 |
Kulturowe inklinacje płci Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kultura
| Napisano | Autor | Tytuł | | 29-08-2006 17:02 | sceptyżaba (279 punktów) | Kulturowe inklinacje płci | Witam! Podobno inteligencja jest sztuką wyławianie wzorców z pola informacji. I przetwarzania ich później. Naszło mnie z pozoru śmieszne spostrzeżenie. Mianowicie w świecie zwierząt mamy zwykle dwie płcie- jest wilk i wilczyca, słoń i słonica. Jak dotąd banalne. By mówić o jakimś gatunku zwierzęcia używamy jednak słowa jednoznacznie skonotowanego z płcią słowa. Na przykład męsko oznaczone gatunki: wilk, lew, wąż, koń, zając, królik, sokół, indor, lis, niedźwiedź. Niby nic, a teraz zobaczmy żeńskie: żaba, krowa, kura, żmija, mysz, wrona, sroka, fretka, gęś. Czujecie to? Ten pejoratywny wydźwięk. Wśród męsko oznaczonych sa lepiej i gorzej (z przewagą lepiej) kojarzące się nazwy, ale wśród żeńsko oznaczonych są tylko raczej gorzej i bardzo źle kojarzące się. Zdaje się, że język przechował ślady stosunku poprzednich pokoleń do znaczenia płci. Do roli kobiety. Okropne, nie? I co Wy na to? Pozdrawiam | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| IQ955 (2355 punktów) | Niekoniecznie. Otóż rozmawiałem kiedyś z pewnym historykiem sztuki. Zapytał on nas (było kilku rozmówców), jaka książka była najczęściej czytana w średniowieczu. Niektórzy proponowali Biblię (niesłusznie) inni (w tym ja) - nie wiedzieli. Otóż był to "Physiologus" (nie jestem pewien pisowni, choć widziałem to w muzeum). Zdaniem tego historyka, do dziś mamy w myśleniu (przeważnie nieświadomie) mnóstwo wziętych stamtąd sympatii i fobii. Dla przykładu jeż (choć kole) jest OK., zaś zaskroniec (chyba ze względu na rajską przeszłość) jest nie w porządku. Głowy za to nie dam, ale przytaczam jako ciekawostkę, może i nie bez głębszego sensu. Nawiasem mówiąc (tak prywatnie) - to ta "walka z seksizmem języka" wydaje mi się lepszym kretyństwem. Myślę, że mądra kobieta woli przywoite zachowanie mężczyzn od subtelności gramatycznych. A w drugim nawiasie dodam, że nie ma (w naturalnym użyciu) rodzaju żeńskiego od słów: łotr, opryszek, zboczeniec, sknera, dusigrosz, degenerat, rozbójnik, pirat, stolarz, ślusarz, logik , huligan i............... pederasta. Feministki - do boju! 
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
 | | sceptyżaba (279 punktów) |
>Nawiasem mówiąc (tak prywatnie) - to ta "walka z seksizmem języka" wydaje mi się lepszym kretyństwem. Myślę, że mądra kobieta woli przywoite zachowanie mężczyzn od subtelności gramatycznych. Właściwie nie prowadzę walki z seksizmem w języku. Zauważyłem tylko pewną ciekawostkę, a później w naturalny sposób pojawiła się hipoteza, że pejoratywne (drugorzędne) znaczenie zwyczajowych nazw gatunków wiąże się z przypisywaniem cech ludziom. Zaś płeć żeńska jak się okazało, obrywa bardziej od męskiej, co mogło by świadczyć, że nasi przodkowie byli na tym polu szowinistami. >A w drugim nawiasie dodam, że nie ma (w naturalnym użyciu) rodzaju żeńskiego od słów: