyje i umiera.Ale musi pogodzić się ze śmiercią a to nie takie łatwe. Łatwo jest żyć bez wiary? Z wiarą jest zato trudniej a może łatwiej a co jeśli teksty o duchu świętym są prawdziwe?To może to jest nadzieja na coś lepszego niż to co oglądamy?Wiadomo że proste sieci neuronowe odpowiadają na pytania pewnie nawet jeśli się mylą.Zato rozwinięte mają wiele wątpliwości.Nie miałeś nigdy wątpliwości w to że jednak jest coś więcej?Chyba że tak uwieżyłeś że niema nic.To powiedz mi dlaczego tak wieżysz?Powiedz mi co to za wiara?
Marian (5438 punktów)
Kidyś byłem katolikiem (przynajmniej za takiego się uważałem), nawet dość mocno wierzącym. Przyznam, że wtedy nie było nocy, żebym się nie zastanawiał nad śmiercią i co się po niej stanie; rzeczywiście - bałem się. Być może również pod wpływem tych przemyśleń pojawiły się wątpliwości ogólnie w kwestii boga. Z czasem wątpliwości przerodziły się całkowitą pewność. Dziś nie mam wątpliwości, że bóg, taki jakim go opisuje chrześcijaństwo, islam, i inne popularne dziś religie monoteistyczne - nie istnieje. Zawsze miałem ciągoty w kierunku nauk, szczególnie ścisłych, więc śmiercią również interesowałem się od strony biologicznej. Kiedy porzuciłem wiarę w boga, okazało się, że nie brakuje żadnego elementu. Po prostu koniec życia.
>Łatwo jest żyć bez wiary?
Z dnia na dzień. Świadomość, że nie czuwa nade mną, żadna siła wyższa, dała mi poczucie odpowiedzialności za moje życie i to, co z nim zrobię. To fajne.
>a co jeśli teksty o duchu świętym są prawdziwe?
Cóż, mogę liczyć na to, że zostanę rozliczony z mojego życia, a nie z wiary. Jeśli mam być ukarany, za swoje przekonania, to niech tak będzie. Nie porzucę ich. Wydaje mi się, że wiara ze strachu przed karą jest pusta i godna pożałowania.
>Nie miałeś nigdy wątpliwości w to że jednak jest coś więcej?Chyba że tak uwieżyłeś że niema nic.To powiedz mi dlaczego tak wieżysz?Powiedz mi co to za wiara?
W moich czasach na biologii uczono, choć zbytnio bez przekonania, ewolucjonizmu, podczas gdy na religii przedstawiano Biblijny akt stworzenia. Zawsze miałem bardzo duży szcunek do nauki i próbowałem jakoś to wszystko pogodzić. Próbowałem jakoś umieścić boga w tym materialistycznym Wszechświcie. Nauka odebrała bogu zasługę stworzenia człowieka, Ziemi, dowiedzieliśmy się, że niebo to tylko złudzenie optyczne. To naturalnie rodziło pytania. Chyba Einstein kiedyś powiedział, że najmądrzejsze pytania zadają dzieci, bo jeszcze nie nauczyły się, że niektórych pytań nie należy zadawać. Ja takie właśnie zadawałem i odpowidzi nikt nie potrafił mi udzielić; musiałem poszukiwać samemu. Wątpliwości były, ale wraz z pogłębianiem swojej wiedzy nt. chrześcijaństwa i innych religii, oraz mojej wiedzy naukowej, znikły. Wydaje mi się, że jestem teraz bardziej szczęśliwym człowiekiem, niż kiedyś; a nieco więcej niż połowę życia byłem wierzący.
Tomek
>Proste pytanie ciekawe odpowiedzi..
>Czym dla was jest smierć?? Chciałabym poznać kilka
>opinii...

Dla mnie śmierć to zakończenie. Koniec życia. Moim zdaniem jest to granica, moment zakończenia procesu życiowego, obumarcia, ostatniego tchnienia, ale także, w pewnych wypadkach, ostatni błysk świadomości.

