Rzeki to kręgosłup kraju
Autor tekstu:

Furorę w internecie robi kolejna ckliwa eko-opowiastka: Oto najsmutniejsze zdjęcie jakie dziś zobaczysz — tak niszczy się rzeki w Polsce: oto jak bezmyślnie wykarczowano drzewa i roślinność nad urokliwą rzeczką w Kotlinie Kłodzkiej.



Otóż owa „urokliwa rzeczka" to Bystrzyca Dusznicka, mała, ale bardzo groźna rzeka, która w czasie powodzi stulecia zniszczyła słynne polskie uzdrowiska przez które przepływa: Polanicę Zdrój oraz Duszniki Zdrój. Rwała wówczas asfalt, mosty oraz domy, w tym szereg zabytków, jak Dworek Chopina. Po wielu latach od tamtych pamiętnych wydarzeń udało się wreszcie ogarnąć projekt jej okiełznania: w zgodzie z normami unijnymi w oparciu o finansowanie Banku Światowego i UE, w oparciu o ekologiczny projekt Programu Infrastruktura i Środowisko 2014-2020. Otóż owo miejsce nad ruinami mostu kamiennego zostało oczyszczone nie w ramach nienawistnego niszczenia urokliwych rzek, lecz w tym celu, by owa rzeczka nie niszczyła naszych uzdrowisk tudzież Kłodzka. Owo miejsce — leżące pod nomen omen Szalajewem — będzie częścią wielkiego tzw. suchego zbiornika przeciwpowodziowego (119 ha, pojemność retencyjna 10,7 mln m3), budowanego w latach 2018-2022 w celu ochrony 240 tys. ludzi mieszkających w polu rażenia Bystrzycy. Niniejsza dolinka tak zostanie przebudowana, by w razie kolejnej powodzi woda nie zalała naszych uzdrowisk, lecz rozlała się właśnie w tej okolicy. Wymaga to pewnej przebudowy koryta rzecznego, więc drzewa te trzeba było wyciąć. Wymieniany jest tam grunt i kształtowane dno zbiornika. Wszystko odbywa się w zgodzie z rygorami unijnej ekoreligii, więc w ramach pokuty za tę inwestycję Wody Polskie zobowiązane są do nasadzeń kompensacyjnych o powierzchni nie mniejszej jak 9 ha, instalacji 96 budek lęgowych, 4 platform dla ptaków oraz 50 skrzynek dla nietoperzy.

Dolne zdjęcie wykonane zostało w okresie przedwegetacyjnym (marzec 2019), co potęguje dramatyzm zmiany. W istocie cała dolinka jest obecnie (czerwiec 2019) pięknie zielona i co istotne, pozostaje zalesiona, czego na wykadrowanym ujęciu wcale nie widać:



Tak oto buduje się ekoreligijne uniesienia. Ekologia stała się nową religią laicyzującego się Zachodu. W przeciwieństwie do chrześcijaństwa, jest to religia o wyraźnym rysie antyhumanistycznym, czyli jest ona typowym wykwitem dekadenckiej kultury schyłkowej. Ludzkość jest chora...- komentują tego rodzaju eko-opowiastki.

Tzw. ekologia stała się instrumentem wojny informacyjnej w społeczeństwach zachodnich, nie ma dziś u nas żadnej znaczącej inwestycji bez pałętających się wokół niej ekologów próbujących ją jeśli nie zablokować, to co najmniej spowolnić.

Kwestia rzek jest istnym rojowiskiem zielonych bojowników.

Potęga Niemiec pochodzi z regulacji Renu

Rzeki otóż są życiodajną esencją cywilizacji ludzkiej. Z gospodarczego wykorzystania rzek brała się siła państw i narodów. Do dziś najsilniejsze państwa opierają się na rzekach. Potęga imperialna Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii czy Portugalii wzięła się z podbojów zewnętrznych, kolonialnych. Potęga współczesnego mocarstwa europejskiego — Niemiec — wzięła się jednak z podboju wewnętrznego. Z okiełznania natury — z regulacji Renu. Pięknie proces ten opisał David Blackbourn w książce The Conquest of Nature: Water, Landscape, and the Making of Modern Germany. Opowieść o regulacji Renu jest opowieścią o tym, jak Niemcy zostały stworzone jako naród.

Zaczyna się ona w okresie Fryderyka Wielkiego, który w połowie XVIII w. zaczął to dzieło od osuszania wielkich bagien Oderbruch (dosł. Bagna Odrzańskie). W ramach tego projektu Odra została skrócona o 15 mil. Na początku XIX w. Ren między Bazyleą a Wormancją został skrócony z 220 do 170 mil, a więc prawie o jedną czwartą swej długości. Wykonano dziesiątki skrótów, zlikwidowano wiele wysp. Ołtarz boga wina Bachusa stojący pośrodku Renu w Bacharach przetrwał wieki chrześcijaństwa — zburzony został dopiero w XIX w., by nie przeszkadzał w żegludze. W efekcie pozyskano mnóstwo nowego obszaru ornego. Wskutek głębokich zmian ekologicznych regionu zniknęła malaria. Były też oczywiście i koszty, ale korzyści znakomicie je przekraczały: to dzięki tym projektom stworzona została potęga Niemiec.

W czasach regulacji Renu kraje nadreńskie były najbiedniejsze, a że przy okazji były to kraje najbardziej katolickie, stąd w początkach XX w. Max Weber wysnuł, że bogactwo Niemiec bierze się z „protestanckiej etyki pracy". Koncepcja okazała się błędna, gdyż w kolejnych dekadach po uregulowaniu Renu najbogatsze stały się właśnie kraje nadreńskie — Bawaria i Szwabia. Dziś najbogatsze więc landy to landy katolickie, ale nie dlatego są najbogatsze, że katolickie, lecz dlatego, że najmocniej z uregulowanym Renem związane.

Niemiecka potęga gospodarcza tak mocno zależy od Renu, że aktualne spowolnienie gospodarcze, które się u nas głosi od pewnego czasu, w związku z groźbą recesji w Niemczech, związane jest właśnie z niedyspozycją Renu, czyli z jego pogarszającą się żeglownością związaną z niskim stanem wody. Business Insider opublikował w tym roku tekst zatytułowany: Najpotężniejsza rzeka Europy wysycha, najpewniej powodując recesję w Niemczech. Tak, naprawdę. Niemcy mają świetną sieć dróg oraz kolei, jednak nie mogą się one równać z transportem rzecznym. Według Niemieckiego Federalnego Instytutu Hydrologii, transport towarów z Rotterdamu do Bazylei rzeką jest tańszy o 40% niż koleją. To rzeka daje siłę gospodarczą. Dlatego nazywają Ren „ekonomiczną linią życia". The New York Times nazywa Ren linią życia Niemiec.

