 |
Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 16-06-2026 05:50 | Mendrek (49 punktów) | Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami?
2 na 2 | Pytanie jest stare jak ludzkość, ale wraca zawsze wtedy, gdy człowiek staje nad grobem, ruiną miasta albo fotografią dziecka zabitego przez wojnę. Czy można wierzyć w Boga i jednocześnie patrzeć na tragedie świata bez poczucia intelektualnego oszustwa? Kościół odpowiada: można. Filozofia chrześcijańska wypracowała nawet specjalny termin – teodyceę, czyli próbę usprawiedliwienia Boga wobec zarzutu, że stworzył świat pełen zła. Już samo istnienie tego pojęcia jest znamienne. Nikt przecież nie usprawiedliwia słońca za to, że świeci, ani grawitacji za to, że działa. Usprawiedliwia się tylko tego, wobec kogo istnieją poważne oskarżenia.
Pierwszym argumentem jest wolna wola. Człowiek nie jest marionetką. Może wybierać dobro albo zło, pomagać albo zabijać. Bez wolności nie byłoby odpowiedzialności moralnej. Świat pozbawiony możliwości popełnienia zbrodni byłby również światem pozbawionym możliwości bohaterstwa. Brzmi to rozsądnie. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy pytamy o cenę tej wolności. Czy rzeczywiście koniecznym warunkiem ludzkiej swobody musiały być wojny, obozy koncentracyjne i ludobójstwa? Czy wszechmocny Stwórca nie potrafił wymyślić świata, w którym człowiek pozostaje wolny, ale nie może zamienić Europy w cmentarz?
W odpowiedzi słyszymy często o cierpieniu jako „szkole duszy”. Dzięki niemu uczymy się odwagi, współczucia i poświęcenia. To prawda. Nikt nie nauczy się miłosierdzia w świecie całkowicie pozbawionym bólu. Ale i tutaj pojawia się pewien rachunek, który nie chce się zgodzić. Jeśli cierpienie ma charakter pedagogiczny, to jaką lekcję otrzymało dziecko umierające z głodu? Jaką moralną edukację wyniosły miliony ofiar Auschwitz?
Niebezpieczeństwo tej teorii polega na tym, że bardzo łatwo zamienia ona ludzką tragedię w środek dydaktyczny. A wtedy cierpienie przestaje być skandalem, staje się narzędziem. Tymczasem człowiek instynktownie buntuje się przeciw takiej logice. Kiedy argumenty zawodzą, pozostaje tajemnica. Boski plan jest większy od ludzkiego rozumu. Możliwe, że wszystko ma sens, którego jeszcze nie dostrzegamy. To stanowisko ma jedną niezaprzeczalną zaletę: nie da się go obalić. Ma też wadę równie oczywistą: nie da się go sprawdzić. Tajemnica jest ostatnim schronieniem wiary i pierwszym celem krytyka. Jednemu daje ukojenie, drugiemu wydaje się eleganckim sposobem uniknięcia odpowiedzi.
Chrześcijaństwo dodaje jeszcze jeden element. Bóg nie stoi z boku. W osobie Chrystusa sam doświadcza cierpienia. Nie jest zimnym administratorem kosmosu, lecz uczestnikiem ludzkiego losu. To bez wątpienia najbardziej poruszająca część chrześcijańskiej odpowiedzi. Tyle że historia zna również drugą stronę medalu. Krucjaty, stosy, prześladowania religijne i wojny prowadzone pod świętymi sztandarami pokazują, że człowiek potrafi uczynić z religii narzędzie przemocy równie skutecznie jak z ideologii politycznej. Krzyż nie zawsze powstrzymywał przed zadawaniem cierpienia. Niekiedy stawał się jego sztandarem.
Wreszcie pozostaje kwestia łaski. Święty Paweł pisze, że tam, gdzie rozmnożył się grzech, jeszcze bardziej obfitowała łaska. Zdanie piękne, ale prowokujące. Bo skoro łaska jest większa od grzechu, to czy nie osłabia to poczucia odpowiedzialności? Kościół odpowiada, że nie, ponieważ przebaczenie nie znosi winy. Jednak paradoks pozostaje i od dwóch tysięcy lat pobudza do sporów.
A może prawda jest mniej metafizyczna? Może świat nie posiada ukrytego scenariusza, a tragedie nie są elementem kosmicznego planu? Może cierpienie wynika po prostu z działania praw natury, przypadku i ludzkich decyzji? Takie stanowisko ma tę przewagę, że nie wymaga usprawiedliwiania nikogo poza nami samymi. Nie pyta, dlaczego Bóg dopuścił zło, lecz dlaczego człowiek je stworzył albo dlaczego nie potrafił mu zapobiec.
Nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów. Bo jeśli nie istnieje wyższy sens, musimy go stworzyć sami. To zadanie trudniejsze, niż się wydaje. Łatwiej bowiem odkryć gotowy plan niż wziąć odpowiedzialność za jego brak. Dlatego spór o Boga i cierpienie prawdopodobnie nigdy się nie skończy. Wierzący widzą w nim próbę, tajemnicę albo drogę do zbawienia. Niewierzący dostrzegają przypadek, naturę i konsekwencje ludzkich działań. Jedni i drudzy stoją jednak wobec tego samego faktu: cierpienie istnieje. A skoro istnieje, najważniejsze nie jest to, kto ma rację w metafizycznym sporze, lecz czy potrafimy zmniejszyć jego ilość choćby o jeden ludzki los. | (Aby odpowiedzieć, musisz się zalogować)Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 Dalej..| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52448 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? |
. > Wiara w wyobrażoną osobę kogo? Nie rozumiem, co mówisz, skoro wyrażenie "bóg" jest niezrozumiałe.- To ma Pan problem. "Zeus" jest pojęciem sensownym. "Krasnoludek" jest pojęciem sensownym. "Jednorożec" jest pojęciem sensownym. Można opisać ich cechy, badać ich wyobrażenia i analizować wierzenia z nimi związane. Z tego nie wynika jednak, że istnieją realne byty będące desygnatami tych nazw.