Czasem używa się słowa śmierć w odniesieniu do etapu kończącego proces, czy może stan materii nazywany życiem. Określeniem śmierć obejmuje się wtedy ostatnie chwile życia. Na przykład, gdy mówi się o śmierci lekkiej bądź ciężkiej, lub pełnej bólu i cierpienia, albo o śmierci nagłej lub długiej, spodziewanej, pełnej udręki. Można chyba dokonać pewnego rozróżnienia na moment zaistnienia bytu (np. podział komórki, albo moment poczęcia, narodziny), istnienie bytu ożywionego (to, co jako ludzie nazywamy naszym życiem) i koniec istnienia bytu - śmierć (poprzedzoną ostatnią fazą życia, czyli obumieraniem, konaniem).
Czy określenie "ciężka śmierć" to w rzeczywistości ciężka końcówka życia, jakieś bolesne konanie.

Po śmierci byt, który był żywy jest już tylko materią nieożywioną (brzmi to nieco lepiej niż stwierdzenie, że po śmierci jest się martwym), ale sama śmierć nie jest, moim zdaniem, stanem, który trwa. Może bardziej obrazowo. Weźmy takie stwierdzenie: Arystoteles jest martwy. (Ten Arystoteles. Filozof grecki.) Brzmi to dość śmiesznie. Przecież on już nawet martwy nie jest (w sensie biologicznym). Był czas, że go nie było, potem trochę był, a teraz znowu go nie ma i już tu nie wróci. A moment, gdy przestał być (dawno temu) to moim zdaniem była właśnie śmierć. Oczywiście po śmierci trochę poleżał martwy jako materia, która tworzyła jego ciało... Ale materia szybko się rozproszyła.

Teraz zdaję sobie sprawę, dlaczego czegoś mi brakowało, gdy powyżej próbowałem ułożyć rozróżnienie. Próbowałem określić jakoś stan bytu po śmierci. I zabrakło mi słowa. Prawdopodobnie nie ma takiego określenia.. Ja go nie znam lub nie przychodzi mi do głowy . Niebyt mi nie pasuje, bo przecież materia jest bytem nieożywionym. Zwłoki są rzeczą krótkotrwałą (nie licząc mumii i skamieniałości).
Być może kiedyś przed podobnym problemem stawali inni. To, co byli w stanie zaproponować, to życie po śmierci na tzw. tamtym świecie, a w niektórych systemach filozoficzno-religijnych, życie przed życiem i po śmierci znów życie, tak jakby śmierć i narodziny były tą samą granicą widzianą i nazywana inaczej z dwóch różnych stron.

Moim zdaniem śmierć jest momentem przejścia bytu ze stanu ożywionego w stan martwej materii. I tyle. Ale czy na pewno? A co z mózgiem? Ktoś zapyta. Będzie miał rację, bo problem jest poważny, gdy chodzi o pewne decyzje, ale problem z mózgiem to już raczej problem jakości życia. Zresztą, trudno jest myśleć o śmierci nie wspominając o życiu.

Jak widać powyżej nie spodziewam się po śmierci zbyt wiele...

A co myślę o śmierci tak po ludzku? Czy się jej np. boję? Tyle czasu mnie nie było, nie pamiętam jak się narodziłem, nie pamiętam nawet wielu chwil, kiedy byłem już świadomym siebie bytem (szczególnie z pierwszych chwil świadomości) i jakoś nie dręczy mnie rozpacz i złe wspomnienia. Spodziewam się, że jak mnie nie będzie, to też nie będę płakał. Ale np. wizja konania w cierpieniu albo, życia w bólu mnie przeraża. Śmierć w rozumieniu "ciężka śmierć" budzi moje obawy, lęk, strach. Biorąc pod uwagę moje przyzwyczajenia i plany, to "nagła śmierć" też nie budzi zachwytu. Dlatego uważam, że jak już mnie nie będzie to wszystko mi jedno, co się ze mną stanie, bo jestem przekonany, że nic złego mi wtedy nie zaszkodzi, ale dopóki jestem, to śmierć razem z jej grą wstępną wolałbym odłożyć na później. Prawdę mówiąc w życiu bym nie zaplanował własnej śmierci, co nie znczy, że nie jestem świadom jej nieuchronności. Ale możliwe, że samo życie przekona mnie kiedyś do zmiany zdania (na temat sympatii do śmierci nie o jej nieuchronności)...