Naturalnie, histerycy klimatyczni głoszą, że era transportu rzecznego dobiega końca, „bo globalne ocieplenie". Globalne ocieplenie wyjaśniać ma także problemy Renu. Bloomberg snuje taką narrację: Globalne Ocieplenie powoduje „zagładę" alpejskich lodowców, które zasilają Ren, a które od 1973 mogły się zmniejszyć o ok. 35%, tymczasem od 1985 roku letnia głębokość Renu w porcie Kaub spadła o kilkanaście procent.

Jest to kolejny przykład uzasadniania poprawnych politycznie koncepcji za pomocą pseudonaukowych teorii żerujących na pozornych korelacjach. Jak wykazały bowiem badania Międzynarodowej Komisji Ochrony Renu, w której partycypują kraje leżące nad Renem oraz Unia Europejska: „W czasie pierwszej połowy minionego stulecia okresy niskiej wody na Renie były zdecydowanie obfitsze. Natężenie przepływu było niższe a okresy niskiego przepływu trwały dłużej niż w ostatnich 50 latach. Przeświadczenie, że niska woda zdarza się obecnie częściej niż w przeszłości jest błędne". Jaki natomiast jest związek przyszłego stanu Renu ze zmianami klimatu? Jak podaje ten sam raport: zmiany klimatu mogą spowodować wzrost Renu do 10% lub spadek do 10%. Uśredniając: związek oscyluje w okolicach zera.

Jak widać na poniższym wykresie dla portu w Kaub, okresy niskiej wody w przeszłości były znacznie większe niż obecnie:



Innymi słowy: wbrew medialnym mitom, Ren nie wysycha, lecz fluktuuje.

Istnieje oczywiście możliwość przezwyciężenia naturalnych okresów niskiej wody w rzekach: trzeba je regulować w szczególności poprzez projekty retencjonowania wody.

Warto tutaj dodać, że pogorszenie właściwości żeglownych Renu z ostatnich lat może być także związane z natrętnie forsowaną koncepcją „renaturyzacji rzek", która została sprowadzona do tezy, że rzeki mają służyć rybom a nie człowiekowi. Istnieje oczywiście możliwość pogodzenia obu interesów, poprzez budowę w okolicach tam stosownych przejść dla ryb migrujących. Niemniej hasło „renaturyzacji rzek" w wydaniu ekoreligijnym jest tylko pretekstem do forsowania antyhumanistycznej ideologii degrowth. W Polsce jej popularyzatorem jest prof. Tomasz Mikołajczyk, ekspert WWF, który głosi, że w renaturyzacji chodzi o „odsunięcie działalności człowieka od rzeki". Projekty budowy nowych tam nazywa „demonicznymi planami". Otóż w 2012 ów profesor za wzór renaturyzacji stawiał nam właśnie Ren, gdzie „zburzono 60 progów i zapór". Zaledwie kilka lat później o tym „zrenaturyzowanym" Renie ekonomiści piszą, że może on być kluczową przyczyną recesji w Niemczech. Antyrozwojowe nowe ruchy religijne muszą mieć swoje konsekwencje: potęga Niemiec została zbudowana dzięki regulacji Renu. Jego deregulacja może okazać się drogą do obalenia niemieckiej siły.

Niemcy to jednak państwo poważne. Wystarczyło, by widmo recesji zajrzało im w twarz, by przypomniano sobie, gdzie leżą trzewia niemieckiej siły: w 2019 rząd zapowiedział, że koniec z burzeniem tam, czas na ich budowanie, ogłaszając jednocześnie wielkoskalowe prace regulacji Renu poprzez budowę nowych zapór i śluz.

Na stronie Federalnego Ministerstwa Transportu i Infrastruktury Cyfrowej, rząd zapowiada, że nie tyle nie zamierza wycofywać się z eksploatacji dróg wodnych w związku z mitycznym ich „wysychaniem", lecz zamierza inwestować w dalszą ich ekspansję. Projekt obejmuje nie tylko nową regulację Renu, ale i modernizację kanału łączącego Odrę z Hawelą (opodal Cedyni), na którym budowana jest nowoczesna podnośnia statków (wielka wanna do której wpływają statki, by pokonać różnicę poziomów 36 m).



Budowana podnośnia statków

Ponowna regulacja arterii rzecznych konieczna jest jeszcze z jednego powodu: w ostatnich dekadach dynamicznie zwiększyła się wielkość statków rzecznych. W przypadku Renu statki, które powstawały pół wieku temu jako duże, dziś są już jednymi z mniejszych, więc siłą rzeczy w okresach naturalnie niższych poziomów rzek, zwłaszcza na odcinkach „zrenaturyzowanych", mogą się pojawiać problemy z żeglownością, których nie notowano nigdy dotąd. Hydroinżynieria może jednak i z tym sobie poradzić. Kwestia jest tylko taka, czy wybieramy drogę rozwoju czy antyrozwoju. Niemcy, jak wspomniałem, będą znów regulować Ren.

Polska jest dzieckiem zjednoczonej Odry i Wisły

Brakuje u nas tego rodzaju opracowań, jak opowieść o budowie niemieckiej potęgi przez regulację Renu, wszak nasza historia także nierozłącznie związana jest z rzekami. Polska otóż nie wyskoczyła z kapelusza historii tysiąc lat temu, lecz wyłoniła się dzięki opanowaniu ujścia Odry (czytaj: Wineta, Wolin, Polska — morskie kulisy historyczne).

Rzeczpospolita, czyli dwunarodowa, bałtosłowiańska Polska 2.0, nie powstała dzięki Bitwie pod Grunwaldem, lecz dzięki odwojowaniu od Zakonu Niemieckiego ujścia Wisły. Bez większej przesady powiedzieć można, że najważniejszą polską bitwą XV w., czyli taką, która najwięcej nam dała, była bitwa na Zalewie Wiślanym z 15 września 1463, kiedy połączone floty Gdańska i Elbląga w sile 30 statków rozgromiły flotę krzyżacką w sile 44 statków, dając Polsce ujście Wisły.