Dokładnie tak samo jest z Bogiem. Religioznawstwo może badać pojęcia Boga, wyobrażenia Boga, wierzenia w Boga, kult Boga i społeczne skutki tej wiary. Nie musi przy tym rozstrzygać, czy istnieje realny byt odpowiadający któremukolwiek z tych wyobrażeń. |
#32 -1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52448 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? | . Panie Elaspie, tu ma Pan rację: wielokrotnie przywoływałem argumentację prof. Barbary Stanosz i z jej stanowiskiem w tej kwestii się zgadzam. Oczywiście są to jej argumenty, nie moje, ale uważam je za trafne. Tyle że Pański triumf trwa bardzo krótko, ponieważ sam Pan przytoczył cytat, który obala Pański dalszy wywód. Barbara Stanosz pisze, że wypowiedź "Bóg istnieje" uważa za pozbawioną sensu, ponieważ terminy używane do charakterystyki domniemanego bytu nazywanego Bogiem tylko z pozoru coś znaczą. I właśnie dlatego nie uważa tego zdania ani za prawdziwe, ani za fałszywe. A następnie dodaje - w cytacie przytoczonym przez Pana: "Nie wynika stąd, oczywiście, że należy ignorować zjawisko społeczne, jakim jest wyznawanie religii jakiegokolwiek rodzaju". Po czym Pan oznajmia: "Wóz albo przewóz" - skoro "Bóg" jest bezsensowny, to bezsensowne jest również religioznawstwo. Przepraszam, ale jakiego jeszcze tekstu potrzebuje Pan, aby zauważyć, że prof. Stanosz sama odrzuca wniosek, który Pan próbuje z jej stanowiska wyprowadzić? Nie ma żadnego "wozu albo przewozu". Jest Pańska fałszywa alternatywa. Można uważać metafizyczne zdanie "Bóg istnieje" za semantycznie pozbawione sensu i jednocześnie badać całkowicie realne zjawisko społeczne, psychologiczne, historyczne i kulturowe, jakim jest religia. Religioznawstwo nie bada przecież realnie istniejącego Boga. Bada religie, wierzenia, doktryny, mity, rytuały, instytucje, teksty, doświadczenia i zachowania realnie istniejących ludzi. Co więcej, Pańskie równanie: "religioznawstwo = nauka o wierzeniach w wyobrażonego Boga lub bogów" jest zwyczajnie fałszywe. Religioznawstwo nie sprowadza się do badania wiary w bogów, choćby dlatego, że istnieją religie nieteistyczne. Najzabawniejsze jest więc to, że postanowił Pan wykazać sprzeczność w stanowisku Barbary Stanosz i moim, a jako materiał dowodowy przytoczył Pan wypowiedź, w której Stanosz wprost uprzedza Pański zarzut i na niego odpowiada. Pan przeczytał: "Nie wynika stąd, oczywiście..." po czym z całą stanowczością wykazał Pan, że właśnie z tego wynika. To już nie jest nawet spór ze Stanosz. To jest spór z cytatem, który sam Pan wkleił. . |
#33 1 na 1 | Elasp (6916 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? | > .> Panie Elaspie,> tu ma Pan rację: wielokrotnie przywoływałem argumentację prof. Barbary Stanosz i z jej stanowiskiem w tej kwestii się zgadzam. Oczywiście są to jej argumenty, nie moje, ale uważam je za trafne.Czyli zgadza się Pan z jej poglądem, że słowo "Bóg" jest pozbawione sensu, czy nie? Powyżej twierdził Pan, że nie twierdzi Pan, że uważa to słowo za bezsensowne i że ja fałszywie to Panu zarzucam. > Tyle że Pański triumf trwa bardzo krótko, ponieważ sam Pan przytoczył cytat, który obala Pański dalszy wywód.> Barbara Stanosz pisze, że wypowiedź "Bóg istnieje" uważa za pozbawioną sensu, ponieważ terminy używane do charakterystyki domniemanego bytu nazywanego Bogiem tylko z pozoru coś znaczą. I właśnie dlatego nie uważa tego zdania ani za prawdziwe, ani za fałszywe.> A następnie dodaje - w cytacie przytoczonym przez Pana:> "Nie wynika stąd, oczywiście, że należy ignorować zjawisko społeczne, jakim jest wyznawanie religii jakiegokolwiek rodzaju"."Nie wynika" - zdaniem Stanosz. To prawda, Stanosz mówi (deklaruje), że nie wynika, natomiast ja pokazuję wyżej, że wynika, a więc pokazuję tym samym, że Stanosz się myli, gdyż nie dostrzegła, że jeżeli słowo "Bóg" jest bezsensowne, bezsensowne jest także słowo "religioznawstwo". Nie wystarczy powiedzieć "nie wynika". > Po czym Pan oznajmia:> "Wóz albo przewóz" - skoro "Bóg" jest bezsensowny, to bezsensowne jest również religioznawstwo.> Przepraszam, ale jakiego jeszcze tekstu potrzebuje Pan, aby zauważyć, że prof. Stanosz sama odrzuca wniosek, który Pan próbuje z jej stanowiska wyprowadzić?> Nie ma żadnego "wozu albo przewozu". Jest Pańska fałszywa alternatywa.> Można uważać metafizyczne zdanie "Bóg istnieje" za semantycznie pozbawione sensu i jednocześnie badać całkowicie realne zjawisko społeczne, psychologiczne, historyczne i kulturowe, jakim jest religia. Religioznawstwo nie bada przecież realnie istniejącego Boga. Bada religie, wierzenia, doktryny, mity, rytuały, instytucje, teksty, doświadczenia i zachowania realnie istniejących ludzi.Proszę zatem powiedzieć, co bada religioznawstwo, nie używając słowa "bóg". Proszę określić zakres tej dyscypliny nie używając tego słowa w jakimkolwiek miejscu takiego określenia. > Co więcej, Pańskie równanie:> "religioznawstwo = nauka o wierzeniach w wyobrażonego Boga lub bogów"> jest zwyczajnie fałszywe. Religioznawstwo nie sprowadza się do badania wiary w bogów, choćby dlatego, że istnieją religie nieteistyczne.Czym jest więc religia teistyczna? Proszę o definicję wyrażenia "religia teistyczna" nie używającą wyrazu "Bóg", ani "bogowie" (a więc i nie używającą słów "wiara w bogów", bo i one są nonsensem, jeżeli nonsensem jest słowo "bóg"). > Najzabawniejsze jest więc to, że postanowił Pan wykazać sprzeczność w stanowisku Barbary Stanosz i moim, a jako materiał dowodowy przytoczył Pan wypowiedź, w której Stanosz wprost uprzedza Pański zarzut i na niego odpowiada.> Pan przeczytał:> "Nie wynika stąd, oczywiście..."> po czym z całą stanowczością wykazał Pan, że właśnie z tego wynika.> To już nie jest nawet spór ze Stanosz. To jest spór z cytatem, który sam Pan wkleił.> .Odpowiedź jest wyżej. Nie moja wina, że Stanosz nie dostrzegła, co wynika z jej poglądów. Mówi "nie wynika", ale myli się w tym względzie. Samo powiedzenie "nie wynika" nie jest żadnym "uprzedzeniem zarzutu"; nie wystarczy powiedzieć "oczywiście, nie wynika", by coś z czegoś nie wynikało. Ja wynikanie pokazuję wyżej, ona brak wynikania jedynie zadeklarowała. |
