Racjonalista - Strona głównaDo treści
Żyć tak jakby się miało umrzeć jutro

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
11-09-2006 18:35Spearow (6 punktów)Żyć tak jakby się miało umrzeć jutro
Co sadzicie o zyciu tak jakby sie mialo umrzec jutro, w praktyce? jakie sa Wasze argumenty za i przeciw, ogolne zdanie.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

sceptyżaba (279 punktów)
>Co sadzicie o zyciu tak jakby sie mialo umrzec jutro, w
>praktyce? jakie sa Wasze argumenty za i przeciw, ogolne
>zdanie.
W praktyce znaczyłoby to, że nie zbierałbym pieniędzy, tylko wydawał od razu. Nic bym nie planował, więc w końcu skończyłbym jako człowiek zezwierzęcony.
Pozdrawiam
Jacek Krysztofik (1390 punktów)
>>Co sadzicie o zyciu tak jakby sie mialo umrzec jutro
>W praktyce znaczyłoby to, że nie zbierałbym pieniędzy, tylko wydawał od razu. Nic bym nie planował, więc w końcu skończyłbym jako człowiek zezwierzęcony.
   W skrócie to, co sam chciałem na początku napisać
   Wydaje mi się, że, z punktu widzenia pewnej śmierci w niedługim czasie, dobry pogląd na problem dałaby lektura jakiegoś tekstu z dziedziny psychologii paliatywnej.
   Z drugiej strony przypomina mi się początek filmu Jarmuscha "Ghost Dog," gdzie główny bohater czyta podręcznik "The Way of the Samurai:"
   "To say that dying without reaching one's aim is to die a dog's death is the frivolous way of sophisticates. When pressed with the choice of life or death, it is not necessary to gain one's aim.
   We all want to live. And in large part we make our logic according to what we like. But not having attained our aim
and continuing to live is cowardice
. [...] To die without gaining one's aim is a dog's death and fanaticism. [...] If [...] one is able to live as though his body were already dead, he pains freedom in the Way. His whole life will be without blame, and he will succeed in his calling.
"
   Chyba chodzi tu o wolność od popędów, podobnie jak w buddyzmie. Samuraj jest ciągle w rzeczywistym zagrożeniu. Ale przyjmując taką postawę, uznawszy się za umarłego, godzi się ze śmiercią w obliczu nieosiągniętego celu, porażki. Ta postawa wpływa na to, jakie wybory podejmuje idąc przez "życie." Nie zrezygnuje z osiągnięcia celu dla samego tylko przeżycia jego ciała.

Wolność oznacza prawo do twierdzenia, że dwa i dwa to cztery. Z niego wynika reszta. -- George Orwell, 1984
orzeszek (18 punktów)
>Co sadzicie o zyciu tak jakby sie mialo umrzec jutro, w
>praktyce? jakie sa Wasze argumenty za i przeciw, ogolne
>zdanie.
>
Myślę, że wszyscy tak żyjemy, tyle że część z nas nieświadomie.......wszak każdy z nas może jutro umrzeć - to podstawowa zasada -"zasada nietrwałości"; występująca w wielu systemach religijnych i filozoficznych.
Wbrew pozorom, zrozumienie owej zasady, prowadzi najczęściej do bardzo "prawego" życia, szkoda nam zmarnować każdej chwili....ja wiem, że to trudne, ale de facto, zakładanie , że jutro na pewno będę żył jest całkowicie irracjonalne.....wiem wiem..powstanie tutaj wiele pytań o istotę etyki , o "pesymizmie", ale to tylko inne spojrzenie na rzeczywistość życia i śmierci....która zawsze jest taka sama; niezależnie od naszych opcji światopoglądowych, sposobów oglądu świata...wszyscy jakos musimy sobie z tym poradzić....
Hmmm...nawet tak dziś popularne "carpe diem" do de facto taka idea "chwytania"... bo nóż nie zdążę......
Temat szeroki, myśle, że należy podejść do niego z niezwykłą pokorą wobec innych aniżeli nasze oglądów świata.....
Pozdrawiam
Spearow (6 punktów)
Chodzi mi bardziej o sfere psychiczna, zycie z ludzmi anizeli materialna (jesli tak to mozna nazwac), pieniadze itp. korzysci.

no, nie wiem czy postepujemy tak codziennie, mysle ze wlasnie wiekszosc ludzi mysli sobie: a pojde za polroku do spowiedzi, odwiedze matke na jej urodziny, zakocham sie na studiach, zrobie to pozniej.

choc oprocz mysleniu tylko o dzisiaj (wkoncu wieksze szanse sa ze sie przezyje niz nie doczeka jutra) plany trzeba miec, myslec o swojej przyszlosci. bede sie uczyl, zdam dany kierunek, zdobede prace.
orzeszek (18 punktów)
>Chodzi mi bardziej o sfere psychiczna, zycie z ludzmi anizeli materialna (jesli tak to mozna nazwac), pieniadze itp. korzysci.
>no, nie wiem czy postepujemy tak codziennie, mysle ze wlasnie wiekszosc ludzi mysli sobie: a pojde za polroku do spowiedzi, odwiedze matke na jej urodziny, zakocham sie na studiach, zrobie to pozniej.
>choc oprocz mysleniu tylko o dzisiaj (wkoncu wieksze szanse sa ze sie przezyje niz nie doczeka jutra) plany trzeba miec, myslec o swojej przyszlosci. bede sie uczyl, zdam dany kierunek, zdobede prace.
A w to wszystko "wpleciony" jest niejako porażający strach przed smiercią, ba....nawet przed wizytą u np. onkologa......tutaj wkrazca już psychika....wiem z własnego doswiadczenia, jak przeróżnie ludzie tutaj reagują.....
Temat długi, aczkolwiek ciekawy, teraz muszę na godzinke wyjechać...ale chętnie powrócę do dyskusji przy innej okazji..
Pozdrawiam i miłej nocy...
sceptyżaba (279 punktów)
Co innego, gdy możesz jutro umrzeć, a co innego, gdy masz jutro umrzeć.
Pozdrawiam
rozumek
>Co sadzicie o zyciu tak jakby sie mialo umrzec jutro, w
>praktyce? jakie sa Wasze argumenty za i przeciw, ogolne
>zdanie.
A co sądzisz o takich, którzy tak żyją (po nich choćby potop)? Ja, zdecydowanie stoję po stronie tych, którzy żyją wiecznie, czyli tak, jakby mieli nigdy nie umrzeć i zawsze ponosić osobiście, zarówno pozytywne jak negatywne, konsekwencje własnych działań.
Moim zdaniem, ci którzy żyją tak, jakby mieli umrzeć (obojętne kiedy), to zwykli głupcy, a ci, którzy żyją tak, jakby mieli umrzeć jutro, to supergłupcy (na ogół, rzeczywiście "jutro" umierają).
Thorvoy (6588 punktów)
A co sądzić o tych, którzy żyją, jakby mieli nie umrzeć nigdy? Którzy MARNUJĄ swoje jedyne życie? Mędrcy?
rozumek
>A co sądzić o tych, którzy żyją, jakby mieli nie umrzeć nigdy? Którzy MARNUJĄ swoje jedyne życie? Mędrcy?
Dlaczego TYLKO mędrcy, skoro "marnują" swoje i innych jedyne życie na to, żeby jak najdłużej i najracjonalniej, dla swojego i innych dobra pożyć (fizycznie i umysłowo podziałać)? Myślę, że określić takiego człowieka mianem mędrca, to stanowczo za mało. Taki człowiek, to po prostu Człowiek przez duże "C" i nie bójmy się tej litery w stosunku do niego używać. A marnującym czyjekolwiek życie mądralom, pozostawmy raczej miano głupców (sami niech przypisują sobie miano mędrców).
Thorvoy (6588 punktów)
Dlaczego żyjących, jak gdyby mieli umrzeć jutro, stawuasz na równi z ludźmi nierozważnymi?
rozumek
>Dlaczego żyjących, jak gdyby mieli umrzeć jutro, stawuasz na równi z ludźmi nierozważnymi?
Bo pod wzgledem rozwagi, stawiam ich nie wyżej (raczej niżej), niż wszystkich innych. Uważasz, że istnieją ludzie nieomylni?
Thorvoy (6588 punktów)
>>Dlaczego żyjących, jak gdyby mieli umrzeć jutro, stawuasz na równi z ludźmi nierozważnymi?
>Bo pod wzgledem rozwagi, stawiam ich nie wyżej (raczej niżej), niż wszystkich innych.

W porządku. Pytanie: DLACZEGO?

>Uważasz, że istnieją ludzie nieomylni?

Nie.
rozumek
>>>Dlaczego żyjących, jak gdyby mieli umrzeć jutro, stawuasz na równi z ludźmi nierozważnymi?
>>Bo pod wzgledem rozwagi, stawiam ich nie wyżej (raczej niżej), niż wszystkich innych.
>W porządku. Pytanie: DLACZEGO?
Dlatego, że jeśli masz jutro nie żyć, nie może Cię obchodzić, co jutro się zdarzy i kogo za sobą do śmierci powleczesz (kto umrze na skutek Twojej "rozwagi" i komu jak dalej będzie się w jej wyniku żyło). Dlatego, że żyjąc tylko dziś, nie żyjesz dla nikogo, oprócz siebie samego. Dlatego, że nikogo oprócz siebie nie umiesz pokochać, więc i na niczyją miłość nie zapracujesz. Zresztą, nie masz przecież czasu. Codziennie umierasz i codziennie, bezskutecznie pragniesz być kochany lub podziwiany (chyba nie ma ludzi, którzy tego nie pragną?).
>>Uważasz, że istnieją ludzie nieomylni?
>Nie.
No to daj sobie i innym czas, na poprawianie wszystkich błędów, bo tylko te najdrobniejsze (np. ortograficzne) da się poprawić dziś, a nie jutro. Poprawienie grubszych, dziś można tylko zaplanować, a realizacja planu, może niekiedy wymagać nieco więcej czasu, niż jedno popołudnie. I nigdy nie wystarczy w tę ostatnią noc życia zamarzyć, że błędy się same poprawiają. A gdyby nawet udało ci się żadnych grubszych błędów nie popełniać (np. płodzić dzieci, których nie będzie miał kto wychować, bo Ty jutro umierasz), to jesteś strasznie zakompleksiony, jeśli uważasz, że nie masz w sobie samym niczego do doskonalenia. Może to być kompleks niższości (inni mają talenty, które mogą doskonalić, a ja żadnego), albo wyższości (inni mają co poprawiać, a ja jestem doskonały).
Thorvoy (6588 punktów)
>Dlatego, że jeśli masz jutro nie żyć, nie może Cię obchodzić, co jutro się zdarzy i kogo za sobą do śmierci powleczesz (kto umrze na skutek Twojej "rozwagi" i komu jak dalej będzie się w jej wyniku żyło). Dlatego, że żyjąc tylko dziś, nie żyjesz dla nikogo, oprócz siebie samego.

PRZEDE WSZYSTKIM dla siebie samego. Poza tym nie mówimy o ludziach, którzy zachowują się jakby na 100% mieli jutro umrzeć, tylko zdających sobie sprawę że MOŻE ich coś takiego czekać. Niby niewiele, a jednak o ile w pierwszej sytuacji rzeczywiście nie liczyłbym na ludzką rozwagę, w drugiej- rozwaga jest oczywista.

> Dlatego, że nikogo oprócz siebie nie umiesz pokochać, więc i na niczyją miłość nie zapracujesz. Zresztą, nie masz przecież czasu. Codziennie umierasz i codziennie, bezskutecznie pragniesz być kochany lub podziwiany (chyba nie ma ludzi, którzy tego nie pragną?).

Czasami wydaje mi się że wiesz o tych ludziach więcej niż oni sami. Ale czy jest tak na pewno?

>>>Uważasz, że istnieją ludzie nieomylni?
>>Nie.
>No to daj sobie i innym czas, na poprawianie wszystkich błędów, bo tylko te najdrobniejsze (np. ortograficzne) da się poprawić dziś, a nie jutro. oprawienie grubszych, dziś można tylko zaplanować, a realizacja planu, może niekiedy wymagać nieco więcej czasu, niż jedno popołudnie.

Czy odmówiłem komuś przedłużenia terminu na naprawę błędów? Czy mówiłem kiedykolwiek że to za każdym razem będzie trwało krótko?

> I nigdy nie wystarczy w tę ostatnią noc życia zamarzyć, że błędy się same poprawiają. A gdyby nawet udało ci się żadnych grubszych błędów nie popełniać (np. płodzić dzieci, których nie będzie miał kto wychować, bo Ty jutro umierasz) [...]

Patrz: odpowiedź do I akapitu.

>[...], to jesteś strasznie zakompleksiony, jeśli uważasz, że nie masz w sobie samym niczego do doskonalenia.

Nadal wypowiadasz się o typie ludzi, którego jednak do końca nie rozumiesz.

> Może to być kompleks niższości (inni mają talenty, które mogą doskonalić, a ja żadnego), albo wyższości (inni mają co poprawiać, a ja jestem doskonały).

W mniejszym lub większym stopniu każdy świadomy człowiek któryś z tych kompleksów przejawia. Poza tym dlaczego miałbym mieć mocno rozwinięty którykolwiek? Uważam że warto rozwijać talent, bo choćbym mógł jutro umrzeć, istnieje spora szansa że tak się nie stanie.

Kiedy mówimy o człowieku, "który żyje jakby miał umrzeć jutro", domyślnie mówimy o takim, który zakłada MOŻLIWOŚĆ nie przeżycia nastęnych 24 godzin, a nie o takim, który WIE że za 24 godziny umrze.
rozumek
>>Dlatego, że jeśli masz jutro nie żyć, nie może Cię obchodzić, co jutro się zdarzy i kogo za sobą do śmierci powleczesz (kto umrze na skutek Twojej "rozwagi" i komu jak dalej będzie się w jej wyniku żyło). Dlatego, że żyjąc tylko dziś, nie żyjesz dla nikogo, oprócz siebie samego.
>PRZEDE WSZYSTKIM dla siebie samego. Poza tym nie mówimy o ludziach, którzy zachowują się jakby na 100% mieli jutro umrzeć, tylko zdających sobie sprawę że MOŻE ich coś takiego czekać.
Jeśli chodzi o śmierć ciała, to wolę zdawać sobie sprawę, że może mu się to przytrafić już teraz (nie jutro), bo wolę nie wchodzić pod nadjeżdżający tramwaj, w nadziei, że śmierć przyjdzie DOPIERO jutro.
>Niby niewiele, a jednak o ile w pierwszej sytuacji rzeczywiście nie liczyłbym na ludzką rozwagę, w drugiej- rozwaga jest oczywista.
Jak widzisz, nie dla każdego (to drobne DOPIERO).
>> Dlatego, że nikogo oprócz siebie nie umiesz pokochać, więc i na niczyją miłość nie zapracujesz. Zresztą, nie masz przecież czasu. Codziennie umierasz i codziennie, bezskutecznie pragniesz być kochany lub podziwiany (chyba nie ma ludzi, którzy tego nie pragną?).
>Czasami wydaje mi się że wiesz o tych ludziach więcej niż oni sami. Ale czy jest tak na pewno?
Wiem to z doświadczenia, bo każdy z nas, rodzi się takim właśnie człowiekiem, ale tylko niektórzy się nie zmieniają (niczego nie uczą w oparciu o własne i innych doświadczenia).
Dla mnie, jest tak NA PEWNO. Ty, jeśli pewności nie masz, może kiedyś się upewnisz. Warto wziąć pod uwagę taką możliwość.
>>No to daj sobie i innym czas, na poprawianie wszystkich błędów, bo tylko te najdrobniejsze (np. ortograficzne) da się poprawić dziś, a nie jutro. oprawienie grubszych, dziś można tylko zaplanować, a realizacja planu, może niekiedy wymagać nieco więcej czasu, niż jedno popołudnie.
>Czy odmówiłem komuś przedłużenia terminu na naprawę błędów? Czy mówiłem kiedykolwiek że to za każdym razem będzie trwało krótko?
Po prostu uwierz w niesłychaną kruchość ciała (żadne DOPIERO) i potegę ducha (nigdy nie umiera, więc zawsze ponosi wszelkie złe i dobre konsekwencje tego, co robi ciało).
>>[...], to jesteś strasznie zakompleksiony, jeśli uważasz, że nie masz w sobie samym niczego do doskonalenia.
>Nadal wypowiadasz się o typie ludzi, którego jednak do końca nie rozumiesz.
Wypowiadam się o typie ludzi, których rozumiem. Jeśli Ty wypowiadasz się o innych, to wytłumacz, o jakich. Pewnie też zrozumiem.
>> Może to być kompleks niższości (inni mają talenty, które mogą doskonalić, a ja żadnego), albo wyższości (inni mają co poprawiać, a ja jestem doskonały).
>W mniejszym lub większym stopniu każdy świadomy człowiek któryś z tych kompleksów przejawia. Poza tym dlaczego miałbym mieć mocno rozwinięty którykolwiek? Uważam że warto rozwijać talent, bo choćbym mógł jutro umrzeć, istnieje spora szansa że tak się nie stanie.
Ja nie mówię, że Ty masz kompleks. Mówię, że tylko ludzie zakompleksieni, mogą czerpać jakiekolwiek korzyści z wiary w jutrzejsze umieranie. Nie każdy ma kompleks wyższości lub niższości. Nie mają go ludzie, czujący się równi wszystkim innym. Także sprawniejszym i mniej sprawnym, w dowolnej dziedzinie i pod jakimkolwiek wzgledem. Świadomy człowiek wie, że jeśli jest mniej sprawny w jednym, to sprawniejszy w drugim. Wie też, że to dotyczy absolutnie wszystkich. Nawet geniuszy i niepełnosprawnych umysłowo (nie mówiąc o wyznawcach różnych religii).
Thorvoy (6588 punktów)
>Jeśli chodzi o śmierć ciała, to wolę zdawać sobie sprawę, że może mu się to przytrafić już teraz (nie jutro), bo wolę nie wchodzić pod nadjeżdżający tramwaj, w nadziei, że śmierć przyjdzie DOPIERO jutro.

Trochę przeinaczasz. Wiadomo że typ człowieka o którym mowa, nie zakłada że może umrzeć dokładnie za 24 godziny, ale może mu się to zdarzyć tak też wcześniej, jak i później. Nie chodzi o świadomość faktu utraty życia po okreslonym czasie, ale takiej MOŻLIWOŚCI. A to jutro jest dośćumowne.

>Jak widzisz, nie dla każdego (to drobne DOPIERO).

Co znaczy że każdą jednostkę, "żyjącą tak, jakby [...]" uważasz za nierozważnego psychola. Ładnie to tak?


>Wiem to z doświadczenia, bo każdy z nas, rodzi się takim właśnie człowiekiem, ale tylko niektórzy się nie zmieniają (niczego nie uczą w oparciu o własne i innych doświadczenia).
>Dla mnie, jest tak NA PEWNO. Ty, jeśli pewności nie masz, może kiedyś się upewnisz. Warto wziąć pod uwagę taką możliwość.

Zbyt wielu aspektów subiektywnych zagadnienia jesteś pewien. Jesteś przeświadczony że to, co mówisz ma rację bytu, ponieważ... tak uważasz. Tak, bo tak.

>Po prostu uwierz w niesłychaną kruchość ciała (żadne DOPIERO) i potegę ducha (nigdy nie umiera, więc zawsze ponosi wszelkie złe i dobre konsekwencje tego, co robi ciało).

Grr... znów kazalnictwem trąci. Ty w to może wierzysz, ale nie mów takich rzeczy MNIE, czy innym zdeklarowanym racjonalistom-ateistom.

>Wypowiadam się o typie ludzi, których rozumiem. Jeśli Ty wypowiadasz się o innych, to wytłumacz, o jakich. Pewnie też zrozumiem.

Wypowiadam się o ludziach, którzy nie pasują do Twoich opisów. Co zabawne- stanowią oni większość znanych mi osób.

>Ja nie mówię, że Ty masz kompleks. Mówię, że tylko ludzie zakompleksieni, mogą czerpać jakiekolwiek korzyści z wiary w jutrzejsze umieranie. Nie każdy ma kompleks wyższości lub niższości. Nie mają go ludzie, czujący się równi wszystkim innym. Także sprawniejszym i mniej sprawnym, w dowolnej dziedzinie i pod jakimkolwiek wzgledem.

Nadal nie widzę związku między kompleksami a wiarą w możliwość jutrzejszej śmierci.

>Świadomy człowiek wie, że jeśli jest mniej sprawny w jednym, to sprawniejszy w drugim.

Czasem działa. Czasem nie. Jeden z tradycyjnych mitów. Niekiedy człowiek nie jest sprawny (mam na myśli sprawność ponadprzeciętną, mającą znaczenie inne od umiejętności pozostania przy życiu) zupełnie w niczym. Tak, nawet świadomy.

>Wie też, że to dotyczy absolutnie wszystkich. Nawet geniuszy i niepełnosprawnych umysłowo (nie mówiąc o wyznawcach różnych religii).

Coś na zasadzie "lewą nogę mam krótszą, ale prawą dłuższą" jeszcze może przejść, ale w odniesieniu do merytoryki naszej dyskusji pozbawione jest większego sensu. Co do innych przypadków: patrz wyżej. Czasem działa, czasem nie...
rozumek
>Trochę przeinaczasz. Wiadomo że typ człowieka o którym mowa, nie zakłada że może umrzeć dokładnie za 24 godziny, ale może mu się to zdarzyć tak też wcześniej, jak i później. Nie chodzi o świadomość faktu utraty życia po okreslonym czasie, ale takiej MOŻLIWOŚCI. A to jutro jest dośćumowne.
Nic mi nie wiadomo o żadnych "typach" ludzi. Nie robię też żadnych sprzecznych z rzeczywistością założeń i nie wiem, po co Ty je robisz. Ze sprzecznych z rzeczywistością założeń, wynikają oczywiście sprzeczne z rzeczywistością wnioski, więc po co o nich dyskutować?
>Co znaczy że każdą jednostkę, "żyjącą tak, jakby [...]" uważasz za nierozważnego psychola. Ładnie to tak?
To bardzo "nieładnie" (wręcz obrzydliwie) żyć zgodnie z zasadą "po mnie choćby potop". Po podjęciu takiej decyzji, musisz niestety pogodzić się z najgorszymi opiniami, jakie ludzie będą o Tobie wygłaszać (i nie licz na to, że wszyscy będą "chronić Twoje uczucia religijne").
>>Dla mnie, jest tak NA PEWNO. Ty, jeśli pewności nie masz, może kiedyś się upewnisz. Warto wziąć pod uwagę taką możliwość.
>Zbyt wielu aspektów subiektywnych zagadnienia jesteś pewien.
A Ty jesteś pewien, że ludzie dzielą się na grupy i że Ty wypowiadasz się w imieniu (jesteś sumieniem) którejś z nich. Może byś zrobił listę osób, które pod Twoimi wypowiedziami zamierzasz podpisać.
>Jesteś przeświadczony że to, co mówisz ma rację bytu, ponieważ... tak uważasz. Tak, bo tak.
A Twoja wiara jest, bo co? To co Ty mówisz, ma rację bytu, bo co?
>>Po prostu uwierz w niesłychaną kruchość ciała (żadne DOPIERO) i potegę ducha (nigdy nie umiera, więc zawsze ponosi wszelkie złe i dobre konsekwencje tego, co robi ciało).
>Grr... znów kazalnictwem trąci. Ty w to może wierzysz, ale nie mów takich rzeczy MNIE, czy innym zdeklarowanym racjonalistom-ateistom.
GRR. Nie cierpię, gdy teiści (ludzie wiedzący) wmawiają mi, że to nie oni są teistami i nie oni wierzą w fałsz.
>Wypowiadam się o ludziach, którzy nie pasują do Twoich opisów. Co zabawne- stanowią oni większość znanych mi osób.
Co zabawne, należę do "grupy" wszystkich, a Ty jakoś nie potrafisz opisać mi tych "innych".
Kompletnie nie rozumiem, czym takim (oprócz doświadczenia i wiary w prawdę) różnę się od Ciebie.
>>Ja nie mówię, że Ty masz kompleks. Mówię, że tylko ludzie zakompleksieni, mogą czerpać jakiekolwiek korzyści z wiary w jutrzejsze umieranie. Nie każdy ma kompleks wyższości lub niższości. Nie mają go ludzie, czujący się równi wszystkim innym. Także sprawniejszym i mniej sprawnym, w dowolnej dziedzinie i pod jakimkolwiek wzgledem.
>Nadal nie widzę związku między kompleksami a wiarą w możliwość jutrzejszej śmierci.
Ja, nie widzę w ogóle związku żadnej fałszywej wiary z czymkolwiek, oprócz rezygnacji ze szczęśliwego, racjonalnego życia (na skutek kompleksów).
>>Świadomy człowiek wie, że jeśli jest mniej sprawny w jednym, to sprawniejszy w drugim.
>Czasem działa. Czasem nie.
Co to znaczy "działa"? Dla mnie "działa"="żyje". Jakie zatem "czasami nie"?
>Jeden z tradycyjnych mitów. Niekiedy człowiek nie jest sprawny (mam na myśli sprawność ponadprzeciętną, mającą znaczenie inne od umiejętności pozostania przy życiu) zupełnie w niczym. Tak, nawet świadomy.
A ja mam na myśli sprawność w ogóle. I nikt dla mnie "przeciętny" nie jest. Wszyscy jesteśmy absolutnie NIEPRZECIĘTNI (jestem wrogiem kompleksów).
>>Wie też, że to dotyczy absolutnie wszystkich. Nawet geniuszy i niepełnosprawnych umysłowo (nie mówiąc o wyznawcach różnych religii).
>Coś na zasadzie "lewą nogę mam krótszą, ale prawą dłuższą" jeszcze może przejść, ale w odniesieniu do merytoryki naszej dyskusji pozbawione jest większego sensu. Co do innych przypadków: patrz wyżej. Czasem działa, czasem nie...
Co Ci nie działa? Mnie, działa wszystko (mniej lub bardziej sprawnie).
Thorvoy (6588 punktów)
>Nic mi nie wiadomo o żadnych "typach" ludzi.

Zabawne że tak długo o nich ze mną dyskutowałeś. Cały czas mam na myśli ludzi KŻJMUJ (którzy żyją jakby mieli umrzeć jutro).

> Nie robię też żadnych sprzecznych z rzeczywistością założeń i nie wiem, po co Ty je robisz. Ze sprzecznych z rzeczywistością założeń, wynikają oczywiście sprzeczne z rzeczywistością wnioski, więc po co o nich dyskutować?

Przede wszystkim czynisz założenia, nie za bardzo związane z tematem. Ja o kozie, Ty o wozie, a potem nieporozumienia wynikają. Nawiasem mówiąc: jakie to są MOJE sprzeczne z rzeczywistością wnioski?

>To bardzo "nieładnie" (wręcz obrzydliwie) żyć zgodnie z zasadą "po mnie choćby potop". Po podjęciu takiej decyzji, musisz niestety pogodzić się z najgorszymi opiniami, jakie ludzie będą o Tobie wygłaszać (i nie licz na to, że wszyscy będą "chronić Twoje uczucia religijne").

Ty tak odbierasz ludzi, ale powiedz mi: DLACZEGO? Staram się niczego nie napsuć tak, by po śmierci zostały jakieś paskudne efekty mojego życia. A że po mnie choćby potop... a co mnie obchodzi co będzie po mnie? Dlaczego MIAŁOBY to mnie obchodzić? Może, nie musi.

>A Ty jesteś pewien, że ludzie dzielą się na grupy i że Ty wypowiadasz się w imieniu (jesteś sumieniem) którejś z nich. Może byś zrobił listę osób, które pod Twoimi wypowiedziami zamierzasz podpisać.

Ludzie dzielą się na grupy, czy jak kto woli ZBIORY. I w jednym zbiorze nie uświadczysz dwóch takich samych jednostek, bo zawsze któraś z nich będzie należała do jeszcze innego zbioru. Zbiory ISTNIEJĄ. Spójrz sobie choćby na partie polityczne. Po co mi robić listę imiennych podpisów, skoro jeszcze żadna z osób czytających forum i o podobnych mi poglądach, jeszcze się nie przyczepiła, bym nie mówił w Jej imieniu?

>A Twoja wiara jest, bo co? To co Ty mówisz, ma rację bytu, bo co?

Mojej wiary nie ma, bo jestem nie wierzący. To co mówię ma rację bytu, ponieważ opinie opieram na obserwacjach, empirii, ponieważ nie biorę niczego na pustą wiarę. Szczęśliw z odpowiedzi?

>GRR. Nie cierpię, gdy teiści (ludzie wiedzący) wmawiają mi, że to nie oni są teistami i nie oni wierzą w fałsz.

Do jakiej szkoły uczęszczałeś? Dobra, nie chcę wiedzieć.

Teiści to NIE ludzie wiedzący.

Definicja teizmu z PWN:

TEIZM [gr.], wiara w Boga jedynego, osobowego, transcendentnego, będącego stwórcą świata i ludzi oraz sprawującego opiekę nad światem; również stanowisko filoz. przyjmujące istnienie takiego Boga; przeciwstawieństwo: ateizmu (niewiary w Boga), politeizmu (wielobóstwa), panteizmu (utożsamiającego Boga ze światem) i deizmu (negującego opatrzność Bożą); czasami utożsamiany z monoteizmem, chociaż, ściślej mówiąc, jest - obok deizmu - jedną z jego odmian; pojęcie t. zostało spopularyzowane w XVII w. przez pisarzy chrześc. w celu odróżnienia prawdziwej wiary chrześc. od deizmu.

Dopowiedz sobie teraz kim jest teista i oszczędź mi czytania kolejnych farmazonów.

>Co zabawne, należę do "grupy" wszystkich, a Ty jakoś nie potrafisz opisać mi tych "innych".

Jakoś każdy inny rozumie co do niego mówię, a Ty albo czepiasz się niedomówień, albo chwytasz za słowa, albo nadinterpretujesz i sam sobie dopowiadasz coś, o czym w ogóle nie wspominałem. Kilka razy wskazałem Ci w których miejscach, więc nie pytaj mnie o nie teraz.

>Kompletnie nie rozumiem, czym takim (oprócz doświadczenia i wiary w prawdę) różnę się od Ciebie.

Obawiam się że charakterem i większością światopoglądu.

>Ja, nie widzę w ogóle związku żadnej fałszywej wiary z czymkolwiek, oprócz rezygnacji ze szczęśliwego, racjonalnego życia (na skutek kompleksów).

Ja też nie. To co, mówisz że odrzucasz wreszcie teizm?

>Co to znaczy "działa"? Dla mnie "działa"="żyje". Jakie zatem "czasami nie"?

Naprawdę nie rozumiesz, czy tylko udajesz żeby zamącić? Wytłumaczę. Czasem działa mityczna reguła że jeśli w człowieku coś jest wadliwe, to coś innego jest wybitne. Czasami nie działa.

>A ja mam na myśli sprawność w ogóle. I nikt dla mnie "przeciętny" nie jest. Wszyscy jesteśmy absolutnie NIEPRZECIĘTNI (jestem wrogiem kompleksów).

Zgadzam się. Człowiek z zespołem Downa też jest nieprzeciętny. Należy do dość wąskiej grupy społecznej. Nie zmienia to faktu że niczego sensownego za życia (tym bardziej po nim) nie dokona.

>Co Ci nie działa? Mnie, działa wszystko (mniej lub bardziej sprawnie).

Patrz 2 akapity wyżej.
rozumek
Moja odpowiedź, jako zbyt długa, gdzieś "wsiąkła". Spróbuje ją "odnaleźć.
rozumek
>>Nic mi nie wiadomo o żadnych "typach" ludzi.
>Zabawne że tak długo o nich ze mną dyskutowałeś. Cały czas mam na myśli ludzi KŻJMUJ (którzy żyją jakby mieli umrzeć jutro).
A ja ciągle nie wiem, kogo KONKRETNIE. Znam takich, którzy umarli na ulicy, ale dość często, w przeddzień śmierci ludzie są nieprzytomni. Niektórym, podaje się morfinę. Nie podoba mi się pomysł na pozbawianie się przytomności umysłu i zażywanie morfiny przez całe życie. Ci, KŻJMUJ to taki sam typ ludzi jak ja (też mają wolną wolę), tyle, że nie pochwalam podejmowanych przez nich decyzji, bo uważam, że marnują życie (nie tylko swoje i nie tylko sobie).
>Przede wszystkim czynisz założenia, nie za bardzo związane z tematem. Ja o kozie, Ty o wozie, a potem nieporozumienia wynikają. Nawiasem mówiąc: jakie to są MOJE sprzeczne z rzeczywistością wnioski?
ZAŁOŻENIA. Nie potrafisz mi opisać, jak KONKRETNIE żyją ludzie KŻ...Co mam myśleć o życiu ludzi, których założeń na życie nie znam, a znam tylko zamiar na zejście jutro? Moim zdaniem, nazbyt się śpieszą. Do wszystkiego, a każdy pośpiech (szczególnie ten do śmierci), to pośpiech do śmierci.
>>To bardzo "nieładnie" (wręcz obrzydliwie) żyć zgodnie z zasadą "po mnie choćby potop". Po podjęciu takiej decyzji, musisz niestety pogodzić się z najgorszymi opiniami, jakie ludzie będą o Tobie wygłaszać (i nie licz na to, że wszyscy będą "chronić Twoje uczucia religijne").
>Ty tak odbierasz ludzi,
Nie wszystkich. Tylko tych "po których choćby potop". Tak odbieram wszystkich nieodpowiedzialnych (nie koniecznie tak bardzo jak Hitler). Ty ich odbierasz inaczej?
> ale powiedz mi: DLACZEGO? Staram się niczego nie napsuć tak, by po śmierci zostały jakieś paskudne efekty mojego życia. A że po mnie choćby potop... a co mnie obchodzi co będzie po mnie? Dlaczego MIAŁOBY to mnie obchodzić? Może, nie musi.
Znam Cię "nieco" gorzej, niż Ty samego siebie. Załóżmy, że masz chorobę genetyczną i płodzić możesz wyłącznie nie nadające się do samodzielnego życia dzieci. Jeśli nie obchodzi Cię ich (i nie tylko ich) przyszłość, to je płodzisz. Nie musi Cię to obchodzić, ale nie domagaj się od nikogo poklasku, bo większość ludzi ma raczej mocno negatywną opinię na temat takiego postępowania.
>>A Ty jesteś pewien, że ludzie dzielą się na grupy i że Ty wypowiadasz się w imieniu (jesteś sumieniem) którejś z nich. Może byś zrobił listę osób, które pod Twoimi wypowiedziami zamierzasz podpisać.
>Ludzie dzielą się na grupy, czy jak kto woli ZBIORY.
Co więcej, ludzkość składa się z pojedynczych elementów. No i co z tego? Przecież rozmawiamy tutaj o grupie, która weszła w posiadanie życia, czyli o wszystkich.
> I w jednym zbiorze nie uświadczysz dwóch takich samych jednostek, bo zawsze któraś z nich będzie należała do jeszcze innego zbioru. Zbiory ISTNIEJĄ.
Nie tylko w jednym zbiorze nie uświadczysz dwóch identycznych (nawet, gdy są jednojajowymi bliźniakami)
> Spójrz sobie choćby na partie polityczne. Po co mi robić listę imiennych podpisów, skoro jeszcze żadna z osób czytających forum i o podobnych mi poglądach, jeszcze się nie przyczepiła, bym nie mówił w Jej imieniu?
A dopóki nikt Ci nie powie, że nie jest Tobą (nie wypowiadasz się w jego imieniu), to tego nie wiesz? A czy do mnie, ktokolwiek (oprócz Ciebie) się przyczepił? Myślisz, że Ty i ja, to cały Świat? Myślisz, że żadnych innych "partii politycznych" nie ma?
>>A Twoja wiara jest, bo co? To co Ty mówisz, ma rację bytu, bo co?
>Mojej wiary nie ma, bo jestem nie wierzący.
To wstąp do jakiejś grupy religijnej lub partii politycznej, bo ich członkowie, jak Ty, należą do tych, co wiedzą (wszystko o wszystkich). Ludzie a-religijni, wiedzą, że nic nie wiedzą, więc jedyne co robią rozmawiając z kimkolwiek, to wyznają mu swoją wiarę i pytają, w co wierzy rozmówca.
> To co mówię ma rację bytu, ponieważ opinie opieram na obserwacjach, empirii, ponieważ nie biorę niczego na pustą wiarę. Szczęśliw z odpowiedzi?
Tego, co mówisz o mnie, na żadnej empirii nie opierasz. Nie znasz też grupy, w imieniu której sam się wypowiadasz. Ja odnoszę wrażenie, że wypowiadasz się w imieniu rozmaitej maści krzywdzicieli (krzywdzących współczesnych i potomnych). Nie tylko wypowiadasz się w ich imieniu, ale także bronisz ich prawa do krzywdzenia innych i życia ich kosztem.
>Do jakiej szkoły uczęszczałeś? Dobra, nie chcę wiedzieć.
A co ma do tego szkoła? Jakakolwiek?
>Teiści to NIE ludzie wiedzący.
Nie wmawiaj mi tylko, że "wiedzą, że nic nie wiedzą", albo milczą jak grób. Moim zdaniem, teiści zajmują się wyłącznie wyznawaniem własnej wszechwiedzy. I wyłącznie tym, różnią się od filozofów.
>Definicja teizmu z PWN:
>TEIZM [gr.], wiara w Boga jedynego, osobowego,
Nie wiem, co Ci się w tej definicji nie podoba. Mnie w definicji podoba się wszystko. Nie podoba mi się tylko, że nie wiedząc w co sam wierzysz, lepiej ode mnie wiesz, w co ja wierzę. Myślę, że w osobowych bogów, to raczej Ty masz skłonność wierzyć (np. w ludzi, KŻT...).
>Dopowiedz sobie teraz kim jest teista i oszczędź mi czytania kolejnych farmazonów.
Do wyważania otwartych drzwi i dopowiadania "teraz" dawno dopowiedzianego przez innych, raczej mnie nie zachęcisz.
>>Co zabawne, należę do "grupy" wszystkich, a Ty jakoś nie potrafisz opisać mi tych "innych".
>Jakoś każdy inny rozumie co do niego mówię, a Ty albo czepiasz się niedomówień, albo chwytasz za słowa, albo nadinterpretujesz i sam sobie dopowiadasz coś, o czym w ogóle nie wspominałem. Kilka razy wskazałem Ci w których miejscach, więc nie pytaj mnie o nie teraz.
Każdy rozumie (ja też), ale nie każdy podziela Twoje opinie i deklarowany przez Ciebie styl życia. Podzielają je wyłącznie teiści, wyznający osobowych bogów. Filozofowie (ludzie wierzący) rozumieją (lepiej od samych teistów), ale nie podzielają.
rozumek
>>Kompletnie nie rozumiem, czym takim (oprócz doświadczenia i wiary w prawdę) różnę się od Ciebie.
>Obawiam się że charakterem i większością światopoglądu.
Obawiam się, że także wszystkim innym, ale rozmawiamy o światopoglądzie. W Twoim brakuje czasu, więc i wiary w życie wieczne.
>>Ja, nie widzę w ogóle związku żadnej fałszywej wiary z czymkolwiek, oprócz rezygnacji ze szczęśliwego, racjonalnego życia (na skutek kompleksów).
>Ja też nie. To co, mówisz że odrzucasz wreszcie teizm?
Zależy czyj. Twoj, możesz odrzucić jedynie osobiście (odrzucając wiarę w bogów osobowych).
>>Co to znaczy "działa"? Dla mnie "działa"="żyje". Jakie zatem "czasami nie"?
>Naprawdę nie rozumiesz, czy tylko udajesz żeby zamącić? Wytłumaczę. Czasem działa mityczna reguła że jeśli w człowieku coś jest wadliwe, to coś innego jest wybitne. Czasami nie działa.
Ta reguła "nie działa" tylko niektórym w pełni sprawnym fizycznie, ale nie doceniającycym własnej i cudzej sprawności umysłowej (nie pracującym nad jej usprawnieniem).
>>A ja mam na myśli sprawność w ogóle. I nikt dla mnie "przeciętny" nie jest. Wszyscy jesteśmy absolutnie NIEPRZECIĘTNI (jestem wrogiem kompleksów).
>Zgadzam się. Człowiek z zespołem Downa też jest nieprzeciętny. Należy do dość wąskiej grupy społecznej.
Ja go z mojej nie wykluczam, więc należymy do wspólnej.
> Nie zmienia to faktu że niczego sensownego za życia (tym bardziej po nim) nie dokona.
Dla mnie, dokonać może więcej niż Ty, więc razem żyjemy wiecznie.
>>Co Ci nie działa? Mnie, działa wszystko (mniej lub bardziej sprawnie).
>Patrz 2 akapity wyżej.
Czas Ci nie działa, więc i nic innego działać nie może? Dla mnie, działa i czas, i człowiek z zespołem Downa. Dla mnie działa WSZYSTKO, czego i Tobie życzę.
Thorvoy (6588 punktów)
>[...] mam na myśli ludzi KŻJMUJ (którzy żyją jakby mieli umrzeć jutro).
A ja ciągle nie wiem, kogo KONKRETNIE.

