Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
179.237.519 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7340 tekstów. Zajęłyby one 28964 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 2224 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, a którego cele są wzorowane na naszych własnych - krótko mówiąc, Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. Ani też nie wierzę w przeżycie przez jednostkę śmierci jej ciała, chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu".
« Państwo i polityka  
Republika Jezuicka w Paragwaju: utopia czy ziemski raj [3]
Autor tekstu:

Czynnikiem przeciwdziałającym rozrodczości był sposób naliczania podatku królewskiego — w oparciu o spisy ludności. Jezuici nie ukrywali żalu wobec króla „o niesprawiedliwe traktowanie", mimo iż stosowali się do litery prawa, posądzano ich nieustannie o finansowe „machloje" wobec dworu. Najbardziej zaciętymi oskarżycielami byli hierarchowie z Asuncion czy Buenos Aires, których przecież omijała dziesięcina z Misji.

Pod troskliwym okiem mnichów, wolny naród Guarani rozmnażał się chętnie i z własnej woli. Już sam ten fakt wydaje się przeczyć rozpowszechnianej w literaturze marksistowskiej tezie o manipulowaniu Indianami. Ludzie żyli bezpiecznie, w atmosferze miłości, wzajemnego szacunku ze strony swoich opiekunów, znajdując w razie trosk oparcie w życzliwości ludzkiej i silnej wierze w Boga. W takich warunkach powstawało i rozwijało się to unikalne w skali globu społeczeństwo i państwo. Nie znaczy to, że osiągnięto ziemski ideał a „królestwo szczęśliwości" trwać miało wiecznie.

O przystąpieniu do redukcji decydował „Starszy" czyli indiański kacyk, który tradycyjnie miał więcej władzy, kierował dzielnicami i grupami. W każdym osiedlu ilość kacyków nie przekraczała 50, przy średniej 20-25 tys. mieszkańców „osiedla". Pod koniec istnienia redukcji pośród „tenientes" czyli przedstawicieli średniego szczebla administracyjnego tylko kilka procent stanowili potomkowie kasty kacyków. Podstawową instytucją kadrową były wybory! Wszystkie funkcje publiczne pochodziły z demokratycznego głosowania, które odbywało się raz na rok, w Nowy Rok. Ustępujące Rady sporządzały listy kandydatów, które zatwierdzali zakonnicy. Była to raczej formalność, gdyż rzadko kiedy poddawano w wątpliwość „wolę ludu". Nie istniały partie polityczne, stronnictwa, dysydenci. Nigdy nie zaobserwowano jakichkolwiek wystąpień „antykomunistycznych" czy chociażby zmiany form posiadania. Mimo iż Indianie na każdym kroku stykali się z prywatną, indywidualną formą własności nigdy nie zakwestionowali „form uspołecznionych". Mianowaniu podlegali jedynie wojskowi, urzędnicy polityczni, organista oraz kościelny. Każde osiedle stanowiło osobny, autonomiczny twór połączony dobrowolnie z Republiką. Zakonnicy w proces administracyjny nie ingerowali, co najwyżej służyli radą. Byli przywódcami duchowymi państwa. Władza znajdowała się, jeśli nie w rękach ludu, to na pewno blisko ludu. Osiągano to chociażby poprzez instytucję zebrań otwartych; w większości posiedzeń gabinetów uczestniczyć mógł każdy chętny.

Proboszcz czy superior Zgromadzenia byli wykładnią prawa i instytucją odwoławczą. Oto jaki pisał jeden z zakonników: „(...) Sumienie zastępowało ustawy, kodeks cywilny nie istniał, bo Indianie nie znali pojęcia własności!". Policja utrzymywała porządek profilaktyką, a nie represjami. Na wszelki wypadek zabronione były nocne wyjścia z domu.

Przewinienia, występki — naturalnie, zdarzały się. Każde wykroczenie czy zbrodnię, które należały do rzadkości, badano skrupulatnie. Wykroczenia odnosiły się przeważnie wobec stosunku do pracy, zaś karą było napomnienie ze strony społeczności lub mnichów. Kary wszak były łagodne. Spowodowało to po pewnym czasie...całkowity zanik przestępczości! Tenże sam mnich pisze: "(...) Nie było przestępstw, które wymagałyby stosowania kar sroższych aniżeli modlitwa, post, a niekiedy tylko chłosta (...)".

Zbrodnie zdarzające się w początkowym okresie karane były bezterminowym aresztem, który z czasem ograniczono do 10 lat. Zbrodniarzy zsyłano niekiedy do sąsiednich osiedli. System penitencjarny był łagodny, toteż wszyscy poddawali się wyrokom z pokorą i spokojem. Przestępstwa kobiet, dla lepszego zrozumienia motywów, osądzały kobiety. Skazane przebywały w Domu Wdów skąd mogły w każdej chwili wychodzić. Taki to był jezuicki despotyzm, o którym pisał był, zionący nienawiścią do kleru i Kościoła, Paul Lafargue...zięć Karola Marksa oraz sowiecki historyk Paragwaju M. Alperowicz.

