Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
180.440.286 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7340 tekstów. Zajęłyby one 28964 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 2570 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Technologia, w wielu znaczeniach, jest najwyższą ekspresją ludzkości.
 Czytelnia i książki » Powiastki fantastyczno-teolog.

Zakład czyli minimalne zło [1]
Autor tekstu:

Podczas siódmego dnia, gdy Bóg odpoczywał po trudzie stworzenia, podszedł do niego archanioł Szatan i mówi:

— Słyszałem, że dałeś Panie ludziom wolną wolę? — Oczywiście, że dałem! — odpowiada Bóg z prostotą. — Przecież niepotrzebni mi są niewolnicy, prawda? Szatan kiwa głową, iż zgadza się całkowicie z tym poglądem. — A więc ci, którzy będą chcieli się od ciebie odwrócić nie zostaną ukarani, czy tak? - pyta. — Oczywiście … że zostaną! — odpowiada Bóg. — Nie rozumiem Panie!… Zatem, nie dałeś im wolnej woli? — pyta niepewnie archanioł. Bóg odpowiada zniecierpliwiony: — Oczywiście, że dałem! jak możesz w to wątpić Luciferusie?!

— Ale wolna wola będzie tylko wtedy, kiedy ludzie będą wiedzieć, iż jeśli nawet cię odrzucą, nie zostaną ukarani!… Tak to widzę,… A jak to wygląda według ciebie Panie? — pyta Boga.

— Normalnie!… Mogą wierzyć, a mogą też nie wierzyć we mnie! — A więc jeśli nie uwierzą — nie ukarzesz ich?

— Oczywiście… że ukarzę! — odpowiada Bóg i dodaje: — Tak samo jak nagrodzę tych, którzy uwierzą we mnie!… Czy to nie jest sprawiedliwe?… Gdybym nie karał odstępców, nie mógłbym nagradzać wiernych mi, czyż nie? — pyta Bóg na koniec, a Szatan dziwi się niezmiernie: — Czemu nie?… Według jakiej logiki to wywiodłeś, Panie? - Według swojej!… powiedziałem, że nie, to nie!… Zrozumiałeś?! — spytał groźnie Szatana.

— Skoro tak to Panie widzisz?… — zaczął archanioł, ale Bóg uciął krótko: — Właśnie tak to widzę!… A według ciebie inaczej powinienem postąpić?

Szatan patrzy z niedowierzaniem na Boga, a potem mówi nieśmiało: — Wydaje mi się, że tak… — Ciekawym jak?!… Możesz mnie oświecić? — pyta Bóg zgryźliwie. Szatan namyśla się chwilę, a potem mówi odważnie: — Tak, abyś naprawdę zezwolił na zrealizowanie wolnej woli, danej człowiekowi… a więc nie tylko nagroda i kara, ale również neutralność… — Co takiego? — pyta Bóg, jakby nie rozumiał znaczenia tego słowa. — Neutralność!… Jest to odpowiednik obojętności; z jednej strony miłość, na przeciwnym końcu — nienawiść, a pośrodku tych stanów emocjonalnych właśnie obojętność.

Czyli: wierzących w ciebie nagradzasz, niewierzących lub ubliżających ci — karzesz,... ale jeszcze powinna być strefa neutralna, dla obojętnych czyli wątpiących, błądzących, poszukujących, niezdecydowanych, a więc tych wszystkich, którzy nie są z tobą, ale też i nie występują przeciwko tobie, Panie — Też coś! — obruszył się Bóg: — Ty wiesz, ilu korzystałoby z tej furtki?! — spytał. — A niech korzystają! Przecież sam powiedziałeś Panie, iż nie potrzebni ci są niewolnicy, prawda? — Oczywiście, że niepotrzebni!… Ale jednak… Nie! ... To głupi pomysł!… Zbyt wielu utraciłbym wyznawców!… Człowiek musi wiedzieć, iż czeka go nagroda lub kara — od niego tylko zależy, co wybierze! — podkreślił to zdecydowanym gestem ręki.

Archanioł przyglądał się Bogu z dziwną miną.

— Zatem nie dałeś Panie ludziom prawdziwej wolnej woli, ale tylko jej pozory — stwierdził wolno. — Gadanie! — prychnął Bóg. — Przecież mają wybór, czyż nie? — uśmiechnął się złośliwie. - Jest to taki wybór, który nie pozostawia im możliwości wyboru; wiadomo, iż każdy będzie wolał wybrać niebo niż piekło.. — I o to właśnie chodzi! — stwierdził Bóg szczerze. — Dla ich własnego dobra, zresztą! — dodał szybko.