Nie dyskutujemy przecież o konkretnych osobach! Czasem wypowiadam się o katolikach i też nie mówię: "Zofia Kowalska z Łodzi, Roman Siekiera z Pyr, Anna Wodamineralna z Nałęczowa...".

> Znam takich, którzy umarli na ulicy, ale dość często, w przeddzień śmierci ludzie są nieprzytomni. Niektórym, podaje się morfinę. Nie podoba mi się pomysł na pozbawianie się przytomności umysłu i zażywanie morfiny przez całe życie.

Ekstra. Przyłącz się do akcji tępienia przejawów teizacji społeczeństwa. Założę taką, jeszcze zobaczysz!

> Ci, KŻJMUJ to taki sam typ ludzi jak ja (też mają wolną wolę), tyle, że nie pochwalam podejmowanych przez nich decyzji, bo uważam, że marnują życie (nie tylko swoje i nie tylko sobie).

DLACZEGO MARNUJĄ? Chyba nie do nich piłaś z tym zażywaniem morfiny?

>ZAŁOŻENIA. Nie potrafisz mi opisać, jak KONKRETNIE żyją ludzie KŻ...

Mamo...

Tak samo nie potrafię opisać dokładnych żywotów prawie żadnego katolika, a jednak pozwala mi to wypowiadać się o katolikach, jako ogóle. Czy normalnie politycy demokratyczni, podpisując ustawę, patrzą na wyniki sondażów i analizują procentowe poparcie, czy też może odwiedzają każdego obywatela, notując kto co jada na drugie śniadanie i jakie ma podejście do chomików?

>Co mam myśleć o życiu ludzi, których założeń na życie nie znam, a znam tylko zamiar na zejście jutro?

To nie ZAMIAR. To ZAŁOŻENIE możliwości.

> Moim zdaniem, nazbyt się śpieszą. Do wszystkiego, a każdy pośpiech (szczególnie ten do śmierci), to pośpiech do śmierci.

Ale kto się, na litość boską, do tej śmierci spieszy!?

>Nie wszystkich. Tylko tych "po których choćby potop". Tak odbieram wszystkich nieodpowiedzialnych (nie koniecznie tak bardzo jak Hitler). Ty ich odbierasz inaczej?

Powyższa zasada MOŻE, ale NIE MUSI wiązać się z brakiem odpowiedzialności.

>Znam Cię "nieco" gorzej, niż Ty samego siebie. Załóżmy, że masz chorobę genetyczną i płodzić możesz wyłącznie nie nadające się do samodzielnego życia dzieci. Jeśli nie obchodzi Cię ich (i nie tylko ich) przyszłość, to je płodzisz.

I tu się mylisz. Nie płodzę, ponieważ, jeśli się urodzą, będą problemem dla mnie. Jestem cholernym samolubem i nie chcę mieć w domu ogródka warzywnego.

>Co więcej, ludzkość składa się z pojedynczych elementów. No i co z tego? Przecież rozmawiamy tutaj o grupie, która weszła w posiadanie życia, czyli o wszystkich.

Tak dokładnie, to rozmawiamy o grupie, która weszła w posiadanie życia, oraz pewnej, określonej, koncepcji na jej przeżycie. A to już nie są wszyscy.

>Nie tylko w jednym zbiorze nie uświadczysz dwóch identycznych (nawet, gdy są jednojajowymi bliźniakami)

Yo, raz się zgadzamy.

>A dopóki nikt Ci nie powie, że nie jest Tobą (nie wypowiadasz się w jego imieniu), to tego nie wiesz? A czy do mnie, ktokolwiek (oprócz Ciebie) się przyczepił? Myślisz, że Ty i ja, to cały Świat? Myślisz, że żadnych innych "partii politycznych" nie ma?

Są. I też mają swoich przedstawicieli, którzy mają formalne, bądź nie, przyzwolenie na mówienie w imieniu reszty.

>To wstąp do jakiejś grupy religijnej lub partii politycznej, bo ich członkowie, jak Ty, należą do tych, co wiedzą (wszystko o wszystkich). Ludzie a-religijni, wiedzą, że nic nie wiedzą, więc jedyne co robią rozmawiając z kimkolwiek, to wyznają mu swoją wiarę i pytają, w co wierzy rozmówca.

Znów niewłaściwa interpretacja nieśmiertelnych słów. Nie jest dokładnie tak że "wiem że nic nie wiem". Powiedziałbym raczej: "wiem że wiem niewiele". Niewiele w odniesieniu do ilości informacji potrzebnych, by jeden umysł pojął cały świat.

>Tego, co mówisz o mnie, na żadnej empirii nie opierasz.

Czytam Twoje słowa i, ponieważ tak wypada traktować rozmówcę, domniemam że jesteś prawdomówny. Na tym co piszesz, opieram swoje osądy.


> Nie znasz też grupy, w imieniu której sam się wypowiadasz.

Teraz Ty wiesz o mnie więcej niż ja sam. Od kiedy to jesteś niekwestionowanym ekspertem od Thorvoya?

> Ja odnoszę wrażenie, że wypowiadasz się w imieniu rozmaitej maści krzywdzicieli (krzywdzących współczesnych i potomnych). Nie tylko wypowiadasz się w ich imieniu, ale także bronisz ich prawa do krzywdzenia innych i życia ich kosztem.

Zależy co uważasz za krzywdę. Dla niektórych krzywdzeniem jest np. że nie chcę, by moje dzieci przystępowały do jakichkolwiek chrześcijańskich sakramentów.

>A co ma do tego szkoła? Jakakolwiek?

Nie, nic...

>Nie wmawiaj mi tylko, że "wiedzą, że nic nie wiedzą", albo milczą jak grób. Moim zdaniem, teiści zajmują się wyłącznie wyznawaniem własnej wszechwiedzy. I wyłącznie tym, różnią się od filozofów.

Własnej- DOMNIEMANEJ- wszechwiedzy.

>Definicja teizmu z PWN:
>TEIZM [gr.], wiara w Boga jedynego, osobowego,
Nie wiem, co Ci się w tej definicji nie podoba.

Poważnie? Chcesz wiedzieć, co mi się nie podoba?

To, że ta krótka definicja to MONOteizm i aż nie chce mi się wierzyć, że PWN coś takiego popełniło.

> Mnie w definicji podoba się wszystko. Nie podoba mi się tylko, że nie wiedząc w co sam wierzysz, lepiej ode mnie wiesz, w co ja wierzę. Myślę, że w osobowych bogów, to raczej Ty masz skłonność wierzyć (np. w ludzi, KŻT...).

Znowu używasz zamiennie różnych znaczeń słowa "bóg". Oj, bo palcem pogrożę! Homonimami też tak operujesz?
Thorvoy (6588 punktów)
>Do wyważania otwartych drzwi i dopowiadania "teraz" dawno dopowiedzianego przez innych, raczej mnie nie zachęcisz.

Kiedy już stoją te drzwi tak otwarte, to chociaż zajrzyj co jest za nimi i powiedz co widzisz.

Każdy rozumie (ja też), ale nie każdy podziela Twoje opinie i deklarowany przez Ciebie styl życia. Podzielają je wyłącznie teiści, wyznający osobowych bogów.

Teiści podzielają opinię ateisty? Religianci zgadzają się z facetem, który walczy z przejawami chrystianizacji? Coś Ci się nie pomyliło?

>Obawiam się, że także wszystkim innym, ale rozmawiamy o światopoglądzie. W Twoim brakuje czasu, więc i wiary w życie wieczne.

Aha, czas = wiara w życie wieczne. Nie wiedziałem, doprawdy...

>Zależy czyj. Twoj, możesz odrzucić jedynie osobiście (odrzucając wiarę w bogów osobowych).

A jak myślisz, o czyj pytałem? Załamać się można...

>Ta reguła "nie działa" tylko niektórym w pełni sprawnym fizycznie, ale nie doceniającycym własnej i cudzej sprawności umysłowej (nie pracującym nad jej usprawnieniem).

Nie działa też w przypadku upośledzonych, przy których kalafior wydaje się dynamiczny, albo nawet mniej poszkodowanych, ale bez wybitnych zdolności (percepcji, manualnych, czy jakichkolwiek innych). To, niestety, większość.

>Ja go z mojej nie wykluczam, więc należymy do wspólnej.

Ale on wyklucza Ciebie z grupy chorych na Downa. Chyba że zaraz znów powiesz: "no widzisz, nic o mnie nie wiesz!".

>Dla mnie, dokonać może więcej niż Ty, więc razem żyjemy wiecznie.

Z pewnością. Zabrudzi więcej pościeli, obślini więcej przedmiotów domowego użytku, etc. Ważne jest CZEGO człowiek dokona, potem należy zastanawiać się ILE.

Czas Ci nie działa, więc i nic innego działać nie może? Dla mnie, działa i czas, i człowiek z zespołem Downa. Dla mnie działa WSZYSTKO, czego i Tobie życzę.

Działa. Starzeję się. Odpisywanie Ci na kompie też wiąże się z poczuciem upływu czasu. Skąd kolejny bezpodstawny wniosek?
rozumek
>Nie dyskutujemy przecież o konkretnych osobach!
To może wróćmy do wątku. Nie dyskutujmy o Tobie, czy mnie. To co takiego sądzisz o ludziach, którzy żyją tak, jak żyją? Ja ich nie sądzę, bo ich lubię.
>Ekstra. Przyłącz się do akcji tępienia przejawów teizacji społeczeństwa. Założę taką, jeszcze zobaczysz!
Wolę uczestniczyć w tępieniu teizmów (rozszerzaniu dzieciom światopoglądu) niż tępieniu jego przejawów, czyli dorosłych o zawężonym przez wszelkie teizmy światopoglądzie. Wybacz, ale swoją akcję tępienia ludzi, będziesz musiał prowadzić beze mnie.
>DLACZEGO MARNUJĄ? Chyba nie do nich piłaś z tym zażywaniem morfiny?
Bo tępią siebie i innych. A kto, całe życie spędza tak, jakby miał jutro umierać, czyli na morfinie?
>Tak samo nie potrafię opisać dokładnych żywotów prawie żadnego katolika, a jednak pozwala mi to wypowiadać się o katolikach, jako ogóle.
Mnie, nie pozwala, bo dostrzegam wśród nich zarówno "Matki Teresy", jak "Hitlerów". Dlatego, pozwalam sobie oceniać jedynie ich sektę (KK).
>To nie ZAMIAR. To ZAŁOŻENIE możliwości.
Czyli WIARA, czyli ZAMIAR. Chyba, że żyjesz bez wiary i zamiarów. Bez planów (nawet najmniejszych planików), więc bez wiary w jakiekolwiek jutro.
>Ale kto się, na litość boską, do tej śmierci spieszy!?
Ten, kto nie wierzy w żadne jutro.
>Powyższa zasada MOŻE, ale NIE MUSI wiązać się z brakiem odpowiedzialności.
Bo powyższa "zasada" z niczym w ogóle się nie wiąże.
>I tu się mylisz. Nie płodzę, ponieważ, jeśli się urodzą, będą problemem dla mnie. Jestem cholernym samolubem i nie chcę mieć w domu ogródka warzywnego.
Pewnie. Każdemu wygodniej samemu być warzywem. Myślisz, że skąd w KK tyle "powołań"? Może przynajmniej zrobisz z Tego warzywa, warzywo samoobsługowe?
>Tak dokładnie, to rozmawiamy o grupie, która weszła w posiadanie życia, oraz pewnej, określonej, koncepcji na jej przeżycie. A to już nie są wszyscy.
Bo nie każdy, chce przez całe życie pozostać warzywem?
>Yo, raz się zgadzamy.
A w jakiej sprawie wystąpił brak zgody? Jeden woli być warzywem, drugi warzywa podlewać. Nie lubisz warzyw, czy ogrodników? Ja lubię jednych i cenię drugich.
>Są. I też mają swoich przedstawicieli, którzy mają formalne, bądź nie, przyzwolenie na mówienie w imieniu reszty.
Nie jestem niczyim przedstawicielem i nikomu nie daję prawa podawania się za mojego. Mogę co najwyżej uwierzyć, że ktoś będzie reprezentował moje (nasze wspólne) interesy i rozliczyć go, jeśli o swoje zadba kosztem moich.
>Znów niewłaściwa interpretacja nieśmiertelnych słów. Nie jest dokładnie tak że "wiem że nic nie wiem". Powiedziałbym raczej: "wiem że wiem niewiele". Niewiele w odniesieniu do ilości informacji potrzebnych, by jeden umysł pojął cały świat.
Do "pojęcia" Świata, potrzebna jest znikoma ilość informacji. Wystarczy przyjąć do wiadomości, że jest się człowiekiem (sobą), że istnieje materia oraz uwarunkowane czasowo relacje miedzy elementami tej materii. Żadna natomiast pojedyncza głowa nie wystarczy do tego, żeby zgromadzić wszelkie informacje o wszelkiej materii i wszelkich relacjach (nigdy np. nie dowiesz się, jak wygląda materia, z którą teraz rozmawiasz, a Kowalski, który wie, jak ta materia wygląda, nigdy nie dowie się o naszej rozmowie).
>Czytam Twoje słowa i, ponieważ tak wypada traktować rozmówcę, domniemam że jesteś prawdomówny. Na tym co piszesz, opieram swoje osądy.
Ja, mówię prawdę. Ty się z nią mijasz, bo wyciągasz z niej fałszywe wnioski ("wiesz" kim jestem, chociaż tego nie mówię).
>Teraz Ty wiesz o mnie więcej niż ja sam. Od kiedy to jesteś niekwestionowanym ekspertem od Thorvoya?
Od wtedy, od kiedy odróżniam prawdę od fałszu, a skutek od przyczyny. Od wtedy, od kiedy wiem o Tobie TYLKO to, co piszesz (i ani jednego bitu nie dodaję do tej informacji).
>Zależy co uważasz za krzywdę. Dla niektórych krzywdzeniem jest np. że nie chcę, by moje dzieci przystępowały do jakichkolwiek chrześcijańskich sakramentów.
Dla niektórych, krzywdą jest już samo to, że nie są właścicielami całego Świata. Uważam, że ich poczucie krzywdy nie tylko jest niczym nie usprawiedliwione, ale też krzywdzą zarówno siebie, jak innych "współwłaścicieli".
Thorvoy (6588 punktów)
>To może wróćmy do wątku. Nie dyskutujmy o Tobie, czy mnie. To co takiego sądzisz o ludziach, którzy żyją tak, jak żyją? Ja ich nie sądzę, bo ich lubię.

Nagle przestałeś sądzić?

>Wolę uczestniczyć w tępieniu teizmów (rozszerzaniu dzieciom światopoglądu) niż tępieniu jego przejawów, czyli dorosłych o zawężonym przez wszelkie teizmy światopoglądzie.

A nie lepiej to i to?

> Wybacz, ale swoją akcję tępienia ludzi, będziesz musiał prowadzić beze mnie.

Bubu.

>Bo tępią siebie i innych. A kto, całe życie spędza tak, jakby miał jutro umierać, czyli na morfinie?

Niby jak tępi? I Ty nie osądzasz...? Śmiechu warte.

>Mnie, nie pozwala, bo dostrzegam wśród nich zarówno "Matki Teresy", jak "Hitlerów". Dlatego, pozwalam sobie oceniać jedynie ich sektę (KK).

Zluzuj trochę ze wstawianiem przecinków gdzie popadnie, bo potem ciężko domyślić się czegokolwiek. A tak poza tym to OK.

>Czyli WIARA, czyli ZAMIAR.

WIARA =/= ZAMIAR.

> Chyba, że żyjesz bez wiary i zamiarów. Bez planów (nawet najmniejszych planików), więc bez wiary w jakiekolwiek jutro.

Mam bardzo fajne plany, ale tymi bardziej dalekosiężnymi za bardzo sobie głowy nie zaprzątam.

>Ten, kto nie wierzy w żadne jutro.

Kto Ci powiedział że taki człowiek SPIESZY się do śmierci?

>Bo powyższa "zasada" z niczym w ogóle się nie wiąże.

To o czym, chłopie, dyskutujesz?

>Pewnie. Każdemu wygodniej samemu być warzywem.

O ile się jest.

> Myślisz, że skąd w KK tyle "powołań"? Może przynajmniej zrobisz z Tego warzywa, warzywo samoobsługowe?

Wybacz, nie rozumiem Twoich metafor.


>Bo nie każdy, chce przez całe życie pozostać warzywem?

Utrzyj dwa żółtka i dodaj cukru. Nie widzę związku z tym, co pisałem.

>A w jakiej sprawie wystąpił brak zgody? Jeden woli być warzywem, drugi warzywa podlewać. Nie lubisz warzyw, czy ogrodników? Ja lubię jednych i cenię drugich.

Faktycznie, jest kogo lubić... chociaż tych drugich też podziwiam.

>Nie jestem niczyim przedstawicielem i nikomu nie daję prawa podawania się za mojego. Mogę co najwyżej uwierzyć, że ktoś będzie reprezentował moje (nasze wspólne) interesy i rozliczyć go, jeśli o swoje zadba kosztem moich.

OK, jesteś indywidualistą.

>Do "pojęcia" Świata, potrzebna jest znikoma ilość informacji. [...]

COŚ jednak zawsze człowiek wie.

>Ja, mówię prawdę. Ty się z nią mijasz, bo wyciągasz z niej fałszywe wnioski ("wiesz" kim jestem, chociaż tego nie mówię).

Jeśli czytam tekst w rodzaju, dajmy na to: "a fczoraj poszłem na tehnoimpreske i obiłem ryj jakiemóś frajerowi niema co ale fpierdziel dostał", to wiem że z profesorem literatury nie mam do czynienia.

>Od wtedy, od kiedy odróżniam prawdę od fałszu, a skutek od przyczyny. Od wtedy, od kiedy wiem o Tobie TYLKO to, co piszesz (i ani jednego bitu nie dodaję do tej informacji).

A jednak nie zgadzam się z tym co w nawiasie. Dlatego się przyczepiłem.

>Dla niektórych, krzywdą jest już samo to, że nie są właścicielami całego Świata.

Nie można mieć wszystkiego, za to pewnych rzeczy da się uniknąć. Gdyby w tradycji Twojej kultury dzieciom na znak dorosłości obcinano uszy, a ktoś stwierdziłby że to krzywdzące, też mówiłbyś: "oj, dla innych krzywdą jest że gryzą ich komary"?

> Uważam, że ich poczucie krzywdy nie tylko jest niczym nie usprawiedliwione, ale też krzywdzą zarówno siebie, jak innych "współwłaścicieli".

Co innego NIE mieć czegoś, na co się nie zasłużyło, a co innego być skrzywdzonym.
rozumek
>Nagle przestałeś sądzić?
Nic nie dzieje się nagle. Stawało się z wolna, ale wiele lat temu.
>A nie lepiej to i to?
Nie lepiej, bo nie lubię zwalczać ludzi. Wolę ich kształcić.
>Bubu.
Nie płacz. Podejmij samokształcenie. Chyba jesteś już wystarczająco dorosły, nawet, jeśli jeszcze nie samodzielny?
>Niby jak tępi? I Ty nie osądzasz...? Śmiechu warte.
Jak to jak? Tak jak Ty masz ochotę, a mnie zachęcasz do współudziału. Ja Cię kształcę, Ty usiłujesz mnie "odkształcić". Nie Ciebie osądzam, ale prawdę o Tobie i sobie.
>Mam bardzo fajne plany, ale tymi bardziej dalekosiężnymi za bardzo sobie głowy nie zaprzątam.
No i bardzo fajnie. Ale po co nam (forumowiczom) wmawiasz, że myślisz o śmierci? Nie zaprzątaj nią sobie głowy, a będziesz żył tak, jakbyś żył wiecznie.
>Kto Ci powiedział że taki człowiek SPIESZY się do śmierci?
A do czgo ma się śpieszyć, skoro ŻTJMUJ? Chyba, że do kiosku na rogu. Po piwo.
>To o czym, chłopie, dyskutujesz?
O Tobie i sobie, oczywiście. Twojej i mojej wierze. Mojej w prawdę, Twojej w NIC, telewizor i piwo (no i chłopskie rozumki, rzecz jasna).
>O ile się jest.
Jak wygodniej być warzywem, to żaden kłopot warzywo z siebie zrobić.
>Wybacz, nie rozumiem Twoich metafor.
A kaznodzieje z KK, to Twoim zdaniem nie warzywa? Obsługuje ich zawartość tacy. Taka prosta ta metafora, że nie sposób nie zrozumieć.
> Nie widzę związku z tym, co pisałem.
Nie mam pojęcia, co napisałeś (o czym mnie dotychczas poinformowałeś). Najwyraźniej chcesz sobie popolemizować, dla samej przyjemności bycia na NIE.
>Faktycznie, jest kogo lubić... chociaż tych drugich też podziwiam.
To przestań podziwiać. Spróbuj uszanować, dorównać, a jeśli Ci się uda, to nawet przerosnąć.
>OK, jesteś indywidualistą.
A może TYLKO człowiekiem samodzielnym i odpowiedzialnym za wszystko co robię i mówię? I może od nikogo nie oczekuję więcej niż od siebie?
>COŚ jednak zawsze człowiek wie.
Głupio tylko, gdy wydaje mu się, że wie to, czego nie wie, bo nie ma skąd (swoje i innych przypuszczenia/wierzenia przyjmuje za najprawdziwszą wiedzę).
>Jeśli czytam tekst w rodzaju, dajmy na to: "a fczoraj poszłem na tehnoimpreske i obiłem ryj jakiemóś frajerowi niema co ale fpierdziel dostał", to wiem że z profesorem literatury nie mam do czynienia.
Ale gdyby nie pisał, że to on obił ryj, mógłbyś mieć do czynienia z człowiekiem, któremu profesor literatury ryj obił.
>>(i ani jednego bitu nie dodaję do tej informacji).
>A jednak nie zgadzam się z tym co w nawiasie. Dlatego się przyczepiłem.
Może Ty wiesz, co ja o Tobie wiem ponad to, co sam napisałeś. Ciekawe, co to takiego. Mnie się wydaje, że nic nie napisałeś, więc nic nie wiem. Co do mojej wiary, to wierzę, że jesteś młodym człowiekiem płci męskiej, ale nie mam pewności, czy ta wiara jest prawdziwa.
>Nie można mieć wszystkiego, za to pewnych rzeczy da się uniknąć. Gdyby w tradycji Twojej kultury dzieciom na znak dorosłości obcinano uszy, a ktoś stwierdziłby że to krzywdzące, też mówiłbyś: "oj, dla innych krzywdą jest że gryzą ich komary"?
Uważam, że taką "kulturę" należy zwalczać w procesie wychowania. Moje dzieci miałyby uszy, podobnie jak moje psy mają nie tylko uszy, ale także ogony. Może właśnie dlatego, że mnie by uszu brakowało (a może ktoś by mi zrobił operację plastyczną?).
>Co innego NIE mieć czegoś, na co się nie zasłużyło, a co innego być skrzywdzonym.
Gdy Ci zabierają, co Twoje od urodzenia (np. wolną wolę, albo uszy, albo Ojczyznę, albo jakąś współwłasność, albo życie....).
Thorvoy (6588 punktów)
>Nic nie dzieje się nagle. Stawało się z wolna, ale wiele lat temu.

A-haa.

>Nie lepiej, bo nie lubię zwalczać ludzi. Wolę ich kształcić.

Dla ich dobra, zmień dziedzinę.

>Nie płacz. Podejmij samokształcenie. Chyba jesteś już wystarczająco dorosły, nawet, jeśli jeszcze nie samodzielny?

Dobrze, tato.

>Jak to jak? Tak jak Ty masz ochotę, a mnie zachęcasz do współudziału. Ja Cię kształcę, Ty usiłujesz mnie "odkształcić". Nie Ciebie osądzam, ale prawdę o Tobie i sobie.

Na którą chyba wydaje Ci się że masz wyłączność.

>No i bardzo fajnie. Ale po co nam (forumowiczom) wmawiasz, że myślisz o śmierci? Nie zaprzątaj nią sobie głowy, a będziesz żył tak, jakbyś żył wiecznie.

Bo myślę. "Śmierć jutro" to nie mój plan, a uwzględniona możliwość.

>A do czgo ma się śpieszyć, skoro ŻTJMUJ? Chyba, że do kiosku na rogu. Po piwo.

Nadal sugerujesz że piernik ma coś do wiatraka, tylko nadal nie bardzo wychodzi Ci wytłumaczenie mi: CO?

>O Tobie i sobie, oczywiście. Twojej i mojej wierze. Mojej w prawdę, Twojej w NIC, telewizor i piwo (no i chłopskie rozumki, rzecz jasna).

To teraz ja się przyczepię na Twój wzór: nie lubię piwa, ani TV.

>Jak wygodniej być warzywem, to żaden kłopot warzywo z siebie zrobić.

A to prawda.

>A kaznodzieje z KK, to Twoim zdaniem nie warzywa? Obsługuje ich zawartość tacy. Taka prosta ta metafora, że nie sposób nie zrozumieć.

A, takie buty. No, widzisz... ja, mówiąc o warzywach, mówiłem wyłącznie o realnie upośledzonych ludziach, a nie dewiantach. Bez konsultacji rozszerzasz znaczenie używanych pojęć, a potem pewnie dziwisz się że nie rozumiem Twoich postów.

>Nie mam pojęcia, co napisałeś (o czym mnie dotychczas poinformowałeś). Najwyraźniej chcesz sobie popolemizować, dla samej przyjemności bycia na NIE.

I mówi to osoba, która zdanie wcześniej pisze: "Nie mam pojęcia, co napisałeś (o czym mnie dotychczas poinformowałeś)". Ha!

>>Faktycznie, jest kogo lubić... chociaż tych drugich też podziwiam.

>To przestań podziwiać. Spróbuj uszanować, dorównać, a jeśli Ci się uda, to nawet przerosnąć.

A może chcę swoje życie poświęcić bardziej sobie? Nie każdy może być Matką Teresą.

>A może TYLKO człowiekiem samodzielnym i odpowiedzialnym za wszystko co robię i mówię? I może od nikogo nie oczekuję więcej niż od siebie?

Tego akurat bym nie wywnioskował z rozmów z Tobą.

>Głupio tylko, gdy wydaje mu się, że wie to, czego nie wie, bo nie ma skąd (swoje i innych przypuszczenia/wierzenia przyjmuje za najprawdziwszą wiedzę).

No, głupio. Tylko do kogo teraz pijesz?

>Ale gdyby nie pisał, że to on obił ryj, mógłbyś mieć do czynienia z człowiekiem, któremu profesor literatury ryj obił.

Watpię, by taka osoba widziała profesora z odległości mniejszej niż rzut butelką.

>Może Ty wiesz, co ja o Tobie wiem ponad to, co sam napisałeś. Ciekawe, co to takiego. Mnie się wydaje, że nic nie napisałeś, więc nic nie wiem. Co do mojej wiary, to wierzę, że jesteś młodym człowiekiem płci męskiej, ale nie mam pewności, czy ta wiara jest prawdziwa.

Chociaż tyle...

>Uważam, że taką "kulturę" należy zwalczać w procesie wychowania. Moje dzieci miałyby uszy, podobnie jak moje psy mają nie tylko uszy, ale także ogony. Może właśnie dlatego, że mnie by uszu brakowało (a może ktoś by mi zrobił operację plastyczną?).

No i good. Punkt dla mnie, zapomniałeś to powiedzieć.

>Gdy Ci zabierają, co Twoje od urodzenia (np. wolną wolę, albo uszy, albo Ojczyznę, albo jakąś współwłasność, albo życie....).

CO- "gdy Ci zabierają [...]"? Niby wiem co chcesz przekazać, ale nie wiem do czego odnosisz swoje zdanie!

Zacznijże, człeku, pisać WYRAŹNIE!
rozumek
>>Nie lepiej, bo nie lubię zwalczać ludzi. Wolę ich kształcić.
>Dla ich dobra, zmień dziedzinę.
Zamiast życia, mam uczyć ich śmierci? Jakoś ciągle nie udaje Ci się przekonać NIKOGO, że wyjdzie to komukolwiek na zdrowie. W tej dziedzinie, to proponuję Ci raczej samokształcenie.
>Dobrze, tato.
I mamo, mam nadzieję? Mam też nadzieję, że obydwoje wyprowadzą Cię jakoś z TEIZMU.
>Na którą chyba wydaje Ci się że masz wyłączność.
Na szczęście to Tobie, a nie mnie tak się WYDAJE . Jest nas miliony i zachęcamy Cię do wejścia w jej współposiadanie.
>Bo myślę. "Śmierć jutro" to nie mój plan, a uwzględniona możliwość.
W jakim celu uwzględniasz NIEPRAWDĘ?
>Nadal sugerujesz że piernik ma coś do wiatraka, tylko nadal nie bardzo wychodzi Ci wytłumaczenie mi: CO?
Twoje działania to nie piernik, a życie to nie wiatrak. Już raczej odwrotnie. Jak mam Ci to lepiej wytłumaczyć?
>To teraz ja się przyczepię na Twój wzór: nie lubię piwa, ani TV.
Nie przeszkadza mi w niczym Twój gust i nie zamierzam o nim dyskutować. Nie przeszkadza mi w niczym Twoje życie, więc nie zanierzam go zmieniać. Zamierzam Cię przekonać, że warto odróżniać przyczyny od skutków (a rodziców od siebie) i nie umieszczać ich w "jednym worze". Nie warto też wierzyć w żadną nieprawdę. Np. śmierć, która jutro.., albo atakujących Cię indian (lub katolików). Już lepiej uwierzyć w krasnoludki i "zapisać" się do ich grupy.
>A, takie buty. No, widzisz... ja, mówiąc o warzywach, mówiłem wyłącznie o realnie upośledzonych ludziach, a nie dewiantach.
Dla mnie, "dewiantem" jest każdy pasożyt. Ani dzieci, ani chorzy dewiantami nie są, choć ze swej natury, muszą "pasożytować" na sprawniejszych (zarówno fizycznie jak intelektualnie).
>I mówi to osoba, która zdanie wcześniej pisze: "Nie mam pojęcia, co napisałeś (o czym mnie dotychczas poinformowałeś)". Ha!
Mówi to osoba, która słyszy od Ciebie wyłącznie NIE i uzasadnienie: Nie, bo NIE.
>A może chcę swoje życie poświęcić bardziej sobie? Nie każdy może być Matką Teresą.
Własne, poświęcaj komu chcesz. Nie poświęcaj tylko cudzego - sobie. Gdy własne poświęcisz wyłącznie sobie, ze strony innych otrzymasz pełną wzajemność (nikt Cię nie pokocha i nie będziesz miał przyjaciół, chociaż zyskasz może fanów).
>Tego akurat bym nie wywnioskował z rozmów z Tobą.
No i lepiej, żebyś na mój temat niczego nie "wnioskował". Wnioskuj na swój.
>No, głupio. Tylko do kogo teraz pijesz?
Cały czas do Ciebie. Tak jak Ty. Może byś tak napisał coś do mnie?
>Watpię, by taka osoba widziała profesora z odległości mniejszej niż rzut butelką.
A ja Ci gwarantuję, że rzucających butelkami, częściej spotkasz pod szyldem "profesor" lub "kibic", niż pod szyldem "grzebiący w śmietniku".
>Chociaż tyle...
Aż tyle. Pełnej niewiedzy (o Tobie) i braku pewności co do wiary (w to, co "wiem", bo powiedziałeś).
>No i good. Punkt dla mnie, zapomniałeś to powiedzieć.
Dlaczego, za moje słowa (i ogony moich psów) dla Ciebie, a nie dla mnie?
>CO- "gdy Ci zabierają [...]"? ..., ale nie wiem do czego odnosisz swoje zdanie!
Do krzywdzenia, oczywiście.
>Zacznijże, człeku, pisać WYRAŹNIE!
Żeby Tobie było WYRAŹNIE, trzeba pisać to, co sam chcesz pisać. Nie wyręczaj się innymi (nie bądź pasożytem).

>Fakt, ale bez związku z polemiką.
Bo polemizujesz sam ze sobą. Ja z Tobą ROZMAWIAM.
>Już raz Ci podałem 2 przykłady. Wybacz, ale mam dość powtarzania się.
Wybacz, ale ja też mam dość tego Twojego powtarzania. Może byś zlazł z tej ambony?
>Za szyldem zaś kryje się... tadaaa! Ateizm. Nie przejawiam wiary TEISTYCZNEJ
Nic mi do Twojego szyldu "kibic", bo interesuje mnie wyłącznie rzeczywistość.
> Bo nadal uważasz że wiesz o mnie więcej..
Skoro nie chcesz uwierzyć, że nie wiem NIC, to nie ma siły, żebyś nagle uwierzył.
>(choć mimo tego powinno było zostać nieco jaśniej napisane).
To zajmuj się nadal wyjaśnianiem "ciemniakom" cudzych myśli. I zawsze interpretuj je sprzecznie z intencją autorów.
>>Jakich bzdur? Że nie mam powodu uwierzyć w śmierć własnej tożsamości?
>Tak.
Załóżmy, że nie wierzę bez powodu. Załóżmy, że Ty masz powód, by wierzyć. Co mi do Twojej wiary, a Tobie do jej braku we mnie?
>Taki że niczyja tożsamość nie potwierdziła swego istnienia z zaświatów.
Dla mnie to powód by nie wiedzieć, więc móc wierzyć lub nie.
>Gdybym czym nie był? Wielbłądem?
Akurat wielbłądem to Ty być nie możesz, więc go z siebie nie rób.
> by z tożsamości geniusza stworzyć tożsamość śliniącego się dżentelmena, nie poznającego własnego odbicia w lustrze?
Niestety i tego nie wiem. Jesteś pewien, że traci swoją tożsamość, gdy Ty przestajesz ją dostrzegać?
>Powiedziałem. Wierzę w to, co namacalne. Nie wierzę w to, na co nie ma dowodów.
To uważaj, bo rzadko który oszust nosi szyld oszusta.
>Czym dla Ciebie są te plony? Cholera, nie wiem już czy mówimy o tym samym, a zaczynam się poważnie bać.
Czego się boisz? Natychmiast przestań, bo w życiu nie ma nic strasznego. Te plony, to rosnąca liczba młodszych ode mnie przyjaciół.
>Dlaczego jesteś głupi, kiedy ja jestem mądry, mimo że udowadniasz coś zupełnie odwrotnego? To Twój sposób na prowadzenie polemiki.
Jeszcze raz powtarzam, że nie zamierzam z Tobą polemizować. Ani oceniać Twojego i swojego intelektu.
>Prawdę mówiąc nie wiem, bo piszesz niejasno.
Wzajemnie. Kompletnie nie wiem o co Ci chodzi.
>>Uratowanie 1000 to nie Twoja zasługa, ale ich samych.
>Skąd pomysł na to ostatnie zdanie i ..
A skąd Twój pomysł na bycie bogiem dla tych 1000?
>>Moim zdaniem, żadna dyskusja nie prowadzi do niczego.
>Więc prowadzisz je na przekór sobie?
Nie. Prowadzę rozmowy z ludźmi (głównie "dyskutantami"), bo chcę poznać ich tok rozumowania. U "dyskutantów" toku nie sposób zauważyć, chociaż podobno rozum mają.
>Załóz jakąś sektę. Może Twoja nowomowa przekona jakichś nieszczęśników.
Nie muszę żadnej zakładać, bo została dawno założona (jeszcze przed naszą erą). Teraz się tylko rozwija.
Thorvoy (6588 punktów)
>Zamiast życia, mam uczyć ich śmierci?

Nie ucz niczego.

>I mamo, mam nadzieję? Mam też nadzieję, że obydwoje wyprowadzą Cię jakoś z TEIZMU.

Denerwuje mnie Twoja infantylność.

>Na szczęście to Tobie, a nie mnie tak się WYDAJE . Jest nas miliony i zachęcamy Cię do wejścia w jej współposiadanie.

Dziękuję, postoję.

>W jakim celu uwzględniasz NIEPRAWDĘ?

Która kiedyś okaże się prawdą. Wszak kiedyś nadejdzie dzień, po upływie którego umrę.

>Twoje działania to nie piernik, a życie to nie wiatrak. Już raczej odwrotnie. Jak mam Ci to lepiej wytłumaczyć?

Obawiam się że nie potrafisz wytłumaczyć pewnych rzeczy nawet sobie.

>Nie przeszkadza mi w niczym Twój gust i nie zamierzam o nim dyskutować.

To po co zaczynasz?

>Nie przeszkadza mi w niczym Twoje życie, więc nie zanierzam go zmieniać. Zamierzam Cię przekonać, że warto odróżniać przyczyny od skutków (a rodziców od siebie) i nie umieszczać ich w "jednym worze".

Odróżniam, a umieszczanie w jednym worze, jest zabiegiem ułatwiającym zrozumienie wielu spraw.

>Nie warto też wierzyć w żadną nieprawdę. Np. śmierć, która jutro.., [...]

Rozumiem że Ty nigdy nie umrzesz?

> albo atakujących Cię indian (lub katolików).

Jasne, po co wierzyć w to co widać?

>Już lepiej uwierzyć w krasnoludki i "zapisać" się do ich grupy.

Jak mówiłem- nie, dzięki.

>Dla mnie, "dewiantem" jest każdy pasożyt. Ani dzieci, ani chorzy dewiantami nie są, choć ze swej natury, muszą "pasożytować" na sprawniejszych (zarówno fizycznie jak intelektualnie).

Właśnie, DLA CIEBIE. Dewiacja nie ma nic wspólnego z pasożytnictwem.

>Mówi to osoba, która słyszy od Ciebie wyłącznie NIE i uzasadnienie: Nie, bo NIE.

Chyba z kimś mnie mylisz.

>Własne, poświęcaj komu chcesz. Nie poświęcaj tylko cudzego - sobie.

Czy nosiłem się z takim zamiarem?

> Gdy własne poświęcisz wyłącznie sobie, ze strony innych otrzymasz pełną wzajemność (nikt Cię nie pokocha i nie będziesz miał przyjaciół, chociaż zyskasz może fanów).

Przez poświęcenie życia sobie rozumiem też pomoc innym. Z własnych, egoistycznych pobudek.

>No i lepiej, żebyś na mój temat niczego nie "wnioskował". Wnioskuj na swój.

Nie mam czego.

>Cały czas do Ciebie. Tak jak Ty. Może byś tak napisał coś do mnie?

Sorry, cały czas pisałem do Azorka.

>A ja Ci gwarantuję, że rzucających butelkami, częściej spotkasz pod szyldem "profesor" lub "kibic", niż pod szyldem "grzebiący w śmietniku".

A ja Ci gwarantuję że "kibiców" częściej spotkasz pod szyldem "grzebiący w śmietniku", niż "profesor".

>Aż tyle. Pełnej niewiedzy (o Tobie) i braku pewności co do wiary (w to, co "wiem", bo powiedziałeś).

Motasz teraz.

>Dlaczego, za moje słowa (i ogony moich psów) dla Ciebie, a nie dla mnie?

Bo to nie Twoje się potwierdzają.

>Żeby Tobie było WYRAŹNIE, trzeba pisać to, co sam chcesz pisać. Nie wyręczaj się innymi (nie bądź pasożytem).

Żeby mi było wyraźnie, trzeba pisać to, co DA SIĘ PRZECZYTAĆ. Wsio.

>>Fakt, ale bez związku z polemiką.
>Bo polemizujesz sam ze sobą. Ja z Tobą ROZMAWIAM.

W związku z czym pitolisz takie farmazony że aż strach. Wolę polemikę.

.
>Wybacz, ale ja też mam dość tego Twojego powtarzania. Może byś zlazł z tej ambony?

To przestań ze mną dyskutować. Ja powoli tracę ochotę wskutek Twojego wmawiania i niejasności wielu wypowiedzi.