7.

Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.argentrip.com/e/misiones/edermisiones4.htmPomimo zachłanności kolonistów, darmowej ziemi, sprzyjającego klimatu, a zwłaszcza żyznej — zasobnej w żelazo (stąd jej określenie: tierra colorada - czerwona ziemia) i sole mineralne — gleby, rolnictwo w dorzeczu Parany i Paraguay było prymitywne i słabo wydajne. Jezuici zastali tu karłowate uprawy manioku, ziemniaków i kukurydzy. Wkrótce jednak sprowadzili z Madrytu specjalistów agronomów, wykorzystując do rozwoju „misyjnych" gospodarstw najnowsze zdobycze ówczesnej agrotechniki. W ciągu zaledwie pięciu lat udało się podnieść wydajność gruntów i liczebność stad kilkakrotnie, zaspokajając w pełni potrzeby żywnościowe obywateli Republiki. Świeży chleb i mięso zjawiały się na stołach Indian częściej, niż dzieje się to dzisiaj, we współczesnym Paragwaju. Uprawiano ponadto tytoń i yerba mate, znaną w Polsce pod nazwą „herbata jezuicka". Uprawa yerba mate jest do dzisiaj podstawą bogactwa Misiones i południa Parany.
Pod okiem jezuitów rozwinęło się przetwórstwo drewna, a wytwarzane zeń wyroby: meble, łodzie, instrumenty muzyczne cieszyły się sławą na całym kontynencie. Pod koniec XVII wieku, nie mający nawet dostępu do morza Paragwaj, a ściślej Republika Jezuicka, wodował na Paranie większe statki niż te, do których budowania zdolne były stocznie...brytyjskie! Badacze dziejów misji podkreślają zgodnie niebywałe wprost talenty artystyczne Indian. Rozbudzenie umiejętności grania na instrumentach, komponowania, śpiewu zawdzięczać można dobrze prowadzonej przez jezuitów „polityce kulturalnej". Dzięki utrzymywaniu wysokiego prestiżu rzemiosł artystycznych rozwinęło się ponadto tkactwo, snycerstwo, garncarstwo. Garbarnie dostarczały skór, olejarnie tłuszczów, rozwinięte było ludwisarstwo, przemysł cukrowy i cegielnie. Bujnie rozrastały się zakłady jubilerskie, pracownie ślusarzy, cieślów, piekarnie, szwalnie, a nawet warsztaty zegarmistrzowskie. Produkcja dewocjonaliów osiągnęła poziom porównywalny z europejskim.

Pierwszą drukarnię założono tam w połowie XVII wieku , wydawano w niej głównie książki w języku guarani. Kwitło życie umysłowe i kulturalne. Okazało się, że Guaranowie są niedościgłymi mistrzami muzycznymi; powstały chóry, orkiestry, zespoły muzyczne i taneczne. Rozwijało się malarstwo, rzeźba, sztuki plastyczne. O poziomie kunsztu ówczesnych artystów świadczą freski i płaskorzeźby „misyjnych" świątyń i kaplic.

Wszystko to miało miejsce w systemie, w którym własność prywatna nie istniała, gdzie wszystko było wspólne, wspólnie też decydowano o przeznaczeniu rzeczy. Członkowie wspólnoty czuli współodpowiedzialność za jej stan i byt, gdyż mieli z tego nie tylko wspólne, lecz także indywidualne korzyści.

8.

Sielanka nie trwała długo. Po trwającej przez mniej więcej dwa pokolenia euforii i dynamicznym rozwoju, zainteresowanie dobrami materialnymi, inicjatywa oddolna, odpowiedzialność czy nawet instynkt posiadania u Indian praktycznie zanikły. Co gorsza, znikła jakże charakterystyczna u homo sapiens chęć bycia lepszym, innym, konkurencyjnym; indywidualizm. Ludziom przestało na czymkolwiek zależeć, a już najmniej na posiadaniu, na własności. Jezuici obojętność tę dostrzegli, ale jakby początkowo zbagatelizowali. Kiedy uświadomili sobie jej znaczenie było już za późno. Stworzony przez nich system „bodźców materialnych", wobec braku jakiegokolwiek zainteresowania tym, co materialne nie zadziałał. Zjawisko obojętności, marazmu zaczęło się niepokojąco pogłębiać. Nadawana Indianom w formie zachęty do dobrej pracy (lub w nagrodę) ziemia leżała odłogiem. Później nawet jej Indianie przyjmować nie chcieli. Analogia do sytuacji panującej pod koniec istnienia ZSRR sama ciśnie się pod pióro. Zarówno Guarani, jak i „homo sovieticus" nie przywykli byli do posiadania czegokolwiek. Nie mieli takiej potrzeby. Nie potrafili się bogacić, nie widzieli w tym sensu, przyjemności.