Był czas, kiedy Polska miała największą flotę rzeczną w Europie. Okres ten nie bez przyczyny nazywa się w dzisiejszych podręcznikach Złotym Wiekiem naszej historii. Był to wiek, kiedy na rynku krakowskim miał miejsce Hołd Pruski, będący znamieniem potęgi ówczesnego państwa polskiego. Kto stawia na rzeki, ten buduje siłę. Tak dawniej, jak i dziś.



Upadek naszego państwa poprzedziła utrata obu tych życiodajnych ujść. Pierwszym wielkim ciosem był atak szwedzki w 1626 na Pomorze Gdańskie, które rozpoczęło trzyletnią niszczycielską wojnę polsko-szwedzką o ujście Wisły. Zachwiała ona całą gospodarką Polski, dla której Gdańsk był główną drogą eksportu licznych towarów. O jego znaczeniu dla całej Europy może świadczyć fakt, że szwedzka blokada Gdańska spowodowała znaczący wzrost cen żywności i towarów leśnych w Anglii, Francji, Holandii i innych krajach zachodnioeuropejskich. Efektem tej wojny było nałożenie ceł szwedzkich na polski handel przez Gdańsk.

W tym samym czasie Pomorze Zachodnie dostało się pod okupację Szwedów i Brandenburgii, która zakończyła tam panowanie pokrewnej Piastom dynastii Gryfitów (1637), książąt pomorskich, którzy władali Księstwem Pomorskim od czasów Bolesława Krzywoustego. W 1675 na Śląsku wymarła ostatnia linia dynastii piastowskiej.

Próbowano się ratować przed tym upadkiem projektem alternatywnym: w XVIII w. połączono drogami wodnymi Bałtyk z Morzem Czarnym, poprzez budowę Kanału Ogińskiego i Kanału Królewskiego. Ten pierwszy łączył Dniepr z Niemnem, ten drugi — Dniepr z Bugiem czyli też Wisłą. W ten oto sposób upadająca Rzeczpospolita zrealizowała tak wielki projekt geopolityczno-komunikacyjny, jakiego nie udało się powtórzyć od 200 lat. Zbudowano mianowicie wielkie „autostrady" łączące dwa morza. W Chersoniu nad Morzem Czarnym polscy przedsiębiorcy Oświecenia założyli Kompanię Chersońską, zwaną później Kompanią Handlu Czarnomorskiego, która istniała w latach 1783-1793, była ona pierwszym polskim przedsiębiorstwem żeglugowym i kontrolowała ona wymianę handlową I Rzeczypospolitej przez porty Morza Czarnego. Jej szefem był Antoni Protazy Potocki, protektorem król Stanisław August Poniatowski. W Chersoniu powstała wówczas polska placówka konsularna oraz polski dom handlowy. Niestety, było już za późno, by Rzeczpospolita mogła stać się dzieckiem Dniepru. Polska to dziecko zjednoczonej Odry i Wisły.

Odbudowa rzek czyli odbudowa Polski

Ekoreligijni usypiacze każą nam się cieszyć, że Wisła jest dziś jedną z niewielu dużych rzek europejskich, która jest „dzika". Czytaj: nieużywana gospodarczo. Podobnie zresztą jak i Odra. Nie jest wcale przypadkiem, że dzikiej Wiśle towarzyszy tak marny stan naszego społeczeństwa oraz państwo teoretyczne.

Trwają obecnie próby wskrzeszenia podstaw naszej siły, poprzez odbudowę żeglugi śródlądowej, które oczywiście są bezkompromisowo torpedowane przez ośrodki medialne stojące na straży neokolonialnego statusu naszego kraju. Plany wskrzeszenia żeglugi śródlądowej zwalcza się mitami o wysychaniu rzek z powodu Globalnego Ocieplenia. Jak jednak wyjaśnia dyrektor Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii UNESCO, prof. Maciej Zalewski, niski poziom wód w rzekach jest związany z „periodycznością klimatu" i ma charakter przejściowy. Mamy serię lat mokrych, potem suchych. Obecnie jesteśmy w okresie serii lat suchych, stąd złudzenie, że Wisła wysycha. Jak jednak pokazują wieloletnie analizy — po latach suchych przychodzą okresy większego natężenia opadów. Jak wskazuje prof. Zalewski, scenariusze naukowe nie przewidują dużego obniżenia opadów w Polsce, a raczej zapowiadają ich przesunięcie między latem a zimą. „Będziemy mieli taką tendencję, że większa ilość opadów i większe przyrosty temperatur wystąpią w zimie, natomiast wiosną nie będzie tych opadów. Czyli trzeba by zacząć gospodarkę do tego adaptować".

Remedium na niski stan wód jest regulacja rzek, tymczasem dziennikarze podsycają histerię antyregulacyjną argumentem ...że mamy za niski stan wód. Przykładowo Wirtualna Polska grzmi: Miał być szlak wodny z Warszawy na Mazury. Kluczowe jezioro znika w oczach. W związku z okresem niskich opadów obniżył się znacząco poziom wody w jeziorze Roś w Piszu, co dla dziennikarza jest dowodem, że „jezioro znika". „Mało wody w mazurskich jeziorach" — czytamy, tymczasem trwa właśnie budowa drogi wodnej na Pisie z Mazur do Warszawy.

Otóż poziom mazurskich wód na przestrzeni wieków zmienia się bardzo znacząco — raz rośnie, raz maleje. Przykładowo w XIX w. znacząco obniżono poziom wielu jezior wskutek melioracji (np. Jezioro Orzyskie obniżyło się o 2,3 m, Wydmińskie — o 2,7 m, Szostak — o 5,6 m, zaś Kruklińskie — aż o 6,3 m). Z kolei jezioro Mamry kilka wieków temu było niższe o kilka metrów. Można powiedzieć, że jest ono całkiem nowym dziełem człowieka. Otóż słowo mamry z języka pruskiego znaczy „muł, błoto". Wycinka lasów oraz budowa zapory na Węgorapie sprawiły, że w XVI w. poziom wody w kilku jeziorach podniósł się o kilka metrów i w efekcie połączyły się ono w jedno wielkie jezioro, dziś drugie co do wielkości w Polsce. [ 9 ] Lasy jak wiadomo są wielkim magazynem wody. Ich wycinka może podnieść poziom wód zbiornikowych, zaś ich ekspansja siłą rzeczy będzie go redukowała. W tym kontekście należy też wziąć pod uwagę sytuację na jeziorze Roś. Otóż w tym właśnie miejscu w roku 2002 miała miejsce największa powojenna katastrofa lasów — huragan, który wokół jeziora zniszczył tysiące hektarów lasów (11% całej wielkiej Puszczy Piskiej). Region ten został pozostawiony do „naturalnego odrostu". Od kilkunastu lat ekspanduje tam nowy las, który może powodować zauważalną zmianę stosunków wodnych.

