Racjonalista - Strona głównaDo treści
Niepełnoletni ateista

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
27-03-2007 12:12MichalskiNiepełnoletni ateista
Witam!
Od kilku dni próbuję przekonać mamę do tego aby nie zmuszała mnie do chodzenia do kościoła ponieważ nie wierzę w Boga ani tą całą otoczkę. Mama jednak na siłę zmusza mnie do chodzenia do kościoła twierdząc, że póki nie skończę 18 lat jestem pod jej opieką i to ona decyduje co mam robić, a czego nie. Oczywiście argumentacja, że wolność wyznaniową gwarantuje mi konstytucja nie przekonuje ją. Kieruję więc do was pytanie, czy reguluje to jakoś prawo? Czy np. w prawach dziecka (lub innym jakimś dokumencie) jest jakiś zapis gwarantujący osobom niepełnoletnim wolność wyznaniową?

Thorvoy (6588 punktów)
Toretycznie masz swoje prawa, w praktyce ich nie wykorzystasz, bo i jak? Będziesz groził mamie sądami? No właśnie.

Prawa człowieka są w polskich rodzinach nagminnie łamane, ale Twój przykład nie jest akurat najgorszy. Jest tu parę osób, które nadal są w podobnej sytuacji. Dla mnie sprawa jest oczywista: jeśli jesteś nonkomformistą, należy sprzeciwić się twardo i liczyć z konsekwencjami, ale nie odpuszczać. W przeciwnym razie musisz czekać z zaciśniętymi zębami, dopóki rodzice nie uznają, iż masz prawo mieć swoje własne zdanie, a wtedy narobisz im wyrzutów.
Michalski
Zdaje sobie sprawę, że nie będę mamy ciągał po sądach, jednak to według mnie mógłby być dobry argument.
Jan B (383 punktów)
>Zdaje sobie sprawę, że nie będę mamy ciągał po sądach, jednak to według mnie mógłby być dobry argument.
Oj raczej nie, myślę że taki argument wściekł by każdą matkę, niezależnie od jej przekonań. Naprawdę odradzałbym Ci powoływanie sie na sąd w jakimkolwiek sporze z rodzicami. Bo nie chodzi o argumenty, tylko o zgodę.
Thorvoy (6588 punktów)
Tu, niestety, zmuszony jestem zgodzić się z teistą (z Tobą znaczy). Taka reakcja, mimo że bardzo nonkonformistyczna, byłaby chyba zbyt mocna.
Jan B (383 punktów)
A tam od razu teista, ja jestem po prostu fanem Boga; nigdy nie powiedziałem, że taki istnieje. Gdybym miał taką wiedzę, to już by mnie tu nie było, siedziałbym w niebie płaszcząc się u Jego stóp
Zyga (1539 punktów)
>Zdaje sobie sprawę, że nie będę mamy ciągał po sądach, jednak to według mnie mógłby być dobry argument.
>

Zapewniam Cię że twoja mama ma lepszy argument a będzie brzmiał:
"tak długo jak mieszkasz pod moim dachem...."
Tu nie chodzi o to, że nie masz 18 lat tylko o całkowitą niezależność.
Thorvoy (6588 punktów)
Trochę przykry, ale zawsze. Chamsko po sądach ciągać rodziców, ale warto byłoby może zorganizować jakąś szerszą akcję, mającą na celu likwidowanie tego rodzaju przejawów dyskryminacji. Moim zdaniem byłoby to lepsze niż sprawa etyki w szkołach, zwłaszcza że nie jestem ani za wprowadzeniem jej, ani utrzymywaniem religii.

Co PSR-owcy na to?
Zyga (1539 punktów)
>Trochę przykry, ale zawsze. Chamsko po sądach ciągać rodziców, ale warto byłoby może zorganizować jakąś szerszą akcję, mającą na celu likwidowanie tego rodzaju przejawów dyskryminacji. Moim zdaniem byłoby to lepsze niż sprawa etyki w szkołach, zwłaszcza że nie jestem ani za wprowadzeniem jej, ani utrzymywaniem religii.
>Co PSR-owcy na to?

Ja jestem za organizowaniem jak największej ilości akcji informacyjnych i to prawie w każdej dziedzinie, bo poziom niekumacji ludności mnie martwi i to bardzo.
Thorvoy (6588 punktów)
Jeszcze jacyś chętni? Poważnie. To może być w końcu jakaś rozsądna akcja Stowarzyszenia!
LEGION (3161 punktów)
>Jeszcze jacyś chętni? Poważnie. To może być w końcu jakaś rozsądna akcja Stowarzyszenia!
Czemu nie?

NIE KLIKAĆ
Thorvoy (6588 punktów)
No, to może być nas więcej. Sugeruję otwarcie osobnego wątku. Kto zainicjuje? Ja tak wstydzę się troszkę jakby...
LEGION (3161 punktów)
A prącie bardzo, może być?

NIE KLIKAĆ
Thorvoy (6588 punktów)
A dziękuję bardzo, może być!
Arouet (49 punktów)
>Trochę przykry, ale zawsze. Chamsko po sądach ciągać rodziców, ale warto byłoby może zorganizować jakąś szerszą akcję, mającą na celu likwidowanie tego rodzaju przejawów dyskryminacji. Moim zdaniem byłoby to lepsze niż sprawa etyki w szkołach, zwłaszcza że nie jestem ani za wprowadzeniem jej, ani utrzymywaniem religii.
>Co PSR-owcy na to?
popieram
Kajka (129 punktów)
>Witam!
>Od kilku dni próbuję przekonać mamę do tego aby nie
>zmuszała mnie do chodzenia do kościoła ponieważ nie wierzę
>w Boga ani tą całą otoczkę. Mama jednak na siłę zmusza mnie
>do chodzenia do kościoła twierdząc, że póki nie skończę 18
>lat jestem pod jej opieką i to ona decyduje co mam robić, a
>czego nie. Oczywiście argumentacja, że wolność wyznaniową
>gwarantuje mi konstytucja nie przekonuje ją. Kieruję więc
>do was pytanie, czy reguluje to jakoś prawo? Czy np. w
>prawach dziecka (lub innym jakimś dokumencie) jest jakiś
>zapis gwarantujący osobom niepełnoletnim wolność
>wyznaniową?

Wszystko zależy, ile masz lat, jak bardzo wierząca jest Twoja mama, gdzie mieszkasz, czy masz w otoczeniu osoby, które mogły by Cię poprzeć lub na które mógłbyś się powołać w dyskusji z mamą.
Ja przestałam wierzyć w wieku 14 lat, z początku przestałam chodzić do kościoła, potem odmówiłam pójścia do bierzmowania, w liceum nie poszłam na religię. Myślę, że powinieneś spróbować postawić sprawę jasno: nie będziesz chodzić do kościoła, co mama może Ci zrobić? Siłą Cię tam zaciągnie? I żadnych dyskusji w stylu czy możesz nie iść, Ty się mamy nie pytasz o pozwolenie, Ty ją informujesz o swojej decyzji. Zupełnie zmieniły się moje relacje z rodzicami kiedy zaczełam stosować tą taktykę. Niedawno mój brat odmówił pójścia do bierzmowania, miał parę dyskusji z rodzicami, ale chyba już mu dali spokój.
Co do prawa, Konstytuacja reguluje to wystarczająco, nie jesteś własnością mamy do 18 roku życia, możesz decydować o swoim kształceniu, światopoglądzie, religii.
Jan B (383 punktów)
>Ja przestałam wierzyć w wieku 14 lat
Tak na boku dyskusji, ciekawi mnie czy naprawdę powiedziałabyś, że przez te 14 lat wierzyłaś? Czy była to w ogóle wiara i czy nie była to taka sama wiara jak wiara w bajki, czy w szczególnie wciągające książki, np. Tolkiena?
Tofik (5585 punktów)
Jeżeli chodzi o mnie (też w tym wieku powiedziałam sobie wprost, że nie wierzę) to wcześniej nigdy nie wierzyłam, nigdy nie miałam poczucia, że ktoś nade mną jest. Uświadomiłam sobie, że wiara była dla mnie jak wiara w gwiazdora albo bajki, totalne nieporozumienie, które mnie nie dotyczy.

"...cóż szczęście dać może nietrwałe, skoro snem jest całe..."
Markus (9 punktów)
>Jeżeli chodzi o mnie (też w tym wieku powiedziałam sobie wprost, >że nie wierzę)
Hmmm... ciekawe. Właściwie ja również gdzieś w tym wieku przestałem wierzyć. Może to wiek w którym ludziom otwierają się oczy na świat i zaczynają myśleć, a nie wszystko przyjmować na tacy? no, nie wszyscy ale część Co o tym sądzicie?
Kajka (129 punktów)
>>Ja przestałam wierzyć w wieku 14 lat
>Tak na boku dyskusji, ciekawi mnie czy naprawdę powiedziałabyś, że przez te 14 lat wierzyłaś? Czy była to w ogóle wiara i czy nie była to taka sama wiara jak wiara w bajki, czy w szczególnie wciągające książki, np. Tolkiena?

Moja rodzina nie jest szczególnie wierząca. Nigdy nie chodziłam z rodzicami do kościoła, mój ojciec ociera się o agnostycyzm, teraz nawet za moim przykładem się nie żegna ani nie wypowiada słów itd, jak byliśmy ostatnio na ślubie bliskiej rodziny w kościele. Miałam pewien okres pełnego zaangażowania w Kościół, śpiewałam w chórze, byłam na każdej mszy, czasem codziennie, trwało to rok może półtora, po czym złapałam się na rutynie, w myśli powtarzałam słowa księdza, znałam całą mszę na pamięć, łącznie z psalmami na różne okresy roku liturgicznego (mam niesamowitą pamięć). I nagle to wszystko pękło jak bańka mydlana, przyznałam przed sobą, że to wszystko bzdura, że nie wierzę i nie wierzyłam od dawna. Że owszem, pociągało mnie poczucie wspólnoty, chór, hobby, że tak powiem, wypełniony czas. Najpierw przestałam chodzić do Kościoła, znalazłam świecki chór, potem jak pisałam, odmówiłam pójścia do bierzmowania. Dzisiaj po 10 latach jestem apostatką..
Michalski
Przyznam, że też miałem przez pewien czas okres nakręcenia religią.
Thorvoy (6588 punktów)
Apostatką. To brzmi tak magicznie. Kiedyż ja się wreszcie przejdę do tego swojego kościoła z odpowiednim papierkiem...?
Kajka (129 punktów)
>Apostatką. To brzmi tak magicznie. Kiedyż ja się wreszcie przejdę do tego swojego kościoła z odpowiednim papierkiem...?
>

Ja wysłałam list ponieważ nie mieszkam już w miejscowości gdzie byłam ochrzczona. Dostałam odpowiedź po ok. 2 tyg. że "zgodnie z pani życzeniem została pani skreślona z listy ochrzczonych". Aż byłam zaskoczona jak łatwo poszło, ale pewnie zależy na jakiego proboszcza trafisz.
Thorvoy (6588 punktów)
Pycha. Ja pójdę osobiście dla większej pewności. Poza tym czegoś tak sercu miłego nie chcę czynić korespondencyjnie. Muszę popatrzeć na twarz proboszcza, który straci prawdopodobnie pierwszą duszyczkę w swojej parafii.
Arouet (49 punktów)
A czy konieczne jest załatwianie takich "formalności kościelnych" jak wykreślanie z rejestru osób ochrzczonych? Czy w ogóle warto? Ten rejestr i tak jest nic nie wart.
Z drugiej strony mogą nazwisko poczciwego człowieka chcieć wykorzystywać do swoich propagandowych celów oraz ujmować w swoich statystykach ileż to osób wierzących w parafii...
Thorvoy (6588 punktów)
Konieczne nie jest, ale dzięki temu zabiegowi może choć trochę spadną Kościołowi statystyki.
Thorvoy (6588 punktów)
Na pewno nie przez 14. Przez jakieś 2 lata człowiek nie ma nawet rozwiniętej świadomości. Co do reszty- a jak Ci się wydaje? Jaka jest dla Ciebie definicja PRAWDZIWEJ wiary?

