Racjonalista - Strona głównaDo treści
Katolicki strach przed seksem - przeraża mnie...

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
13-02-2007 17:59Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
Katolicki strach przed seksem - przeraża mnie...
I jeszcze raz muszę poruszyć temat, który poruszałem już kilka razy. Co jest powodem, że znów to odgrzebuje? Tym razem nie chodzi o reakcje spowiedników czy sposób w jaki w polskich szkołach naucza się o ludzkiej seksualności. Powodem jest to, że kilka dni temu trafiłem na stronę pewnej katolickiej inicjatywy i trudno mi pozostawić to bez komentarza.
Oczywiście - jako liberałowi o lekko anarchistycznych poglądach trudno mi komukolwiek narzucać określone poglądy i zmuszać do porzucenia wybranej drogi, jednak mam przecież prawo do komentowania cudzych wyborów i kwestionowania sensowności powodów, dla jakich zostały podjęte.
Wspomniana strona Ruchu Czystych Serc znajduje się pod adresem www.rcs.org.pl/
Polecam zwłaszcza działy "Modlitwa" i "FAQ Pytania". Co prawda inicjatywa szerzenia pewnych wzorców moralnych wśród młodzieży na pierwszy rzut oka może wydawać się ciekawa, zwłaszcza jeśli chodzi o walkę z narkomanią, alkoholizmem itp. Jednakże moim zdaniem skrajnością jest demonizowanie ludzkiej seksualności, jak to robi się w tym przypadku, co zaraz zilustruję odpowiednimi cytatami. Już bardziej podoba mi się podobna idea wedle ruchu "Straight Edge" - powstałego w latach osiemdziesiątych wokół młodzieżowych subkultur związanych z muzyką rockową, punkrockową, hardcore itp. Ponieważ środowiska te często kojarzono z alkoholizmem, narkomanią i rozwiązłością seksualną, narodził się ruch prowadzący do odnowy moralnej - zakładający umiar w stosowaniu używek, unikanie przypadkowych kontaktów seksualnych, szybko doszedł do tego jeszcze wegetarianizm (Kościół najwyraźniej nie dorósł jeszcze do myśli, że zadawanie cierpienia przedstawicielom inteligentnych stworzeń innych gatunków też może być etycznie naganne...). Jednakże czytając materiały odnośnie wspomnianego ruchu jeszcze nigdy nie natknąłem się na wzmiankę, która sugerowałaby, że to źródłem wszelkiego zła są same narkotyki, seks czy alkohol. Moim zdaniem problemu należy szukać w samej ludzkiej naturze i lekarstwem powinna być praca nad sobą, a nie paniczna ucieczka przed "pokusami".
Nie podoba mi się już od początku sugerowanie, że seks jest czymś, co zatruwa ludzkie serce. Stosowanie takiego nazewnictwa jasno sugeruje, że Ci, który seksu nie uprawiają, mają serca czyste. A jakie w takim razie mają Ci pozostali???
Oczywiście mówimy o sytuacji przed tym, jak Kościół łaskawie zechce miłość łączącą dwojga ludzi usankcjonować - wtedy staje się to nagle czyste i naturalne...
Miałem wkleić tutaj treść modlitwy i wypowiedzi kilku ludzi z tej strony. Jednak, może lepiej niech wszyscy sami zobaczą. Jest tam mowa o "kontrolowaniu swoich pobudzeń seksualnych". Z kontekstu mogę wyczytać, że chodzi o ich tłumienie. Tylko, czy to jest zdrowe? Ni budzi frustracji? Moim zdaniem w społeczeństwie bardziej niebezpieczny jest sfanatyzowana jednostka, walcząca ze swoimi popędami, niż osobnik prowadzący hedonistyczne, rozwiązłe życie nie krzywdząc tym innych - ten drugi nie jest zwyczajnie tykającą, sfrustrowaną bombą zegarową.
Oczywiście - nikomu niczego zakazać nie mogę, jednakże obawiam się bardzo tego, co może się stać, jeśli takie stanowisko będzie nadal rozpowszechniane. Problem jest spory - bo już od lat szkoły stały się miejscem promowania tego typu światopoglądu. Czy to aż tak daleko do modelu muzułmańskiego?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Aquinas (7 punktów)
Zgodnie z sugestią zajrzałem na www.rcs.org.pl.
Po czym przeczytałem Pana artykuł i mam mieszane odczucia.
Z jednej strony rozumiem Pana argumentacje. Ukazywanie seksu jako zła pierwotnego(jest ono wyeksponowane) niekoniecznie służy rozwojowi. Jest to pewien rodzaj ucieczki od swojej tożsamości. Przeciętny człowiek, który postanawia z dnia na dzień przyjąć "śluby czystości" ma coś na sumieniu lub coś mu się nie powiodło.

Nie mogę do końca pogodzić się z wizją hedonisty jako jedynego rozwiązania problemów związanych z seksualnością.
Biorąc pod uwagę rozwój emocjonalny jak i uwarunkowanie hormonalne skazalibyśmy wiele kobiet na niepotrzebne kaźnie.
Zranione w ten sposób kobiety, zaczęłyby negatywnie wpływać na swoje dzieci, w szczególności na córki.
Dodatkowo ta wizja "złego świata" byłaby podsycana poprzez
hedonistycznych młodzieńców, którzy nie robili by sobie wiele z norm moralnych.
To wszystko spowodowałoby nieporozumienia, które wraz z upływem czasu byłyby niekorzystne dla rozwoju ludzkości.
Takie moje pierwsze przemyślenie na ten temat.

pozdrawiam
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
Po pierwsze żaden "Pan" - jest to raczej niespotykane podejście w Internecie - od początku formowania się społeczności Internetowej we wczesnych latach osiemdziesiątych przyjęło się raczej bardziej bezpośrednie podejście, nawet jeśli mowa o kontakcie dzieciaka z gimnazjum z kimś po doktoracie. Tak czy inaczej może teraz po inwazji "Dzieci Neostrady" powinno się pomyśleć nad zmianą, ale tutaj nie widzę potrzeby, żeby stosować takie formy grzecznościowe. Tyle na ten temat.
Natomiast co do hedonizmu - w żadnym wypadku nie chodziło mi o wykorzystywanie kobiet. Jako liberał uważam, że wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego i jedną z najważniejszych granic w dążeniu do własnego szczęścia jest szczęście innych - tak więc nie miałem na myśli wykorzystania dziewczyny o romantycznym nastawieniu do zaspokojenia własnych "potrzeb". Uważam jedynie, że robienie z seksu tematu tabu, obkładanie go zakazami itp. sprzyja powstawaniu napięć i frustracji. Moim zdaniem większym zagrożeniem dla otoczenia (gwałt) lub samego siebie (myśli samobójcze) jest ktoś duszący swoje naturalne popędy, uważając je za grzeszne, niż osoba zaspokajająca je w sposób świadomy, nawet gdyby był to skrajny hedonizm.
Osobiście bliższy jestem do ideałów Straight Edge niż radosnego zmieniania partnerek raz na dzień czy nawet częściej. Jednak z podejściem katolickim, uważającym, że seks jest czymś złym samym w sobie (do czasu, aż kapłan tego nie uświęci) zwyczajnie sprawia, że jestem lekko zniesmaczony. Natomiast gdy czytam, jak niektórzy biorą to na poważnie, zaczynam się bać.

Podejście Kościoła wypisz wymaluj odpowiada temu, co opisywał Orwell w "1984" i moim zdaniem ma służyć temu samemu - przejmując kontrolę nad jednym z najważniejszych aspektów ludzkiego życia, jednocześnie najbardziej intymnym i osobistym, który w teorii powinien być sprawą tylko pary dorosłych ludzi bardzo łatwe staje się przejęcie w większym stopniu kontroli nad ich życiem. Bo jeśli nie oni sami, a Kościół decyduje, czy cielesny aspekt łączącego ich uczucia jest czysty bądź nie... Poza tym odbierając człowiekowi możliwość samedecydowania w tak ważnej kwestii szybko można mu odebrać wiarę w to, że faktycznie rządzi swoim życiem. A przecież o to chodzi w religiach - o sprawowanie kontroli...