łotr, opryszek, zboczeniec, sknera, dusigrosz, degenerat, rozbójnik, pirat, stolarz, ślusarz, logik , huligan i............... pederasta. Do pederasty nie ma, bo kobiety nie zostają 'pederastkami'. Co do różnych nazw przestępców, to kobiety mają tam oddzielnie swoje miejsce w nazwach od rajfurek do trucicielek. Pirat i logik sa zapożyczeniami. Zaś przy stolarzu i ślusarzu można mówić o podziale ról dawniej, co spowodowało, że zawody te traktuje się tradycyjnie jako męskie. Rzecz w tym, że do nazw zwierząt nie da się przypisać podziału na tradycyjnie męskie czy żeńskie i tym się to różni od przedstawionego wyżej przykładu. Pozdrawiam
|
|
|  | | IQ955 (2355 punktów) | No, trudno - muszę to napisać. O "Physiologusie" było na poważnie; o tych rzeczownikach - to żart. Widać niezrozumiały, mimo śmieszka. A tak na marginesie, to zakochani mężczyźni często mówią do swoich kobiet: "Moja myszko, żabko, krówko etc...", a one nawet, o ile wiem, raczej to lubią. Obraziłyby się pewnie, gdyby przestali tak mówić 
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| |  | | sceptyżaba (279 punktów) | > No, trudno - muszę to napisać.> O "Physiologusie" było na poważnie; o tych rzeczownikach - to żart. Widać niezrozumiały, mimo śmieszka.W jakim języku był napisany "Physiologus"? Po polsku kot to rodzaj męski, po angielsku cat to rodzaj żeński. > A tak na marginesie, to zakochani mężczyźni często mówią do swoich kobiet: "Moja myszko, żabko, krówko etc...", a one nawet, o ile wiem, raczej to lubią. Obraziłyby się pewnie, gdyby przestali tak mówić  Ale nie mówią: "Moja myszo, żabo, krowo etc...", a przynajmniej nie jest to lubiane przez stronę drugą.  Ale zdaje się o teściowych tak czasem... Szowiniści! Pozdrawiam
|
|
| | |  | | IQ955 (2355 punktów) | > W jakim języku był napisany "Physiologus"?O ile sobie przypominam - egzemplarz, który widziałem - po łacinie. Ale pewnie były i tłumaczenia. > Ale nie mówią: "Moja myszo, żabo, krowo etc...", a przynajmniej nie jest to lubiane przez stronę drugą. Ale zdaje się o teściowych tak czasem... Szowiniści!W te rozważania się nie wdaję. Jak napisałem: mniej ważne, co mówimy - ważniejsze, co robimy.
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | |  | | sceptyżaba (279 punktów) | > >W jakim języku był napisany "Physiologus"?> O ile sobie przypominam - egzemplarz, który widziałem - po łacinie. Ale pewnie były i tłumaczenia.> >Ale nie mówią: "Moja myszo, żabo, krowo etc...", a przynajmniej nie jest to lubiane przez stronę drugą. Ale zdaje się o teściowych tak czasem... Szowiniści!> W te rozważania się nie wdaję. Jak napisałem: mniej ważne, co mówimy - ważniejsze, co robimy.Nadawanie wyrazom znaczenia to robienie czy mówienie? Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | IQ955 (2355 punktów) | Uuuuuu! Dociekliwy dyskutant.  Pewnie jedno i drugie. A odżegnuję sie od dyskusji, ponieważ uważam, że ludzie pozostający ze sobą w bliskich relacjach z reguły dobrze wiedzą, jakie one rzeczywiście są, niezależnie od tego, jakich słów używają.