To nie jest jakieś moje stanowisko, to są myśli, których nie zdołałem zweryfikować... Nie mówiąc o tym, że nawet nie sprawdziłem dokładniej, co inni wymyślili na temat śmierci...

Karolajna (48 punktów)
>>Proste pytanie ciekawe odpowiedzi..
>>Czym dla was jest smierć?? Chciałabym poznać kilka
>>opinii...
>Dla mnie śmierć to zakończenie. Koniec życia. Moim zdaniem jest to granica, moment zakończenia procesu życiowego, obumarcia, ostatniego tchnienia, ale także, w pewnych wypadkach, ostatni błysk świadomości.
>Czasem używa się słowa śmierć w odniesieniu do etapu kończącego proces, czy może stan materii nazywany życiem. Określeniem śmierć obejmuje się wtedy ostatnie chwile życia. Na przykład, gdy mówi się o śmierci lekkiej bądź ciężkiej, lub pełnej bólu i cierpienia, albo o śmierci nagłej lub długiej, spodziewanej, pełnej udręki. Można chyba dokonać pewnego rozróżnienia na moment zaistnienia bytu (np. podział komórki, albo moment poczęcia, narodziny), istnienie bytu ożywionego (to, co jako ludzie nazywamy naszym życiem) i koniec istnienia bytu - śmierć (poprzedzoną ostatnią fazą życia, czyli obumieraniem, konaniem).
>Czy określenie "ciężka śmierć" to w rzeczywistości ciężka końcówka życia, jakieś bolesne konanie.
>Po śmierci byt, który był żywy jest już tylko materią nieożywioną (brzmi to nieco lepiej niż stwierdzenie, że po śmierci jest się martwym), ale sama śmierć nie jest, moim zdaniem, stanem, który trwa. Może bardziej obrazowo. Weźmy takie stwierdzenie: Arystoteles jest martwy. (Ten Arystoteles. Filozof grecki.) Brzmi to dość śmiesznie. Przecież on już nawet martwy nie jest (w sensie biologicznym). Był czas, że go nie było, potem trochę był, a teraz znowu go nie ma i już tu nie wróci. A moment, gdy przestał być (dawno temu) to moim zdaniem była właśnie śmierć. Oczywiście po śmierci trochę poleżał martwy jako materia, która tworzyła jego ciało... Ale materia szybko się rozproszyła.
>Teraz zdaję sobie sprawę, dlaczego czegoś mi brakowało, gdy powyżej próbowałem ułożyć rozróżnienie. Próbowałem określić jakoś stan bytu po śmierci. I zabrakło mi słowa. Prawdopodobnie nie ma takiego określenia.. Ja go nie znam lub nie przychodzi mi do głowy . Niebyt mi nie pasuje, bo przecież materia jest bytem nieożywionym. Zwłoki są rzeczą krótkotrwałą (nie licząc mumii i skamieniałości).
>Być może kiedyś przed podobnym problemem stawali inni. To, co byli w stanie zaproponować, to życie po śmierci na tzw. tamtym świecie, a w niektórych systemach filozoficzno-religijnych, życie przed życiem i po śmierci znów życie, tak jakby śmierć i narodziny były tą samą granicą widzianą i nazywana inaczej z dwóch różnych stron.
>Moim zdaniem śmierć jest momentem przejścia bytu ze stanu ożywionego w stan martwej materii. I tyle. Ale czy na pewno? A co z mózgiem? Ktoś zapyta. Będzie miał rację, bo problem jest poważny, gdy chodzi o pewne decyzje, ale problem z mózgiem to już raczej problem jakości życia. Zresztą, trudno jest myśleć o śmierci nie wspominając o życiu.
>Jak widać powyżej nie spodziewam się po śmierci zbyt wiele...
>A co myślę o śmierci tak po ludzku? Czy się jej np. boję? Tyle czasu mnie nie było, nie pamiętam jak się narodziłem, nie pamiętam nawet wielu chwil, kiedy byłem już świadomym siebie bytem (szczególnie z pierwszych chwil świadomości) i jakoś nie dręczy mnie rozpacz i złe wspomnienia. Spodziewam się, że jak mnie nie będzie, to też nie będę płakał. Ale np. wizja konania w cierpieniu albo, życia w bólu mnie przeraża. Śmierć w rozumieniu "ciężka śmierć" budzi moje obawy, lęk, strach. Biorąc pod uwagę moje przyzwyczajenia i plany, to "nagła śmierć" też nie budzi zachwytu. Dlatego uważam, że jak już mnie nie będzie to wszystko mi jedno, co się ze mną stanie, bo jestem przekonany, że nic złego mi wtedy nie zaszkodzi, ale dopóki jestem, to śmierć razem z jej grą wstępną wolałbym odłożyć na później. Prawdę mówiąc w życiu bym nie zaplanował własnej śmierci, co nie znczy, że nie jestem świadom jej nieuchronności. Ale możliwe, że samo życie przekona mnie kiedyś do zmiany zdania (na temat sympatii do śmierci nie o jej nieuchronności)...
>To nie jest jakieś moje stanowisko, to są myśli, których nie zdołałem zweryfikować... Nie mówiąc o tym, że nawet nie sprawdziłem dokładniej, co inni wymyślili na temat śmierci...
>

