Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
181.418.074 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7340 tekstów. Zajęłyby one 28964 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 2872 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Co dzień rośnie we mnie przekonanie, że chrześcijaństwo, w każdym razie w jego dotychczasowej postaci i interpretacji, dobiega na Zachodzie końca"
 Nauka » Biologia » Antropologia » Nauki o zachowaniu i mózgu » Psychologia ewolucyjna

Ewolucja inteligencji [2]
Autor tekstu:

Gdzieś do połowy lat siedemdziesiątych problem anomalnych rozmiarów ludzkiego mózgu zajmował głównie antropologów i archeologów. Czuli się oni całkowicie usatysfakcjonowani wyjaśnieniem, że wyjątkowość ludzkiego gatunku polega na tym, iż jako jedyni posługujemy się narzędziami. Wytwarzanie i używanie narzędzi, rozumowali zwolennicy koncepcji homo faber, wymaga inteligencji, ale też sprawność w tej sztuce ma oczywistą adaptacyjną wartość. Lepszy rzemieślnik może utrzymać i wychować więcej dzieci niż kiepski, a dzieci te mogą dalej doskonalić używane przez rodzica narzędzia. Niestety, w miarę jak rosła nasza wiedza o prahistorii, hipoteza ta stawała się coraz mniej przekonywająca. Pierwsze bardzo proste kamienne narzędzia pojawiły się 2,5 miliona lat temu i były używane przez żyjącego w Afryce Homo habilis. Przez następny milion lat jednak, zamiast podlegać doskonaleniu i urozmaiceniu, stawały się one — wręcz przeciwnie — coraz bardziej standardowe. Kędy na scenę wkroczył Homo erectus, wraz z nim pojawiły się też nowe narzędzia, między innymi kamienny topór, lecz znowu przez milion lat z górą ich technologia nie uległa istotniejszemu udoskonaleniu. Ta technologiczna stagnacja jest raczej kiepskim świadectwem inteligentnej inżynierii, tym bardziej rozczarowującym, że — jak się tymczasem okazało — także niektóre zwierzęta (szczególnie szympansy) potrafią posługiwać się prostymi narzędziami, a mimo to ich gatunki nie stworzyły wielkich cywilizacji. Postęp w dziedzinie produkcji narzędzi przez człowieka uległ gwałtownemu przyspieszeniu dopiero około 200 tysięcy lat temu. Jednakże nasze mózgi, które zaczęły się szybko powiększać przed trzema milionami lat, miały już w tym czasie rozmiar bliski współczesnemu.

Kiedy teoria człowieka — wytwórcy narzędzi — została zdezawuowana, jej miejsce zajęła hipoteza, zgodnie z którą ludzka inteligencja ujawniła swą adaptacyjną przydatność, gdy prehistoryczni ludzie zajęli się myślistwem, by wzbogacić swą dotychczas głównie wegetariańską dietę. W swej prostej wersji, sformułowanej przez Raymonda Darta, głosiła ona, że polowanie wymagało inteligencji, co mogło stanowić źródło selekcyjnej presji prowadzącej do wzrostu objętości mózgu. Koncepcja ta jednak ma podobne słabości jak hipoteza „narzędziowa". W końcu wilki, lwy czy lamparty też są znakomitymi myśliwymi… Pewne bardziej wyrafinowane warianty tej hipotezy zasługują jednak na uwagę.