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52448 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? |
. Panie Elaspie, tu rzeczywiście muszę doprecyzować swoją wcześniejszą wypowiedź, bo powiedziałem to zbyt skrótowo. Zgadzam się z argumentacją prof. Barbary Stanosz. Słowo "Bóg" ma oczywiście znaczenie w języku religii, kultury i religioznawstwa. Ludzie od tysięcy lat posługują się tym słowem, tworzą rozmaite wyobrażenia bogów, wierzą w nich, modlą się do nich, budują świątynie i instytucje religijne. Wszystko to jest realne i może być przedmiotem naukowego badania. Problem zaczyna się wtedy, gdy słowo "Bóg" przestaje oznaczać ludzkie wyobrażenie, pojęcie czy przedmiot wiary, a zaczyna być używane jako nazwa realnie istniejącego bytu. Wtedy pytam: jakiego bytu? I właśnie tu od początku nie otrzymuję odpowiedzi. Na gruncie nauki słowo "Bóg" jest hipostazą. Ludzkie pojęcie zostaje potraktowane tak, jakby samo nazwanie czegoś oznaczało istnienie odpowiadającego mu bytu. Tymczasem dopóki nie wiadomo, czym ten byt miałby być, jakie ma właściwości i po czym można poznać, że istnieje, zdanie "Bóg istnieje" nie ma żadnej treści naukowej. I tyle. Nie ma tu żadnej teologicznej tajemnicy ani filozoficznej otchłani. Dlatego Pańskie pytanie: "Proszę powiedzieć, co bada religioznawstwo, nie używając słowa «Bóg»" jest zupełnie chybione. Proszę bardzo: Religioznawstwo bada religie jako realne zjawiska historyczne, społeczne i kulturowe: wierzenia, doktryny, mity, rytuały, kulty, doświadczenia, instytucje, wspólnoty, ich powstawanie, rozwój, funkcje i przemiany.Jak Pan widzi, udało się bez słowa "Bóg". Ale Pański błąd jest jeszcze prostszy. Myli Pan pytanie: czy Bóg istnieje? z pytaniem: czy istnieją ludzie wierzący w Boga? Pierwsze wymaga wskazania, czym miałby być Bóg jako realny byt i na jakiej podstawie twierdzi się, że istnieje. Drugie dotyczy realnie istniejących ludzi, ich przekonań, zachowań i instytucji. Nie trzeba wierzyć w istnienie Zeusa, aby badać wierzenia starożytnych Greków. Nie trzeba wierzyć w demony, aby badać demonologię. Nie trzeba wierzyć w duchy, aby badać spirytyzm. I nie trzeba wiedzieć, czy istnieje jakikolwiek Bóg, aby badać ludzi, którzy w niego wierzą. Pańskie twierdzenie: "Jeżeli słowo «Bóg» jest bezsensowne, bezsensowne jest również religioznawstwo" jest więc zwyczajnie fałszywe. Religioznawstwo nie bada Boga. Bada ludzi, którzy w bogów wierzą, oraz stworzone przez nich religie. Pyta Pan jeszcze, czym jest religia teistyczna bez użycia słów "Bóg" lub "bogowie". Proszę bardzo: Jest to religia, której wyznawcy uznają istnienie jednej lub wielu osobowych istot nadprzyrodzonych, przypisują im szczególną moc sprawczą i czynią je przedmiotem kultu. Znów się udało. Tyle że ta zabawa słowami od początku nie była do niczego potrzebna. Nauka może przecież badać również samo pojęcie Boga, jego powstanie, przemiany i funkcje, nie przyjmując, że istnieje realny byt będący jego desygnatem. Pańskie "wóz albo przewóz" okazuje się więc fałszywą alternatywą. Nie muszę wybierać między twierdzeniem: "Bóg jest realnie istniejącym bytem" a twierdzeniem: "religioznawstwo jest nonsensem". Istnieje trzecia i najbardziej oczywista możliwość: bogowie są wytworami ludzkiej psychiki i kultury, natomiast wiara w nich jest całkowicie realnym zjawiskiem, które nauka może badać. I dokładnie dlatego prof. Stanosz mogła uważać zdanie "Bóg istnieje" za pozbawione sensu, a jednocześnie pisać: "Nie wynika stąd, oczywiście, że należy ignorować zjawisko społeczne, jakim jest wyznawanie religii jakiegokolwiek rodzaju". Pan twierdzi, że wykazał jej błąd. Niczego Pan nie wykazał. Po prostu pomieszał Pan istnienie Boga z istnieniem wiary w Boga. Bóg może być pojęciem bez znaczenia w naukowym opisie rzeczywistości, a wiara w Boga pozostaje realnym faktem psychologicznym, społecznym i historycznym. To rozróżnienie jest naprawdę bardzo proste. Cała reszta to już tylko Pańska ucieczka w teologiczną mętność znaczeń. . |
#35 1 na 1 | Elasp (6916 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? | > .> Panie Elaspie,> tu rzeczywiście muszę doprecyzować swoją wcześniejszą wypowiedź, bo powiedziałem to zbyt skrótowo.> Zgadzam się z argumentacją prof. Barbary Stanosz. Słowo "Bóg" ma oczywiście znaczenie w języku religii, kultury i religioznawstwa. Ludzie od tysięcy lat posługują się tym słowem, tworzą rozmaite wyobrażenia bogów, wierzą w nich, modlą się do nich, budują świątynie i instytucje religijne. Wszystko to jest realne i może być przedmiotem naukowego badania.Przecież istotą poglądu prof. Stanosz jest to, że słowo "Bóg" nie ma jakiegokolwiek znaczenia. Nie ma ono żadnego "znaczenia w języku religii", czy gdziekolwiek indziej. Czy zgadza się Pan z tym poglądem prof. Stanosz? Jeżeli słowo "bóg" jest nonsensem zawsze i wszędzie, to nonsensowne są wszystkie sformulowania zawierające ten nonsens. W konsekwencji nonsensem jest wyrażenie "wyobrażenia bogów". Tym sposobem, mówiąc, że religioznawstwo bada m. in. ludzkie wyobrażenia bogów, także głosi Pan nonsens. Nie może więc Pan tak opisywać religioznawstwa, bo jest to nonsens, a nie opis. > Problem zaczyna się wtedy, gdy słowo "Bóg" przestaje oznaczać ludzkie wyobrażenie, pojęcie czy przedmiot wiary, a zaczyna być używane jako nazwa realnie istniejącego bytu.Zdaniem prof. Stanosz to słowo niczego nie oznacza, jest pozbawionym sensu bełkotem. > "Proszę powiedzieć, co bada religioznawstwo, nie używając słowa «Bóg»"> jest zupełnie chybione.