Pozdrowienia, IQ955. [Marek Czeszek]
|
|
| | | | | |  | | sceptyżaba (279 punktów) | > Uuuuuu! Dociekliwy dyskutant.  Rzadkość w dzisiejszych czasach.  > Pewnie jedno i drugie. A odżegnuję sie od dyskusji, ponieważ uważam, że ludzie pozostający ze sobą w bliskich relacjach z reguły dobrze wiedzą, jakie one rzeczywiście są, niezależnie od tego, jakich słów używają.Ja się z tym zgadzam. Spróbuję jeszcze raz powiedzieć, o co mi chodziło. Język to narzędzie. Jeśli to narzędzie jest tak skonstruowane, że pejoratywnie dzieli płeć na lepszą i gorszą, to świadczy to o jego konstruktorach. Co więcej używanie takiego spaczonego narzędzia niesie niebezpieczeństwo, że świat przezeń budowany będzie wypaczony. Tyle. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | IQ955 | > Jeśli to narzędzie jest tak skonstruowane, że pejoratywnie dzieli płeć na lepszą i gorszą, to świadczy to o jego konstruktorach. Co więcej używanie takiego spaczonego narzędzia niesie niebezpieczeństwo, że świat przezeń budowany będzie wypaczony. Tyle.Dwa punkty są tu bardzo wątpliwe: Po pierwsze - kto "konstruował język" (o ile wiem, panie są bardziej gadatliwe).  Po drugie - stwierdzenie, że to "świat buduje język" jest jedynie metaforą (i to nader śliską)
|
|
| | | | | | | |  | | sceptyżaba (279 punktów) | > >Jeśli to narzędzie jest tak skonstruowane, że pejoratywnie dzieli płeć na lepszą i gorszą, to świadczy to o jego konstruktorach. Co więcej używanie takiego spaczonego narzędzia niesie niebezpieczeństwo, że świat przezeń budowany będzie wypaczony. Tyle.> Dwa punkty są tu bardzo wątpliwe:> Po pierwsze - kto "konstruował język" (o ile wiem, panie są bardziej gadatliwe).  Pytanie, kto nadał słowom kulturową otoczkę byłoby właściwsze. I tu winą należałoby obarczyć mężczyzn. Zresztą co do nazywania zwierząt też można by znajdować poszlaki, że to oni to robili (myśliwi odpowiedzialni za byt). > Po drugie - stwierdzenie, że to "świat buduje język" jest jedynie metaforą (i to nader śliską)Język jest narzędziem służącym komunikacji i poznaniu świata. Sformułowanie o budowie świata przez język odnosi się do roli jaką odgrywa w przybliżaniu nam świata. Jest to pewien skrót myślowy (o nieszczęsny Macierewiczu), który odnosi się do budowy obrazu świata w naszej świadomości. Do tego, że podążamy utartymi przez język ścieżkami ów obraz budując. Pozdrawiam
|
|
jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > Zdaje się, że język przechował ślady stosunku poprzednich pokoleń do znaczenia płci. Do roli kobiety. Okropne, nie? I co Wy na to?Zdaje się, że język odzwierciedla cechy charakterystyczne płci
|
|
 | | sceptyżaba (279 punktów) | > >Zdaje się, że język przechował ślady stosunku poprzednich pokoleń do znaczenia płci. Do roli kobiety. Okropne, nie? I co Wy na to?> Zdaje się, że język odzwierciedla cechy charakterystyczne płci  A można prosić o wymienienie kilku z tych cech charakterystycznych? Pozdrawiam
|
|
|  | | suvorov (82 punktów) | "Ty fretko" jest wyjątkowo pejoratywną formą zwrócenia się do kobiety i uprasza się o niestosowanie tego zwrotu.
lasciate ogni speranza
|
|
|  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Chyba nie bez przyczyny zwróciłeś uwagę na rodzaj (męski, żeński) rzeczowników będących nazwami zwierząt, więc sam doskonale odpowiesz sobie na własne pytanie
|
|
| |  | | sceptyżaba (279 punktów) | > Chyba nie bez przyczyny zwróciłeś uwagę na rodzaj (męski, żeński) rzeczowników będących nazwami zwierząt, więc sam doskonale odpowiesz sobie na własne pytanie  Ależ mnie ustawiasz. A może zwróciłem uwagę, bo mi się te cechy nie zgadzały.  Pozdrawiam
|
|
| rozumek | >Czujecie to? Ten pejoratywny wydźwięk. Wśród męsko >oznaczonych sa lepiej i gorzej (z przewagą lepiej) >kojarzące się nazwy, ale wśród żeńsko oznaczonych są tylko >raczej gorzej i bardzo źle kojarzące się. Zdaje się, że >język przechował ślady stosunku poprzednich pokoleń do >znaczenia płci. Do roli kobiety. Okropne, nie? I co Wy na >to? A nie usłyszałeś nigdy od kogoś "ty draniu" wypowiedzianego z miłoscią i akceptacją? Żadne słowo, nie ma żadnego ogólnie przyjętego pejoratywnego wydźwięku. Wydźwięk każdego, zawsze zależy od kontekstu i wypowiadającej je osoby. Przykre jest tylko to, że niektórzy, usiłując innych obrazić, obrażają nie tylko ludzi, do których słowa kierują i zwierzeta, którym przypisują pejoratywne ludzkie cechy, ale także sens jakiejkolwiek międzyludzkiej komunikacji. Ci ludzie, zwyczajnie zakłamują rzeczywistość.
