Racjonalista - Strona głównaDo treści
Religia zaprogramowana na apoptozę ateistyczna?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
30-05-2007 18:12klucznik (351 punktów)Religia zaprogramowana na apoptozę ateistyczna?
Jest to naturalny krok za ciosem, wątku J.Szulc "Bóg w genach?"

Problem ujmę za pomocą procesu.
O ile ewolucyjnie religia w pierwszych fazach klarowania się społeczeństw, cywilizacyj, instytucji itp. tylko służyła jako spoiwo i doskonały przetrwalnik (kultury, heglowskiego Ducha, "samolubnego" DNA - co dla kogo jest mózgiem operacji).

To po osiągnięciu odpowiedniego poziomu rozwoju, przestając być potrzebna i nie pozwalająca rozwinąć skrzydeł nauce w naturalny i konieczny dla dalszego rozwoju zostaje wypierana, najlepiej widać to na przykładzie filozofii. W gigantycznym skrócie:

Inkubacja stopniowo ukazująca nieprzydatność dla ogółu - średniowiecze
Stopniowe rozluźnianie kokonu - renesans, barok
Wielkie pęknięcie - oświecenie
Pozostałe pęknięcia - do dziś dnia

Czy zatem kościół powinien skromnie pogodzić się, że wszelkie znaki na niebie i ziemii zdają się mówić: "kończ już Waść, wstydu oszczędź, Twa rola spełniona, czas zejść ze sceny".
Najwyraźniejszym wg mnie znakiem wspomnianej apoptozy jest to, że kościół na własnym łonie i we własnym kręgu kulturowym "produkuje" najsilniejsze enzymy demontujące go u samych podstaw.

Czy tysz widzicie ten proces?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jarek Borzdyński (289 punktów)
Im więcej wiemy, tym mniej się boimy.
I tym mniejsza rola religii w naszym życiu.

Rozum przede wszystkim.
Wszystko da się racjonalnie i zgodnie z rzeczywistością wytłumaczyć.
Bo odpowiedzi na pytania istnieją od zawsze, trzeba je tylko odkryć.
A to, że nie odkryliśmy odpowiedzi na fundamentalne pytania - wykorzystują bezwzględnie różnego pokroju religie, kościoły i klerycy, wciskając zabobony o rzekomej wiedzy objawionej na ten temat.
Czy ktoś wymyślił nowy kontynent - Amerykę?
Nie, on był ZAWSZE za horyzontem.

Ale myślę, że religia nie zniknie.
Kiedy nasze pra-wnuki zaczną latać w kosmos, tam też zastaną pytania na które nie odkryją od razu odpowiedzi. I tak jak na Ziemi znajdą się różni klerycy mówiący, że akurat właśnie wczoraj to on rozmawiał z Bogiem o tym zagadnieniu i Bóg mu to a to powiedział.
I znów zacznie się na nowo proces o którym wspominasz.
A później ludzkość znów dotrze do kolejnej porcji bardzo trudnych pytań, na które najpierw zaczną odpowiadać ludzie najmniej kompetentni - klerycy.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Jak widzę, dorobiliśmy się wreszcie kogoś, kto zawsze czuwa...

   Jarku, zastanów się jednak, czy zawsze masz coś do powiedzenia.
Jarek Borzdyński (289 punktów)

Nie wiem czy zawsze mam coś do powiedzenia, ale lubię się wypowiadać na interesujące mnie tematy...
A od tego jest forum, chyba, że się mylę...
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Mylisz się, niestety. I to poważnie. Sądziłem, że zrozumiesz, dlatego próbowałem delikatnie. Ale mogę dokładniej.

   Prawo do wypowiedzi na każdy temat nie zastępuje wiedzy na każdy temat. Jeżeli lubisz sie wypowiadać nawet wtedy, kiedy nie masz nic do powiedzenia, przenieś się w towarzystwo Jasia Śmietany na Onecie, bo tu jest serwis dla tych, którzy mają coś do powiedzenia.

   Bajdurki, sprawiające satysfakcję jedynie autorowi, nazywane są tu trollowaniem. Czym się to kończy - wiesz.

   Zastanów się więc, czy to miejsce właściwe dla ciebie.
Anna Nowak (1657 punktów)
>   Mylisz się, niestety. I to poważnie. Sądziłem, że zrozumiesz, dlatego próbowałem delikatnie. Ale mogę dokładniej.
>   Prawo do wypowiedzi na każdy temat nie zastępuje wiedzy na każdy temat. Jeżeli lubisz sie wypowiadać nawet wtedy, kiedy nie masz nic do powiedzenia, przenieś się w towarzystwo Jasia Śmietany na Onecie, bo tu jest serwis dla tych, którzy mają coś do powiedzenia.
>   Bajdurki, sprawiające satysfakcję jedynie autorowi, nazywane są tu trollowaniem. Czym się to kończy - wiesz.
>   Zastanów się więc, czy to miejsce właściwe dla ciebie.

