Do Wuja Jarka: Zacząłem czytać tekst, który wymierzyłeś w ateizm, lecz jeszcze chwilę zajmie nim przeczytam go w całości i odpowiem. (Niech raczej wuj nie liczy, że wielu czytelników wytrwa do końca, a szkoda...). Nie mogę jednak zabrać się do odpowiadania nie mając odpowiedzi na pytanie, które postawiłem ci dość dawno temu i na które nie znam jeszcze odpowiedzi. W największym skrócie twoja teza o wierze ateisty wygląda mniej więcej tak: Ateista naukowy twierdzi, że opiera się na poznaniu naturalnym, tj. wiedzę o rzeczywistości czerpie na podstawie zmysłów i rozumu. Twierdzi, że jest to poznanie naukowe. Ale przecież filozofia mówi nam, że ludzkie poznanie to rzecz niepewna. Ateista nie potrafi udowodnić, że teoria odbicia rzeczywistości naturalnymi narzędziami poznawczymi (rozum i zmysły) jest prawdziwa z przyczyn fundamentalnych. Zatem trzeba w nią wierzyć. Ergo: światopogląd ateisty nie opiera na wiedzy, lecz na wierze. Aby dowód i rozumowanie miało sens należy dowieść, że wiedza ta istnieje. Oto moje zadanie dla ciebie: masz udowodnić, że wiedza istnieje, a tym samym, że twoje rozumowanie jest w ogóle dopuszczalne. Oczywiście opierając się na tych samych przesłankach, które posłużyły ci przy wpisaniu wiary w ateistyczny światopogląd, czyli z naczelną przesłanką: teoria odbicia nie jest wiedzą lecz wiarą. Możesz wyjść od swej definicji wiedzy i wiary, aby zacząć rozumowanie: Pojecie wiedzy (pelnej, niepelnej - obojetne, to zalezy glownie od stopnia formalizowalnosci zagadnienia) dotyczy zwiazku funkcyjnego miedzy strumieniami danych. Pojecie wiary dotyczy natomiast wyboru reakcji na te strumienie w sytuacji, w ktorych one same w sobie tej reakcji jednoznacznie nie determinuja. Pod nieprecyzyjne pojęcie "związku funkcyjnego" podstawmy dla uściślenia "rozumowanie dedukcyjne", bo przecież chodzi o taki związek między danymi z których jednoznacznie wynika konkluzja, czyli wiedza. (to tylko twoja definicja) Miej też na uwadze, że wykazywać mamy, że jest to wiedza o rzeczywistości (a nie systemów abstrakcyjnych). Oczywiście nie potrzeba dodawać, że na gruncie przesłanek jakie posłużyły do wpisania wiary w ateizm, wpisały wiarę w "bardzo bardzo wiele" spraw. Na tym gruncie ja już nie mogę np. powiedzieć, że mam wiedzę o tym jakobym był istotą dwunożną nieopierzoną: - ateista wierzy w świat bez boga = Jarek wierzy, że jest istotą dwunożną, nieopierzoną (dlatego właśnie uznawałem, że jakoś bardziej rozsądniej jest mówić: ateista wie o świecie to a to; Jarek wie, że jest dwunożny i nie ma skrzydeł) Na gruncie Jarkowej logiki myślenia nie powiemy: oto mam pięć palców, lecz jesteśmy zmuszeni mówić: wiem, że widzę pięć palców przed sobą, a zatem wierzę, że mam pięć palców, choć "ontologicznie" mogę ich mieć dwakroć więcej; Jarek i Mariusz to rasowi fideiści: Mariusz dla przykładu wierzy w swoje pięć palców, wierzy, że nie posiada skrzydeł; Jarek dla przykładu wierzy w swoje pięć palców, wierzy w Boga, itd. Każdy ma swój własny świat. - Jarek udowodnij swojego Boga. - Nie mam takiej potrzeby, wierzę, że on istnieje, bo wiem, że czuję, że on istnieje. Mariusz, udowodnij, że masz akurat pięć palców? - Wszak widzę pięć palców - Zmysły mogą wodzić cię za nos co do rzeczywistości tego faktu, co najwyżej wiesz, że widzisz pięć palców (podobnie i ja: wiem, że czuje Boga) === Tak więc czekam te dowody wiedzy. Bo "wykazywanie" wiary ateisty w rzeczywistość przez zlikwidowanie pojęcia wiedzy o rzeczywistości jest nonsensem. Cóż to za wiara, skoro nie istnieje w tym zbiorze wiedza. Aby był sens takiej argumentacji musi istnieć coś takiego jak wiedza. Sądzę, że najtrafniej kwestię tę podsumował Kołakowski pisząc dokładnie o tym co teraz wałkujemy: "Zasada credo ut intelligam działa w obrębie całego gmachu wiedzy. Nie mówi się przez to wiele więcej ponad to, że niezdolni jesteśmy do epistemologicznego absolutu, albo też, że nasza inteligencja jest skończona: mało rewelacyjne odkrycie". [Cytuje go, bo pisałeś, że cenisz Kołakowskiego-filozofa, a on nieskończenie przeczy twoim wszelkim elukubracjom. Chcę, abyś uświadomił sobie, że gadasz całkiem od rzeczy]. Z tego "mało rewelacyjnego odkrycia" ty wysnuwasz całkiem niedorzeczne i maksymalistyczne wnioski: ateista wierzy tak jak i teista wierzy. To bzdura: słabość absolutyzacji epistemologii nie każe nam niszczyć pojęć tak ja ty to czynisz, ani doprowadzać do absurdu, lecz mówi jedynie to co skonstatował Kołakowski: "nasza inteligencja jest skończona: mało rewelacyjne odkrycie". Dlatego słusznie gdzie indziej stwierdził: "Zarówno doświadczenie metafizyczne (jeśli już trzymać się tego niezręcznego terminu), jak i wiara oparta na objawieniu podlegają głębokiemu zepsuciu, gdy wyraża się je w gwarze spekulacji filozoficznej i teologicznej, i gdy filozofowie usiłują wtłoczyć je w formy naśladujące schematy nauk przyrodniczych". Ty właśnie podejmujesz taką szaleńczą próbę. Skutki widać (mówiłeś nawet o bogu w kontekście logiki!)... |