> Proszę bardzo:> Religioznawstwo bada religie jako realne zjawiska historyczne, społeczne i kulturowe: wierzenia, doktryny, mity, rytuały, kulty, doświadczenia, instytucje, wspólnoty, ich powstawanie, rozwój, funkcje i przemiany.Jak Pan widzi, udało się bez słowa "Bóg".Czym zaś jest religia? Proszę to wyjaśnić nie używając nigdzie w wyjaśnieniu słowa "Bóg", bo jest ono nonsensem (według Stanosz). Proszę wyeliminować ten wyraz z odpowiedzi i wyjaśnić, czy jest religia i czym różni się od tego, co religią nie jest. |
#36 -1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52448 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? | . Panie Elaspie, nie. To Pan właśnie dopisał prof. Barbarze Stanosz pogląd, którego nie ma nawet w cytacie przytoczonym przez Pana. Pisze Pan: "Jeżeli słowo «bóg» jest nonsensem zawsze i wszędzie..." Gdzie Stanosz napisała: "zawsze i wszędzie"? Proszę zacytować. W przytoczonym przez Pana tekście Stanosz pisze o czymś znacznie prostszym: o słowie "bóg" używanym jako nazwa rzekomo istniejącego bytu. Jej zarzut polega na tym, że doktryny metafizyczne nie potrafią nadać temu domniemanemu bytowi cech, które pozwalałyby ustalić, o czym właściwie mówią. Dlatego zdanie: "Bóg istnieje" nie mówi nam niczego o rzeczywistości. I z tym poglądem się zgadzam. Nie wynika z tego jednak Pańska teza, że słowo "Bóg" jest "nonsensem zawsze i wszędzie", a więc nie można nawet powiedzieć, że ludzie wierzą w Boga, wyobrażają sobie Boga albo modlą się do Boga. To już Pański własny wynalazek. Gdy mówię: "Bóg stworzył świat", używam słowa "Bóg" jako nazwy rzekomo istniejącego bytu. Pytam więc: jakiego bytu i skąd wiadomo, że istnieje? Gdy natomiast mówię: "chrześcijanin wierzy, że Bóg stworzył świat", opisuję realne przekonanie realnego człowieka. Naprawdę nie widzi Pan różnicy? W pierwszym przypadku przedmiotem zdania jest domniemany Bóg. W drugim - istniejący człowiek i treść jego przekonania. Pan zaś uparcie usiłuje wmówić mi, że skoro nie potrafimy wskazać, czym jest Bóg jako realny byt, to nie możemy sensownie badać ludzi, którzy twierdzą, że wiedzą, czym on jest. To jest absurd. Pyta Pan następnie, czym jest religia, i zabrania mi użyć słowa "Bóg". Proszę bardzo: Religia jest historycznie ukształtowanym systemem wierzeń, wyobrażeń, mitów, rytuałów, norm, doświadczeń i praktyk odnoszących człowieka do uznawanej przez niego rzeczywistości nadprzyrodzonej lub świętej.Ani jednego Boga. Oczywiście zaraz może Pan zapytać, co znaczy "nadprzyrodzone", potem co znaczy "święte", następnie co znaczy "wierzenie", a na końcu zażądać zdefiniowania każdego słowa użytego w poprzedniej definicji. Można się tak bawić do końca życia. Tyle że niczego to nie zmieni. Religie są realnymi zjawiskami społecznymi i historycznymi. Istnieją ludzie, którzy wykonują rytuały, budują świątynie, tworzą doktryny, uznają pewne teksty za święte, modlą się, składają ofiary i wierzą w istnienie istot oraz rzeczywistości, których istnienia nauka nie potwierdza. To właśnie bada religioznawstwo. Nie bada ono Boga tak, jak zoologia bada słonia. Bada ludzi, którzy w Boga wierzą, treść ich wierzeń i wszystko, co z tych wierzeń wynika. Pański wywód nadal opiera się więc na tym samym zabiegu. Najpierw sam Pan tworzy tezę: > "słowo «Bóg» jest nonsensem zawsze i wszędzie", następnie przypisuje ją Stanosz i mnie, a potem triumfalnie wykazuje, że prowadzi ona do absurdu. Owszem, prowadzi. Tyle że to Pański absurd, nie mój i - sądząc z cytatu, który sam Pan przytoczył - także nie prof. Stanosz.. |
#37 -1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52448 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? | . Czy Bóg jest potworem? Są takie fragmenty Pisma Świętego, które czytane dosłownie pokazują Boga jako kogoś, komu trudno zaufać. Piorun z nieba za drobne kłamstwo. Rozkaz zagłady całych narodów. Niedźwiedzie rozszarpujące dzieci za żart z łysiny proroka. Zakład z szatanem o cierpienie jednego człowieka. W najnowszych Bukłakach o. Adam rozmawia z prof. Marcinem Majewskim - biblistą, hebraistą i jednym z najbardziej rozpoznawalnych tłumaczy Pisma Świętego w polskim internecie. Razem przechodzą przez najtrudniejsze karty Biblii: historię Ananiasza i Safiry, nieuczciwego rządcę pochwalonego przez Jezusa, zatwardziałe serce faraona, córkę Jeftego, Elizeusza i niedźwiedzie oraz Hioba i jego niewygodne pytania o Boga. Jest też mowa o tym, czy słowa Jezusa zapisane w Ewangeliach to naprawdę jego własne słowa, i ile w Piśmie Świętym jest objawione, a ile, po prostu ludzkie. Rozmowa dla każdego, kto czytał Biblię i choć raz się zawahał. www.youtub(*)DMGlVQ3RQc3J0YwZhcHBfaWQQMjIyM. |