>Nic mi do Twojego szyldu "kibic", bo interesuje mnie wyłącznie rzeczywistość.

Sorry, nie będę udowadniał że nie jestem wielbłądem. Jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie teistą, będę miał solidne podstawy, by publicznie nazwać Cię idiotą.

>To zajmuj się nadal wyjaśnianiem "ciemniakom" cudzych myśli. I zawsze interpretuj je sprzecznie z intencją autorów.

Masz monopol na słuszność intepretacji intencji autorów?

>Załóżmy, że nie wierzę bez powodu. Załóżmy, że Ty masz powód, by wierzyć. Co mi do Twojej wiary, a Tobie do jej braku we mnie?

Wtedy twierdziłbym że nic Ci do mojej wiary, bo byłbym nią zaślepiony. Zaślepienie to nastawiloby mnie do Ciebie, jako osoby niewierzącej, w jakiś sposób negatywnie.

>Dla mnie to powód by nie wiedzieć, więc móc wierzyć lub nie.

Więc wierz sobie dalej w każdy wymyślony byt.

>Akurat wielbłądem to Ty być nie możesz, więc go z siebie nie rób.

Tak, ja robię...

>Niestety i tego nie wiem. Jesteś pewien, że traci swoją tożsamość, gdy Ty przestajesz ją dostrzegać?

A kiedy się porządnie schlejesz, albo naćpasz, gdzie ulatuje Twoja tożsamość? Niby ta sama osoba, a jakże inne widzenie świata...

>To uważaj, bo rzadko który oszust nosi szyld oszusta.

Jesteś Elvisem. Zaprzeczysz? Oczywiście że Elvis, skoro chce się ukryć przed fanami, nie przyzna się że nim jest. Elvis! Elvis!

>Czego się boisz? Natychmiast przestań, bo w życiu nie ma nic strasznego. Te plony, to rosnąca liczba młodszych ode mnie przyjaciół.

A więc są ludzie, którzy lubią bełkot.

>Jeszcze raz powtarzam, że nie zamierzam z Tobą polemizować. Ani oceniać Twojego i swojego intelektu.

Więc po co cała dyskusja? Pytam po raz kolejny.

>Wzajemnie. Kompletnie nie wiem o co Ci chodzi.

Tylko że mi niejasności wypowiedzi nie zarzucał jeszcze nikt, poza Tobą (traktuję to jednak niczym przyganianie przez kocioł garnkowi). Czy możesz to samo powiedzieć o sobie?

>A skąd Twój pomysł na bycie bogiem dla tych 1000?

Czysta hipoteza.

>Nie. Prowadzę rozmowy z ludźmi (głównie "dyskutantami"), bo chcę poznać ich tok rozumowania. U "dyskutantów" toku nie sposób zauważyć, chociaż podobno rozum mają.

Wiesz, rozmowy bez wymiany poglądów, to ja prowadziłem z mamusią, mając 3 lata.

>Nie muszę żadnej zakładać, bo została dawno założona (jeszcze przed naszą erą). Teraz się tylko rozwija.

Sekta Kultystów Niedorzecznych Wypowiedzi?
rozumek
>Nie ucz niczego.
Mam na to (na życie całe) pozostawić monopol takim jak Ty? Dziekuję, nie skorzystam.
>Denerwuje mnie Twoja infantylność.
To dość infantylne.
>Dziękuję, postoję.
Prawda Ci nie miła? Wolisz wejść w posiadanie fałszu? Stój sobie, albo nawet się cofaj. Inni wolą iść do przodu.
>Która kiedyś okaże się prawdą. Wszak kiedyś nadejdzie dzień, po upływie którego umrę.
To bardzo interesujące, bo jeszcze nigdy w historii fałsz nie okazał się prawdą. Będziesz jedynym wynalazcą tego zjawiska. Gdy umrzesz, nie zapomnij zawiadomić potomnych, że razem z Tobą, umarła także Twoja tożsamość. Powodzenia!
>Obawiam się że nie potrafisz wytłumaczyć pewnych rzeczy nawet sobie.
Obawiam się, że Ciebie nie potrafię wytłumaczyć nie tylko sobie, ale nawet Tobie.
>To po co zaczynasz?
Dlaczego przyjmujesz, że mamy wspólny gust? Ja mówię o swoim (lubię i TV i piwo).
>>Nie przeszkadza mi w niczym Twoje życie, więc nie zanierzam go zmieniać. Zamierzam
>Odróżniam, a umieszczanie w jednym worze, jest zabiegiem ułatwiającym zrozumienie wielu spraw.
Prawda, jak łatwo umieścić w jednym worze płód z dzieckiem, geja z pedofilem, Polaka z katolikiem i ofiarę z katem? Prawda, jak łatwo być równym Tobie teistą/pasożytem?
>Rozumiem że Ty nigdy nie umrzesz?
Ile razy można powtarzać tę samą odpowiedź? Moje ciało może umrzeć choćby zaraz, więc na nie uważam (teraz, a nie jutro). Co do ducha (i mojego, i Sokratesa, i nas wszystkich), to nie mam pojęcia. Wierzę, że jest nieśmiertelny.
>Jasne, po co wierzyć w to co widać?
O biedaku! Bardzo współczuję Ci tego, co widzisz (tych atakujących akurat Ciebie katolików)
>Jak mówiłem- nie, dzięki.
Skoro Ci tak miło, to pozostań w gronie indian atakujących katolików i razem z nimi zadeptujcie sobie krasnoludki. One i bez Was sobie poradzą.
>Właśnie, DLA CIEBIE. Dewiacja nie ma nic wspólnego z pasożytnictwem.
To zostań "normalnym" pasożytem. Co mi do tego? Przecież nie na mnie będziesz pasożytował, ale na sobie samym i swoich bliskich.
>Chyba z kimś mnie mylisz.
Chyba to jednak Ty masz ten "wspólny wór", służący jedynie myleniu.
>Czy nosiłem się z takim zamiarem?
A skąd mam wiedzieć, jakie masz zamiary (oprócz zgładzenia jutro swojej tożsamości)?
>Przez poświęcenie życia sobie rozumiem też pomoc innym. Z własnych, egoistycznych pobudek.
Pomożesz im jutro umrzeć? Tak, jak sobie?
>Nie mam czego.
Jak wszyscy, którzy szykują się do jutrzejszej śmierci (nie wierzą w jutrzejsze życie).
>Sorry, cały czas pisałem do Azorka.
Nie podszywaj się ani pod wielbłąda, ani Azorka. Uwierz wreszcie, że jesteś człowiekiem, chociaż nie mną.
>A ja Ci gwarantuję że "kibiców" częściej spotkasz pod szyldem "grzebiący w śmietniku", niż "profesor".
Naprawdę? Spotkałeś choć jednego "kibica" podającego się za śmieciarza? A może widziałeś, jak któryś z nich wykonywał tę funkcję?
>>Aż tyle. Pełnej niewiedzy (o Tobie) i braku pewności co do wiary (w to, co "wiem", bo powiedziałeś).
>Motasz teraz.
Sam sobie motasz, a mnie wmawiasz wiedzę, której nie posiadam.
>Bo to nie Twoje się potwierdzają.
Co mojego Ci się nie potwierdziło? Uszy, czy psie ogony?
>Żeby mi było wyraźnie, trzeba pisać to, co DA SIĘ PRZECZYTAĆ. Wsio.
To czytaj o atakujących Cię indianach. Po co Ci uczyć się życia i wiary w prawdę o nim? Po co Ci jakiekolwiek rozmowy?
Thorvoy (6588 punktów)
>Mam na to (na życie całe) pozostawić monopol takim jak Ty? Dziekuję, nie skorzystam.

Niechże choć inni skorzystają.

>To dość infantylne.

Jak to krytyka Rozumka.

>Prawda Ci nie miła? Wolisz wejść w posiadanie fałszu? Stój sobie, albo nawet się cofaj. Inni wolą iść do przodu.

To że stoję, a Ty przesz do przodu, jest wyłącznie Twoją, nieuzasadnioną jak dotąd opinią.

>To bardzo interesujące, bo jeszcze nigdy w historii fałsz nie okazał się prawdą.

Zależy co masz na myśli.

> Będziesz jedynym wynalazcą tego zjawiska. Gdy umrzesz, nie zapomnij zawiadomić potomnych, że razem z Tobą, umarła także Twoja tożsamość. Powodzenia!

Nie zawiadomię, ponieważ umrę. To tak ciężko zrozumieć?

>Obawiam się, że Ciebie nie potrafię wytłumaczyć nie tylko sobie, ale nawet Tobie.

Jak możesz więc próbować tłumaczyć mi coś, czego sam nie rozumiesz, Rozumku mój Ty sprzeczności pełen?

>Dlaczego przyjmujesz, że mamy wspólny gust? Ja mówię o swoim (lubię i TV i piwo).

Bo to mnie przedstawiałeś jako siedzącego przed TV piwoszka.

>Prawda, jak łatwo umieścić w jednym worze płód z dzieckiem, geja z pedofilem, Polaka z katolikiem i ofiarę z katem? Prawda, jak łatwo być równym Tobie teistą/pasożytem?

Jeśli płód i dziecko umieścisz w worze: "równie wykształcone organizmy", popełniasz błąd. Jeśli umieścisz je w worze "organizmy ludzkie", etykietka jest właściwa. Rozumiesz to, dziki wielbłądzie (jeśli ja jestem teistą, to Ty jesteś dzikim wielbłądem)?

>Ile razy można powtarzać tę samą odpowiedź? Moje ciało może umrzeć choćby zaraz, więc na nie uważam (teraz, a nie jutro). Co do ducha (i mojego, i Sokratesa, i nas wszystkich), to nie mam pojęcia. Wierzę, że jest nieśmiertelny.

Właśnie. Wierzysz. Bez podstaw. Od tego powinna się zacząć i na tym skończyć, rozmowa.

>O biedaku! Bardzo współczuję Ci tego, co widzisz (tych atakujących akurat Ciebie katolików)

No tak, przecież moje nieprzyjemne przejścia z rodziną i ex-panną tylko sobie ubzdurałem. Idź, wmawiaj swoim wyznawcom, że są ogórkami kiszonymi. Mnie w to już nie mieszaj, dziękuję bardzo.

>Skoro Ci tak miło, to pozostań w gronie indian atakujących katolików i razem z nimi zadeptujcie sobie krasnoludki. One i bez Was sobie poradzą.

Krasnoludki nie istnieją, Rozumku.

>To zostań "normalnym" pasożytem. Co mi do tego? Przecież nie na mnie będziesz pasożytował, ale na sobie samym i swoich bliskich.

No właśnie, co Ci do tego? I dlaczego mam być pasożytem w ogóle?

>Chyba to jednak Ty masz ten "wspólny wór", służący jedynie myleniu.

A do czego niby odnosisz zdanie powyżej?

>A skąd mam wiedzieć, jakie masz zamiary (oprócz zgładzenia jutro swojej tożsamości)?

Sugeruję stuknąć się w głowę czymś ciężkim i przemyśleć sobie jeszcze raz to, co po raz setny, nieprawdziwie, próbujesz mi wmówić.

>Pomożesz im jutro umrzeć? Tak, jak sobie?

TY to powiedziałeś.

>Jak wszyscy, którzy szykują się do jutrzejszej śmierci (nie wierzą w jutrzejsze życie).

Wierzę w możliwość jutrzejszego życia, wierzę w jutrzejszą śmierć. Są dwie opcje, obie z dnia na dzień prawdopodobne, a kiedyś jedna spełni się w 100%.

>Nie podszywaj się ani pod wielbłąda, ani Azorka. Uwierz wreszcie, że jesteś człowiekiem, chociaż nie mną.

Nie piszę do siebie. W przeciwieństwie do niektórych Rozumków nie mam problemów z pojmowaniem rzeczywistości.

>Naprawdę? Spotkałeś choć jednego "kibica" podającego się za śmieciarza? A może widziałeś, jak któryś z nich wykonywał tę funkcję?

Mówisz o śmieciarzach, czy ludziach grzebiących w śmieciach? Bo to spora różnica.

>Sam sobie motasz, a mnie wmawiasz wiedzę, której nie posiadam.

Jej posiadanie sugerowałyby np. Twoje posty, w których usilnie nazywasz ateistę teistą.

>Co mojego Ci się nie potwierdziło? Uszy, czy psie ogony?

Nic...?

>To czytaj o atakujących Cię indianach. Po co Ci uczyć się życia i wiary w prawdę o nim? Po co Ci jakiekolwiek rozmowy?

Bezcelowe? Po nic. Miałem nadzieję poprowadzić z Tobą dyskusję, a tak gadamy o d... Maryni i do niczego konkretnego dojść nie dojdziemy. Bo do czego dojść można, skoro dyskusja polega na uwielbłądowieniu mnie z Twojej strony i moim tłumaczeniu że wielbłądem nie jestem i nigdy nie byłem.
rozumek
>Niechże choć inni skorzystają.
Korzystaj, jak inni to robią. Korzystają zarówno z mojego kształcenia Ciebie, jak Twojego odkształcania mnie (w ten sposób kształtuje się publiczna opinia na mój i Twój temat).
>Jak to krytyka Rozumka.
Żadna uzasadniona krytyka nie jest infantylna. Infantylne jest wyłącznie Twoje krytykowanie samego siebie, krytykowanie życia tych, których nie znasz i polemizowanie z opiniami, z którymi nie zamierzasz się zapoznać.
>To że stoję, a Ty przesz do przodu, jest wyłącznie Twoją, nieuzasadnioną jak dotąd opinią.
Przypominam Ci, że to, że przestałeś rozmawiać z mamusią (w wieku 3 lat) i wróciłeś do gaworzenia (polemizowania z nie znanym), to nie moja opinia, ale Twoje wyznanie.
>>To bardzo interesujące, bo jeszcze nigdy w historii fałsz nie okazał się prawdą.
>Zależy co masz na myśli.
Wszystko co prawdziwe i wszystko co fałszywe. Wszystko co się dzieje i wszystko co dziać się nie może. Także to, że jeszcze nigdy żaden teista, nie odróżniał niczego od niczego innego (nawet własnego życia, od życia swojego kościoła).
>Nie zawiadomię, ponieważ umrę. To tak ciężko zrozumieć?
Bardzo łatwo, więc nie wiem, dlaczego masz z tym takie problemy.
>Jak możesz więc próbować tłumaczyć mi coś, czego sam nie rozumiesz, Rozumku mój Ty sprzeczności pełen?
Trafiłeś w sedno, a jednak minąłeś się z celem, bo właśnie tylko doświadczone rozumki, pełne prawdy o świecie i fałszujących ją ludziach (fałsz i prawda to JEDYNE sprzeczności) WSZYSTKO rozumieją (nawet Twoje gaworzenie). A jedyne czego nie rozumieją u teistów, to to, że teiści niczego zrozumieć nie chcą, więc zamiast wyznawać swoje poglądy, oceniają domniemane poglądy mamusi (wracają do gaworzenia).
>Bo to mnie przedstawiałeś jako siedzącego przed TV piwoszka.
W mordę! Nie pojmiesz NIGDY, że ludzie nie o Tobie, ale o sobie mówią? I nie z opinią publiczną rozmawiają, ale z Tobą? I nie Twoje poglądy (ani opinii publicznej) wygłaszają, ale własne? Wiesz, że to nie opinia publiczna kształtuje ludzkie poglądy, ale samo życie (rzeczywistość)? Wiesz, że statystyka pochodzi ze szczegółów, a nie szczegóły ze statystyki? Wiesz, że nie jesteśmy klonami (nawet w grupie)? Masz jakiś własny światopogląd, czy tylko podzielasz/zaprzeczasz temu, który wyznaje mamusia lub publiczna opinia?
>Jeśli płód i dziecko umieścisz w worze: "równie wykształcone organizmy", popełniasz błąd. Jeśli umieścisz je w worze "organizmy ludzkie", etykietka jest właściwa. Rozumiesz to, dziki wielbłądzie (jeśli ja jestem teistą, to Ty jesteś dzikim wielbłądem)?
Etykiety nie będą właściwe, bo nie organizmy, ale wiek i światopogląd, stanowią o naszym człowieczeństwie. Nie wymagaj od nikogo, aby był Tobą. Po co ci płód, w charakterze żony, matki, ojca lub przyjaciela? Wiesz, że do wykształcenia z płodu przyjaciela, nie wystarczą działania fizyczne? Przydałoby się jeszcze wykształcenie prawdziwe.
Jeśli prawda jest prawdą, to fałsz fałszem. To się zgadza. Zgodnie z Twoim fałszywym wyznaniem, jestem dzikim wielbłądem. Wierz sobie w te bzdury (jak to teista).
>Właśnie. Wierzysz. Bez podstaw. Od tego powinna się zacząć i na tym skończyć, rozmowa.
Ty zatwardziały wyznawco teistycznej definicji wiary! Ja, wyznaję logiczną: wiara=to, czego nie wiem, ale dopuszczam. A żebyś nie miał kłopotów ze zrozumieniem zdania, dodatkowo wyjaśniam: przecinek po "Ja", to domyślnie słowa "w przeciwieństwie do Ciebie".
>No tak, przecież moje nieprzyjemne przejścia z rodziną i ex-panną tylko sobie ubzdurałem.
Ubzdurałeś sobie, że Twoja ex-panna i wszyscy członkowie rodziny, to ten sam paskudny katolik. To nieszczęśliwi ludzie, którym KK robi wodę z mózgu (niestety wspólnego).
>Krasnoludki nie istnieją, Rozumku.
Wmawiaj to indianom i innym teistom. Jestem krasnoludkiem i pełno dostrzegam ich wokół.
>No właśnie, co Ci do tego? I dlaczego mam być pasożytem w ogóle?
Albo warzywo, albo ogrodnik. Albo krasnoludek, albo indianin. Wybór należy do Ciebie. Będziesz tym, co z siebie "zrobisz" w oczach innych (szyld, czy szalik raczej nie wpłynie na opinię otoczenia). Pełnej szklanki nie będziesz miał nigdy. Jeśli się upierasz przy swoich nie uzasadnionych niczym wierzeniach, szklanka na zawsze pozostanie do połowy pusta. Moja jest do połowy wypełniona i nic, a nic z niej nigdy nie ubędzie.
>A do czego niby odnosisz zdanie powyżej?
Do tego, kto co z czym myli. Ja nie mylę. Nikogo, niczego, ani żadnych wzajemnych relacji. Nie mam żadnych wspólnych worów. Mam tylko opinię na temat różnych relacji.
>TY to powiedziałeś.
O Tobie, zawsze powtarzam po Tobie (wierzę Ci).
>Wierzę w możliwość jutrzejszego życia, wierzę w jutrzejszą śmierć. Są dwie opcje, obie z dnia na dzień prawdopodobne, a kiedyś jedna spełni się w 100%.
To raczej normalna logika (nie teizm). Teraz wierzysz, kiedyś się dowiesz, więc będziesz miał pewność (Twoja wiedza poszerzy się o nową pewność). A wracając do wątku: co myślisz o ludzkim życiu, jako takim? Tylko mi nie gaworz.
>Nie piszę do siebie. W przeciwieństwie do niektórych Rozumków nie mam problemów z pojmowaniem rzeczywistości.
Masz problemy wyłącznie z czasem i worami. Te problemy, przysłaniają Ci problemy innych.
>Mówisz o śmieciarzach, czy ludziach grzebiących w śmieciach? Bo to spora różnica.
To żadna różnica, bo złoczyńcy (bandyci, oszuści i aferzyści) nie z tego żyją.
>... w których usilnie nazywasz ateistę teistą.
Usilnie nazywam śmieciarza porządnym, godnym szacunku człowiekiem. Nic ponad to.
>Nic...?
Nic cudzego ci się nie potwierdzi. Potwierdzać (i uściślać) możesz tylko własne i wspólne.
>Bezcelowe?
Bezcelowo Ty gaworzysz do siebie samego. Ja, celowo rozmawiam z gaworzącymi. Uczę ich rozmawiać i odróżniać się od innych.
Thorvoy (6588 punktów)
>Korzystaj, jak inni to robią. Korzystają zarówno z mojego kształcenia Ciebie, jak Twojego odkształcania mnie (w ten sposób kształtuje się publiczna opinia na mój i Twój temat).

Zapytaj teraz publikę Racjonalisty o opinię.

>Żadna uzasadniona krytyka nie jest infantylna. Infantylne jest wyłącznie Twoje krytykowanie samego siebie, krytykowanie życia tych, których nie znasz i polemizowanie z opiniami, z którymi nie zamierzasz się zapoznać.

"Właśnie że to ty jesteś gópiiii!!!" Tylko że ładniej napisane.

>Przypominam Ci, że to, że przestałeś rozmawiać z mamusią (w wieku 3 lat) i wróciłeś do gaworzenia (polemizowania z nie znanym), to nie moja opinia, ale Twoje wyznanie.

Nie polemizuję na tematy, o których nie mam zdania, ani pojęcia. Coś mylisz.

>Wszystko co prawdziwe i wszystko co fałszywe. Wszystko co się dzieje i wszystko co dziać się nie może. Także to, że jeszcze nigdy żaden teista, nie odróżniał niczego od niczego innego (nawet własnego życia, od życia swojego kościoła).

Ok, rozumiem co miałeś na myśli.

>Bardzo łatwo, więc nie wiem, dlaczego masz z tym takie problemy.

Bo dotąd sprawiałeś wrażenie nierozumiejącego.

>Trafiłeś w sedno, a jednak minąłeś się z celem, bo właśnie tylko doświadczone rozumki, pełne prawdy o świecie i fałszujących ją ludziach (fałsz i prawda to JEDYNE sprzeczności) WSZYSTKO rozumieją (nawet Twoje gaworzenie).

Się przyczepił tego gaworzenia...

> A jedyne czego nie rozumieją u teistów, to to, że teiści niczego zrozumieć nie chcą, więc zamiast wyznawać swoje poglądy, oceniają domniemane poglądy mamusi (wracają do gaworzenia).

I znowu... chyba się mścisz za ten mój "bełkot".

>W mordę! Nie pojmiesz NIGDY, że ludzie nie o Tobie, ale o sobie mówią [...]

Ugabuga.

>Etykiety nie będą właściwe, bo nie organizmy, ale wiek i światopogląd, stanowią o naszym człowieczeństwie. Nie wymagaj od nikogo, aby był Tobą. Po co ci płód, w charakterze żony, matki, ojca lub przyjaciela? Wiesz, że do wykształcenia z płodu przyjaciela, nie wystarczą działania fizyczne? Przydałoby się jeszcze wykształcenie prawdziwe.

Gu-guuu... nie na temat.

>Jeśli prawda jest prawdą, to fałsz fałszem. To się zgadza. Zgodnie z Twoim fałszywym wyznaniem, jestem dzikim wielbłądem. Wierz sobie w te bzdury (jak to teista).

To nie moje wyznanie. To moja przekorna odpowiedź na Twoje szufladkowanie mnie. Błędne.

>Ty zatwardziały wyznawco teistycznej definicji wiary! Ja, wyznaję logiczną: wiara=to, czego nie wiem, ale dopuszczam. A żebyś nie miał kłopotów ze zrozumieniem zdania, dodatkowo wyjaśniam: przecinek po "Ja", to domyślnie słowa "w przeciwieństwie do Ciebie".

Wyjątkowo tego nie musiałeś tłumaczyć, a przecinki i tak traktujesz jakby Cię skrzywdziły w dzieciństwie.

>Ubzdurałeś sobie, że Twoja ex-panna i wszyscy członkowie rodziny, to ten sam paskudny katolik.

Panna nie jest katoliczką.

> To nieszczęśliwi ludzie, którym KK robi wodę z mózgu (niestety wspólnego).

Nie wspólnego, ale podobnie nacechowanego w danym miejscu.

>Wmawiaj to indianom i innym teistom. Jestem krasnoludkiem i pełno dostrzegam ich wokół.

Próbowałeś iść z tym do specjalisty?

>Albo warzywo, albo ogrodnik. Albo krasnoludek, albo indianin.

Albo rybka, albo akwarium.

> Wybór należy do Ciebie.

Co, jeśli przynajmniej jedna opcja wyboru jest wyjątkowo wątpliwej jakości? A jeśli obie?

> Będziesz tym, co z siebie "zrobisz" w oczach innych (szyld, czy szalik raczej nie wpłynie na opinię otoczenia).

To jedna ze szkół filozofii: jesteś tym, jakiego postrzegają Cię inni. Odniosłeś kiedyś te słowa do siebie?

> Pełnej szklanki nie będziesz miał nigdy. Jeśli się upierasz przy swoich nie uzasadnionych niczym wierzeniach, szklanka na zawsze pozostanie do połowy pusta. Moja jest do połowy wypełniona i nic, a nic z niej nigdy nie ubędzie.

Ciężko czasem zrozumieć nie tyle Twoje metafory, co ich odniesienie.

>Do tego, kto co z czym myli. Ja nie mylę. Nikogo, niczego, ani żadnych wzajemnych relacji. Nie mam żadnych wspólnych worów. Mam tylko opinię na temat różnych relacji.

Jasssne.

>O Tobie, zawsze powtarzam po Tobie (wierzę Ci).

Jasssne.

>To raczej normalna logika (nie teizm). Teraz wierzysz, kiedyś się dowiesz, więc będziesz miał pewność (Twoja wiedza poszerzy się o nową pewność). A wracając do wątku: co myślisz o ludzkim życiu, jako takim? Tylko mi nie gaworz.

Bibi-bubu. Sorry, nie mogłem się powstrzymać. Może gdybyś darował sobie ostatnie zdanie...

>Masz problemy wyłącznie z czasem i worami. Te problemy, przysłaniają Ci problemy innych.

Sam masz problemy z worami!

>To żadna różnica, bo złoczyńcy (bandyci, oszuści i aferzyści) nie z tego żyją.

Fakt, ale chciałem pewnego uściślenia. Nie doczekałem się.

>Usilnie nazywam śmieciarza porządnym, godnym szacunku człowiekiem.

Bez związku.

>Nic cudzego ci się nie potwierdzi. Potwierdzać (i uściślać) możesz tylko własne i wspólne.

???

>Bezcelowo Ty gaworzysz do siebie samego. Ja, celowo rozmawiam z gaworzącymi. Uczę ich rozmawiać i odróżniać się od innych.

Zanim zaczniesz uczyć kogoś biegać, najpierw naucz się przynajmniej chodzić.
rozumek
>Zapytaj teraz publikę Racjonalisty o opinię.
Sam zapytaj, bo mnie opinia publiczna na Twój temat ZUPEŁNIE nie interesuje. Interesuje mnie opinia publiczna na temat otaczającego nas Świata i zdarzeń w nim zachodzących. Nie muszę (a nawet nie chcę) podbudowywać własnego ego w oparciu o opinię teistów.
>"Właśnie że to ty jesteś gópiiii!!!" Tylko że ładniej napisane.
Jak wyżej. Opinie teistów mnie nie interesują. Dlatego właśnie, nie mam zamiaru wchodzić w polemiki na temat własnej lub cudzej "wielblądowatości".
>Nie polemizuję na tematy, o których nie mam zdania, ani pojęcia.
I pojęcie, i zdanie oczywiście masz. W dodatku, na każdy temat. Tyle, że na każdy -FAŁSZYWE.
>Coś mylisz.
Na pewno nie prawdę z fałszem i nie Ciebie ze sobą.
>Ok, rozumiem co miałeś na myśli.
Nie rozumiesz, bo nawet nie wiesz, że "kościół" ateistyczny jest równie fałszywy, jak każdy inny.
>Bo dotąd sprawiałeś wrażenie nierozumiejącego.
Człowiek, który Cię nie rozumie, prosi o precyzowanie Twoich myśli. Ty, zamiast wyrażać swoje myśli, wyrażasz jedynie niczym nie uzasadnione opinie na temat cudzych. Skąd wzięło Ci się przekonanie, że tego nie rozumiem?
>Się przyczepił tego gaworzenia...
Chętnie "przyczepię się" czegokolwiek innego. Chętnie odpowiem na zadane pytanie (na temat życia i współżycia, a nie mój własny) i chętnie zadam pytanie, gdy jakiegoś Twojego nie zrozumiem. I z wszelką pewnością niejednokrotnie wyznam, że czegoś nie wiem (np. nie znam ani jednej Twojej myśli). Zrobię to bez najmniejszego zażenowania.
>I znowu... chyba się mścisz za ten mój "bełkot".
Nie doczekasz się ode mnie żadnej zemsty za żadne wypowiedziane zdanie. Żałuję tylko, że z pomocą tych zdań "artykułujesz" nieuzasadnione niczym opinie (gaworzysz), zamiast myśli.
>>W mordę! Nie pojmiesz NIGDY, że ludzie nie o Tobie, ale o sobie mówią [...]
>Ugabuga.
Trudno, żeby jakikolwiek teista uwierzył w jakąkolwiek prawdę. Trudno też, aby na jakąkolwiek odpowiedział inaczej niż Ty (bełkotliwymi modlitwami do niezrozumianego i nie potrafiącego bełkotu zrozumieć).
>Gu-guuu... nie na temat.
Nie na Twój oczywiście, bo na temat życia jako takiego czyli tak jakby... Co sądzisz o życiu tych, którzy żyli i żyją tak, jakby jutro mieli znowu zmartwychwstać? Nie pociąga Cię takie? Masz im je za złe?
>To nie moje wyznanie. To moja przekorna odpowiedź na Twoje szufladkowanie mnie. Błędne.
To ja Cię szufladkuję do grona wyznawców ateizmu?
>Wyjątkowo tego nie musiałeś tłumaczyć, a przecinki i tak traktujesz jakby Cię skrzywdziły w dzieciństwie.
Bo zawsze traktujemy tak wszystko, co nas wcześniej "skrzywdziło", czyli czego źle się wcześniej nauczyliśmy. Na szczęście, na naukę nigdy nie jest za późno. "Jutro", zamiast umierać, nauczę się interpunkcji. Pozwolisz jednak, że nie od Ciebie?
>Panna nie jest katoliczką.
No to co, że nie jest, skoro dla Ciebie JEST tym jednym paskudnym teistą?
>Nie wspólnego, ale podobnie nacechowanego w danym miejscu.
A tym miejscem jest wspólna nieumiejętność samodzielnego odróżniania fałszu od prawdy i dobra od zła.
>Próbowałeś iść z tym do specjalisty?
Tak, bo nigdzie indziej nie mam zwyczaju chodzić. Zawsze wolę chodzić do specjalistów w danej dziedzinie (innych krasnoludków), niż wyspecjalizowanych wyłącznie w atakach indian. Indian omijam i tak robią wszystkie krasnoludki. W dodatku nocą (zanim zmartwychwstaniemy) sikamy indianom w mleko (smacznego, Trorvoy!).
>Albo rybka, albo akwarium.
Jak to u indian (albo mleko, albo...)
>Co, jeśli przynajmniej jedna opcja wyboru jest wyjątkowo wątpliwej jakości? A jeśli obie?
Spytaj wodza swojego plemienia (ateistów), bo krasnoludki nie pakują się w takie "dylematy". One wolą być, niż mieć. Dlatego mają i rybki i akwaria.
>To jedna ze szkół filozofii: jesteś tym, jakiego postrzegają Cię inni. Odniosłeś kiedyś te słowa do siebie?
Nieustannie to robię, tyle że nie Twoja, i nie publiczna opinia mnie interesuje, ale opinia krasnoludków (fachowców, rodziny, przyjaciół i wszystkich, którzy jeszcze nie ex-). To nie "jedna ze szkół". To szkoła jedyna (od zarania dziejów). W innych "kościołach" mogą Cię filozofii (racjonalnego życia) tylko oduczyć.
>Ciężko czasem zrozumieć nie tyle Twoje metafory, co ich odniesienie.
Bo odnoszę je jedynie do otaczającej nas rzeczywistości, a nie Ciebie lub siebie osobiście.
>Jasssne.
Oby.
>Jasssne.
Oby.
>>To raczej normalna logika (nie teizm). Teraz wierzysz, kiedyś się dowiesz, więc będziesz miał pewność (Twoja wiedza poszerzy się o nową pewność). A wracając do wątku: co myślisz o ludzkim życiu, jako takim? Tylko mi nie gaworz.
>Bibi-bubu. Sorry, nie mogłem się powstrzymać. Może gdybyś darował sobie ostatnie zdanie...
Nie da rady, bo to ostatnie było najważniejsze. Bez gaworzenia i fałszu, mamy na jego temat opinię wspólną całej opinii publicznej. Może być piękne, gdy co rano zmartwychwstajemy, może być przechlapane, gdy co rano umieramy. A wybór należy do każdego z nas.
>Sam masz problemy z worami!
Z którym konkretnie?
>Fakt, ale chciałem pewnego uściślenia. Nie doczekałem się.
Nie doczekasz się też "uściślenia", czy mówię o Twoim, czy swoim życiu, bo mówię o ludzkim (nie interesują mnie niczyje wory, szufladki, szyldy i szaliki).
>>Usilnie nazywam śmieciarza porządnym, godnym szacunku człowiekiem.
>Bez związku.
Nie dostrzegam niczego godnego szacunku w kimś, kto nie szanuje innych (niezależnie od szyldów). Teraz jakiś związek ze sobą dostrzegasz?
>>Nic cudzego ci się nie potwierdzi. Potwierdzać (i uściślać) możesz tylko własne i wspólne.
>???
"Kradzione nie tuczy". Także wtedy, gdy kradniesz własność intelektualną czyli cudze myśli i cudzą wiarę, bez najmniejszego zrozumienia, uznajesz za własne.
>Zanim zaczniesz uczyć kogoś biegać, najpierw naucz się przynajmniej chodzić.
Dobrze. Od jutra zaczynam się uczyć chodzić od swojego prapraprawnuka (po co ma go ktokolwiek uczyć jak się biega? Ech, Ty zacofany
Thorvoy (6588 punktów)
>Sam zapytaj, bo mnie opinia publiczna na Twój temat ZUPEŁNIE nie interesuje.

Na Twój własny już powinna.

> Interesuje mnie opinia publiczna na temat otaczającego nas Świata i zdarzeń w nim zachodzących. Nie muszę (a nawet nie chcę) podbudowywać własnego ego w oparciu o opinię teistów.

Ale ja nie o teistach mówię.

>Jak wyżej. Opinie teistów mnie nie interesują. Dlatego właśnie, nie mam zamiaru wchodzić w polemiki na temat własnej lub cudzej "wielblądowatości".

Więc przestań gadać z teistami.

>I pojęcie, i zdanie oczywiście masz. W dodatku, na każdy temat. Tyle, że na każdy -FAŁSZYWE.

Bo TY tak mówisz?

>Na pewno nie prawdę z fałszem i nie Ciebie ze sobą.

Zdziwiłbyś się.

>Nie rozumiesz, bo nawet nie wiesz, że "kościół" ateistyczny jest równie fałszywy, jak każdy inny.

Powtarzasz się.

>Człowiek, który Cię nie rozumie, prosi o precyzowanie Twoich myśli. Ty, zamiast wyrażać swoje myśli, wyrażasz jedynie niczym nie uzasadnione opinie na temat cudzych. Skąd wzięło Ci się przekonanie, że tego nie rozumiem?

Przestań już się powtarzać.

>Chętnie "przyczepię się" czegokolwiek innego.

Nie, dziękuję.

> Chętnie odpowiem na zadane pytanie (na temat życia i współżycia, a nie mój własny) i chętnie zadam pytanie, gdy jakiegoś Twojego nie zrozumiem. I z wszelką pewnością niejednokrotnie wyznam, że czegoś nie wiem (np. nie znam ani jednej Twojej myśli). Zrobię to bez najmniejszego zażenowania.

Nie będę dyskutował z Tobą tylko tak jak Ty sobie życzysz.

>Nie doczekasz się ode mnie żadnej zemsty za żadne wypowiedziane zdanie. Żałuję tylko, że z pomocą tych zdań "artykułujesz" nieuzasadnione niczym opinie (gaworzysz), zamiast myśli.

Ostatnio nie chce mi się już uzasadniać. Z Tobą to jak grochem o ścianę.

>Trudno, żeby jakikolwiek teista uwierzył w jakąkolwiek prawdę. Trudno też, aby na jakąkolwiek odpowiedział inaczej niż Ty (bełkotliwymi modlitwami do niezrozumianego i nie potrafiącego bełkotu zrozumieć).

To nie modlitwa. Po prostu Cię lekceważę.

>Nie na Twój oczywiście, bo na temat życia jako takiego czyli tak jakby...

Bla-bla. Nie na OMAWIANY temat. Rozumie Rozumek?

> Co sądzisz o życiu tych, którzy żyli i żyją tak, jakby jutro mieli znowu zmartwychwstać? Nie pociąga Cię takie? Masz im je za złe?

Wracamy do starego tematu. Poczytaj posty innych, lepiej tłumaczące to, co chciałem Ci przekazać podczas naszej całkowicie bezsensownej dyskusji.

>To ja Cię szufladkuję do grona wyznawców ateizmu?

Szufladkujesz mnie do grona teistów, co oznacza że nie tylko jesteś hipokrytą, ale i upartym osłem.

>Bo zawsze traktujemy tak wszystko, co nas wcześniej "skrzywdziło", czyli czego źle się wcześniej nauczyliśmy. Na szczęście, na naukę nigdy nie jest za późno. "Jutro", zamiast umierać, nauczę się interpunkcji. Pozwolisz jednak, że nie od Ciebie?

A co mnie to...?

>No to co, że nie jest, skoro dla Ciebie JEST tym jednym paskudnym teistą?

Ano to że NIE JEST KATOLICZKĄ. Tyle.

>A tym miejscem jest wspólna nieumiejętność samodzielnego odróżniania fałszu od prawdy i dobra od zła.

Wykaż mi podstawność swych rozumkowych prawd, to może zacznę Cię słuchać. Jak dotąd, masa powtórzeń i zarzutów.

>Tak, bo nigdzie indziej nie mam zwyczaju chodzić.

Zmień go.

> Zawsze wolę chodzić do specjalistów w danej dziedzinie (innych krasnoludków), niż wyspecjalizowanych wyłącznie w atakach indian. Indian omijam i tak robią wszystkie krasnoludki. W dodatku nocą (zanim zmartwychwstaniemy) sikamy indianom w mleko (smacznego, Trorvoy!).

Ałułu. Bld-bld-bld. Iha-haaa.

>Jak to u indian (albo mleko, albo...)

... woda mineralna?

>Spytaj wodza swojego plemienia (ateistów), bo krasnoludki nie pakują się w takie "dylematy". One wolą być, niż mieć. Dlatego mają i rybki i akwaria.

Najwyżej wierzą że mają.

>Nieustannie to robię, tyle że nie Twoja, i nie publiczna opinia mnie interesuje, ale opinia [...]

Aha, mnie też interesuje tylko opinia ludzi, którzy mnie lubią i przyznają mi rację. Bo co obchodzi mnie opinia innych?

>Bo odnoszę je jedynie do otaczającej nas rzeczywistości, a nie Ciebie lub siebie osobiście.

Czynisz to tak w tak mętny sposób, że na Twoim miejscu pomyślałbym nad innym sposobem wyrażania myśli.


>Nie da rady, bo to ostatnie było najważniejsze.

Zbędne komentarze nie są nigdy najważniejsze.

> Bez gaworzenia i fałszu, mamy na jego temat opinię wspólną całej opinii publicznej. Może być piękne, gdy co rano zmartwychwstajemy, może być przechlapane, gdy co rano umieramy. A wybór należy do każdego z nas.

A jeżeli wszystko jest tylko specjalnym założeniem?

>Z którym konkretnie?

Zapomniałem. Spytaj swojego androloga.


>Nie doczekasz się też "uściślenia", czy mówię o Twoim, czy swoim życiu, bo mówię o ludzkim [...]

Sorry, ale w ten sposób to rozmowa może tak się potoczyć że ja zacznę mówić o życiu seksualnym koszatniczek, a Ty o postępie telefonii komórkowej w Chile. Jeśli coś wymaga uściślenia- uściślaj.

> (nie interesują mnie niczyje wory [...]

Odetchnąłem z ulgą.

> [...], szufladki, szyldy i szaliki).

Też dobrze. Zresztą i tak nie dałbym Ci swoich mebli, ani szalików (czym ja bym się w zimie opatulał?).


>Nie dostrzegam niczego godnego szacunku w kimś, kto nie szanuje innych (niezależnie od szyldów). Teraz jakiś związek ze sobą dostrzegasz?