Jednak, czy wierzysz w życie po życiu? Mam koleżankę ,której mama namiętnie uczęszcza do wróżki, i innych takich. Raz poszła ona z córką (moją koleżanką) na seans hipnotyzmu. Zahipnotyzowali Monikę (moją koleżankę) i ona mówi ,że zobaczyła stajnię i to ,że kuje podkowy. Była kowalem. Teraz uwielbia konie, jeżdzi na zawodach itp. Ale to nie koniec, nie chodziło o to by tylko zahipnotyzować,a le by zobaczyłą kim była w tamtym zyciu. Nie wiem czy można jej wierzyć. Chcicałabym zobaczyć to na własne oczy lub przeżyć. lecz ona twierdzi ,że teraz nie boi się śmierci..
placownik (17853 punktów)

   Twoja wypowiedź nic by nie straciła na czytelności, gdybyś zadała sobie nieco trudu i usunęła to monstrualne objętościowo cytowanie.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Tomek
>>Jednak, czy wierzysz w życie po życiu?

Nie, nie wierzę. Jestem ateistą. Śmierć to dla mnie koniec. Potem już mnie nie będzie, tak jak nie było mnie zanim się urodziłem. Na przykład związany z Twoją koleżanką patrzę bardzo sceptycznie. Uważam, że czary, magia, kontakty z zaświatami i tym podobne historie to czysta fantazja, albo oszustwo. Gdyby tak nie było, to już dawno zostałbym czarodziejem...

Pozdrawiam,
Jarek (418 punktów)
>Proste pytanie ciekawe odpowiedzi..
>Czym dla was jest smierć?? Chciałabym poznać kilka
>opinii...

Witam
Śmierć jest pisana każdemu, więc na pewno jest.
Wszystko zależy od światopoglądu i od tego jak żyjemy, jak wartościujemy te życie, co jest istotne, co mniej a co wcale. Ważne jest, tak mi się wydaje nie czym jest dla mnie śmierć, bo jak już mnie dosięgnie to nie będzie to miało żadnego znaczenia, tylko czym jest moja śmierć dla innych.
Pozdrawiam
Karolajna (48 punktów)
>>Proste pytanie ciekawe odpowiedzi..
>>Czym dla was jest smierć?? Chciałabym poznać kilka
>>opinii...
>Witam
>Śmierć jest pisana każdemu, więc na pewno jest.
>Wszystko zależy od światopoglądu i od tego jak żyjemy, jak wartościujemy te życie, co jest istotne, co mniej a co wcale. Ważne jest, tak mi się wydaje nie czym jest dla mnie śmierć, bo jak już mnie dosięgnie to nie będzie to miało żadnego znaczenia, tylko czym jest moja śmierć dla innych.
>Pozdrawiam
>
Więc czy powinniśmy się jej obawiać?
Zyga (1539 punktów)
Pamiętam, że jak byłem mały to strasznie bałem się śmierci.
Teraz ciesze się życiem.
Czym jest? Nie mam pojęcia, ale wiem że dla bliskich jest czymś smutnym.
Karolajna (48 punktów)
>Pamiętam, że jak byłem mały to strasznie bałem się śmierci.
>Teraz ciesze się życiem.
>Czym jest? Nie mam pojęcia, ale wiem że dla bliskich jest czymś smutnym.

