Racjonalista - Strona głównaDo treści
Co to jest kultura? c.d.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kultura
NapisanoAutorTytuł
20-05-2007 17:09Beatus (2528 punktów)Co to jest kultura? c.d.
W kilku miejscach zdarzyło mi się potępić osoby, które rozpoczynają jakiś wątek, ale później nie podejmują dyskusji. Tym czasem zdarzyło mi się właśnie coś takiego. Zanim się obejrzałam wątek się przedawnił. (wątek www.racjonalista.pl/forum.php/s,69959) Pozwolę sobie więc w tym miejscu odpowiedzieć na "zapomniane" polemiki.

Do Totusa
>Czy narzędzia, budynki, umiejętności techniczne, sztuka, religia służą czy jedynie mogą służyc ideologii?
Służą i mogą służyć, ale nie muszą. Nie ma czegoś takiego jak jednoznaczność w świecie człowieka. Krzesło, to: konstrukcja drewniana, mebel domowy, dzieło sztuki-jeśli odpowiednio wykonane, narzędzie zbrodni, symbol sposobu życia człowieka XXIw., symbol władzy-jeśli tronowe, itd
>Czy kultura jest czy jedynie może byc narzędziem ideologii?
Jest zarówno narzędziem jak i efektem ideologii. Co gorsza sama jest ideologią. Przynajmniej ja to tak widzę.

Do S. Otumba
>kobiet pleciowo zenskowi ona ma swoje budowanie w glowa troki inni od pleciowo meskowi thlowiek
Doprawdy? Zachęcam do lektury kilku rozdziałów książek psychologicznych na temat płci mózgu.
>i to jest nie do honor one pracowali, to jest zli mezcizn pozwala pracowaci kobiet! slabi jest do funkci pracowanie
I tu szumne pytanie, w dzisiejszym świecie, świecie techniki, internetu, informacji, czy siła fizyczna stanowi o wyższości, większej przydatności, czy można dzięki niej wykonać lepiej, szybciej jakąś pracę? Nie sądzę. Nie muszę podnosić samochodu aby wymienić w nim koło, mam od tego lewarek. Muszę umieć go użyć.
>w Sokoto kobiet w dom jest i respect ma do mescizni, jak nie ma to kij w plec pozwoloni prawo- od islamowisticniowik tradicje.
Nie radzę próbować na Polkach. Mój wujek miał takie zapędy. Ciotunia przybiła mu rękę, nożem do blatu kuchennego. Minęło 20 lat. Są dobrym małżeństwem i mają 3 dorodnych dzieci
>to jest dobri- biali thlowiek- komplikowani ma na swiat wsistko komplikowani
Biały człowiek? Nie podoba ci się bycie uważanym za gorszego ponieważ jesteś czarny. Nie chciałbyś być bity za nieposłuszeństwo wobec białego. Zamień biały na mężczyzna, a czarny na kobieta. Ja jako kobieta, nie chciałabym być gorzej traktowana niż mężczyźni i nie zgadzam się na bicie za nieposłuszeństwo. Proste prawda.