Jeżeli dalej będzie Pan tak gasił ludzi, to niedługo będzie Pan rozmawiał z jedynym mądrym człowiekiem, ze sobą!
nieobecny
Ż E N U J Ą C E !

Człowiek napisał swoje przemyślenia na temat, za co zostaje zjechany. Przyczyna? Brak wiedzy o przyszłości!
Jarek Borzdyński (289 punktów)
Ja również próbowałem delikatnie, obracając Twoją wypowiedź w żart, ale ja też mam swoją cierpliwość.
Już się zastanowiłem: tak, jest to miejsce w sam raz dla mnie...
klucznik (351 punktów)
Panie Zbysławie. Muszę tutaj wtrącić się ja. Z wyjaśnieniem.

W odniesieniu do zaproponowanego przeze mnie tematu nie można oczywiście mówić o wiedzy. Nie ukrywam, że zaproponowałem Forumowiczom zabawę w gdybologię, "widzisz część obrazka (2000 lat) i jak myślisz co może kryć się za zasłoniętą częścią na podstawie tego co widzisz?"

A każdy kto widzi istniejące kontury jest przeze mnie zaproszony do dorysowania ich i podyskutowaniu, czy faktycznie wynikają z tego co już mamy.

Ot to.
Pozdrawiam.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Nie będę wybiegał przed orkiestrę, nawet własną. Przygotowuję coś w rodzaju zbiorczej odpowiedzi, zarówno dla współczującej Anny Nowak, jak bojowo zawsze nastawionego "nieobecnego".

   Póki co, uprzejmie proszę raz jeszcze przeczytać deklarację Jarka i moją odpowiedź - a także zastanowić się nieco.

   Impulsywność zawsze jest wrogiem słuszności.
klucznik (351 punktów)
>Ale myślę, że religia nie zniknie.
>Kiedy nasze pra-wnuki zaczną latać w kosmos, tam też zastaną pytania na które nie odkryją od razu odpowiedzi.

Ja z kolei mam nadzieję, że dostatecznie wyćwiczony rozum naszych pra-wnuków stronić będzie od pójścia na łatwiznę i "argumentacji" na modłę religijną, co tak naprawdę nie rozjaśnia nic.

Zresztą ze względu na usilnie akcentowaną przeze mnie skończoność naszej konstytucji nie jest nam dana odpowiedź absolutna tylko prawdą ostateczną pozostają cienie kawałka prawdy, zatrzymane dodatkowo w pół drogi [dziękujemy Immanuelu]

Idąc za ciosem. Skoro nie możemy wiedzieć wszystkiego absolutnie, to widocznie nie należy rozpatrywać tego faktu w kategoriach niedoskonałości tylko odpowiedniej i świadczącej o człowieku jako człowieku kodycji, czy naprawdę ma sens aspiracja do wszystkowiedzy? Dla siebie samej. Nie.
Liczy się też styl w jakim udziela się odpowiedzi, a styl religijny poza "nastrojem" nie niesie odpowiedzi tylko jej zgrabnie i sprytnie zapakowany falsyfikat
J.Szulc (5723 punktów)
Jakem J.Szulc - prostuję:
- poddałam w wątku temat do dyskusji. Żeby mi potem nie było, że mam co chwilę inne poglądy. Ci, którzy robią użytek z umiejętności czytania to wiedzą. Moja uwaga dotyczy tych "drugich"

Już Marks powiedział, że "Religia, to opium dla mas" i wcale nie pisał tego złośliwie. Rozumiał, że masy, czyli społeczeństwo, muszą zawsze mieć swoje opium.
I wierz mi, będzie je mieć.
Na nic się zdadzą nawoływania czy nawet próby udowadniania.
Każdy musi iść swoją ścieżką, nieważne, gdzie go ona zaprowadzi.
Mądry wyjdzie z zawiłego labiryntu, reszta będzie myślała, że jest szczęśliwa.
Tak to wygląda.

Pozdrawiam.

---
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
>Już Marks powiedział, że "Religia, to opium dla mas"<

Dokładniej "Religion ist das Opium des Volkes", czyli "religia jest opium ludu" (a nie dla ludu).