Kościół pod przykrywką "chronienia ludzi" traktuje dorosłe osoby jak dzieci, jak gdyby sami nie byli zdolni do zdrowego osądu sytuacji. Doskonale ilustruje to Paweł VI w swojej encyklice "Humanae Vitae", gdzie jako jeden z argumentów przeciwko stosowaniu antykoncepcji przytacza... Możliwość wykorzystywania kobiety przez partnera, który przestanie się bać konsekwencji zajścia w ciążę... Dlaczego kobiety przez mężczyznę a nie odwrotnie? Kościół utrwala w ten sposób stereotyp, że to kobieta jest ZAWSZE słabsza psychicznie i należy ją chronić (przed seksem również...) nie dopuszczając nawet możliwości, że może się zdarzyć również sytuacja odwrotna. Poza tym nie wiem jak w was, ale we mnie odrazę budzi takie podejście do kobiety - biedna istota, która nie wie co jest dla niej dobre, biernie podda się zawsze woli mężczyzny i dlatego potrzebuje sopecjalnej ochrony ze strony KRK... Kolejny argument również mnie powalił - dopuszczenie do stosowania antykoncepcji może sprawić, że niektóre państwa wprowadzą taki obowiązek. Czyli przymus stosowania antykoncepcji - jest zły, bo odbiera człowiekowi wolność. Natomiast przymus jej NIE stosowania jest już w porządku.
Ludzie powinni zacząć decydować o sobie, jesteśmy inteligentnymi bytami, zdolnymi do samodecydowania, a nie stadem baranów potrzebujących pasterza, jak nam przedstawia Kościół.
Aquinas (7 punktów)
Profesor Bartoszewski stwierdził dziś, że w jego modelu wychowania (w jego młodości)każdy każdego nazywał Panem.
Przyjąłem jedynie starszego rangą użytkownika z należnym szacunkiem - mój błąd, poprawię się.
Celem mojej odpowiedzi było jedynie szukanie innych rozwiązań dotyczących seksu. Prawdą jest, że posłużyłem się stereotypem, ponieważ w większości przypadków jest to najlepsza metoda wzbudzenia zainteresowania rozmówców.
Szczytem głupoty było by uważanie współczesnych kobiet za istoty głupie bądź słabe. W większości przypadków inteligentne kobiety są w stanie "zarządzać" swoim partnerem i aktywnie działać w celu realizacji swoich planów.
Kościół NIGDY nie będzie w stanie całkowicie zapanować nad człowiekiem. Doskonałym tego dowodem jest historia, ale do tego powrócę w innej dyskusji .
Argumenty dotyczące antykoncepcji doskonale przypominają mi mądrość ludową: "Kij ma dwa końce". Całkowicie zgadzam się z tezą, że jeżeli kobieta będzie zabezpieczona przed zajściem w ciąże, zanika nam(mężczyznom) odpowiedzialność moralna. Jasne ze "super" by było pochędożyć ile się da, ale jest to zabawa raczej dla chłopców, niż dla mężczyzn.
Natomiast jedną rzeczą, która musimy zaakceptować jest wolność wyboru. Jeżeli osoba zechce korzystać z antykoncepcji, to nie powinna być w żaden sposób dyskryminowana ani tez wywyższana.
Jest to delikatna sprawa, dlatego tez uważam ze powinna być roztrzygnieta w zaciszu sypialni samych zainteresowanych...
Kościół może jedynie wpływać na ludzi, jednak ostateczna decyzja zależy zawsze od Nas.

Pozdrawiam
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
Co do profesora Bartoszewskiego, to faktycznie, bardzo szanuję tego człowieka. Jednak stary model wychowania to jedno, a reguły obowiązujące w Internecie to coś innego i zostały wprowadzone nie bez powodu - zwyczajnie celem było uniknięcie głupich nieporozumień. W kontaktach Internetowych trudno na pierwszy rzut oka stwierdzić z kim ma się do czynienia i byłoby co najmniej śmieszą sytuacją, kiedy ktoś z dyplomem wyższej uczelni zwraca się per "Pan" do dzieciaka siedzącego przed komputerem w gimnazjalnej pracowni informatycznej. Dlatego już od czasów Fidonetu, potem w Usenecie, na IRCu itp. zwykło się raczej unikać rozbudowanych form grzecznościowych, przy zachowaniu elementarnej kultury osobistej i pewnych reguł zachowania względem innych użytkowników zawartych w netykiecie. Chyba jednak za dużo nie na temat.

Moim zdaniem Kościół jednak zmusza ludzi do określonego postępowania. Nie udziela rad, nie stara się kierować, nie ma nawet przecież dobrych argumentów, bo argumenty, które kilkadziesiąt lat temu przytoczyła głowa Kościoła we wspomnianej encyklice są pożałowania godne i nie trzymają się logiki. Zresztą księża z ambony bardzo rzadko przywołują jakiekolwiek argumenty przeciwko stosowaniu antykoncepcji, bo zwyczajnie ich brak. Najczęściej argumentem jest ogień piekielny, grzech i działanie wbrew woli Boga. Słowem nie można, bo tak i nie ma dyskusji. To nie jest nastawienia na partnerską rozmowę, a raczej wydawanie rozkazów i sprawowanie kontroli. Gdyby kwestia dotyczyła tylko kościołów i świątyń nie obchodziłoby mnie to ani trochę. Niestety - idzie to dalej. Budowanie atmosfery tabu wokół ludzkiej seksualności sprawia, że w wielu domach rodzicom brak śmiałości, by pewną wiedzę przekazać swoim dzieciom i tak pozostajemy przy bocianach i kapuście... Potem przychodzi szkoła, niestety - tutaj też za sprawą bardzo silnych nacisków ze strony środowisk kościelnych i ultrakatolickich dotąd ie udało się wprowadzić do szkół rzetelnej edukacji seksualnej, a zamiast tego wprowadzono "Wychowanie do życia w rodzinie" - przedmiot będący w rzeczywistości drugą religią (tak to wyglądało w liceum, do którego ja uczęszczałem, w szkole podstawowej zresztą też - w obydwu przypadkach "nauczycielkami" były panie mocno związane z KRK, aktywnie działające w związanych z nim organizacjach i rzecz jasna nauczające tylko tego, co dopuszcza ta instytucja).

Jak pokazują ostatnie wydarzenia, środowiska ultrakatolickie na tym nie poprzestają i chcą pełnego wprowadzenia zakazu stosowania antykoncepcji. Czy im się uda? Pewnie nie - bądźmy realistami. Myli się jednak ten, kto sądzi, że nie są w stanie zaszkodzić - oj, są i to bardzo. Tego typu zamieszanie tylko zaszkodzi jeszcze bardziej, ja już znam wiele osób wierzących w mity odnośnie antykoncepcji, tylko czekać, aż pojawią się kolejni, który mimo wszystko uwierzą w rakotwórczość prezerwatywy. To nie jest odpowiedni nastrój do edukowania społeczeństwa, zwłaszcza młodego pokolenia.

Naiwnym jest sądzić, że zlikwidowanie pornografii, wprowadzenie mundurków na wzór islamskich burek w szkołach, zakaz antykoncepcji i propagowanie "czystości przedmałżeńskiej" zmniejszy znacznie ilość nastolatek w ciąży. Oczywiście - można skazać na karę chłosty za utratę dziewictwa przed ślubem, jak to robią w niektórych kręgach kulturowych, ale skoro mamy się za ludzi cywilizowanych, nie powinniśmy dopuścić do tego, żeby fanatyzm religijny zaczął rządzić naszym życiem. I nie ma różnicy, czy będzie to fanatyzm katolicki czy islamski na który na zachodzie coraz chętniej się pozwala - ja w obydwu widzę zagrożenie dla wolności jednostki.

A poza tym, nawet jeśli... Co złego jest w seksie dla przyjemności, gdy mamy środki antykoncepcyjne? Co złego jest w lataniu, gdy mamy samoloty? Co złego jest w zdrowiu, gdy mamy antybiotyki? Oczywiście - możemy trzymać się fanatyzmu i rezygnować z tego co dała nam nauka, ja jednak wolałbym, żebyśmy podążali w odwrotnym kierunku.
Aquinas (7 punktów)
W odwrotnym kierunku tzn. gdzie dokładnie?
Masz rację, jeżeli chodzi o używanie zwrotu grzecznościowego a i Twoja wiedza odnośnie powstawania Internetu jest pokaźna.
Zacznijmy jednak od tezy, która dotyczyła seksu z osobą zabezpieczoną i szkodliwością takiego działania. Proklamowanie takiego bezstresowego modelu współżycia prowadzi do relatywizacji wszelkich norm moralnych. Biorąc pod uwagę jak ważnym aspektem dla człowieka jest sfera intymna prowadziłoby to do przewartościowania celów życia
wielu młodych ludzi.
Całkowicie zgadzam się odnośnie usunięcia pornografii. Taki proceder spowoduje dodatkowe zainteresowanie tymi materiałami chociażby z powodu młodzieżowego "szpanu". Wiadomo że zakazany owoc dodatkowo kusiJ.
Również z argumentem życia w czystości czy czystości przed ślubem całkowicie popieram Twoje zdanie. Przecież jeżeli kobieta bądź mężczyzna nie akceptuje fizyczności swojego/jej partnera/ki to prowadzi do częstych nieporozumień. Tłumienie swojej seksualności jak i każdej innej sfery swojej psychiki nie może prowadzić do niczego dobrego.
Sądzę że mieliśmy podobnych nauczycieli jeżeli chodzi o "wychowanie do życia w rodzinie" w przeciwieństwie do Ciebie, nie byłem jednak w stanie wysiedzieć tam więcej niż godzinę.
Faktem jest że oswajania młodzieży ze swoją cielesnością i tłumaczenie im krok po kroku czy udzielanie rad nie było by przyjęte przez ultrakatolickie społeczeństwo. Wielka szkoda.
W dzisiejszych czasach budowanie atmosfery tabu wokół tak normalnej sfery życia prowadzi do nieporozumień. Jestem zdecydowanym zwolennikiem otwartych rozmów przy użyciu nawet tak prostych form jak: "...bo mój kolega ma problem..." lub "Czy moja koleżanka może...". Wprowadzanie zbyt gwałtownych zmian spowodowałoby wrzenie co starszych członków społeczeństwa.
Podobała mi się ironia odnośnie radioaktywnej prezerwatywy, jednakże musimy być świadomi, że niektóre środki zapobiegania ciąży są niezdrowe. Często środki hormonalne(bo głównie o tą formę zabezpieczenia mi chodzi) prowadzą do różnych powikłań z których najmniejszym jest obniżone libido kobietyJ.
Na dobrą sprawę nie mamy w Polsce dobrze funkcjonującej placówki edukacyjnej w której seksualność była by przedstawiona jako część naturalna ludzkiej natury a nie strefa tabu.
Pozdrawiam
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>W odwrotnym kierunku tzn. gdzie dokładnie?