Do Michała Aleksego Mentraka
>Zostawiając inne kraje na boku mogę i muszę stwierdzić, że masz absolutną rację - w Polsce kobiety stoją niżej w hierarchii społecznej. I jest to zjawisko na tyle powszechne (masowe), że przerażenie ogarnia. Pomimo wielu akcji prowadzonych przez środki masowego przekazu, system oświaty, organizacje pozarządowe ten stan rzeczy jeśli nawet się zmienia, to w tempie, z którego ślimak by się uśmiał.
>Nie da się ukryć, iż negatywną rolę w tym procesie odgrywają różnego rodzaju organizacje feministyczne bardziej ośmieszające niż propagujące ideę równości płci. Nie da się również ukryć destrukcyjnej roli kościołów i związków wyznaniowych.
Fakt, tradycja chrześcijańska na wieki odsunęła możliwość równouprawnienia płci. Kobieta ma tam dość określoną rolę, już o średniowiecznych pomysłach nie wspominając. Teoretycznie kościół powinien być żywy. Przyznali nam już duszę, ale jeszcze nie widać konsekwencji tego przyznania. No bo niby dusza płci nie ma, jak aniołowie.
>Wreszcie, same kobiety (w przeważającej większości) mają zakodowane w swojej mentalności poczucie "gorszości" (to uwarunkowanie kulturowe).
Słusznie. Dlatego rozsądnie byłoby zaczynać jakoś w szkole, no ale chyba nie z Giertychem.
> Nie chcę być źle zrozumiany, bo nie o zrzucenie odpowiedzialności za istniejący stan rzeczy mi chodzi, ale to na kobietach głównie spoczywa kreacja ich wizerunku i związanej z nim aksjologii.
Oj, męska pomoc wcale nie zaszkodzi. Znam trzech feministów w tym jednego dobrze. Robią bardzo pożyteczne rzeczy.
> Nie sposób się również nie zgodzić z Twoją konstatacją odmienności. Odmienności fizjologicznej, psychologicznej i socjologicznej. Tym bardziej zasadne jest Twoje (ale nie tylko Twoje) oburzenie na deprecjację jednych ról na rzecz nobilitacji innych. I tu jest ogromna praca do wykonania. Praca organiczna; u podstaw. Aby zrozumieć i docenić, a nie bezmyślnie oceniać wg utartych stereotypów. Ale to program na pokolenia. Choć nie jest nierealny, to pewnie trudny do wykonania - zwłaszcza w naszej rzeczywistości nacechowanej agresywnym ideologicznym populizmem.
Mimo wszystko jestem optymistką. Pozdrawiam
Do Diogenesa
>>Jak to jak? W tym co wspólne raz, dwa w fascynacji tym co różne. Człowieka interesuje raczej to co go dziwi, niż to co zna na wskroś.
>zgoda. ale cała sprawa polega na owej wspólnocie, która jest podstawą nawet różności: rozważ np. czystą zmysłowość, wobec której wszelkie symboliczne znaczenia różnych rzeczy tracą sens. (np. krzyż i swastyka jako wyłącznie chromatyczne jakości pola widzenia). podziw nie wyklucza poznania: klasycznie jest jego początkiem. nie widzę powodów, by był również jego końcem.
Ja nie optuję za tym, że różnorodność dla każdego jest super i kusząca. Ludzie boją się tego co inne, nieznane. Lęk rodzi całą gamę negatywnych reakcji. Chyba wszystko zależy od osobowości.
>>>staram sie przyjąć punkt widzenia trawy, albo obłoku sunącego przez śmieszne pole bitwy.
>>Cóż, ja się wolę angażować niż przyglądać.
>zaangażowanie bez patrzenia, bez teorii, jest pomyłką...i tu optuję za jakąś syntezą.
Dołączam się do optowania
>> Nie wiem jak planujesz dowieść, że proces socjalizacji nie ma na nas wpływu, ale nie wróżę powodzenia.
>myślenie jako dowodzenie uważam za relikt.
Podoba mi się pomysł. Przybliż sposób realizacji. A może dowodzenie to też relikt, więc nie należy niczego dowodzić?
>proces socjalizacji nie tylko ma na nas wpływ, ale nas tworzy, co nie znaczy, że się w nim wyczerpujemy.
Tego nie powiedziałam.
c.d.n.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Beatus (2528 punktów)
>uważam, że właśnie w tym momencie, w którym jesteśmy wolni, realizuje sie nasze człowieczeństwo.
To już była, ale ja mimo wszystko uważam, że ludzie mają ze sobą nieco więcej wspólnego niż zdolność do samostanowienia.
>idę nawet tak daleko, że aby zagwarantować ludzkie poznanie - traktuję wolność jako kategorię logiczną: albo prawda, albo determinacja,
Nie zgodzę się. Nie ma pełnej wolności, a nawet więcej, nie ma pełnej niewoli. Wszystko się przenika.
>co zaś do ludowych przysłów: ich czas minął.
Może w twoim świecie, w moim nie.
>Metody trzeba dobierać tak do celu jak i do podmiotu,
zgoda, ale mnie interesuje świat sprzed metody...
Wizja świata sprzed metody, to mitologie, magia i baśnie. Ten świat bardzo wiele mówi o człowieku, bardzo niewiele o świecie. Chociaż i dzisiejszym sposobom opisywania świata można wiele zarzucić.