Tyle, że napadał na starą religię nie dla jakiejś "prawdy", tylko po to, by stworzyć nową religię. Marksiści bardzo dużo zerżnęli z rytuałów i dogmatów chrześcijańskich, tylko w karykaturalnej formie.

Ale jak się zważy narodowość Marksa, to nie dziwi - ten narodek często tworzył nowe sekty, z chrześcijaństwem na czele.
klucznik (351 punktów)
>ten narodek często tworzył nowe sekty, z chrześcijaństwem na czele.

Proszę Panie Michale o nie podpuszczenie

Poza tym chodzi mi o dostrzeżenie, że w każdej religii, sekcie, niedostatecznie ugruntowanej metafizychnie strukturze kryje się mechanizm autodestrukcji uruchamiany:
1. gdy zbyt wielu zaczyna zadawać zbyt wiele niewygodnych pytań.
2. struktura przestaje przystawać funkcjonalnie do rzeczywistości.
3. niezaspokojona duchowość szuka kanalizacji w nowych formach, by to w końcu dostrzec i opuścić "zaklęty krąg" poszukiwań.

Punkty 1, 2 i 3 przenikając się wzajemnie wskazują, że w samej istocie struktury religijnej zakodowane jest to, że kiedyś będzie musiała ustąpić miejsca formie doskonalszej

Religia w końcu ostatecznie podzieli los świecy wypartej przez żarówkę, lecz zapalanej na "specjalne okazje" nie po to by dawała światło tylko wprowadzała "miłą" atmosferę.
Czyż tak już nie dzieje się teraz?
Scorp (5381 punktów)

>Czy tysz widzicie ten proces?

Jeżeli rozumieć pojęcie apoptozy, jako śmierci podzespołu dla dobra, czy na żądanie nadrzędnej całości, wkomponowanej w jej proces życia, to nic nie wskazuje na występowanie takiego zjawiska w odniesieniu do mega-memów religijnych. Religie modyfikują się gubiąc jedne wątki i włączając inne, ale to nie jest apoptoza, bo w tym procesie nie występuje sterowanie, tylko przystosowanie.

Religie nie zawierają składników samo-niszczących, bo nie mogłyby funkcjonować. Poszczególne elementy religii dostosowują się do środowiska i do siebie nawzajem, a całość posiada raczej mechanizmy samo-naprawy niż 'enzymy demontujące'.

Istnienie 'apoptozy' w religii, to może być tylko pobożne życzenie. Religia nie jest zaprogramowana.

scorp
klucznik (351 punktów)
>Religie modyfikują się gubiąc jedne wątki i włączając inne, ale to nie jest apoptoza, bo w tym procesie nie występuje sterowanie, tylko przystosowanie.

Zauważmy jednak, że opóźnienie takiego dostosowania prowadzi do utraty pozycji lidera.
A k(K)ościół jako instytucja dogmatyczna ma olbrzymie problemy z podążaniem za duchem czasu.

>Religie nie zawierają składników samo-niszczących, bo nie mogłyby funkcjonować. Poszczególne elementy religii dostosowują się do środowiska i do siebie nawzajem, a całość posiada raczej mechanizmy samo-naprawy niż 'enzymy demontujące'.

[odsyłam tu do "Summa technologiae" Lema]
Albo ogranizm jest od razu zaprogramowany na wszystkie sytuacje (pakiet dogmatów, zwiastowań, ewangelii itp.).
Albo zaprogramowany jest na niezbędne minimum, jednak z potencjałem dostosowywania się do nowych warunków (racjonalny rozum).

W takiej sytuacji zapytuję, czy postawienie kościoła w świecie współczesnym, do którego nie oszukujmy się kościół nie jest przygotowany, nie uruchamia pośród rozgarniętych owieczek mechanizmu samodzielnej negacji (gdzie racjonalizm rozumu wydajnego, stoi w rażącej opozycji do irracjonalizmu wiary)?

Do pewnego momentu K. doprowadził owieczki i to one same stwierdzają o odrzuceniu tego co działać przestaje.

>Religia nie jest zaprogramowana.

Religia nie. Ale Wyznawcy już tak. Bo to ostatecznie Oni decudują o pozostawaniu bądź nie w kościele. Zmiany na system wydajniejszy, aktualnie rozum.

Czy rozjaśniłem teraz istotę?
muzawik (2279 punktów)
>Religie nie zawierają składników samo-niszczących, bo nie mogłyby funkcjonować. Poszczególne elementy religii dostosowują się do środowiska i do siebie nawzajem, a całość posiada raczej mechanizmy samo-naprawy niż 'enzymy demontujące'.