W kierunku rzetelnej edukacji, prób wpływania na ludzi i wiary w ich zdrowy rozsądek, zamiast straszenia widmem mąk piekielnych. W kierunku umożliwienia ludziom podejmowania wyborów, ale już PO tym, gdy zdobędą odpowiednią wiedzę.

>Proklamowanie takiego bez stresowego modelu współżycia prowadzi do relatywizacji wszelkich norm moralnych. Biorąc pod uwagę jak ważnym aspektem dla człowieka jest sfera intymna prowadziłoby to do przewartościowania celów życia

Hmm... Nieco ironicznie zapytam: A jakie właściwie to cele? Nad tym pytaniem filozofowie zastanawiali się od dawna i jak dotąd chyba jedyną teorią, za którą przemawiają jakieś fakty jest dosyć dołująca perspektywa, że jedynym celem naszego życia jest podtrzymanie naszego gatunku. Ale skoro człowiek posiada wolną wolę i odpowiednie środki dane mu przez naukę, nie mam zamiaru zakazywać korzystania z nich i robienia ludzi na siłę rodzicami, aby mogli spełnić swój "obowiązek wobec Boga". Nie chcę uogólnień, jakich nasłuchałem się na lekcjach WDŻwR - wedle mojej byłej nauczycielki każdy człowiek chce być rodzicem, a każda kobieta odda swoje życie aby donosić płód, oczywiście do głowy jej nie przyszło, że część ludzi kompletnie się nie widzi w roli rodzica, a część kobiet poddałaby się aborcji ratując życie i nie ma w tym niczego godnego potępienia.
Co do relatywizacji norm moralnych - one są relatywne od zawsze. Moralność Muzułmańska często stoi w sprzeczności z Chrześcijańską, a coś, co dla nas jest nie do przyjęcia jest ogólnie panującym zwyczajem wśród ludów pierwotnych. My oburzamy się czytając o procesie kolejnego pedofila zapominając, że w średniowieczu prawo kanonicze pozwalało na zawieranie małżeństw na pół roku przed wiekiem sprawnym (czyli 12 lat) a małżeństwo było uznawane za zawarte dopiero po skonsumowaniu, a z tym nie czekano kilku lat - w końcu często chodziło przy okazji o kwestie dziedziczenia majątku i władzy.
W naszym kręgu kulturowym kanibalizm jest czymś obrzydliwym, dla niektórych kultur był swoistym wyrazem szacunku dla zmarłego i chęcią przejęcia jego pozytywnych cech. Można tak wymieniać długo. Nie ma jednoznacznych norm moralnych zesłanych nam z nieba, są wypracowywane przez wieki i zmieniają się cały czas.

>Całkowicie zgadzam się odnośnie usunięcia pornografii. Taki proceder spowoduje dodatkowe zainteresowanie tymi materiałami chociażby z powodu młodzieżowego "szpanu". Wiadomo że zakazany owoc dodatkowo kusiJ.

Poza tym jak zdefiniować pornografię? Obawiam się, że ultrakatolicka definicja objęłaby również pewne dziedziny sztuki. Co prawda może akty z galerii malarstwa i rzeźby nie zostałyby usunięte, ale np. wielu współczesnych fotografików pewnie miałoby problemy z prezentowaniem swoich prac.
Poza tym może to zabrzmieć dziwnie, ale pewna część produkcji pornograficznych wydaje się mieć charakter "edukacyjny" dla odbiorców. Może to zabrzmieć szokująco, ale tak to wygląda w społeczeństwie, gdzie każda próba podjęcia dyskusji o seksie spotyka się z murem tabu i zgorszonym spojrzeniem.
Co mam na myśli? W polskiej szkole nie pokaże się nigdy jak nałożyć prezerwatywy, co więcej, ani jedna plansza nie pokazuje tak naprawdę jak wygląda penis w stanie wzwodu. No i jak taki dzieciak ma wiedzieć, że wszystko w porządku (stulejka chociażby - częsta wada) jak nie z filmów pornograficznych?

>Tłumienie swojej seksualności jak i każdej innej sfery swojej psychiki nie może prowadzić do niczego dobrego.

Naczytałem się już wiele o katechetach wmawiających dzieciakom, że całowanie się przed ślubem jest grzechem. Czytałem i słyszałem relację ludzi, którzy deklarowali takie "zachowanie czystości" ze swoją partnerką i mam wrażenie, że kieruje tym strach - strach przed samym sobą, swoimi popędami, zdemonizowanymi przez religię. Strach zamiast akceptacji części swojego człowieczeństwa - to moim zdaniem niczego dobrego nie przyniesie, może poza wielkim szokiem w noc poślubną. Ludzka seksualność rozwija się od wczesnego dzieciństwa i nie nadrobi się braków np. z okresu nastoletniego w jedną noc niestety.

>"Czy moja koleżanka może...". Wprowadzanie zbyt gwałtownych zmian spowodowałoby wrzenie co starszych członków społeczeństwa.

Gwałtowne zmiany należy wprowadzać, jeśli miałyby zmniejszyć ilość nastoletnich matek. Starsza część społeczeństwa i tak będzie się buntować, ja spotykałem się z opiniami tej części. Zwyczajnie nie znają problemu - wydaje im się, że dzieci nie będą wiedziały co to seks do czasu, gdy się im o tym nie powie. Wystarczy zlikwidować pornografię, nie mówić niczego, wyjaśnić na kilka dni przed ślubem i problemu nie będzie.
Problem jest, ale po stronie tych ludzi właśnie. Bo dla nich problemem nie jest to, że młode dziewczyny zachodzą w ciąże, ale sam fakt, że uprawiają seks. A jeśli stosują antykoncepcję, to jeszcze gorzej, bo to grzech. Przecież nie tak dawno któryś z naszych parlamentarzystów porównał antykoncepcję do holocaustu, bo "zabija się" miliony potencjalnych ludzi.

>Podobała mi się ironia odnośnie radioaktywnej prezerwatywy,

Niestety, to nie była ironia. O rakotwórczości prezerwatyw mówią media ultrakatolickie.

>jednakże musimy być świadomi, że niektóre środki zapobiegania ciąży są nie zdrowe. Często środki hormonalne(bo głównie o tą formę zabezpieczenia mi chodzi) prowadzą do różnych powikłań z których najmniejszym jest obniżone libido kobietyJ.