Dopóki na zewnątrz sprawy układały się pomyślnie Republika miała się dobrze. Na jakiś czas zrezygnowano nawet z systemu bodźców, uznawszy, że skoro obywatele osiągnęli „wyższy szczebel świadomości społecznej", to po co istniejące status quo zmieniać, kiedy jednak pojawiły się trudności, zagrożenia brak owego instynktu i chęci walki o swoje okazały się dla Republiki Guarani zgubne.

Lata poczucia bezpieczeństwa, nie tylko zabiły instynkt posiadania, ale co gorsze doprowadziły do stępienia czujności wobec zagrożeń z zewnątrz. Wróg, który w swej zachłanności zamierzał pozbawić ludzi czegoś, co w gruncie rzeczy do nich nie należało, nie był traktowany jak wróg. Nie rozumiano bowiem znaczenia pojęcia zachłanności. Wynaturzeniu uległa zaradność. Przez tyle lat nie potrzebna im była przedsiębiorczość, toteż w sytuacji, gdy stała się ona koniecznością nie potrafili sobie z nią poradzić. Ujawniło się to pod koniec istnienia „misji", gdy zmasowany atak dotknął nie tylko republikę i jej obywateli, lecz także samych jezuitów. Republika Guarani była bodajże pierwszym państwem na Ziemi, którego obywatele byli syci, odziani, mieli dach nad głową — tyle, że wszyscy, w równej obfitości, bez wykazania jakiejś indywidualnej inicjatywy. Nigdy wcześniej, ani później, nie zapewniono ludziom takiej „sprawiedliwości".

Kto wie, jak potoczyłyby się losy tego państwa, gdyby tak prędko ono nie upadło — wzdycha ks. Napieralski. Uważa on, że przyczyną upadku była zawiść otoczenia, wrogość tych, dla których państwo jezuickie było wyrzutem sumienia. Ja twierdzę, że koniec był mimo wszystko nieuchronny. Republika Guarani nie doczekała się rzetelnej i obiektywnej krytyki; zarówno marksiści, jak i jej apologeci, ze strony Kościoła, nie są obiektywni; wnioski jednych i drugich są w zbyt dużym stopniu emocjonalne, w zbyt małym racjonalne. Dopóki istniał ZSRR marksiści źródeł upadku „republiki" dopatrywali w nadmiernej religijności, sakralizacji obyczajów i chciwości mnichów. Wspomniany tu prof. Alperowicz przyczyn upadku upatruje w nadmiernej transcendencji oraz zachłanności mnichów. Zapomina o tym, że pozbawiona transcendencji jego komunistyczna ojczyzna, ZSRR, zanim rozpadła się z hukiem, ratowała się jak mogła właśnie wymyślaniem własnej transcendencji; bo czymże innym był kult jednostki, dyktatura proletariatu, kierownicza rola partii i inne bożki komunizmu. Alperowicz, który analizował również dzieje innej, wzorowanej na redukcjach, lecz pozbawionej transcendencji, sekularnej republiki paragwajskiej, jaką był okres dyktatury dr. Francii powinien rozumieć, że zarówno reżym prezydenta Francii, jak i reżym sowiecki ZSRR utrzymałyby się znacznie dłużej, gdyby z większym szacunkiem odnosiły się do Boga i religii. Transcendentny system wartości chroniłby bowiem system polityczny przed głupotą, egoizmem i brutalnością jego aparatczyków. Dzisiaj wiadomo, że również komunizm odreligijniony musi skończyć się fiaskiem.


1 2 3 4 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Kandyd w Republice Jezuickiej w Paragwaju
Tortury i ich rola w postępowaniu dowodowym o czary

 Zobacz komentarze (2)..   


« Państwo i polityka   (Publikacja: 28-09-2004 Ostatnia zmiana: 16-06-2005)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jan M. Fijor
Ekonomista; publicysta "Wprost", "Najwyższego Czasu", "Życia Warszawy", "Finansisty" i prasy polonijnej; wydawca (Fijorr Publishing). Były doradca finansowy Metropolitan Life Insurance Co. Ekspert w dziedzinie amerykańskich stosunków społeczno-politycznych. Autor dwóch książek: "Imperium absurdu" i "Metody zdobywania klienta, czyli jak osiągnąć sukces w sprzedaży".

 Liczba tekstów na portalu: 36  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Keynes i jego ludzie
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3646 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365