Śniardwy też dawniej miały niższy poziom. To ludzka ingerencja pozwoliła na spiętrzenie i znaczne powiększenie powierzchni jezior. Kilka dekad temu wyremontowano jaz w Karwiku, łączący Śniardwy z jeziorem Roś, co także pozwoliło na podpiętrzenie wody (jaz spiętrza wodę w Śniardwach o 1 m wyżej w stosunku do poziomu wody w jeziorze Roś).

Generalnie możemy powiedzieć, że pozostawienie cieków i zbiorników naturze — obniża poziom wód. To natomiast działalność człowieka, hydroinżynieria, sprawia, że poziom wód rośnie — tak, by możliwa była żegluga. Niski poziom wód w rzekach czy jeziorach nie jest bynajmniej żadnym fatum, lecz zwykłym zaniedbaniem prac hydroinżynieryjnych.

W regionie tym Wody Polskie realizują szeroko zakrojony projekt, który doprowadzić ma do uporania się z niskimi poziomami rzek Pisa, Narew oraz jeziora Roś. W ramach tego projektu do 2025 r. powstać ma szereg budowli hydrotechnicznych o wartości 225 mln zł (m.in. śluza, jaz, hydroelektrownia, port rzeczny). W Piszu powstanie podpiętrzenie — retencjonowana za pomocą stopnia woda zasilała będzie rzekę Pisę i Narew w okresach niżówek eliminując zbyt niskie dla żeglugi stany wód. Pozwoli to także na ustabilizowanie poziomu wody w jeziorze Roś.

W tym zakresie Polska ma olbrzymie zaniedbania. W Polsce retencjonuje się jedynie 6,5% zasobów odnawialnych wody, podczas kiedy we wszystkich sąsiadujących z Polską krajach odsetek ten wynosi ponad 10%. W związku z tym opracowano niedawno Program Rozwoju Retencji, którego zadaniem ma być zabezpieczenie kraju w odpowiednią ilość wody. Kosztem 14 mld zł do roku 2030 ma zostać wybudowane 30 zbiorników retencyjnych, stopnie wodne oraz udrożnienia dróg wodnych i podpiętrzania szlaków wodnych.

Mamy więc wielkie zaniedbania, ale i wielki w tym zakresie potencjał, na który się składają:

1) Geografia — leżymy w samym środku Europy, co naturalnie predestynuje nas do bycia hubem logistycznym.

2) Koleje — PKP Cargo jest drugim (po niemieckim DB Cargo) przewoźnikiem kolejowym w Unii Europejskiej.

3) Drogi — Polska ma najwięcej tirów, a polskie firmy przewozowe realizują aż jedną czwartą zleceń w UE. W tej konkurencji Niemcy już są za nami.

4) Porty morskie — polski terminal DCT w Gdańsku jest największym na Bałtyku.

5) W Polsce jest najdalej na zachód wysunięta linia szerokotorowa, stanowiąca o przewadze w budowie europejskiego huba Nowego Jedwabnego Szlaku.

Jeśli do tej układanki dodamy odbudowę wodnych autostrad - powróci Złoty Wiek. Drogi wodne są niezbędnym elementem infrastruktury transportowej. Jedna barka typu „Europa" zastępuje 30 samochodów ciężarowych.





W Polsce planowane są obecnie trzy takie międzynarodowe drogi wodne:



· E30 (niebieska): Bałtyk-Dunaj przez Odrę, jego polskim oknem będzie port w Świnoujściu;

· E40 (czerwona): Bałtyk-Morze Czarne przez Wisłę, Narew, Bug, Dniepr, polskie okno - port w Gdańsku;

· E70 (zielona): Bałtyk-Atlantyk przez Wisłę, Noteć, Wartę i Odrę, jego polskim oknem — port w Elblągu (m.in. dlatego potrzebny jest przekop Mierzei Wiślanej)

Poza mitem o niewystarczającej ilości wody w rzekach, projekty ich odbudowy torpeduje się nadto opowieściami o tym, że odbudowa dróg wodnych jest a) zbyt kosztowna i b) nie może się zwrócić, bo nie ma czego wozić rzekami.

Ad a) Drogi wodne w budowie nie są drogie, lecz najtańsze! Autostrady kosztują 36 mln zł/km, szybka kolej 42 mln zł/km, natomiast droga wodna kosztuje 24 mln zł/km. Należy przy tym pamiętać, że droga wodna służy nie tylko transportowi, lecz także daje nam ekologiczną hydroenergetykę, ochronę przeciwpowodziową oraz retencję — czyli inwestycja nader opłacalna.

Ad b) Rzeki służą nade wszystko do transportu wielkich gabarytów (stalowe konstrukcje, kadłuby statków, generatory, jednostki budowane w nadodrzańskich stoczniach). Kolejne ładunki w kolejce to węgiel, paliwa płynne, gaz, kontenery, samochody, środki spożywcze. Po wybudowaniu dróg wodnych, stają się one magnesem dla budowy nowych przedsiębiorstw, lokujących swoją produkcję przy najtańszych szlakach, ale już dziś są przedsiębiorstwa, które chętnie korzystałyby z tego transportu: Grupa Azoty (ładunki: 6 mln ton rocznie), cementownie (5 mln t/r), Huta Łabędy (2 mln t/r), węgiel (50 mln t/r), General Motors (200 tys. szt.), KGHM (5 mln t/r), Kontenery Gliwice Wrocław (300 szt.), Kamień Sudety (3 mln t/r), Gazoport (5 mln m3/r), Brandenburgia (5 mln t/r), Morawy (5 mln t/r). To tylko dla Odry.