#38 1 na 1 | Elasp (6916 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? | > .> Panie Elaspie,> nie. To Pan właśnie dopisał prof. Barbarze Stanosz pogląd, którego nie ma nawet w cytacie przytoczonym przez Pana.> Pisze Pan:> "Jeżeli słowo «bóg» jest nonsensem zawsze i wszędzie..."> Gdzie Stanosz napisała: "zawsze i wszędzie"? Proszę zacytować.Nie dopisałem, ponieważ (tuż) powyżej nie cytowałem słów Stanosz, tylko je parafrazowałem. Ma Pan oczywiście prawo twierdzić, że moja parafraza nie oddaje tego, co faktycznie napisała. > W przytoczonym przez Pana tekście Stanosz pisze o czymś znacznie prostszym: o słowie "bóg" używanym jako nazwa rzekomo istniejącego bytu. Jej zarzut polega na tym, że doktryny metafizyczne nie potrafią nadać temu domniemanemu bytowi cech, które pozwalałyby ustalić, o czym właściwie mówią.Na tym jednak właśnie polega bezsensowność słowa "Bóg", a nie tylko jego niepustość. Dlatego zdanie: > "Bóg istnieje"> nie mówi nam niczego o rzeczywistości.> I z tym poglądem się zgadzam. Czy uważa Pan twierdzenie "Bóg istnieje" za nonsens, czy za fałsz (a twierdzenie "Bóg nie istnieje" za prawdę)? > Nie wynika z tego jednak Pańska teza, że słowo "Bóg" jest "nonsensem zawsze i wszędzie", a więc nie można nawet powiedzieć, że ludzie wierzą w Boga, wyobrażają sobie Boga albo modlą się do Boga.> To już Pański własny wynalazek.> Gdy mówię:> "Bóg stworzył świat",> używam słowa "Bóg" jako nazwy rzekomo istniejącego bytu. Pytam więc: jakiego bytu i skąd wiadomo, że istnieje?> Gdy natomiast mówię:> "chrześcijanin wierzy, że Bóg stworzył świat",> opisuję realne przekonanie realnego człowieka.> Naprawdę nie widzi Pan różnicy?Nie, nie widzę. Proszę odpowiedzieć: chrześcijanin wierzy, że kto lub co stworzył (stworzyło) świat? Nie może Pan powiedzieć, że tu i w ogóle w swoich badaniach religioznawczych słowem "Bóg" oznacza Pan pojęcie istoty nadprzyrodzonej w czyimś umyśle (chociażby właśnie w umyśle chrześcijanina). Przecież żaden chrześcijanin nie wierzy (chyba), że pojęcie znajdujące się w jego umyśle stworzyło świat. Owszem, takie może być przekonanie badacza-naturalisty na temat przedmiotu jego badań, natomiast nie jest to przedmiot jego badań. Przedmiotem jego badania z pewnością nie jest przekonanie, że pojęcie lub wyobrażenie stworzyło świat. Nie można więc powiedzieć, że w religioznawstwie słowo "bóg" odnosi się jedynie do ludzkich pojęć i wyobrażeń, które można badać. Jeżeli ktoś twierdził, że np. słońce jest bogiem, to czy chciał przez to powiedzieć, że słońce jest pojęciem w jego umyśle? Czy tak mamy odtworzyć przekonania religijne np. starożytnych Egipcjan? Chyba nikomu z nich (nie licząc szaleńców) nie przyszłoby do głowy, że słońce jest pojęciem lub wyobrażeniem. W jakim więc znaczeniu weźmie Pan słowo "Bóg" jako religioznawca, tak aby móc scharakteryzować wiarę (np. chrześcijańską lub starożytnych Egipcjan) bez tego rodzaju przeinaczeń i zniekształceń? Musi więc religioznawca wziąć słowo "Bóg" w jeszcze innym znaczeniu. Musi być to owo "metafizyczne" znaczenie, którego istnieniu Stanosz przeczy (nie mówię o przeczeniu istnienia Boga, z tym przeczeniem nie polemizuję, tylko o zaprzeczeniu sensowności słowa "Bóg" jeżeli jest użyte w kontekstach metafizycznych). Jakie inne można by bowiem podać? Bez podania zaś go nie uchwyci się przedmiotu badań, a co najwyżej wystawi się go na pośmiewisko, np. twierdząc, że Egipcjanie uważali słońce za Boga (= za własne wyobrażenie). > W pierwszym przypadku przedmiotem zdania jest domniemany Bóg. W drugim - istniejący człowiek i treść jego przekonania.> Pan zaś uparcie usiłuje wmówić mi, że skoro nie potrafimy wskazać, czym jest Bóg jako realny byt, to nie możemy sensownie badać ludzi, którzy twierdzą, że wiedzą, czym on jest.> To jest absurd.Niczego takiego nie twierdzę. > Pyta Pan następnie, czym jest religia, i zabrania mi użyć słowa "Bóg". Proszę bardzo:> Religia jest historycznie ukształtowanym systemem wierzeń, wyobrażeń, mitów, rytuałów, norm, doświadczeń i praktyk odnoszących człowieka do uznawanej przez niego rzeczywistości nadprzyrodzonej lub świętej.Ani jednego Boga.> Oczywiście zaraz może Pan zapytać, co znaczy "nadprzyrodzone", potem co znaczy "święte", następnie co znaczy "wierzenie", a na końcu zażądać zdefiniowania każdego słowa użytego w poprzedniej definicji. Można się tak bawić do końca życia.> Tyle że niczego to nie zmieni. Zmieni bardzo wiele. Proszę o wyjaśnienie słowa "nadprzyrodzony". Co Pan ma na myśli mówiąc, że coś (wedle czyjegoś mniemania) jest nadprzyrodzone? > Religie są realnymi zjawiskami społecznymi i historycznymi. Istnieją ludzie, którzy wykonują rytuały, budują świątynie, tworzą doktryny, uznają pewne teksty za święte, modlą się, składają ofiary i wierzą w istnienie istot oraz rzeczywistości, których istnienia nauka nie potwierdza.> To właśnie bada religioznawstwo.Używa Pan pojęcia "boga" (mówiąc: "wierzą w istnienie istot oraz rzeczywistości, których istnienia nauka nie potwierdza"). Prosiłem o określenie religioznawstwa bez użycia tego słowa. |