Dodałbym, że nie tylko samonaprawy, ale przede wszystkim mechanizmy reprodukcji. Dowody znajdziecie w bogatej w herezje i odłamy historii chrześcijaństwa.

Pozdrawiam.
klucznik (351 punktów)
>przede wszystkim mechanizmy reprodukcji. Dowody znajdziecie w bogatej w herezje i odłamy historii chrześcijaństwa.

W kontekście ewolucjonizmu, można by je potraktować jako nieszkodliwe niewielkie, lokalne fluktuacje i tak wyparte przez główny nurt.
pozdrowienia

"Największym dystansem do pokonania jest dystans do samego siebie." Ch. Palahniuk
muzawik (2279 punktów)
>W kontekście ewolucjonizmu, można by je potraktować jako nieszkodliwe niewielkie, lokalne fluktuacje i tak wyparte przez główny nurt.

Niekoniecznie. W Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej dominują odłamy protestanckie.
klucznik (351 punktów)
> W Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej dominują odłamy protestanckie.
Miałem na myśli wczesne gnozy, kiedy apostołwał sobie każdy na swoją rękę i każdy zabiegał o jak najszerszy rząd dusz.
Im dłużej i mocniej zakorzenia się dana religia tym, rzec można, twardnieje i nawet niewielka rysa może doprowadzić do rozłamu.

Choć odnosząc protestantyzm do doktryny rzymskiej, różnica jest taka jak między uznającymi marchewkę w zupie i tymi jej nie uznającymi.
Próba przenawigowania istniejącej już solidnie struktury prowadzi nieuchronnie do schizmy, która faktycznie nie robi znaczącej różnicy.
A to, że o niuanse doktrynalne mordowały się całe pokolenia to już kwestia naszej ułomności.

Pozdrawiam.

"Największym dystansem do pokonania jest dystans do samego siebie." Ch. Palahniuk
Scorp (5381 punktów)
>Dodałbym, że nie tylko samonaprawy, ale przede wszystkim mechanizmy reprodukcji. Dowody znajdziecie w bogatej w herezje i odłamy historii chrześcijaństwa.
>Pozdrawiam.
>

Tak bym nie powiedział

Patrząc na religię jak na mem (ciągle wydaje mi się to najlepszym ujęciem), jego reprodukcja odbywa się w głowach wyznawców, więc poza nim samym. Proces ten wprowadza błędy, stąd niezbędne są kanony w rodzaju pism świętych, stanowiące trwałą podstawę naprawy. Modyfikacje wprowadzające się do użytkowej postaci memu uzgadniają się z postacią kanoniczną w różny sposób, najczęściej przez stosowanie pokrętnej interpretacji słów kanonu.

Herezje i odłamy religijne to memy pokrewne, bliscy krewniacy. Powstają gdy proces samonaprawy mega-memu zaprzestaje ciągłego dostosowywania go do środowiska, co jest spowodowane z jednej strony bezwładnością instytucji religijnych i powiązanych z nimi grup ludzi, a z drugiej granicami identyfikacji memu, poza którymi przestałby być sobą. Młody mem pojawia się na rynku i przystępuje do walki o dusze używając własnych haków i przynęt. Nie jest to jednak proces reprodukcji starego, tylko generowanie (w ludzkich umysłach, oczywiście) nowego memu.

scorp
klucznik (351 punktów)
>Nie jest to jednak proces reprodukcji starego, tylko generowanie (w ludzkich umysłach, oczywiście) nowego memu.
Czy aby z tego nie wynika, że odnosząc samemu kształt memu do kanonu nie tworzymy milionów subiektywnych memów, których wypadkową także memem nazywamy (bo przecież głęboki konflikt między kształtem memu, a rzeczywistością zmusza do jego likwidacji).
Mem jawi nam się teraz jako gruba krecha obejmująca pod sobą to co każdy sobie dlań uaktualnia.
Czy zatem nadmiar racjonalizmu i poczucia wolności w interpretacji kanonu, bądź tysz jego odrzucenia nie stanowi dla bycia memu jego momentu krytycznego, po którym krecha jest już tak gruba, że rodzące się w niej antagonizmy i jawne absurdy wywiedzone z tego samego źródła nie prowadzą do wewnętrznych rozłamów, a ci stojący z boku bez żalu odrzucają to co straciło możliwość funkcjonowania w rzeczywistości, gdzie każdy jest w stanie wykreować własny, równocenny wobec innych memik.
W przełożeniu na strukturę memiczną meritum będzie wyglądać tak.
Szczerze pozdrawiam

"Największym dystansem do pokonania jest dystans do samego siebie." Ch. Palahniuk

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365