To rzeki tworzyły narody

By lepiej zrozumieć, dlaczego inżynieria rzeczna jest podłożem siły kraju, należy sięgnąć do infrastruktury cywilizacji. Skoro Europejczycy w znakomitej większości wywodzą się z jednej rodziny praindoeuropejskiej, to dlaczego w Europie jest tak wiele narodów? Dlatego, że jest tak wiele rzek. Generalizując, można stwierdzić, że to rzeki tworzą narody. Rzeka daje tak dużą wspólną dynamikę ludności mieszkającej w jej dorzeczu, że wytwarza ona odrębną specyfikę tej ludności, czyli tworzy odrębną tożsamość. Słowianie stanowią najliczniejszą rodzinę językową w Europie, więc gdyby stworzyli jeden naród byliby najsilniejsi. Ale nie będą jednym narodem, gdyż wielkie rzeki dają nam odrębne tożsamości.

„Rzeka kojarzy się ze stosem pacierzowym kraju", pisze Kuncewicz w Legendzie Europy. Otóż, rzeka się nie kojarzy, rzeka par excellence jest kręgosłupem kraju: jak wykazały badania, w Polsce i na Rusi kręgosłup osadniczy stanowiły rzeki (ale już na Mazurach — jeziora).

· Polacy to naród dwóch największych rzek Bałtyku: Wisły i Odry. Powierzchnia zlewisk tych dwóch rzek jest dokładnie równa powierzchni Polski: 313 tys. km2.

· Ukraińcy to naród Dniepru.

· Litwini to naród Niemna.

· Rosjanie to naród największej rzeki Morza Kaspijskiego: Wołgi — w części europejskiej, zaś w części azjatyckiej — Leny, Ob i Jeniseju.

· Albania to naród Drinu i Semanu/Devolla (prawie całą energię elektryczną kraju wytwarza rzeka Drin).

· Kosowo to kraj Białego Drinu, stąd geopolitycznie bliżej mu do Albanii niż Serbii.

Poza narodami rzek, mamy także narody łączników międzymorskich:

· Białoruś to kraj Prypeci, czyli głównego łącznika Morza Czarnego z Bałtyckim, między zlewniami Dniepru a Niemna i Wisły. Wobec istnienia rosyjskiego Kaliningradu, Białoruś jest naturalnym łącznikiem przede wszystkim dorzecza Dniepru z Wisłą.

· Czechy to łącznik zlewni Bałtyku z Morzem Północnym. Czechy to główny łącznik Europy Środkowej z Zachodnią.

· Słowenia, która łączy zlewnię bałkańską z italską jest analogicznym łącznikiem na południu Europy.

· Słowacja to kraj Wagu, czyli łącznika Dunaju z polską zlewnią Bałtyku.

· Bułgaria to kraj rzeki Iskar, czyli łącznika zlewni Morza Czarnego z Egejskim.

· Serbia to kraj Morawy, czyli łącznika czarnomorskiego ze zlewnią egejską i adriatycką.

· Macedonia to naród rzeki Wardar.

· Najbardziej oryginalnym geopolitycznie narodem są Węgrzy, kraj Kotliny Panońskiej, czyli żyznego serca Dunaju. Węgry są łącznikiem tyle że nie rzecznym, lecz górskim: alpejsko-karpackim. Węgry to kraj Balatonu, czyli największego jeziora Europy Środkowej.

· Najbardziej niespokojny region bałkański związany jest newralgicznym rozbiciem rzecznym. Rzeka Sawa oddziela Europę Zachodnią od Południowej. Słowenia, Chorwacja, Bośnia, Hercegowina, Czarnogóra i Serbia to rozbity naród Sawy, który w przeszłości występował jako Iliria a współcześnie — Jugosławia.

Warto tutaj dodać, że rzeki tworzą narody przez to, że je użytkują, nie przez to, że je oglądają.

Niemcy to kraj Renu i Łaby. W istocie dzięki wielkoskalowej hydroinżynierii udało się stworzyć naród dwóch dużych rzek, aczkolwiek oczywistym jest, że jest to naród dwoisty, że Niemcy nadreńscy są inni aniżeli ci połabscy.

Gdy przed wiekami Grecy wynaleźli demokrację, było to dokonanie na tyle wielkie, że niejako naturalnie doprowadziło ich to do przekonania o własnej wyższości, do podziału świata na ludzi cywilizacji (Greków) oraz barbarzyńców.

Analogiczny proces miał miejsce w Niemczech. Jeszcze w XIX w. różnica między Niemcami a Anglikami była identyczna jak dziś między Polakami a Niemcami. W 1870 PKB Niemiec per capita według parytetu siły nabywczej wynosiło 58% PKB per capita Anglii (w 2017 polskie stanowiło 56% niemieckiego). Anglicy uważali wówczas Niemców za przygłupów o wąskich horyzontach skazanych na biedę. Świadczyć miał o tym żenujący stan infrastruktury w ówczesnych krajach niemieckich. Brak dobrych dróg. Tymczasem Niemcy budowali właśnie podstawy swej potęgi: drogi wodne. Wkrótce właśnie Niemcy stali się najpotężniejszym narodem Europy. Skala ich potęgi jest proporcjonalna do skali ich ingerencji w naturę - do rozmachu w regulacji rzek. Blackbourn opisuje jak to właśnie dzieło doprowadziło Niemców do przekonania o swej wyższości wobec Europy, zwłaszcza wobec Słowian, którzy niesłusznie kojarzyli im się jako barbarzyńcy z bagien, którzy nie znają wspaniałej sztuki regulacji rzek.

Możemy powtórzyć proces budowy niemieckiej siły — idąc tym samym śladem regulacji naszych rzek. Historia uczy nas, że także w przypadku Polski siła rzeczna jest wprost proporcjonalna do siły całego kraju. Podstawowym grzechem rozwojowym III RP jest próba nadrabiania zaległości wobec Zachodu poprzez naśladowanie polityki rozwiniętych krajów zachodnich, podczas kiedy trzeba naśladować tę politykę z okresu, kiedy były tak słabe jak Polska obecnie, by naśladować te rozwiązania, które doprowadziły ich do budowy wielkości.

Obszerność bałtosłowiańskiej rodziny językowej świadczy o tym, że w głębokiej przeszłości mieliśmy już mocne okresy.