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52448 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? | . Panie Elaspie, teraz już naprawdę zaczynam rozumieć, gdzie tkwi błąd Pańskiego rozumowania. Pyta Pan: "Chrześcijanin wierzy, że kto lub co stworzył świat?" Odpowiedź jest bardzo prosta: chrześcijanin wierzy, że świat stworzył Bóg.To jest opis przekonania chrześcijanina, a nie moje twierdzenie o istnieniu Boga. Pan natomiast żąda ode mnie, abym jako religioznawca wyjaśnił, czym ten Bóg jest "naprawdę". Ale dlaczego miałbym to robić? To chrześcijanin twierdzi, że wie, czym jest Bóg. To teologowie od dwóch tysięcy lat opisują jego cechy. Ja mogę badać ich wypowiedzi, porównywać je i pytać, czy tworzą jakiekolwiek pojęcie nadające się do naukowego opisu rzeczywistości. Nie muszę najpierw sam zdefiniować Boga, aby opisać, że ktoś w Boga wierzy. Gdy piszę: "starożytni Egipcjanie uważali Słońce za boga", nie twierdzę ani że Słońce jest bogiem, ani że Egipcjanie uważali Słońce za pojęcie we własnych głowach. Opisuję ich przekonanie ich własnym językiem. I tu właśnie Pan robi rzecz zadziwiającą: żąda Pan, aby badacz, opisując cudze przekonanie, sam przyjął znaczenie i założenia tego przekonania. Nie. Historyk może napisać, że król uważał się za potomka boga, nie ustalając wcześniej naukowej definicji boga. Psychiatra może opisać pacjenta przekonanego, że rozmawia z istotą z innej galaktyki, nie ustalając wcześniej, czym ta istota jest i czy istnieje. Religioznawca może opisać chrześcijanina wierzącego, że Bóg stworzył świat, nie przyjmując, że słowo "Bóg" wskazuje jakikolwiek realny byt. Badam przekonanie człowieka. Nie muszę przyjmować ontologii zawartej w jego przekonaniu. I dlatego Pański zarzut: "Nie może Pan powiedzieć, że w religioznawstwie słowo «bóg» odnosi się jedynie do ludzkich pojęć i wyobrażeń" trafia w tezę, której nie postawiłem. Nie twierdzę, że chrześcijanin wierzy, iż jego własne wyobrażenie stworzyło świat. Twierdzę, że jego przekonanie o stworzeniu świata jest realnym faktem psychicznym i społecznym, niezależnie od tego, czy istnieje przedmiot tego przekonania. To rozróżnienie naprawdę nie jest skomplikowane. A teraz Pański następny zarzut: "Używa Pan pojęcia «boga» (mówiąc: «wierzą w istnienie istot oraz rzeczywistości, których istnienia nauka nie potwierdza»  ". Nie, Panie Elaspie. Nie użyłem pojęcia Boga. Napisałem dokładnie: "istot oraz rzeczywistości, których istnienia nauka nie potwierdza". Pan po prostu oznajmia, że to znaczy "Bóg", ponieważ potrzebuje Pan Boga w moim zdaniu, aby następnie wykazać, że nie potrafiłem go uniknąć. To już jest naprawdę osobliwa metoda argumentacji. Prosi mnie Pan o definicję bez słowa "Bóg". Podaję definicję bez słowa "Bóg". Wtedy Pan odpowiada, że wprawdzie słowa "Bóg" tam nie ma, ale inne słowa są tak naprawdę ukrytym słowem "Bóg". Tą metodą Pańskie żądanie jest z góry niemożliwe do spełnienia, ponieważ każde określenie religii może Pan po prostu ochrzcić mianem "ukrytego Boga". Pyta Pan także, co znaczy "nadprzyrodzone". Najprościej: nadprzyrodzone jest to, co w danym systemie wierzeń uznaje się za istniejące lub działające poza porządkiem przyrody opisywanym przez nauki przyrodnicze.Zwracam uwagę: "w danym systemie wierzeń uznaje się".Ja nie twierdzę, że istnieje jakaś rzeczywistość nadprzyrodzona. Opisuję, co za taką rzeczywistość uznają ludzie, których wierzenia badam. I właśnie w tym miejscu wracamy do Barbary Stanosz. Zgadzam się z nią, że zdanie: "Bóg istnieje" nie ma sensu jako twierdzenie naukowe o rzeczywistości, dopóki słowo "Bóg" nie zostanie wyposażone w znaczenie pozwalające ustalić, o jakim bycie mowa. Nie wynika z tego jednak, że religioznawca nie może napisać: "chrześcijanin wierzy, że Bóg istnieje". W pierwszym zdaniu ktoś twierdzi, że istnieje określony byt. W drugim opisuję fakt, że określony człowiek posiada określone przekonanie. Pan próbuje te dwa poziomy bezustannie zlepić, a potem ogłasza sprzeczność. Nie ma żadnej sprzeczności. Jest człowiek, jest jego przekonanie i jest słowo, którym ten człowiek opisuje przedmiot swojego przekonania. Wszystkie te rzeczy można badać. Czy poza nimi istnieje jeszcze realny byt nazwany "Bogiem"? Właśnie o to pytam od początku. I nadal nie otrzymałem nawet jego naukowej definicji. === www.racjon(*)m.php/z,0/d,0/s,960648#w960648. |
#40 1 na 1 | Elasp (6916 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? | > .> Panie Elaspie,> teraz już naprawdę zaczynam rozumieć, gdzie tkwi błąd Pańskiego rozumowania.> Pyta Pan:> "Chrześcijanin wierzy, że kto lub co stworzył świat?"> Odpowiedź jest bardzo prosta:> chrześcijanin wierzy, że świat stworzył Bóg.To jest opis przekonania chrześcijanina, a nie moje twierdzenie o istnieniu Boga.> Pan natomiast żąda ode mnie, abym jako religioznawca wyjaśnił, czym ten Bóg jest "naprawdę".> Ale dlaczego miałbym to robić?Nie żądam niczego takiego. > To chrześcijanin twierdzi, że wie, czym jest Bóg. To teologowie od dwóch tysięcy lat opisują jego cechy. Ja mogę badać ich wypowiedzi, porównywać je i pytać, czy tworzą jakiekolwiek pojęcie nadające się do naukowego opisu rzeczywistości.To prawda, ale proszę zwrócić uwagę, że według Stanosz ich usiłowania kończą się wypowiedziami pozbawionymi sensu. Nie ma więc czego i jak rozumieć. > Nie muszę najpierw sam zdefiniować Boga, aby opisać, że ktoś w Boga wierzy.> Gdy piszę:> "starożytni Egipcjanie uważali Słońce za boga",> nie twierdzę ani że Słońce jest bogiem, ani że Egipcjanie uważali Słońce za pojęcie we własnych głowach.> Opisuję ich przekonanie ich własnym językiem.Nie, właśnie nie opisuje Pan ich przekonania ich własnym językiem, jeżeli przyjmuje Pan, że bóg = pojęcie istoty najwyższej. > I tu właśnie Pan robi rzecz zadziwiającą: żąda Pan, aby badacz, opisując cudze przekonanie, sam przyjął znaczenie i założenia tego przekonania.> Nie.