No i co z tego? Nie bez powodu są na receptę - od tego jest lekarz, żeby poinformował pacjentkę o możliwych skutkach albo nie przepisał i zalecił inną metodę, gdy pojawią się jakieś przeciwwskazania. Nie znam kobiety, która stosując pigułki nie wiedziałaby o wszystkich możliwych skutkach.
Tymczasem straszy się nasze mało świadome społeczeństwo, że powodują one trwałą bezpłodność, raka itp., co jest już stekiem bzdur, propagandowych bzdur rozgłaszanych przez środowiska skrajnie katolickie.
LEGION (3161 punktów)
Ja się tam na cnotach nie znam. Zwłaszcza na chrześcijańskich. Uważam jednak, że pani Teresa Tyszkiewicz, autorka pięknego tekstu "Lepiej umrzeć jak zgrzeszyć" powinna napisać poradnik pt.Jak w naszych trudnych czasach bronić się przed zgwałceniem.Sprzedawałby się jak ciepłe bułeczki. Albo niech prowadzi zajęcia terapeutyczne dla zgwałconych kobiet.
maciek (1053 punktów)
>Ja się tam na cnotach nie znam. Zwłaszcza na chrześcijańskich. Uważam jednak, że pani Teresa Tyszkiewicz, autorka pięknego tekstu "Lepiej umrzeć jak zgrzeszyć" powinna napisać poradnik pt.Jak w naszych trudnych czasach bronić się przed zgwałceniem.Sprzedawałby się jak ciepłe bułeczki. Albo niech prowadzi zajęcia terapeutyczne dla zgwałconych kobiet.
Myślę,że pani Teresa Tyszkiewicz zasłużyła na Nobla literackego, a może jeszcze nagrodę pokojową.
LEGION (3161 punktów)
Pokojową... zaraz mi się skojarzyło z pokojem o miękkich ścianach. Coby sobie, ani innym krzywdy nie zrobić.
maciek (1053 punktów)
>Pokojową... zaraz mi się skojarzyło z pokojem o miękkich ścianach. Coby sobie, ani innym krzywdy nie zrobić.
Myslę,że jeszcze powinna dostać Nobla z medycyny, za odkrycia z dziedziny medycyny sądowej.
waldmarc
Kilka cytatów z Osho w temacie religia i seks:

- Wszystkie religie są przeciwne seksowi, ponieważ tylko w ten sposób mogą uczynić was nieszczęśliwymi.

- Religia stała się po prostu walką z seksem. A jeżeli religia walczy z seksem, to walczy z życiem.

- Społeczeństwo jest bardzo wrogo nastawione do seksu. Dlaczego tak jest? Bo jeśli pozwolicie ludziom na przyjemności seksualne nie możecie zrobić z nich niewolników (...) Radosna osoba jest wolna: ma w sobie niezależność. Radosnych ludzi nie można zwerbować na wojnę. Niemożliwe? Dlaczego mieliby iść na wojnę.

-Programy religijne, które otrzymaliscie, są tak nieludzkie, że gdybyście mogli porzucić po prostu wszystkie religie i całkowicie zapomnieć o przeszłosci, bylibyście świadkami olbrzymiej eksplozji ciepła, miłości, przytulania, głaskania, i po raz pierwszy poczulibyście, że żyjecie.

-Kapłani nie byli w stanie usunąć seksu z tego świata, ale go zatruli.
Heksenschus (328 punktów)
Nie mogę, Ci niestety dać plusa, a szkoda.
mohawk (2936 punktów)
To zadziwiające, jak wielu, zdawałoby się, rozsądnych ludzi, wykazuje zacięcie do poważnego analizowania lunatycznych bredzeń Kościoła na temat seksu.

Trzeba jednak przyznać, że tym z RCS nie brak poczucia humoru.
Thorvoy (6588 punktów)
Inicjatorami takich akcji są ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o ludzkiej fizjologii i którym wydaje się, że tłumienie naturalnych popędów, a więc czynność nienaturalna, jest czymś naturalnym w przeciwieństwie do np. tych wstrętnych zachowań homoseksualnych (tfu!).
Caaro_Króliczek (7 punktów)
A ja tam nie mam takiego problemu. Ateistką jestem
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>A ja tam nie mam takiego problemu. Ateistką jestem

Żebyś przypadkiem nie obudziła się pewnego dnia w państwie wyznaniowym, gdzie nikogo to nie będzie odchodzić.
Może przesadzam, ale element do tego dążący jest dosyć silny u władzy, ma znaczący udział w mediach, do tego podporządkował sobie szkolnictwo. Już kilka razy starano się (nieraz z pozytywnym skutkiem...) tak zmienić prawo, żeby zasady wywodzące się z katechizmów i encyklik umieścić w konstytucjach i kodeksach... A kiedy to się stanie, to nikogo nie będzie obchodziło czy jesteś katolicką czy ateistką - prawo to prawo.
Właśnie tego się boję...
Heksenschus (328 punktów)
Mimo wszystko, wydaje mi się, że nie ma się czego bać. Historia ludzkości, relacje z obozów zagłady, przeszłość kościoła katolickiego i teraźniejszość islamska wyraźnie i jednoznacznie wskazują na to, że popęd płciowy jest jednym z najsilniej rozwiniętych instynktów ludzkich (o ile nie najsilniejszym) i nie da się go kontrolować bez użycia środków farmakologicznych.
Wszelkie próby sterowania płciowością ludzką kończą się w najgorszym przypadku występowaniem dewiacji, zboczeń i chorób psychicznych u pojedynczych osobników. Znakomita większość ludzkości bzyka sobie mniej lub bardziej radośnie nawet w obliczu rychłej śmierci.
LEGION (3161 punktów)
A ja też się boję. Bo ten nasz "świnty rzund" umyślił ostatnio ńam króla wybrać, niby to nie wszyscy, ale objaw bardzo niepokojący. A trochę wcześniej msze w intencji deszczu wymyślił. daleko nam do scen z Equlibrium, albo "weź pigułkę! weź pigułkę!" z Seksmisjii?
Heksenschus (328 punktów)
Wydaje mi się, że wszystko jest kwestią wytrzymałości ludzkiej i odporności psychicznej. Na razie nie jest jeszcze aż tak źle i ludziska z najzwyklejszego lenistwa nie organizują jakichś spektakularnych manifestacji.
Kiedy dojdzie do tego, że sytuacja będzie nie do wytrzymania, zorganizują się grupy, które zrobią porządek.
To jest tak, jak z aborcją. Po co się szarpać i użerać z administracją polską i moherami, skoro można pojechać do Czech i tam przerwać ciążę? Taniej, sprawniej i mniej stresowo.
LEGION (3161 punktów)
A wiesz co to technika stopy w drzwiach? Małymi kroczkami, aż ludzie się przyzwyczają. Najpierw msza, potem król, potem 20,następnie 40 milionów na świątynię opaczności Przykro mi to mówić, ale z badań psychologów społecznych wynika, że ludzie nie zbiorą się...[ Aronson E.(red.), Człowiek istota społeczna. Wybór tekstów,PWN Warszawa 2001; ] Od małych absurdów do absurdalnej rzeczywistości. Jak z gotowaniem żaby.
Heksenschus (328 punktów)
A ja się pokuszę o postawienie tezy, że akurat u nas jest na odwrót. To znaczy my - Ty, ja, reszta "wrogów kościoła" - jesteśmy kroplą drążącą skałę.
Wiem, że z punktu widzenia Racjonalisty wygląda to tak, że musimy się bronić przed kościelną zarazą, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że z punktu widzenia bożej owieczki, głoszone przez nas "herezje" są zamachem na fundamentalne prawdy życiowe tejże owieczki. Owieczki stawiają zaciekły opór, ale jest to opór skazany na sromotną klęskę.
Pamiętam, kiedy w 1990 roku byłam jedyną - jedną jedyną - osobą w liceum, która miała odwagę otwarcie powiedzieć, że nie zamierza uczestniczyć w lekcjach religii. A teraz... Ile odwagi trzeba teraz, żeby na religię nie chodzić?
Pamiętam, że kiedy brałam ślub i z mężem oświadczyliśmy obydwu rodzinom, że ceremonii kościelnej nie będzie - skończyło się to wieką awanturą, wyrzutami, wyklęciami, zaklęciami itd., itp. Kiedy dopięliśmy swego nalegania stopniowo cichły, a teraz nikt już nie sugeruje, że powinniśmy "uświęcić" nasz związek.
Kiedy po narodzinach pierwszego dziecka milczeliśmy w sprawie chrztu, a w końcu "na walnej konferencji prasowej" z udziałem obu rodzinek bliższych i dalszych, daliśmy im do zrozumienia, że żadnego chrztu nie będzie - posypały się gromy z jasnego nieba i wszelkie możliwe argumenty dowodzące tego, że robimy dziecku okropną krzywdę, latały po mieszkaniu jak stado wściekłych piorunów kulistych. Z czasem się okazało, że dziecko nie jest niedojdą, pokraką pokaraną za krnąbrność rodziców, rozwija się normalnie, a nawet lepiej, jest radosną istotką, skażoną, co prawda niezmytym grzechem pierworodnym, ale za to bardzo otwartą i wiecznie roześmianą - i wtedy... przy drugim dziecku nikt ani słowem nie pisnął o jakimś chrzcie.
Z mojego punktu widzenia prawda wygląda tak, że katolicy w tym kraju są bezradni. Są absolutnie bezradni wobec czyjejś konsekwencji. Nie mogą nic wskórać, ponieważ nie mają w sobie siły. Ich wiara jest wiarą ludzi słabych, którzy potrzebują czuć but na karku i nahaj, który pokaże im drogę. Nie dysponują absolutnie żadnymi mądrymi, logicznymi argumentami, ktróre mogłyby przekonać normalnego, myślącego, szczęśliwego człowieka, do ich poglądów na świat i życie. A argumentów nie mają, ponieważ sami nie są w stanie żyć w zgodzie z tym, co głoszą i w co niby wierzą, a co śmieszniejsze 99% spośród tych, którzy uważają się za wierzących, nie ma najbledszego pojęcia o swojej wierze, dogmatach i aksjomatach swojej wiary, tudzież historii KK.
Jedyne, co mogą, to miotać się, wściekać, wymyślać zakazy i nakazy, grozić, szydzić, judzić i... to wszystko.
Ich rzekoma siła wynika li tylko z naszej niekonsekwencji i lenistwa, i czasami braku odwagi.
Potrafią wyłudzić miliony na świątynię, bo my nie potrafimy zorganizowac manifestacji, która wstrząsnęłaby Wiejską i dała do ręki argument jakiejś sensownej partii, której zależałoby na naszych głosach.
LEGION (3161 punktów)
Zazdroszczę optymizmu.
Heksenschus (328 punktów)
Interesujące, bo... wśród znajomych mam opinię raczej pesymistki, a w najlepszym razie realistki.
To, że nie boję się kościoła wynika być może z tego, że wierzę w ludzkie odruchy ludzi. Nie katolików, nie ateistów, ale ludzi. W pewnym momencie uzmysłowiłam sobie, że ci wszyscy katolicy, którzy tak zaciekle wrzeszczą, kiedy są w tłumie, kiedy są anonimowi, w rzeczywistości, w konfrontacji z życiem zachowują się dokładnie tak samo, jak ja, czy Ty.
Co tak naprawdę może zrobić matka dziecku,które oświadczy, że nie będzie chodzić na religię? Deseru mu nie da? Zabroni wychodzić z domu? Zabroni oglądać filmu? Kieszonkowego nie da?
Czy radiomaryjny dziadek jest w stanie znienawidzić wnuczka za to, że ten jest nieochrzczony? A dziadek-zdeklarowany-ateista - wnuczka, który został oczrzczony?
Co może zrobić ojciec-organista 17-letniej córce, która mu oświadczy, że dwa miesiące temu - za sprawą sąsiada Wojtka - przestała byc dziewicą, a stała się mamą? Pewnie to samo, co prominentny działacz Komunistycznej Partii Korei Północnej. Wiara ma tutaj niewiele do powiedzenia.