Żmijowe Wały czyli hydrotechnika dawnych Słowian

Wbrew niemieckim mitom, Słowianie nie byli barbarzyńcami z mokradeł. Świadczą o tym nie tylko dzieje Rzeczypospolitej, ale i najstarsze dzieje Słowian. Najbardziej monumentalne budowle prasłowiańskie to tzw. Żmijowe Wały (Słownik geograficzny Królestwa Polskiego podawał nazwę Wał Żmija lub Żmijowina). Są to monumentalne konstrukcje o których krążą wprost fantastyczne opowieści, podsycane słabym stanem ich naukowego opracowania. Swoim rozmachem porównywane są do egipskich piramid (Teresa Rączka-Jeziorska, Święte rzeki, IBL PAN). Bez względu na to, czym w istocie były, są niewątpliwie imponującym przykładem hydrotechniki dawnych Słowian, bowiem związane są właśnie z rzekami.



Według dzisiejszych opisów przez Żmijowe Wały rozumie się ukraińskie wały ciągnące się od obszarów przygranicznych z Polską do Dniepru, ich średnia wysokość: 6-8 m, szerokość: 14-16 m, długość: ok. 2000 km. Typowy wał miał przekrój trapezoidalny z płaskim wierzchem, w który wkopywano częstokół z drewnianych pali. Porównuje się te konstrukcje do Wielkiego Muru Chińskiego (por. tekst Słowiański wielki mur): zarówno pod względem ich funkcji (osłona od Wielkiego Stepu: Wielki Mur powstał na jego końcu azjatyckim, zaś Żmijowe Wały na końcu europejskim), jak i rozmachu budowli (w zasadzie nie wiadomo, jaka kultura mogła wznieść te konstrukcje, najsensowniejsze wydaje się założenie, że powstawały sukcesywnie przez wiele wieków).

Jeśli idzie o pożytek ze Żmijowych Wałów to panujące teorie budzą wątpliwości. Głoszą one, że Wały Żmijowe są tak duże, że zbudować je mogła jedynie Ruś Kijowska, w celu ochrony przed stepowymi koczownikami. Wygląda więc na to, że Ruś zbudowała „słowiański wielki mur" długi na 2 tys. km zupełnie bezmyślnie, gdyż inwazja tatarska, która zniszczyła Ruś weszła w nią jak w masło, jakby nie zauważając, że jakoby zbudowano wielką zaporę przeciwko koczownikom. Porównywanie Żmijowych Wałów do Wielkiego Muru może być mylące. Różnica jest tutaj dość zasadnicza: mur biegnie bez związku z rzekami, zaś wały biegną w zdecydowanej większości wzdłuż rzek. Nie wyklucza to obrony przez inwazją, ale nie ze stepu, lecz z rzek. Czy faktycznie przed taką inwazją owe wały broniły to jest inna kwestia. Nie ma natomiast wątpliwości, że Żmijowe Wały chroniły przed smokiem, czyli przed wylewami rzek. Archeolog Elżbieta Kowalczyk, autorka poważnego opracowania na temat Żmijowych Wałów, odnotowuje to jedynie na marginesie: „Całkowicie wtórną i niezamierzoną była rola przeciwpowodziowa wałów". Jeśli była to rola wtórna, to dlaczego Wielki Mur, którego podstawową funkcją była zapora przed koczownikami, biegnie w poprzek rzek, podczas kiedy Żmijowe Wały — wzdłuż rzek? Żmijowe Wały miały także funkcję ochrony przed koczownikami stepowymi, ale ich roli przeciwpowodziowej bagatelizować nie należy.

Źródłem nieporozumienia wydaje się być mieszanie rzecznych Żmijowych Wałów z typowo obronnymi Wałami Trojanowymi. Oto mapa wałów Ukrainy: 1-4, 12 — Wały Trojanowe, 5-11 — Wały Żmijowe. Liczne wały Kijowszczyzny w większości biegną wzdłuż rzek Wita, Krasna, Trubiż, Stuhna i Roś.



To przez założenie, że główną i jedyną rolą wałów, była obrona przed koczownikami (którzy mieli być owymi „żmijami"), mianem Żmijowych Wałów nazywa się dziś jedynie wały ukraińskie, podczas kiedy tego rodzaju wały istnieją także na ziemiach polskich, tyle że stosuje się wobec nich nazwy Wałów Śląskich (lub Wałów Chrobrego) i Wałów Łużyckich. Wały te to Wały Żmijowe i tak były dawniej określane. Prof. Pavel Jozef Šafárik, słowacki historyk, autor monumentalnej rozprawy Slovanské starožitnosti (1836) pisze:

„Wał Trajański — pierwszy, podług Platera przerzyna województwo podolskie od Dniestru aż ku Zbruczy, a szczególniej powiaty uszycki, kamieniecki i proskurowski. (...) Marczyński po prostu się domyśla, że wał ten usypany był z rozkazu cesarza Trajana około r. 106 dla oznaczenia granic Dacyi, co owszem najpodobniejsza jest do wiary. Podobne wały sypali Rzymianie wszędzie w celu oddalenia barbarzyńców od rzek i oznaczenia miedzy czyli granicy. W Węgrzech między Dunajem i Tysą, w Banacie, w Wołoszech itd. stoją aż do dziś znamienite szczątki. (...) Bandtkie spomina, o innym wale rzymskim, ciągnącym się od Białocerkwi do Dniepru, który lud prosty wałem Trajana (?) nazywa, a który jest już znacznie popsuty. W okolicy tej najdują często pieniądze Trajana. Podług innych wierniejszych podań wał ten, wybiegający od Dniepru niedaleko Kijowa, około wsi Motyżyna, Chwastowa, Białocerkwi itd. ciągnący się do step ukraińskich, nazywa się u tamecznego ludu nie wałem Trajańskim, ale wałem Żmii, o którym rozmaite obiegają powieści, że pochodzi od bohatera Zaporoskiego Żmii, że go czart w postaci żmii czyli smoka usypał itd. [ 1 ] Spomnimy tu jeszcze i to, że podobne wały i szańce, zwane także wałami żmii, dają się widzieć i gdzieindziej w Starosłowiańsku, gdzie nigdy nie byli Rzymianie, np. od Wisły na zachód przez Wielkopolskę ku Szlązkowi i Łużycy [ 2 ]."