> Historyk może napisać, że król uważał się za potomka boga, nie ustalając wcześniej naukowej definicji boga. Psychiatra może opisać pacjenta przekonanego, że rozmawia z istotą z innej galaktyki, nie ustalając wcześniej, czym ta istota jest i czy istnieje. Religioznawca może opisać chrześcijanina wierzącego, że Bóg stworzył świat, nie przyjmując, że słowo "Bóg" wskazuje jakikolwiek realny byt.Musi przyjąć, że według chrześcijanina opisuje ono realny byt. Jeżeli więc chce odtworzyć myśl chrześcijanina, musi w tym odtworzeniu wziąć pojęcie Boga w znaczeniu, jakie nadaje mu chrześcijanin, a nie w jakimkolwiek innym (w tym własnym). Tymczasem Stanosz twierdzi, że w tym ("chrześcijańskim") znaczeniu słowo "Bóg" jest bezsensowne. Nie chodzi jej o to, że Bóg rozumiany po chrześcijańsku po prostu nie istnieje (że nie jest "realnym bytem"), tylko o to, że rozumienie chrześcijańskie nie jest żadnym rozumieniem, tylko nonsensem. Nie musi Pan sam przyjmować, dla odtworzenia poglądu chrześcijanina, że Bóg istnieje realnie, musi Pan jednak użyć (niejako w imieniu chrześcijanina) słowa "Bóg" w tym znaczeniu, jakie chrześcijanin mu nadał. Musi Pan odtworzyć to znaczenie (nawet jeżeli "Bóg" to nazwa pusta). Tymczasem dla Stanosz nie ma czego odtwarzać, bo chrześcijańska charakterystyka Boga jest charakterystyką pozorną i słowo "Bóg", jeżeli próbować rozumieć je po chrześcijańsku, jest niezrozumiałe. Nie można więc odtworzyć chrześcijańskiego "rozumienia" boga, bo nie tylko (i nie tyle) nie ma takiego boga, ale i nie ma takiego rozumienia. Dlatego twierdzę, że Stanosz unieważnia w ogóle badania religioznawcze. Na podobnej zasadzie, jeżeli chciałby Pan odtworzyć czyjś pogląd np. na samochód, pogląd wyrażony pod koniec wieku XIX, to nie może Pan "podłożyć", rekonstruując ten pogląd, własnego rozumienia samochodu. Musi przyjąć Pan, w odtworzeniu, to anachroniczne rozumienie, nawet jeżeli nie istniałby żaden samochód wyprodukowany pod koniec wieku XIX. Musi Pan to anachroniczne rozumienie wydobyć. Tymczasem Stanosz twierdzi, że w przypadku religii nie ma czego wydobywać, bo słowa tam są używane bez sensu. |
#41 2 na 2 | panTeista (6877 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? | > >Religie Abrahamowe przedstawiają Boga jako osobę dysponującą siłą fizyczną, a więc należącą do tego co poznawalne. Niemożność wykazania jego obecności świadczy że Bóg religii Abrahamowych nie ma desygnatu.. > Oznacza to jednak nie to, że religie te są w całości fałszywe, tylko że są przynajmniej częściowo fałszywe.. . Jak myślisz- dlaczego funkcjonariusze instytucji religijnych (papieże, biskupi, Magisterium Kościoła) nie zmieniają fałszywych części? Dlaczego powtarzają te doktryny które okazały się fałszywe, zamiast dokonać korekty? . |
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52448 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? | > Panie Elaspie,teraz już widzę podstawowy błąd całego Pańskiego wywodu. Ani prof. Barbara Stanosz, ani ja nie twierdzimy, że słowo "Bóg" nie ma żadnego znaczenia zawsze, wszędzie i dla wszystkich. To jest Pańska teza, nie nasza. Problem jest znacznie prostszy. Słowo "Bóg" nie ma określonego znaczenia w naukach przyrodniczych. Nie istnieje naukowa definicja Boga, która pozwalałaby ustalić, o jakim bycie mówimy, jakie ma on właściwości i po czym można rozpoznać jego istnienie lub nieistnienie. Dlatego zdanie: "Bóg istnieje" nie jest twierdzeniem naukowym. Nie wiadomo bowiem, co w języku nauk przyrodniczych miałoby istnieć. I właśnie na tym poziomie zgadzam się z prof. Stanosz. = Natomiast religioznawca zajmuje się czymś zupełnie innym. Bada, co słowo "Bóg" znaczy dla ludzi, którzy się nim posługują. Dla chrześcijanina Bóg ma określone znaczenia. Dla muzułmanina również. Inne znaczenia miały bóstwa dla starożytnego Egipcjanina, Greka czy Rzymianina. Religioznawca może te znaczenia odtwarzać, opisywać i porównywać. I robi to od dawna bez najmniejszego problemu. Może więc napisać: "Chrześcijanin wierzy, że Bóg stworzył świat". Nie dlatego, że sam wie, czym jest Bóg jako realnie istniejący byt. Wie natomiast, co chrześcijanin mówi, gdy używa tego słowa, jakie cechy przypisuje Bogu, jakie opowieści z nim wiąże i jakie znaczenie ma to pojęcie w jego religii. Pański cały wywód opiera się więc na pomieszaniu dwóch zupełnie różnych pytań: Co znaczy słowo "Bóg" dla człowieka wierzącego?oraz: Co znaczy słowo "Bóg" jako nazwa realnego bytu w naukowym opisie rzeczywistości?Na pierwsze pytanie religioznawstwo udziela tysięcy odpowiedzi. Na drugie nadal nie otrzymałem nawet naukowej definicji. Dlatego Pański argument, że stanowisko Stanosz "unieważnia religioznawstwo", trafia w pogląd, którego ani ona, ani ja nie głosimy. Religioznawcy spokojnie odtwarzają i opisują, jakie znaczenia mają Bóg, bogowie i cały świat nadprzyrodzony dla ludzi, którzy w nie wierzą. Nie wynika z tego, że te byty istnieją. Nie wynika nawet, że słowa używane do ich opisu mają znaczenie w języku nauk przyrodniczych. Wynika tylko tyle, że mają znaczenie dla wierzących. I to właśnie jest przedmiotem badania. Pański błąd polega więc na tym, że bierze Pan brak naukowego znaczenia słowa "Bóg" i zamienia go w brak jakiegokolwiek znaczenia tego słowa. A potem przez wiele stron wykazuje Pan absurd tezy, którą sam Pan stworzył. Może więc zamiast kolejnych rozważań o tym, czy religioznawstwo jest możliwe, wróćmy do pytania, od którego zaczęła się cała ta rozmowa: jaka jest naukowa definicja Boga?Bo właśnie na to pytanie nadal nie otrzymałem odpowiedzi. . |
| haish (2916 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? |