Ja choć młodego wieku (15 lat) strasznie obawiam się śmierci. Jeszcze długie (mam nadzieję) zycie przede mną. Nie wiem jak się wyzbyć tego strachu. Po nocach czasem nie zmrużę oka. A czy ty Jarku boisz się śmierci?
Zyga (1539 punktów)
>Ja choć młodego wieku (15 lat) strasznie obawiam się śmierci. Jeszcze długie (mam nadzieję) zycie przede mną. Nie wiem jak się wyzbyć tego strachu.

Czy nie szkoda życia na martwienie się śmiercią
plodzien (7378 punktów)
>Proste pytanie ciekawe odpowiedzi..
>Czym dla was jest smierć?? Chciałabym poznać kilka
>opinii...

Śmierć to bariera, za którą:
- nie będę musiał wlec się do roboty pomimo, że mi się nie chce.
- nikt nie zapyta, czy nie wydaje mi się, że tej pensji coś w tym miesiącu za mało,
- nie łupnie mnie w krzyżu jesienią, ani też bać się już nie będę, że dostanę raka,
- nie będę umierać z trwogi , że już późno a moje dziecko nie wraca do domu,
- w ogóle nic nie będę musiał robić, nie mówiąc o tych tak mało pasjonujących codziennych czynnościach,
- nikt już niczego chcieć ode mnie nie zechce, ponieważ nie wydaje mi się, żeby On mnie przywitał jakimiś niemądrymi pytaniami.
Słowem - śmierć to luksus nieistnienia. Sen, w którym nic się nie śni (koszmar żaden) i z którego nie sposób się obudzić.
Pozdrawiam
Karolajna (48 punktów)
>>Proste pytanie ciekawe odpowiedzi..
>>Czym dla was jest smierć?? Chciałabym poznać kilka
>>opinii...
>Śmierć to bariera, za którą:
> - nie będę musiał wlec się do roboty pomimo, że mi się nie chce.
>- nikt nie zapyta, czy nie wydaje mi się, że tej pensji coś w tym miesiącu za mało,
>- nie łupnie mnie w krzyżu jesienią, ani też bać się już nie będę, że dostanę raka,
>- nie będę umierać z trwogi , że już późno a moje dziecko nie wraca do domu,
>- w ogóle nic nie będę musiał robić, nie mówiąc o tych tak mało pasjonujących codziennych czynnościach,
>- nikt już niczego chcieć ode mnie nie zechce, ponieważ nie wydaje mi się, żeby On mnie przywitał jakimiś niemądrymi pytaniami.
>Słowem - śmierć to luksus nieistnienia. Sen, w którym nic się nie śni (koszmar żaden) i z którego nie sposób się obudzić.
>Pozdrawiam
>
Przedstawiłeś śmierć jako bardzo wygodną,ale co z brakiem świadomości, i innymi rzeczami. Np. Co jest straszne w śmierci :