Korzenie nazwy Żmijowych Wałów Šafárik wiąże z plemieniem Neurów:

„Herodot mówi o nich w kilku miejscach (IV, c. 51, 105, 125), z czego się pokazuje, że dobrze o nich wiedział, bąć z ustnych opowiadań mieszkańców Olbii, bąć też, że otrzymał te wiadomości w podróżach, jakie w okolicach Dniestru odbywał. Neury według jego opowiadań mieszkali w krainie leżącej od źródeł Dniestru ku stronie północno-zachodniej, następnie w okolicach rzeki Buga około Nurca i Narwi, w ziemi później w dziejach polskich a nawet jeszcze do dziś. Pierwotne ich siedliska były gdzie indziej, lecz prawie na jeden wiek przed wyprawą Dariusza przeciw Scytom (513 przed Chr.) dla rozmnożenia się wężów, które się częścią w ich ojczyźnie wylęgły, częścią z północnych puszcz przybyły, przymuszeni byli swe starobyłe siedliska opuścić" [ 3 ].

Skoro zatem Żmijowe Wały chronić miały przed stepowymi koczownikami, to przed kim chroniły Żmijowe Wały na Śląsku czy w Wielkopolsce? Podwójne lub potrójne Wały Żmijowe na Śląsku ciągnęły się, z tego co obecnie wiadomo, od mokradeł Czarnej Wody we wsi Wierzbowa wzdłuż środkowego i dolnego biegu rzeki Bóbr, aż do jej ujścia do Odry w Krośnie Odrzańskim. Ok. 100 km długości, szerokości nawet do 44 m, w dużej mierze przez Bory Dolnośląskie. Przed kim chronić miały monumentalne Wały Śląskie? Ślązaków przed Ślązakami? Bóbr to największy lewobrzeżny dopływ Odry, cechujący się katastrofalnymi wylewami.

Cechą charakterystyczną Żmijowych Wałów są także towarzyszące im „fosy", czyli koryta, które mogły być wypełnione wodą: czy były to swoiste sztuczne rzeki ciągnące się nawet przez kilkaset kilometrów, czy raczej systemy odprowadzające wodę? Jeśli owe sztuczne koryta towarzyszące wałom to fosa obronna, to trzeba by sądzić, że tzw. Wały Chrobrego wybudowali raczej Niemcy przed Polakami, gdyż w zachowanej części rowy są po stronie wschodniej a nie zachodniej, a jak przecież wiemy, w okresie ich domniemanego powstania kierunek naporu był raczej przeciwny.

Šafárik za Lippomanem mieszają nazwę wałów trojanowych ze żmijowymi, w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego oba te obiekty są traktowane oddzielnie: wały żmijowe generalnie związane są z rzekami, wały trojanowe zazwyczaj nie są związane z rzekami i mają ewidentny charakter obronny. Tak też należy rozumieć Wały Żmijowe jako konstrukcje biegnące wzdłuż rzek. Żmij bowiem, z którym owe wały się wiązały to bestia górska oraz rzeczna. Wały Trojanowe wiąże się z cesarzem Trajanem, stąd ich błędna nazwa w materiałach polskojękzycznych: nie chodzi tutaj o wały Trajanowe, jak się pisze, lecz Trojanowe [ 4 ]. W Słowie o wyprawie Igora (XII w.) ziemia ruska nazywana jest „ziemią Trojanową". Nazwa ta pochodzi od boga Trojana, którego prawdopodobnie należy wiązać z Trygławem. Polska także jest „ziemią Trojanową" do dziś mamy 5 miejscowości o nazwie Trojanów, 2 Trojanowo, Trojanówek, rzekę Trojanówka. Istnieje pewien związek między Żmijem a Trojanem, czego świadectwem toponimicznym wieś mazowiecka Żmijewo-Trojany.

Wywodzenie nazwy wałów jako ochrony przed „żmijami" czyli rzekomym smokiem ze stepu pozbawione jest sensu. Słowiańskie baśnie wiążą bowiem Żmija z rzekami i wodą. Według baśni o powstaniu Żmijowych Wałów zostały one zbudowane dzięki pomysłowości kowala, który okiełznał Żmija. Smok zostaje w nich zaprzęgnięty do pracy rolniczej: miał wyorać świat. Stolica Słowenii zwana jest Zmajskim gradem, czyli „żmijowym miastem". Czy Słowianie południowi mogli nazywać swoją stolicę rzekomo wrażym Żmijem? Przekazy etnograficzne jasno wskazują, że Bałtosłowianie czcili węże. Żmij to siła natury, która okiełznana staje się życiodajna — na tym właśnie zasadza się pokonywanie smoka czy też węża przez bohaterów. Ten prastary motyw znajdujemy także w Biblii, gdzie w Objawieniu św. Jana „smok czyli wąż starodawny" chcąc zniszczyć potomstwo Niewiasty Ubranej w Słońce wypluwa z siebie niszczycielską rzekę (niewielu wie, że z tego właśnie fragmentu Biblii wywodzi się flaga Unii Europejskiej). Żmij jest symbolem Ljubljany obecnym na jej herbie i fladze. Według słowiańskiego mitu, pokonanie smoka uwolniło wody, dając ziemi płodność. Ljubljana jest miastem, które powstało przy największych w kraju mokradłach, które dość regularnie zagrażały miastu powodziami [ 5 ].

Jest oczywiście prawdopodobne, że część Żmijowych Wałów zbudowano w okresie Rusi Kijowskiej. Niemniej jednak wszystkie te konstrukcje wydają się być znacznie starsze. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego podaje: „Nie wiadomo przez kogo i kiedy usypane, lecz bardzo starożytne" (XIV, 795), „Dawność jego jest wyższą od epok zapisanych w historyi" [ 6 ].

Otóż to właśnie nazwa tych konstrukcji może być śladem ich prahistoryczności. Żmijowe wały odsyłają bowiem do mitów o Żmiju, te zaś łączą w sobie wątki okiełznania wód, pierwocin rolnictwa oraz boskiego kowala pokonującego smoka: okolicę dręczył smok Żmij, w końcu jednak został pokonany przez kowala Kuźmę-Damiana (któremu pomaga 12 uczniów), który zaprzągł bestię do pierwszego pługa i w ten sposób dokonano pierwszej orki. Żmij dociągnął pług do rzeki lub morza, gdzie wypił za dużo wody i zdechł. [ 7 ] Śladem owej smoczej orki są właśnie Żmijowe Wały. W innych wersjach tej baśni, to dnieprowe porohy są pozostałością owej smoczej orki [ 8 ].