> jaka jest naukowa definicja Boga?Bo właśnie na to pytanie nadal nie otrzymałem odpowiedzi.Jest pan uparty jak osioł i ignoruje wszystko co nie jest materią którą można badać dzięki naukom przyrodniczym. Ale oprócz nauk przyrodniczych, są też nauki takie jak psychiatria i psychologia, neurologia, oraz lingwistyka i językoznawstwo. Różnica pomiędzy materią, a ty m co niematerialne nie jest problemem do ogarnięcia, a już szczególnie nie powinna stanowić problemu dla osób z tytułami naukowymi w jakiejkolwiek dziedzinie (dyplom zobowiązuje i i dyplom winien świadczyć o większej niż powszechna rozumności). Brak definicji BOGA jest skutkiem interesu łaciniackich dyplomowanych środowisk naukowych i łaciniackich teologów. W religii hebrajskiej i islamskiej nie istnieje problem definicji Boga. Rozumienie Boga przez człowieka jest wynikiem układów i interesów edukatorów z tytułami naukowymi. Czyli jedni udają, ze nie wiedzą, a pozostali nie wiedzą, bo nikt ich nie wyedukował aby sami byli w stanie ogarnąć temat. Sytuacja przypomina legendę o golemie( = idiocie) którego rabin 'ulepił' wymazując mu z wyrazu emet (prawda) pierwszą literę i taki wyedukowany przez rabina zamiast prawdy ma w głowie wyraz met (śmierć) [ ta smierć odnosi się do rozumu wyedukowanego]. Jakiekolwiek badania naukowe są możliwe tylko dzięki temu, że ludzkość jako jedyny gatunek jest podobna do JEDYNEGO BOGA dzięki rozumności. Ale co na ten temat mądrego może powiedzieć profesor od naukmo materii(przyrodniczych) - niewiele i najczęściej ignorancja takich osobników z dyplomami jest porażająca. |
| haish (2916 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? |
> jaka jest naukowa definicja Boga?Bo właśnie na to pytanie nadal nie otrzymałem odpowiedzi.Jest pan uparty jak osioł i ignoruje wszystko co nie jest materią którą można badać dzięki naukom przyrodniczym. Ale oprócz nauk przyrodniczych, są też nauki takie jak psychiatria i psychologia, neurologia, oraz lingwistyka i językoznawstwo. Różnica pomiędzy materią, a ty m co niematerialne nie jest problemem do ogarnięcia, a już szczególnie nie powinna stanowić problemu dla osób z tytułami naukowymi w jakiejkolwiek dziedzinie (dyplom zobowiązuje i i dyplom winien świadczyć o większej niż powszechna rozumności). Brak definicji BOGA jest skutkiem interesu łaciniackich dyplomowanych środowisk naukowych i łaciniackich teologów. W religii hebrajskiej i islamskiej nie istnieje problem definicji Boga. Rozumienie Boga przez człowieka jest wynikiem układów i interesów edukatorów z tytułami naukowymi. Czyli jedni udają, ze nie wiedzą, a pozostali nie wiedzą, bo nikt ich nie wyedukował aby sami byli w stanie ogarnąć temat. Sytuacja przypomina legendę o golemie( = idiocie) którego rabin 'ulepił' wymazując mu z wyrazu emet (prawda) pierwszą literę i taki wyedukowany przez rabina zamiast prawdy ma w głowie wyraz met (śmierć) [ ta smierć odnosi się do rozumu wyedukowanego]. Jakiekolwiek badania naukowe są możliwe tylko dzięki temu, że ludzkość jako jedyny gatunek jest podobna do JEDYNEGO BOGA dzięki rozumności. Ale co na ten temat mądrego może powiedzieć profesor od nauk o materii(przyrodniczych) - niewiele i najczęściej ignorancja takich osobników z dyplomami jest porażająca. Błedy poznawcze minionych pokoleń rozmaitych 'uczonych' i 'filozofów' w kwestii religii monoteistycznej stworzyły 'obraz Jedynego Boga' jako bytu wszystkomogącego i taki 'obraz' jest nadal przedstawiany przez religiantów i przez ateistów, którzy punktują wybrane absurdy jako nienaukowe i bezsensowne. Ci ateiści jednocześnie jak 'diabeł świnconej wody' unikają merytorycznych konkretów, które wykazują ich ignorancję niematerialnej 'ludzkiej rozumności'. Jak na ironię ateiści w swoich wywodach posługują się czymś co sami nazywają ROZUM. Zaś w kwestji tematu wątku, - ludzkość jest powszechnie wyedukoana aby relatywizować rzeczywistość. W efekcie niemal wszyscy zyją w jakiś sposób bardziej lub mniej we własnej bańce, łącząc i godząc wiele przeciwstawieństw. W takim świecie różni mądralińscy zadają pytanie o związek między ludzkimi tragediami wynikającymi najczęsciej z ludzkiej głupoty, ale takiej której głupcy nie są w stanie pojąć i przerzucamiem odpowiedzialności na Rozumnego Boga. Swiat jest jaki jest i praw matki natury nie da się zmienić, były i bedą choroby, wady genetyczne. Kto się narodzi to bedzie musiał umrzeć i.t.d. Dzięki rozumności gatunek ludzki rozwija cywilizację i nauki wszelkie - efektem tego jest znaczący postęp w naukach medycznych i komfort oraz jakość życia cywilizowanego homo sapiens(człowieka rozumnego) jest na bardzo wysokom poziomie w stosunku do momentu gdy gatunek ludzki przygodę z rozumnością zaczynał. Tak jest we wszystkich dziedzinach życia. Jedyny Bóg jest 'wieczny' - rozumieć przez to należy, że jako byt istnieje nieprzerwanie w kolejnych ludzkich pokoleniach od momentu pierwszej iskry rozumności w umyśle gatunku ludzkiego. Dzięki rozumności człowiek kształtuje w jakimś stopniu matkę naturę i czyni to coraz lepiej z pokolenia na pokolenie. Rozum ma to do siebie, że nie pochodzi z genów i nie da się go odziedziczyć, aby być rozumnym konieczna jest edukacja. W języku hebrajskim eduk znaczy dosłownie upobożnianie. |
#45 1 na 1 | Elasp (6916 punktów) | Odp: Czy można pogodzić wiarę w Boga z ludzkimi tragediami? |
> Jak myślisz- dlaczego funkcjonariusze instytucji religijnych (papieże, biskupi, Magisterium Kościoła) nie zmieniają fałszywych części? Dlaczego powtarzają te doktryny które okazały się fałszywe, zamiast dokonać korekty?> .Uważam, że sądzą, że ta zmiana obniżyłaby ich autorytet, a przez to zagrażałaby istnieniu instytucji, do której należą. Każda zaś instytucja, jeżeli już powstanie, stara się kontynuować własne istnienie. |
1 2 3 4 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|