Będziesz szanował mordercę swojej matki? Życie nie jest czarno-białe. Chwilami wydaje się że wiesz o tym, a czasem...

>"Kradzione nie tuczy". Także wtedy, gdy kradniesz własność intelektualną czyli cudze myśli i cudzą wiarę, bez najmniejszego zrozumienia, uznajesz za własne.

O, nad tym się zastanów!

>Dobrze. Od jutra zaczynam się uczyć chodzić od swojego prapraprawnuka (po co ma go ktokolwiek uczyć jak się biega? Ech, Ty zacofany

A kto każe Ci się uczyć właśnie od niego? Ech, Ty ciemny...
rozumek
>>Sam zapytaj, bo mnie opinia publiczna na Twój temat ZUPEŁNIE nie interesuje.
>Na Twój własny już powinna.
To powiedz to tej, która "powinna", bo mnie interesują wyłącznie moje własne powinności.
>Ale ja nie o teistach mówię.
Przecież wiem, że o sobie!?
>Więc przestań gadać z teistami.
Mam nawiązać z nimi ściślejszą współpracę? A jeśli wyłącznie gadać z nimi lubię?
>Bo TY tak mówisz?
Nie. Nikt (a więc i ja) nie musi Twojego zdania powtarzać, aby było fałszywe. Jest, jakie jest i wyłącznie Ty możesz to zmienić, zmieniając je na prawdziwe .
>Powtarzasz się.
Upieram przy prawdzie równie twardo, jak Ty przy fałszu.
>Przestań już się powtarzać.
Ok, Thorvoy. Jesteś bogiem. Nas wszystkich. Całego Wszechświata i całej opinii publicznej. Teraz dobrze?
>> Chętnie odpowiem na zadane pytanie (na temat życia i współżycia, a nie mój własny) i chętnie zadam pytanie, gdy jakiegoś Twojego nie zrozumiem. I z wszelką pewnością niejednokrotnie wyznam, że czegoś nie wiem (np. nie znam ani jednej Twojej myśli). Zrobię to bez najmniejszego zażenowania.
>Nie będę dyskutował z Tobą tylko tak jak Ty sobie życzysz.
Dobrze, nasz Ty panie wszelkiego stworzenia. Będziemy odgadywać Twoje myśli.
>Ostatnio nie chce mi się już uzasadniać. Z Tobą to jak grochem o ścianę.
Tak, nasza Opinio Publiczna! Bardzo Ci współczuję, że nie możesz podporządkować sobie żadnego człowieka. Bardzo Ci współczuję, że tyle tego grochu będziesz musiała jeszcze zmarnować. O Opinio! O Publiczna, zmiłuj się nad nami grzesznymi. Zmiłuj się nad wieprzami (wielbładami), potrafiącymi odróżnić perły od grochu!
>To nie modlitwa. Po prostu Cię lekceważę.
O Wielki! Jak my sobie bez Twojej wszechogarniającej miłości poradzimy? Święć się imię Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na Ziemii. Do Ciebie, Thorvoy, modły wznosimy! Wybierz nas Panie (nie lekceważ)!
>Bla-bla. Nie na OMAWIANY temat. Rozumie Rozumek?
Nie na rozum ludzki zamierzenia Pana Naszego i stwórcy Thorvoya.
>Wracamy do starego tematu. Poczytaj posty innych, lepiej tłumaczące to, co chciałem Ci przekazać podczas naszej całkowicie bezsensownej dyskusji.
Tak. Inni wierni, lepiej ode mnie tłumaczą wolę naszego Pana. Wskaż mi tych kapłanów, błagam o Wielki.
>Szufladkujesz mnie do grona teistów, co oznacza że nie tylko jesteś hipokrytą, ale i upartym osłem.
I wielbłądem o Panie, skoro śmiem uważać, że hipokryta kłamie na temat swojej wiary, a nie wiary Thorvoya, swego Pana i Władcy.
>A co mnie to...?
Ciebie o Panie nic. To wyłącznie mnie zależy na tym, żeby się kształcić.
>Ano to że NIE JEST KATOLICZKĄ. Tyle.
Przeszła z wiary w Thorvoya, na wiarę we Franka? Trzeba ją KONIECZNIE nawrócić!
>Wykaż mi podstawność swych rozumkowych prawd, to może zacznę Cię słuchać. Jak dotąd, masa powtórzeń i zarzutów.
Wybacz zarzuty. Wybacz bełkotliwe modlitwy. Spróbujemy się wszyscy nawrócić.
>Zmień go.
Dobrze, nasz Panie. Wszyscy go zmienimy. Spróbujemy się domyślić na jaki.
>Ałułu. Bld-bld-bld. Iha-haaa.
O Panie! Dlaczego przemawiasz do nas tak niezrozumiale?
>... woda mineralna?
Nie Panie! To, czym sikamy w nocy do Twojego mleka, to nie woda. To nektar.
>Najwyżej wierzą że mają.
Tak Panie. To wszystko, jedynie Ty posiadasz.
>Aha, mnie też interesuje tylko opinia ludzi, którzy mnie lubią i przyznają mi rację. Bo co obchodzi mnie opinia innych?
Tak Panie. Ty nie przyznasz racji nikomu i lubisz tylko tych, którzy przyznają ją Tobie.
>Czynisz to tak w tak mętny sposób, że na Twoim miejscu pomyślałbym nad innym sposobem wyrażania myśli.
Znajdę na to sposób. Może wyrażę je czynami?
>A jeżeli wszystko jest tylko specjalnym założeniem?
Nie ma bogów nad Tobą, o Panie! I to jedyne nasze "specjalne założenie".
>Zapomniałem. Spytaj swojego androloga.
Nie zapomniałeś! Przecież jesteś doskonały! O wszystko będę pytać jedynie Ciebie, mój Stwórco!
>Sorry, ale w ten sposób to rozmowa może tak się potoczyć że ja zacznę mówić o życiu seksualnym koszatniczek, a Ty o postępie telefonii komórkowej w Chile. Jeśli coś wymaga uściślenia- uściślaj.
Gdy mowa o Twoim istnieniu, Nasz Panie, to nie o życiu nas, maluczkich (wielbłądów).
>Też dobrze. Zresztą i tak nie dałbym Ci swoich mebli, ani szalików (czym ja bym się w zimie opatulał?).
Nie daj mi niczego, mój Stwórco. W szczególności, w żadnym wypadku nie przysługuje mi szalik boga ateistów.
>Będziesz szanował mordercę swojej matki? Życie nie jest czarno-białe. Chwilami wydaje się że wiesz o tym, a czasem...
Będę szanować swego Pana, niezależnie od tego, kogo/co mi zabierze. Szczególnie wtedy, gdy pozabiera mi wszystko (odbierze moje własne życie).
>O, nad tym się zastanów!
Dobrze Panie! Ty nie zastanawiaj się nad niczym. Niech się dzieje wola Twoja.
>A kto każe Ci się uczyć właśnie od niego? Ech, Ty ciemny...
Oświeć mnie Panie!
Thorvoy (6588 punktów)
>To powiedz to tej, która "powinna", bo mnie interesują wyłącznie moje własne powinności.

CO KOMU? Że co?

>Przecież wiem, że o sobie!?

Pytasz? Wątpisz?

>Mam nawiązać z nimi ściślejszą współpracę? A jeśli wyłącznie gadać z nimi lubię?

To już mi nieszczęśników żal.

>Nie. Nikt (a więc i ja) nie musi Twojego zdania powtarzać, aby było fałszywe. Jest, jakie jest i wyłącznie Ty możesz to zmienić, zmieniając je na prawdziwe .

Bla, bla, bla... nihil novi.


>Upieram przy prawdzie równie twardo, jak Ty przy fałszu.

Ja prawda, Ty fałsz. Spoko.

>Ok, Thorvoy. Jesteś bogiem. Nas wszystkich. Całego Wszechświata i całej opinii publicznej. Teraz dobrze?

Żebyś jeszcze wiedział, kiedy możesz użyć sarkazmu.

>Dobrze, nasz Ty panie wszelkiego stworzenia. Będziemy odgadywać Twoje myśli.

A po co? Nie umiesz mnie zrozumieć, kiedy nie rozmawiam na Twoich zasadach?

>Tak, nasza Opinio Publiczna! Bardzo Ci współczuję, że nie możesz podporządkować sobie żadnego człowieka. Bardzo Ci współczuję, że tyle tego grochu będziesz musiała jeszcze zmarnować. O Opinio! O Publiczna, zmiłuj się nad nami grzesznymi. Zmiłuj się nad wieprzami (wielbładami), potrafiącymi odróżnić perły od grochu!

Nie zmiłuję się. Dla dobra ludzkości powinieneś poddać się dobrowolnej kremacji.

>O Wielki! Jak my sobie bez Twojej wszechogarniającej miłości poradzimy?

Dasz sobie radę, zobaczysz.

> Święć się imię Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na Ziemii [...]

ZiemI. Jedno "I". Poza tym może być.

> Do Ciebie, Thorvoy, modły wznosimy! Wybierz nas Panie (nie lekceważ)!

Too late. Sorry, Bathory.

>>Bla-bla. Nie na OMAWIANY temat. Rozumie Rozumek?
>Nie na rozum ludzki zamierzenia Pana Naszego i stwórcy Thorvoya.

Polubiłeś mnie ostatnio, prawda?

>Tak. Inni wierni, lepiej ode mnie tłumaczą wolę naszego Pana. Wskaż mi tych kapłanów, błagam o Wielki.

Nie chce mi się palcem ruszać.

>I wielbłądem o Panie, skoro śmiem uważać, że hipokryta kłamie na temat swojej wiary, a nie wiary Thorvoya, swego Pana i Władcy.

Skoro tak uważasz...

>>A co mnie to...?
>Ciebie o Panie nic. To wyłącznie mnie zależy na tym, żeby się kształcić.

Żeby tak jeszcze było, jak mówisz...

>Przeszła z wiary w Thorvoya, na wiarę we Franka? Trzeba ją KONIECZNIE nawrócić!

Nie przechodziła później w żadną wiarę. W tym cały problem.

>Wybacz zarzuty. Wybacz bełkotliwe modlitwy. Spróbujemy się wszyscy nawrócić.

Dzięki.

>>Zmień go.
>Dobrze, nasz Panie. Wszyscy go zmienimy. Spróbujemy się domyślić na jaki.

Nie musicie. Naprawdę, chłopaki, spoko jest.

>>Ałułu. Bld-bld-bld. Iha-haaa.
>O Panie! Dlaczego przemawiasz do nas tak niezrozumiale?

Bo właśnie tak zadajesz mi pytania.

>>... woda mineralna?
>Nie Panie! To, czym sikamy w nocy do Twojego mleka, to nie woda. To nektar.

Jak to dobrze że ostatnio nie pijam mleka. Mam uczulenie na nektar.

>>Najwyżej wierzą że mają.
>Tak Panie. To wszystko, jedynie Ty posiadasz.

Skoro tak mówisz...

>Tak Panie. Ty nie przyznasz racji nikomu i lubisz tylko tych, którzy przyznają ją Tobie.

Prawdę mówiąc przedstawiałem Twój sposób myślenia.

>Znajdę na to sposób. Może wyrażę je czynami?

Jeśli potrafisz...

>Nie ma bogów nad Tobą, o Panie! I to jedyne nasze "specjalne założenie".

Możesz teraz zrobić coś dla swojego Pana i więcej się do niego nie odzywać.

>Nie zapomniałeś! Przecież jesteś doskonały! O wszystko będę pytać jedynie Ciebie, mój Stwórco!

Nie, lepiej nie.

>Gdy mowa o Twoim istnieniu, Nasz Panie, to nie o życiu nas, maluczkich (wielbłądów).

OK.

>Nie daj mi niczego, mój Stwórco. W szczególności, w żadnym wypadku nie przysługuje mi szalik boga ateistów.

O co Ci chodzi? Przecież mówiłem że nie dam.

>Będę szanować swego Pana, niezależnie od tego, kogo/co mi zabierze. Szczególnie wtedy, gdy pozabiera mi wszystko (odbierze moje własne życie).

Wtedy nie będzie komu szanować. A zresztą...

>Dobrze Panie! Ty nie zastanawiaj się nad niczym. Niech się dzieje wola Twoja.

Spoko.

>Oświeć mnie Panie!

Tobie już nic nie pomoże.
rozumek
>>Przeszła z wiary w Thorvoya, na wiarę we Franka? Trzeba ją KONIECZNIE nawrócić!
>Nie przechodziła później w żadną wiarę. W tym cały problem.
Tak zwyczajnie? Gdy przestała wyznawać Thorvoya, zaczęła wyznawać ateizm? Nie martw się o nią. Znajdzie sobie innego boga.
>Bo właśnie tak zadajesz mi pytania.
Przecież żadnych nie zadaję. Zwyczajnie, jak inni, modlę się do naszego boga Thorvoya.
>Jak to dobrze że ostatnio nie pijam mleka. Mam uczulenie na nektar.
Twoich wyznawców jest tak wielu, że potrafią zadbać o wszelkie Twoje napitki, Panie.
>Skoro tak mówisz...
Tak mówię. Ja nie mam ani rybek, ani akwarium. Jak Thorvoya, mego boga jedynego kocham!! Nie mam też zdrowia. Racz mi dać je Panie!
>Jeśli potrafisz...
Potrafię, potrafię! Uklęknę, a potem poleżę trochę krzyżem. Odpokutuję za swoje wszystkie winy wobec mego boga jedynego Thorvoya.
>Możesz teraz zrobić coś dla swojego Pana i więcej się do niego nie odzywać.
Odzywać się nie będę. Pozostanę przy modlitwach.
>O co Ci chodzi? Przecież mówiłem że nie dam.
Nadal będę się modlić do Ciebie. Żebyś mnie ogarnął swoją nieskończoną miłością.
>Wtedy nie będzie komu szanować. A zresztą...
Zapominasz, że jesteś wszechmocny? Obiecaj mi, że zmartwychwstanę! Bo się obrażę i przestanę w Ciebie wierzyć!
>Tobie już nic nie pomoże.
Mimo mej glębokiej wiary i mej pobozności? Mimo spowiedzi i pokut? Nie wierzę!!!!
Thorvoy (6588 punktów)
>Tak zwyczajnie? Gdy przestała wyznawać Thorvoya, zaczęła wyznawać ateizm? Nie martw się o nią. Znajdzie sobie innego boga.

O czym Ty, facet, mówisz???

>Przecież żadnych nie zadaję. Zwyczajnie, jak inni, modlę się do naszego boga Thorvoya.

To miłe. Możesz teraz złożyć mi jakąś ofiarę. Podam Ci na mail numer konta.

>Twoich wyznawców jest tak wielu, że potrafią zadbać o wszelkie Twoje napitki, Panie.

Jakie to miłe.

>Tak mówię. Ja nie mam ani rybek, ani akwarium.

Szkoda, kup sobie. Zwierzątka w domu dobrze wpływają na stan psychiczny mieszkańców.

> Jak Thorvoya, mego boga jedynego kocham!! Nie mam też zdrowia. Racz mi dać je Panie!

Pomyślim.

>Potrafię, potrafię! Uklęknę, a potem poleżę trochę krzyżem. Odpokutuję za swoje wszystkie winy wobec mego boga jedynego Thorvoya.

Kup sobie te rybki, naprawdę.

>Odzywać się nie będę. Pozostanę przy modlitwach.

To zmień adresata.

>Nadal będę się modlić do Ciebie. Żebyś mnie ogarnął swoją nieskończoną miłością.

Dzięki, mam już kobietę.

>Zapominasz, że jesteś wszechmocny? Obiecaj mi, że zmartwychwstanę! Bo się obrażę i przestanę w Ciebie wierzyć!

A co mnie to.

>Mimo mej glębokiej wiary i mej pobozności? Mimo spowiedzi i pokut? Nie wierzę!!!!

No popatrz, jak to się rozczarować można.
rozumek
>W związku z czym pitolisz takie farmazony że aż strach. Wolę polemikę.
To polemizuj z rodzicami, a nie ze mną. Ja nadal będę ROZMAWIAĆ. I guzik mnie obchodzi co wolisz (mamy różne gusty).
>To przestań ze mną dyskutować. Ja powoli tracę ochotę wskutek Twojego wmawiania i niejasności wielu wypowiedzi.
Dyskutować nie zamierzam zacząć, więc ucieszę się, gdy i Tobie odechce się tej zabawy.
>Sorry, nie będę udowadniał że nie jestem wielbłądem.
Przestań udowadniać, że nim jesteś.
>Jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie teistą, będę miał solidne podstawy, by publicznie nazwać Cię idiotą.
Możesz nie szukać podstaw. Nazywaj jak chcesz. Nawet zidiociałym wielbłądem. Mnie to nie przeszkadza, bo każdy wydaje świadectwa jedynie sobie, a skoro wielbłądy masz z ludźmi w jednym worze....
>Masz monopol na słuszność intepretacji intencji autorów?
Cudzych słów nie interpretuję. W przypadkach wątpliwych proszę o interpretację autorów. Twojej nie mogę się doprosić (jak żyje człowiek, który żyje tak jakby...?)
>Wtedy twierdziłbym że nic Ci do mojej wiary, bo byłbym nią zaślepiony. Zaślepienie to nastawiloby mnie do Ciebie, jako osoby niewierzącej, w jakiś sposób negatywnie.
No i tak właśnie jest. Jesteś przecież zaślepiony wiarą w jutrzejszą śmierć. I negatywnie nastawiony do tych, którzy w nią nie wierzą.
>Więc wierz sobie dalej w każdy wymyślony byt.
Ani myślę. Nadal wierzę TYLKO w prawdę. Śmierć tożsamości sam sobie wymyślaj.
>A kiedy się porządnie schlejesz, albo naćpasz, gdzie ulatuje Twoja tożsamość? Niby ta sama osoba, a jakże inne widzenie świata...
Nie zamierzam swojego trzeźwego widzenia Świata wypaczać. Wypaczaj go sobie beze mnie.
>Jesteś Elvisem. Zaprzeczysz? Oczywiście że Elvis, skoro chce się ukryć przed fanami, nie przyzna się że nim jest. Elvis! Elvis!
Nie tylko wielbłąda, ale i Elvisa możesz zrobić jedynie z samego siebie. Czemu tu zaprzeczać? Myl sobie nawet rękę z nogą (jak Wałęsa). Co mi do tego?
>A więc są ludzie, którzy lubią bełkot.
Są tacy, którzy wolą rozmawiać niż dyskutować. Są tacy, którzy lubią poznawać innych. I im pomagać się poznać, zamiast starać się (bezskutecznie) dokopać.
>Więc po co cała dyskusja? Pytam po raz kolejny.
A ja kolejny raz powtarzam, że nie dyskutuję. ROZMAWIAM.
>Tylko że mi niejasności wypowiedzi nie zarzucał jeszcze nikt, poza Tobą (traktuję to jednak niczym przyganianie przez kocioł garnkowi). Czy możesz to samo powiedzieć o sobie?
Absolutnie nie mogę, bo moje wypowiedzi ludzie rozumieją. Czego nie rozumieją o to pytają, a ja precyzuję. I na tym polega rozmowa. Nie "zarzuca się" niczego (o nic nie pyta) wyłącznie kaznodziejom (twórcom bełkotu).
>>A skąd Twój pomysł na bycie bogiem dla tych 1000?
>Czysta hipoteza.
Absolutnie FAŁSZYWA. Już prędzej oni mogą być Twoimi bogami.
>Wiesz, rozmowy bez wymiany poglądów, to ja prowadziłem z mamusią, mając 3 lata.
Szkoda, że oduczyłeś się mamusię pytać i na pytania mamusi odpowiadać. Szkoda, że wyrobiłeś sobie pogląd, że lepiej z mamusią pobić się o jej "poglądy".
>>Nie muszę żadnej zakładać, bo została dawno założona (jeszcze przed naszą erą). Teraz się tylko rozwija.
>Sekta Kultystów Niedorzecznych Wypowiedzi?
Skoro wszystkich prawdziwych naukowców i wszystkich filozofów masz za członków akurat tej sekty.....Gratuluję geniuszu!
Thorvoy (6588 punktów)
>To polemizuj z rodzicami, a nie ze mną.

Daj mi na nich namiary. Z góry dzięki.

> Ja nadal będę ROZMAWIAĆ. I guzik mnie obchodzi co wolisz (mamy różne gusty).

Więc może lepiej przestańmy ROZMAWIAĆ, skoro guzik Cię obchodzi druga strona.

>Dyskutować nie zamierzam zacząć, więc ucieszę się, gdy i Tobie odechce się tej zabawy.

Ja nie zamierzam zaś bezproduktywnie odpierać Twoich absurdalnych zarzutów.

>Przestań udowadniać, że nim jesteś.

Nie moja wina że ktoś, kto nie wyznaje tego co Ty, jest dla Ciebie "inny".

>Możesz nie szukać podstaw. Nazywaj jak chcesz. Nawet zidiociałym wielbłądem. Mnie to nie przeszkadza, bo każdy wydaje świadectwa jedynie sobie, a skoro wielbłądy masz z ludźmi w jednym worze....

W jednym worze z "mammalia-placentalia". Ciebie mam w jednym worze z "bardzo kiepskimi dyskutantami". Do idiotów jeszcze Cię nie wrzucam, ale starasz się o to bardziej, niż mógłbym przypuszczać po formie Twoich wypowiedzi. Szkoda.

>Cudzych słów nie interpretuję. W przypadkach wątpliwych proszę o interpretację autorów. Twojej nie mogę się doprosić (jak żyje człowiek, który żyje tak jakby...?)

Tłu-ma-czy-łem. Jeśli jednak cały czas wmawiasz mi że chcę wytłumaczyć inaczej, nie dziw się że dostajesz to, o co się prosiłeś. Co z tego że będę chciał Ci opisać działanie atomu, skoro Ty będziesz się upierał że mówię o układach planetarnych?

>No i tak właśnie jest. Jesteś przecież zaślepiony wiarą w jutrzejszą śmierć.

Wiarą w MOŻLIWOŚĆ jutrzejszej śmierci. Już to sobie wyjaśnialiśmy. Kupić Ci preparatu z lecytynką?

> I negatywnie nastawiony do tych, którzy w nią nie wierzą.

TY-TO-POWIEDZIAŁEŚ.

>Ani myślę. Nadal wierzę TYLKO w prawdę. Śmierć tożsamości sam sobie wymyślaj.

Czy ktoś Ci udowodnił nieśmiertelność tożsamości? Jeśli tak, to dopiero wtedy możesz mówić że wierzysz tylko w prawdę.

>Nie zamierzam swojego trzeźwego widzenia Świata wypaczać. Wypaczaj go sobie beze mnie.

Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.

>Nie tylko wielbłąda, ale i Elvisa możesz zrobić jedynie z samego siebie. Czemu tu zaprzeczać? Myl sobie nawet rękę z nogą (jak Wałęsa). Co mi do tego?

Nie odniosłeś się merytorycznie do mojej wypowiedzi. Unikasz tego coraz częściej, kiedy już nawet nie wiesz jak zamulić dyskusję niezrozumiałym bełkotem.

>Są tacy, którzy wolą rozmawiać niż dyskutować. Są tacy, którzy lubią poznawać innych. I im pomagać się poznać, zamiast starać się (bezskutecznie) dokopać.

Ja nikomu nie dokopuję. Sam sobie dokopujesz, bo chyba nie tylko ja czytam Twoje posty, a większość tutaj obecnych odbiera Ciebie chyba podobnie jak ja. Oczywiście to tylko moje domysły, ale z dużym prawdopodobieństwem.

>A ja kolejny raz powtarzam, że nie dyskutuję. ROZMAWIAM.

To może lepiej przestań.

>Absolutnie nie mogę, bo moje wypowiedzi ludzie rozumieją.

Żebyś nie łapał za słowa, dopowiem: tak, Twoje wypowiedzi ludzie rozumieją. ALE NIE WSZYSTKIE.

> Czego nie rozumieją o to pytają, a ja precyzuję.

Strasznie zdziwiony jak można było tego nie zrozumieć...

> I na tym polega rozmowa. Nie "zarzuca się" niczego (o nic nie pyta) wyłącznie kaznodziejom (twórcom bełkotu).

I mówi to człowiek, który nazywa ateistę teistą.

>Absolutnie FAŁSZYWA. Już prędzej oni mogą być Twoimi bogami.

Tzn.?

>Szkoda, że oduczyłeś się mamusię pytać i na pytania mamusi odpowiadać. Szkoda, że wyrobiłeś sobie pogląd, że lepiej z mamusią pobić się o jej "poglądy".

Nadal obstajesz przy swoim że nie osądzasz, nie oceniasz innych, kierujesz się tylko tym co wiesz o drugiej osobie, etc? Hipokryto?

>Skoro wszystkich prawdziwych naukowców i wszystkich filozofów masz za członków akurat tej sekty.....Gratuluję geniuszu!

No tak, ci co podzielają moje poglądy to PRAWDZIWI naukowcy i filozofowie. Litości... do niedawna miałem o Tobie nieco lepsze mniemanie.
rozumek
Człowieku! Czy Ty masz sumienie? Rodzinę i ex-dziewczynę też tak katowałeś?
>Daj mi na nich namiary. Z góry dzięki.
Nie dam Ci namiarów, ale rady udzielić mogę: adoptuj (przygarnij) sobie najlepszych.
>Więc może lepiej przestańmy ROZMAWIAĆ, skoro guzik Cię obchodzi druga strona.
Druga strona bardzo mnie interesuje, pod warunkiem wzajemności (brakiem wzajemności różni się rozmówca od dyskutanta).
>Ja nie zamierzam zaś bezproduktywnie odpierać Twoich absurdalnych zarzutów.
Produktywnie też nie możesz, bo nie wydusisz ze mnie żadnego. Może tylko ten, że całkiem niepotrzebnie odmawiasz samemu sobie osobistego uroku. Niepotrzebnie też negujesz prawo akcji i reakcji. Uwierz w nie, proszę!
>>Przestań udowadniać, że nim jesteś.
>Nie moja wina że ktoś, kto nie wyznaje tego co Ty, jest dla Ciebie "inny".
Nie moja wina, że dla Ciebie jestem Tobą. Nie moja wina, że wolę rozmawiać z "innymi".
>W jednym worze z "mammalia-placentalia".
Niezależnie od tego, ile masz tych worów, zrób to dla mnie i pozwól nam się z nich wydostać (nawet z tego z opisem "mędrcy"). Co ci szkodzi nas nie więzić?
>Tłu-ma-czy-łem.
Tłumaczyłeś, ale ja widzę, że żyją sprzecznie z Twoimi opisami. Każdy jak chce.
> Co z tego że będę chciał Ci opisać działanie atomu, skoro Ty będziesz się upierał że mówię o układach planetarnych?
Nic z tego, że będziesz chciał opisać moje i moich sąsiadów życie, bo znam je lepiej od Ciebie. Nie bądź też taki pewny swojej wiedzy na temat tego atomu i tych układów planetarnych.
>Wiarą w MOŻLIWOŚĆ jutrzejszej śmierci. Już to sobie wyjaśnialiśmy. Kupić Ci preparatu z lecytynką?
Przestać modlić się do teistycznej definicji wiary.
>TY-TO-POWIEDZIAŁEŚ.
Kiedy Ty coś powiesz? Przestaniesz udawać niemowlę? Przestaniesz gaworzyć?
>Czy ktoś Ci udowodnił nieśmiertelność tożsamości?
A Tobie jej śmiertelność?
>Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
Które, na litość Boga?
>Nie odniosłeś się merytorycznie do mojej wypowiedzi. Unikasz tego coraz częściej, kiedy już nawet nie wiesz jak zamulić dyskusję niezrozumiałym bełkotem.
Jak to u gaworzących. Niczego nie rozumie! Jak nauczyć go rozumieć i przestać gaworzyć?
>Ja nikomu nie dokopuję.
To o czym gaworzysz? O życiu? Czyim?
>większość tutaj obecnych odbiera Ciebie chyba podobnie jak ja.
Twoja wiara jest FAŁSZYWA. Zapewniam Cię, że także w worze czytających jest tylko jeden Thorvoy. Kiedy uwierzysz, że nie masz żanych klonów?
>Żebyś nie łapał za słowa, dopowiem: tak, Twoje wypowiedzi ludzie rozumieją. ALE NIE WSZYSTKIE.
To ciekawe, dlaczego nie pytają o wyjaśnienia.
>I mówi to człowiek, który nazywa ateistę teistą.
Nie kłam. Mówi to rozumek, a nie Thorvoy. Rozumek nazywa Thorvoya Thorvoyem i nie przylepiam mu żadnych szyldów oprócz tych, które sam sobie poprzyklejał. W niektóre - nie wierzy, bo nie ma ku temu najmniejszej podstawy.
>>Absolutnie FAŁSZYWA. Już prędzej oni mogą być Twoimi bogami.
>Tzn.?
Tzn. że przedzej 1000 krasnoludków (lub indian) zrobi coś dla/przeciw Tobie, niż Ty dla nich.
>Nadal obstajesz przy swoim że nie osądzasz, nie oceniasz innych, kierujesz się tylko tym co wiesz o drugiej osobie, etc? Hipokryto?
Tak. Wiem, że nie umiesz rozmawiać. Wiem też, że wolisz bezpodstawne polemiki. Widzisz różnice tam gdzie ich nie ma i nie dostrzegasz tych, które istnieją. Od godziny wiem też, że masz 22 lata, więc już dawno powinieneś nauczyć się odróżniać samego siebie od innych i docenić tego "odróżnionego". Mam ochotę pomóc Ci się tego nauczyć czyli wyleczyć Cię z kompleksu niższości/wyższości. Mam ochotę, ale sił już zaczyna brakować. Opór bezrozumnej materii zbyt wielki.
>No tak, ci co podzielają moje poglądy to PRAWDZIWI naukowcy i filozofowie. Litości... do niedawna miałem o Tobie nieco lepsze mniemanie.
Litości! Sokrates i Einstein podzielają moje poglądy? Czyś Ty na głowę upadł? To ja podzielam ich poglądy. Dlatego, nie podzielam ich ani z Thorvoyem, ani teistami.
Thorvoy (6588 punktów)
>Człowieku! Czy Ty masz sumienie? Rodzinę i ex-dziewczynę też tak katowałeś?

Nie Twój interes. Zakichany.

>Nie dam Ci namiarów, ale rady udzielić mogę: adoptuj (przygarnij) sobie najlepszych.

Po co mi cudzy rodzice?

>Druga strona bardzo mnie interesuje, pod warunkiem wzajemności (brakiem wzajemności różni się rozmówca od dyskutanta).

A który to ten ze wzajemnością?

>Produktywnie też nie możesz, bo nie wydusisz ze mnie żadnego. Może tylko ten, że całkiem niepotrzebnie odmawiasz samemu sobie osobistego uroku. Niepotrzebnie też negujesz prawo akcji i reakcji. Uwierz w nie, proszę!

Nie neguję. A z urokiem, to nie bierz tego tak do końca na poważnie.

>Nie moja wina, że dla Ciebie jestem Tobą. Nie moja wina, że wolę rozmawiać z "innymi".

Ale może inni nie bardzo widzą w tym sens?

>Niezależnie od tego, ile masz tych worów, zrób to dla mnie i pozwól nam się z nich wydostać (nawet z tego z opisem "mędrcy"). Co ci szkodzi nas nie więzić?

Brak jakichkolwiek podziałów oznacza pustkę w dyskusji.

>Tłumaczyłeś, ale ja widzę, że żyją sprzecznie z Twoimi opisami. Każdy jak chce.

Gadaj takiemu...

>Nic z tego, że będziesz chciał opisać moje i moich sąsiadów życie, bo znam je lepiej od Ciebie. Nie bądź też taki pewny swojej wiedzy na temat tego atomu i tych układów planetarnych.

Mimo wszystko odpowiedź nie na temat. Pała.

>Przestać modlić się do teistycznej definicji wiary.

Przestań się modlić do własnej.

>Kiedy Ty coś powiesz? Przestaniesz udawać niemowlę? Przestaniesz gaworzyć?

Cały czas to robię. Nie moja wina że mówisz językiem Marsjan.

>A Tobie jej śmiertelność?

Znów dochodzimy do momentu, w którym muszę udowadniać swoją niewielbłądowość. Sorry, wodzu. Nie bawię się w to.

>Które, na litość Boga?

Które właśnie zadałem.

>Jak to u gaworzących. Niczego nie rozumie!

Gaworzący ma to do siebie że to jego nikt nie rozumie. Zabawne że inni potrafią, tylko nie Ty.

> Jak nauczyć go rozumieć i przestać gaworzyć?

Może wystarczy przejść na ludzki język?

>To o czym gaworzysz? O życiu? Czyim?

Zależy w którym momencie. A gaworzenie zostaw niemowlaczkom.

>Twoja wiara jest FAŁSZYWA. Zapewniam Cię, że także w worze czytających jest tylko jeden Thorvoy. Kiedy uwierzysz, że nie masz żanych klonów?

Ostatnio kolejna osoba wytknęła Ci niezrozumiałość Twoich wypowiedzi. Kiedy wreszcie dotrze do Ciebie że bełkoczesz?

>To ciekawe, dlaczego nie pytają o wyjaśnienia.

Bo część tych niezrozumiałych wywodów jest zwyczajnie nie na temat i nie wymaga wyjaśnień.

>Nie kłam. Mówi to rozumek, a nie Thorvoy. Rozumek nazywa Thorvoya Thorvoyem i nie przylepiam mu żadnych szyldów oprócz tych, które sam sobie poprzyklejał. W niektóre - nie wierzy, bo nie ma ku temu najmniejszej podstawy.

Masz rozdwojenie jaźni, bracie?

>Tzn. że przedzej 1000 krasnoludków (lub indian) zrobi coś dla/przeciw Tobie, niż Ty dla nich.

Znasz krasnoludków i mnie tak dobrze, by to osądzać?

>Tak. Wiem, że nie umiesz rozmawiać.

Przytyk osobisty, nieuzasadniony, oderwany od tematu.

> Wiem też, że wolisz bezpodstawne polemiki.

Lubię podstawne. Pudło.

> Widzisz różnice tam gdzie ich nie ma i nie dostrzegasz tych, które istnieją.

Uzasadnij.

> Od godziny wiem też, że masz 22 lata, więc już dawno powinieneś nauczyć się odróżniać samego siebie od innych i docenić tego "odróżnionego".

Cholera, muszę się nacieszyć tą młodością, bo za miesiąc kolejne urodziny.

Doceniam to, co uznam za warte docenienia. Odróżniam siebie od innych, co nie przeszkadza mi umieścić się w odpowiednim "worze".

> Mam ochotę pomóc Ci się tego nauczyć czyli wyleczyć Cię z kompleksu niższości/wyższości.

Naucz się najpierw diagnozować.

> Mam ochotę, ale sił już zaczyna brakować. Opór bezrozumnej materii zbyt wielki.

Mówisz że po jakimś czasie mózg zaczyna Ci parować? :>

>Litości! Sokrates i Einstein podzielają moje poglądy? Czyś Ty na głowę upadł? To ja podzielam ich poglądy.

Zwał jak zwał, chodzi o to samo.

> Dlatego, nie podzielam ich ani z Thorvoyem, ani teistami.

Faktycznie, znakomite wytłumaczenie.
rozumek
>>Po co mi cudzy rodzice?
No własnie! Po co? Adoptuj sobie jakichś na własność.
>A który to ten ze wzajemnością?
Każdy, od którgo mogę się czegokolwiek nauczyć (każdy INNY ode mnie).
>Nie neguję. A z urokiem, to nie bierz tego tak do końca na poważnie.
Wiem, że nie negujesz. Przecież wyłącznie dlatego, nieustannie oczekujesz ode mnie polemiki ze Wszechświatem. Oczekujesz również poważnego potwierdzenia Twojej poważnej opinii o sobie (tego uroku). "Zwierciadełko, powiedz...."
>>Nie moja wina, że dla Ciebie jestem Tobą. Nie moja wina, że wolę rozmawiać z "innymi".
>Ale może inni nie bardzo widzą w tym sens?
Nie może, ale z wszelką pewnością. Ci inni (wszyscy) wolą "rozmawiać" ze swoimi bogami niż z ludźmi. Ludźmi wolą pomiatać i narzucać im własne opinie.
>Brak jakichkolwiek podziałów oznacza pustkę w dyskusji.
Dzięki temu, pełnię życia.
>Gadaj takiemu...
Co woli sam obejrzeć (sprawdzić) niż wierzyć Twojemu gadaniu (gulganiu)?
>Mimo wszystko odpowiedź nie na temat. Pała.
Żebyś Ty jakikolwiek temat potrafił wyartykułować!!!
>Przestań się modlić do własnej.
Ani myślę zacząć, bo zdecydowanie wolę ideały realizować niż się do nich modlić (o nich marzyć).
>Cały czas to robię. Nie moja wina że mówisz językiem Marsjan.
I wszyscy logicznie myślacy ludzie zawsze pochodzili z Marsa? A skąd Ty pochodzisz?
>Znów dochodzimy do momentu, w którym muszę udowadniać swoją niewielbłądowość.
Po co ją dowodzisz? Nie lepiej, byś w nią po prostu uwierzył bez żadnych aksjomatów i dowodów?
>Które właśnie zadałem.
Nie mogę zrozumieć pytań, których nie sposób zauważyć. Może w końcu jakieś wyartykułujesz?
>Gaworzący ma to do siebie że to jego nikt nie rozumie. Zabawne że inni potrafią, tylko nie Ty.
Gaworzący potrafi zrozumieć dopiero wtedy, gdy się rozumieć nauczy. Potem gaworzy, by nauczyć się mówić (opowiadać swoje wrażenia z otaczającego go Świata i wyartykułować potrzeby).
>Może wystarczy przejść na ludzki język?
Nie mówmy więcej o moim przejściu na teizm i jego język, dobrze? Wolę zostać normalnym człowiekiem, choć rozmawia mi się przyjemniej z teistami ("innymi").
>Zależy w którym momencie. A gaworzenie zostaw niemowlaczkom.
Bardzo mi przykro, ale zawsze wolę nauczyć je mówić.
>Ostatnio kolejna osoba wytknęła Ci niezrozumiałość Twoich wypowiedzi. Kiedy wreszcie dotrze do Ciebie że bełkoczesz?
To naucz mnie mówić Twoim językiem, ale przedtem porzuć teistyczny.
>Bo część tych niezrozumiałych wywodów jest zwyczajnie nie na temat i nie wymaga wyjaśnień.
I to część znaczna. Wszysto, co na temat życia i wiary w prawdę, a nie cudzych bogów.
>>Nie kłam. Mówi to rozumek, a nie Thorvoy. Rozumek nazywa Thorvoya Thorvoyem i nie przylepiam mu żadnych szyldów oprócz tych, które sam sobie poprzyklejał. W niektóre - nie wierzy, bo nie ma ku temu najmniejszej podstawy.
>Masz rozdwojenie jaźni, bracie?
Z Twoją? Zdecydowanie tak.
>Znasz krasnoludków i mnie tak dobrze, by to osądzać?
Wystarczająco dobrze, by Ci o nich opowiadać. Za bardzo lubię krasnoludki, by któregokolwiek fałszywie osądzać. Wolę Cię zachęcić do zaprzestania tych praktyk (wystąpienia z wszelkich indiańskich, teistycznych szczepów).
>Przytyk osobisty, nieuzasadniony, oderwany od tematu.
Wiesz, że jedyny temat, który ludzie poruszają w rozmowach to oni sami? Nie musisz mnie zatem zapewniać, że to co ja mówię, całkowicie oderwane jest od Ciebie. Całkowicie też, oderwana jest Twoja przeszłość i Twoje wrażenia, od czyjejkolwiek przyszłości (i mojej i Twojej). Grzeb się nadal w swoich nieuzasadnionych wrażeniach. Skoro własne jutro aż tak bardzo Ci niemiłe....Umieraj codziennie. Komu to przeszkadza?
>Lubię podstawne. Pudło.
To zajmij się odszukiwaniem ich podstaw. U mnie ich raczej nie znajdziesz.
>Uzasadnij.
Co tu uzasadniać? Bez ogłupiania rozmówcy (robienia z niego wielbłąda), możesz być nie głupszy od niego, ale nie chcesz. Polemika z Tobą, to ustalanie, który z dyskutantów JEST wielbłądem. Moim zdaniem - żaden.
>Cholera, muszę się nacieszyć tą młodością, bo za miesiąc kolejne urodziny.
A jedyna radość życia, to mylenie ludzi z wielbłądami? Coś mało tych radości udało Ci się dotychczas poznać. Może jednak wyjrzyj z tego worka dyskutantów? Może "polub" coś pożytecznego?
>Doceniam to, co uznam za warte docenienia. Odróżniam siebie od innych, co nie przeszkadza mi umieścić się w odpowiednim "worze".
Zawsze lepszych i mądrzejszych? Nic Ci nie przeszkadza umieścić się w dowolnym worze ludzi "nadzwyczajnych", bo to wory przeszkadzją ludziom w samoidentyfikacji (pozbyciu się kompleksów), a nie odwrotnie.
>Naucz się najpierw diagnozować.
Zapewniam Cię, że znakomicie odrózniam swoje krasnoludki od Twoich indian. Zwykle robię to bez jakichkolwiek badań diagnostycznych. Diagnozują same wory.
>> Mam ochotę, ale sił już zaczyna brakować. Opór bezrozumnej materii zbyt wielki.
>Mówisz że po jakimś czasie mózg zaczyna Ci parować? :>
Szczęśliwie, mnie jeszcze nie, choć biorę to pod uwagę ("jutro"). Tobie to chwilowo nie grozi, więc może byś tak wypełnił ten mózg jakimiś myślami? I może nie czekaj z tym do jutra?
>>Litości! Sokrates i Einstein podzielają moje poglądy? Czyś Ty na głowę upadł? To ja podzielam ich poglądy.
>Zwał jak zwał, chodzi o to samo.
To dyskutuj nie ze mną, ale z ich prawdziwymi (potwierdzonymi nie tylko ich praktyką) teoriami. Dyskutuj z prawdą o Wszechświecie i módl się do niego. Jak każdy (a)teista.
>> Dlatego, nie podzielam ich ani z Thorvoyem, ani teistami.
>Faktycznie, znakomite wytłumaczenie.
Znakomite. Nie wierzę w żadne fałszywe teorie i kropka. Nie wierzę i już. Bez UZASADNIENIA.
Thorvoy (6588 punktów)
Ponieważ Twoje odpowiedzi trącą wtórnością w elementarnym braku zrozumienia rozmówcy, przeinaczaniu i udzielaniu odpowiedzi nie na temat, pozwól że tym razem nie będę odpisywał na każdy akapit. Zwyczajnie poproszę Cię o wyjaśnienie o co właściwie chodzi Ci w dyskusji ze mną. Co mi zarzucasz? Co konkretnie chcesz mi przekazać? Dlaczego?
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>(1) Zwyczajnie poproszę Cię o wyjaśnienie o co właściwie chodzi Ci w dyskusji ze mną. (2) Co mi zarzucasz? (3) Co konkretnie chcesz mi przekazać? (4) Dlaczego?