- nie będziesz wiedział po prostu : Co dalej?
- nie będziesz wiedział jak się czują twoje dzieci i czy jest im dobrze, czy ciebie im brakuje..
- niewiedza na każdy temat
- brak udczuć takich jak : dotyk, widzenie, słuch..
- brak uczuć, ciepła, miłości..
- brak jedzenia, przyjemności, zabawy...
- brak uczucia ulgi, po przepracowanym dniu...
- brak wszystkiego co się nazywa życiem
plodzien (7378 punktów)
>>Przedstawiłeś śmierć jako bardzo wygodną,ale co z brakiem świadomości, i innymi rzeczami. Np. Co jest straszne w śmierci :>
Prosiłaś o opinię, czym jest (może) być śmierć. Pisząc to co powyżej, miałem naturalnie na myśli czym może być śmierć dla starego i/lub chorego człowieka.
>- nie będziesz wiedział po prostu : Co dalej
Po co to wiedzieć, jak i tak nie możesz tego zrozumieć? Regułą jest, że w pewnym wieku ludzie już nie "łapią" otaczającej rzeczywistości. Starsi nie potrafią obsługiwać komputera, mają trudności nawet z prowadzeniem samochodu. Nie są w stanie przyswoić tego "co dalej". I męczą się.
>- nie będziesz wiedział jak się czują twoje dzieci i czy jest im dobrze, czy ciebie im brakuje..>
Ale odejście w odpowiednim czasie zapobiegnie przeżyciu ich śmierci, co jest chyba wybawieniem od okropnego doznania.
>- niewiedza na każdy temat>
Bywa, że w zaawansowanym wieku masz wiedzę tylko na temat ostatniej kartki aktualnie czytanej. Co było na poprzednich - już zapominasz.
>- brak udczuć takich jak : dotyk, widzenie, słuch..>
Bywa, że starzec nie widzi i nie słyszy - czyż śmierć nie jest wybawieniem?
>- brak uczuć, ciepła, miłości..>
W późnym wieku i tak niewiele jest tej miłości. Życie staje się ciężarem dla żyjącego i (również) jego bliskich. Mało to przypadków, gdy dzieci opiekujące się zdziecinniałym rodzicem są na granicy wytrzymałości? Śmierć jest skrycie oczekiwanym przez nich wybawieniem. Dla zgrzybiałego starca - wygodnym i honorowym wyjściem.
>- brak jedzenia, przyjemności, zabawy...>
W długim życiu nadchodzi taki czas, że nic nie smakuje, nawet kobiety i jedzenie.
>- brak uczucia ulgi, po przepracowanym dniu...>
Zmarły raczej nie pracuje, nie musi więc odczuwać ulgi
>- brak wszystkiego co się nazywa życiem >

Pozdrawiam
Karolajna (48 punktów)
>Proste pytanie ciekawe odpowiedzi..
>Czym dla was jest smierć?? Chciałabym poznać kilka
>opinii...

To znów ja. Więc ,czy boicie się śmierci?
lipschitz (1674 punktów)
Dla mnie śmierć jest myślą, doświadczeniem i pamięcią tego doświadczenia. Doświadczamy strat, wiemy, że możemy stracić bliskich, zdrowie, przedmioty na których nam zależy itd. Nie chcemy żegnać się z tym, co było miłe, dobre, wygodne, chcemy mieć, posiadać, zachować, wspinać się a nie spadać, chcemy, aby było bezpieczniej i chcemy to zachować.

Chodzi więc raczej o to, czego my chcemy, o nasz stan posiadania - jego stratę nazywamy zaś śmiercią. Oczywiście istnieje śmierć, która jest faktem, umiera ciało, ale dla nas nie to przecież stanowi problem, lecz fakt, że trzeba rozstać się z tym wszystkim, co było nam bliskie.

O prawdziwej śmierci niewiele wiemy, za to o swoim stanie posiadania bardzo dużo i chyba inaczej postawiłbym pytanie - czy psychologiczny lęk, który wynika ze świadomości straty należy utożsamiać ze śmiercią?
Może trochę pogłębie myśl - czy boimy się śmierci wtedy, gdy obcy nam człowiek traci kogoś lub coś? Czy boimy się usychających drzew, konających zwierząt? Czy wtedy śmierć nas przeraża? Czy przeraża nas umierająca gwiazda, czy wtedy śmierć jest tą samą śmiercią, która dotyka nas, gdy my sami musimy z czymś się rozstać?

Śmierć i śmierć, jedna przerażająca, inna ani trochę, nie przeraża nas owad, którego zdeptaliśmy, nie przeraża gdy to my komuś coś odebraliśmy. Czy nasz stosunek do śmierci dotyczy całego istnienia, czy tylko nas samych? Z całą resztą umierania godzimy się a nawet umiemy być radośni. Czyżby śmierć była czymś względnym?

Wyrzuć przedmiot, który bardzo lubisz, gitarę, komputer, oddaj swoje ulubione meble, zrzeknij się funkcji szefa klasy, firmy - nie trzeba wcale unicestwiać bliskiej nam osoby, aby przekonać się jak trudno jest nam się żegnać z czymś. Oddaj swoje przywileje, stań na końcu ogonka, zniknij wtedy, kiedy wszyscy ciebie doceniają, ale nie wtedy, gdy już cię to zmęczyło, lecz gdy wszystko układa się jak najlepiej i jesteś całkowicie usatysfakcjonowany, zadowolony - wtedy pozna się śmierć, o którą pewnie tutaj chodzi. Czym ona jest? Według mnie cierpieniem, rozmawiamy o cierpieniu - tak mi się wydaje, i o jego psychologicznym podłożu.