Ja też WIERZYŁEM. Wierzyłem że jest bozia i się do niej modliłem, nie przyjmując do siebie nawet tego, że może być inaczej. To chyba właśnie jest wiara, prawda? Czy może będziesz twierdził, że TO NIE BYŁA PRAWDZIWA WIARA, bo przecież teraz już nie wierzę, a gdyby była prawdziwa, nadal spędzałbym niedziele w kościółku, a wieczory na modlitwach.

Jacy Wy, teiści, dziwni jesteście.
Jan B (383 punktów)
Definicję wiary katolickiej na pewno już Pan wiele razy widział. Powiedziałbym po prostu, że to nieuzasadniona rozumowo wiara w ontyczne istnienie pewnych istot. Na pewno trzeba ją odróżnić od wiary w fikcje materialne, takie jak krasnoludki. Pytam, jak wygląda wiara u młodego człowieka, bo nie wiem, a Pan mi implikuje jakieś dziwne poglądy i w ogóle wyobraża sobie nie wiem co na mój temat. Więc informuję, żeby już mi Pan więcej takich wtrętów nie robił, że nie byłem i nie chciałem być członkiem żadnej wspólnoty religijnej. Jeżeli chce mnie Pan jakoś zaszufladkować, to najlepiej razem z sokratejczykami.
Thorvoy (6588 punktów)
A wybaczyts proszu, przyzwyczaiłem się do podobnych tekstów, jakimi zwykle rzucali w podobnych sytuacjach teiści i jakoś tak ubzdurałem sobie, że jednym z nich jesteś. Mój błąd.
Thorvoy (6588 punktów)
I to mi się podoba.

Fakt faktem- narażasz się na rodzicielskie represje, ale to dobra lekcja tego, że życie zgodnie ze swoimi zasadami różami usłane nie jest.
Markus (9 punktów)
>I żadnych dyskusji w stylu czy możesz nie iść, Ty się mamy nie pytasz o pozwolenie, Ty ją informujesz o swojej decyzji. Zupełnie zmieniły się moje relacje z rodzicami kiedy zaczełam stosować tą taktykę.
>
To tak jak z terrorystami, raz im ulegniesz i się już nie odpędzisz :/
Pandorra (1289 punktów)
Zazwyczaj jest tak, że strona mniej odporna psychicznie ustępuje pierwsza. Wszystko więc zalezy od stopnia zdecydowania Twojego i Mamy.
I pamiętaj, żeby przemyślec sprawę zanim zaczniesz cos robić, bo początki będa przykre. I co gorsza jak raz zaczniesz, nie będziesz mógł nawet raz ustąpić, bo wtedy nie wygrasz nigdy.
Powodzenia, cokolwiek zdecydujesz
J.Szulc (5723 punktów)
>Zazwyczaj jest tak, że strona mniej odporna psychicznie ustępuje pierwsza. Wszystko więc zalezy od stopnia zdecydowania Twojego i Mamy.
>I pamiętaj, żeby przemyślec sprawę zanim zaczniesz cos robić, bo początki będa przykre. I co gorsza jak raz zaczniesz, nie będziesz mógł nawet raz ustąpić, bo wtedy nie wygrasz nigdy.
>Powodzenia, cokolwiek zdecydujesz
Młody człowieku... widzę, że masz bardzo żarliwych "podpowiadaczy". Gratuluję.Odnoszę się może do wypowiedzi Pandorry (tutaj pozdrawiam... , ale może ustosunkuję sie do całości, która przeczytałam z dużym zainteresowaniem.
Podobną sytuacje miałam z moją córką.
Także w pewnym momencie swojego życia odmówiła chodzenia do kościoła. Umyślnie napisałam słowo "kościół" z małej litery.
Nie było u nas wojen typu..."daje Ci jeść, masz robić, co każę".
Po co?
Dużo rozmawiałyśmy. Poznałam poglądy córki na wiele problemów. Nie miałam innego wyjścia, jak zaakceptować jej wybór.
Nie zmusi się nikogo do wiary, bynajmniej w taki sposób.
Może w taki sposób spróbujesz porozmawiać z mamą. Postaraj sie jej wytłumaczyć, że większym "grzechem" jest brak tolerancji, zaufania... albo po prostu daj jej przeczytać cały ten temat.
Nie może być przecież aż taka "betonowa", żeby nie przejść do refleksji?
Powodzenia.

---
LEGION (3161 punktów)
Szkoda, że wszyscy rodzice/opiekunowie nie są tacy.
W tej sprawie byłbym w stanie przecierpieć brak różnorodności poglądów.

NIE KLIKAĆ
placownik (17853 punktów)

>Nie zmusi się nikogo do wiary, bynajmniej w taki sposób.

   bynajmniej «wcale, zupełnie, ani trochę, zgoła (zwykle w połączeniu z następującą partykułą nie)»

   przynajmniej «partykuła podkreślająca w zdaniu to, na czym mówiącemu szczególnie zależy, co uważa on za minimum konieczne w jakiejś sytuacji; choć, choćby, chociaż, bodaj, co najmniej»

   Oba określenia za Słownikiem Języka Polskiego PWN.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
J.Szulc (5723 punktów)
>>Nie zmusi się nikogo do wiary, bynajmniej w taki sposób.
>   bynajmniej Ťwcale, zupełnie, ani trochę, zgoła (zwykle w połączeniu z następującą partykułą nie)ť
>   przynajmniej Ťpartykuła podkreślająca w zdaniu to, na czym mówiącemu szczególnie zależy, co uważa on za minimum konieczne w jakiejś sytuacji; choć, choćby, chociaż, bodaj, co najmniejť
>   Oba określenia za Słownikiem Języka Polskiego PWN.
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli

Dziękuję. Mam nadzieję, że wszystkie wypowiedzi są w ten sposób traktowane.
Boże! Błogosław moderatorom!

---
J.Szulc (5723 punktów)
>>>Nie zmusi się nikogo do wiary, bynajmniej w taki sposób.
>>   bynajmniej Ťwcale, zupełnie, ani trochę, zgoła (zwykle w połączeniu z następującą partykułą nie)ť
>>   przynajmniej Ťpartykuła podkreślająca w zdaniu to, na czym mówiącemu szczególnie zależy, co uważa on za minimum konieczne w jakiejś sytuacji; choć, choćby, chociaż, bodaj, co najmniejť
>>   Oba określenia za Słownikiem Języka Polskiego PWN.
>>   Pozdrawiam
>>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli

>Dziękuję. Mam nadzieję, że wszystkie wypowiedzi są w ten sposób traktowane.
>Boże! Błogosław moderatorom!
>
---

Przepraszam... zapomniałam dodać...

---
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
Dodam, że określenia "bynajmniej" i "przynajmniej", szczególnie to pierwsze, zawierają pewien element "życzenia sobie". Jako równoważnik dałbym przykład następujący: użycie zamiast "bynajmniej nie" - "oby nie". A więc "bynajmniej nie w taki sposób" - "oby nie w taki sposób" (kontekstowo), lub też bardziej dosłownie "oby najmniej w ten sposób". Analogicznie "przynajmniej" powstało z podobnego skrótu myślowego, choć znaczeniowo nieco odmiennego "oby nie mniej". Odwołuje się to oczywiście do etymologii słów "by" i "przy".
Thorvoy (6588 punktów)
Obawiam się, że większość rodziców-katolików jest właśnie taka "betonowa".
Justyna

Wolność wyznaniowa to prawo każdego człowieka, niezależnie od tego, czy jest pełnoletni czy też nie. Jednak broniąc swoich racji musisz uszanować zdanie twojej matki.
Ja nie chodzę do kościoła od 10 lat, czyli prawie pół mojego życia. Moi rodzice tego nie rozumieją, ale muszą to uszanować, tak jak ja szanuję ich postawę. Najtrudniej jest wyróżniać się z masy katolickiej w małych społecznościach, np. wiejskich. Tam ważna jest kwestia społecznej akceptacji, bądź alienacji jednostek wierzących inaczej lub niewierzących. Jeśli żyjesz w takiej małej społeczności, musisz brać pod uwagę społeczne konsekwencje twojej decyzji np. o apostazji dla twojej rodziny. Najprawdopodobniej cała Twoja rodzina zostanie poddana presji, bo rodzice "nie umieli wychować ciebie na prawdziwego katolika".
Porozmawiaj z mamą, czy sama nie odbiera twojej decyzji jako swojej porażki wychowawczej.
Michalski
Dziękuję, że tak licznie mi odpowiedzieliście! Dzięki również za pytania zadawane dzięki, którym łatwiej będzie mi nakreślić moją obecną sytuację.

W tym roku kończę 16 lat. Mieszkam w średnim (70 tys.) miasteczku. Wiarę mojej mamy trudno określić w kilku słowach. Co niedzielę w kościele, raz na 3-4 miesiące chodzi do spowiedzi. Jej poglądy trochę różnią się od tego co głosi kościół. Moja mama jest święcie przekonana, że istnieje życie po śmierci jednak w formie reinkarnacji (w tym miejscu podaje przykłady ludzi którzy podczas hipnozy mówią innymi językami itp. Chodzi czasami do wróżek. Co do powołania się na kogoś.. hm.. mam dalszego wujka, którego widuję na imieninach babci. Czasami ucinam sobie z nim krótszą pogawędkę na temat wiary itp. Niestety zawsze krótką, ostatnio nawet powiedział coś takiego "jak twoja mama usłyszy co za herezje tu opowiadamy to mnie pozabija". Sam wujek pomimo tego, że (na moje oko) jest racjonalistą, nigdy od kościoła nie odszedł. Ba! Nawet co tydzień praktykuje.

Mama często upędza mnie swoim marudzeniem (a jak nie tym to karami, a to na wyjścia, a to na komputer, wie, że czytam racjonalistę - stwierdziła, że stały internet był błędem i to przez to teraz takie "głupoty" opowiadam, boje się, że zostanę odcięty). Twierdzi, że ateizm jest najgorszy. Jako przykład podaje mi znajomych, którzy nie chodzą do kościoła, ale wierzą (albo chodzą tylko jak mają taką potrzebę). Ciągle mi mówi, że nie chce żadnego nieszczęścia, bo według niej jak przestanę wierzyć to Bóg mnie ukarze przez jakąś chorobę itp. Wczoraj podczas dyskusji (rozpoczęła się tym, że w niedzielę stanowczo odmówiłem pójścia do kościoła) nazwała mnie jej "porażką wychowawczą" (jest nauczycielką tak na marginesie). Sprawy nie ułatwia komunia mojej siostry, która ma być w maju tego roku.
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
A co ci szkodzi raz na jakis czas pójść do kościoła?
Pooglądasz zbiorowisko ludzkie, poobserwujesz, co tam mówią słuchać nie musisz.
A mamie zrobisz przyjemność.