Logicznym problemem, z jakim muszą się uporać badacze ewolucji mózgu, jest oczywista absurdalność koncepcji, że mózg ludzki zaczął się rozwijać błyskawicznie (w ewolucyjnej skali czasu) przed trzema milionami lat — po to, by w końcu XX wieku człowiek mógł wylądować na Księżycu. Przyczyna nie ma prawa wyprzedzać skutku. A jednak nasz mózg okazuje się wyjątkowo przydatny przy rozwiązywaniu zadań, przed którymi nasz paleolityczny przodek nie miał w żadnych okolicznościach szansy stanąć. Tę logiczną przeszkodę można obejść, tak jak to uczynił polski naukowiec i autor fantastyki naukowej Konrad Fiałkowski, który twierdził, że udoskonalenie inteligencji wcale nie było zamierzonym celem ewolucji mózgu, lecz stanowiło jedynie jej uboczny produkt. Według hipotezy Fiałkowskiego, który odwoływał się do tzw. idei preadaptacji, przyczyną ewolucyjnego wzrostu ludzkiego mózgu była konieczność skutecznego jego chłodzenia w czasie długotrwałych pogoni podczas polowań na grubą zwierzynę. Nieco podobna jest teoria amerykańskiego neurofizjologa Williama Calvina, zdaniem którego umiejętnością, jaką musiał rozwinąć prehistoryczny człowiek, by stać się skutecznym myśliwym, była zdolność celnego rzucania kamieni czy dzidy do poruszających się celów. Wymaga to wysoce rozwiniętego aparatu neuronalnego: konieczna jest koordynacja informacji wzrokowej z mięśniami i umiejętność kalkulacji trajektorii pocisku, a wszystko to mózg musi wykonać w ułamku sekundy. Tak pobudzony do wzrostu mózg jest przez większość czasu bezczynny i — jeśli można tak rzec -z nudów zaczyna zajmować się cyzelowaniem inteligencji.

Wspomniane dotychczas teorie ewolucji mózgu — jako narządu przydatnego dla człowieka-rzemieślnika lub człowieka-myśliwego — są utrzymane w duchu ortodoksyjnego darwinizmu. Odwołują się one do koncepcji doboru naturalnego i przetrwania osobników najlepiej przystosowanych do walki o byt przez pracę lub łowy. Ta tradycyjna wizja naszego dalekiego przodka walczącego z szablozębnymi tygrysami lub ścigającego mamuty przez europejską tundrę epoki lodowcowej jest bardzo odległa od naszych współczesnych codziennych doświadczeń. Reperacja samochodu, naprawa cieknącego kranu czy wycieczka na ryby są dla nas raczej sposobnościami do intelektualnego relaksu. Jakże zmieniło się nasze życie od czasów paleolitu...

Czy jednak rzeczywiście aż tak bardzo się ono zmieniło? Pytanie to zadał sobie w latach siedemdziesiątych zoolog z Uniwersytetu Michigan Richard Alexander i po namyśle doszedł do wniosku, że walka z tym, co Darwin nazywał „wrogimi siłami natury", nigdy nie stanowiła dla człowieka wystarczającego wyzwania, by doprowadzić do przyspieszonego wzrostu mózgu. „Jedynie istnienie innych ludzi — twierdzi Alexander — mogło stać się przyczyną naszej własnej ewolucji". Istnienie innych ludzi, dodajmy, których intencje i reakcje musimy przewidzieć — po to, by móc lepiej nimi manipulować. Do podobnej konkluzji doszedł w tym samym mniej więcej czasie inny zoolog, Nicholas Humphrey z Uniwersytetu w Cambridge. Zauważył on, że w społeczności goryli, które bez wątpienia są, jak na zwierzęta, istotami wysoce inteligentnymi, zaspokojenie codziennych potrzeb żywnościowych nie wymaga wielkiego intelektualnego wysiłku. Przeważająca część ich inteligencji zaangażowana jest w walkę o dominację w grupie, w rozpoznawanie miejsca w hierarchii każdego członka stada, odczytywanie chwilowych nastrojów innych goryli i próby wpływania na ich zachowanie.

Człowiek, ze swą zdolnością do posługiwania się skomplikowanym językiem, posiada niebywale skuteczny oręż psychologicznej manipulacji. Jak stwierdził trafnie lord Macaulay, „jedynym celem mowy nie jest prawda, lecz perswazja". Język, który może przydawać się do przekazywania informacji, służy jednak przede wszystkim do przekonywania.