Chrześcijanie sami na siebie zastawili sidła. Tak się przyzwyczaili do narzucania swojej wizji świata wszystkim wokół siłą fizyczną i szantażem psychicznym, że nie potrafią tego robić w sposób, który dawał im najlepsze rezultaty na początku chrześcijaństwa. Wtedy dawali świadectwo swojej wiary czynami, a tylko czyny są w stanie kogoś faktycznie zainspirować lub zafascynować. Pustosłowie nie porwie nikogo. Przez 2000 lat chrześcijanie tak zgnuśnieli, tak dalece odeszli od pierwotnych idei i tak je przekłamali, że nie zostało z nich praktycznie nic sensownego, a reszta świata poszła w tym czasie daleko do przodu. Na dzień dzisiejszy nie mają do zaproponowania humaniście nic, absolutnie nic, a nawracanie na siłę jest żałosne i przynosi efekt przeciwny od zamierzonego.
Nie boję się katolika, ponieważ na jakikolwiek jego zarzut mogę spokojnie odpowiedzieć, iż ja - heretyczka - żyję bardziej po katolicku niż on sam, a moja wiedza na temat jego wiary jest dużo większa i głębsza niż jego. I tak jak ja może powiedzieć znakomita większość racjonalistów. W bezpośredniej konfontacji chrześcijanin w ogóle, a katolik w szczególności okazuje się rozhisteryzowanym ratlerkim, który szczeka ze strachu, a wrazie faktycznego zagrożenia zmyka z ogonem podwiniętym pod siebie.
Oczywiście, w takich akademickich sporach, jakie się toczą chociażby na tym forum, każda ze stron stara się zachowywać pryncypialnie i broni swoich racji do upadłego, ale w prawdziwym życiu... jak to w życiu - kiedy ktoś jest przyciśnięty okolicznościami ustępuje na tyle, na ile musi albo uzna za stosowne. Ustępuje otaczającym go ludziom, i ustępuje swoim własnym słabościom. Tak samo katolik, jak i racjonalista. Ich jest trochę więcej, ale proporcje - powoli, bo powoli, ale jednak - zmieniają sie na naszą korzyść. Chrześcijanie naprawdę nie są tak fundamentalistyczni, jakby chcieli być. W dyskusji tego nie widać, ale ich zakłamanie wychodzi na każdym kroku w realu. A każde ich oszustwo, to punkt dla nas. Różnica między nimi a nami polega na tym, że ich siła drzemie w stadzie, a nasza w indywidualności.
tkb_bk (22 punktów)
zrobiliście wielką krzywdę dziecku,że za niego zdecydowaliście o jego przyszłych poglądach w życiu. Ja i mój mąż też mamy dziecko i mimo że jesteśmy osobami wierzącymi nie będziemy mu narzucać czegokolwiek, jak przyjdzie na to czas samo wybierze. Faktem jest iż jest ochrzczone, jednak nie będziemy mu mówić teksty typu: masz być wierzący lub niewierzący, niewierzacy są żli itd. Czegoś takiego dziecku sie nie robi!Dziecko to istota wolna która ma prawo wybrać!!
Heksenschus (328 punktów)
O jejku, jejku!
A kiedy ja mojemu dziecku mówiłam w co i czy w ogóle ma wierzyć? Kiedy to zadecydowałam o jego wierze, czy niewierze? Zdaje się, że to prawda, że ogromny odsetek Polaków nie rozumie słowa pisanego.
Caaro_Króliczek (7 punktów)
Fakt faktem,mam nadzieję,że wtedy nie dożyję takich czasów ;D
Pozdrawiam.
Thorvoy (6588 punktów)
Szkoda, że jeśli trafi się na szczególnie wierzącego partnera, można popaść przy nim we frustrację seksualną. Poza tym trochę mi żal tych naiwnych głupoli. Tracą coś, czego na starość nie będą już mogli tak wspaniale wykorzystać, jak za młodu.
Caaro_Króliczek (7 punktów)
Mimo wszystko Kościół nie powinien mieszać się w sprawy moralno- etyczne.
Seks sam w sobie nie jest zły. Zresztą dla wierzących to Bóg stoi za tym wszystkim,że możemy czerpać przyjemność z uciech cielesnych.:P Co do ateistów to nie ma znaczenia,przynajmniej dla mnie. Są tu jeszcze jacyś ateiści ? >>:P
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Bóg stoi za tym wszystkim,że możemy czerpać przyjemność z uciech cielesnych.:P

Mylisz się, to znaczy może i Bóg za tym stoi, ale biblia jasno coś o tym mówi.

"Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. (7) A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski. (...) Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: Gdzie jesteś? (10) On odpowiedział: Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się.

Nagość była pierwszą rzeczą jaką uświadomili sobie ludzie w Księdze Rodzaju po popełnieniu grzechu - zbudzenie się cielesności było efektem grzechu, wcześniej - w idealnej wersji jej nie odczuwali.

"Do niewiasty powiedział: Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą."

Kobieca seksualność jest karą dla kobiety za popełnienie grzechu - KARĄ, nie żadnym przywilejem czy nagrodą. Należy zwrócić uwagę - kobieta ostaje ukarana popędem seksualnym i koniecznością rodzenia dzieci. Mężczyzny ta kara jakoś się nie tyczy - od jego łaski zależy, czy rozładuje ten popęd u kobiety.

Do tego jeszcze należy dodać lekturę mizogina św. Pawła z Tarsu czy paru innych ojców kościoła by przekonać się, że seks Bogu miły nie jest - w przeciwieństwie do macierzyństwa. Przecież to jest typowe Orwellowskie dwójmyślenie - stosowane w praktyce wieki przed napisaniem "1984". Matka i dziewica w jednej osobie chociażby.