|
|
 | | sceptyżaba (279 punktów) | >>Czujecie to? Ten pejoratywny wydźwięk. Wśród męsko >>oznaczonych sa lepiej i gorzej (z przewagą lepiej) >>kojarzące się nazwy, ale wśród żeńsko oznaczonych są tylko >>raczej gorzej i bardzo źle kojarzące się. Zdaje się, że >>język przechował ślady stosunku poprzednich pokoleń do >>znaczenia płci. Do roli kobiety. Okropne, nie? I co Wy na >>to? >A nie usłyszałeś nigdy od kogoś "ty draniu" wypowiedzianego z miłoscią i akceptacją? Żadne słowo, nie ma żadnego ogólnie przyjętego pejoratywnego wydźwięku. Wydźwięk każdego, zawsze zależy od kontekstu i wypowiadającej je osoby. To sofistyka. Banał mający zamydlić oczy. Policz ile razy wypowiada się hasło 'TY DRANIU' z miłością, a ile razy z nienawiścią, a zrozumiesz, co znaczy wydźwięk pejoratywny danego słowa. > Przykre jest tylko to, że niektórzy, usiłując innych obrazić, obrażają nie tylko ludzi, do których słowa kierują i zwierzeta, którym przypisują pejoratywne ludzkie cechy, ale także sens jakiejkolwiek międzyludzkiej komunikacji. Ci ludzie, zwyczajnie zakłamują rzeczywistość. Pierwsze zdanie jest zbyt dla mnie skomplikowane. Zgubiłem się przy pierwszym obrażonym zwierzęciu. Szukałem go długo, ale nie znalazłem. Ani drugiego, ani trzeciego, ani piątego. Żadne nie czuło się obrażone. Co do sensu międzyludzkiej komunikacji, to przez komunikowanie się (nawet to z obrażaniem) podważyć go nie sposób. Pozdrawiam
|
|
|  | | rozumek | >>A nie usłyszałeś nigdy od kogoś "ty draniu" wypowiedzianego z miłoscią i akceptacją? Żadne słowo, nie ma żadnego ogólnie przyjętego pejoratywnego wydźwięku. Wydźwięk każdego, zawsze zależy od kontekstu i wypowiadającej je osoby. >To sofistyka. Banał mający zamydlić oczy. Policz ile razy wypowiada się hasło 'TY DRANIU' z miłością, a ile razy z nienawiścią, a zrozumiesz, co znaczy wydźwięk pejoratywny danego słowa. A po co mam to liczyć? Załóżmy, że "ty draniu", wszyscy zawsze wypowiadają z nienawiścią. Czy wobec tego mam ogłuchnąć na miłość, z którą ktoś te słowa kiedyś wypowie? >> Przykre jest tylko to, że niektórzy, usiłując innych obrazić, obrażają nie tylko ludzi, do których słowa kierują i zwierzeta, którym przypisują pejoratywne ludzkie cechy, ale także sens jakiejkolwiek międzyludzkiej komunikacji. Ci ludzie, zwyczajnie zakłamują rzeczywistość. >Pierwsze zdanie jest zbyt dla mnie skomplikowane. Zgubiłem się przy pierwszym obrażonym zwierzęciu. Szukałem go długo, ale nie znalazłem. Ani drugiego, ani trzeciego, ani piątego. Żadne nie czuło się obrażone. Pytałeś świnię, czy kocha być brudna, opowiada sprośne dowcipy i robi świństwa? Pytałeś ją czy lubi być utożsamiana z takimi "świniami"? Pytałeś osła, czy równie głupi jest jak wszystkie "osły"? To samo ze zwierzęciem trzecim, czwartym i wszystkimi innymi. To, że częściej przypisywane są pejoratywne cechy zwierzętom o nazwach żeńskich, wynika zapewne z większej pogardy mężczyzn wobec kobiet (i zwierząt) niż kobiet wobec mężczyzn (i zwierząt). Najwyraźniej, więcej było w historii mężczyzn usiłujących budować swój autorytet w oparciu o niszczenie go innym, niż kobiet wykazujących tę samą cechę. >Co do sensu międzyludzkiej komunikacji, to przez komunikowanie się (nawet to z obrażaniem) podważyć go nie sposób. Wyrwane z kontekstu słowa nic nie oznaczają, nie służą komunikacji i nikogo nie obrażają. Usłyszawszy je, obrazić się mogą tylko "głusi" na kontekst, wszelkie uczucia oraz wszelki sens życia i współżycia z innymi. Pozdrawiam