Natomiast jeśli chodzi o prawdziwą śmierć, to prawdopodobnie rozumiemy, że bez niej nie ma życia, że nasze istnienie teraz, zależało od nieskończonej liczby aktów śmierci wcześniej - bez śmierci przychodzi stagnacja, rozkład, to jakby zatrzymać rzekę, uczynić z niej nieruchome bajoro i według mnie jeśli już czegoś trzeba się bać, to tego naszego strachu przed stratą, który próbuje zatrzymać życie. Czyż nie są tym właśnie te wszystkie krwawe armie, zamknięte granice przed ubogimi krajami? To jest chyba najgorsza odmiana śmierci, bo z niej już nic się nie narodzi, zabraknie tlenu i tej śmierci należy się bać, utwierdzania w jedynie słusznych ideach, poglądach, przekonaniach, teoriach, a także wielu innych rzeczach, stworzeniach i ludziach.
stormrider (206 punktów)
>Proste pytanie ciekawe odpowiedzi..
>Czym dla was jest smierć?? Chciałabym poznać kilka
>opinii...

Nie mam pojęcia... Patrząc z zewnatrz widzę, że ludzie po prostu "znikają". Ci z którymi wczoraj byłem na piwie, jutro już na to piwo nie pójdą, a ponieważ ich lubiłem to fakt ich śmierci ogarnia mnie smutkiem. Ale takie jest moje odczucie śmierci innych, spowodowane moją potrzebą ( Być może wynikającą z mojego egoizmu ) bliskości z innymi. A czym jest śmierć dla mnie osobiście? Wielką tajemnicą, oczekuję jej odczuwając jednocześnie coś na kształt lęku ale i radości, że wreszcie poznam tajemnicę... Pewien buddyjski mnich zapytał swojego mistrza:
"-Mistrzu, czy znasz tajemnice życia?
- Znam, odparł mistrz.
- Czy mógłbyś mi ją wyjawić?
- Nie.
- Dlaczego!?
- Bo to tajemnica."

Pozdrawiam


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
Mr. MR
Śmierć to odejście ze świata żywych. Nie wiemy, czy:
- narodzimy się ponownie
- przejdziemy do innego świata
- do jakiejś "utopii" się dostaniemy

To wielka niepewna, a na dzień dzisiejszy możemy stwierdzić, że:
- dusza (fizycznie) nie istnieje
- siła wyższa (poza siłami natury) nie istnieje

A jeśli ktoś chce to może powyższe punkty obalić i kierunkować się swoją ideologią, religią i przekonaniami, lecz dopóki nie znajdzie się dowodów na istnienie wspomnianych rzeczy, to nadal będą one przyjmowane na zasadzie: wierz lub nie wierz.

Pozdrawiam.
anonim
>Śmierć to odejście ze świata żywych. Nie wiemy, czy:
>- narodzimy się ponownie

Masz jedno życie tracisz je ale czy do końca?

>- przejdziemy do innego świata

Przejdziemy poza świat do świata stwórcy.

>- do jakiejś "utopii" się dostaniemy

Głupiec wieży w ideały wymyślone przez ludzi liberalizm,nazizm,demokracja,nawet modyfikowana religja.Liczy się to że Bóg jest.Przecież nie powinniśmy wieżyć w obrazy i figury przedstawiające Boga a modlimy się do nich.Można przeżyć życie jako ślepiec.Trzeba czytać między wierszami.

>To wielka niepewna, a na dzień dzisiejszy możemy stwierdzić, że:
>- dusza (fizycznie) nie istnieje

A test na wagę?
A może ma to związek z masą której nie widać tak zwana czarna materja i jeszcze coś co stanowi pełną masę wszechświata.A może dusza jest spoza?

>- siła wyższa (poza siłami natury) nie istnieje

Skąd wiesz?Podobo jest 11 wymiarów wedłóg fizyków.A bóg może być poza i w tych światach.