Matka jest tylko jedna (jak powiedział Jasio wysłany do barku po dwie flaszki wódki).

.
Zyga (1539 punktów)
>A co ci szkodzi raz na jakis czas pójść do kościoła?
>Pooglądasz zbiorowisko ludzkie, poobserwujesz, co tam mówią słuchać nie musisz.
>A mamie zrobisz przyjemność.

A potem weźmiesz ślub kościelny, ochrzcisz dzieci i będziesz posyłał je do kościoła żeby babci (mamie) zrobić przyjemność.

Mądre to?
Raczej nie.

" - "
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
Wyjście drugie - deklarujesz się matce jako ateista, odcinasz od jej wiary, a ona do śmierci się zamartwia, czy zobaczy swe ukochane dziecko w niebie. Matka będzie w niebie (jak mniema), a jej dziecko będzie przez wieczność cierpieć męki piekielne, co dla niej, wraz z upływem jej latek i spodziewaną nieodległą śmiercią jest ogromnym bólem.

Skazuj dla własnej wygody najbliższych na cierpienia, jak masz ich w d...
Twój wybór.
Zyga (1539 punktów)
>Skazuj dla własnej wygody najbliższych na cierpienia, jak masz ich w d...
>Twój wybór.

Nie możesz oczekiwać od kogoś aby żył w zakłamaniu tylko dla tego , że ktoś coś sobie ubzdurał.

Równie dobrze można napisać:
Wymagaj od innych by żyli w zakłamaniu i wbrew własnym przekonaniom jak masz ich w d...
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
No tak - matka "coś sobie ubzdurała", autentycznie boi się o syna, jego postawa sprawia jej ból, którego nie potrafisz sobie wyobrazić (dla osoby głęboko wierzącej perspektywa piekła dla jej dziecka jest tym samym, co dla ciebie np. oczekiwanie na wynaczoną egzekucję matki na krześle elektrycznym) - ale dla ciebie nic to.

A zapobiec temu tak łatwo - raz na miesiąc przespacerować się do kościółka.
Potraktować to tak, jak obecność na nudnej lekcji.

Ja do kościoła chodzę wtedy, gdy matkę odwiedzam - bo ją kocham i chcę, by miała szczęśliwą i pogodną starość.

A ty rób jak chcesz - nie każdy musi kochać swoja matkę i może marnować kilka razy w tygodniu kilka godzin w piwiarni dla własnego dobrego samopoczucia, a nie znaleźć raz na miesiąc trzech kwadransów dla dobrego samopoczucia własnej matki.

Tak nawiasem ci powiem - że gdy wchodziłem w interesy z osobami, które wysyłały swych rodziców do domów "spokojnej" starości - to te osoby okazywały się przewalasami. Osobom dbającym o swych rodziców mogłem powierzyć duże kwoty na gębę bez ryzyka. Po stosunku do własnych starych rodziców najlepiej poznaje się, co jest człowiek wart.
Zyga (1539 punktów)
>No tak - matka "coś sobie ubzdurała", autentycznie boi się o syna, jego postawa sprawia jej ból, którego nie potrafisz sobie wyobrazić (dla osoby głęboko wierzącej perspektywa piekła dla jej dziecka jest tym samym, co dla ciebie np. oczekiwanie na wynaczoną egzekucję matki na krześle elektrycznym) - ale dla ciebie nic to.

Jeżeli wspaniale gram na gitarze i zarabiam tym 4x tyle co rodzice razem to nie zostanę lekarzem tylko dlatego, że moja matka uważa, że bez normalnej i dobrej pracy nie utrzyma się rodziny i będzie się o mnie martwić (nie umiem grać w rzeczywistości na gitarze).

Wbrew rodzicom nie poszedłem na studia i w dodatku odszedłem z roboty bo mnie szef zdenerwował. A przecież szkoła była mi niezbędna a praca bardzo dobra.
Teraz mam pracę, którą lubię a na zarobki nie narzekam.

I pomyśleć, że niewiele brakowało i bym się zastanawiał teraz jak tu żyć godnie za 900zł, a wszędzie gdzie bym szukał "lepszej" pracy słyszałbym, że mam za mało stażu.
No ale przynajmniej moja mama byłaby spokojna.
AAAAAAA prawie zapomniałem moja poprzednia dziewczyna była taka porządna nie powinienem się z nią rozstawać.

Z czasem zrozumie, że w pracy jestem zadowolony, do dziewczyny wracam z radością, a na koncie kończy mi się miejsce (na to jeszcze troszkę muszę poczekać) bo byłem uparty i starałem się osiągnąć to co chcę a nie to co inni chcieli abym osiągnął.
A dzięki temu, że nie marnuję czasu w kościele mam go więcej na cieszenie się życiem.

Nie marnujmy swoich szans, przekonań i czasu aby zaspokoić wymysły rodziców, które nie mają żadnego logicznego wytłumaczenia, bo to mistyczno-zbawienne logiczne nie jest.
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)

>Jeżeli wspaniale gram na gitarze i zarabiam tym 4x tyle co rodzice razem to nie zostanę lekarzem tylko dlatego, że moja matka uważa, że bez normalnej i dobrej pracy nie utrzyma się rodziny<

Nie zostaniesz lekarzem (majętnym), boś chyba na to za mało kumaty i przewidujący.
Tak się głupio składa, że pisze do ciebie lekarz - który nie tylko zarabia duuuużo więcej niż 900 zł które podajesz (tyle dostaje stażysta, specjalista z prywatną praktyką tyle wydaje na waciki dla żony, no, może trochę przesadziłem, małżonka nie jest taka rozrzutna ), ale do tego ma pewną robotę - i dlatego wszystkie banki chcą mi udzielać kredytów na tak preferencyjnych warunkach, jakich tobie nigdy nie zaoferują - ale nie biorę, bo ich nie potrzebuję. Chałupę zbudowałem za gotówkę.

A poza tym podajesz przykłady małej wagi. Dla wierzącej matki wybór przez dziecko rodzaju szkoły, zawodu, dziewczyny to może powód do zmartwień, ale to twoje życie i masz prawo sie jej przeciwstawić. Bo to dla ciebie sprawy istotne, a dla matki mniej. Lecz rozmawiamy o czymś innym - to, co dla twojego życia jest błahostką (pójście raz na kilka tygodni do kościoła to pikuś), dla matki może być bardzo istotne, co wyjaśniłem w poprzednim poście.
Będziesz tego żałował, gdy ona umrze - oczywiście przy założeniu, że nie jesteś egoistą, który przez kilkanaście lat pasożytował na matce, a po wyfrunięciu z gniazda ma rodzicielkę w nosie - niech stara zdycha, zrobiła swoje, teraz może odejść.
Thorvoy (6588 punktów)
>Nie zostaniesz lekarzem (majętnym), boś chyba na to za mało kumaty i przewidujący.
>Tak się głupio składa, że pisze do ciebie lekarz [...]

Tak, to typowe dla lekarzy. Arogancja. Wiem coś o tym, bo kształcę się (z diabelnymi oporami) w podobnym kierunku.

>A poza tym podajesz przykłady małej wagi. Dla wierzącej matki wybór przez dziecko rodzaju szkoły, zawodu, dziewczyny to może powód do zmartwień, ale to twoje życie i masz prawo sie jej przeciwstawić. Bo to dla ciebie sprawy istotne, a dla matki mniej. Lecz rozmawiamy o czymś innym - to, co dla twojego życia jest błahostką (pójście raz na kilka tygodni do kościoła to pikuś), dla matki może być bardzo istotne, co wyjaśniłem w poprzednim poście.

Niby masz rację, ale z drugiej strony czy mamy sprawiać przyjemność najbliższym, okłamując ich że wierzymy we wszystko to, co i oni?

Nawiasem mówiąc: komu wolałbyś zrobic przyjemność: matce, czy ojcu? Załóżmy że matka jest katoliczką, a ojciec nawrócił się na judaizm. Będziesz chadzał do kościoła, czy synagogi? Komu zrobisz przykrość, a komu przyjemność?

>Będziesz tego żałował, gdy ona umrze - oczywiście przy założeniu, że nie jesteś egoistą, który przez kilkanaście lat pasożytował na matce, a po wyfrunięciu z gniazda ma rodzicielkę w nosie - niech stara zdycha, zrobiła swoje, teraz może odejść.

Czy dla Ciebie nonkonformista religijny jest równoznaczny z wyrodnym dzieckiem?
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)

>Tak, to typowe dla lekarzy. Arogancja. Wiem coś o tym, bo kształcę się (z diabelnymi oporami) w podobnym kierunku.<

To, że się kształcisz (z oporami), nie oznacza, że jesteśmy sobie (zawodowo) równi.
Hehehe, Janko Muzykant poklepał po plecach Rubinsteina i powiedział "cześć kolego"

>Niby masz rację, ale z drugiej strony czy mamy sprawiać przyjemność najbliższym, okłamując ich że wierzymy we wszystko to, co i oni?<

Nie musisz tak robić. Możesz np. swojej kobiecie gdy nie jest w formie mówić "ale dziś paskudnie wyglądasz z tymi worami pod oczami". Ja jednak w takiej sytuacji wolę powiedzieć "z tym smutkiem w oczach wyglądasz interesująco".
Małe kłamstewka w dobrej sprawie to jedna z podstaw miłych relacji między ludźmi.

>Nawiasem mówiąc: komu wolałbyś zrobic przyjemność: matce, czy ojcu? Załóżmy że matka jest katoliczką, a ojciec nawrócił się na judaizm. Będziesz chadzał do kościoła, czy synagogi? Komu zrobisz przykrość, a komu przyjemność?<

Podajesz kazuistyczny przypadek bez dobrego wyjścia. Ja piszę o przypadku jednoznacznym - małe kłamstewko - wielka przyjemność dla drugiej osoby przy braku osób skrzywdzonych..

>Czy dla Ciebie nonkonformista religijny jest równoznaczny z wyrodnym dzieckiem?

Wyrodny jest ten, kto nie chce zrobić malutkiego ustępstwa, by sprawić najbliższej osobie ogromną przyjemność
Thorvoy (6588 punktów)
>To, że się kształcisz (z oporami), nie oznacza, że jesteśmy sobie (zawodowo) równi.
>Hehehe, Janko Muzykant poklepał po plecach Rubinsteina i powiedział "cześć kolego"

Widać, nie myliłem się co do Twojej arogancji. W dodatku jesteś zagorzałym miłośnikiem odstawiania bufonad, co dobitnie przedstawia powyższe zdanie.

>Nie musisz tak robić. Możesz np. swojej kobiecie gdy nie jest w formie mówić "ale dziś paskudnie wyglądasz z tymi worami pod oczami". Ja jednak w takiej sytuacji wolę powiedzieć "z tym smutkiem w oczach wyglądasz interesująco".

Po raz kolejny zadam pytanie: czy to Cię upokarza? Poza tym nie mówię swojej kobiecie, że wygląda pięknie, jeśli w danej chwili faktycznie pięknie nie wygląda. Jestem zwolennikiem szczerości, dlatego czasem wolę nie mówić NIC, ale nie kłamać.