Do Less
>>Z tego co napisałeś wynika, że uczłowieczenie się było udziałem raczej niewolnika niż pana. To interesujące.
>Oddziaływanie jest obopólne, ale rzeczywiście, pierwsza złamana jest tutaj percepcja podporządkowanego. To on musi zacząć kombinować. Żeby przeżyć. Dzięki pracy na rzecz dominanta staje się on stopniowo istotą ludzką. Podporządkowany przekształca przypadkową, chaotyczną działalność w pracę, w stopniowo coraz bardziej inteligentne działanie. Poddany jest dyscyplinie "niewolnictwa", zmuszony do zapanowywania nad własną naturalnością - to jest właśnie ta zmiana, i chcąc nie chcąc dokonuje się przekształcenie siebie i swojej natury. Cała ta sytuacja wymaga bowiem represji danych pożądań i ich substytucji na pożądania Innego. To doprowadzi do uspołecznienia pożądania, doprowadzając w ten sposób do pracy ludzkiej, z czasem coraz bardziej inteligentnego i konsekwentnego działania.
Nadal uważam, że świat przyrodniczy jest wystarczająco wymagający bez aby spowodować to wszystko. Sam temat niewolnictwa i tego jak tak naprawdę ten niewolnik egzystuje jest bardzo interesujący i rozległy. Jednak uznać niewolnictwo za praprzyczynę człowieczeństwa?
>>Zupełnie inna sprawa, że człowiek jako zwierzątko słabe i chuderlawe miał bez wewnętrznych sporów powody do kombinowania jak się tutaj uchronić przed niebezpieczeństwem i śmiercią grożącym mu ze strony natury, tak ożywionej jak i nieożywionej.
>Rozumiem Cię, właśnie też takie miałem odczucie na początku wbijania się w to myślenie. Dzisiaj mam wrażenie, że to zupełnie innego rodzaju gra, pomimo, że również chodzi tutaj o przeżycie.
Na czym polega owa różnica w odniesieniu do głównego tematu?
>>W rozmaitych antropologiach przyjmuje się, że o człowieku możemy mówić od momentu, gdy mamy dowody na to, że zdawał sobie sprawę z własnej śmiertelności. Właściwie nie mam zastrzeżeń do tej tezy.
>To blisko Hegla, on tylko jest upierdliwy i brnie dalej, głębiej.
To znacznie, znacznie starsze od Hegla. Odziedziczył a nie wymyślił.
>Ze trzy tygodnie temu nabyłem taki filmik, ewolucja od australopiteka do homo sapiens. Jest jedna rzecz, która mnie tam uderza, a mianowicie bycie w zwartym kontinuum australopiteka. Jest pokazane tam, jak ginie członkini grupy (w ciąży) przy przeprawie przez rzekę. Zero refleksji. Reszta to widzi, patrzy na to, ale przechodzi na tą sytuacją do porządku dziennego.
Tylko, że to nie jest film dokumentalny, ale wizja kogoś tam oparta na jakichś tam hipotezach. Lubię zwierzęta i lubię z nimi obcować. Była światkiem żalu zwierząt po stracie kogoś ze stada i to w przypadku rozmaitych gatunków. Nie zauważyłam aby uczucia objawiały gady. Więc zgodzę się na tą filmową interpretację jeśli przesuniemy przodków w czasie i zaczniemy od czegoś gadziego.
>Nic się nie zapisuje, nie ma "było" i "będzie", jest tylko teraz.
Gdyby to była prawda, właściwie wykluczyłoby to możliwość uczenia się. W tym wydaniu australopitek gorzej rokuje i jest głupszy od myszy polnej. Nie wierzę.
>Jakoś mi się od razu narzuciła nietzscheańska myśl. Ten świat, jest wolą mocy i niczym ponadto. Wola akumulowania siły jest cechą swoistą zjawiska życia, pożywienia, płodzenia, dziedziczenia, społeczeństwa, państwa, obyczaju, autorytetu. Wszystko jedno, czy w roli władczej, czy ofiary. Poniżona, poniżana, poniżająca się ofiara w takich właśnie mechanizmach też potrafi odnaleźć swą życiową moc. Życie, w każdym swym elemencie dąży do maksimum poczucia mocy. Dążenie nie jest niczym innym, tylko dążeniem do mocy. Wszystkie procesy życiowe znajdują tutaj swoją dźwignię.
Nie, nie. Wola mocy to coś zupełnie innego niż rytualizacja i hipoteza dziedziczenia odruchów, w przypadku gdy zdarzenie, sytuacja ma poważny wpływ na egzystencję. Tutaj nie ma żadnej woli, jest mechanizm, a potem ten mechanizm jest dopiero uświadomiony.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

Wróć do listy wątków działu Kultura

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365