Według najnowszych badań [Tehrani i Silva 2016] ów motyw jest najstarszą bajką praindoeuropejską sięgającą 7000 lat wstecz. Wszystko to pasuje idealnie. Czyż bowiem można wyobrazić sobie narodziny rolnictwa bez regulacji rzek, bez okiełznania ich zabójczych dla plonów wylewów? Stworzenie takiego systemu regulacji rzek było dla ludzkości czymś tak wyjątkowym, że zapisało się jako praopowieść ludowa. Bez rzeki smok upału spali plony, z rzeką zaś Żmij wylewu — zatopi je. Okiełznanie rzeki stało się mitem pokonania smoka lub żmija, którzy okiełznani stali się służebni ludzkości. W baśniach słowiańskich, związanych z motywem boga umierającego i odradzającego się zgodnie z cyklem wegetacyjnym, ubywanie księżyca (sierp) związany jest z jego gryzieniem przez smoka.

Co ciekawe, polski system przeciwpowodziowy nawiązuje do tego pierwotnego znaczenia smoka. Po wielkiej powodzi z 1997 Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej stworzył system o nazwie SMOK (System Monitoringu i Osłony Kraju), który jest ogólnopolskim kompleksem pomiarów hydrologicznych i meteorologicznych mającym na celu ostrzeganie i przeciwdziałanie klęskom żywiołowym, w szczególności powodziom. Nawiązanie jest zapewne intencjonalne, gdyż obok przeciwpowodziowego SMOKA działa także system burzowy PERUN.

Tehrani i Silva zastanawiają się, co przesądza o niezwykłej trwałości niektórych baśni, przypuszczając, że chodzi tutaj o jakieś ich cechy wewnętrzne. Może jednak chodzi raczej o to, że baśnie te opisywały rzeczy wyjątkowe. Na Słowiańszczyźnie ta najważniejsza baśń indoeuropejska opisuje powstanie budowli najbardziej monumentalnej i najbardziej pożytecznej.



Mit smoczych rzek związany jest od prawieków z Dnieprem, Wisłą oraz Odrą, czyli z rzekami słowiańskiej kolebki. Zachowały się mity o wyryciu Dniepru przez Smoka. Pokrewny mit związany jest z Wisłą. Smok wawelski związany jest tyleż z Wawelem, co właśnie z Wisłą, nad którą uwił sobie siedzibę, a pokonany zostaje, gdy pęka od przepicia wodą wiślaną.

Choć argumentuję wyżej, że Żmijowe Wały mogą sięgać głęboko w prahistorię, mogą być związane z etnosami prasłowiańskimi, niemniej jednak jeśli trafne są tezy wiążące je ze wczesnym średniowieczem, a zatem bezpośrednio z ludnością słowiańską, jest to jeszcze lepszym dowodem na to, jak rzeki tworzyły narody słowiańskie, na to, jak głęboko błędne były tezy niemieckiego szowinizmu o nieznajomości myśli hydrotechnicznej przez ludy słowiańskie — otóż najbardziej monumentalne budowle wczesnych Słowian to właśnie budowle hydrotechniczne, związane z rzekami. Można tutaj dodać, że najbardziej monumentalne budowle bałtosłowiańskiej Rzeczypospolitej to budowle podziemne, zwłaszcza kopalnia soli w Wieliczce. Nasze najbardziej monumentalne budowle są więc związane z wykorzystaniem zasobów naturalnych, na czym opierała się siła dawnej Polski. Z kolei słabość dzisiejszego państwa polskiego wiąże się z tym, że źródła dawnej siły stoją dziś odłogiem bądź są torpedowane.


 Przypisy:
[ 9 ] Grzegorz Białuński, Czynniki oddziałujące na osadnictwo regionu Wielkich Jezior Mazurskich do XVIII wieku, Komunikaty Mazursko-Warmińskie, nr 4, 1996.
[ 1 ] Powszechny pamiętnik krakowski, 1835, t. III, 417 i n.
[ 2 ] Lebedur Archiv. XI, 347 i n. Jan Lippoman, Zastanowienie się nad mogiłami, pustemi siedliskami i zamczyskami okopanemi, Zmijowemi Wałami krótki rys historyczny napływu z Azyi różnych Barbarzyńskich Ludów, z poszukiwaniem, któryby z nich usypał te ziemne pamiątki i Rzut oka od utworzenia się Państw Słowiańskich na dalsze zdarzenia Ludów te zabytki pamiątek obsiadających aż do naszych czasów, Wilno 1832.
[ 3 ] Pavel Jozef Šafárik, Sławiańskie starożytności, Tom 1, Wydanie i druk W. Stefańskiego, 1842, s. 669 i n.
[ 4 ] Por. Emanuel Constantin Antoche, Marcel Tanasache, (1990) Le Vallum (Troian) de la Moldavie centrale, in Etudes Roumaines et Aroumaines. Sociétés européennes, no. 8, Paris ; Bucharest: [s.n], pp. 130-133.
[ 5 ] Exhibition catalogue Emona: myth and reality; Museum and Galleries of Ljubljana 2010.
[ 6 ] Tomasz Święcki, Opis starożytnej Polski, 1816.
[ 7 ] Baśnie związane ze Żmijem: Bajka o Suszycu (opowiada o powstaniu Żmijowych Wałów) oraz Bajka o Żmiju i Cyryllu Skórniku (Żmij i Dniepr), zawarte w: Antoni Nowosielski, Lud ukraiński, tom I, Wilno 1857, ss. 254-284.
[ 8 ] T. Rączka, "Przez fale rozeznać myśl wód". O romantycznych przedstawieniach rzeki w twórczości Adama Mickiewicza i Tarasa Szewczenki, Katowice 2001, s. 23.

Mariusz Agnosiewicz
Redaktor naczelny Racjonalisty, założyciel PSR, prezes Fundacji Wolnej Myśli. Autor książek Kościół a faszyzm (2009), Heretyckie dziedzictwo Europy (2011), trylogii Kryminalne dzieje papiestwa: Tom I (2011), Tom II (2012), Zapomniane dzieje Polski (2014).
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 949  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 4  Pokaż tłumaczenia autora

 Oryginał.. (http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10278)
 (Ostatnia zmiana: 04-01-2020)