Nigdy nie słodziłem kobietom w sposób, każący mi je okłamywać. Jakoś też nie skarżyłem się na brak powodzenia. Inna sprawa, że "interesujący wygląd ze smutkiem w oczach" brzmi faktycznie nieźle i nie zmusza do kłamstwa, ale nie zawsze można zastosować takie eufemizmy, by ukryć prawdziwy pogląd na jakąś niedoskonałość.

>Małe kłamstewka w dobrej sprawie to jedna z podstaw miłych relacji między ludźmi.

Naprawdę, staram się nie kłamać, dlatego też w sytuacjach, w których nie wypada powiedzieć prawdy, zmuszony jestem tak kręcić, by ostatecznie nie skłamać.

>Podajesz kazuistyczny przypadek bez dobrego wyjścia. Ja piszę o przypadku jednoznacznym - małe kłamstewko - wielka przyjemność dla drugiej osoby przy braku osób skrzywdzonych..

Z wyjątkiem głównego zainteresowanego. Nawiasem mówiąc, ten przypadek podałem tylko po to, byś zastanowił się nieco nad pewnymi możliwościami.

>Wyrodny jest ten, kto nie chce zrobić malutkiego ustępstwa, by sprawić najbliższej osobie ogromną przyjemność.

Postępowanie wbrew swoim zasadom, jawne okłamywanie najbliższych i upokarzanie się, summa summarum nie chcą jakoś mi podpasować pod pojęcie "malutkiego ustępstwa".
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
Pierwszy wątek oleję, bo zaczyna przechodzić w pyskówkę.

>Jestem zwolennikiem szczerości, dlatego czasem wolę nie mówić NIC, ale nie kłamać.<

-Kochanie, jak dziś wyglądam?
Cisza.
-Kochanie, jak dziś wyglądam?
Cisza.
-Kochanie, jak dziś wyglądam?
Cisza.
-Kochanie, jak dziś wyglądam?
Cisza.

Współczuję twojej babie - o ile jakąś masz

>Postępowanie wbrew swoim zasadom,<

Chyba coś nie tak z twoją osobą, skoro pójście do pewnego wysokiego, na ogół dość ciekawego architektonicznie budynku (czasem wręcz zabytku klasy "0") uznajesz za "postępoiwanie wbrew zasadom". Czy twoimi zasadami jest stronienie od zabytków?

>upokarzanie się<

Kolejny raz pytam się grzecznie, co jest w odwiedzinach kościoła upokarzającego.
Thorvoy (6588 punktów)
>Pierwszy wątek oleję, bo zaczyna przechodzić w pyskówkę.

Zgadzam się. Przypominasz sobie, kto tak miło zaczął?

>Współczuję twojej babie - o ile jakąś masz

Może, drogi lekarzu, okażesz trochę szacunku (jako i ja jeszcze Tobie okazuję)? Ja nie mówię o Twoich rodzicach "twój stary" i "twoja stara", więc i Ty o mojej kobiecie nie pisz "baba", bo nie brzmi to szczególnie miło.

A jeśli moje kochanie wygląda źle, mówię to wprost. Jeśli nie podoba mi się Jej strój, mówię "nie podoba mi się Twój strój", jeśli jest chora i wygląda tak, jak się czuje- też mówię to wprost. Naturalnie, kiedy wygląda dobrze- daję Jej to do zrozumienia. Ona odwzajemnia mi się tym samym i nie mamy najmniejszych powodów do obrażania się na siebie.

>>Postępowanie wbrew swoim zasadom,<
>Chyba coś nie tak z twoją osobą, skoro pójście do pewnego wysokiego, na ogół dość ciekawego architektonicznie budynku (czasem wręcz zabytku klasy "0") uznajesz za "postępoiwanie wbrew zasadom". Czy twoimi zasadami jest stronienie od zabytków?
>>upokarzanie się<

Pozwiedzać to ja sobie mogę, kiedy mam ochotę. Poza tym nie jestem szczególnie wrażliwy na wartości estetyczne i jeśli coś nie jest tak wyjątkowe jak Tadż Mahal, czy wieża Eiffela, z reguły nie chce mi się tego podziwiać.*

>Kolejny raz pytam się grzecznie, co jest w odwiedzinach kościoła upokarzającego.

Publiczne oddawanie czci bóstwu, w które się nie wierzy. Wszystkie modlitewne błagania, wyznawanie winy, klękanie (gest poddańczy) i podobne. Myślałem, że to dość oczywiste i chyba nawet wymieniałem już powyższe czynności, chociaż nie wiem czy odpowiadając akurat Tobie. Tak, czy inaczej, już wiesz.


______________________
* Może trochę przesadzam.
Zyga (1539 punktów)
>A jeśli moje kochanie wygląda źle, mówię to wprost. Jeśli nie podoba mi się Jej strój, mówię "nie podoba mi się Twój strój", jeśli jest chora i wygląda tak, jak się czuje- też mówię to wprost. Naturalnie, kiedy wygląda dobrze- daję Jej to do zrozumienia. Ona odwzajemnia mi się tym samym i nie mamy najmniejszych powodów do obrażania się na siebie.

Również jestem zdania, że lepiej powiedzieć komuś wprost, że na sukni ma wielką plamę i wygląda paskudnie niż pozwolić tak wyjść na wystawny bankiet.
Thorvoy (6588 punktów)
No i plusik za to. Zakłamaniu mówimy: nie. Chyba, że sytuacja jest NAPRAWDĘ delikatna i na przykład nie chcemy mówić komuś o tym, że jest śmiertelnie chory.
LEGION (3161 punktów)
>Tak się głupio składa, że pisze do ciebie lekarz
No. Rzeczywiście głupio.
Pociesz mnie proszę i napisz,że jesteś okulistą, a nie ginekologiem.

NIE KLIKAĆ
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
Ani okulistą, ani ginekologiem.
A ty co, doczytałeś o rozmnażaniu się zygot, czy dalej będziesz pisał śmieszne bajdułki?
LEGION (3161 punktów)
>Ani okulistą, ani ginekologiem.
Uff...
>A ty co, doczytałeś o rozmnażaniu się zygot, czy dalej będziesz pisał śmieszne bajdułki?
Ano coś tam poczytałem.
A Ty?

NIE KLIKAĆ
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)

>Ano coś tam poczytałem.<

I coś ciekawego doczytał?

>A Ty?<

Ja już to czytałem kilkanaście lat temu.
LEGION (3161 punktów)
>>Ano coś tam poczytałem.<
>I coś ciekawego doczytał?
A zobacz tam, gdzie o tym pisaliśmy.

NIE KLIKAĆ
Zyga (1539 punktów)
>Nie zostaniesz lekarzem (majętnym), boś chyba na to za mało kumaty i przewidujący.

Nie najlepiej świadczy o Tobie to co tu zaprezentowałeś ale skoro uważałeś, że tak trzeba...

>Tak się głupio składa, że pisze do ciebie lekarz - który nie tylko zarabia duuuużo więcej niż 900 zł które podajesz (tyle dostaje stażysta, specjalista z prywatną praktyką tyle wydaje na waciki dla żony, no, może trochę przesadziłem, małżonka nie jest taka rozrzutna ), ale do tego ma pewną robotę - i dlatego wszystkie banki chcą mi udzielać kredytów na tak preferencyjnych warunkach, jakich tobie nigdy nie zaoferują - ale nie biorę, bo ich nie potrzebuję. Chałupę zbudowałem za gotówkę.

Dobra rada na przyszłość.
Nie oceniaj w ten sposób ludzi, zwłaszcza takich, których nie znasz.

Nie wydaje mi się aby w tej dyskusji miało to jakieś znaczenie, ale jeżeli to dla Ciebie jakiś wyznacznik to nie rozmawiasz z nędzarzem/kloszardem.
Mam się całkiem świetnie, a nawet coraz lepiej.

>A poza tym podajesz przykłady małej wagi. Dla wierzącej matki wybór przez dziecko rodzaju szkoły, zawodu, dziewczyny to może powód do zmartwień, ale to twoje życie i masz prawo sie jej przeciwstawić. Bo to dla ciebie sprawy istotne, a dla matki mniej.

Moja wiara lub niewiara to sprawa dla mnie bardzo istotna. Jest to taka sama część mojego życia jak wszystko inne.

>Lecz rozmawiamy o czymś innym - to, co dla twojego życia jest błahostką (pójście raz na kilka tygodni do kościoła to pikuś), dla matki może być bardzo istotne, co wyjaśniłem w poprzednim poście.

To nie jest błahostka.
To jawne okłamywanie własnej matki.

>Będziesz tego żałował, gdy ona umrze - oczywiście przy założeniu, że nie jesteś egoistą...

Jak najbardziej jestem i strasznie dobrze mi z tym.
A jednak... Będę żałował i to strasznie, że moja mama zmarnowała ponad 1/2 roku życia (tyle wychodzi średnio jeżeli by chodzić tylko w niedzielę) na siedzeniu w kościele i zamartwianiu się.
Tak! bardzo będę żałował, że ta sekta (a nie ja) napsuła jej tyle nerwów.

>który przez kilkanaście lat pasożytował na matce, a po wyfrunięciu z gniazda ma rodzicielkę w nosie - niech stara zdycha, zrobiła swoje, teraz może odejść.

Zakładam, że to już tylko tak z rozpędu.
J.Szulc (5723 punktów)
>No tak - matka "coś sobie ubzdurała", autentycznie boi się o syna, jego postawa sprawia jej ból, którego nie potrafisz sobie wyobrazić (dla osoby głęboko wierzącej perspektywa piekła dla jej dziecka jest tym samym, co dla ciebie np. oczekiwanie na wynaczoną egzekucję matki na krześle elektrycznym) - ale dla ciebie nic to.
>A zapobiec temu tak łatwo - raz na miesiąc przespacerować się do kościółka.
>Potraktować to tak, jak obecność na nudnej lekcji.
>Ja do kościoła chodzę wtedy, gdy matkę odwiedzam - bo ją kocham i chcę, by miała szczęśliwą i pogodną starość.
>A ty rób jak chcesz - nie każdy musi kochać swoja matkę i może marnować kilka razy w tygodniu kilka godzin w piwiarni dla własnego dobrego samopoczucia, a nie znaleźć raz na miesiąc trzech kwadransów dla dobrego samopoczucia własnej matki.
>Tak nawiasem ci powiem - że gdy wchodziłem w interesy z osobami, które wysyłały swych rodziców do domów "spokojnej" starości - to te osoby okazywały się przewalasami. Osobom dbającym o swych rodziców mogłem powierzyć duże kwoty na gębę bez ryzyka. Po stosunku do własnych starych rodziców najlepiej poznaje się, co jest człowiek wart.
Za ten tekst powinnam postawić piwo!! Mam nadzieję, że nie obrażam takim stwierdzeniem... . Zawsze uważałam, że trzeba rozmawiać, a nie narzucać. Myślę, że mądry człowiek powinien umieć "wypośrodkować". Decyzja powinna być przemyślana. Jeśli jednak człowiek potrafi zrozumieć innego, potrafi zrezygnować częściowo z własnych ambicji dla dobra innego człowieka... ukłon do ziemi.