Doprawdy, Drogi Kolego, (mam nadzieję, że wybaczysz mi ten zwrot) podziwiam Twoją wytrwałość, konsekwencję i wręcz niebiański spokój. Ja zakończyłbym tę "dyskusję" już po 3-cim, 4-tym poście Rozumka. I to w sposób niezbyt dla Niego przyjemny. Może podzieliłbym los Yejesa, ale czasem warto; w końcu TO forum nie jest jedynym w Necie.

Pozwól, że odpowiem Ci na powyższe pytania, chociaż nie mnie je zadałeś (wiem, że to niegrzeczność wtrącać się do cudzego dialogu; trudno, będę niegrzeczny).

Ad 1. Jeśli w miarę uważnie śledzisz od dłuższego czasu (pół roku wystarczy) wątki pojawiające się na tym forum ze szczególnym uwzględnieniem postów Rozumka, to powinieneś już wiedzieć, że chodzi tylko o jedno: misjonarstwo (cokolwiek pod to nie podstawimy). Chodzi o znalezienie jak największej grupy wyznawców (siebie, o ile ma się aspiracje bycia guru/bogiem lub społeczności/sekty, którą się reprezentuje). I o nic więcej.
Ad 2. On/ona (o tym później) zarzuca Ci "niewierność". Niewierność ideom, co do słuszności których sam/sama jest przekonany(a), bo w nie wierzy. Jest to więc działalność misyjna połączona z dżihadem (to nie wymysł islamu, chrześcijanie też to stosowali).
Ad 3. "Nawrócenie". Tyle i tylko tyle.
Ad 4. Abyś stał się "jednym z NICH" (kimkolwiek są).

A teraz zechciej zwrócić uwagę na poniższe fakty (o ile zapoznałeś się z "historią" Rozumka na tym forum, a jeśli nie, to zapoznaj się z nią po tej lekturze).
1) Rozumek rozpoczął swoją "karierę" na forum rejestrując się jako kobieta i w tej formie gramatycznej pisała swoje teksty. Jej bilans punktowy od samego początku był ujemny ponieważ głosiła dokładnie to samo, co głosi teraz. Masz więc odpowiedź na pytanie: dlaczego nie interesują jej opinie innych na swój temat.
2) Rozumek za wszelką cenę ukrywa prawdziwą tożsamość - ma do tego prawo. Teraz jest mężczyzną lub bezpłciowcem (to w zależności od sytuacji). Profilaktycznie się wylogował (będę używał formy męskoosobowej ze względu na rodzaj rzeczownika "rozumek", z pominięciem stanu faktycznego, który nie ma tu znaczenia). Z dwóch powodów: a) żeby utrzymać anonimowość, b) aby stworzyć wrażenie, iż są ludzie (i to wielu) zgadzający się z głoszonymi przez niego poglądami (stosowane tu punkty nie są odzwierciedleniem rywalizacji sportowej, ale są - w jakiejś mierze - miernikiem racji poszczególnych uczestników). A przecież nie da się prowadzić działalności misjonarskiej w środowisku, które NAS nie akceptuje i to widać jak na dłoni. Trzeba więc to środowisko zmanipulować, aby doń dotrzeć.
3) Zauważ, że Rozumek w większości swoich postów powołuje się na DWA auterytety: "prawdziwego boga" i "prawdziwą filozofię". Pierwszy przemilczę, a w drugim (znowu najczęściej) przytacza Soratesa i Einsteina. Ale żadnego z nich nie cytuje!!! Zresztą ma on awersję do jakichkolwiek cytatów!!! (Rozumiem, że w przypadku Sokratesa jest to niewykonalne, ale Einstein?) Rozumek jedynie wie, że Sokrates powiedział, iż "wie, że nic nie wie". I tym jednym zdaniem stał się dla niego (Rozumka) autorytetem/"prawdziwym filozofem". Takie zachowanie wskazuje na trzy możliwości: albo Rozumek uważa sam siebie za "miarę wszechrzecy" czyli sam jest bóstwem (ale wtedy powinien się odwoływać do Protagorasa raczej niż do Sokratesa), albo został wchłonięty przez jakąś większą społeczność "nawiedzeńców" (sektę), która "wyprała mu mózg" - co mnie najbardziej przekonuje - a on się z tym zgodził lub facet przeczytał jedną książkę (być może nie do końca, bo go znudziła) i uważa, że posiadł ABSOLUTNĄ WIEDZĘ O ŚWIECIE. I jest z tego dumny.
4) Najgorsze w tym wszystkim jest to, że delikwent posiada silnie zmotywowaną potrzebę głosznia swoich (bzdurnych) idei. On nie spocznie na dyskusji, bo dyskutować nie umie. Umie rozmawiać, jak to sam określił. Tylko czym dla niego jest "rozmowa"? "Poznawaniem sposobu widzenia świata przez innych". Brzmi wspaniale. Cóż za tolerancja. Tylko, że za nią kryje się zwyczajna inwigilacja służąca późniejszej indoktrynacji. A to jest niebezpieczne, niestety.
5) Gdybym Rozumka przyrównał do np. Teresy, Kontrasta, Jana Lewndowskiego czy - jak ostatnio - nawet do Haereticusa, skrzywdził bym tych ludzi. Intelektualnie przewyższją go, nomen omen, "o niebo". Ale cóż, ten typ tak ma,

Serdecznie pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
Thorvoy (6588 punktów)
>Doprawdy, Drogi Kolego, (mam nadzieję, że wybaczysz mi ten zwrot) [...]

Co tu do wybaczania?

>[...]podziwiam Twoją wytrwałość, konsekwencję i wręcz niebiański spokój. Ja zakończyłbym tę "dyskusję" już po 3-cim, 4-tym poście Rozumka. I to w sposób niezbyt dla Niego przyjemny. Może podzieliłbym los Yejesa, ale czasem warto; w końcu TO forum nie jest jedynym w Necie.

Prawdopodobnie zakończę dyskusję niebawem.

>Pozwól, że odpowiem Ci na powyższe pytania, chociaż nie mnie je zadałeś (wiem, że to niegrzeczność wtrącać się do cudzego dialogu; trudno, będę niegrzeczny).

Ja tam lubię, kiedy ktoś pomaga w odpowiedzi na pytania.

>Ad 1. Jeśli w miarę uważnie śledzisz od dłuższego czasu (pół roku wystarczy) wątki pojawiające się na tym forum ze szczególnym uwzględnieniem postów Rozumka, to powinieneś już wiedzieć, że chodzi tylko o jedno: misjonarstwo (cokolwiek pod to nie podstawimy). Chodzi o znalezienie jak największej grupy wyznawców (siebie, o ile ma się aspiracje bycia guru/bogiem lub społeczności/sekty, którą się reprezentuje). I o nic więcej.

Żebym ja chociaż wiedział co ten facet chce zareprezentować...

>A teraz zechciej zwrócić uwagę na poniższe fakty (o ile zapoznałeś się z "historią" Rozumka na tym forum, a jeśli nie, to zapoznaj się z nią po tej lekturze).
>1) Rozumek rozpoczął swoją "karierę" na forum rejestrując się jako kobieta i w tej formie gramatycznej pisała swoje teksty. Jej bilans punktowy od samego początku był ujemny ponieważ głosiła dokładnie to samo, co głosi teraz. Masz więc odpowiedź na pytanie: dlaczego nie interesują jej opinie innych na swój temat.

No i wsio jasne.

>2) Rozumek za wszelką cenę ukrywa prawdziwą tożsamość - ma do tego prawo. Teraz jest mężczyzną lub bezpłciowcem (to w zależności od sytuacji). Profilaktycznie się wylogował (będę używał formy męskoosobowej ze względu na rodzaj rzeczownika "rozumek", z pominięciem stanu faktycznego, który nie ma tu znaczenia). Z dwóch powodów: a) żeby utrzymać anonimowość, b) aby stworzyć wrażenie, iż są ludzie (i to wielu) zgadzający się z głoszonymi przez niego poglądami (stosowane tu punkty nie są odzwierciedleniem rywalizacji sportowej, ale są - w jakiejś mierze - miernikiem racji poszczególnych uczestników). A przecież nie da się prowadzić działalności misjonarskiej w środowisku, które NAS nie akceptuje i to widać jak na dłoni. Trzeba więc to środowisko zmanipulować, aby doń dotrzeć.

Kiepsko coś wychodzi ta manipulacja. Drugiej sekty Moon nie stworzy. I dobrze.

>3) Zauważ, że Rozumek w większości swoich postów powołuje się na DWA auterytety: "prawdziwego boga" i "prawdziwą filozofię". Pierwszy przemilczę [...]

I słusznie.

>[...] trzy możliwości: albo Rozumek uważa sam siebie za "miarę wszechrzecy" czyli sam jest bóstwem (ale wtedy powinien się odwoływać do Protagorasa raczej niż do Sokratesa), albo został wchłonięty przez jakąś większą społeczność "nawiedzeńców" (sektę), która "wyprała mu mózg" - co mnie najbardziej przekonuje - a on się z tym zgodził lub facet przeczytał jedną książkę (być może nie do końca, bo go znudziła) i uważa, że posiadł ABSOLUTNĄ WIEDZĘ O ŚWIECIE. I jest z tego dumny.

Ja wahałbym się między opcją drugą a trzecią.

>4) Najgorsze w tym wszystkim jest to, że delikwent posiada silnie zmotywowaną potrzebę głosznia swoich (bzdurnych) idei. On nie spocznie na dyskusji, bo dyskutować nie umie. Umie rozmawiać, jak to sam określił. Tylko czym dla niego jest "rozmowa"? "Poznawaniem sposobu widzenia świata przez innych". Brzmi wspaniale. Cóż za tolerancja. Tylko, że za nią kryje się zwyczajna inwigilacja służąca późniejszej indoktrynacji. A to jest niebezpieczne, niestety.

Obawiam się że on nie poznaje sposobu widzenia świata przez innych, tylko wmawia innym fałszywość postrzegania świata. Kto uważa inaczej, ten kiep.

>5) Gdybym Rozumka przyrównał do np. Teresy, Kontrasta, Jana Lewndowskiego czy - jak ostatnio - nawet do Haereticusa, skrzywdził bym tych ludzi. Intelektualnie przewyższją go n.o. "o niebo". Ale cóż, ten typ tak ma,

Z Haereticusem jeszcze bym uważał, bo to matoł. Co do reszty- Teresie, czy Lewandowskiemu przynajmniej wiadomo o co chodzi.

Nawiasem mówiąc dawno nie uświadczałem pana Lewandowskiego na forum.

>Serdecznie pozdrawiam.

Ja również.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Ja wahałbym się między opcją drugą a trzecią.

Też się waham, ale już coraz mniej. Chociaż obie pasują do obrazu, to fakt.

>Obawiam się że on nie poznaje sposobu widzenia świata przez innych, tylko wmawia innym fałszywość postrzegania świata. Kto uważa inaczej, ten kiep.

Poznaje w swoim mniemaniu, bo poznać musi, aby potem zastosować odpowiednie techniki manipulacyjne. A że wmawia? To właśnie owe "techniki".

>>5) Gdybym Rozumka przyrównał do np. Teresy, Kontrasta, Jana Lewndowskiego czy - jak ostatnio - nawet do Haereticusa, skrzywdził bym tych ludzi. Intelektualnie przewyższją go n.o. "o niebo". Ale cóż, ten typ tak ma,
>Z Haereticusem jeszcze bym uważał, bo to matoł.

Zgoda, ale czy mniej groźny? I czy w tym aspekcie Rozumek go nie przewyższa (matolstwem)? Wiem, co powiesz. Rozumek jest na wyższym poziomie argumentacji; jest mniej prymitywny werbalnie. Ale to pozorne "wyrafinowanie" świadczyć może jedynie o wyższym stopniu wyprania mózgu, a więc o większym matolstwie.
Nie wiem i nie dociekam z kim identyfikuje się Rozumek - jedo jest pewne: chroń nas boże (ten "prawdziwy" też) przed takimi psychopatami.

Pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
Thorvoy (6588 punktów)
>Poznaje w swoim mniemaniu, bo poznać musi, aby potem zastosować odpowiednie techniki manipulacyjne. A że wmawia? To właśnie owe "techniki".

Szczęście że kiepskie.

>Zgoda, ale czy mniej groźny? I czy w tym aspekcie Rozumek go nie przewyższa (matolstwem)?

Matołectwo Haereticusa jest o tyle wyraźniejsze, że przynajmniej wiadomo co chłopak chciał przekazać. Rozumek coś tam wie, ale udaje mądrzejszego niż jest, pisząc zupełnie nie na temat.

> Wiem, co powiesz. Rozumek jest na wyższym poziomie argumentacji; jest mniej prymitywny werbalnie. Ale to pozorne "wyrafinowanie" świadczyć może jedynie o wyższym stopniu wyprania mózgu, a więc o większym matolstwie.

Sam nie wiem co myśleć.

>Nie wiem i nie dociekam z kim identyfikuje się Rozumek - jedo jest pewne: chroń nas boże (ten "prawdziwy" też) przed takimi prymitywami.

Raczej zeschizowanymi ludźmi.

>Pozdrawiam.

Pozdrawiam.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Matołectwo Haereticusa jest o tyle wyraźniejsze, że przynajmniej wiadomo co chłopak chciał przekazać. Rozumek coś tam wie, ale udaje mądrzejszego niż jest, pisząc zupełnie nie na temat.

A może to tylko socjotechnika przez niego stosowana? To nie jest pytanie retoryczne. Zwyczajnie nie znam człowieka! Wyraziłem jedynie przypuszczenie, iż jest bardziej wyrafinowany. Ale zgadzam się z Tobą.
W religiach tak już jest, że im bardziej pretendują do "prawdziwości", tym więcej tajemnic nam serwują (vide: katolicyzm). Więc może Rozumek nie udaje, lecz usiłuje nan zasugerować jakąś "wielką tajemnicę wiary"???

>Sam nie wiem co myśleć.

Tym akurat się nie przejmuj. Podejrzewam, że większość z tych, którzy czytali jego posty też nie wiedzą (ja również; to, co napisałem wcześniej, to tylko wielce prawdopodona, ale hipoteza).

Pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
Thorvoy (6588 punktów)
Warto żeby Rozumek przeczytał nasz dialog, bo chyba wydaje Mu się że tylko ja mam problemy z niezrozumieniem Go.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Warto żeby Rozumek przeczytał nasz dialog, bo chyba wydaje Mu się że tylko ja mam problemy z niezrozumieniem Go.

Raczej przeczytał (patrz niżej) chociaż i tak nic do niego nie dotrało (patrz niżej).
A co do zrozumienia, to ja go rozumiem, myśle, że teraz Ty również.

fides ex necessitate esse non debet
Thorvoy (6588 punktów)
Tia... teraz już tak.
rozumek
>Warto żeby Rozumek przeczytał nasz dialog, bo chyba wydaje Mu się że tylko ja mam problemy z niezrozumieniem Go.
Wolę czytać nie Wasze na temat rozumka, ale rozumnych na temat życia i otaczającego ich Wszechświata. I nie wyobrażaj sobie, że podzielam Twoje wyobrażenia. To tylko Tobie się wydaje, że KOMUKOLWIEK (choćby mnie) się wydaje, że Ty i Pan M.A.M to ta sama osoba. Takich jak Wy (utożsamiających wszystko ze wszystkim innym i DLATEGO nie rozumiejących co się wokół dzieje i o czym/kim kto mówi) jest zdecydowanie więcej, ale nie większość. Większość, wszystkich innych rozumie (nawet takich jak Wy), BO gdy nie rozumie, zamiast wystawiać nieuzasadnione opinie, zwyczajnie prosi o wyjaśnienie (pyta). Od takich jak Ty, nigdy wyjaśnień nikt nie otrzyma, bo nie sposób dowiedzieć się, dlaczego wolicie plotkować o cudzych rozumkach (dyskutować o nich i je oceniać), zamiast przedtem zaprezentować własny. Po co macie cokolwiek czytać/słuchać ze zrozumieniem? Przecież to wszyscy inni są od tego, żeby Was (bez słów) zrozumieć.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Warto żeby Rozumek przeczytał nasz dialog, bo chyba wydaje Mu się że tylko ja mam problemy z niezrozumieniem Go.
>Wolę czytać nie Wasze na temat rozumka, ale rozumnych na temat życia i otaczającego ich Wszechświata.

To nagraj się na dyktafon, potem odpal nagraną ścieżkę, poprowadź z nią dialog i to też nagraj. Włącz efekt swojej pracy i voila! Masz dokładnie to, co chciałeś.

Co do reszty postu, odpowiem znacząco: trala-la.
rozumek
>To nagraj się na dyktafon, potem odpal nagraną ścieżkę, poprowadź z nią dialog i to też nagraj. Włącz efekt swojej pracy i voila! Masz dokładnie to, co chciałeś.
Zdecydowanie wolę odtwarzać sobie historyczne narania i wykorzystać je jutro (gdy tych, którzy żyją tak jakby...już nie będzie). Dzisiejsze dyskusje ze samym sobą, historycznymi faktami i Panem M.A.M, wolę zostawić Tobie i jemu. W każdym razie na temat czyjegokolwiek braku rozumka i czyjejkolwiek "wielbłądowatości".
Thorvoy (6588 punktów)
Mbwele mbwele.

Puga abuabu tr-trrrrrr...

Pozdrawiam.
rozumek
>Mbwele mbwele.
>Puga abuabu tr-trrrrrr...
Aleś sobie ponagrywał! Gratuluję efektów.
Thorvoy (6588 punktów)
Ano!

A, tak w tajemnicy... powiem Ci coś. Jesteś bananem.

Tylko nie mów nikomu.
stormrider (206 punktów)
>Ano!
>A, tak w tajemnicy... powiem Ci coś. Jesteś bananem.
>Tylko nie mów nikomu.

A Ty oczywiście wielbłądem... Też w tajemnicy
stormrider (206 punktów)
>>Ano!
>>A, tak w tajemnicy... powiem Ci coś. Jesteś bananem.
>>Tylko nie mów nikomu.
>A Ty oczywiście wielbłądem... Też w tajemnicy

Thorvoy (6588 punktów)
Ciii, bo się Rozumek dowie i przyzna sobie rację!
rozumek
>Ciii, bo się Rozumek dowie i przyzna sobie rację!
Na pewno bananom i wielbładom jej nie przyznam, chociaż niejeden usiłuje zrobić wrażenie inteligentniejszego od człowieka. Ludzie tym różnią się od bananów i wielbłądów, że zdecydowanie wolą, by zawracano im głowę, niż to, co zawracają banany i wielbłądy. Ja też wolę, więc wracam do ludzi. A Ty, "wielbłądzie", daruj życie "bananowi". Zgoda?
Thorvoy (6588 punktów)
Niestety, jestem wielbłądem, który lubi zjadać banany. Jesteś już prawie dojedzony.
rozumek
>Niestety, jestem wielbłądem, który lubi zjadać banany. Jesteś już prawie dojedzony.
Niestety, jesteś wielbłądem, który zeżarł już wszystkie rozumy. Za jakiś czas, wydalisz całego Thorvoya, wraz ze strzępkiem rozumka (jego własnego). I tak i tak, przywrócisz Thorvoyowi jego człowieczeństwo, bo takie są prawa natury, Wielbłądzie.
Thorvoy (6588 punktów)
Geez! Ty tak naprawdę na poważnie mi odpisujesz?
rozumek
>Geez! Ty tak naprawdę na poważnie mi odpisujesz?
Pewnie, że na poważnie, bo Twoje niepoważne zabawy (gdy zaczniesz zabawiać się tak nie ze mną, ale ze "swoimi" przyjaciółmi i "swoimi" kobietami) mogą mieć całkiem poważne konsekwencje, być może nie tylko dla Ciebie. Może nawet dla mnie, jeśli zostaniesz kiedyś guru jakiejś partii politycznej, a nie wspólnoty czysto religijnej.
Thorvoy (6588 punktów)
Nie bój się. Do Twojego świata nikt nie potrafi się wedrzeć.
rozumek
>Nie bój się. Do Twojego świata nikt nie potrafi się wedrzeć.
To ciekawe, jak potrafiły wedrzeć się wielbłady pożerające wszystkie rozumy i opluwające wszystkich ludzi. Nie pocieszaj mnie, bo mój Świat nie jest tak hermetyczny jak wielbłądzi. I dobrze, bo wprawdzie wolę ludzi od wielbładów, ale wielbłady też stworzenia boskie. Też potrafią przynieść ludziom wiele radości, a ja jestem z zamiłowania zoologiem, więc wielblądzie gusta i obyczaje mi nie straszne. Zresztą, na każdym wielbłądzie całkiem wygodnie się jedzie. Szczególnie za banana. Nawet zgniłego.
Pozdrawiam Cię nasz Wielbładzie!
Thorvoy (6588 punktów)
Nie potrafiły.

Kończ waść, wstydu oszczędź.
rozumek
Zgodzisz się uprzejmie, że po Twojej oskarżycielskiej mowie, wystąpię w samoobronie?
Zgodzisz się uprzejmie, że nie zgodzę się z Twoją "autorską" interpretacją moich (a nie Twoich) myśli?
> I to w sposób niezbyt dla Niego przyjemny.
Albo byś zamilkł, co nie byłoby takie nieprzyjemne, albo sensownie zinterpretował SWOJE, a nie moje myśli. I wyspowiadał się ze swojej, a nie mojej historii.
>Może podzieliłbym los Yejesa, ale czasem warto;
A jakiż to los? Coś mu zrobił?
>Pozwól, że odpowiem Ci na powyższe pytania, chociaż nie mnie je zadałeś (wiem, że to niegrzeczność wtrącać się do cudzego dialogu; trudno, będę niegrzeczny).
Wyrażenie swojego zdania na forum publicznym (wtrącenie się do dialogu) nigdy nie jest niegrzecznością. Interpretowanie cudzych słów, to nie niegrzeczność. To próba manipulacji. Rzadko udana. Nie udawaj więc takiego "niegrzecznego".
>Ad 1. Jeśli w miarę uważnie śledzisz od dłuższego czasu (pół roku wystarczy) wątki pojawiające się na tym forum ze szczególnym uwzględnieniem postów Rozumka, to powinieneś już wiedzieć, że chodzi tylko o jedno: misjonarstwo
Misja tępienia manipulacji i krzewienie wiary w naukę (samokształcenie w rozmaitych dziedzinach życia).
>Ad 2. On/ona (o tym później) zarzuca Ci "niewierność".
Tego, z wszelką pewnością nikomu nie zarzucam, bo każdy wierzy. Zarzucam mu wyznawanie wszechwiedzy. To samo zarzucam Tobie. Jemu nie zarzucam natomiast manipulacji, bo on nie interpretuje cudzych myśli, a co najwyżej nie potrafi zinterpretować własnych.
>Niewierność ideom, co do słuszności których sam/sama jest przekonany(a), bo w nie wierzy.
Wierzę nie tylko w swoje idee, ale także Thorvoya. W Twoją ideę manipulowania ludzkim postrzeganiem Świata też wierzę, bo najwyraźniej to robisz. Nie wiem tylko, w jakim celu.
>Jest to więc działalność misyjna połączona z dżihadem (to nie wymysł islamu, chrześcijanie też to stosowali).
Jak widać i Ty stosujesz, choć to nie Twój wymysł.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Patrz wyżej.

fides ex necessitate esse non debet
rozumek
>Patrz wyżej.
I wyżej i niżej patrzę, choć raczej wolę niżej. Co więcej, wiem że wszystko co wyżej i niżej dokładnie się księguje, więc opinia publiczna (większość forumowiczów) bez Twojej światłej pomocy potrafi sprawdzić, KTO kłamie i usiłuje tą opinią manipulować (wmawiać jej, że kto inny robił lub mówił coś, co Ty sam mówisz i robisz). Wiesz, Panie Michale, że "najstarszy zawód Świata", to nie zawód, ale charakter? Wiesz, że większość ludzi potrafi rozpoznać Twoje kłamstwa i Twój charakter, niezależnie od ambony, na którą się wdrapiesz? Wiesz, że ani historia, ani ludzki rozum nie służą do tego, byś nimi mógł sobie pomanipulować? Wiesz, że zabrałeś się za niewykonalne?
Pozdrawiam wszystkich zmanipulowanych przez Pana Michała (np. Thorvoya). Może naostrzycie kosy przeciwko wszystkim rozumom i rozumkom w czasoprzestrzeni? Może, tak jak Wam się udało dopiero wczoraj narodzić, tak też uda się jakoś z kosą przetrwać jutro? A może z sierpem i młotem? A może by tak przygotować jakieś stosiki dla wszystkich rozumnych? Może zacząć od rozumka? Doradzam aborcję (KK Wam pomoże).
stormrider (206 punktów)
Proszę się nie wypowiadać za "opinię publiczną".
Druga sprawa; fakt, potrafię sprawdzić KTO kłamie i jakoś wciąż wychodzi mi, że to Ty.
Trzecia; Przez nikogo nie zostałem zmanipulowany, sam potrafię dostrzec kto uprawia bełkot, a kto mówi z sensem, i co? Znów trafia na Ciebie. Bardzo często widzę Twoje wypowiedzi, a ich częstotliwość jest odwrotnie proporcjonalna do ich sensowności.
I ostatnie, nikt nie musi ustawiać stosu dla takiego jak Ty, Ty sam go sobie stawiasz, wypowiadając się za innych i zupełnie ignorując to co inni mają do powiedzenia. Np; Jeśli ktoś mówi że nie jest TEISTĄ to Ty dalej nazywasz go TEISTĄ. Sam sobie odpowiedz, czy można z kimś takim prowadzić rozmowę...


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>Proszę się nie wypowiadać za "opinię publiczną".
Przepraszam, że to Ty się za nią uważasz.
> Druga sprawa; fakt, potrafię sprawdzić KTO kłamie i jakoś wciąż wychodzi mi, że to Ty.
Naprawdę nic nie poradzę na to, że nie całej opinii publicznej "wychodzi" na to samo i nie cała jest równie jak Ty nieporadna.
Wskaż opinii publicznej w historii forum choć jedno moje kłamstwo. Wskaż jej proszę dokumenty "potwierdzające" kłamstwa M.A.M na mój temat. Np. te:
"""""
1) Rozumek rozpoczął swoją "karierę" na forum rejestrując się jako kobieta i w tej formie gramatycznej pisała swoje teksty. Jej bilans punktowy od samego początku był ujemny
2) Profilaktycznie się wylogował... Z dwóch powodów: a) żeby utrzymać anonimowość, b) aby stworzyć wrażenie, iż są ludzie (i to wielu) zgadzający się z głoszonymi przez niego poglądami...
"""""
Udowodnij, że to nie M.A.M., ale ja mam te wszystkie intencje, o które on mnie pomawia.
>Trzecia; Przez nikogo nie zostałem zmanipulowany, sam potrafię dostrzec kto uprawia bełkot, a kto mówi z sensem, i co? Znów trafia na Ciebie. Bardzo często widzę Twoje wypowiedzi, a ich częstotliwość jest odwrotnie proporcjonalna do ich sensowności.
Oczywiście, że nikt Cię nie zmanipulował. Sam sobą manipulujesz, uznając się jednoosobowo za opinię publiczną, albo przyznając ten tytuł jakiemuś sprawniejszemu manipulatorowi (np. M.A.M albo KK).
> I ostatnie, nikt nie musi ustawiać stosu dla takiego jak Ty, Ty sam go sobie stawiasz, wypowiadając się za innych i zupełnie ignorując to co inni mają do powiedzenia. Np; Jeśli ktoś mówi że nie jest TEISTĄ to Ty dalej nazywasz go TEISTĄ. Sam sobie odpowiedz, czy można z kimś takim prowadzić rozmowę...
Nie można. Gdy ktoś Ci mówi, że nie jest TEISTĄ (albo manipulatorem czy kłamcą), masz przyjąć do wiadomości, że to Ty nim jesteś i spokojnie dalej "prowadzić rozmowę". I tylko na takich warunkach ludzie mogą ze sobą rozmawiać. Masz pewność, że inaczej się nie da i nie ma o czym?
Thorvoy (6588 punktów)
>Naprawdę nic nie poradzę na to, że nie całej opinii publicznej "wychodzi" na to samo i nie cała jest równie jak Ty nieporadna.

No tak, przecież Ty też do tej opinii należysz, a przecież się z nami nie zgadzasz.

>Wskaż opinii publicznej w historii forum choć jedno moje kłamstwo. Wskaż jej proszę dokumenty "potwierdzające" kłamstwa M.A.M na mój temat. Np. te:

Chcesz jedno? Powtarzane non-stop? Ok, twierdziłeś że jestem teistą.

>Oczywiście, że nikt Cię nie zmanipulował. Sam sobą manipulujesz, uznając się jednoosobowo za opinię publiczną, albo przyznając ten tytuł jakiemuś sprawniejszemu manipulatorowi (np. M.A.M albo KK).

Ty chyba nie wiesz czym jest opinia publiczna, człeku.

>Nie można. Gdy ktoś Ci mówi, że nie jest TEISTĄ (albo manipulatorem czy kłamcą), masz przyjąć do wiadomości, że to Ty nim jesteś i spokojnie dalej "prowadzić rozmowę".

Z konia spadłeś? Na beton?

Czyli jeśli ktoś powie że nie jest teistą, kłamcą, czy manipulatorem (nieważne już nawet kim), to znaczy że automatycznie TY NIM JESTEŚ? Strzel sobie baranka o ścianę, może zmądrzejesz. Bo pogorszyć to się już chyba nie może.
rozumek
>>Naprawdę nic nie poradzę na to, że nie całej opinii publicznej "wychodzi" na to samo i nie cała jest równie jak Ty nieporadna.
>No tak, przecież Ty też do tej opinii należysz, a przecież się z nami nie zgadzasz.
Bo nie jestem teistą (kłamcą). Nie cała opinia publiczna podziela z Wami ten światopogląd.
>>Wskaż opinii publicznej w historii forum choć jedno moje kłamstwo. Wskaż jej proszę dokumenty "potwierdzające" kłamstwa M.A.M na mój temat. Np. te:
>Chcesz jedno? Powtarzane non-stop? Ok, twierdziłeś że jestem teistą.
A nie uwierzyłeś kłamcy (A.M.A)?
>Ty chyba nie wiesz czym jest opinia publiczna, człeku.
Wiem, wiem. To prawdziwa (a nie domyślna) suma ludzkich opinii. I nie na mój, czy Twój temat, ale na temat otaczającego nas Świata i prawdy o nim (nie podzielają tego zdania TYLKO teiści, politycy i różni misjonarze, czyli kłamcy).
>Z konia spadłeś? Na beton?
Nie. Umiem czytać i rozumiem o czym sobie "podyskutowałeś" z M.A.M.
>Czyli jeśli ktoś powie że nie jest teistą, kłamcą, czy manipulatorem (nieważne już nawet kim), to znaczy że automatycznie TY NIM JESTEŚ? Strzel sobie baranka o ścianę, może zmądrzejesz. Bo pogorszyć to się już chyba nie może.
Może się pogorszyć (misja takich kłamców jak M.A.M. może zostać wypełniona), ale biorę to pod uwagę. Tu nie ma automatu. Całkiem nie automatycznie kłamiecie, że to inni (np.ja) są teistami, a nawet wielbłądami, a Wy opinią publiczną.
Thorvoy (6588 punktów)
>Bo nie jestem teistą (kłamcą). Nie cała opinia publiczna podziela z Wami ten światopogląd.

Fakt, jesteś wyjątkiem z tej opinii.

>A nie uwierzyłeś kłamcy (A.M.A)?

O czym Ty do mnie rozmawiasz? ;]

>Wiem, wiem. To prawdziwa (a nie domyślna) suma ludzkich opinii. I nie na mój, czy Twój temat, ale na temat otaczającego nas Świata i prawdy o nim (nie podzielają tego zdania TYLKO teiści, politycy i różni misjonarze, czyli kłamcy).

Ani ci, którzy normują definicje... Wracaj lepiej do swojego światka...

>>Z konia spadłeś? Na beton?
>Nie. Umiem czytać i rozumiem o czym sobie "podyskutowałeś" z M.A.M.

Czytać to wiem że umiesz, nawet pisanie Ci- o dziwo- wychodzi. Szkoda że z rozumieniem tak kiepsko.

>Może się pogorszyć (misja takich kłamców jak M.A.M. może zostać wypełniona), ale biorę to pod uwagę. Tu nie ma automatu. Całkiem nie automatycznie kłamiecie, że to inni (np.ja) są teistami, a nawet wielbłądami, a Wy opinią publiczną.

O dżisys, zrozumieć takiego... Wracaj na Marsa.
rozumek
>>Bo nie jestem teistą (kłamcą). Nie cała opinia publiczna podziela z Wami ten światopogląd.
>Fakt, jesteś wyjątkiem z tej opinii.
Nie kochany! Nie jestem żadnym wyjątkiem z żadnej opinii, bo jestem człowiekiem (mimo, że MAM inną niż Ty opinię na ten temat).
>O czym Ty do mnie rozmawiasz? ;]
Rozmawia się nie DO kogoś, ale Z kimś. Z kim - wiem. Z człowiekiem. O czym, to tylko ten człowiek mógłby powiedzieć, gdyby potrafił po ludzku artykułować własne myśli, zamiast potwierdzać zaproponowane mu przez misjonarzy (kłamców) w rodzaju M.A.M. Tylko kłamcy rozmawiają DO Ciebie, czyli prawią Ci kazania.
>Ani ci, którzy normują definicje... Wracaj lepiej do swojego światka...
Co, ci którzy wyznają jedynie słuszny (ściśle zdefiniowany) światopogląd? Chyba tylko tyle, że są teistami? Nie namówisz mnie do opuszczenia naszego realnego Świata (ani dziś, ani jutro) i pogrążenia w Waszych urojeniach o nim, czyli tym, co nazywasz "moim" światkiem.
>>Nie. Umiem czytać i rozumiem o czym sobie "podyskutowałeś" z M.A.M.
>Czytać to wiem że umiesz, nawet pisanie Ci- o dziwo- wychodzi. Szkoda że z rozumieniem tak kiepsko.
Kogo/czego przez kogo? Czyżbyś dzielił się z M.A.M. własnym światopoglądem? To rzeczywiście nie udało mi się zrozumieć. Zdawało mi się, że ustalacie rozumkopogląd i wydajecie opinię (bynajmniej nie publiczną i bynajmniej nie prawdziwą) na jego temat.
>O dżisys, zrozumieć takiego... Wracaj na Marsa.
Sam sobie tam wracaj, Marsjaninie. Albo przestań modlić się do Matki Boskiej w szybie, którą M.A.M. Ci pokazał (a może już inni przed nim).
Thorvoy (6588 punktów)
>Nie kochany! Nie jestem żadnym wyjątkiem z żadnej opinii, bo jestem człowiekiem (mimo, że MAM inną niż Ty opinię na ten temat).

Burakiem, chciałeś powiedzieć.

>Rozmawia się nie DO kogoś, ale Z kimś.

Uśmieszek zauważył? To taka patologiczna forma "o czym do mnie mówisz?" z mocnym przymrużeniem oka.

> Z kim - wiem. Z człowiekiem. O czym, to tylko ten człowiek mógłby powiedzieć, gdyby potrafił po ludzku artykułować własne myśli, zamiast potwierdzać zaproponowane mu przez misjonarzy (kłamców) w rodzaju M.A.M. Tylko kłamcy rozmawiają DO Ciebie, czyli prawią Ci kazania.

A Ty oczywiście NIE. Nie rozśmieszaj mnie.

>Co, ci którzy wyznają jedynie słuszny (ściśle zdefiniowany) światopogląd?

Ci, który wyznają światopogląd, opierający się na ścisłych definicjach. Przynajmniej wiedzą o czym mówią, w przeciwieństwie do Ciebie.

> Chyba tylko tyle, że są teistami? Nie namówisz mnie do opuszczenia naszego realnego Świata (ani dziś, ani jutro) i pogrążenia w Waszych urojeniach o nim, czyli tym, co nazywasz "moim" światkiem.

To już jest faktem, Rozumku. Masz swój mały, chory świat, którego nikt nie rozumie, tak jak nie rozumie się warzywka na wózku, mówiącego "błe... błe...".

>Kogo/czego przez kogo? Czyżbyś dzielił się z M.A.M. własnym światopoglądem? To rzeczywiście nie udało mi się zrozumieć. Zdawało mi się, że ustalacie rozumkopogląd i wydajecie opinię (bynajmniej nie publiczną i bynajmniej nie prawdziwą) na jego temat.

Tak naprawdę to jesteśmy agentami z Jowisza. Mamy na celu zgładzenie wszystkich rozumków na świecie, więc teraz Cię inwigilujemy i czekamy aż dasz się podpuścić i podasz swoje namiary z okrzykiem "no to przyjedź do mnie i wyskocz, kłamliwy, teistyczny szubrawcze!". Zostałeś ostrzeżony. Twoją jedyną szansą jest zakończenie działalności na forum.

>Sam sobie tam wracaj, Marsjaninie. Albo przestań modlić się do Matki Boskiej w szybie, którą M.A.M. Ci pokazał (a może już inni przed nim).

Oj, przestań być kalafiorem, bo przecież nim jesteś. Tak jak i Twój rozumek.
stormrider
>>Proszę się nie wypowiadać za "opinię publiczną".
>Przepraszam, że to Ty się za nią uważasz.

Nie uważam się za opinię publiczną, jak sam stwierdziłeś:
>"Wiem, wiem. To prawdziwa (a nie domyślna) suma ludzkich opinii."
Więc tylko suma wielu ludzkich opinii składa się na "opinię publiczną", Więc ani ja się za nią nie wypowiadam, ani Ty nie powinieneś, ponieważ jako jednostki możemy się wypowiadać tylko za siebie.