Szatan pokiwał wolno głową.

— Boisz się Panie zaryzykować jednak, dać ludziom prawdziwą wolną wolę, taką bez straszenia wiecznymi mękami piekielnymi w razie odstępstwa… — Było bardziej stwierdzenie, niż pytanie. — Oczywiście, że nie! - odparował to Bóg szybko. — A więc, co?… Dasz im Panie tę wolną strefę neutralną? — spytał archanioł patrząc Bogu w oczy. Ale Bóg unikał jego wzroku. — Oczywiście,… że nie!… Nie ma takiej potrzeby!… przynajmniej na razie — odparł, wykonując nieokreślony gest dłonią. — No cóż… jeśli nie będzie przeszkadzać ci, Panie, świadomość, że większość ludzi wierzyć będzie w ciebie ze strachu przed tą straszną karą, która czeka ich w razie odstępstwa lub niewiary… zawiesił głos nie kończąc.

Bóg poderwał się jak spięty ostrogą. — Zaraz!… zaraz!… co przez to rozumiesz? — spytał marszcząc groźnie brwi. Ale Szatan nie przestraszył się marsowej miny Boga i odparł śmiało: — To proste; jeśli tego Panie nie zmienisz, ludzie będą ci służyć jedynie dlatego, iż będą się ciebie bali!… Ewentualnie dla korzyści jakie im służenie tobie przyniesie!… Ich uczynki moralne będą miały z moralnością mało wspólnego, bo zgadzamy się chyba obaj co do tego, że moralność musi iść w parze z wolnym wyborem, prawda?… że muszą wypływać z wewnętrznego przekonania a nie z zewnętrznego przymusu, czyż mylę się Panie? — Bóg wykonał nieokreślony gest dłonią, który mógł od biedy oznaczać: — W zasadzie masz rację, Luciferusie… — Więc archanioł kończył swą myśl: — Dlatego według mnie, największą głupotą i obłudą zarazem jest wszelki przymus w dziedzinie wiary i moralności. Mógłbym z powodzeniem udowodnić ci Panie, że takie potraktowanie tej sprawy, więcej przyniesie z czasem szkody, niż pożytku!

Bóg spojrzał na niego podejrzliwie. — Co masz na myśli?

— Mam na myśli to, że gdybym uświadomił ludziom, iż ta ich wolna wola jest tylko pustym frazesem, a w rzeczywistości chodzi zawsze o ślepe posłuszeństwo — odwróciliby się od ciebie nie mogąc znieść myśli, że ich oszukałeś w gruncie rzeczy, Panie...

Archanioł przerwał swój wywód i spojrzał na Boga takim wzrokiem, jakby przyszło mu w tym momencie na myśl coś arcyciekawego i zabawnego zarazem. W jego oczach zapaliły się tajemnicze iskierki przekory. Przełknął z wrażenia ślinę i dokończył: — Jeśli tylko dasz mi szansę Panie, udowodnię ci to i doprowadzę do tego, że wszyscy ludzie na ziemi odwrócą się od ciebie!

Bóg patrzy na Szatana dziwnym wzrokiem, a potem wybucha śmiechem. A gdy już się trochę uspokoił, mówi: — Za chudy jesteś w uszach, Luciferusie! — i klepie archanioła w plecy.

— A jednak jestem pewien, iż mogę tego dokonać! — upiera się przy swoim Szatan. — Tego, że wszyscy ludzie na ziemi odwrócą się ode mnie? - upewnia się Bóg ze zgryźliwym uśmiechem.

— Tak Panie!… Wszyscy ludzie na ziemi! — konkretyzuje Szatan, podkreślając to zdecydowanym gestem ręki.

Bóg przestaje się śmiać i mówi: — Jeśliś taki pewnym swego, to może się założymy? — Czemu nie?… Bardzo chętnie… — odpowiada Szatan.

Bóg przygląda mu się z niedowierzaniem.

— Ale zdajesz sobie sprawę, że jak przegrasz to ukarzę cię przykładnie? — pyta. Archanioł kiwa głową. Widać, że jest zdecydowany na wszystko.

— I mimo tego, nie boisz się założyć ze mną?

— Nie, Panie! — odpowiada krótko Szatan, odważnie patrząc Bogu w oczy. Ten kręci głową z podziwem: — No!… no!.. nie brak ci tupetu, doprawdy!… ile potrzebujesz czasu, aby mi to udowodnić? — pyta a Szatan rozkłada ręce.