---
Thorvoy (6588 punktów)
Nie popieram takiego zakłamania. Czy, przebywając ze schizofrenikiem, będziesz rozmawiać z jego niewidzialnym przyjacielem, żeby nie zrobić przykrości?
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
Po śmierci mojego Ojca Matce zaczęło sie wydawać, że ktoś chodzi po domu i zabiera ulubione książki Ojca. Zaczęła zmieniać zamki, stawiać patyczki za drzwiami itp.

Mogłem:

1. Wyśmiać Matkę.
2. Przekonywać, że nikt nie chodzi (co Ona odebrała by jako "wzięcie ja za wariatkę")
3. Skłamać, że ja tę książkę wziąłem do poczytania, a gdy Matka niby zagubioną książkę znalazła - skłamać, że ją oddałem, gdy nie było jej w domu.

Pamiętaj - nie wszyscy myślą racjonalnie.
Tobie też na starość może się pomerdać pod kopułką.
Thorvoy (6588 punktów)
W takim postępowaniu nadal nie widzę niczego upokarzającego dla Ciebie.
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
A ty o jakich upokorzeniach piszesz?
Thorvoy (6588 punktów)
Udzieliłem odpowiedzi w innym poście.
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
Którym?
smag (464 punktów)
Rodzice narzucający na siłę religię swym dzieciom bardziej interesują się tym, aby dopiąć swego, aby to ich prawda wygrała, mało ich interesuje że robią dziecku (bez przesady mówimy o 16-latku) krzywdę kompletnie ignorując jego poglądy. W imię czego? Braku wykształcenia? Braku tolerancji? Tu nie chodzi o piekło czy o niebo tylko o to aby dzieciak robił tak jak chcą rodzice. A jeśli nawet chodzi o życie pośmiertne, to może rodzic by się zastanowił czy to czasem o nie jest tym, który powinien zweryfikować swe poglądy z rzeczywistością. Jeśli nie chce takiej weryfikacji to niech uszanuje przynajmniej odmnienność zdania, jeśli nie wyższy poziom intelektualny swego "dziecka".

Co do drugiej częci Twej wypowiedzi dotyczącej szacunku dla rodziców, to kto dał Ci prawo tak jednoznaczej oceny ateistów?
Składasz szacunek matce przez pójście do kościoła. W porządku, jeśli jesteś wierzący to o.k. Jeśli nie, to wytłumacz mi jak można złożyć hołd matce okłamując ją ???
Sadzę jednak, że szacunek nie powinien polegać na sztucznych gestach. Zamiast zmuszać się do czegoś, uważam, że lepiej podziękować rodzicom za wychowanie i przekazane wartości, które uczynily z nas wykształconych i samodzielnie myślących ludzi.

W jednym rację muszę Ci przyznać, że szacunek do rodziców wiele mówi o człowieku.
Thorvoy (6588 punktów)
>No tak - matka "coś sobie ubzdurała", autentycznie boi się o syna, jego postawa sprawia jej ból, którego nie potrafisz sobie wyobrazić (dla osoby głęboko wierzącej perspektywa piekła dla jej dziecka jest tym samym, co dla ciebie np. oczekiwanie na wynaczoną egzekucję matki na krześle elektrycznym) - ale dla ciebie nic to.

A dlaczego miałoby coś? Dlaczego miałoby mnie obchodzić czyjeś urojenie? Jeśli ktoś mówi, że jest Napoleonem, to nie daje mu się wierzchowca i szabli z doczepionym biletem w jedną stronę na Elbę, tylko próbuje wyjaśnić, że tak wcale nie jest.

>A zapobiec temu tak łatwo - raz na miesiąc przespacerować się do kościółka.

Jeśli Twoi rodzice składają od czasu do czasu koty w ofierze i organizują orgie z kozłami, to też bierzesz w tym udział, żeby nie robić im przykrości?

>Potraktować to tak, jak obecność na nudnej lekcji.

To coś więcej, niż nudna lekcja. Lekcje szkolne (z wyjątkiem, hmm... RELIGII i może czasem historii) nie mają charakteru światopoglądowego.

>Ja do kościoła chodzę wtedy, gdy matkę odwiedzam - bo ją kocham i chcę, by miała szczęśliwą i pogodną starość.

To miłe z Twojej strony.

>A ty rób jak chcesz - nie każdy musi kochać swoja matkę i może marnować kilka razy w tygodniu kilka godzin w piwiarni dla własnego dobrego samopoczucia, a nie znaleźć raz na miesiąc trzech kwadransów dla dobrego samopoczucia własnej matki.

Aha, czyli jeśli nie dopełniam obrzędu religijnego, który jest ważny dla mojej matki, to już Jej nie kocham? Świetnie stawiasz sprawę.

>Tak nawiasem ci powiem - że gdy wchodziłem w interesy z osobami, które wysyłały swych rodziców do domów "spokojnej" starości - to te osoby okazywały się przewalasami. Osobom dbającym o swych rodziców mogłem powierzyć duże kwoty na gębę bez ryzyka. Po stosunku do własnych starych rodziców najlepiej poznaje się, co jest człowiek wart.

Tu się zgadzam.
Thorvoy (6588 punktów)
A dlaczego dla własnych urojeń rodzic może skazywać na cierpienie swoje dziecko?
J.Szulc (5723 punktów)
>A dlaczego dla własnych urojeń rodzic może skazywać na cierpienie swoje dziecko?
Zaraz cierpienie... wielkie słowa.
Nie wiem, ile ma lat autor tej wypowiedzi, ale ze swojego doświadczenia (a mam go trochę), mogę już nieco inaczej patrzeć na problem. Tym bardziej, że przerabiałam to z własnymi dziećmi.
Owszem, był czas, że także "wymuszałam" na dzieciach chodzenie do kościoła. Zauważcie, że słowo "kościół" piszę z małej litery cały czas. Ja też musiałam dojrzeć do pewnych mądrości. U mas, katolików,są dość wypaczone poglądy. Nie podoba mi się, ze na dzień dobry, po urodzeniu, jakby automatycznie, jesteśmy przypisywani naszemu wyznaniu. Reszta, to tylko splot bardziej, lub mniej szczęśliwych przypadków. Mamy szczęście, jeśli rodzice umieją poprowadzić mądrze, mamy szczęście, jeśli uda nam się chodzić na lekcje religii do osoby, która wie, co mówi. Jeśli nie, to mamy właśnie problemy takie, jak ten.
W każdym razie, ja "dorosłam" do pewnej mądrości. Myślę, że moje dzieci odetchnęły z ulgą. Teraz już inaczej patrzymy na Kościół i kościół, bo ja odróżniam te dwa słowa bardzo konkretnie.
Jeśli miałabym cofnąć czas, wierzcie mi, sama zaczęłabym wcześniej szukać dla siebie miejsca w Kościele, nie w tym budynku, do którego nasz młody kolega, nie chce chodzić.
Pozdrawiam.

---
Thorvoy (6588 punktów)
>>A dlaczego dla własnych urojeń rodzic może skazywać na cierpienie swoje dziecko?
>Zaraz cierpienie... wielkie słowa.

Może trochę przesadzone, ale czy nie upokarzający jest dla Ciebie przymus oddawania czci bóstwu, w które nie wierzysz? Klękanie, i błaganie i przepraszanie pod figurką trupa?

>Owszem, był czas, że także "wymuszałam" na dzieciach chodzenie do kościoła. Zauważcie, że słowo "kościół" piszę z małej litery cały czas.

Jeśli mówisz o kościele, jako budynku, a nie oficjalnym stowarzyszeniu katolików, znanym jako Kościół Rzymskokatolicki, to całkiem poprawnie.

> Ja też musiałam dojrzeć do pewnych mądrości. U mas, katolików,są dość wypaczone poglądy. Nie podoba mi się, ze na dzień dobry, po urodzeniu, jakby automatycznie, jesteśmy przypisywani naszemu wyznaniu.

Chyba też mało któremu ateiście/innowiercy z wyboru podoba się ten stan rzeczy.

>Jeśli miałabym cofnąć czas, wierzcie mi, sama zaczęłabym wcześniej szukać dla siebie miejsca w Kościele, nie w tym budynku, do którego nasz młody kolega, nie chce chodzić.

Tylko po co?
J.Szulc (5723 punktów)
>>>A dlaczego dla własnych urojeń rodzic może skazywać na cierpienie swoje dziecko?
>>Zaraz cierpienie... wielkie słowa.
>Może trochę przesadzone, ale czy nie upokarzający jest dla Ciebie przymus oddawania czci bóstwu, w które nie wierzysz? Klękanie, i błaganie i przepraszanie pod figurką trupa?
>>Owszem, był czas, że także "wymuszałam" na dzieciach chodzenie do kościoła. Zauważcie, że słowo "kościół" piszę z małej litery cały czas.
>Jeśli mówisz o kościele, jako budynku, a nie oficjalnym stowarzyszeniu katolików, znanym jako Kościół Rzymskokatolicki, to całkiem poprawnie.
>> Ja też musiałam dojrzeć do pewnych mądrości. U mas, katolików,są dość wypaczone poglądy. Nie podoba mi się, ze na dzień dobry, po urodzeniu, jakby automatycznie, jesteśmy przypisywani naszemu wyznaniu.
>Chyba też mało któremu ateiście/innowiercy z wyboru podoba się ten stan rzeczy.
>>Jeśli miałabym cofnąć czas, wierzcie mi, sama zaczęłabym wcześniej szukać dla siebie miejsca w Kościele, nie w tym budynku, do którego nasz młody kolega, nie chce chodzić.
>Tylko po co?
Po co?
Choćby po to, żeby dojść do pewnych konkluzji i nie popełniać głupich błędów, jak te ze zmuszaniem do uczestnictwa w cotygodniowym "spędzie".
W tej chwili wzięłam sobie z katolicyzmu to, co odpowiada mojej wizji "człowieka uczciwego". Nie zgadzam się, żeby mnie oceniano z perspektywy listy obecności na sumie.
Szanuję uczciwych katolików tak samo jak uczciwych Żydów czy agnostyków. Widzę po prostu ludzi.
A teraz coś z innej beczki... niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego całą szkołę średnią mój polonista mówił mi, że nie ma słowa "prostu" i "poprostu" pisze się razem, a moje programy komputerowe uznają to za błąd. Na marginesie, jestem dyslektykiem aż miło. Ratuje mnie "pożeranie" książek i bycie wzrokowcem.


---
Thorvoy (6588 punktów)
Właśnie ja też nie wiem, ale dziś z pewnością poprawna jest pisownia rozdzielna, mimo że w druku sprzed kilkudziesięciu lat można spotkać formę "poprostu".
J.Szulc (5723 punktów)
>Właśnie ja też nie wiem, ale dziś z pewnością poprawna jest pisownia rozdzielna, mimo że w druku sprzed kilkudziesięciu lat można spotkać formę "poprostu".
Dziękuję.
Zaglądam do słowników, ale jak już coś wdrukuję, trudno mi z tym walczyć.

---
Thorvoy (6588 punktów)
Nie ma za co. Ortografię język polski ma raczej trudną, podlegającą zbyt częstym zmianom, a czasem jej zasady są zupełnie niezrozumiałe.
Markus (9 punktów)
>A co ci szkodzi raz na jakiś czas pójść do kościoła?
>Pooglądasz zbiorowisko ludzkie, poobserwujesz, co tam mówią słuchać nie musisz.
>A mamie zrobisz przyjemność.
Wiesz, ja też w sumie nie mam nic przeciwko chodzeniu do kościoła jako takiemu. Jak mówisz pooglądasz sobie pomyślisz trochę, tylko , że chodzenie do kościoła to dla mnie symbol wolności. Bo, chodząc do kościoła, czuję się jak nieprzymierzając jakiś niewolnik.