>Oczywiście, że nikt Cię nie zmanipulował. Sam sobą manipulujesz, uznając się jednoosobowo za opinię publiczną, albo przyznając ten tytuł jakiemuś sprawniejszemu manipulatorowi (np. M.A.M albo KK).

Ani sobie, ani nikomu innemu nie przypisuję miana "opinii publicznej" to właśnie Ty to teraz wmawiasz mi i innym.

>>... Sam sobie odpowiedz, czy można z kimś takim prowadzić rozmowę...
>Nie można. Gdy ktoś Ci mówi, że nie jest TEISTĄ (albo manipulatorem czy kłamcą), masz przyjąć do wiadomości, że to Ty nim jesteś i spokojnie dalej "prowadzić rozmowę"

Widzę, że Twój świat jest Biało- czarny, jak coś nie jest białe, to na pewno jest czarne. Jak ja nie jestem teistą, to Ty nim jesteś, albo na odwrót. Twój świat jest zaiste bardzo WYRAZISTY.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
Thorvoy (6588 punktów)
>Nie uważam się za opinię publiczną, jak sam stwierdziłeś:

Nie szkodzi. Nawet, jeśli to prawda, przy logice rozmów z Tobą nie ma to znaczenia.

>Więc tylko suma wielu ludzkich opinii składa się na "opinię publiczną", Więc ani ja się za nią nie wypowiadam, ani Ty nie powinieneś, ponieważ jako jednostki możemy się wypowiadać tylko za siebie.

Jak widzisz, poza Tobą samym, żaden z Twoich rozmówców nie odbiera Cię pozytywnie. Tak stwierdziła, jak dotąd, większość, wypowiadająca się za siebie.

>Ani sobie, ani nikomu innemu nie przypisuję miana "opinii publicznej" to właśnie Ty to teraz wmawiasz mi i innym.

Jak Kuba bogu... teraz się ciskaj.

>Widzę, że Twój świat jest Biało- czarny, jak coś nie jest białe, to na pewno jest czarne. Jak ja nie jestem teistą, to Ty nim jesteś, albo na odwrót. Twój świat jest zaiste bardzo WYRAZISTY.

Za to Twój umysł bardzo MĘTNY, jeśli nie zrozumiałeś sarkazmu.
stormrider (206 punktów)
>>Nie uważam się za opinię publiczną, jak sam stwierdziłeś:
>Nie szkodzi. Nawet, jeśli to prawda, przy logice rozmów z Tobą nie ma to znaczenia.
>>Więc tylko suma wielu ludzkich opinii składa się na "opinię publiczną", Więc ani ja się za nią nie wypowiadam, ani Ty nie powinieneś, ponieważ jako jednostki możemy się wypowiadać tylko za siebie.
>Jak widzisz, poza Tobą samym, żaden z Twoich rozmówców nie odbiera Cię pozytywnie. Tak stwierdziła, jak dotąd, większość, wypowiadająca się za siebie.
>>Ani sobie, ani nikomu innemu nie przypisuję miana "opinii publicznej" to właśnie Ty to teraz wmawiasz mi i innym.
>Jak Kuba bogu... teraz się ciskaj.
>>Widzę, że Twój świat jest Biało- czarny, jak coś nie jest białe, to na pewno jest czarne. Jak ja nie jestem teistą, to Ty nim jesteś, albo na odwrót. Twój świat jest zaiste bardzo WYRAZISTY.
>Za to Twój umysł bardzo MĘTNY, jeśli nie zrozumiałeś sarkazmu.

Chyba nie do mnie pijesz Thorvoy
Thorvoy (6588 punktów)
O, przepraszam. Byłem przekonany że odpowiadam na post Rozumka, który znów paple trochę od rzeczy, stąd nieporozumienie.

Gubię się w tych odpowiedziach, kiedy drzewo już przestaje się rozgałęziać.

Pozdrawiam.
Basia (364 punktów)
>O, przepraszam. Byłem przekonany że odpowiadam na post Rozumka, który znów paple trochę od rzeczy, stąd nieporozumienie.
>Gubię się w tych odpowiedziach, kiedy drzewo już przestaje się rozgałęziać.
>Pozdrawiam.

Twoja powyższa wypowiedź świadczy tylko o tym, że obojęnie co by Rozumek nie napisał, to i tak będziesz temu przeciwny. Niestety tak wynika z Twojego postu. Smutne, bo chodzi o dyskusję a nie eliminowanie kogokolwiek.
Thorvoy (6588 punktów)
Niezupełnie. Podam Ci przykład, mam nadzieję wystarczająco jasny.

Są dwie strony: jedna, z której zdaniem się zgadzam (A) i druga, z której zdaniem się nie zgadzam (B)

Uświadczam deklarację jednej ze stron w rodzaju "pozostaję przy swoim zdaniu", myląc się przy tym co do nadawcy (myślałem że pisze B, a naprawdę pisał A).

Po staremu kłócę się z nadawcą wiadomośei że NIE ma racji. Skoro wcześniej mu jej nie przyznawałem, dlaczego miałbym przyznawać teraz?

________________________________________________
Potem sprawa się wyjaśnia i robi mi się trochę głupio.
Basia (364 punktów)
>Po staremu kłócę się z nadawcą wiadomośei że NIE ma racji. Skoro wcześniej mu jej nie przyznawałem, dlaczego miałbym przyznawać teraz?

Ano dlatego, że czasem pod wpływem argumentów zmieniamy zdanie. To jest istotą dyskusji.
Rozumiem, że w tym wypadku argumenty Cie nie przekonały, ale czasem tak się zdarza.

________________________________________________

>Potem sprawa się wyjaśnia i robi mi się trochę głupio.

i słusznie
Thorvoy (6588 punktów)
>Ano dlatego, że czasem pod wpływem argumentów zmieniamy zdanie. To jest istotą dyskusji.

Chodzi o to że ostatnio nie pojawiają się już argumenty, tylko nieprzerwane klepanie tego samego (również z mojej strony, np. żeby Rozumek udał się po rozumek do głowy i dał sobie siana z obecnymi dyskusjami).
Basia (364 punktów)
>Chodzi o to że ostatnio nie pojawiają się już argumenty, tylko nieprzerwane klepanie tego samego

to znaczy, że dyskusję trzeba przerwać... nie sądzisz? Ale nie, przecież każdy z was chce mieć ostatnie zdanie. Jakie to ludzkie...
Thorvoy (6588 punktów)
Ja już parę razy wnioskowałem o zakończenie dyskusji.
rozumek
>Są dwie strony: jedna, z której zdaniem się zgadzam (A) i druga, z której zdaniem się nie zgadzam (B)
I własnie dlatego, nie tylko żyjesz jakbyś miał jutro umrzeć, ale TAKŻE jutro umrzesz. Gdy M.A.M. każe Ci wskoczyć w ogień, to trudno, żebyś mu tej "przysługi" odmówił. Przecież jesteś po jego, a nie swojej stronie, bo raz Ci pomógł napluć na rozumka. W dodatku, mylisz wszystko ze wszystkim innym, także jednego rozmówcę z drugim i kłamstwo z prawdą, więc OBOJĘTNE kto Ci w ten ogień każe wskakiwać - wskoczysz. Chyba, że do reszty pomylisz w końcu swoich popleczników ze wszystkimi innymi, więc Was trzech, mimo ostrzeżeń ogółu (raczej cichych, bo co ogółowi do tego), w ogień jednak się wpakuje.
Odradzam zgadzanie się z kimkolwiek we wszystkim (teizm) i zbudowanie własnego światopoglądu. Odradzam mylenie notorycznych kłamców (manipulatorów) z normalnymi ludźmi, którzy nie tylko mają indywidualny światopogląd, ale też wiedzą, że nikt z nikim podzielić się nim nie jest w stanie. Doradzam odróżnienie własnego rozumu od formułowanego przez ten rozum zdania i przywiązywanie nieco większej uwagi do treści, a mniejszej do formy, bo pojęcie jest znacznie istotniejsze od jego cudzej (zacytowanej bez zrozumienia) definicji. Jeśli nie posłuchasz tych rad, pokłócisz się wreszcie z Einsteinem o definicję względności, a ze Skłodowską o istnienie radu.
Zauważyłeś, że ani Basia nie staje po mojej stronie, ani ja po jej? Wiesz, że cała opinia publiczna ma pełne prawo, nie stając po stronie A lub B, nie zgadzać się na religijną wojnę, którą ze mną tu prowadzisz?
Thorvoy (6588 punktów)
Gościu, Ty dalej swoje.

Wszystko już wyjaśniłem, powtarzać się nie będę. Amen.
rozumek
>Gościu, Ty dalej swoje.
>Wszystko już wyjaśniłem, powtarzać się nie będę. Amen.
Szczególnie dokładnie wyjaśniłeś swoją "dyskusję" z M.A.M. na temat mojego, a nie Waszego światopoglądu, czyli dorabiania innym własnej gęby. Nie musisz wyjaśniać. Zupełnie wystarczy, że została zarejestrowana.
Thorvoy (6588 punktów)
I co Ci po tym? Dobra, nie odpowiadaj.
rozumek
>I co Ci po tym? Dobra, nie odpowiadaj.
Dobra. Odpowiem.
To samo, co wszystkim ludziom. Mogą sprawdzić, kto mówi po ludzku (prawdę) i nikogo nie opluwa, a kto przyłączył się do stada M.A.M., więc ryczy jak wielbłąd.
Thorvoy (6588 punktów)
>To samo, co wszystkim ludziom. Mogą sprawdzić, kto mówi po ludzku (prawdę)

Z pewnością nie Ty.

>[...] i nikogo nie opluwa, a kto przyłączył się do stada M.A.M., więc ryczy jak wielbłąd.

Może nie ja, ani M.A.M., ale jednak do ryczenia nam daleko.
rozumek
>>To samo, co wszystkim ludziom. Mogą sprawdzić, kto mówi po ludzku (prawdę)
>Z pewnością nie Ty.
Z pewnością ludzie umieją to sprawdzić.
>>[...] i nikogo nie opluwa, a kto przyłączył się do stada M.A.M., więc ryczy jak wielbłąd.
>Może nie ja, ani M.A.M., ale jednak do ryczenia nam daleko.
Co nie Ty i nie M.A.M.? Nie Wy przyłączyliście się do własnego stada? To naprawdę interesujące, kto bez Waszego udziału Wam je stworzył. I jak, bez ryku, znalazłeś jednak wspólny język ze swoim guru (M.A.M.)?
Thorvoy (6588 punktów)
>Z pewnością ludzie umieją to sprawdzić.

Z pewnością.

>Co nie Ty i nie M.A.M.? Nie Wy przyłączyliście się do własnego stada? To naprawdę interesujące, kto bez Waszego udziału Wam je stworzył. I jak, bez ryku, znalazłeś jednak wspólny język ze swoim guru (M.A.M.)?

Oj, naprawdę nie musisz udawać idioty... Naprawdę nie musisz...
rozumek
>Oj, naprawdę nie musisz udawać idioty... Naprawdę nie musisz...
Pewnie, że nie muszę. Przecież jestem bananem.
PA, Wielbłądzie - Twój na zawsze Banan.
Thorvoy (6588 punktów)
Powinienem uronić łezkę?
rozumek
>Ad 3. "Nawrócenie". Tyle i tylko tyle.
Z wszechwiedzy, na wiarę w poznanie (nieustanną naukę).
>Ad 4. Abyś stał się "jednym z NICH" (kimkolwiek są).
Ty, nigdy się nie dowiesz, bo jest nas wokół pełno (tych, którzy nie manipulując, nie dadzą się również zmanipulować). Spotkasz ich w każdej partii politycznej, każdej grupie wyznaniowej, a także poza nimi. Niestety, Panie manipulatorze, jesteś wobec nas bezsilny.
>A teraz zechciej zwrócić uwagę na poniższe fakty (o ile zapoznałeś się z "historią" Rozumka na tym forum, a jeśli nie, to zapoznaj się z nią po tej lekturze).
Nie licz na to, że ta historyczna manipulacja Ci wyjdzie. Tej akurat historii zmanipulować nie dasz rady (są dokumenty na Twoje fałsze).
>1) Rozumek rozpoczął swoją "karierę" na forum rejestrując się jako kobieta i w tej formie gramatycznej pisała swoje teksty. Jej bilans punktowy od samego początku był ujemny ponieważ głosiła dokładnie to samo, co głosi teraz. Masz więc odpowiedź na pytanie: dlaczego nie interesują jej opinie innych na swój temat.
Pokaż tę rejestrację, te posty i te punkty.
>2) Rozumek za wszelką cenę ukrywa prawdziwą tożsamość - ma do tego prawo. Teraz jest mężczyzną lub bezpłciowcem (to w zależności od sytuacji).
Nic tu nie zależy od sytuacji. Wyznaję swój światopogląd i nic Ci nie poradzę na to, że nie jest on ani seksistowski, ani faszystowski, ani nacjonalistyczny, ani wspólny z Twoim (manipulatorskim).
> Profilaktycznie się wylogował (będę używał formy męskoosobowej ze względu na rodzaj rzeczownika "rozumek", z pominięciem stanu faktycznego, który nie ma tu znaczenia).
Stan faktyczny (np. to, że nigdy się nie logował) oczywiście nie może mieć żadnego znaczenia, dla równego Tobie manipulatora.
> Z dwóch powodów:
Pudło. Powód jest jeden. Brak faszyzmu w rozumku rozumka i ogromna niechęć do Twoich manipulacji (w tym: profilaktycznego zapisywania się wszędzie tam, gdzie nie należysz)
>3) Zauważ, że Rozumek w większości swoich postów powołuje się na DWA auterytety: "prawdziwego boga" i "prawdziwą filozofię". Pierwszy przemilczę, a w drugim (znowu najczęściej) przytacza Soratesa i Einsteina. Ale żadnego z nich nie cytuje!!!
To baran, prawda? Mógłby cudze myśli podawać za swoje, a tego nie robi.
>Rozumek jedynie wie, że Sokrates powiedział, iż "wie, że nic nie wie". I tym jednym zdaniem stał się dla niego (Rozumka) autorytetem/"prawdziwym filozofem".
To paskudny rozumek! Nie Ciebie, ale Sokratesa ma za filozofa! To dopiero wredna małpa! W dodatku twierdzi, że jak Sokrates wie, że nic nie wie. Jak on śmie nie wiedzieć?
> Takie zachowanie wskazuje na trzy możliwości:
A może jednak zinterpretowałbyś nam swoje manipulatorskie zachowania, a nie cudze? I wytłumaczył się z własnych kłamstw, zamiast poszukiwać tego, kto za Ciebie będzie się z nich tłumaczył?
> albo Rozumek uważa sam siebie za "miarę wszechrzecy" czyli sam jest bóstwem (ale wtedy powinien się odwoływać do Protagorasa raczej niż do Sokratesa), albo został wchłonięty przez jakąś większą społeczność "nawiedzeńców" (sektę), która "wyprała mu mózg" - co mnie najbardziej przekonuje - a on się z tym zgodził lub facet przeczytał jedną książkę (być może nie do końca, bo go znudziła) i uważa, że posiadł ABSOLUTNĄ WIEDZĘ O ŚWIECIE. I jest z tego dumny.
Wie, że nic nie wie. I z tego jest dumny. O Tobie, wie tylko tyle, żeś kłamca "wiedzący" wszystko o wszystkich (szczególnie o mnie). To wyłącznie dzięki Tobie (Twojemu postowi) wiedzą o tym teraz wszyscy forumowicze.
>Umie rozmawiać, jak to sam określił. Tylko czym dla niego jest "rozmowa"?
Tym, czym mogłaby być dla Ciebie (międzyludzką, dwustronną komunikacją i jednym ze sposobów poznawania Świata).
>"Poznawaniem sposobu widzenia świata przez innych". Brzmi wspaniale. Cóż za tolerancja. Tylko, że za nią kryje się zwyczajna inwigilacja służąca późniejszej indoktrynacji. A to jest niebezpieczne, niestety.
Nie licz na to, że późniejszej, bo wszyscy forumowicze "inwigiją" i "indoktrynują" Cię raczej na bieżąco (on line) i właśnie dzięki temu, potrafią na bieżąco odróżnić Twoje kłamstwa na temat rozumka od prawdy o nim (że jeszcze przed chwilą nie wiedział, jaki sprawny z Ciebie kłamca i manipulator).
>5) Intelektualnie przewyższją go, nomen omen, "o niebo". Ale cóż, ten typ tak ma,
Niestety, nie tylko ma, ale także to akurat WIE. Cała masa jest tych, którzy mnie intelektualnie przerastają i bedą przerastać. Szkoda, że NIKT NIGDY nie przerośnie Ciebie.
Thorvoy (6588 punktów)
Teraz chyba przeżywasz jakąś teorię spiskową. Wszyscy są manipulatorami.

Poeinieneś tego nie wytrzymać psychicznie i popełnić samobójstwo. Takie jest moje zdanie.
rozumek
>Teraz chyba przeżywasz jakąś teorię spiskową. Wszyscy są manipulatorami.
>Poeinieneś tego nie wytrzymać psychicznie i popełnić samobójstwo. Takie jest moje zdanie.
Zdanie to podzielają z Tobą wszyscy teiści. I tylko oni manipulują, ale nie wmawiaj mi wiary w Wasze spiski, bo tylko Wy możecie w nie uwierzyć. Kiedy przestaniesz mi wmawiać własną teistyczną wiarę (m.in. w bzdury rozpowszechniane na mój temat przez M.A.M)?
Thorvoy (6588 punktów)
Naprawdę nie rób sobie siary i odejdź z godnością.

Ciskasz się, powtarzasz (wmawiasz) w kółko jedno i to samo, zachowujesz się jak rasowy troll. Przede wszystkim pierniczysz od rzeczy, to chyba jest najgorsze.
Basia (364 punktów)
>Poeinieneś tego nie wytrzymać psychicznie i popełnić samobójstwo. Takie jest moje zdanie.

nie przesadzasz?
Thorvoy (6588 punktów)
Oj, chyba nie myślisz że weźmie to do siebie?
Basia (364 punktów)
>Oj, chyba nie myślisz że weźmie to do siebie?

kto wie.
Może w jego wnętrzu czai się wrażliwa dusza...
Thorvoy (6588 punktów)
Może piranie są w głębi glonojadami?
Basia (364 punktów)
>Może piranie są w głębi glonojadami?

chcesz o tym porozmawiać?
Thorvoy (6588 punktów)
Pasjonujesz się akwarystyką?
Basia (364 punktów)
>Pasjonujesz się akwarystyką?

a jak myślisz.
Thorvoy (6588 punktów)
To było stwierdzenie?

A myślę że nie mam zielonego pojęcia.
Basia (364 punktów)
składam publiczną deklarację, że nie interesuję się akwarystyką.
Thorvoy (6588 punktów)
Eee, lipa.

Myślałem że pogadamy.
rozumek
Wracam, Thorvoy, z innego działu forum. Tam jest w sam raz dla Ciebie temat i w sam raz "dyskutant". Ten "dyskutant" ma nick "realista". Temat, na który dyskutuje równie chętnie jak Ty, to nieistnienie istniejącego (i obojętne mu czego: Świata, ludzi wokół, życia, śmierci, wiedzy, wiary, myśli). Równie chętnie dowodzi istnienia nieistniejącego i ma nie mniejsze od Ciebie wątpliwości co do roli czasu w tym wszystkim. Może zamiast mnie nadal "torturować", przeniesiesz się do jego - wypełnionej po brzegi worami - piaskownicy?
Pozdrawiam i porzucam obydwu "ateistów".
Thorvoy (6588 punktów)
Nawet nie wiesz jak miło mi wreszcie zakończyć jakże męczącą rozmowę.

Tak czy inaczej... miło że wpadłeś. Pozdrawiam.
rozumek
>Własnej- DOMNIEMANEJ- wszechwiedzy.
Znowu się zgadzamy. Jak zawsze. Wystąp tylko z grona teistów (nie domniemuj), bo samo odrzucenie ich szyldu, to zdecydowanie za mało.
>To, że ta krótka definicja to MONOteizm i aż nie chce mi się wierzyć, że PWN coś takiego popełniło.
Mnie chce się wierzyć, bo każdy w coś wierzy i każdy coś mówi (wyznaje). Nie sposób zdefiniować ani wiary (jako takiej), ani wszystkich wierzeń. A dzielimy się nie na teistów, ateistów, panteistów, politeistów, agnostyków..., ale na ludzi wierzących w prawdę i ludzi wierzących w przedstawiające ją obrazki (ci drudzy, równie szczerze uwierzą w fotografię, jej opis lub to, co komukolwiek się przyśniło, jak w to, co sami widzieli lub widzą).
>Znowu używasz zamiennie różnych znaczeń słowa "bóg". Oj, bo palcem pogrożę! Homonimami też tak operujesz?
No pewnie, że tak samo. A Ty, inaczej? Wyrywasz słowa z kontekstu i bez kontekstu każde rozumiesz? Nie obchodzi Cię, czy rozmawiając o bogu, rozmawiasz o Allahu, czy o Jezusie?
>Kiedy już stoją te drzwi tak otwarte, to chociaż zajrzyj co jest za nimi i powiedz co widzisz.
Widzę czasoprzestrzeń, wypełnioną zdarzeniami. Które z nich Ci opowiedzieć?
>Teiści podzielają opinię ateisty? Religianci zgadzają się z facetem, który walczy z przejawami chrystianizacji? Coś Ci się nie pomyliło?
Podzielają Twój styl życia (po nich choćby potop), bo obiecali sobie drugie, lepsze. Ty robisz to samo, chociaż niczego po takim życiu sobie nie obiecujesz.
>Aha, czas = wiara w życie wieczne. Nie wiedziałem, doprawdy...
Tak, =, bo kto żyje w czasoprzestrzeni, a nie przestrzeni pozbawionej czasu, nie ma powodu do wiary w śmierć czyjegokolwiek ducha (czyjejkolwiek tożsamości).
>A jak myślisz, o czyj pytałem? Załamać się można...
Zamiast się załamywać, odrzuć własny teizm (uwierz w prawdę i TYLKO prawdę).
>Nie działa też w przypadku upośledzonych, przy których kalafior wydaje się dynamiczny, albo nawet mniej poszkodowanych, ale bez wybitnych zdolności (percepcji, manualnych, czy jakichkolwiek innych). To, niestety, większość.
Mnie się ta większość podoba, bo mogę te "warzywka" podlewać, a lubię być ogrodnikiem i "warzywka" zamieniać w ogrodników.
>Ale on wyklucza Ciebie z grupy chorych na Downa. Chyba że zaraz znów powiesz: "no widzisz, nic o mnie nie wiesz!".
Znowu domniemujesz, co powiem? Powiem, że to nie oni przenieśli mnie do grupy ogrodników. Powiem też, że chorych na Downa, zamiłowani ogrodnicy, również potrafią przenieść do swojej grupy.
>Z pewnością. Zabrudzi więcej pościeli, obślini więcej przedmiotów domowego użytku, etc. Ważne jest CZEGO człowiek dokona, potem należy zastanawiać się ILE.
Ważne jest nie CZEGO, ale wyłącznie to, ILE złego.
>Działa. Starzeję się. Odpisywanie Ci na kompie też wiąże się z poczuciem upływu czasu. Skąd kolejny bezpodstawny wniosek?
Jaki znowu wniosek? Jeśli wszystko działa Ci nie gorzej niż mnie, to jesteś szczęśliwym człowiekiem. Więc już nie marudź.
Thorvoy (6588 punktów)
>Znowu się zgadzamy. Jak zawsze. Wystąp tylko z grona teistów (nie domniemuj), bo samo odrzucenie ich szyldu, to zdecydowanie za mało.

OK.

>Mnie chce się wierzyć, bo każdy w coś wierzy i każdy coś mówi (wyznaje). Nie sposób zdefiniować ani wiary (jako takiej), ani wszystkich wierzeń. A dzielimy się nie na teistów, ateistów, panteistów, politeistów, agnostyków..., ale na ludzi wierzących w prawdę i ludzi wierzących w przedstawiające ją obrazki (ci drudzy, równie szczerze uwierzą w fotografię, jej opis lub to, co komukolwiek się przyśniło, jak w to, co sami widzieli lub widzą).

I ten, i ten podział jest poprawny.

>No pewnie, że tak samo. A Ty, inaczej? Wyrywasz słowa z kontekstu i bez kontekstu każde rozumiesz?

Sęk w tym że gdybyś to Ty trzymał się kontekstu, nie zmieniałbyś znaczeń.

> Nie obchodzi Cię, czy rozmawiając o bogu, rozmawiasz o Allahu, czy o Jezusie?

Zależnie od dyskusji.

>Widzę czasoprzestrzeń, wypełnioną zdarzeniami. Które z nich Ci opowiedzieć?

Czyli nie to, co miałeś zobaczyć.

>Tak, =, bo kto żyje w czasoprzestrzeni, a nie przestrzeni pozbawionej czasu, nie ma powodu do wiary w śmierć czyjegokolwiek ducha (czyjejkolwiek tożsamości).

Kto Ci, człowieku, takich bzdur naopowiadał?

>Zamiast się załamywać, odrzuć własny teizm (uwierz w prawdę i TYLKO prawdę).

Nie-jestem-teistą. Ty za to jesteś beznadziejnym dyskutantem, przed którym jak dotąd tylko muszę tłumaczyć się że nie jestem wielbłądem.

>Mnie się ta większość podoba, bo mogę te "warzywka" podlewać, a lubię być ogrodnikiem i "warzywka" zamieniać w ogrodników.

Zamieniłeś już jakieś?

>Znowu domniemujesz, co powiem?

Byłem sarkastyczny.

> Powiem, że to nie oni przenieśli mnie do grupy ogrodników. Powiem też, że chorych na Downa, zamiłowani ogrodnicy, również potrafią przenieść do swojej grupy.

I co z tego wynika? Że żaba się nie goli?

>Ważne jest nie CZEGO, ale wyłącznie to, ILE złego.

A ile dobrego, to już się nie liczy? Ważne że zabiłem jednego człowieka, nieważne że uratowałem 1000 innych?

>Jaki znowu wniosek? Jeśli wszystko działa Ci nie gorzej niż mnie, to jesteś szczęśliwym człowiekiem. Więc już nie marudź.

W chwilach takich jak ta, nie wiem już zupełnie do czego ma prowadzić nasza dyskusja.
rozumek
>I ten, i ten podział jest poprawny.
Ale tylko jeden jest PRAWDZIWY. Albo człowiek jest przyzwoity, albo nosi taki szyld. Wśród nosicieli szyldów, całkiem sporo oszustów, a niektórzy oszukują samych siebie.
>Sęk w tym że gdybyś to Ty trzymał się kontekstu, nie zmieniałbyś znaczeń.
Jakiego słowa znaczenie zmieniliśmy (ja czy Ty, to obojętne, bo znaczenia słów trzeba zawsze w rozmowie uściślać)
>Zależnie od dyskusji.
To jakim cudem zrobiłeś sobie ze mnie teistę? Już nie wspomnę o tym, że Twoja wiara, ciągle pozostaje dla mnie tajemnicą. Szyld mi przedstawiłeś. To ateizm.
>Czyli nie to, co miałeś zobaczyć.
Szkoda, że Twoje przewidywania się nie sprawdzają. Moje - zawsze. Pewnie dlatego, że należę do mniej przewidujących. Przewiduję wyłącznie skutki swoich, a nie cudzych działań. Cudzych, biorę tylko pod uwagę.
>>Tak, =, bo kto żyje w czasoprzestrzeni, a nie przestrzeni pozbawionej czasu, nie ma powodu do wiary w śmierć czyjegokolwiek ducha (czyjejkolwiek tożsamości).
>Kto Ci, człowieku, takich bzdur naopowiadał?
Jakich bzdur? Że nie mam powodu uwierzyć w śmierć własnej tożsamości? A jaki Ty masz powód?
>Nie-jestem-teistą. Ty za to jesteś beznadziejnym dyskutantem, przed którym jak dotąd tylko muszę tłumaczyć się że nie jestem wielbłądem.
Gdybyś nie był, wiedziałbyś, że na śmierć czyjejkolwiek tożsamości nie masz żadnych dowodów, wiec byś w nią nie wierzył. Gdybyś nie był, nie utożsamiałbyś jednej nie swojej wiary z drugą, również nie swoją. Wiedziałbyś, że nic nie wiesz i wyznał (powiedział) w co konkretnie wierzysz.
>Zamieniłeś już jakieś?
Tylko jedno. Ale inne też podlewam (nie tylko w swoim ogródku), więc plonów spodziewam się znacznie obfitszych.
>Byłem sarkastyczny.
Dlaczego wobec swoich przewidywań, a nie moich myśli, czyli przed wypowiedzią, a nie po niej?
>I co z tego wynika? Że żaba się nie goli?
A co ma z tego wynikać, oprócz ich (a więc i mojego) szczęśliwego życia?
>A ile dobrego, to już się nie liczy? Ważne że zabiłem jednego człowieka, nieważne że uratowałem 1000 innych?
Chwała Ci za to, że nie zrobiłeś nic złego (nawet jeśli dla uratowania 1000, poświęciłeś 5). Gorzej, gdy tego jednego zabiłeś "tak sobie" (szczególnie, gdy ten jeden to Ty). Uratowanie 1000 to nie Twoja zasługa, ale ich samych.
>W chwilach takich jak ta, nie wiem już zupełnie do czego ma prowadzić nasza dyskusja.
Moim zdaniem, żadna dyskusja nie prowadzi do niczego. Jeśli chodzi o rozmowy, to wiodą prościutko do nieba (zrozumienia ludzi i umiejętności nawiązywania z nimi współpracy).
Thorvoy (6588 punktów)
>Ale tylko jeden jest PRAWDZIWY. Albo człowiek jest przyzwoity, albo nosi taki szyld.

To już inny podział.

>Wśród nosicieli szyldów, całkiem sporo oszustów, a niektórzy oszukują samych siebie.

Fakt, ale bez związku z polemiką.

>Jakiego słowa znaczenie zmieniliśmy (ja czy Ty, to obojętne, bo znaczenia słów trzeba zawsze w rozmowie uściślać)

Już raz Ci podałem 2 przykłady. Wybacz, ale mam dość powtarzania się.

>To jakim cudem zrobiłeś sobie ze mnie teistę? Już nie wspomnę o tym, że Twoja wiara, ciągle pozostaje dla mnie tajemnicą. Szyld mi przedstawiłeś. To ateizm.

Za szyldem zaś kryje się... tadaaa! Ateizm. Nie przejawiam wiary TEISTYCZNEJ (specjalnie podkreśliłem, żebyś już nie mógł się czepić).

>Szkoda, że Twoje przewidywania się nie sprawdzają. Moje - zawsze.

Nie dość że hipokryta, to w dodatku arogant. Żebyś Ty jeszcze chociaż mógł pozwolić sobie na arogancję... A dlaczego hipokryta? Bo nadal uważasz że wiesz o mnie więcej, a swoje tezy uzasadniasz przez coś, co nawiązuje nieco do kazuistyki. Jeśli dyskutować z Tobą że czarne jest czarne, a nie białe (jak przedstawiasz), to w końcu odpowiesz: "no, ale ja przez białe rozumiem czarne, więc logiczne to, co mówię".

> Pewnie dlatego, że należę do mniej przewidujących. Przewiduję wyłącznie skutki swoich, a nie cudzych działań. Cudzych, biorę tylko pod uwagę.

Wiesz, najwyższy czas żebym przestał domyślać się non-stop, co tak naprawdę masz na myśli. Formułuj swoje zdania zgodnie z gramatyką i czyń to klarownie, albo skończy się dyskutowanie z Tobą. "Cudzych, biorę tylko pod uwagę."- co to ma znaczyć? Bo ja nie skumałem, dopóki nie wpadłem na to że wystarczy wywalić przecinek, by zdanie miało ręce i nogi (choć mimo tego powinno było zostać nieco jaśniej napisane).

Co te przecinki Ci zrobiły, że traktujesz je tak okrutnie?

>Jakich bzdur? Że nie mam powodu uwierzyć w śmierć własnej tożsamości?

Tak.

> A jaki Ty masz powód?

Taki że niczyja tożsamość nie potwierdziła swego istnienia z zaświatów.

>Gdybyś nie był, wiedziałbyś, że na śmierć czyjejkolwiek tożsamości nie masz żadnych dowodów, wiec byś w nią nie wierzył.

Gdybym czym nie był? Wielbłądem? Wtedy nie miałbym nawet pojęcia co może znaczyć tożsamość. A co się dzieje z Twoją tożsamością, kiedy śpisz i nie śnisz? Jak bez materii może ona przeżyć, kiedy tak niewiele trzeba (uderzenia siekierą) by z tożsamości geniusza stworzyć tożsamość śliniącego się dżentelmena, nie poznającego własnego odbicia w lustrze?

> Gdybyś nie był, nie utożsamiałbyś jednej nie swojej wiary z drugą, również nie swoją. Wiedziałbyś, że nic nie wiesz i wyznał (powiedział) w co konkretnie wierzysz.

Powiedziałem. Wierzę w to, co namacalne. Nie wierzę w to, na co nie ma dowodów.

>Tylko jedno.

Gratuluję. Poważnie.

> Ale inne też podlewam (nie tylko w swoim ogródku), więc plonów spodziewam się znacznie obfitszych.

Czym dla Ciebie są te plony? Cholera, nie wiem już czy mówimy o tym samym, a zaczynam się poważnie bać.

>Dlaczego wobec swoich przewidywań, a nie moich myśli, czyli przed wypowiedzią, a nie po niej?

Dlaczego jesteś głupi, kiedy ja jestem mądry, mimo że udowadniasz coś zupełnie odwrotnego? To Twój sposób na prowadzenie polemiki.

>A co ma z tego wynikać, oprócz ich (a więc i mojego) szczęśliwego życia?

Prawdę mówiąc nie wiem, bo piszesz niejasno.

>Chwała Ci za to, że nie zrobiłeś nic złego (nawet jeśli dla uratowania 1000, poświęciłeś 5). Gorzej, gdy tego jednego zabiłeś "tak sobie" (szczególnie, gdy ten jeden to Ty). Uratowanie 1000 to nie Twoja zasługa, ale ich samych.

Skąd pomysł na to ostatnie zdanie i jak ma się do tego w pierwszym nawiasie? Bełkoczesz bez sensu. Prawdę mówiąc od dłuższego czasu, ale ja naprawdę mam już dość ciągłego domyślania się "co autor miał na myśli", zwłaszcza że potem zarzucasz mi niewłaściwe (i nie dziwota!) domysły.

>Moim zdaniem, żadna dyskusja nie prowadzi do niczego.

Więc prowadzisz je na przekór sobie?

>Jeśli chodzi o rozmowy, to wiodą prościutko do nieba (zrozumienia ludzi i umiejętności nawiązywania z nimi współpracy).

Załóz jakąś sektę. Może Twoja nowomowa przekona jakichś nieszczęśników.
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
>Moim zdaniem, ci którzy żyją tak, jakby mieli umrzeć (obojętne kiedy), to zwykli głupcy, a ci, którzy żyją tak, jakby mieli umrzeć jutro, to supergłupcy (na ogół, rzeczywiście "jutro" umierają).
Więc, według ciebie, jestem supergłupcem, gdyż twierdzę,
że jutro mogę umrzeć, więc nie pozostaje mi nic innego jak tylko czynić dobro.

im więcej poznaję tym więcej widzę niepoznanego
orzeszek (18 punktów)
>>Moim zdaniem, ci którzy żyją tak, jakby mieli umrzeć (obojętne kiedy), to zwykli głupcy, a ci, którzy żyją tak, jakby mieli umrzeć jutro, to supergłupcy (na ogół, rzeczywiście "jutro" umierają).
>Więc, według ciebie, jestem supergłupcem, gdyż twierdzę,
>że jutro mogę umrzeć, więc nie pozostaje mi nic innego jak tylko czynić dobro.
>
im więcej poznaję tym więcej widzę niepoznanego

Pozwole sobie jednaj zauważyc, że "rozumek" używa słów "...ci którzy żyją..."; a nie ..."ci którzy twierdzą, że żyją..."....
Więc mój przedmówca wcale w świetle tej logiki nie należy do "supergłupców"....
A tak na marginesie, to także niesamowicie utkwił mi w pamięci wspomniany film Jarmuscha; zresztą podejscie buddyzmu do problematyki smierci i przemijalności jest bardzo oryginalne z jednej strony, ale też pozwala na pozbycie się lęku....
Tutaj wcale nie chodzi chyba o samą świadomość smiertelności (bo ci którzy nie myślą, iz mogą jutro umrzeć , mijaja się z oczywistymi faktami), ile o spowodowanie (obojętnie na gruncie jakiego systemu filozoficznego), że pomimo owej swiadomości - życ można pełnia życia, pełnią etyki, radosci..............
Tak, wiem, czasami długą drogę trzeba przejść, aby dojść do takiego punktu......
Wydaje mi się ponadto, iż wszelkie kategoryzowanie pojęć (np. "bóg prawdziwy" - albo "fałszywy"; "głupcy", "supergłupcy"...) tchnie taką trochę postawa "ex-katedra"
......bo ja niby wiem......a skąd niby mamy wiedzieć jaki bóg lub np. lęk (albo jego brak) gościły w głowach Platona, Arystotelesa...itd....wszak wg mojej wiedzy mieli oni różne oglądy świata...
Nie chcę tutaj urazić jakichkolwiek poglądów, zwracam jedynie uwagę na pewną niespójność metodologiczną.....
Podobnie z tym całym problemem smierci i przemijalności...tak, musimy żyć tak jakbyśmy zyli wiecznie - jednoczesnie mając swiadomość własnej przemijalności......
Pozdrawiam wszystkich serdecznie
rozumek
Już na początku (choć z dużym opóźnieniem) pozdrawiam Cię serdecznie, orzeszku. Tym serdeczniej, że najwyrażniej mam identyczny z Tobą, "ogląd" tego Świata i naszego życia.
Mam tylko drobne uwagi do Twojej wypowiedzi:
>Wydaje mi się ponadto, iż wszelkie kategoryzowanie pojęć (np. "bóg prawdziwy" - albo "fałszywy"; "głupcy", "supergłupcy"...) tchnie taką trochę postawa "ex-katedra"
A cóż możemy poradzić na to, że życie i Świat, przemawiają do nas wyłącznie "ex-katedra", więc nie pozwalają na przegłosowywanie, co jest fałszem, a co prawdą? Co możemy poradzić na to, że niektórzy mylą fałsz z prawdą, czarne z białym, a zło czynione innym, z własnym dobrem? Zgoda, możemy nie nazywać ich głupcami. Ale dopóki nie nazwiemy, jak ich wyedukować (wychować) i nie pozwolić na edukowanie nas samych?
>......bo ja niby wiem......a skąd niby mamy wiedzieć jaki bóg lub np. lęk (albo jego brak) gościły w głowach Platona, Arystotelesa...itd....wszak wg mojej wiedzy mieli oni różne oglądy świata...
A ja mam pewność, że każdy z nich, każdą prawdę, od każdego fałszu odróżniał. Mieli inne
fragmenty czasoprzestrzeni do oglądania, ale na podstawie tego oglądu, myśleli logicznie, czyli racjonalnie, czyli IDENTYCZNIE.
>Podobnie z tym całym problemem smierci i przemijalności...tak, musimy żyć tak jakbyśmy zyli wiecznie - jednoczesnie mając swiadomość własnej przemijalności......
Kruchości każdego ciała i nieśmiertelności własnego ducha.
>Jeszcze raz pozdrawiam.
Jarek (418 punktów)
>Co sadzicie o zyciu tak jakby sie mialo umrzec jutro, w
>praktyce? jakie sa Wasze argumenty za i przeciw, ogolne
>zdanie.
>
Witam
Co to znaczy "żyć jak by się miało umrzeć jutro" ?
Przede wszystkim żyć prawie, żyć tak że by wieczorem można było powiedzieć że nie zmarnowałem dnia, że w żadnej chwili mijającego dnia nie przestałem być Człowiekiem - to trudne, ale nikt nigdy nie powiedział że życie będzie łatwe.
Pozdrawiam
rozumek
>Co to znaczy "żyć jak by się miało umrzeć jutro" ?
>Przede wszystkim żyć prawie, żyć tak że by wieczorem można było powiedzieć że nie zmarnowałem dnia, że w żadnej chwili mijającego dnia nie przestałem być Człowiekiem - to trudne, ale nikt nigdy nie powiedział że życie będzie łatwe.
To tak trudne, że chyba nikomu nie może się udać, bo głównym zadaniem Człowieka, moim zdaniem, jest posprzątanie wszystkich śmieci, jakie po swoim życiu zostawił i naprawienie krzywd, które wyrządził. Czy ten "umierający jutro", każdego kolejnego dnia, miałby się budzić zdziwiony, że jeszcze żyje? I miałby do południa błądzić (śmiecić i grzeszyć), by po południu naprawić wszystkie przedpołudniowe błędy?
Thorvoy (6588 punktów)
A nie pomyślałeś że są ludzie, którzy zwyczajnie starają się NIE zostawiać żadnych śmieci, NIE dawać sobie powodu do naprawiania krzywd?
rozumek
>A nie pomyślałeś że są ludzie, którzy zwyczajnie starają się NIE zostawiać żadnych śmieci, NIE dawać sobie powodu do naprawiania krzywd?
Nie będę o tym myśleć, bo uważam, że nie ma INNYCH. Nie wierzę w czyjekolwiek złe intencje. Wierzę za to w głupotę niektórych, czyli to, że ich dobrymi intencjami wymurowane jest piekło.
Thorvoy (6588 punktów)
>Nie będę o tym myśleć, bo uważam, że nie ma INNYCH. Nie wierzę w czyjekolwiek złe intencje. Wierzę za to w głupotę niektórych, czyli to, że ich dobrymi intencjami wymurowane jest piekło.