|
|
| |  | | sceptyżaba (279 punktów) | >>>A nie usłyszałeś nigdy od kogoś "ty draniu" wypowiedzianego z miłoscią i akceptacją? Żadne słowo, nie ma żadnego ogólnie przyjętego pejoratywnego wydźwięku. Wydźwięk każdego, zawsze zależy od kontekstu i wypowiadającej je osoby. >>To sofistyka. Banał mający zamydlić oczy. Policz ile razy wypowiada się hasło 'TY DRANIU' z miłością, a ile razy z nienawiścią, a zrozumiesz, co znaczy wydźwięk pejoratywny danego słowa. >A po co mam to liczyć? Załóżmy, że "ty draniu", wszyscy zawsze wypowiadają z nienawiścią. Czy wobec tego mam ogłuchnąć na miłość, z którą ktoś te słowa kiedyś wypowie? Ale na nienawiść głuchniesz i uważasz, że komunikacja jest w porządku. Jeyes Cię podsumował epitetami, które są zapewne ostatnią szansą na przybliżenie Ci pojęcia pejoratywności. >>> Przykre jest tylko to, że niektórzy, usiłując innych obrazić, obrażają nie tylko ludzi, do których słowa kierują i zwierzeta, którym przypisują pejoratywne ludzkie cechy, ale także sens jakiejkolwiek międzyludzkiej komunikacji. Ci ludzie, zwyczajnie zakłamują rzeczywistość. >>Pierwsze zdanie jest zbyt dla mnie skomplikowane. Zgubiłem się przy pierwszym obrażonym zwierzęciu. Szukałem go długo, ale nie znalazłem. Ani drugiego, ani trzeciego, ani piątego. Żadne nie czuło się obrażone. >Pytałeś świnię, czy kocha być brudna, opowiada sprośne dowcipy i robi świństwa? Pytałeś ją czy lubi być utożsamiana z takimi "świniami"? Pytałeś osła, czy równie głupi jest jak wszystkie "osły"? To samo ze zwierzęciem trzecim, czwartym i wszystkimi innymi. Tak. >To, że częściej przypisywane są pejoratywne cechy zwierzętom o nazwach żeńskich, wynika zapewne z większej pogardy mężczyzn wobec kobiet (i zwierząt) niż kobiet wobec mężczyzn (i zwierząt). Otóż i początek poważnej rozmowy. > Najwyraźniej, więcej było w historii mężczyzn usiłujących budować swój autorytet w oparciu o niszczenie go innym, niż kobiet wykazujących tę samą cechę. Dokładnie. A my w spadku dostaliśmy język, który im do tego służył. >>Co do sensu międzyludzkiej komunikacji, to przez komunikowanie się (nawet to z obrażaniem) podważyć go nie sposób. >Wyrwane z kontekstu słowa nic nie oznaczają, nie służą komunikacji i nikogo nie obrażają. Usłyszawszy je, obrazić się mogą tylko "głusi" na kontekst, wszelkie uczucia oraz wszelki sens życia i współżycia z innymi. Słowa znaczą tyle ile da się z nich odczytać. Kontekst sprawia, że łatwiej nam wybrać z możliwych odczytań, te, o których sądzimy, że nadał nam nadawca. Rzecz w tym, że kontekst zawsze jest jakiś, choć nie zawsze taki, o jaki nadawcy, czy odbiorcy chodziło. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | rozumek | >Ale na nienawiść głuchniesz i uważasz, że komunikacja jest w porządku. Jeyes Cię podsumował epitetami, które są zapewne ostatnią szansą na przybliżenie Ci pojęcia pejoratywności. Zdecydowanie wolę głuchnąć na nienawiść niż miłość. W dodatku uważam, że Jeyes podsumował nie mnie, ale samego siebie. Jak lubi tak się podsumowywać, to jego sprawa. Zauważyłeś, że w swoim podsumowaniu, Jeyes nie użył żadnego pejoratywnego słowa? Zdecydowanie uważam, że komunikacja jest OK, bo bez niej, nie da się zauważyć i unikać współpracy z jeyesami. >>Pytałeś świnię, czy kocha być brudna, opowiada sprośne dowcipy i robi świństwa? Pytałeś ją czy lubi być utożsamiana z takimi "świniami"? Pytałeś osła, czy równie głupi jest jak wszystkie "osły"? To samo ze zwierzęciem trzecim, czwartym i wszystkimi innymi. >Tak. >>To, że częściej przypisywane są pejoratywne cechy zwierzętom o nazwach żeńskich, wynika zapewne z większej pogardy mężczyzn wobec kobiet (i zwierząt) niż kobiet wobec mężczyzn (i zwierząt). >Otóż i początek poważnej rozmowy. I początek i koniec, bo statystyka jest wprawdzie taka, ale nikt nikogo nie zmusza do podporządkowania się statystyce, zamiast własnemu rozumowi. >> Najwyraźniej, więcej było w historii mężczyzn usiłujących budować swój autorytet w oparciu o niszczenie go innym, niż kobiet wykazujących tę samą cechę. >Dokładnie. A my w spadku dostaliśmy język, który im do tego służył. Ale możemy, przyjmując spadek (język) używać go jak chcemy, czyli tak, jak nam wygodnie i dla wszystkich korzystnie. >>Wyrwane z kontekstu słowa nic nie oznaczają, nie służą komunikacji i nikogo nie obrażają. Usłyszawszy je, obrazić się mogą tylko "głusi" na kontekst, wszelkie uczucia oraz wszelki sens życia i współżycia z innymi. >Słowa znaczą tyle ile da się z nich odczytać. Kontekst sprawia, że łatwiej nam wybrać z możliwych odczytań, te, o których sądzimy, że nadał nam nadawca. Rzecz w tym, że kontekst zawsze jest jakiś, choć nie zawsze taki, o jaki nadawcy, czy odbiorcy chodziło. Niemal nigdy taki, o jaki chodziło odbiorcy. Czy taki, o jaki chodziło nadawcy, w dużej mierze zależy od odbiorcy (zawsze może wyjaśnić sobie niejasności, zadając nadawcy pytania lub samodzielnie poszukując na nie odpowiedzi). Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | | sceptyżaba (279 punktów) | >>Ale na nienawiść głuchniesz i uważasz, że komunikacja jest w porządku. Jeyes Cię podsumował epitetami, które są zapewne ostatnią szansą na przybliżenie Ci pojęcia pejoratywności. >Zdecydowanie wolę głuchnąć na nienawiść niż miłość. W dodatku uważam, że Jeyes podsumował nie mnie, ale samego siebie. Jak lubi tak się podsumowywać, to jego sprawa. >Zauważyłeś, że w swoim podsumowaniu, Jeyes nie użył żadnego pejoratywnego słowa? Zdecydowanie uważam, że komunikacja jest OK, bo bez niej, nie da się zauważyć i unikać współpracy z jeyesami. Widzisz, takie słowa są potrzebne. Jak najłatwiej zakomunikować, że jest się, dajmy na to, bezdusznym sukinsynem- odpowiednim stekiem przekleństw (nie pije do Jeyesa, on miał inny kontekst).
