Wpierw chcę zwrócić uwagę, że te rewelacje ukazują się podobnie po śmierci adresata. KGB jest więc podobnie bezsilna jak ongiś Pius XII.
Powie ktoś, że KGB zmieniła tylko nazwę. A papież nie? Obie strony zachowały ciągłość tradycji, metod i odpowiedzialności.
Ważne jest jednak to, że ktoś usiłuje zrobić nam wodę z mózgu. W jaki, u diabła, sposób jeden kiepski dramaturg i zgraja agenciaków mogła dokonać
zmiany w opinii o papieżu, skoro całe lata pontyfikatu wraz z poprzedzającymi zdołały tę opinię ugruntować dość jasno?
Powiedziałbym, że nawet bardzo jasno. Niewielu wie, że Pacelli doprowadził do konkordatu nie jako nuncjusz w Niemczech (ściślej, w Bawarii), lecz jako watykański sekretarz stanu, wbrew jawnej niechęci papieża Piusa XI. Jako nuncjusz był akuszerem konkordatu właśnie z Bawarią (1924), także z Badenią i Prusami, ale jeszcze nie z Rzeszą.
Jest sporo relacji o zachowaniu się Pacellego wobec terroru w Niemczech, czego nie chcę cytować. Znana jest jego rola przy likwidacji katolickiej partii Centrum, będącej solą w oku Hitlera. Znane jest jego milczenie wobec represji stosowanej także w odniesieniu do kapłanów, wobec zabójstw politycznych etc.
Będąc papieżem doskonale wiedział o wszystkim, co działo się w Niemczech. Wydał bullę nakazującą błogosławić wojnę agresywną, podkreślającą jego antykomunizm wart antysemityzmu. Potwierdzone i udokumentowane są informacje napływające do papieża Piusa XII o masowych egzekucjach, obozach śmierci itd. Jego milczenie tajemnicą nie jest. Bezpośrednio po wojnie patronował ucieczkom zbrodniarzy z Europy do Ameryki Płd, na Bliski Wschód i do Azji, prawdopodobnie w zamian za zawartość tzw "kont martwej ręki" (chodzi o konta zamordowanych Żydów) - była to głośna afera w latach 1950/60.
Doprawdy, nie trzeba było żadnej akcji KGB wspartej przez jakieś sztuczydło, by datować początek załamania się opinii złowrogiego papieża.
Jako charakterystyczny dodatek wspomnę, że nasz Karol Wojtyła otworzył (nie wiem, czy dokończony) proces beatyfikacji pewnego kardynała, który początek kariery inaugurował jako funkcjonariusz obozu koncentracyjnego na Bałkanach.
To tyle z grubsza. Dziedzina jest niesłychanie obszerna, ładowna tonami literatury. Nawet najwięksi eksperci od niej przyznają, że daleko im do opanowania całości materiału. Mam tu na myśli tylko ten okres, w którym Eugenio Pacelli, póżniej Pius XII, działał jako plenipotent dobrego Boga na ziemi.