Teoria Alexandra Humphreya znana jest dziś jako hipoteza „makiawelicznej inteligencji". Głosi ona, ujmując rzecz w wielkim skrócie, że najskuteczniejszym testem inteligencji jest zdolność do oszukiwania innych ludzi oraz odkrywania ich oszustw. Jeśli twierdzenie to wyda się komuś zbyt cyniczne, to informuję, że istnieje konkurencyjna teoria, której najbardziej elokwentnym rzecznikiem jest specjalista od psychologii ewolucyjnej Geoffrey Miller. Według jego koncepcji wielki mózg człowieka powstał w wyniku doboru płciowego jako narząd przydatny w „grze miłosnej" między mężczyzną i kobietą. Hipoteza ta ma co najmniej dwie zalety. Po pierwsze, wiąże bezpośrednio wielkość mózgu z sukcesem rozrodowym, koniecznym dla utrwalenia w populacji wyselekcjonowanej cechy. Po drugie, nie wymaga specjalnie wyrafinowanej racjonalizacji. Doborem płciowym rządzą podobne prawa jak te, które decydują o panującej modzie. Już w latach trzydziestych wybitny brytyjski badacz Ronald Fisher stwierdził, że samica pawia nie potrzebuje innego powodu, by cenić u swych partnerów długie i barwne ogony, jak tylko ten, że inne samice także cenią długie i barwne ogony. Zdaniem Millera ludzkie samice zachowują się podobnie, poszukując u swych partnerów poczucia humoru, twórczej wyobraźni czy talentów gawędziarskich, które to walory są niczym innym, jak świadectwem sprawności (a co za tym idzie, rozmiarów) ich mózgów. A jeśli duży mózg może też pomóc w oszukaniu rywali i awansie w hierarchii stada, to tym lepiej — we wszystkich ludzkich kulturach mężczyźni bogaci i wpływowi wydają się kobietom bardziej atrakcyjni niż nieudacznicy i biedacy pozbawieni politycznych wpływów.

Czy możemy więc uznać problem za rozwiązany i ogłosić, że wielki ludzki mózg jest po prostu kosztownym i skomplikowanym narządem płciowym? Bynajmniej. Także teoria Millera ma swe słabe strony i wydaje się mało prawdopodobne, żeby zajęła poczesne miejsce w przyszłych szkolnych podręcznikach biologii. Bardziej prawdopodobne jest to, że jakieś ziarno prawdy znaleźć można we wszystkich przedstawionych tu hipotezach na temat pochodzenia ludzkiej inteligencji. Na naszą ewolucję miały zapewne wpływ i warunki środowiskowe, zwłaszcza zmiany klimatu, i wewnątrzgatunkowa rywalizacja, i dobór płciowy, i „dryf genetyczny". Oddziałał także na nią zwykły przypadek.

Pełne wyjaśnienie tego procesu może się okazać niemożliwe. Byłoby ono być może łatwiejsze dla jakiegoś bezstronnego obserwatora, pochodzącego z innego świata. Ale, jak mawiają Amerykanie, „nie wstrzymywałbym oddechu", czekając na jego obiektywny werdykt. Czy bowiem ktoś, kto jest zielony, ma trzy palce i pięć różnych płci, może w ogóle zrozumieć, co to znaczy być człowiekiem?

*

Styczeń 1998. Tekst pochodzi ze zbioru Poprawka z natury... Publikacja w Racjonaliście za zgodą Autora.


1 2 

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Ewolucja religii
Czy nauka zabija duszę?

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (7)..   


« Psychologia ewolucyjna   (Publikacja: 06-10-2004 Ostatnia zmiana: 10-08-2005)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Krzysztof Szymborski
Historyk i popularyzator nauki. Urodzony we Lwowie, ukończył fizykę na Uniwersytecie Warszawskim. Posiada doktorat z historii fizyki. Do Stanów wyemigrował w 1981 r. Obecnie jest wykładowcą w Skidmore College w Saratoga Springs, w stanie Nowy Jork.
Jest autorem kilku książek popularnonaukowych (m.in. "Na początku był ocean", 1982, "Oblicza nauki", 1986, "Poprawka z natury. Biologia, kultura, seks", 1999). Współpracuje z "Wiedzą i Życie", miesięcznikiem "Charaktery", "Gazetą Wyborczą", "Polityką" i in.
Dziedziną jego najnowszych zainteresowań jest psychologia ewolucyjna, nauka i religia. Częstym wątkiem przewijającym się przez jego rozważania jest pytanie o wpływ kształtowanych przez ewolucję czynników biologicznych i psychologicznych na całą sferę ludzkiej kultury, a więc na nasze zachowania, inteligencję, życie uczuciowe i seksualne, a nawet oceny moralne.

 Liczba tekstów na portalu: 31  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Mężczyzna niepotrzebny
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3663 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365