>A potem weźmiesz ślub kościelny, ochrzcisz dzieci i będziesz posyłał je do kościoła żeby babci (mamie) zrobić przyjemność.
Niestety cześc ludzi właśnie tak robi :/
Thorvoy (6588 punktów)
>A co ci szkodzi raz na jakis czas pójść do kościoła?

To, że jest to strata czasu i postępowanie wbrew swojemu sumieniu.

>Pooglądasz zbiorowisko ludzkie, poobserwujesz, co tam mówią słuchać nie musisz.

Mówię- strata czasu. Skazywanie siebie na godzinę niepotrzebnej nudy z przerwami na wstanie czy klęknięcie (które jest- IMHO*- czynnością upokarzającą).

>A mamie zrobisz przyjemność.

A może tak mama zrobiłaby przyjemność i dała dziecku nieświęty spokój?

>Matka jest tylko jedna (jak powiedział Jasio wysłany do barku po dwie flaszki wódki).

Ale i dzieci też nie liczy się w tuzinach.

__________________________
* In My Holy Opinion"
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
Stratą czasu jest też pójście na urodziny, imieniny, czy rocznicę ślubu własnych rodziców. No po co tam chodzić? Wynudzisz się z prykami, najlepiej starych olać, kiedy już nie są potrzebni jako darmowi żywiciele - czy to też chciałes powiedzieć?

Na pocieszenie powiem tobie i innym, że taki olewający staruszków model zachowań zostanie oddany w następnym pokoleniu. Twoje dzieci widząc, jak traktujesz własną matkę czy ojca tak samo będą traktować ciebie, gdy się zestarzejesz.

Życzę ci nagłej śmierci. Bo w przeciwnym przypadku wieloletnie samotne umieranie w "domu starców" sikając pod siebie, srając i cuchnąc nie tylko od kału i moczu, ale i od ropiejących odleżyn to koszmar, z którym ja się stykam z racji zawodu, a ty naiwnie liczysz, że ciebie nie dosięgnie i że wiecznie będziesz sprawny i młody. Zestarzejesz się i zdziadziejesz prędzej niż myślisz...
Thorvoy (6588 punktów)
>Stratą czasu jest też pójście na urodziny, imieniny, czy rocznicę ślubu własnych rodziców. No po co tam chodzić?

Pójście na urodziny, czy rocznicę ślubu nie jest dla mnie upokarzające, ani sprzeczne z poglądami. Naprawdę nie dostrzegasz pewnej różnicy między odwiedzinami, choćby nie wiem jak nudnymi i długimi, u matki, a krótkim nawet wypełnianiem obrzędu religijnego, którego nie uznajesz?

> Wynudzisz się z prykami, najlepiej starych olać, kiedy już nie są potrzebni jako darmowi żywiciele - czy to też chciałes powiedzieć?

Nie. TY to powiedziałeś.

>Na pocieszenie powiem tobie i innym, że taki olewający staruszków model zachowań zostanie oddany w następnym pokoleniu. Twoje dzieci widząc, jak traktujesz własną matkę czy ojca tak samo będą traktować ciebie, gdy się zestarzejesz.

Znaczy nie będą chadzały do kościoła, ale chętnie wpadną mnie odwiedzić? Dla mnie bomba.

>Życzę ci nagłej śmierci. Bo w przeciwnym przypadku wieloletnie samotne umieranie w "domu starców" sikając pod siebie, srając i cuchnąc nie tylko od kału i moczu, ale i od ropiejących odleżyn to koszmar, z którym ja się stykam z racji zawodu, a ty naiwnie liczysz, że ciebie nie dosięgnie i że wiecznie będziesz sprawny i młody. Zestarzejesz się i zdziadziejesz prędzej niż myślisz...

Ale po co mi to wszystko mówisz, w dodatku w taki sposób? Myślisz, że nie wiem czym jest starość? I dlaczego zakładasz, że zakończę w domu starców? Może stać mnie będzie na spędzenie późnej starości we własnym wielkim domu z prywatnym opiekunem? Naprawdę jesteś arogancki, może nawet bardziej niż ja.
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)

>Pójście na urodziny, czy rocznicę ślubu nie jest dla mnie upokarzające<

Woda święcona cię parzy? A może paznokcie u nóg już ci się zmieniają w kopytka, kość guziczna ci się wydłuża, a na czole wyczuwasz dwie rogowe narośle?
Byłem już w zborze, synagodze, meczecie, kościele i jakoś nie uznałem tego wszystkiego za "upokarzające".
Co jest upokarzajacego w pójściu na mszę?

>Znaczy nie będą chadzały do kościoła, ale chętnie wpadną mnie odwiedzić? Dla mnie bomba.<

Hehehe, optymista... Nauczą się, że wola rodzica g... znaczy. czyli rodzic g... znaczy.
A skoro g... znaczy, to można go na starość traktować jak g...

>Może stać mnie będzie na spędzenie późnej starości we własnym wielkim domu z prywatnym opiekunem<

W nawet największym domu i z armią opiekunów nie przestaniesz być samotny, gdy cię najbliżsi oleją. Albo gdy będziesz widział, że tylko dybią jak sępy na twój zgon, by nachapać sie spadkiem, czy choćby zachówkiem.
Ja już widziałem tysiące umierających starych ludzi.
Ty ilu?
AstralStorm (558 punktów)
>Woda święcona cię parzy? A może paznokcie u nóg już ci się zmieniają w kopytka, kość guziczna ci się wydłuża, a na czole wyczuwasz dwie rogowe narośle?

Nie nazywam się Thorvoy, ale niektóre gesty są dostatecznie wredne. Szczególnie klękanie i wstawanie na komendę.

Ciekawie się ludzie patrzą, jak tego nie robisz, jak nie powtarzasz ich gestów.

Ksiądz często też prawi jakieś banialuki albo truizmy.

>Byłem już w zborze, synagodze, meczecie, kościele i jakoś nie uznałem tego wszystkiego za "upokarzające".

Być, a uczestniczyć to dwie różne rzeczy. Ja też lubię zwiedzać budynki sakralne - ciekawa architektura i sztuka.

>Hehehe, optymista... Nauczą się, że wola rodzica g... znaczy. czyli rodzic g... znaczy.
>A skoro g... znaczy, to można go na starość traktować jak g...

Mam nadzieję, że mało kto tak myśli... Wiesz, to nie zależy tylko od tej jednej kwestii. Znam takich rodziców, co pozwalają na wybór, jak też i wymagają. Ich dzieci jak i oni sami (już podstarzali) mają się dobrze.

Ci, co nie wymagają niczego, sami są sobie winni.
Hodowla pasożytów społecznych na szczęście nie jest ostatnio modna.

>W nawet największym domu i z armią opiekunów nie przestaniesz być samotny, gdy cię najbliżsi oleją. Albo gdy będziesz widział, że tylko dybią jak sępy na twój zgon, by nachapać sie spadkiem, czy choćby zachówkiem.

Hmm, jedyny problem jest taki, że o przyjaciół na starość coraz trudniej - starzy wymierają, a nowi boją się przebywać ze "starymi prykami", bo to obciach.

Zostaje zatem rodzina, "zobligowana" do jakichś kontaktów... tylko czym tak naprawdę?

(Hmm, ja tam jakoś lubiłem porozmawiać ze swoją babcią mimo, iż była żarliwą katoliczką. I to nie na tematy wiary. Ale może jestem dziwny jakiś czy coś.)

>Ja już widziałem tysiące umierających starych ludzi.
>Ty ilu?
Ja też dosyć. W szpitalach moim zdaniem bardzo źle traktują starszych ludzi. Ale to temat na inny wątek.


Posługując się rozumem, wpływamy na prawdopodobieństwa zdarzeń.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
Thorvoy, jak boga kocham, daj sobie spokój z boskim opozycjonistą. Tym razem on zaczął się ślinić, nie naśladuj go.
Thorvoy (6588 punktów)
Spokojnie, zaraz kończę.
Zyga (1539 punktów)
>nazwała mnie jej "porażką wychowawczą" (jest nauczycielką tak na marginesie). Sprawy nie ułatwia komunia mojej siostry, która ma być w maju tego roku.

No to możesz mieć tak trudno jak u mnie.
Szczerze nie polecam.
Moja mama wielokrotnie zastanawiała się "gdzie popełniła błąd i jaki jest powód, że ja jej to robię" jako dziecko musiałem też wysłuchiwać, że "to moje sumienie ale karę boską na rodzinę sprowadzę".
Siostra w szkole katolickiej wzorowo bywała na pielgrzymkach i nabożeństwach.
Jednak teraz gdy już jest na studiach widzę u niej piny iron maiden'a i słyszę dzwonek z mansona w telefonie. Jeszcze jest nadzieja.
Drogę w razie czego ma już nakreśloną. Jeszcze tylko trzeba ją trochę bardziej wydeptać (drogę oczywiście).
Ja natomiast, już chyba zawsze będę tym, w którego coś wstąpiło i który jest pod czyimś wpływem.
AstralStorm (558 punktów)
>Jednak teraz gdy już jest na studiach widzę u niej piny iron maiden'a i słyszę dzwonek z mansona w telefonie. Jeszcze jest nadzieja.

Subkultura jest kolejną klatką dla umysłu, jeśli ktoś się jej całkowicie podda. Kontrola nad masami działa sprawnie, jak widać.


Posługując się rozumem, wpływamy na prawdopodobieństwa zdarzeń.
Zyga (1539 punktów)
>Subkultura jest kolejną klatką dla umysłu, jeśli ktoś się jej całkowicie podda. Kontrola nad masami działa sprawnie, jak widać.

Jeszcze jakiś czas temu powiedziałbym, że nie ma co przesadzać, ale teraz mam okazję codziennie oglądać co może stać się z człowiekiem pod wpływem subkultury. Nawet nie byłem świadom, że można przyjąć z dnia na dzień tak wiele skrajnych idei i jeszcze upierać się, że to własne przemyślenia.
Sprawa dotyczy innej osoby niż wymieniona w poprzednim poście.
Thorvoy (6588 punktów)
>W tym roku kończę 16 lat. Mieszkam w średnim (70 tys.) miasteczku.

To i tak jeszcze nie jest najgorzej. Dopiero miałbyś powody do narzekania (z tych samych powodów co teraz), gdybyśm mieszkał na wsi. Jak to dobrze, że sam mieszkam we Wrocku.

> Wiarę mojej mamy trudno określić w kilku słowach. Co niedzielę w kościele, raz na 3-4 miesiące chodzi do spowiedzi. Jej poglądy trochę różnią się od tego co głosi kościół. Moja mama jest święcie przekonana, że istnieje życie po śmierci jednak w formie reinkarnacji [...]

Taka z niej katoliczka, jak z koziej... resztę sobie dopowiedz. Rozumiem, że do kościoła to katolickiego chodzi, prawda? I wierzy w REINKARNACJĘ? Możesz uświadomić mamę w jej religijnej hipokryzji.

> (w tym miejscu podaje przykłady ludzi którzy podczas hipnozy mówią innymi językami itp.[...]