>A jeśli ktoś chce to może powyższe punkty obalić i kierunkować się swoją ideologią, religią i przekonaniami, lecz dopóki nie znajdzie się dowodów na istnienie wspomnianych rzeczy, to nadal będą one przyjmowane na zasadzie: wierz lub nie wierz.

Albo jesteś Albo cie niema.A może nie wiesz tego jeszcze?Wszyscy bogami jesteśmy.

>Pozdrawiam.
Życze ci żebyś zpotkał Boga tylko nie przejdź obojętnie.
waligóra (961 punktów)
>Proste pytanie ciekawe odpowiedzi..
>Czym dla was jest smierć?? Chciałabym poznać kilka
>opinii...
Ciekawe rozważania a właściwie rozmowy o śmierci możesz znaleźć w książce:
Christian Chabanis "Śmierć, kres czy początek"
O śmierci można dyskutować w wielu aspektach ale można również skwitować jej obecność
w kilku słowach przykładowo takich : "śmierć jest koniecznością życia" i nie można traktować tego faktu w sposób patologiczny tzn ulegać fobii (w twoim przypadku lęku) jak też odwrotnie ulegać złudzeniu jej braku (jak to zazwyczaj ma miejsce w wieku nastu lat)
Osobiście mogę napisać:
Jeżeli istotą zrozumienia lub poszukiwań Boga jest zrozumienie własnej istoty, czyli istoty
człowieczeństwa, to świadomość śmierci jest najistotniejszym składnikiem tego zrozumienia, rozważanie jej nieuchronności jest osobistym (intymnym) przeżyciem w którym nie można wyznaczyć ścisłych granic racjonalności, irracjonalności lub też mistyki.
Jest przeżyciem w którym słowa Plotyna o spotkaniu z Bogiem jako spotkaniu dwóch samotników wyrażają się najpełniej.

Pozdrawiam
anonim
>Proste pytanie ciekawe odpowiedzi..
>Czym dla was jest smierć?? Chciałabym poznać kilka
>opinii...

Śmierć to oddzielenie się duszy od ciała.Napewno stajemy się lżejsi o te pare gramów.A pozatym to jakiś test życiowy.Przejście do wieczności bliżej nieokreślonej a lepszej bo jest nadzieja że się zostawiło swoją wylinkę na ziemi.
orzeszek (18 punktów)
Witam, chcialbym zwrócić uwagę na jeden aspekt śmierci, który wydaje mi się niedostatecznie tutaj uwypuklony, mianowicie fakt, iz doświadczenie smierci to głównie należałoby rozpatrywać w kategoriach inicjacyjnych...bo słusznie mówił jeden z dyskutantów, że smierc to tajemnica...
pomimo tylu książek, rozpraw , nauk przeróżnej masci nauczycieli....nie mielismy tego szczęścia , aby pobierać owe nauki od osoby "powracającej" - bo "inicjację" owa przechdzimy tylko raz.....niesie ten fakt jednak ogromne przesłanie ...aby nie zmarnować ani jednego dnia życia.....bo wynik każdej inicjacji zależy głównie od osoby przez nią przechodzącej....
W żadnym wypadku proszę nie "łączyć" pojęcia inicjacja z jakimś konkretnym systemem...wszak przechodzą przez nie wszyscy, każdego dnia....nawet tak szumna ( może "dumna") def. ateisty zawiera w sobie elementy sacrum....
Bo sacrum i profanum ( za Mircea Eliade) są bardzo blisko, tuż obok siebie, podobnie zycie i śmierć są bardzo blisko do siebie.....myśl chińska ujmuje ów "dualizm" chyba najdobitniej ( w taoizmie), ale fizyka także; a bynajmniej nie jestem zwolennikiem takich trochę "nawiedzonych" książek autorów , np. Capra ("Tao fizyki") czy tez Zukav (wiele pozycji, najbardziej znana "Tańczący mistrzowie Wu Li")......
Ja osobiscie zostałem tak "zenetrzne" juz pozbawiony tej tajemnicy smierci (bo miałem to szczęście...może pecha...że stałem się świadkiem śmierci )..ale przejść przez "inicjację"...o.....to już TAJEMNICA...absolutnie dla każdego.....
Miłej nocy...

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365