Mimo wszystko niefajnie trochę że a priori zakładasz (jak mniemam) głupotę ludzi, o których mówimy.
rozumek
>>Nie będę o tym myśleć, bo uważam, że nie ma INNYCH. Nie wierzę w czyjekolwiek złe intencje. Wierzę za to w głupotę niektórych, czyli to, że ich dobrymi intencjami wymurowane jest piekło.
>Mimo wszystko niefajnie trochę że a priori zakładasz (jak mniemam) głupotę ludzi, o których mówimy.
To o wiele "fajniej" (i z naszego i ich punktu widzenia) nazwać ich głupcami, niż bandytami, zbrodniarzami, złodziejami i krzywdzicielami. Uważam też, że o wiele humanitarniej jest tępić głupotę (wychowywać nie tylko dzieci) niż karać głupich za to, że ich nie wychowaliśmy. Chyba, że "umówimy się", że takich ludzi nie było, nie ma i nigdy się nie narodzą. No i nie ma, nie było i nie będzie nigdy żadnych dzieci (zgodnie z moją definicją głupoty, to one są najgłupsze).
Thorvoy (6588 punktów)
>To o wiele "fajniej" (i z naszego i ich punktu widzenia) nazwać ich głupcami, niż bandytami, zbrodniarzami, złodziejami i krzywdzicielami.

To Ty podałeś teraz skrajne przypadki, choć rozprawialiśmy o naprawianiu krzywd w ogóle, większych i mniejszych. Każdy z nas jest krzywdzicielem, nie tylko "ludzie, którzy żyją jakby [...]". Dość niebezpiecznie prowadzisz temat.

> Uważam też, że o wiele humanitarniej jest tępić głupotę (wychowywać nie tylko dzieci) niż karać głupich za to, że ich nie wychowaliśmy.

Zgadzam się, ale ta głupota "ludzi, którzy żyją jakby [...]" to już tylko i wyłącznie Twoja opinia, w dodatku raczej bezpodstawna. Raczej, ponieważ mogłeś źle zrozumieć założenia typu człowieka o którym mowa.

> Chyba, że "umówimy się", że takich ludzi nie było, nie ma i nigdy się nie narodzą. No i nie ma, nie było i nie będzie nigdy żadnych dzieci (zgodnie z moją definicją głupoty, to one są najgłupsze).

???
rozumek
>>To o wiele "fajniej" (i z naszego i ich punktu widzenia) nazwać ich głupcami, niż bandytami, zbrodniarzami, złodziejami i krzywdzicielami.
>To Ty podałeś teraz skrajne przypadki, choć rozprawialiśmy o naprawianiu krzywd w ogóle, większych i mniejszych. Każdy z nas jest krzywdzicielem, nie tylko "ludzie, którzy żyją jakby [...]". Dość niebezpiecznie prowadzisz temat.
Ale tych największych krzywd, potrafią unikać wyłącznie Ci, którzy wierzą w nieśmiertelność ducha i śmiertelność ciała. Zupełnie bezpiecznie prowadzę temat, bo postuluję, aby uczyć ludzi tej wiary. Po co głupcy mają krzywdzić innych, ucząc ich jednocześnie wzajemności?
>Zgadzam się, ale ta głupota "ludzi, którzy żyją jakby [...]" to już tylko i wyłącznie Twoja opinia, w dodatku raczej bezpodstawna. Raczej, ponieważ mogłeś źle zrozumieć założenia typu człowieka o którym mowa.
Ustalmy, czy mówimy o człowieku, który TWIERDZI, że żyje jakby po nim miał nastąpić potop, czy o takim, który naprawdę tak żyje. Jeśli chodzi o tych, co twierdzą, to nie mam na ich temat żadnej opinii. Jeśli chodzi o tych, którzy tak właśnie żyją, to niezależnie od założeń, nie podoba mi się celowe tworzenie (wychowywanie) ich następców. Wolę, żeby były ich śladowe ilości, a zależy mi na tym, BO zamierzam żyć wiecznie.
>> Chyba, że "umówimy się", że takich ludzi nie było, nie ma i nigdy się nie narodzą. No i nie ma, nie było i nie będzie nigdy żadnych dzieci (zgodnie z moją definicją głupoty, to one są najgłupsze).
>???
Czego tu nie rozumiesz? Że żyjące z dnia na dzień dziecko, może z własnej głupoty zabić siebie lub babcię? I że może to zrobić nie mniej sprawnie, niż dorosły idiota (skoro nie lubisz słowa "głupiec")?
Thorvoy (6588 punktów)
>Ale tych największych krzywd, potrafią unikać wyłącznie Ci, którzy wierzą w nieśmiertelność ducha i śmiertelność ciała.

Naprawdę? Rozumiem że np. wszyscy obozowicze z Auschwitz do powyższych nie należeli?

>Zupełnie bezpiecznie prowadzę temat, bo postuluję, aby uczyć ludzi tej wiary. Po co głupcy mają krzywdzić innych, ucząc ich jednocześnie wzajemności?

Jak można UCZYĆ wiary? Kolejny paranoiczny bezsens teizmów maści wszelakiej.


>Ustalmy, czy mówimy o człowieku, który TWIERDZI, że żyje jakby po nim miał nastąpić potop, czy o takim, który naprawdę tak żyje. Jeśli chodzi o tych, co twierdzą, to nie mam na ich temat żadnej opinii. Jeśli chodzi o tych, którzy tak właśnie żyją, to niezależnie od założeń, nie podoba mi się celowe tworzenie (wychowywanie) ich następców. Wolę, żeby były ich śladowe ilości, a zależy mi na tym, BO zamierzam żyć wiecznie.

Marzenia ściętej głowy, tyle mogę powiedzieć o Twoich zamierzeniach. Ja zamierzam być władcą świata. Mniej więcej tak samo realne. Uważasz że warto, bym uczył innych ludzi, tłum prostaczków, że mogą być władcami świata?

>Czego tu nie rozumiesz? Że żyjące z dnia na dzień dziecko, może z własnej głupoty zabić siebie lub babcię? I że może to zrobić nie mniej sprawnie, niż dorosły idiota (skoro nie lubisz słowa "głupiec")?

A dlaczego miałoby to robić? To że ktoś żyje z dnia na dzień, wcale nie znaczy że musi postępować nieracjonalnie, palić za sobą mosty, dokonywać aktów, które rzutowałyby na przyszłości (pamiętając że w myśl założenia MOŻE, a nie MUSI umrzeć jutro). W jaki sposób dochodzisz na okrągło do tak absurdalnych wniosków?
rozumek
>>Ale tych największych krzywd, potrafią unikać wyłącznie Ci, którzy wierzą w nieśmiertelność ducha i śmiertelność ciała.
>Naprawdę? Rozumiem że np. wszyscy obozowicze z Auschwitz do powyższych nie należeli?
Naprawdę sądzisz, że żaden nie należał? Ja sądzę, że większość z nich należała. Kogo i czym, Twoim zdaniem, oni (w dodatku wszyscy) tak bardzo krzywdzili. Jakim prawem obwiniasz ich (w dodatku wszystkich) o brak wiary prawdziwej?
>>Zupełnie bezpiecznie prowadzę temat, bo postuluję, aby uczyć ludzi tej wiary. Po co głupcy mają krzywdzić innych, ucząc ich jednocześnie wzajemności?
>Jak można UCZYĆ wiary? Kolejny paranoiczny bezsens teizmów maści wszelakiej.
A niby dlaczego, mamy nie nauczyć dzieci wierzyć w prawdę? Po co mamy je uczyć, że wie to, czego się jeszcze nie dowiedziało (choć dowiedzieli już inni)? Mnie się wydaje, że to jest właśnie paranoja (a także teizm, czyli kreowanie siebie na aktualnego, a ich na przyszłego wszechwiedzącego boga wszystkich pozostałych).
>>Ustalmy, czy mówimy o człowieku, który TWIERDZI, że żyje jakby po nim miał nastąpić potop, czy o takim, który naprawdę tak żyje. Jeśli chodzi o tych, co twierdzą, to nie mam na ich temat żadnej opinii. Jeśli chodzi o tych, którzy tak właśnie żyją, to niezależnie od założeń, nie podoba mi się celowe tworzenie (wychowywanie) ich następców. Wolę, żeby były ich śladowe ilości, a zależy mi na tym, BO zamierzam żyć wiecznie.
>Marzenia ściętej głowy, tyle mogę powiedzieć o Twoich zamierzeniach.
No to marz sobie o własnej i mojej śmierci. Jeśli chodzi o moją, to "Marzenia ściętej głowy, tyle mogę powiedzieć o Twoich". W odniesieniu do śmierci swojej, pewnie te marzenia z powodzeniem zrealizujesz, ale co mi do tego? Niech martwi się Twoja rodzina.
>Ja zamierzam być władcą świata. Mniej więcej tak samo realne. Uważasz że warto, bym uczył innych ludzi, tłum prostaczków, że mogą być władcami świata?
Jak wyżej. Nic "prostaczkom" (w tym mnie) do Twoich marzeń i nauk. Mamy swoje, z powodzeniem je realizujemy i żaden równy Tobie "władca świata" nam w tym nie przeszkodzi. Mógłby Bóg Ojciec przeszkodzić, ale najwyraźniej woli przeszkadzać Tobie i innym wszechwiedzącym (nie wierzącym) kaznodziejom.
>>Czego tu nie rozumiesz? Że żyjące z dnia na dzień dziecko, może z własnej głupoty zabić siebie lub babcię? I że może to zrobić nie mniej sprawnie, niż dorosły idiota (skoro nie lubisz słowa "głupiec")?
>A dlaczego miałoby to robić?
Nie "miałoby robić", ale niejednokrotnie robi. Dlatego, że głupie i nie wie, że nóż nie do zarzynania babci wynaleziono. Nie wie też, jak "posługiwać się" grawitacją, Światem, sobą samym i wszelkimi nabywanymi umiejętnościami. I dlatego, że cudzej wiedzy, wiary oraz cudzych umiejętności i możliwości, nie odróżnia od własnych. Dlatego, że nie wie, że jest panem nie tylko swojego życia i śmierci, ale także śmierci ciała innych. Nie wie nic o żadnej śmierci, więc nie może cenić życia (albo ma pewność, że śmierć nastąpi DOPIERO jutro).
>To że ktoś żyje z dnia na dzień, wcale nie znaczy że musi postępować nieracjonalnie, palić za sobą mosty, dokonywać aktów, które rzutowałyby na przyszłości (pamiętając że w myśl założenia MOŻE, a nie MUSI umrzeć jutro). W jaki sposób dochodzisz na okrągło do tak absurdalnych wniosków?
A co takiego potrafisz zrobić, co nie rzutuje na niczyją przyszłość? Co za absurdalne działania planujesz podejmować? Masz zamiar zrezygnować z oddychania, rozmawiania i wszelkiej fizycznej działalności?
Thorvoy (6588 punktów)
>>>Ale tych największych krzywd, potrafią unikać wyłącznie Ci, którzy wierzą w nieśmiertelność ducha i śmiertelność ciała.
>>Naprawdę? Rozumiem że np. wszyscy obozowicze z Auschwitz do powyższych nie należeli?
>Naprawdę sądzisz, że żaden nie należał? Ja sądzę, że większość z nich należała. Kogo i czym, Twoim zdaniem, oni (w dodatku wszyscy) tak bardzo krzywdzili. Jakim prawem obwiniasz ich (w dodatku wszystkich) o brak wiary prawdziwej?

Nie-Zrozumiałeś-Pytania. Pytanie było ironiczne.

>A niby dlaczego, mamy nie nauczyć dzieci wierzyć w prawdę? Po co mamy je uczyć, że wie to, czego się jeszcze nie dowiedziało (choć dowiedzieli już inni)?

KTO wie? Tak piszesz że czasem naprawdę ciężko skumać o co Ci chodzi.

Sprawa kolejna: ucz dziecko wierzyć w prawdę. Nie ucz wierzyć w zabobony.

> Mnie się wydaje, że to jest właśnie paranoja (a także teizm, czyli kreowanie siebie na aktualnego, a ich na przyszłego wszechwiedzącego boga wszystkich pozostałych).

Nadal rozpatrujesz teizm na różnych płaszczyznach, podczas gdy umownie roprawiamy o jednym, konkretnym znaczeniu. Manipulujesz, chłopie i ostatecznie mówisz nie na temat.

>No to marz sobie o własnej i mojej śmierci.

Znów nie na temat. Nie rozumiesz przenośni? Nie marzę o niczyjej śmierci. Z początku miło się z Tobą dyskutowało, ale teraz nie masz się czego przyczepiać, a nadal to robisz- siłą rzeczy bezsensownie.

> Jeśli chodzi o moją, to "Marzenia ściętej głowy, tyle mogę powiedzieć o Twoich". W odniesieniu do śmierci swojej, pewnie te marzenia z powodzeniem zrealizujesz, ale co mi do tego? Niech martwi się Twoja rodzina.

Patrz wyżej. Wszystko przeinaczasz i całkowicie rozkładasz polemikę. Żeby nie było że tylko marudzę: nie zasugerowałem ani razu, że marzę o Twojej, czy swojej śmierci. Jeśli tak było, proszę o wskazanie fragmentu.

>Jak wyżej. Nic "prostaczkom" (w tym mnie) do Twoich marzeń i nauk.

Ach, żeby jeszcze katolicka większość narodowa miała takie podejście...

> Mamy swoje, z powodzeniem je realizujemy i żaden równy Tobie "władca świata" nam w tym nie przeszkodzi.

Rzeczywiście, macie swoje, tak samo sensowne jak ołowiana kamizelka ratunkowa, co oczywiście do Ciebie nie przemawia, bo to przecież Twoja nauka i będziesz się jej ślepo trzymał, choćby nie wiem co.

> Mógłby Bóg Ojciec przeszkodzić, ale najwyraźniej woli przeszkadzać Tobie i innym wszechwiedzącym (nie wierzącym) kaznodziejom.

Teraz znów nie wiem co masz na myśli. Pisz jaśniej.

>Nie "miałoby robić", ale niejednokrotnie robi. Dlatego, że głupie i nie wie, że nóż nie do zarzynania babci wynaleziono.

Właśnie, cholera! A nie dlatego że wyznaje "życie, jak gdyby miało się umrzeć jutro". Paniau?

> Nie wie też, jak "posługiwać się" grawitacją, Światem, sobą samym i wszelkimi nabywanymi umiejętnościami. I dlatego, że cudzej wiedzy, wiary oraz cudzych umiejętności i możliwości, nie odróżnia od własnych. Dlatego, że nie wie, że jest panem nie tylko swojego życia i śmierci, ale także śmierci ciała innych. Nie wie nic o żadnej śmierci, więc nie może cenić życia (albo ma pewność, że śmierć nastąpi DOPIERO jutro).

Skąd taki wniosek? Zastanów się czasem co piszesz!

>>To że ktoś żyje z dnia na dzień, wcale nie znaczy że musi postępować nieracjonalnie, palić za sobą mosty, dokonywać aktów, które rzutowałyby na przyszłości (pamiętając że w myśl założenia MOŻE, a nie MUSI umrzeć jutro). W jaki sposób dochodzisz na okrągło do tak absurdalnych wniosków?

>A co takiego potrafisz zrobić, co nie rzutuje na niczyją przyszłość?
> Co za absurdalne działania planujesz podejmować? Masz zamiar zrezygnować z oddychania, rozmawiania i wszelkiej fizycznej działalności?

Przepraszam, mój błąd. Miało być: "negatywnie rzutowałyby".
rozumek
>>Naprawdę sądzisz, że żaden nie należał? Ja sądzę, że większość z nich należała. Kogo i czym, Twoim zdaniem, oni (w dodatku wszyscy) tak bardzo krzywdzili. Jakim prawem obwiniasz ich (w dodatku wszystkich) o brak wiary prawdziwej?
>Nie-Zrozumiałeś-Pytania. Pytanie było ironiczne.
Wzajemnie.
>>A niby dlaczego, mamy nie nauczyć dzieci wierzyć w prawdę? Po co mamy je uczyć, że wie to, czego się jeszcze nie dowiedziało (choć dowiedzieli już inni)?
>KTO wie? Tak piszesz że czasem naprawdę ciężko skumać o co Ci chodzi.
O to, że można albo wiedzieć, że się wierzy w prawdę, albo wierzyć, że się wie (wierzyć w fałsz). Innych przypadków nie ma.
>Sprawa kolejna: ucz dziecko wierzyć w prawdę. Nie ucz wierzyć w zabobony.
Czyli ucz wierzyć i poznawać, a nie wiedzieć przed poznaniem.
>> Mnie się wydaje, że to jest właśnie paranoja (a także teizm, czyli kreowanie siebie na aktualnego, a ich na przyszłego wszechwiedzącego boga wszystkich pozostałych).
No to mamy dokładnie sprzeczne pojęcie teizmu. Dla mnie, KK propaguje teizm, czyli wszechwiedzę. Twoim zdaniem, wiarę prawdziwą?
>Nadal rozpatrujesz teizm na różnych płaszczyznach, podczas gdy umownie roprawiamy o jednym, konkretnym znaczeniu. Manipulujesz, chłopie i ostatecznie mówisz nie na temat.
1) skąd wiesz, żem CHŁOP? Twoim zdaniem, BABY rozumków nie mają?
2) po co skręcach na teizm? Mowa była o wierze w kruchość ciała i potęgę umysłu, czyli wierze w prawdę o życiu wiecznym.
>>No to marz sobie o własnej i mojej śmierci.
>Znów nie na temat. Nie rozumiesz przenośni? Nie marzę o niczyjej śmierci. Z początku miło się z Tobą dyskutowało, ale teraz nie masz się czego przyczepiać, a nadal to robisz- siłą rzeczy bezsensownie.
Wiesz, że irytujesz się na samego siebie? To Ty nie rozumiesz przenośni i ironii, wypisywanych przeze mnie na skutek Twojej o mnie wszechwiedzy. Skąd Ci przyszło do głowy, że należę do ludzi wierzących w osobowego boga, czyli fałsz? Ja wierzę w prawdę, więc nie nalezę do żadnej grupy politycznej, czy religijnej.
>Patrz wyżej. Wszystko przeinaczasz i całkowicie rozkładasz polemikę.
Z Twojej strony to nie jest polemika, ale wystawianie ocen nie wiadomo kiedy, komu przez kogo (mnie przez Ciebie, Tobie przeze mnie?).
> Żeby nie było że tylko marudzę: nie zasugerowałem ani razu, że marzę o Twojej, czy swojej śmierci. Jeśli tak było, proszę o wskazanie fragmentu.
Marudzisz, bo nie wiesz o kim piszesz. Bardzo mi przykro, ale możesz pisać tylko o sobie.
>>Jak wyżej. Nic "prostaczkom" (w tym mnie) do Twoich marzeń i nauk.
>Ach, żeby jeszcze katolicka większość narodowa miała takie podejście...
Gdyby tak mniejszość była wiedząca, a większość wierząca!!!
>Rzeczywiście, macie swoje, tak samo sensowne jak ołowiana kamizelka ratunkowa, co oczywiście do Ciebie nie przemawia, bo to przecież Twoja nauka i będziesz się jej ślepo trzymał, choćby nie wiem co.
Nie rozśmieszaj mnie już więcej, wpisywaniem mnie tam, gdzie sam należysz. Ja mam o wiele lepsze kamizelki ratunkowe i codziennie sprawiam sobie nowocześniejsze.
>> Mógłby Bóg Ojciec przeszkodzić, ale najwyraźniej woli przeszkadzać Tobie i innym wszechwiedzącym (nie wierzącym) kaznodziejom.
>Teraz znów nie wiem co masz na myśli. Pisz jaśniej.
Miły człowiek jesteś, ale nie rozumiesz ludzi i życia (działania i współdziałania). Spróbuj się nauczyć. Mów o sobie, a nie o innych. I przyjmij do wiadomości, że NIKT nie ma prawa wypowiadać się w Twoim imieniu (ani Ty w imieniu innych). Przyjmij też do wiadomości, że na postawione nam pytanie nie ma sensownej odpowiedzi, bo nie wiadomo, co to znaczy ŻTJ..A skoro nie wiadomo, to nie wiadomo też, czyje życie oceniamy.
>>Nie "miałoby robić", ale niejednokrotnie robi. Dlatego, że głupie i nie wie, że nóż nie do zarzynania babci wynaleziono.
>Właśnie, cholera! A nie dlatego że wyznaje "życie, jak gdyby miało się umrzeć jutro". Paniau?
Dlatego, że wierzy we wszystko (np. ŻJ..) oprócz prawdy. Dlatego, że nie wierzy, że nikt nie musi umierać (nawet ono), abyśmy żyli wiecznie.
>> Nie wie też, jak "posługiwać się" grawitacją, Światem, sobą samym i wszelkimi nabywanymi umiejętnościami. I dlatego, że cudzej wiedzy, wiary oraz cudzych umiejętności i możliwości, nie odróżnia od własnych. Dlatego, że nie wie, że jest panem nie tylko swojego życia i śmierci, ale także śmierci ciała innych. Nie wie nic o żadnej śmierci, więc nie może cenić życia (albo ma pewność, że śmierć nastąpi DOPIERO jutro).
>Skąd taki wniosek? Zastanów się czasem co piszesz!
Jaki znowu wniosek? Chodzi Ci o to, skąd wiem, że o życiu wiem więcej od noworodka?
>>A co takiego potrafisz zrobić, co nie rzutuje na niczyją przyszłość?
>Przepraszam, mój błąd. Miało być: "negatywnie rzutowałyby".
Jeśli PRZED każdym kiwnięciem palcem, nie zapytasz, czy zainteresowanym odpowiadają skutki tego kiwania, to nigdy nie potrafisz "pozytywnie" tym palcem kiwnąć. Na pytania po kiwnięciu (po życiu) nie będzie już czasu. Choć życie niektórych jest wieczne, Twoje takim się nie stanie. Chyba, że wierzysz, że wiecznie (i szczęśliwie) żyją tacy jak Hitler, a nie tacy jak Matka Teresa, a także jak Sokrates, Einstein i miliony żyjących szczęśliwie, bez "pomocy" jakichkolwiek Hitlerów, Hitlerków oraz pasożytów i pasożytków.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Nie-Zrozumiałeś-Pytania. Pytanie było ironiczne.
>Wzajemnie.

Ja Ciebie też.

>O to, że można albo wiedzieć, że się wierzy w prawdę, albo wierzyć, że się wie (wierzyć w fałsz). Innych przypadków nie ma.

Kto powiedział że "wierzyć że się wie" = "wierzyć w fałsz"?

>Czyli ucz wierzyć i poznawać, a nie wiedzieć przed poznaniem.

Nie. Ucz się poznawać i wiedzieć po poznawaniu.

>No to mamy dokładnie sprzeczne pojęcie teizmu. Dla mnie, KK propaguje teizm, czyli wszechwiedzę. Twoim zdaniem, wiarę prawdziwą?

Każda wiara jest prawdziwa. Nie każdy z ich podmiotów jest. Obawiam się że żadna z religii nie oferuje nam prawdy.

>1) skąd wiesz, żem CHŁOP? Twoim zdaniem, BABY rozumków nie mają?

O ile mi wiadomo, "rozumek" jest rodzaju męskiego, więc domyślnie zwracam się do Ciebie jak do mężczyzny. Jeśli się pomyliłem- popraw mnie.

>2) po co skręcach na teizm? Mowa była o wierze w kruchość ciała i potęgę umysłu, czyli wierze w prawdę o życiu wiecznym. Poza tym ja nie o skręcaniu, a o myleniu znaczeń i niewłaściwym się do nich odnoszeniu.

Nie był(a?)byś sobą gdybyś nie powiedział(a?) "w prawdę o życiu wiecznym", zamiast "w życie wieczne".

>Wiesz, że irytujesz się na samego siebie? To Ty nie rozumiesz przenośni i ironii, wypisywanych przeze mnie na skutek Twojej o mnie wszechwiedzy.

Pozwolę sobie wytłumaczyć się: znam wielu ludzi, którzy mówili w podobny Tobie sposób. Z całą pewnością NIE mówili ironicznie, ani metaforycznie. Założyłem że jesteś kolejną z takich osób.

> Skąd Ci przyszło do głowy, że należę do ludzi wierzących w osobowego boga, czyli fałsz?

A jednak dla takich ludzi to święta prawda i niejeden z nich zlinczowałby Cię za powyższe stwierdzenie, podając podobne argumenty do tych, jakie stosujesz Ty w dyskusji ze mną.

>Ja wierzę w prawdę, więc nie nalezę do żadnej grupy politycznej, czy religijnej.

Nie nazwałbym wiarą w prawdę wiary w absurd.

>Z Twojej strony to nie jest polemika, ale wystawianie ocen nie wiadomo kiedy, komu przez kogo (mnie przez Ciebie, Tobie przeze mnie?).

Z mojej strony? Zawsze wiesz co mam Ci do zarzucenia. Jakoś nie bardzo się tym przejmujesz, jak widzę.

>> Żeby nie było że tylko marudzę: nie zasugerowałem ani razu, że marzę o Twojej, czy swojej śmierci. Jeśli tak było, proszę o wskazanie fragmentu.

>Marudzisz, bo nie wiesz o kim piszesz. Bardzo mi przykro, ale możesz pisać tylko o sobie.

Chyba przeoczyłem ten wskazany fragment. Hmm, może przeczytam ten akapit jeszcze raz. A póki co, nadal nie piszesz na temat.

>Marudzisz, bo nie wiesz o kim piszesz. Bardzo mi przykro, ale możesz pisać tylko o sobie.

Mogę pisać też o tym, jak Cię odbieram. To chyba jeszcze nie jest zabronione?

>Gdyby tak mniejszość była wiedząca, a większość wierząca!!!

A tu akurat nie ma mowy o gdybaniu. Tak, jak mówisz, jest w istocie.

>Nie rozśmieszaj mnie już więcej, wpisywaniem mnie tam, gdzie sam należysz.

Nie schlebiaj sobie.

> Ja mam o wiele lepsze kamizelki ratunkowe i codziennie sprawiam sobie nowocześniejsze.

To dlaczego z nich nie korzystasz?

>Miły człowiek jesteś, ale nie rozumiesz ludzi i życia (działania i współdziałania). Spróbuj się nauczyć. Mów o sobie, a nie o innych. I przyjmij do wiadomości, że NIKT nie ma prawa wypowiadać się w Twoim imieniu (ani Ty w imieniu innych).

Oj, tu się nie zgadzam. Należąc do jakiejś wspólnoty, nierzadko zgadzamy się na przemawianie przedstawiciela w imieniu całego zbiorowiska.

> Przyjmij też do wiadomości, że na postawione nam pytanie nie ma sensownej odpowiedzi, bo nie wiadomo, co to znaczy ŻTJ.

Żryjmy Tarte Jabłuszka.

>.A skoro nie wiadomo, to nie wiadomo też, czyje życie oceniamy.

Tu się nie zgadzam. Nie musimy wkraczać w psychologię jednostek, by móc oceniać ich życia.

>Dlatego, że wierzy we wszystko (np. ŻJ..) oprócz prawdy. Dlatego, że nie wierzy, że nikt nie musi umierać (nawet ono), abyśmy żyli wiecznie.

Teraz to już naprawdę Cię nie rozumiem. Wybacz, ale im dłużej z Tobą rozmawiam, tym mniej mam pomysłów na to, co naprawdę chcesz przekazać.

>Jaki znowu wniosek? Chodzi Ci o to, skąd wiem, że o życiu wiem więcej od noworodka?

Pierwszy raz słysze o NOWORODKU. Wcześniej była mowa o DZIECKU. Chociaż może coś przeoczyłem...?

>Jeśli PRZED każdym kiwnięciem palcem, nie zapytasz, czy zainteresowanym odpowiadają skutki tego kiwania, to nigdy nie potrafisz "pozytywnie" tym palcem kiwnąć.

Można wykluczać mało prawdopodobne przykre konsekwencje pewnych działań, a unikać najbardziej prawdopodobnych. Jelśli kiwniesz palcem dla własnej zachcianki- prawie na pewno nic się nie stanie. Jeśli wbijesz komuś nóż w serce- prawie na pewno pociągnie to za sobą paskudne konsekwencje.

> Na pytania po kiwnięciu (po życiu) nie będzie już czasu. Choć życie niektórych jest wieczne, Twoje takim się nie stanie. Chyba, że wierzysz, że wiecznie (i szczęśliwie) żyją tacy jak Hitler, a nie tacy jak Matka Teresa, a także jak Sokrates, Einstein i miliony żyjących szczęśliwie, bez "pomocy" jakichkolwiek Hitlerów, Hitlerków oraz pasożytów i pasożytków.

Nie. Ja nie wierzę, by ktokolwiek z wyżej wymienionych żył wiecznie.
rozumek

>>O to, że można albo wiedzieć, że się wierzy w prawdę, albo wierzyć, że się wie (wierzyć w fałsz). Innych przypadków nie ma.
>Kto powiedział że "wierzyć że się wie" = "wierzyć w fałsz"?
Wszyscy ci, którzy wiedzieli, że nic nie wiedzą, czyli wszyscy ludzie myślący logicznie, choć nie pozbawieni umiejętności myślenia abstrakcyjnego. Wszyscy, którzy wiedzą, że jedyne co wiedzą, to to, co osobiście sprawdzili w praktyce. Wszyscy, którzy w związku z powyższą wiedzą, wiarę wyznają częściej od wiedzy, a wiedzę, zamiast ją komukolwiek wyznawać, stosują w praktyce.
>Nie. Ucz się poznawać i wiedzieć po poznawaniu.
Skoro dopiero po upadku z czwartego piętra chcesz się przekonać, jakie będą tego skutki...Skoro dopiero po rozpruciu brzucha koledze, chcesz się dowiedzieć, że nóż nie do tego miał Ci służyć...Skoro musisz nacisnąć guzik od wyrzutni rakiet, aby nauczyć się poznawać skutki własnych działań...Chyba warto, porfilaktycznie, umieścić Cię w jakimś zakładzie zamkniętym. Jesteś pewien, że o to Ci chodzi?
>Każda wiara jest prawdziwa. Nie każdy z ich podmiotów jest. Obawiam się że żadna z religii nie oferuje nam prawdy.
Wałęsa jest prawdziwy (to wiedza prawdziwa). Wiary w to, że to on obalił komunę, do prawdziwych zaliczyć nie można. Wiara w to, że to on na obaleniu komuny najwięcej skorzystał, to nie wiara, ale wiedza (prawdziwa). Wierzę tylko w prawdę i ani myślę wierzyć w jakikolwiek fałsz (jakichkolwiek domniemanych autorów prawdy).
>>1) skąd wiesz, żem CHŁOP? Twoim zdaniem, BABY rozumków nie mają?
>O ile mi wiadomo, "rozumek" jest rodzaju męskiego, więc domyślnie zwracam się do Ciebie jak do mężczyzny. Jeśli się pomyliłem- popraw mnie.
Dopóki zwracałeś się do mnie z użyciem czasowników męskoosobowych (jak do rozumka) nie było potrzeby niczego poprawiać. Teraz poprawiam Twój błąd: nie masz żadnych przesłanek ku temu, by wiedzieć, czy rozmawiasz z rozumkiem CHŁOPA, czy BABY. Zbyt szybko potwierdzasz własne domniemania i stąd Twoja fałszywa wiedza/wiara.
> Poza tym ja nie o skręcaniu, a o myleniu znaczeń i niewłaściwym się do nich odnoszeniu.
Znaczenia czego, ze znaczeniem czego konkretnie?
>Nie był(a?)byś sobą gdybyś nie powiedział(a?) "w prawdę o życiu wiecznym", zamiast "w życie wieczne".
Prawda o życiu wiecznym jest taka, że jedni w nie wierzą, a drudzy nie. To trochę więcej, niż to, że ja w nie wierzę.
>Założyłem że jesteś kolejną z takich osób.
Nie rób niczym nie uzasadnionych założeń, także tego, że wszyscy katolicy....coś tam.
>A jednak dla takich ludzi to święta prawda i niejeden z nich zlinczowałby Cię za powyższe stwierdzenie, podając podobne argumenty do tych, jakie stosujesz Ty w dyskusji ze mną.
Ja nie stosuję żadnych argumentów, a żaden katolik nie jest w stanie udowodnić mi, że to on, a nie ja, wierzy w Boga. Może co najwyżej przyznać, że zmiast w Boga, wierzy TYLKO w Jezusa, a zamiast w nasze wszystkie "krzyże", tylko w ten jeden. Żaden katolik mnie nie zlinczuje, choć wszystkich nas (nie wyłaczając katolików) "zlinczować" może KK.
>Nie nazwałbym wiarą w prawdę wiary w absurd.
No to w żaden nie wierz! Ja nie wierzę i żyję szczęśliwie. Ty też możesz.
>Z mojej strony? Zawsze wiesz co mam Ci do zarzucenia. Jakoś nie bardzo się tym przejmujesz, jak widzę.
W większości wypadków, nie wiem komu. Mnie "zarzuciłeś" tylko, że należę do grup (sekt), przynależności do których CI nie wyznaję (chłopów, teistów, kaznodziei, może jeszcze tępaków i leworęcznych?).
>>Marudzisz, bo nie wiesz o kim piszesz. Bardzo mi przykro, ale możesz pisać tylko o sobie.
>Mogę pisać też o tym, jak Cię odbieram. To chyba jeszcze nie jest zabronione?
Nie. Żadna fałszywa wiara nie jest zabroniona i chociaż nie należę do wyznawców żadnej fałszywej, zdecydowanie protestuję przeciw takiemu zakazowi. Jestem za uczeniem ludzi odróżniania fałszu od prawdy, a nie ograniczaniem wolności słowa. Dlatego właśnie, nie przeszkadza mi żaden epitet i żadne niczyje domniemanie (chyba, że domniemanie winy, przez sędziego, w stosunku do niewinnego).
>A tu akurat nie ma mowy o gdybaniu. Tak, jak mówisz, jest w istocie.
Nie doceniasz liczebności tych wiedzących (pełne ich koscioły).
>Nie schlebiaj sobie.
Jesteś pewien, że to zaszczyt być Tobą, wstyd mną? Gratuluję kompleksów!!
>To dlaczego z nich nie korzystasz?
A tonę? Dobrze, że zwróciłeś mi na to uwagę. Już przystępuję do ich naprawiania i unowocześniania. Ale co będzie z Tobą i tymi ołowianymi?
>Oj, tu się nie zgadzam. Należąc do jakiejś wspólnoty, nierzadko zgadzamy się na przemawianie przedstawiciela w imieniu całego zbiorowiska.
Mów za siebie. Ja się nie zgadzam.
>Żryjmy Tarte Jabłuszka.
To propozycja, a nie pytanie. Może skorzystam.
>Tu się nie zgadzam. Nie musimy wkraczać w psychologię jednostek, by móc oceniać ich życia.
Życia - tak. Poglądów i światopoglądów, które do takiego życia je skłaniają - NIE.
>Teraz to już naprawdę Cię nie rozumiem. Wybacz, ale im dłużej z Tobą rozmawiam, tym mniej mam pomysłów na to, co naprawdę chcesz przekazać.
Cóż mogę powiedzieć? Szkoda. Chyba nie umiesz zadawać pytań rozmówcy.
>Pierwszy raz słysze o NOWORODKU. Wcześniej była mowa o DZIECKU. Chociaż może coś przeoczyłem...?
A myślisz, że od noworodka wiem więcej, a od dziecka mniej? Chyba, że masz na myśli dziecko lat 25.
>Można wykluczać mało prawdopodobne przykre konsekwencje pewnych działań, a unikać najbardziej prawdopodobnych.
Niczego, czego skutków nie jesteś PEWNY, nie wolno ci, bez konsultacji ryzyka z zainteresowanymi - robić. Co więcej, musisz przewidzieć co zrobisz, gdy rachunek prawdopodobieństwa zawiedzie.
>Nie. Ja nie wierzę, by ktokolwiek z wyżej wymienionych żył wiecznie.
No i dobrze, bo to bez znaczenia. Uwierz tylko, że Ty tak żyjesz. Uwierz, bo warto.
Thorvoy (6588 punktów)
>Wszyscy ci, którzy wiedzieli, że nic nie wiedzą, czyli wszyscy ludzie myślący logicznie, choć nie pozbawieni umiejętności myślenia abstrakcyjnego. Wszyscy, którzy wiedzą, że jedyne co wiedzą, to to, co osobiście sprawdzili w praktyce. Wszyscy, którzy w związku z powyższą wiedzą, wiarę wyznają częściej od wiedzy, a wiedzę, zamiast ją komukolwiek wyznawać, stosują w praktyce.

Czyli tacy jak ja... no popatrz, a ja Ci mówię zupełnie inaczej. Dziwny jakiś jestem.

>Skoro dopiero po upadku z czwartego piętra chcesz się przekonać, jakie będą tego skutki...Skoro dopiero po rozpruciu brzucha koledze, chcesz się dowiedzieć, że nóż nie do tego miał Ci służyć...Skoro musisz nacisnąć guzik od wyrzutni rakiet, aby nauczyć się poznawać skutki własnych działań...Chyba warto, porfilaktycznie, umieścić Cię w jakimś zakładzie zamkniętym. Jesteś pewien, że o to Ci chodzi?

Ktoś już wyskoczył z IV piętra, ktoś wbił nóż w brzuch kolegi. Wystarczy WIEDZIEĆ o skutkach, żeby nie musieć doświadczać NA SAMYM SOBIE. Ale doświadczenia innych to TEŻ doświadczenia.

>Wałęsa jest prawdziwy (to wiedza prawdziwa). Wiary w to, że to on obalił komunę, do prawdziwych zaliczyć nie można. Wiara w to, że to on na obaleniu komuny najwięcej skorzystał, to nie wiara, ale wiedza (prawdziwa). Wierzę tylko w prawdę i ani myślę wierzyć w jakikolwiek fałsz (jakichkolwiek domniemanych autorów prawdy).

Tu się zgadzam.

>Dopóki zwracałeś się do mnie z użyciem czasowników męskoosobowych (jak do rozumka) nie było potrzeby niczego poprawiać. Teraz poprawiam Twój błąd: nie masz żadnych przesłanek ku temu, by wiedzieć, czy rozmawiasz z rozumkiem CHŁOPA, czy BABY. Zbyt szybko potwierdzasz własne domniemania i stąd Twoja fałszywa wiedza/wiara.

Teraz się czepiasz. Gdybyś spytał mnie wcześniej, czy moim zdaniem jesteś mężczyzną, czy kobietą- nie odpowiedziałbym Ci ze 100% pewnością.

>Znaczenia czego, ze znaczeniem czego konkretnie?

Znaczeniami chociażby takich pojęć jak bóg, czy wiara.

>Prawda o życiu wiecznym jest taka, że jedni w nie wierzą, a drudzy nie.

I taką prawdę uznaję.

>Nie rób niczym nie uzasadnionych założeń, także tego, że wszyscy katolicy....coś tam.

Czasem trzeba. Człowiek ma za mało czasu, by nie brać pod uwagę podobieństw i na ich podstawie nie czynić wniosków.

>Ja nie stosuję żadnych argumentów, a żaden katolik nie jest w stanie udowodnić mi, że to on, a nie ja, wierzy w Boga.