1. Przede wszystkim fajnie byłoby, gdybyś gdzieś zamknął ten nawias, który tak obiecująco otworzyłeś.
2. Widziałem ostatnio na filmie ("Jesus Camp"- polecam) takich "obcojęzycznych". Jeden wielki nieskoordynowany bełkot wśród ludzi, którzy dopiero zaczynają chorować na głowę plus śmieszna artykulacja ze strony bardziej doświadczonych, którzy są dobrymi kandydatami na jazzmanów, śpiewających scatem.

> Chodzi czasami do wróżek.

No to naprawdę katoliczka jak się patrzy.

> Co do powołania się na kogoś.. hm.. mam dalszego wujka, którego widuję na imieninach babci. Czasami ucinam sobie z nim krótszą pogawędkę na temat wiary itp. Niestety zawsze krótką, ostatnio nawet powiedział coś takiego "jak twoja mama usłyszy co za herezje tu opowiadamy to mnie pozabija". Sam wujek pomimo tego, że (na moje oko) jest racjonalistą, nigdy od kościoła nie odszedł. Ba! Nawet co tydzień praktykuje.

Konformista. Pewnie, jak wielu, nie ma ochoty użerać się z resztą rodziny. Nie jest to postawa chwalebna, ale z pewnością ułatwia życie.

>Mama często upędza mnie swoim marudzeniem (a jak nie tym to karami, a to na wyjścia, a to na komputer, wie, że czytam racjonalistę - stwierdziła, że stały internet był błędem i to przez to teraz takie "głupoty" opowiadam, boje się, że zostanę odcięty).

Możesz powiedzieć, że takim postępowaniem tylko utwierdza Cię w przekonaniu, że masz rację. Jeśli jej wiara nie potrafi sama się obronić, to nie o Tobie chyba źle świadczy, prawda?

> Twierdzi, że ateizm jest najgorszy.

Czego innego się spodziewać?

> Jako przykład podaje mi znajomych, którzy nie chodzą do kościoła, ale wierzą (albo chodzą tylko jak mają taką potrzebę). Ciągle mi mówi, że nie chce żadnego nieszczęścia, bo według niej jak przestanę wierzyć to Bóg mnie ukarze przez jakąś chorobę itp.

Ba! Przecież na tym opiera się religia. Na STRASZENIU. Szkoda, że tak nieliczni to pojmują.

> Wczoraj podczas dyskusji (rozpoczęła się tym, że w niedzielę stanowczo odmówiłem pójścia do kościoła) nazwała mnie jej "porażką wychowawczą" (jest nauczycielką tak na marginesie). Sprawy nie ułatwia komunia mojej siostry, która ma być w maju tego roku.

Mógłbyś odpowiedzieć czymś podobnym, ale nie chcę za bardzo podpuszczać, bo jeszcze przegniesz i faktycznie będzie niedobrze. Co do komunii siostry- na to chyba nic nie poradzisz. Co najwyżej za parę lat namówisz ją na apostazję.
Mariusz Agnosiewicz
>Od kilku dni próbuję przekonać mamę do tego aby nie
>zmuszała mnie do chodzenia do kościoła ponieważ nie wierzę
>w Boga ani tą całą otoczkę. Mama jednak na siłę zmusza mnie
>do chodzenia do kościoła twierdząc, że póki nie skończę 18
>lat jestem pod jej opieką i to ona decyduje co mam robić, a
>czego nie. Oczywiście argumentacja, że wolność wyznaniową
>gwarantuje mi konstytucja nie przekonuje ją. Kieruję więc
>do was pytanie, czy reguluje to jakoś prawo? Czy np. w
>prawach dziecka (lub innym jakimś dokumencie) jest jakiś
>zapis gwarantujący osobom niepełnoletnim wolność
>wyznaniową?

Konstytucja gwarantuje nie tylko ogolna wolnosc wyznania, ale i wolnosc dla dzieci niepelnoletnich. wyraznie sie o tym mowi.

Mozesz zwrocic sie do PSR aby wyslalo do Twoich rodziców list zwracający uwagę na to wszystko
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)

>Konstytucja gwarantuje nie tylko ogolna wolnosc wyznania, ale i wolnosc dla dzieci niepelnoletnich. wyraznie sie o tym mowi.<

Ty nie pisz o konstytucji, tylko o zasadach przyzwoitości - czyli jednakowym traktowaniu wszystkich ludzi.
Wolność dla dzieci?
A czemu tylko dla dzieci?
Jak wolność - to dla wszystkich. Czyli jak dzieci mogą olewać wolę rodziców - to dla równowagi rodzice mogą olać dziecko. Porzucić po porodzie na wysypisku, czy wyrzucić z domu pięciolatka.
Jak wolność - to wolność.

Ale lewactwo przez pojęcie "wolność" rozumie wolność dla siebie, jarzmo dla innych.
Lewica - to roszczeniowe pasożyty.
LEGION (3161 punktów)
>Ty nie pisz o konstytucji, tylko o zasadach przyzwoitości - czyli jednakowym traktowaniu wszystkich ludzi.
>Wolność dla dzieci?
>A czemu tylko dla dzieci?
>Jak wolność - to dla wszystkich. Czyli jak dzieci mogą olewać wolę rodziców - to dla równowagi rodzice mogą olać dziecko. >Porzucić po porodzie na wysypisku, czy wyrzucić z domu pięciolatka.
>Jak wolność - to wolność.
>Ale lewactwo przez pojęcie "wolność" rozumie wolność dla siebie, jarzmo dla innych.
>Lewica - to roszczeniowe pasożyty.

O czym Ty piszesz?
Mówimy o podstawowych prawach człowieka!
I tu równość wygląda tak: dziecko może wybierać czy chce chodzić do kościoła, dorosły również może wybierać, każdy decyduje za siebie.
Ale rozumiem Twoje agresywne zachowanie, dysonans poznawczy uwiera.

NIE KLIKAĆ
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)

>O czym Ty piszesz?
>Mówimy o podstawowych prawach człowieka!<

Ja właśnie o tych "podstawowych prawach" - prawie do jednakowgo traktowania wszystkich ludzi - skoro ZMUSZA SIĘ rodziców, by utrzymywali dzieci (za niepłacenie alimentów idzie się do pierdla), to czemu ci rodzice nie mogą ZMUSZAĆ dzieci, by robiły to, co chca utrzymujący je rodzice?

Albo zmuszane są obie strony, albo nikt.
Chcesz wolności dla dzieci - daj wolność rodzicom.
Uznasz, że wolność dla rodziców = degeneracja społeczeństwa - nie dawaj wolności dzieciom.

Proste, jasne, logiczne i uczciwe.

.
LEGION (3161 punktów)
>>O czym Ty piszesz?
>>Mówimy o podstawowych prawach człowieka!<
>Ja właśnie o tych "podstawowych prawach" - prawie do jednakowgo traktowania wszystkich ludzi - skoro ZMUSZA SIĘ rodziców, by utrzymywali dzieci (za niepłacenie alimentów idzie się do pierdla), to czemu ci rodzice nie mogą ZMUSZAĆ dzieci, by robiły to, co chca utrzymujący je rodzice?
>Albo zmuszane są obie strony, albo nikt.
Tak! Zmusza się obie strony to tego samego! Dzieci też muszą płacić alimenty rodzicom! KRO się kłania.
>Proste, jasne, logiczne i uczciwe.
Właśnie! Logicznym jest przyznawanie praw w tej samej dziedzinie.


NIE KLIKAĆ
Thorvoy (6588 punktów)
>Ja właśnie o tych "podstawowych prawach" - prawie do jednakowgo traktowania wszystkich ludzi - skoro ZMUSZA SIĘ rodziców, by utrzymywali dzieci (za niepłacenie alimentów idzie się do pierdla), to czemu ci rodzice nie mogą ZMUSZAĆ dzieci, by robiły to, co chca utrzymujący je rodzice?

Dlatego, że dzieci nie wybierały sobie tego, by się rodzić i żyć w takiej, a nie innej rodzinie. Ludzie, którzy podejmują się spłodzenia dziecka, tym samym przyjmują na siebie odpowiedzialność za nie. Nie chcą dziecka, bo nie umieją się nim zaopiekować- nie robią go. Reszty Twojego postu chyba już nie muszę komentować.
J.Szulc (5723 punktów)
>>Konstytucja gwarantuje nie tylko ogolna wolnosc wyznania, ale i wolnosc dla dzieci niepelnoletnich. wyraznie sie o tym mowi.<
>Ty nie pisz o konstytucji, tylko o zasadach przyzwoitości - czyli jednakowym traktowaniu wszystkich ludzi.
>Wolność dla dzieci?
>A czemu tylko dla dzieci?
>Jak wolność - to dla wszystkich. Czyli jak dzieci mogą olewać wolę rodziców - to dla równowagi rodzice mogą olać dziecko. Porzucić po porodzie na wysypisku, czy wyrzucić z domu pięciolatka.
>Jak wolność - to wolność.
>Ale lewactwo przez pojęcie "wolność" rozumie wolność dla siebie, jarzmo dla innych.
>Lewica - to roszczeniowe pasożyty.
Człowieku, co Ci jest?
Nie masz gdzie odreagować?
Po co ten jad?
Zaniżasz poziom tego Forum!!

---
Patty Matheson (2087 punktów)
Wolność wyznaniową masz zapewnioną, nie wiem jak z wolnością co do chodzenia gdziekolwiek. Być może, jeśli mama Ci broni lub każe gdzieś uczęszczać, to musisz się dostosować. Brałam to pod uwagę, więc jak mnie matka wysyłała do kościoła w niedzielę, to ostentacyjnie brałam ze sobą książkę, szłam na posesję kościelną, siadałam na murawie i czytałam. Oczywiście, jak pogoda dopisywała. Nie pamiętam, co robiłam w przeciwnym razie Ale zawsze można zboczyć na piwo Upss, przepraszam za namawianie nieletnich. Na colę można zboczyć
Jakkolwiek, taka moja natura, raczej lisa niż lwa. Nie polecam przesadzania z buntem. Przeciwnik może uznać, że to taki "bunt dla buntu" i tym bardziej obstawać przy swoim, gdyż Twoje racje uzna za nieistotne. Łatwo jest godzić w emocjonalne podejścia. Bądź raczej stanowczy i spokojny. Nie podejmuj dysput teologicznych. Wykaż się szacunkiem dla religii Twojego oponenta.
Moja matka właściwie do dziś mi czasem wypomina, ale raczej z przyzwyczajenia już Jeśli na pytanie "Dlaczego miałabym chodzić do kościoła?" używała argumentu "Bo tak nam nakazuje nasza religia", odpowiadałam tylko "Wasza, ale nie moja".
A z tym ciąganiem rodziców po sądach to też nienajgorszy pomysł, o ile zamierzasz go przeprowadzić do końca. Pomachanie im Twoim pismem do rzecznika ot tak dla postrachu może mieć zgoła fatalne skutki.
Thorvoy (6588 punktów)
>Wykaż się szacunkiem dla religii Twojego oponenta.

