Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
179.128.585 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7340 tekstów. Zajęłyby one 28964 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 2181 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Propaganda jest matką wydarzeń.
 Społeczeństwo » Socjologia

Jak wyprowadzić z podziemia etos studenckiego zaangażowania [2]
Autor tekstu:

W tym sensie technika demaskowania jako ćwiczenie propedeutyczno-warsztatowe może być bardzo przydatna dla wszystkich adeptów nauk. Jednakże używanie ich tylko do pewnego stopnia wydaje się pożyteczne. Sądzę, że nadmierne przeczulenie w tym względzie może prowadzić jednak ku temu, co krytycy Marksa określali ''hermeneutyką podejrzeń'', czyli rozpatrywania komunikatu nie przez pryzmat treści, którą zawiera, ale przez to jakiej klasy interesy i świadomość on wyraża. Tym razem w miejscu „klas" pojawiłyby się „dyskursy". Może mieć to negatywne konsekwencje zarówno dla nauki jak i ogólnie dla komunikacji międzyludzkiej, jeśli tę perspektywę rozszerzyć na pozanaukowe dziedziny.

Postulaty Anny Zawadzkiej o ile są do przyjęcia w sferze nauki, wydają się jednak mało przydatne (a według mnie wręcz szkodliwe) w debacie publicznej, co wskazuje jednocześnie na to, że twierdzenia odnoszące się do sfery nauki nie przechodzą automatycznie do sfery debaty publicznej.

Posługując się wspomnianym przykładem roli kobiety w rodzinie, zamiast powiedzieć, że „kobieta nie jest naturalnie przypisana do zajmowania się domem", powinienem rzec: z moich socjaldemokratyczno-liberalnych założeń wynika, iż kobieta nie jest naturalnie przypisana do zajmowania się domem.

Uznanie tej zasady wydaje się mało sensowne. Nie chodzi tu o niewygodę jej stosowania, ale o niezgodność z celem komunikacji. Celem komunikacji w dyskusji publicznej nie jest pokazanie w jaki sposób postulat czy pogląd wyraża czyjeś podstawy ideologiczne, ale to by przekonanie to uznane było jako prawomocne, przekonujące także w świetle innych założeń aksjologicznych i wreszcie — jako takie, które byśmy chcieli, by obowiązywało uniwersalnie.

Dopiero wtedy, kiedy traktujemy nasze wartości jako takie, którym chcielibyśmy dać uniwersalny wymiar, powstają przychylne warunki, by rozpocząć procedury negocjacji i przekonywania.

Jeśli wewnętrznie w swoim sumieniu nie dajemy naszym poglądom takiej rangi, bardzo łatwo będzie je oponentom zanegować lub nie uwzględnić ich w procesie decyzyjnym.

Natomiast demaskowanie dyskursów może być tu narzędziem co najwyżej pomocniczym. To, że dany pogląd wynika z takich a nie innych założeń przyjętych przez mówiącego po pierwsze jest dla większości uczestników i obserwatorów mało ciekawe, po drugie z punktu widzenia treści debaty publicznej mało istotne, a nawet odwodzące uwagę od meritum.

Jeśli bym z pozycji – powiedzmy — liberalnych próbował wyrazić pogląd na temat rodziny, to ważniejsze byłoby, aby przekonująco pokazać jaka wizja jest korzystniejsza a jaka mniej korzystna w świetle domyślnych, choć określonych wartości, a nie to, że za przeciwstawnym stanowiskiem stoi dyskurs patriarchalny. Nawet gdybyśmy trafnie wzajemnie zdemaskowali dyskursy, mogłoby być to co najwyżej warunkiem wstępnym do wzajemnego się poznania. Ale i tak na nowo stanęliśmy przed zadaniem uzgodnienia pewnych rozwiązań, tyle że z większą świadomością własnych stanowisk. Ma to swoją wartość, ale zaledwie jako przygotowanie gruntu pod dyskusję, a nie sposób jej prowadzenia. Ponadto w debacie politycznej trudno zachować sekwencję kroków na którą można sobie pozwolić przy okazji debaty akademickiej.

Istnieją jednak poważniejsze zarzuty wobec tej strategii, które odnoszą się tym razem zarówno do sfery akademickiej jak i publicznej. Zabawa w demaskowanie dyskursów prowadzi do tego, że wszystko relatywizuje się do paradygmatu ideologicznego. Oznacza to, że wszystko jest nie tylko względne, ale równie uprawnione, jeśli nie określimy uprzednio hierarchii wartości. Ma to poważne konsekwencje nie tylko naukowe, ale i społeczne, na co zwracał uwagę w książce Umysł zamknięty Allan Bloom. Jego wyjaśnienie leży dokładnie na antypodach tego, co zaproponowała dr Anna Zawadzka. W jej wersji, niezaangażowanie studentów w dyskusję wynika z roszczeń naukowców do obiektywizmu, a w wersji Blooma to właśnie relatywizm współczesnej kultury i uznanie, że każdy ma prawo do swojej prawdy oraz do swojego systemu wartości powoduje, że nie sposób naszych twierdzeń postawić przed jakąkolwiek instancją. A wobec tej niemożności zanika wola, by w sposób zaangażowany dyskutować.