— Ty Panie zadecyduj! — Bóg uśmiecha się dziwnie, patrząc spod nastroszonych brwi i po chwili namysłu mówi: — Czy 6000 lat ci wystarczy?

— Po co aż tyle?!… Jesteś Panie nadzwyczaj wspaniałomyślny! - Archanioł uśmiecha się zagadkowo i dodaje:

— A więc od dziś w nieprzekraczalnym terminie 6000 lat, czy tak?

— Tak! Dokładnie tak! — przytakuje Bóg. — Zatem czas liczymy od dnia dzisiejszego? — upewnia się Szatan. Bóg zniecierpliwiony potrząsa głową.

— Tak! Od dzisiaj!… Czy chcesz zmienić warunki? — pyta z drwiną w głosie. — Nie, Panie!… Chciałem się tylko upewnić, czy dobrze zrozumiałem. Skoro od tego może zależeć czy będę ukarany, czy nie, lepiej mieć pewność!… A więc licząc od dnia dzisiejszego, w nieprzekraczalnym terminie 6000 lat, mam udowodnić ci, iż odwrócę od ciebie wszystkich ludzi na ziemi,… zgadza się?

— W rzeczy samej — odpowiada Bóg, zirytowany tą skrupulatnością Szatana.

— A więc przecinamy? — podali sobie dłonie i przecięli. — Pamiętaj — nie uda ci się — zostaniesz ukarany! — dodaje Bóg odchodząc.

— A jak mi się uda? — pyta Szatan. Bóg już z daleka śmieje się w głos i woła: — Wiesz, to jest tak mało prawdopodobne, iż nie zawracajmy sobie głowy nagrodą, na razie!

Archanioł patrzy za nim z nieodgadnioną miną i mruczy pod nosem: — Zobaczymy… zobaczymy… — a potem odwraca się na pięcie i również odchodzi.

Minęło parę dni w czasie których nic się nie działo, aż gdzieś tak pod koniec tygodnia przychodzi do Boga archanioł Szatan i oznajmia: - Panie, chciałem ci zakomunikować, że właśnie wygrałem zakład — mówi to spokojnie, ale jego mina przeczy temu całkowicie; Widać, że mało nie pęknie z rozpierającej go dumy i radości. Bóg podchodzi do niego i pyta zdumiony:

— Coś ty powiedział?!… czy ja dobrze słyszałem?... Wygrałeś zakład?… Jak to?! — wpatruje się w Szatana podejrzliwym wzrokiem, lecz ten potwierdza:

— Tak Panie! Nie przesłyszałeś się,… Wygrałem zakład! — powtarza nieco głośniej, ręce splótłszy na piersiach, bezczelnym wzrokiem wpatruje się w Boga. Ten unosi brwi w niebotycznym zdumieniu i jednocześnie rozkładając ręce, mówi wolno: — Ale przecież miałeś odwrócić ode mnie wszystkich ludzi na ziemi! — kładąc nacisk na słowo „wszystkich".

Archanioł uśmiecha się tajemniczo. — Wiem Panie! Właśnie to zrobiłem; Skusiłem Adama i Ewę, posłuchali mnie i zjedli zakazany owoc — tym samym odwrócili się od ciebie… A ponieważ więcej ludzi aktualnie na ziemi nie ma, wyznaczony czas 6000 lat również nie został przekroczony — spełniłem więc warunki zakładu dokładnie, czyż nie? — z chytrym uśmiechem wpatruje się w oblicze Stwórcy, które na przemian to czerwienieje, to blednie. W końcu odzywa się, patrząc na Szatana nieobecnym wzrokiem:

— No, ale dałem ci przecież na to 6000 lat… -

-Wiem Panie!… Po prostu byłeś zbyt wspaniałomyślny! — odpowiada archanioł śmiejąc się. — Ale to nieuczciwe… Dałem ci na to 6000 lat czasu… — powtarza z uporem Bóg.


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Fałszywka Boga czyli wygnanie z Raju
Zbawiciel


« Powiastki fantastyczno-teolog.   (Publikacja: 01-07-2003 Ostatnia zmiana: 06-09-2003)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Lucjan Ferus
Autor opowiadań fantastyczno-teologicznych. Na stałe mieszka w małej podłódzkiej miejscowości. Zawód: artysta rękodzielnik w zakresie rzeźbiarstwa w drewnie (snycerstwo).

 Liczba tekstów na portalu: 130  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Słabość ateizmu
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 2526 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365