Chociaż dzisiaj Kościół oficjalnie zarzeka się, że seks między małżonkami już nie jest postrzegany jako coś deprawującego, to jednak to co robi świadczy o czymś innym - zakaz stosowania antykoncepcji, celibat i ogólnie tabu w tej dziedzinie.
E-Day
Ze sporym zainteresowaniem przeczytałam wypowiedzi w tym wątku.
Z mojego punktu widzenia trudno mówić o "katolickim strachu przed seksem". Uważam, że mamy do czynienia raczej z czysto politycznym dążeniem do zapanowania nad płodnością. Kościół katolicki jest przecież potężną siłą polityczną, skutecznym i wygodnym narzędziem władzy. A sterowanie rozmnażaniem się rządzonych - obojętnie, czy nazwiemy ich "owieczkami", "wiernymi" czy "wyborcami" (sic!) - jest nader ważnym długookresowym celem strategicznym dla każdej władzy. Nawet nasi najdrożsi rządzący zdradzają takie chętki, nieprawdaż?
Heksenschus (328 punktów)
Wydaje mi się, że jednak trochę przeceniasz lotność umysłu myślicieli kościelnych. Ich zidiocenie w kwestiach seksu przypisałabym raczej ich chorej psychice, a nie politycznej przebiegłości.
E-Day
Skąd, niczego nie przeceniam. Zauważ, proszę, ta żądza panowania nad ludzką płodnością cechuje wszystkie represyjne systemy sprawowania władzy - czy to religijnej, czy stricte politycznej. Począwszy od islamu, skończywszy na hitlerowskich Niemczech, nie zapominając o komunistycznych Chinach. Kontrola rozmnażania się "poddanych" jest po prostu narzędziem, takim samym, jakim było wprowadzenie celibatu wśród duchownych katolickich. Co oczywiście nie oznacza, że każdy wiejski proboszcz, poruszając w kazaniach stosowne tematy, czyni to właśnie z intencją umacniania władzy kościoła. Niektórzy być może całkiem serio uważają, że zakładanie kondomika jest grzechem przeciwko Bogu, naturze i nie wiem, czemu jeszcze...
Heksenschus (328 punktów)
Wszystko się zgadza w przypadku totalitaryzmów i hitlerowskich, chińskich itd., itp. Nawet być może w przypadku KK, ale z tym byłabym ostrożna. Jeśli prześledzić historię myśli chrześcijańskiej, to na każdym kroku natknąć się można na chrześcijańskiego myśliciela-zboczeńca. Filozofia chrześcijańska od niemalże samego początku budowana była przez paranoików, zboczeńców i histeryków panicznie bojących się kobiet, albo przez totalnych wyuzdańców, przy których Kalligula to mały Kazio. Jedynym celem tych ludzi było ograniczenie - w imię ich chorych idei - płciowości całego znanego im świata, a zwłaszcza kobiet.
W wątku Monogamia.... zamieściłam kilkanaście cytatów z Ojców Kościoła. Polecam tą lekturę.
plodzien (7378 punktów)
>Wydaje mi się, że jednak trochę przeceniasz lotność umysłu myślicieli kościelnych. Ich zidiocenie w kwestiach seksu przypisałabym raczej ich chorej psychice, a nie politycznej przebiegłości.>

Poszedłem Twoim tropem.

Ojcu chrześcijańskiego seksualizmu dedykuję!

Ów obłęd prosto stąd wynika
Ze gdy się seksu nie ma ni krzty
To na zasadzie psa ogrodnika
Chętnie się głosi, że jest on zły.

No i nie dziwi postawa taka
Kiedy zasadnie da się założyć,
Że w całym Tarsie ten pokraka
Raz nie miał sobie z kim pochędożyć.

Ciągle więc myślał o seksualności.
Problemy zaś mu tak nabrzmiewały,
Że tryskał mnóstwem jadu i złości
Gdy mu pod kocem ręce latały.

Ten proces zresztą jest wyrazem
Ulubionego ich zajęcia,
By wypowiadać się raz za razem
O czymś, o czym się nie ma pojęcia.

I tak przez wieki się odciskał
Gwałt naturalnej kobiecości,
Krzyżyk do brzuszka tuliła mniszka,
Postem i rózgą tłumiąc skłonności.

A w braku seksu srogiej kaźni
Księżom się Maria objawiała
I w pobudzonej ich wyobraźni
Swe boskie piersi ssać pozwalała.

A świeccy również mają krocze
I często z niego korzystają.
Trza ich ochronić od tylu zboczeń,
Pouczyć jak się zachować mają.

Jeśli już zaczniesz - to tylko z jedną.
I my musimy dać certyfikat.
I choćby była dla Ciebie wredną,
To nie wystarasz się o duplikat.

....kiedy nie możesz powstrzymać chuci,
Daj folgę swemu zezwierzęceniu.
Niechaj Cię tylko nie zbałamuci
Ciekawość, co wiedzie ku potępieniu!

....zgaś więc żarówki w żyrandolu.
Nie wierz, że facet jest wzrokowcem.
To fałsz - naiwny mój głupolu,
Który prowadzi na manowce.

....a ludzkie ciało jest zbudowane
Tak, że ma różne zakamarki,
Lecz dozwolone jest korzystanie
Z tej jednej tylko, właściwej szparki.

.....twe członki mają ścisłe zadania.
"Wstyd" jest - by dziecko się pojawiło,
Język jest znowuż do mlaskania.
Bacz, by Ci się to nie pomyliło.

I tak bez końca! No i tak dalej!
Czy chcecie słuchać, czy nie chcecie.
W gazetach, radiu, w konfesjonale
Dręczą tak ludzi na całym świecie.

To drżenie rąk i zamęt w głowach
Tak przecież łatwo by wyciszyli
Trzeba, by baby mieli w alkowach
No i normalnie je du..... li.
Thorvoy (6588 punktów)
To Twój własny tekst?

Tak, czy inaczej, plusik.
plodzien (7378 punktów)
>To Twój własny tekst

>Tak, czy inaczej, plusik. >
Dzienks
Caaro_Króliczek (7 punktów)
>Kobieca seksualność jest karą dla kobiety za popełnienie grzechu - KARĄ, nie żadnym przywilejem czy nagrodą. Należy zwrócić uwagę - kobieta ostaje ukarana popędem seksualnym i koniecznością rodzenia dzieci. Mężczyzny ta kara jakoś się nie tyczy - od jego łaski zależy, czy rozładuje ten popęd u kobiety.
>Chociaż dzisiaj Kościół oficjalnie zarzeka się, że seks między małżonkami już nie jest postrzegany jako coś deprawującego, to jednak to co robi świadczy o czymś innym - zakaz stosowania antykoncepcji, celibat i ogólnie tabu w tej dziedzinie.

Hehe.A gdzie w tej sprawie kobiety ?? hmm ?? Facetowi to wszystko ujdzie płazem ;P
Co do tabu. Fakt. Ja jestem ateistką. Więc za bardzo nie wiem. Ale widzę reakcje po swoich znajomych,jak ksiądz na religii opowiada Im o zapobieganiu ciąży ->metodach naturalnych. Żywcem wyjęte ze średniowiecza.
tkb_bk (22 punktów)
Myslalem że ojcem kościola jest Bóg a apostolowie to jego wyslannicy. Znowu przekonalem sie ze nic nie rozumiecie i nie chcecie zrozumieć chcecie trwać w czasach barbarzyństwa. Jeśli człowiek nie potrafi zapanować nad swoimi popedami to co jego odroznia od zwierząt. Wtedy mogę przyznać wam rację iż czlowiek pochodzi od małpy. Współczuje wam widzieć co rano "małpę" w lustrze, spać z "małpą", kochac się z "małpą", jeść z "małpą" no itd. Ciesze się że ja mam przyjemność widzieć Boże dziecię co rano w lustrze.
Thorvoy (6588 punktów)
>Myslalem że ojcem kościola jest Bóg a apostolowie to jego wyslannicy. Znowu przekonalem sie ze nic nie rozumiecie i niechcecie zrozumieć chcecie trwać w czasach barbażyństwa.

Ja zaś przekonuję się, że nie chcesz rozstać się ze swym barbarzyńskim podejściem do ortografii.

Bóg nie istnieje, a kluczowe postacie katolicyzmu zwykło się było określać "ojcami kościoła".


> Jeśli człowiek nie potrafi zapanować nad swoimi popedami to co jego odroznia od zwierząt.

Nic, wszak jest zwierzęciem.

> W tedy mogę przyznać wam rację iż czlowiek pochodzi od małpy.

Raczej człowiek i małpa pochodzą od wspólnego przodka. Z resztą się zgadzam.

> Współczuje wam widzieć co rano "małpę" w lustrze, spać z "małpą", kochac się z "małpą", jeść z "małpą" no itd. Ciesze się że ja mam przyjemność widzieć Boże dziecię co rano w lustrze.

Zazdroszczę tak wielkiej arogancji, pozwalającej Ci twierdzić, że jesteś kimś wyjątkowym. My tutaj cechujemy się nieco większą pokorą względem świata.