Zatem co z tym etosem?

Choć interpretacja Allana Blooma z logicznego punku widzenia wydaje się być bardziej przekonująca, wypowiedź Anny Zawadzkiej ma ten niewątpliwy atut, że jest zorientowana aksjologicznie na sprawy społeczne. Autorka chce powiązać dwie rzeczy do których żywi szczerą sympatię: etos zaangażowania społecznego z postmodernistyczną krytyką. Chce ona znaleźć jakieś panaceum na społeczną inercję i widzi je w nauce, którą uprawia, a jednocześnie legitymizuje ową naukę szczytnymi etycznymi celami.

Jednakże, nie jest wcale tak, że istnieje jakiś konieczny związek między szeroko rozumianą emancypacją a uznaniem antypozywistycznego przełomu w nauce.

Etos inteligencji zaangażowanej, w tym społeczna rola intelektualisty, były w dużej mierze dziećmi oświecenia i wielu zaangażowanych w zmianę społeczną myślicieli było bliskich pozytywizmowi naukowemu.

Antypozytywistyczne, dekonstrukcyjne prądy są i nadal mogą być przydatne zarówno w nauce jak i w sferze krytyki oraz przekształceń społecznych, jednak należy przeciwstawić się ich roszczeniom do posiadania monopolu na reprezentowanie i wskrzeszanie inteligenckiego etosu. Nie przypadkowo przecież w czasach kiedy postmodernizm zaczął zyskiwać największą popularność, obserwujemy właśnie zamykanie się filozofów w uniwersyteckich murach i stopniową alienację środowiska nauki względem konkretnych potrzeb społeczeństwa. Choć złożyło się na to także wiele innych czynników, historycznie patrząc, orędownicy demaskowania dyskursów są mało przekonujący, przedstawiając się jako obrońcy czy też odnowiciele etosu inteligencji zaangażowanej.

Tym, co pogłębia trudność zmiany społecznej nie jest to, że rzeczywistość nie została odczarowana z ideologicznych manipulacji skrytych pod powłoką pseudonaukowego marketingu, ale przede wszystkim często spotykana nieumiejętność bądź niechęć bronienia wielkich narracji jako projektów uniwersalnych.

Intelektualni liderzy opozycji antykomunistycznej nie koncentrowali się na demaskowaniu (inna rzecz, że fałsz ideologii dominującej był bardziej oczywisty) rzeczywistości, ale proponowali konkretne wartości, które aktualizowali własnym życiem i starali się odkrywać w różnych aspektach społeczno-instytucjonalnego ładu.

Poddanie pod dyskusję na przykładzie konkretnych prywatnych oraz publicznych spraw takich oświeceniowych wartości jak równość, wolność, braterstwo, a także zaczerpniętych z bardziej konserwatywnego wokabularza pojęć jak tradycja, naród, godność — zdaje się sprzyjać choćby emocjonalnemu zaangażowaniu w o wiele większym stopniu niż demaskowanie dyskursów, które ma raczej pomocniczy charakter. Modne swego czasu powiedzenie, że współcześnie intelektualista powinien być bardziej tłumaczem niż prawodawcą, przynosi marne skutki. Analiza rzeczywistości społecznej i jej przemian powinna być przeprowadzona nie tyle w celu zdemaskowania dyskursów, ale w celu odkrycia w niej określonych (afirmowanych przez nas) wartości lub ich braku. W ten sposób można by zorganizować emocje wokół spraw publicznych i wejść na drogę wyprowadzania etosu z podziemia.

Ilustracja: Dziwoląg & Wiedźma


1 2 

 Zobacz także te strony:
Aksjologiczne zaangażowanie nauk społecznych
Przekleństwo świętego spokoju
 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
A tatuś musi, czyli czy religia jest nałogiem?
List do młodego dżihadi

 Dodaj komentarz do strony..   


« Socjologia   (Publikacja: 15-11-2008 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Rafał Bakalarczyk
Student Polityki Społecznej na Uniwerytecie Warszawskim. Interesuje się szeroko rozumianą sferą społeczną, w tym przede wszytkim gerontologią społeczną i edukacją. Jest członkiem kolektywu redakcyjnego portalu lewicowo.pl. Publikuje m.in. w magazynie "Obywatel".

 Liczba tekstów na portalu: 2  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Trudna lekcja równości
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 6194 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365