>>>To, że częściej przypisywane są pejoratywne cechy zwierzętom o nazwach żeńskich, wynika zapewne z większej pogardy mężczyzn wobec kobiet (i zwierząt) niż kobiet wobec mężczyzn (i zwierząt). >>Otóż i początek poważnej rozmowy. >I początek i koniec, bo statystyka jest wprawdzie taka, ale nikt nikogo nie zmusza do podporządkowania się statystyce, zamiast własnemu rozumowi. A jednak statystyki informują o realnym świecie. >>> Najwyraźniej, więcej było w historii mężczyzn usiłujących budować swój autorytet w oparciu o niszczenie go innym, niż kobiet wykazujących tę samą cechę. >>Dokładnie. A my w spadku dostaliśmy język, który im do tego służył. >Ale możemy, przyjmując spadek (język) używać go jak chcemy, czyli tak, jak nam wygodnie i dla wszystkich korzystnie. Jasne. W końcu te nazwy zatracą swoje pejoratywne dno, o ile nikt go nie będzie odświeżał (przynajmniej na tyle, że podział męskożeński pejoratywności się zatrze). >>>Wyrwane z kontekstu słowa nic nie oznaczają, nie służą komunikacji i nikogo nie obrażają. Usłyszawszy je, obrazić się mogą tylko "głusi" na kontekst, wszelkie uczucia oraz wszelki sens życia i współżycia z innymi. >>Słowa znaczą tyle ile da się z nich odczytać. Kontekst sprawia, że łatwiej nam wybrać z możliwych odczytań, te, o których sądzimy, że nadał nam nadawca. Rzecz w tym, że kontekst zawsze jest jakiś, choć nie zawsze taki, o jaki nadawcy, czy odbiorcy chodziło. >Niemal nigdy taki, o jaki chodziło odbiorcy. Czy taki, o jaki chodziło nadawcy, w dużej mierze zależy od odbiorcy (zawsze może wyjaśnić sobie niejasności, zadając nadawcy pytania lub samodzielnie poszukując na nie odpowiedzi). Niby wszystko pięknie ładnie, a jednak komunikacji daleko jeszcze do ideału. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | rozumek | >Widzisz, takie słowa są potrzebne. Jak najłatwiej zakomunikować, że jest się, dajmy na to, bezdusznym sukinsynem- odpowiednim stekiem przekleństw (nie pije do Jeyesa, on miał inny kontekst). Ależ nie musisz mnie przekonywać, że wszystkie istniejące słowa są potrzebne. Nawet słowo k...., bo bez niego, komunikacja byłaby utrudniona. Ja tylko twierdzę, że gdy użyję któregoś z nich w stosunku do kogokolwiek (całkiem niezależnie od płci), to od kontekstu zależy, czy to ja okażę się k...., czy rozmówca. Jeśli powiem prawdę, to on. Jeśli skłamię, to ja. Nazywając kogoś draniem, też mogę kłamać, mówić prawdę, albo "uczestniczyć w misterium", czyli dawać do zrozumienia, że akceptuję jego "draństwa". >>I początek i koniec, bo statystyka jest wprawdzie taka, ale nikt nikogo nie zmusza do podporządkowania się statystyce, zamiast własnemu rozumowi. >A jednak statystyki informują o realnym świecie. Tylko, gdy osobiście prowadzone na podstawie obserwacji (a nie ankiet) i osobiście wykorzystywane. Wiarygodność wniosków wyciąganych z cudzych statystyk jest równie niepewna, jak ich źródło. >>Ale możemy, przyjmując spadek (język) używać go jak chcemy, czyli tak, jak nam wygodnie i dla wszystkich korzystnie. >Jasne. W końcu te nazwy zatracą swoje pejoratywne dno, o ile nikt go nie będzie odświeżał (przynajmniej na tyle, że podział męskożeński pejoratywności się zatrze). Z jednej strony już je zatraciły, bo mogę