I pisz przymiotniki po ludzku, czyli małą literą. Jak widzę takie "Boże dziecię", k` niebiosom wzdycham i myślę sobie: "Boże, dziecię..."
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Bóg nie istnieje

Tutaj nie byłbym taki pewien - zwyczajnie brak danych na ten temat. Powiem to inaczej - Bóg w takiej formie jak przedstawia go KK wydaje się nie istnieć, co nie wyklucza istnienia "istoty boskiej", nieskończenie potężnej z ludzkiego punktu widzenia, która jednak nie interweniuje w rzeczywistość (bo śladów takich interwencji zwyczajnie nie widać - modlitwy nie zmieniają statystyk, zbrodniarze przeciwko ludzkości jeśli nie dosięgła ich kara od ludzi dożywają swoich dni w dostatku, a nawet ewidentne zbrodnie czynione w imię tego absolutu nie spotykają się z jego reakcją). Nie można natomiast z góry wykluczać udziału jakiejś formy inteligencji w powstaniu wszechświata.

Ja jestem nawet zwolennikiem teorii, że coś takiego miało miejsce, ale ponieważ nie mam nic ponad moje własne przypuszczenia, których nijak nie da się niczym podeprzeć nie będę wymyślał dalszych definicji i nie będę nikomu kazał w nie wierzyć - a tak właśnie działają religie.
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Myslalem że ojcem kościola jest Bóg a apostolowie to jego wyslannicy.

No widzisz - sam nic nie wiesz o własnej religii. Tym określeniem zwykło się nazywać najważniejszych twórców kościelnej doktryny.

>Jeśli człowiek nie potrafi zapanować nad swoimi popedami to co jego odroznia od zwierząt.

Po pierwsze - sam użyłeś tego określenia - zapanować. To o czym my tu mówimy nie ma nic wspólnego ze zezwierzęceniem. Nikt nie zaleca, żeby wyjść na ulicę i zacząć gwałcić co najatrakcyjniejsze kobiety - wtedy spełnilibyśmy model najczęściej (choć nie zawsze) spotykany w świecie zwierzęcym. Model, który z ewolucyjnego punktu widzenia jest korzystny w warunkach, gdzie jedną z najważniejszych cech jest siła, zwinność itp., człowiek żyje jednak w innych warunkach i inne cechy się liczą.
Popęd seksualny jest NIEODŁĄCZNYM elementem naszego człowieczeństwa. Rozumieli to starożytni, w których religiach było dla niego odpowiednie miejsce. Istniały osobne kulty związane ze sferą erotyki jako takiej (Afrodyta), seksualności związanej z płodnością i macierzyństwem (Demeter, Artemida), były również kulty związane z dziewictwem (Atena). Nikomu jednak nie przychodziło wtedy do głowy łączenie kultu macierzyństwa i płodności z dziewictwem. Takie coś przyszło do głowy dopiero Chrześcijaństwu i od tego czasu głosi się takie bzdury, jakie Ty powtarzasz - wyłącza się seksualność z człowieczeństwa, jako coś niegodnego i przypisuje się ją wyłącznie zwierzętom.
BTW, człowiek NICZYM nie różni się od zwierzęcia - jest najinteligentniejszym gatunkiem jaki żyje na Ziemi. Możliwe, że kiedyś po nim będzie coś bardziej inteligentnego, lub, że coś takiego już się pojawiło na jakimś świecie krążącym wokół innej gwiazdy. Ta inteligencja sprawia jednak, że człowiek szuka wyjaśnień, a gdy nie może ich znaleźć tworzy własne, tak powstają religie. Człowiek nie jest wcale krewnym anioła, odbiciem wizerunku Boga, a kolejnym ogniwem w rozwoju życia na naszej planecie.

>W tedy mogę przyznać wam rację iż czlowiek pochodzi od małpy.

Ale ja Ci nie mogę przyznać racji. Polecam najpierw wrócić do podstawówki i zapoznać się z teorią ewolucji, którą notabene Kościół zaaprobował już jakiś czas temu (istnienia Boga wcale ona nie wyklucza, przedstawia jedynie mechanizmy rozwoju życia i najwyżej udowadnia, że stare żydowskie mity nie mają nic wspólnego z rzeczywistością). Człowiek nie pochodzi od małpy - człowiek i niektóre gatunki małp (np. szympansy) miały wspólnego przodka. Tyle. Oczywiście wszyscy biolodzy i genetycy się mylą, bo KSIĘGA mówi inaczej. I kto tu kogo nazywa "barbarzyńcą"? ;P

>Ciesze się że ja mam przyjemność widzieć Boże dziecię co rano w lustrze.

My przynajmniej mamy jakiś dystans do siebie, zdajemy sobie sprawę z tego jak mali i nieznaczący jesteśmy i jakim skarbem jest życie - jedyne, niepowtarzalne. To co Ty wypisujesz - to zwykła megalomania. Zresztą... Powiedz człowiekowi, że ma coś wspólnego z małpą - obrazi się. Porównaj go do anioła - będzie zachwycony.

Oczywiście - determinizm i świadomość, że nie ma siły, która się nami opiekuje, że "dobro" nie zawsze zwycięża, że nawet granica między tym co "dobre" i "złe" jest płynna i zależy od uwarunkowań kulturowych... To wszystko potrafi dołować i mogą sobie na to pozwolić tylko ludzie odważni. Inni niech sobie wmawiają, że chodzi za nimi niewidzialny anioł ochroniarz.
tkb_bk (22 punktów)
Zdaje się, że ogromny odsetek Polaków nie rozumie słowa PISANEGO! odnośnie ortografi: spójrz na SWOJĄ!
Ludzie kierujący się mózgiem haha, żałosne! W ilu procentach go używasz?
Thorvoy (6588 punktów)
>Zdaje się, że ogromny odsetek Polaków nie rozumie słowa PISANEGO! odnośnie ortografi: spójrz na SWOJĄ!

Ty, ale o co Ci chodzi? W poście, na który odpisujesz, nie było ortografów (może poza pisanym razem "nota bene"). Masz problemy jakieś?

>Ludzie kierujący się mózgiem haha, żałosne!

No tak: po co ci mózg, skoro masz religię?

> W ilu procentach go używasz?

Blisko stu, jak każdy zdrowy człowiek.
Teresa (2693 punktów)
>Problem jest spory - bo już od lat szkoły stały się miejscem promowania tego typu światopoglądu.

Chrz. zawsze broniło miłości prawdziwie romantycznej.
A taka miłość ze swej natury jest przeciwna "seksowi" z przygodnymi osobami traktującymi sie w mniej lub bardziej w instrumentalny sposób (zaspakajającymi swe żądze).

>Czy to aż tak daleko do modelu muzułmańskiego?

Baaardzo daleko. W islamie ponoć kobieta nie ma nawet duszy, a w raju na dzielnych mężczyzn czekają hurysy jako nagroda
Jak bardzo chrz jest dalekie od modelu muzułmańskiego mogą świadczyć np. wypowiedzi Św. Tomasza z Akwinu (Doktora Kościoła Katolickiego), potępiające islam za sekciarskie błędy.
Św. Tomasz o Mahomecie napisał między innymi tak " zwabiał on tłumy obietnicami rozkoszy zmysłowych, do których pragnienie podnieca pożądliwość ciała. Mahomet podawał także przykazania odpowiednie do obietnic, popuszczając cugli pożądliwości cielesnej, a temu ludzie zmysłowi dają łatwy posłuch. Jako dowody zaś prawdy podawał te, które każdy średnio mądry człowiek może poznać rozumem przyrodzonym." ("Summa contra gentiles"). Itd.

Natomiast Kościół mówi ( i mówił ) o rzeczach niesłychanie pięknych, trudnych i wzniosłych, ale tym bardziej wartych zachodu.

Oczywiście są ludzie tak zarozumiali, ktorzy sami uwazają sie za wyrocznie w skali całego wszechświata i jeśli dla nich jest coś za trudne czy niezrozumiałe to sądzą, ze jest to w ogóle niezrozumiale.
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Chrz. zawsze broniło miłości prawdziwie romantycznej.
>A taka miłość ze swej natury jest przeciwna "seksowi" z przygodnymi osobami traktującymi sie w mniej lub bardziej w instrumentalny sposób (zaspakajającymi swe żądze).