Tylko dlaczego? Rozumiem wykazanie się szacunkiem dla samego oponenta, ale dla religii? Nie ma miejsca na szacunek dla systemu, którego nakazy sprawiają, że rodzic zmusza swe dzieci do podejmowania czynności niezgodnych z ich sumieniami.
J.Szulc (5723 punktów)
>>Wykaż się szacunkiem dla religii Twojego oponenta.
>Tylko dlaczego? Rozumiem wykazanie się szacunkiem dla samego oponenta, ale dla religii? Nie ma miejsca na szacunek dla systemu, którego nakazy sprawiają, że rodzic zmusza swe dzieci do podejmowania czynności niezgodnych z ich sumieniami.
Trochę, jak na mnie, ostro. Zgadzam sie jednak, co do tego szacunku. Nie można szanować czegoś, lub kogoś, jeśli jest mu przyporządkowany przymus w jakiejkolwiek postaci.
Uważam nadal, że nie znana nam MAMA, powinna przejść jednak jakąś reformację swojego podejścia do świata.
Szkoda, że nie dyskutuje tu z nami.
Oj, musiałaby sie mocno "gimnastykować", żeby chociaż spróbować obronić swoje "racje".

---
Patty Matheson (2087 punktów)
Wykazanie się szacunkiem nie oznaczało tu faktycznego uczucia szacunku, tylko sprawianie takiego wrażenia. Taka psychologiczna manipulacja Właściwie nikomu nic do tego, co czujesz naprawdę. Ważne, co prezentujesz na zewnąrz. Poza tym, religia sama w sobie nie jest zła. To właśnie człowiek - "sam oponent" - działa niewłaściwie w jej imieniu.
AstralStorm (558 punktów)
>Wolność wyznaniową masz zapewnioną, nie wiem jak z wolnością co do chodzenia gdziekolwiek. Być może, jeśli mama Ci broni lub każe gdzieś uczęszczać, to musisz się dostosować.

Nie musisz. Możesz. (nawet powiedziałbym - powinieneś, jesli to nie jest coś całkowicie absurdalnego)
Musisz to uczęszczać do szkoły, bo tak państwo nakazuje.

>Brałam to pod uwagę, więc jak mnie matka wysyłała do kościoła w niedzielę, to ostentacyjnie brałam ze sobą książkę, szłam na posesję kościelną, siadałam na murawie i czytałam.

Albo rodzice byli ślepi na jedno oko, albo uznawali chodzenie do kościoła za świetny sposób na zarządzanie czasem niesformej nastolatki.
Wielu tak myśli, a ja znam kilkanaście (może i więcej) osób, które do kościoła chodzą wyłącznie po to, aby się na libacje umawiać. :/

>Nie polecam przesadzania z buntem. Przeciwnik może uznać, że to taki "bunt dla buntu" i tym bardziej obstawać przy swoim, gdyż Twoje racje uzna za nieistotne. Łatwo jest godzić w emocjonalne podejścia. Bądź raczej stanowczy i spokojny.

Całkowicie popieram.

>Nie podejmuj dysput teologicznych. Wykaż się szacunkiem dla religii Twojego oponenta.

Dysputy teologiczne można podjąć, jeśli wynikają z woli twoich rodziców. (mówienie tu o oponencie jest... niewłaściwe - przecież rodzice to nie jest żaden nieprzyjaciel czy przeciwnik)


Posługując się rozumem, wpływamy na prawdopodobieństwa zdarzeń.
Patty Matheson (2087 punktów)
>Nie musisz. Możesz. (nawet powiedziałbym - powinieneś, jesli to nie jest coś całkowicie absurdalnego)
>Musisz to uczęszczać do szkoły, bo tak państwo nakazuje.

Z Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wynika, iż:
art. 95. 2. Dziecko pozostające pod władzą rodzicelską winno rodzicom posłuszeństwo.
art. 95.3. Władza rodzicielska powinna być wykonywana tak, jak tego wymaga dobro dziecka i interes społeczny.
Jak zwykle, ustawa pięknie wszystko opisuje, a kłócić się można dalej

>Albo rodzice byli ślepi na jedno oko, albo uznawali chodzenie do kościoła za świetny sposób na zarządzanie czasem niesformej nastolatki.

Rodzice byli z tych, co sądzili, że chodzenie na sumę zmieni mnie ot tak, za pomocą sił odgórnych. Ja im nie powiedziałam nigdy, że Bóg nie istnieje, więc skąd mają wiedzieć?
Aż taka niesforna to nie byłam, tylko swoje racje znałam

>Dysputy teologiczne można podjąć, jeśli wynikają z woli twoich rodziców.

Rodzice, którzy każą dziecku chodzić do kościoła, raczej nie będą skorzy do tego. Każdą próbę ze strony pociechy uznają za atak, lepiej więc nie prowokować

>(mówienie tu o oponencie jest... niewłaściwe - przecież rodzice to nie jest żaden nieprzyjaciel czy przeciwnik)

Jednak "oponent" ma trochę łagodniejszą wymowę, ot po prostu osoba o przeciwnych poglądach w starciu

Pozdrawiam.
S.Otumba (115 punktów)
(zablokowany)
TREŚĆ USUNIĘTA PRZEZ MODERATORA
J.Szulc (5723 punktów)
>>Witam!
>>Od kilku dni próbuję przekonać mamę do tego aby nie
>>zmuszała mnie do chodzenia do kościoła ponieważ nie wierzę
>>w Boga ani tą całą otoczkę. Mama jednak na siłę zmusza mnie
>>do chodzenia do kościoła twierdząc, że póki nie skończę 18
>>lat jestem pod jej opieką i to ona decyduje co mam robić, a
>>czego nie. Oczywiście argumentacja, że wolność wyznaniową
>>gwarantuje mi konstytucja nie przekonuje ją. Kieruję więc
>>do was pytanie, czy reguluje to jakoś prawo? Czy np. w
>>prawach dziecka (lub innym jakimś dokumencie) jest jakiś
>>zapis gwarantujący osobom niepełnoletnim wolność
>>wyznaniową?
>w Sokoto to jest ja musiec na religie miec-bez wibora na "teren polska misji katolickiej"- to jest zle nauki o trup na drewno
>ja miec drewno-maska Ziemia-i wyrzuconi mnie
>ty jest pitaj mama: "Mama ja mam mozg taki jaki twoja jest?"
>takowi sam?
>NIE! Ja mam swoja mozg i swoja sumien!
Brawo!!
To chyba najkrótsza, ale jaka mądra wypowiedź!!
Gratuluje i pozdrawiam.

---
AstralStorm (558 punktów)
>w Sokoto to jest ja musiec na religie miec-bez wibora na "teren polska misji katolickiej"- to jest zle nauki o trup na drewno
>ja miec drewno-maska Ziemia-i wyrzuconi mnie

Ahh, nie ma to jak nawracanie starą dobrą metodą - przymusem, groźbą, wykluczeniem z grupy. Z pewnością ludzie potem przyjmują taką religię za własną...

Cóż za hipokryzja.


Posługując się rozumem, wpływamy na prawdopodobieństwa zdarzeń.
Patty Matheson (2087 punktów)
>NIE! Ja mam swoja mozg i swoja sumien!

Takie proste, a takie prawdziwe, racja?
Zabawne, jak wiele osób tego nie rozumie
Michalski
Czytam temat na bieżąco, dziękuję wszystkim za wspaniałą pomoc.

Może krótko co u mnie: w niedziele znowu nie byłem w kościele, obyło się bez dyskusji, mama nawet tematu nie poruszała. Dzisiaj było gorzej, wróciłem ze szkoły i przy stole siedziała babcia, mama i siostra. Małą pułapkę zrobili bo moja siostra sztucznie wywołała temat mówiąc: "Dlaczego wczoraj nie byłeś w kościele?". No i tak zaczęła się dyskusja. Eh..

Sam nie wiem jak to będzie w święta. Wiem tylko, że pewnie znów zostanie "sztucznie" wywołana kolejne dyskusja przy niedzielnym/poniedziałkowym śniadaniu. Problem w tym, że ja będę sam, a przeciwko 8 osób. Zwracam się do was z prośbą o pomoc w zebraniu mi kilku argumentów. Będąc pod takim "atakiem" przyda się kilka asów w rękawie. Z góry dziękuje.

Pozdrawiam serdecznie
Thorvoy (6588 punktów)
Tu nie ma co dużo myśleć o argumentach. Mówisz, że nie chodzisz do kościoła, ponieważ nie widzisz w tym sensu, a to z tego powodu, że jesteś niewierzący.
J.Szulc (5723 punktów)
Poza tym, zawsze możesz dodać, że nie nakłaniasz nikogo do pójścia w Twoje ślady i też inni powinni uszanować Twoje zdanie.

---
Tofik (5585 punktów)
No i niestety musisz to jakoś przeżyć, bo nic nas nie broni. Moi rodzice nic nie wiedzieli o moim ateizmie, ale ostatnio powiedziałam im, że wątpię, a oni, że jeszcze się nawrócę (nie skomentowałam), ale myślę, że jeżeli uniknę bezpośredniego informowania ich o tym (mam w zamiarze powolny i niestety mozolny proces) to skutki nie będą takie złe. Tobie życzę powodzenia

"Fanatyzm: mieszanka wybuchowa tępoty i energii." Herbert von Karajan
Thorvoy (6588 punktów)
Moim zdaniem chyba lepiej powiedzieć od razu o co chodzi, inaczej walka niepotrzebnie się przedłuży. Im rodzice dłużej będą żyli w świadomości, że jesteś w jakikolwiek sposób wierząca, tym dłużej czasu zajmie Im oswojenie się z faktem, że jest zupełnie inaczej.
diogenes (42753 punktów)
>Witam!
>Od kilku dni próbuję przekonać mamę do tego aby nie
>zmuszała mnie do chodzenia do kościoła ...

polecam parki, bary, centra handlowe, wysypiska śmieci, cokolwiek, tylko nie kościoły...a mamusia zrobiła swoje, i niech ci da spokój. najlepiej święty...
Gość (7 punktów)
>Witam!
>Od kilku dni próbuję przekonać mamę do tego aby nie
>zmuszała mnie do chodzenia do kościoła ponieważ nie wierzę
>w Boga ani tą całą otoczkę. Mama jednak na siłę zmusza mnie
>do chodzenia do kościoła twierdząc, że póki nie skończę 18
>lat jestem pod jej opieką i to ona decyduje co mam robić, a
>czego nie. Oczywiście argumentacja, że wolność wyznaniową
>gwarantuje mi konstytucja nie przekonuje ją. Kieruję więc
>do was pytanie, czy reguluje to jakoś prawo? Czy np. w
>prawach dziecka (lub innym jakimś dokumencie) jest jakiś
>zapis gwarantujący osobom niepełnoletnim wolność
>wyznaniową?

Ktoś wcześniej doradził, żeby działać ze spokojem i rozwagą. I to chyba najlepsze, co możesz zrobić. Jak przyjdzie do kolejnej dysputy na temat Twojego odłączenia się od KK, czy tylko nieuczestniczenia we mszy, to nie powołuj się na żadne źródła prawne, powiedz coś od siebie. Czy naprawdę zadowoli ją to, jeśli będzie w taki sposób ograniczała własnego syna? Czy daje jej satysfakcję zmuszanie Ciebie do profanacji (bo tak może odebrać osoba wierząca Twoją obecność w kościele) sakramentów kościelnych? I dlaczego nie może zrozumieć, że w takiej sytuacji zmusza Cię do życia w sprzeczności z samym sobą? Powodzenia w każdym razie w swej krucjacie (:


at-sport.com.pl
www.actionmag.net

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365