mężczyznę nazwać równie dobrze k..., jak draniem, a z drugiej, nigdy się nie zatrą, bo jak kobieta na zawsze pozostanie kobietą, tak k.... k...., niezależnie od płci i tego, jakie ma zdanie na własny temat. >>Niemal nigdy taki, o jaki chodziło odbiorcy. Czy taki, o jaki chodziło nadawcy, w dużej mierze zależy od odbiorcy (zawsze może wyjaśnić sobie niejasności, zadając nadawcy pytania lub samodzielnie poszukując na nie odpowiedzi). >Niby wszystko pięknie ładnie, a jednak komunikacji daleko jeszcze do ideału. Gdyby udało się do niego dojść w sprawie komunikacji, nie byłoby też problemu z wszelkimi innymi ideałami, a wtedy, komunikacja straciłaby sens. Wszystkiemu do ideału daleko i nigdy nikt z nas ideału nie osiągnie. To chyba dobrze? Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | sceptyżaba (279 punktów) | >>Widzisz, takie słowa są potrzebne. Jak najłatwiej zakomunikować, że jest się, dajmy na to, bezdusznym sukinsynem- odpowiednim stekiem przekleństw (nie pije do Jeyesa, on miał inny kontekst). >Ależ nie musisz mnie przekonywać, że wszystkie istniejące słowa są potrzebne. Nawet słowo k...., bo bez niego, komunikacja byłaby utrudniona. Ja tylko twierdzę, że gdy użyję któregoś z nich w stosunku do kogokolwiek (całkiem niezależnie od płci), to od kontekstu zależy, czy to ja okażę się k...., czy rozmówca. Jeśli powiem prawdę, to on. Jeśli skłamię, to ja. Nazywając kogoś draniem, też mogę kłamać, mówić prawdę, albo "uczestniczyć w misterium", czyli dawać do zrozumienia, że akceptuję jego "draństwa". Giętkość jest cechą języka, a jednak i ona ma swoje ograniczenia. Mówiąc bułka drożdżowa nie mam na myśli boeinga 747 z przetrąconym skrzydłem, mam za to na myśli bułkę drożdżową. Słowa mają swoje znaczenie choć można je wykręcać i rozszerzać. A z czasem nawet i te znaczenia mogą się zmieniać. Można też z kimś stworzyć prywatny język, ale nie o tym przecież mówimy. Ja tylko zauważyłem, że społeczeństwo tworząc język obarcza go subtelnie swoimi poglądami. Pozdrawiam
|
|
 | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > Żadne słowo, nie ma żadnego ogólnie przyjętego pejoratywnego wydźwięku.Ale z ciebie głupek, kretyn, idiota. Jesteś głąbem, ciemniakiem i durniem. Oczywiście brak tu pejoratywnych wydźwięków, prawda?
|
|
|  | | rozumek | >>Żadne słowo, nie ma żadnego ogólnie przyjętego pejoratywnego wydźwięku. >Ale z ciebie głupek, kretyn, idiota. Jesteś głąbem, ciemniakiem i durniem. >Oczywiście brak tu pejoratywnych wydźwięków, prawda? Prawda, jeyes, ale tylko w odniesieniu do mnie. Gorzej, z wydźwiękami w odniesieniu do Ciebie. Serdecznie współczuję i szczerze pozdrawiam.
|
|
| |  | | antracyt | zajac to tchorz. Dostalo mu sie za towarzyszenie germanskiej bogini Ostarze. Celtycka zmije tez zrzucono z piedestalu za kultowa zmiane skory, symbol odnowy i reinkarnacji. Akurat te skojarzenia negatywne lub pozytywne ze zwierzatami moga miec zrodlo w poganskich religiach. dämlich- glupio, beznadziejnie- brzmi jak od die Dame-Dama herrlich- bosko, wspaniale- brzmi jak od der Herr - pan die Hölle- pieklo- rodzaj zenski der Himmel - niebo - rodzaj meski ten niemieckiej kombinacji nie da sie przebic.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|