E... tu znowu Cię nie rozumiem. Możliwe że wierzysz zarówno Ty, jak i on. Więcej- wątpię, by przekonywał Cię że NIE WIERZYSZ w boga, co najwyżej w nieodpowiedniego.

> Może co najwyżej przyznać, że zmiast w Boga, wierzy TYLKO w Jezusa, a zamiast w nasze wszystkie "krzyże", tylko w ten jeden. Żaden katolik mnie nie zlinczuje, choć wszystkich nas (nie wyłaczając katolików) "zlinczować" może KK.

Ale po co mówisz o sprawach oczywistych, z którymi nawet nie mam zamiaru się kłócić?

>No to w żaden nie wierz! Ja nie wierzę i żyję szczęśliwie. Ty też możesz.

To co Ty w końcu wyznajesz?

>W większości wypadków, nie wiem komu. Mnie "zarzuciłeś" tylko, że należę do grup (sekt), przynależności do których CI nie wyznaję

ŻE CO??? Pisać-po-polskiemu-trudna-rzecz?

>Nie. Żadna fałszywa wiara nie jest zabroniona [...]

A szkoda.

>i chociaż nie należę do wyznawców żadnej fałszywej, zdecydowanie protestuję przeciw takiemu zakazowi.

A jaką prawdziwą wiarę wyznajesz?

> Jestem za uczeniem ludzi odróżniania fałszu od prawdy, a nie ograniczaniem wolności słowa.

Nazizm został zabroniony, mimo że wolność słowa teoretycznie mamy. Zgadzam się z tym stanem rzeczy. Coś podobnego powinni ustalić co do wszelkiej maści teizmów.

>Nie doceniasz liczebności tych wiedzących (pełne ich koscioły).

Doceniam, niestety.

>>Nie schlebiaj sobie.
>Jesteś pewien, że to zaszczyt być Tobą, wstyd mną? Gratuluję kompleksów!!

Jesteś pewna że mam kompleksy? Doktoryzowałeś się ze znajomości Thorvoya? Gadam trochę jak Ty, zauważyłeś?

A jakie Ty masz kompleksy że reagujesz w ten sposób na zwykłą przekomarzankę?

>A tonę? Dobrze, że zwróciłeś mi na to uwagę. Już przystępuję do ich naprawiania i unowocześniania. Ale co będzie z Tobą i tymi ołowianymi?

Nie wiem, taka sytuacja nie ma miejsca. To Ty wmawiasz mi że korzystam z tych ołowianych. Poza tym sama metafora z kołem ratunkowym dotyczyła wyłącznie sensowności sformułowania.

>Mów za siebie. Ja się nie zgadzam.

To nie. W Twoim imieniu akurat nie mówiłem.

>>Żryjmy Tarte Jabłuszka.

>To propozycja, a nie pytanie. Może skorzystam.

Dobre są.

>Życia - tak. Poglądów i światopoglądów, które do takiego życia je skłaniają - NIE.

Żeby więc dokonać czegokolwiek, musiałabyś całe życie poświęcić na poznawanie tylko jednej osoby, z którą miałabyś do czynienia.

>Cóż mogę powiedzieć? Szkoda. Chyba nie umiesz zadawać pytań rozmówcy.

Może rozmówca nie umie jasno formułować myśli.

>A myślisz, że od noworodka wiem więcej, a od dziecka mniej?

Myślę że dziecko wie trochę więcej niż noworodek i nie tak dużo mniej niż Ty, czy ja, i może wykazać to przynajmniej w sytuacjach, od których zależy przeżycie.

> Chyba, że masz na myśli dziecko lat 25.

Jeszcze trochę i takim będę... bu.

>Niczego, czego skutków nie jesteś PEWNY, nie wolno ci, bez konsultacji ryzyka z zainteresowanymi - robić. Co więcej, musisz przewidzieć co zrobisz, gdy rachunek prawdopodobieństwa zawiedzie.

A Ty kiedykolwiek byłeś pewny że meteoryt nie spadnie Ci na głowę? Przecież taka szansa istnieje! Z domu lepiej nie wychodź.

>No i dobrze, bo to bez znaczenia.

Więc po co pytanie?

> Uwierz tylko, że Ty tak żyjesz. Uwierz, bo warto.

Tzn. mam uwierzyć że JAK niby żyję? Jak oni w zaświatach?
Thorvoy (6588 punktów)
>>Nie-Zrozumiałeś-Pytania. Pytanie było ironiczne.
>Wzajemnie.

Ja Ciebie też.

>O to, że można albo wiedzieć, że się wierzy w prawdę, albo wierzyć, że się wie (wierzyć w fałsz). Innych przypadków nie ma.

Kto powiedział że "wierzyć że się wie" = "wierzyć w fałsz"?

>Czyli ucz wierzyć i poznawać, a nie wiedzieć przed poznaniem.

Nie. Ucz się poznawać i wiedzieć po poznawaniu.

>No to mamy dokładnie sprzeczne pojęcie teizmu. Dla mnie, KK propaguje teizm, czyli wszechwiedzę. Twoim zdaniem, wiarę prawdziwą?

Każda wiara jest prawdziwa. Nie każdy z ich podmiotów jest. Obawiam się że żadna z religii nie oferuje nam prawdy.

>1) skąd wiesz, żem CHŁOP? Twoim zdaniem, BABY rozumków nie mają?

O ile mi wiadomo, "rozumek" jest rodzaju męskiego, więc domyślnie zwracam się do Ciebie jak do mężczyzny. Jeśli się pomyliłem- popraw mnie.

>2) po co skręcach na teizm? Mowa była o wierze w kruchość ciała i potęgę umysłu, czyli wierze w prawdę o życiu wiecznym. Poza tym ja nie o skręcaniu, a o myleniu znaczeń i niewłaściwym się do nich odnoszeniu.

Nie był(a?)byś sobą gdybyś nie powiedział(a?) "w prawdę o życiu wiecznym", zamiast "w życie wieczne".

>Wiesz, że irytujesz się na samego siebie? To Ty nie rozumiesz przenośni i ironii, wypisywanych przeze mnie na skutek Twojej o mnie wszechwiedzy.

Pozwolę sobie wytłumaczyć się: znam wielu ludzi, którzy mówili w podobny Tobie sposób. Z całą pewnością NIE mówili ironicznie, ani metaforycznie. Założyłem że jesteś kolejną z takich osób.

> Skąd Ci przyszło do głowy, że należę do ludzi wierzących w osobowego boga, czyli fałsz?

A jednak dla takich ludzi to święta prawda i niejeden z nich zlinczowałby Cię za powyższe stwierdzenie, podając podobne argumenty do tych, jakie stosujesz Ty w dyskusji ze mną.

>Ja wierzę w prawdę, więc nie nalezę do żadnej grupy politycznej, czy religijnej.

Nie nazwałbym wiarą w prawdę wiary w absurd.

>Z Twojej strony to nie jest polemika, ale wystawianie ocen nie wiadomo kiedy, komu przez kogo (mnie przez Ciebie, Tobie przeze mnie?).

Z mojej strony? Zawsze wiesz co mam Ci do zarzucenia. Jakoś nie bardzo się tym przejmujesz, jak widzę.

>> Żeby nie było że tylko marudzę: nie zasugerowałem ani razu, że marzę o Twojej, czy swojej śmierci. Jeśli tak było, proszę o wskazanie fragmentu.

>Marudzisz, bo nie wiesz o kim piszesz. Bardzo mi przykro, ale możesz pisać tylko o sobie.

Chyba przeoczyłem ten wskazany fragment. Hmm, może przeczytam ten akapit jeszcze raz. A póki co, nadal nie piszesz na temat.

>Marudzisz, bo nie wiesz o kim piszesz. Bardzo mi przykro, ale możesz pisać tylko o sobie.

Mogę pisać też o tym, jak Cię odbieram. To chyba jeszcze nie jest zabronione?

>Gdyby tak mniejszość była wiedząca, a większość wierząca!!!

A tu akurat nie ma mowy o gdybaniu. Tak, jak mówisz, jest w istocie.

>Nie rozśmieszaj mnie już więcej, wpisywaniem mnie tam, gdzie sam należysz.

Nie schlebiaj sobie.

> Ja mam o wiele lepsze kamizelki ratunkowe i codziennie sprawiam sobie nowocześniejsze.

To dlaczego z nich nie korzystasz?

>Miły człowiek jesteś, ale nie rozumiesz ludzi i życia (działania i współdziałania). Spróbuj się nauczyć. Mów o sobie, a nie o innych. I przyjmij do wiadomości, że NIKT nie ma prawa wypowiadać się w Twoim imieniu (ani Ty w imieniu innych).

Oj, tu się nie zgadzam. Należąc do jakiejś wspólnoty, nierzadko zgadzamy się na przemawianie przedstawiciela w imieniu całego zbiorowiska.

> Przyjmij też do wiadomości, że na postawione nam pytanie nie ma sensownej odpowiedzi, bo nie wiadomo, co to znaczy ŻTJ.

Żryjmy Tarte Jabłuszka.

>.A skoro nie wiadomo, to nie wiadomo też, czyje życie oceniamy.

Tu się nie zgadzam. Nie musimy wkraczać w psychologię jednostek, by móc oceniać ich życia.

>Dlatego, że wierzy we wszystko (np. ŻJ..) oprócz prawdy. Dlatego, że nie wierzy, że nikt nie musi umierać (nawet ono), abyśmy żyli wiecznie.

Teraz to już naprawdę Cię nie rozumiem. Wybacz, ale im dłużej z Tobą rozmawiam, tym mniej mam pomysłów na to, co naprawdę chcesz przekazać.

>Jaki znowu wniosek? Chodzi Ci o to, skąd wiem, że o życiu wiem więcej od noworodka?

Pierwszy raz słysze o NOWORODKU. Wcześniej była mowa o DZIECKU. Chociaż może coś przeoczyłem...?

>Jeśli PRZED każdym kiwnięciem palcem, nie zapytasz, czy zainteresowanym odpowiadają skutki tego kiwania, to nigdy nie potrafisz "pozytywnie" tym palcem kiwnąć.

Można wykluczać mało prawdopodobne przykre konsekwencje pewnych działań, a unikać najbardziej prawdopodobnych. Jelśli kiwniesz palcem dla własnej zachcianki- prawie na pewno nic się nie stanie. Jeśli wbijesz komuś nóż w serce- prawie na pewno pociągnie to za sobą paskudne konsekwencje.

> Na pytania po kiwnięciu (po życiu) nie będzie już czasu. Choć życie niektórych jest wieczne, Twoje takim się nie stanie. Chyba, że wierzysz, że wiecznie (i szczęśliwie) żyją tacy jak Hitler, a nie tacy jak Matka Teresa, a także jak Sokrates, Einstein i miliony żyjących szczęśliwie, bez "pomocy" jakichkolwiek Hitlerów, Hitlerków oraz pasożytów i pasożytków.

Nie. Ja nie wierzę, by ktokolwiek z wyżej wymienionych żył wiecznie.
madej
>>Co to znaczy "żyć jak by się miało umrzeć jutro" ?
>>Przede wszystkim żyć prawie, żyć tak że by wieczorem można było powiedzieć że nie zmarnowałem dnia, że w żadnej chwili mijającego dnia nie przestałem być Człowiekiem - to trudne, ale nikt nigdy nie powiedział że życie będzie łatwe.
>To tak trudne, że chyba nikomu nie może się udać, bo głównym zadaniem Człowieka, moim zdaniem, jest posprzątanie wszystkich śmieci, jakie po swoim życiu zostawił i naprawienie krzywd, które wyrządził. Czy ten "umierający jutro", każdego kolejnego dnia, miałby się budzić zdziwiony, że jeszcze żyje? I miałby do południa błądzić (śmiecić i grzeszyć), by po południu naprawić wszystkie przedpołudniowe błędy?
>
Witaj
A może o to chodzi ?
rozumek
>>To tak trudne, że chyba nikomu nie może się udać, bo głównym zadaniem Człowieka, moim zdaniem, jest posprzątanie wszystkich śmieci, jakie po swoim życiu zostawił i naprawienie krzywd, które wyrządził. Czy ten "umierający jutro", każdego kolejnego dnia, miałby się budzić zdziwiony, że jeszcze żyje? I miałby do południa błądzić (śmiecić i grzeszyć), by po południu naprawić wszystkie przedpołudniowe błędy?
>>Witaj
>A może o to chodzi ?
Jak komu. Mnie chodzi o to, żeby sprzątać i do południa i po nim. I żeby podziwiać piękno życia (wiecznego), a nie dziwić się co rano akurat własnemu. Jakoś nie potrafię stęsknić się za czyjąkolwiek śmiercią (szczególnie własną).
IQ955 (2355 punktów)
>Jakoś nie potrafię stęsknić się za czyjąkolwiek śmiercią (szczególnie własną).

A ile masz lat, jeśli wolno zapytać?


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
rozumek
>>Jakoś nie potrafię stęsknić się za czyjąkolwiek śmiercią (szczególnie własną).
>A ile masz lat, jeśli wolno zapytać?
Rozumki lat nie mają, bo ich nie liczą. Mogę Cię tylko zapewnić, że mój jest już w pełni dojrzały, choć jego przyszłego rozwoju nie widzę końca (wierzę w jego życie wieczne). Jeśli chciałbyś wiedzieć kiedy umrze materia, w której się zrealizował, to przy dzisiejszym stanie wszystkich rozumków sądzę, że byłoby jej do śmierci bliżej niż dalej. Na szczęście, wierzę w rozwój nie tylko własnego rozumku, więc i moje ciało ma życie wieczne (i będzie mieć takie, dopóki nie umrze).
IQ955 (2355 punktów)
>Rozumki lat nie mają, bo ich nie liczą.

Bardzo sympatyczna (choć wymijająca) odpowiedź . W istocie jest to chyba Twoja wersja przysłowia "Szczęśliwi czasu nie liczą".

O wiek zaś pozwoliłem sobie zapytać dlatego, aby odpowiadając na:
>Jakoś nie potrafię stęsknić się za czyjąkolwiek śmiercią (szczególnie własną).
opowiedzieć Ci o moim Dziadku, który (dobrze już po osiemdziesiątce) powiedział: "Ja już moge umrzeć. Dość się już nażyłem". Wtedy przeraziło mnie to, oczywiście. Dziś skłonny już jestem lepiej Go rozumieć. Jeśli ma to dla Ciebie znaczenie - mój Dziadek był człowiekiem religijnym (choć bez przesady).


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
rozumek
>>Rozumki lat nie mają, bo ich nie liczą.
>Bardzo sympatyczna (choć wymijająca) odpowiedź . W istocie jest to chyba Twoja wersja przysłowia "Szczęśliwi czasu nie liczą".
Bo wiedzą, że on istnieje (od minus, do plus nieskończoności). Są szczęśliwi, bo zamiast go liczyć, wolą racjonalnie z niego korzystać. Odpowiedź jest wymijająca, bo uważam, że ani na internetowym forum (jakimkolwiek), ani podczas żadnej ogólnej rozmowy, nie różnimy się wiekiem, religijnym wyznaniem, płcią, kolorem oczu, sprawnością fizyczną, wykształceniem...Różnimy się tylko doświadczeniem (które zdobywamy i wykorzystujemy w różnym tempie) i światopoglądem, który na podstawie tego doświadczenia budujemy.
>O wiek zaś pozwoliłem sobie zapytać dlatego, aby odpowiadając na:
>>Jakoś nie potrafię stęsknić się za czyjąkolwiek śmiercią (szczególnie własną).
>opowiedzieć Ci o moim Dziadku, który (dobrze już po osiemdziesiątce) powiedział: "Ja już moge umrzeć. Dość się już nażyłem". Wtedy przeraziło mnie to, oczywiście. Dziś skłonny już jestem lepiej Go rozumieć. Jeśli ma to dla Ciebie znaczenie - mój Dziadek był człowiekiem religijnym (choć bez przesady).
Moja nie żyjąca już Babcia, mówiła to samo. Wcześniej mówiła także, że jest już zmęczona, ale potrzebuje jeszcze roku lub dwóch lat, aby uporządkować sprawy majątkowe (było to w PRL, który potrafił zrobić w nich bałagan nie mniejszy, niż dzisiejsze "władze"). Po uporządkowaniu odeszła, a ja wierzę, że żyje wiecznie. Też była religijna i też bez przesady. Do kościoła nie chodziła, ale w testamencie coś KK zostawiła. Ja do religijnych nie należę, więc spadku po mnie KK nie dostanie, ale w Boga prawdziwego wierzę. I pewnie dlatego, nie wierzę ani w boskość Jezusa, ani w żadną inną sektę religijną.
Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
Nie wolałbyś tylko utrzymywać porządku? Tak rozumuje i stara się żyć lwia część racjonalistów, gdyż zakłada że lepiej nie dopuścić do bajzlu takiego, że życia nie starczy, by go uprzątnąć.

Powiem więcej: bardziej pasuje mi taki sposób myślenia, niż założenie że mogę sobie tutaj narobić, posprzątać, a kiedy już trzeba będzie się "przeprowadzić" (do Wiecznych Łowów Krainy)... pójść do spowiedzi, albo się nawrócić i po problemie.
rozumek
>Nie wolałbyś tylko utrzymywać porządku? Tak rozumuje i stara się żyć lwia część racjonalistów, gdyż zakłada że lepiej nie dopuścić do bajzlu takiego, że życia nie starczy, by go uprzątnąć.
Żeby utrzymać idealny porządek, trzeba powstrzymać się od jakiegokolwiek działania (trzeba umrzeć). Tak nie stara się "żyć" żaden racjonalista. To "życie" w 100% irracjonalne.
>Powiem więcej: bardziej pasuje mi taki sposób myślenia, niż założenie że mogę sobie tutaj narobić, posprzątać, a kiedy już trzeba będzie się "przeprowadzić" (do Wiecznych Łowów Krainy)... pójść do spowiedzi, albo się nawrócić i po problemie.
A kto Ci każe porządkować jakieś Krainy Wiecznych Łowów, zamiast skupić się na porządkowaniu Własnego Wiecznego Życia? Nie sądzisz, że to o wiele bardziej racjonalne?
Kto Ci każe się komukolwiek spowiadać? Przecież i tak, "spowiada" Cię samo życie i wszyscy otaczający Cię ludzie.
Nie wiem, czy bardziej mi "pasuje" umieranie jutro, czy zmartwychwstawanie za dwa lata, bo obydwa mi nie "pasują". Pasuje mi wiara w życie wieczne, więc nie tylko nie zamierzam dać się "przechrzcić" na jakąkolwiek inną, ale zachęcam bliższe i dalsze otoczenie do naśladownictwa. Moim zdaniem, wiara w śmierć, nie jest nikomu do niczego potrzebna i nikt nie ma do niej jakichkolwiek racjonalnych przesłanek, więc po co ją kultywować?
Thorvoy (6588 punktów)
>Żeby utrzymać idealny porządek, trzeba powstrzymać się od jakiegokolwiek działania (trzeba umrzeć). Tak nie stara się "żyć" żaden racjonalista. To "życie" w 100% irracjonalne.

Nie trzeba powstrzymywać się od działania. Wystarczy działać tak, by- za przeproszeniem- burdelu nie narobić.

>A kto Ci każe porządkować jakieś Krainy Wiecznych Łowów, zamiast skupić się na porządkowaniu Własnego Wiecznego Życia? Nie sądzisz, że to o wiele bardziej racjonalne?

A co, jeśli ktoś NIE wierzy we własne WIECZNE życie?

>Kto Ci każe się komukolwiek spowiadać? Przecież i tak, "spowiada" Cię samo życie i wszyscy otaczający Cię ludzie.

Mówiłem teraz o sytuacji teisty, ściślej katolika.

>Nie wiem, czy bardziej mi "pasuje" umieranie jutro, czy zmartwychwstawanie za dwa lata, bo obydwa mi nie "pasują". Pasuje mi wiara w życie wieczne, więc nie tylko nie zamierzam dać się "przechrzcić" na jakąkolwiek inną, ale zachęcam bliższe i dalsze otoczenie do naśladownictwa.

Zauważyłeś? PASUJE MI WIARA W ŻYCIE WIECZNE. Mi pasuje wiara w to że milion dolarów będzie spadało mi na głowę każdego dnia. To dlaczego nie wierzę? Z tych samych powodów, dla których nie wierzę w życie wieczne... Myślę racjonalnie.

> Moim zdaniem, wiara w śmierć, nie jest nikomu do niczego potrzebna i nikt nie ma do niej jakichkolwiek racjonalnych przesłanek, więc po co ją kultywować?

Bo przecież nikt nie umiera, prawda? Te wszystkie groby i cmentarze to taki pic na wodę, co nie? Ehh, zastanów się czasem co piszesz.
rozumek
>A co, jeśli ktoś NIE wierzy we własne WIECZNE życie?
Nic. Po prostu, całe życie umiera, więc pożytku z życia nie ma żadnego. To jego sprawa, dopóki nie szuka naśladowców.
>Mówiłem teraz o sytuacji teisty, ściślej katolika.
A co Cię obchodzą wierzenia innych (nie Twoje i nie moje)?
>Zauważyłeś? PASUJE MI WIARA W ŻYCIE WIECZNE. Mi pasuje wiara w to że milion dolarów będzie spadało mi na głowę każdego dnia. To dlaczego nie wierzę? Z tych samych powodów, dla których nie wierzę w życie wieczne... Myślę racjonalnie.
To nie jest ten sam powód, bo życie wieczne "spada Ci na głowę" nie tylko każdego dnia, ale w każdym ułamku sekundy. Jak można nie zauważać prawdy, tylko dlatego, że nie ma fałszu?
>Bo przecież nikt nie umiera, prawda? Te wszystkie groby i cmentarze to taki pic na wodę, co nie? Ehh, zastanów się czasem co piszesz.
Może Ty spotykasz na cmentarzach duchy zmarłych. Mnie się to nie zdarzyło, a z przykrością stwierdzam, że w wyniki cudzych doświadczeń (także Twoich z duchami) nie wierzę. Nie musisz się zastanawiać co piszesz, bo i tak, nikt podzielający moją wiarę, w takie bzdury (fałsz) nie uwierzy.
Thorvoy (6588 punktów)
>>A co, jeśli ktoś NIE wierzy we własne WIECZNE życie?
>Nic. Po prostu, całe życie umiera, więc pożytku z życia nie ma żadnego. To jego sprawa, dopóki nie szuka naśladowców.

Ty chyba zakładasz że niewierzący nieustannie myśli o swojej śmierci. W wolnych chwilach, kochając się z partnerką, jedząc banany, oglądając komedie w TV... tak Ci się wydaje, prawda? Najprawdopodobniej. Teraz sprostuję trochę Twoj pogląd na takich ludzi, albowiem sam do nich należę: MAMY pożytek z życia. Umiemy się nim cieszyć. Prawdopodobnie bardziej niż Ty, ponieważ nie ograniczamy się BEZSENSOWNIE i wiemy że jeśli teraz nie wykorzystamy możliwości, jakie nam daje, nie wykorzystamy ich później.

>A co Cię obchodzą wierzenia innych (nie Twoje i nie moje)?

Co obchodzą... no, niech będzie że nieszczęsnych Amerykańców, wierzenia szurniętych arabusów, którzy wysadzają się w powietrze z ich chrześcijańskimi rodakami? Wszystko ma jakiś związek. Z reguły, jeśli piszę o czymś, nie robię tego bez celu.

>To nie jest ten sam powód, bo życie wieczne "spada Ci na głowę" nie tylko każdego dnia, ale w każdym ułamku sekundy. Jak można nie zauważać prawdy, tylko dlatego, że nie ma fałszu?

Tak, jak możesz nie zauważać smoków, pciągw, mrukwi i grzdyli, mimo że ich nieistnienia jeszcze nie udowodniłeś. Ja z kolei nie zauważyłem żeby to życie wieczne spadło mi na łeb kiedykolwiek.

>Może Ty spotykasz na cmentarzach duchy zmarłych. Mnie się to nie zdarzyło, a z przykrością stwierdzam, że w wyniki cudzych doświadczeń (także Twoich z duchami) nie wierzę. Nie musisz się zastanawiać co piszesz, bo i tak, nikt podzielający moją wiarę, w takie bzdury (fałsz) nie uwierzy.

S-a-r-k-a-z-m. Uprzedzając, to NIE jest odłam buddyzmu, ani nazwa rośliny. To coś, czego- jak widzę- nie rozumiesz. Przeczytaj sobie jeszcze raz, co napisałem. ZE-ZROZUMIENIEM.
rozumek
>>>A co, jeśli ktoś NIE wierzy we własne WIECZNE życie?
>>Nic. Po prostu, całe życie umiera, więc pożytku z życia nie ma żadnego. To jego sprawa, dopóki nie szuka naśladowców.
>Ty chyba zakładasz że niewierzący nieustannie myśli o swojej śmierci.
Nic takiego nie zakładam. Wiem, że niewierzący, to wiedzący. Niezależnie od tego, jaką wyznaje religię. Nie wiem natomiast, dlaczego spośród wszystkich możliwych wierzeń, wybrałeś sobie akurat wiarę w śmierć. To, że nazywasz ją wiedzą mnie nie dziwi (skoro należysz do wiedzących...).
> W wolnych chwilach, kochając się z partnerką, jedząc banany, oglądając komedie w TV... tak Ci się wydaje, prawda? Najprawdopodobniej. Teraz sprostuję trochę Twoj pogląd na takich ludzi, albowiem sam do nich należę: MAMY pożytek z życia. Umiemy się nim cieszyć. Prawdopodobnie bardziej niż Ty, ponieważ nie ograniczamy się BEZSENSOWNIE i wiemy że jeśli teraz nie wykorzystamy możliwości, jakie nam daje, nie wykorzystamy ich później.
Coś Ci się teraz pomieszało. To nie ja robię fałszywe założenia na Twój temat, ale Ty na mój.
Nie mam żadnych wyobrażeń na Twój temat, oprócz tych, które deklarujesz w postach. To wreszcie żyjesz tak, jakbyś w śmierć ciała i nieśmiertelność ducha wierzył, czy tak jakbyś wierzył, że i jedno i drugie jutro umrze?
Z pełnym zrozumieniem czytam to, co mi o sobie piszesz. Szkoda tylko, że Ty sam nie rozumiesz, co napisałeś przed chwilą. Szkoda, że każdy następny post, przeczy poprzedniemu. Może wykazałbyś więcej zdecydowania w swoich wierzeniach (lub "wiedzeniach"), bo trochę zaczyna mi brakować cierpliwości.
Thorvoy (6588 punktów)
>Nic takiego nie zakładam. Wiem, że niewierzący, to wiedzący. Niezależnie od tego, jaką wyznaje religię.

NIE-WIERZĄCY NIE wyznaje religii.

> Nie wiem natomiast, dlaczego spośród wszystkich możliwych wierzeń, wybrałeś sobie akurat wiarę w śmierć. To, że nazywasz ją wiedzą mnie nie dziwi (skoro należysz do wiedzących...).

To nie wiara. Ludzie wokół umierają. Śmierć nie potrzebuje wiary.

>Coś Ci się teraz pomieszało. To nie ja robię fałszywe założenia na Twój temat, ale Ty na mój.

Oj, zaczyna się wymiana poglądów na zasadzie: "właśnie że to ty jesteś gópiiii (błąd zamierzony, gdyby ktoś się czepiał). A ja Ci mówię że to Ty czynisz nieprawdziwe założenia, bo nieraz musiałem prostować Twoje rozumowanie i dawałem znać za każdym razem, kiedy mówiłeś wręcz nie na temat.

>Nie mam żadnych wyobrażeń na Twój temat, oprócz tych, które deklarujesz w postach. To wreszcie żyjesz tak, jakbyś w śmierć ciała i nieśmiertelność ducha wierzył, czy tak jakbyś wierzył, że i jedno i drugie jutro umrze?

Nie wierzę w coś takiego jak duch. W tym momencie BŁĘDNIE założyłeś że wierzę zarówno w ciało jak i ducha, chociaż powinno być dla Ciebie oczywiste że ateista w DUCHA nie wierzy. Myślę że powinniśmy skończyć czem prędzej dyskusję, ponieważ wydaje mi się że polemizujesz wyłącznie po to, żeby coś powiedzieć. I to wszystko. Gorzej że polemika musi mieć jakiś sens, a jakie czynię Ci zarzuty, w jednym poście wyraźnie Ci wytknąłem.

>Z pełnym zrozumieniem czytam to, co mi o sobie piszesz. Szkoda tylko, że Ty sam nie rozumiesz, co napisałeś przed chwilą.

Właśnie że Ty nie rozumieeeesz... Kocham takie wymiany zdań.

>Szkoda, że każdy następny post, przeczy poprzedniemu.

Wykaż to. Ja nie zauważyłem sprzeczności. Może nie jesteś tak napastliwy jak Haereticus, ale równie kiepski z Ciebie dyskutant.

> Może wykazałbyś więcej zdecydowania w swoich wierzeniach (lub "wiedzeniach"), bo trochę zaczyna mi brakować cierpliwości.

I kto to mówi... boże, dopomóż.
IQ955 (2355 punktów)
>Tak rozumuje i stara się żyć lwia część racjonalistów, gdyż zakłada że lepiej nie dopuścić do bajzlu takiego, że życia nie starczy, by go uprzątnąć.

Za to zdanie dałem Ci plusika. Myślę tak samo, choć (zważywszy, że nie wszyscy racjonaliści, a tym mniej wszyscy ludzie myślą podobnie) czasem wypełza mi z głębin mózgu taki koszmarek, że pod koniec życia powiem: !@#$%^&*(#@%#!!! (albo jeszcze gorzej). Oni mnie wszyscy kiwali z tą $%^&^&* dobrocią! Sami na tym świetnie wyszli, a ja już nie mam czasu, aby zmienić nastawienie na "brać co się da i kiedy się da!!". @&%^#%$@^%$!!!!!!!!

I tu ludzie wierzący mają nad nami (wątpliwą, co prawda ale jednak) przewagę.

Bo Twoja myśl byłaby wspaniała, gdyby wszyscy sie do niej stosowali. A racjonalizm i sceptycyzm dopuszczają (a nawet niejako prowokują) takie koszmarki, jak wyżej opisany. Wiara zaś (prawda, że za lichwiarską cenę zakazu wątpienia) izoluje nas od tego. Można to też ująć inaczej: Czy chcę przeżyć życie madrze, czy przyjemnie? Obawiam się bowiem, że jedno się z drugim przynajmniej częściowo kłóci, a w praktyce to imamy się różnych lepszych lub gorszych kompromisów.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Thorvoy (6588 punktów)
Jeśli przeżywać życie mądrze, to nie do końca przyjemnie. Jeśli niemądrze, to z całkiem miłą świadomością że jak by nie było źle, pod koniec czeka nagroda za trudy.

Popierałbym niemądre życie, gdyby wiara była czymś, co KAŻDY może mieć. Świat byłby wtedy niemal utopijnym zjawiskiem. Niestety, kiedy mamy już pokaźne grono ateistów, a teiści chcą ich zdominować, zaniedbując poważne sprawy, dotyczące chociażby porządku i bytu społeczeństwo, trzeba walczyć o świat, w którym będzie żyło się mądrze, mniej przyjejmnie, ale chociaż nieco wygodniej.

Pozdrawiam.
rozumek
>I tu ludzie wierzący mają nad nami (wątpliwą, co prawda ale jednak) przewagę.
Ludzie dzielą się na wierzących (wiedzących, że nic nie wiedzą racjonalistów) i wiedzących (wyznawców rozmaitych religii). Czyżbyś zapisał się do wyznawców racjonalistycznej religii? Z Twoich innych postów wyglądało mi na to, że raczej sam jesteś racjonalistą, niż wierzysz w jakiegoś konkretnego, nie będącego Tobą.
Thorvoy (6588 punktów)
>Ludzie dzielą się na wierzących (wiedzących, że nic nie wiedzą racjonalistów) [...]

Może nie podpisujemy się do końca pod słowami wielkiego filozofa. Ja uważam że COŚ wiem. Z pewnością wiem jednak bardzo mało. Poza tym my NIE wierzymy.

> i wiedzących (wyznawców rozmaitych religii).

Odwracasz kota ogonem, prawisz bzdury. Teiści przede wszystkim wierzą.

> Czyżbyś zapisał się do wyznawców racjonalistycznej religii?

encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=3966983
Pod tym linkiem znajdziesz definicję słowa religia.

>Z Twoich innych postów wyglądało mi na to, że raczej sam jesteś racjonalistą, niż wierzysz w jakiegoś konkretnego, nie będącego Tobą.

O czym Ty teraz mówisz?
Basia (364 punktów)
>Co sadzicie o zyciu tak jakby sie mialo umrzec jutro, w
>praktyce? jakie sa Wasze argumenty za i przeciw, ogolne
>zdanie.
>

Oj żyć na całego, nie przejmować się tym, co pomyślą inni,dać szefowi do zrozumienia, co o nim naprawdę myślisz, powiedzieć o jedno słowo za dużo... Byłoby pięknie. A co będzie jak jednak pożyjesz dłużej...?
internal policy
>Co sadzicie o zyciu tak jakby sie mialo umrzec jutro, w
>praktyce? jakie sa Wasze argumenty za i przeciw, ogolne
>zdanie.
>
Tak,ale co to oznacza?bo kazdy lubi cos innego czy habitualny hedonizm to juz wszystko?
BO to sie ma zazwyczaj na mysli ale sa ludzie ktorzy lubia proste i przystepne rewelacje jak np poranna kawa.Jest mi potrzebna ale tez jakos to lubie albo spacer z psem,nie chcialabym zeby ktos mi do tego dorabial filozofie zyciowa albo zarzucal ze nie potrafie korzystac z zycia albo co gorsze zebym sie najebala bo jutro moge umrzec.Pije rowniez wtedy kiedy mam na to ochote i okazje,moze mam jeszcze mleko pod nosem i sie zorientuje ze zycie jest bardziej skomplikowane.Droga do tego moze maja byc silne emocje ktorych dzisiaj ludzie potrzebuja zeby cokolwiek poczuc ,ale czy to nie prowadzi do hiperaktywnosci po pewnym czasie i uzaleznienia?Nie lubie tez rozmawiac ale sie nie zeszmace i nie powiem ze jestem nieelokwentna albo malo inteligentna .To kolejny atut ludzkiego zycia: moc sie wyrazic slownie,komunikacja jest fundamentalna w dzisiejszych czasach.Wogole uwazam ze ten temat jest sformulowany zbyt generalnie .A jezeli chodzi o praktyke to jakbys tak pozyl to bys dlugo nie pozyl .
Thorvoy (6588 punktów)
Podoba mi sie to, co piszesz. Spróbuj to teraz wytłumaczyć osobie takiej, jak Rozumek. Czytałaś może Jego posty? Jeśli nie, to poczytaj sobie. Ciekawych rzeczy można się o sobie dowiedzieć.
rozumek
>Podoba mi sie to, co piszesz. Spróbuj to teraz wytłumaczyć osobie takiej, jak Rozumek. Czytałaś może Jego posty? Jeśli nie, to poczytaj sobie. Ciekawych rzeczy można się o sobie dowiedzieć.
Znowu mylisz siebie z innymi? Z moich postów dowie się o mnie (że podzielam jej zdanie) i o Tobie. Że nie masz żadnego. Jej zdanie Ci się podoba (takie ładne), a ze mną walczysz o swoje racje (worki).
Thorvoy (6588 punktów)
Nie muszę walczyć o swoje worki.

A tak w ogóle to lubię arbuzy.
Anmarno (4 punktów)
>Co sadzicie o zyciu tak jakby sie mialo umrzec jutro, w
>praktyce? jakie sa Wasze argumenty za i przeciw, ogolne
>zdanie.

Witam... jest to mój pierwszy post na tej stronie.. ale dobra koniec tego co nie na temat

Ja uważam że człowiek który zdaje sobie sprawe z tego że moze umrzeć jutro to bardziej sie cieszy z życia w przeciwieństwie do "nas" ludzi zapracowanych, zagonionych... bo tak naprawde kto wstając rano myśli sobie że może jutro umrzeć.... Przecież tak naprawde jeśli ktoś np. tak jak ja chodzi do skzoły to rano sobie myśli.... co np. bedzie w szkole a nie że moze umrzeć jutro....
Tak naprawde to ja uważam ze byłoby głupotą gdyby zdrowy ( głównie mam na myśli zdrowie fizyczne...) człowiek żył tak jak by miał umrzeć jutro.... bo wtedy zamiast iść normalnie do np. pracy to by sie obiłał... czyli według niego korzystał z życia... Bo po co on ma myśleć co bedzie w przyszłości jak tego nie dożyje... Moim zdaniem takie ( nie uzasadnione ) gdybanie na tem śmierci jest bez sensu... ponieważ nikt z nas nie wie kiedy tak naprawde umrze... i zastanawianie sie nad tym moze jednynie spowodowac zagubienie sie takiej osoby co w konsekwecji doprowadzi do jej rychłej śmierci....

Chciałabym jedno wytłumaczyc bo w nawaiasach dodałam kilka dodatkowych słów... napisałam je ponieważ są ludize którzy żyja tak jakby mieli umrzeć jutro ale sa to ludzie śmiertelnie chorzy...... Wiem ze w tym momencie można to odczytać jako negowanie ich postawy bo pzecież mam inne zdanie... ale ja myśle jako zdorwa osoba.... Ale potrafie postawic sie także w sytuacji osoby chorej... ponieważ wiem jak zył mój ojciec... przez trzy lata... był śmiertelnie chory... i nigdy nie wiadomo było czy rano sie obudzi czy juz nie.....
Ale nawet on starał sie zyć przyszłościowo... chociaż nie wychopdziło mu to bo i tak sie zastanawiał czy bedzie "jutro" jeszcze żył.... Ale jedno moge mu przyznać cieszył się bardziej życiem niż jego zdrowi koledzy....

No to by było na tyle co mam do powiedzenia... takie ejst moje zdanie na ten temat Rzbierajac to uważam ze takie zycie oprarte na mysleniu czy umrzemy dnia następnego bo przecież mozemy urzeć tego samego dnia w którym wypowiemy te słowa....

Pozdrawiam


Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce
Thorvoy (6588 punktów)
Wszystko pięknie, ale:

1. Pisz staranniej i staraj się nie gubić liter.
2. Nie przesadzaj z wielokropkami.

Dziękuję.
Anmarno (4 punktów)
>Wszystko pięknie, ale:
>1. Pisz staranniej i staraj się nie gubić liter.
>2. Nie przesadzaj z wielokropkami.
>Dziękuję.

Oki postaram sie

Dziękuje i pozdrawiam

Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce
Thorvoy (6588 punktów)
Ależ nie ma za co.

Pozdrawiam również.
stormrider (206 punktów)
>Co sadzicie o zyciu tak jakby sie mialo umrzec jutro, w
>praktyce? jakie sa Wasze argumenty za i przeciw, ogolne
>zdanie.
>
W praktyce? Istnieje rozszerzone powiedzenie: "Planuj wszystko tak jakbyś miał żyć wiecznie, żyj tak jakbyś miał umrzeć jutro". To chyba więcej tłumaczy. Najpierw znajdź sens życia, a potem żyj zgodnie z nim. Kiedy żyjesz zgodnie z "wiecznym" planem to żyjesz teraźniejszością i raczej nie przejmujesz się jutrem. Wiem to po sobie, kiedy robię to co "powinienem" to jestem tu i teraz i nie istnieje dla mnie ani jutro, ani wczoraj. Wtedy po prostu jestem. Przy czym w moim "sensie istnienia" staram się żyć w myśl zasady: "Moja wolność sięga tak daleko, jak daleko pozwala na to wolność drugiego", z tego powodu, mimo iż żyję "z dnia na dzień" niczym "rasowy" egoista, to raczej nie krzywdzę innych. Napisałem raczej, gdyż jednoznaczne stwierdzenie NIE oczywiście mijało by się z prawdą. Człowiek po prostu nie jest w stanie przewidzieć wszystkich konsekwencji swoich poczynań.
Przepraszam za tyle cudzysłowów


Jest ogromna rożnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie.
W.Stoczkowski
Basia (364 punktów)
Ta cała rozmowa przekształciła się w bełkot, a nie walkę na argumenty. Ej chłopaki, obaj pierniczycie tutaj od rzeczy, za przeproszeniem. Wiadomo o kogo chodzi.
Thorvoy (6588 punktów)
Ej, ja może nie wiem!

:>

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365