Za to Katolicyzm od początku uzurpuje sobie decydowanie o tym, kiedy miłość jest romantyczna. Zapadł mi w pamięć pewien fragment z książkowej "Samotności w Sieci" kiedy główny bohater trafił na swojej drodze na księdza, którego wyniszczyła psychicznie nieszczęśliwa, bo zakazana miłość do kobiety. Nie przytoczę dokładnie, ale sens pamiętam - Kościół zawsze bronił miłości, nauczał o niej. Ale jeśli miłość jest sprzeczna z interesem Kurii, to trzeba ją zniszczyć splugawić, sponiewierać i przedstawić jako coś nieczystego.
I tak to się właśnie robi - nawet najbardziej romantyczna miłość z pierwiastkiem erotycznym przed ślubem jest traktowana jak zwykłe, niemal "zwierzęce" zaspokajanie popędów. Nikogo nie obchodzi co tak naprawdę jest pomiędzy kochankami. O sytuacji księdza czy np. homoseksualisty nie wspomnę - jeden i drugi mogą kochać jedną osobę prawdziwą miłością do śmierci - i tak w świetle poglądów większości znanych mi katolików ich miłość to tylko grzeszne zaznawanie uciech cielesnych i nic więcej. Kościół zwyczajnie broni swojego monopolu do decydowania kiedy miłość jest prawdziwa i "oddemonizowywania" seksu przez udzielanie ślubów. Moim zdaniem to sprawa tylko między parą ludzi.
A jeśli już pominiemy kwestię miłości - moim zdaniem człowiek ma prawo spróbować wszystkiego o ile nie szkodzi tym innym ludziom, jeśli ma takie życzenie - Kościołowi nic do tego, że dana jednostka chce raz w życiu uprawiać seks dla "zabawy". Najważniejsze aby nie stało się to sensem życia, a jeśli nawet - nie moja sprawa, ja w cudze życie nie mam zamiaru wchodzić, nie mam zamiaru uszczęśliwiać innych na siłę.

>Baaardzo daleko. W islamie ponoć kobieta nie ma nawet duszy, a w raju na dzielnych mężczyzn czekają hurysy jako nagroda

"Ponoć"... Nie tak dawno (w perspektywie historii) Kościół sam zastanawiał się czy kobieta ma duszę. Poczytaj "Dworzanina Polskiego" Górnickiego i zobacz, co polscy katolicy przed rozbiorami sądzili o pozycji kobiety. I na koniec - środowiska skrajnie katolickie deklarują powrót do tradycyjnego modelu rodziny - a cóż to jest jeśli nie podporządkowanie kobiety mężczyźnie jako narzędzia do rodzenia dzieci.
A Islam to tylko trochę bardziej populistyczna religia niż Chrześcijaństwo - tam pełno rajów jako kwitnących ogrodów z rozdawanymi na przydziały panienkami i piekła jako miejsca z siarką i dymem. Tak to już jest z religiami. Handel kwaterami w zaświatach i tyle.

>Jak bardzo chrz jest dalekie od modelu muzułmańskiego mogą świadczyć np. wypowiedzi Św. Tomasza z Akwinu (Doktora Kościoła Katolickiego), potępiające islam za sekciarskie błędy.

Taa... Poczytaj co ten sam św. Tomasz z Akwinu pisał o kobietach. To mizogin był jakich mało.

>Oczywiście są ludzie tak zarozumiali, ktorzy sami uwazają sie za wyrocznie w skali całego wszechświata i jeśli dla nich jest coś za trudne czy niezrozumiałe to sądzą, ze jest to w ogóle niezrozumiale.

Otóż to - są tacy ludzie - papieże, kardynałowie, niskupi, arcybiskupi czy na mniejszą skalę szeregowi kapłani. Albo też mułłowie i inni. Tacy sami ludzie jak i my, wiedzą o Bogu tyle samo co i my (czyli praktycznie nic...) ale jak już sobie coś wymyślą, to przedstawiają to jako fakty i żądają absolutnego posłuchu. I kto tu jest zarozumiały?
Racjonalista jeśli czegoś nie wie, mówi, że tego nie wie. Jeśli widzi, że ktoś czegoś nie wie, ale kombinuje, to też zwróci uwagę na to, że tamten nie wie, ale kombinuje.
Kto kogo nazywa wyrocznią?
Heksenschus (328 punktów)
A oto parę cytatów z Idioty z Akwinu:

Tomuś z Akwinu zadaje pytanie: "dlaczego właśnie w akcie i przy okazji aktu płciowego, a nie przy innych działaniach człowieka wolno diabłu czynić czary i udziela na nie odpowiedź: "z powodu obrzydliwości aktu rozrodczego i dlatego że za jego pośrednictwem przenosi się na wszystkich ludzi grzech pierworodny,"

W akcie małżeńskim rola szlachetniejsza należy do męża i dlatego jest rzeczą naturalną, że mąż mniej się musi wstydzić niż jego żona, gdy żąda powinności małżeńskiej.

Kobieta potrzebuje mężczyzny nie tylko do płodzenia i wychowania dzieci, ale także jako swego władcy.

Przeciw płciowej lubieżności konieczne było zastosowanie specjalnego środka uzdrawiającego. Po pierwsze dlatego, że lubieżność seksualna nie tylko psuje osobę, ale także naturę; po drugie dlatego, że lubieżność seksualna w swej niestałości paraliżuje rozum.

Zestaw pytań opracowany w celu ułatwienia spowiednikom pracy:

Czy obcowałeś ze swą żoną, lub inną kobietą od tyłu, jak psy? Jeśli tak, tedy dziesięć dni pokuty o chlebie i wodzie. Czy obcowałeś z żoną podczas miesiączki, tedy dziesięć dni o chlebie i wodzie. Jeśli twoja żona po rozwiązaniu weszła do kościoła przed swym oczyszczeniem, ma czynić pokutę tak długo, jak długo powinna się jeszcze była powstrzymać od pójścia do kościoła. A jeśli w tym czasie obcowałeś z nią, masz czynić pokutę o chlebie i wodzie przez dwadzieścia dni. Jeśli obcowałeś z żoną, gdy dziecko w jej łonie już się ruszało, lub w czasie czterdziestu dni przed rozwiązaniem, będziesz czynił pokutę o chlebie i wodzie przez dni dwadzieścia. Jeśli obcowałeś z żoną, gdy już wiadomo było, że poczęła, będziesz czynił pokutę o chlebie i wodzie przez dni dziesięć. Jeśli obcowałeś z żoną w dzień Pański, masz czynić pokutę o chlebie i wodzie przez dni cztery. Czy splamiłeś się współżyciem z żoną w okresie postu? W takim razie masz czynić pokutę o chlebie i wodzie przez dni czterdzieści. Jeśli stało się to, gdy byłeś pijany - dwadzieścia dni pokuty o chlebie i wodzie. Masz zachowywać wstrzemięźliwość przez dwadzieścia dni przed Bożym Narodzeniem, we wszystkie niedziele, podczas wszystkich postów, które ustala prawo, we wszystkie dni świętych apostołów i we wszystkie święta główne. Jeśli tych nakazów nie dochowałeś, masz czynić pokutę o chlebie i wodzie przez dni czterdzieści.

Tak oto KK wspierał i wspiera nadal miłość romantyczną.
Thorvoy (6588 punktów)
Masz u mnie plusik, ale Teresa może tak właśnie postrzega miłość romantyczną.
Heksenschus (328 punktów)
Mnie by to chyba nawt nie zdziwiło. W końcu chrześcijaństwo to pewna odmiana psychicznego sado-masochizmu z elementami brutalnego gwałtu na zdrowym rozsądku.
Pozdrowionka!
tkb_bk (22 punktów)
A Wasza postawa, Wasz rzekomy racjonalizm życia to też pewna odmiana psychiczna powstała na skutek negatywnych zmian w Waszych mózgach z elementami ślepoty
Thorvoy (6588 punktów)
Racjonalizm, tak... Jak sama nazwa wskazuje.

A wszyscy naukowcy to matoły.
Brunhilda Jasnogórska (328 punktów)
Czy możesz mi powiedzieć coś więcej o tych zmianach w mózgu? Jestem naprawdę zaintrygowana.
aristojos (16 punktów)
Weźmy wszystko na zdrowy rozum. Seks jest rzecza jak najbardziej normalną. Seks jakby nie patrzeć jest powodem naszego istnienia . Demonizowanie współżycia płciowego to gwałt na naturze zwierzęcej człowieka. Jak ktoś nie chce tego robić, np. księża, to jego sprawa ale wpajanie do umysłów młodych ludzi, że seks jest czymś złym, to przegięcie.Podobnie jest z onanizmem. Kler napiętnuje samogwałt ze względów moralnych jak i zdrowotnych (np. mozliwość oslepnięcia), ale nauka twierdzi, że jest to coś normalnego i zdrowego. Ciekawostka: kiedyś na lekcji religii w gimnazjum ksiądz rozdawał jakąś gazetę kościelną, której tytułu nie pamiętam. Wziałem jeden egzemplarz bo akurat był artykuł o ludobójstwie Ormian. Ku mojemu zdziwieniu na co drugiej stronie był jakiś artykuł o masturbacji i wyznania ludzi, którzy dopuścili się tego "ciężkiego grzechu". Możemy tylko sobie wyobrazić co czuje młody, wierzący człowiek, który dopuścił się tego "grzechu".

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365