Racjonalista - Strona głównaDo treści
"Dignitas connubi" - czyli radość (?) dla polskich katolików

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
24-06-2005 13:26outsider"Dignitas connubi" - czyli radość (?) dla polskich katolików
"Dignitas connubi" - czyli radość (?) dla polskich katolików
To tytuł wydanej w maju instrukcji Benedykta XVI ("Godnośc małżęństwa") - tłumaczenie z łaciny na polski na przykład spodziewane jest w lipcu. Według tego co pisze "Wyborcza" sens jest prosty - stawiamy tamę fali unieważnień małżeństwa przez sądy biskupie; to w Polsce w ubiegłym roku dwa tysiące wnisków, z tego półtora tysiąca załatwiono pozytywnie.
Owo hamowanie i powstrzymywanie kościelnego surogatu rozwodu zapoczątkował już Jan Paweł II - Bendedykt XVI kontynuuje już nie w formie pouczeń a instrukcji. Wydaje się potwierdzać to, co po wyborze pisałem w innym miejscu: doceniając intelektualna wyższość Benedykta XVI nad poprzednikiem, obawiam się jego niemieckiego romantyzmu - juz się nie obawiam, juz się z tym liczę jako cechą w rzeczywistości ujawniona.
Rozumiejąc przesłanki kościelnej obrony nienaruszalności małżeństwa, należy jednak zauważyć znaczny wzrost podmiotowości jednostki po upadku cesarstw w Europie (mniej wiecej 1918), a następnie totalitaryzmów; Kosciół może owe przemiany akceptować (czego wyrazem był do pewnego stopnia Sobór Watykański II), lub sie im sprzeciwiać: mniej więcej wiadomo już, co bedzie w najbliższej przyszłości, albowiem teolog Ratzinger nie okazuje się być pragmatykiem, nie ruszającym sprawy o pozwalający skromnej roślince koscielnego permisywizmu wzrastać w milczeniu.
Zadowolone winny być obydwa skrzydła istniejącego na forum sporu. Superkatolicy - bo Kosciół potwierdza kontynuację idei prymatu własnej woli nad innymi źródłami prawa, etyki i praktyki społecznej, potwierdza odhumanizowany kolektywizm jako myśl przewodnią cywilizacji tak jak ją sam rozumie - a pod wodzą Benedykta XVI osiągnie zapewne sukcesy bardziej spektakularne, niż to się dało za Jana Pawła II. Zwolennicy jak najszybszego upadku Kościoła - bo Kościół coraz wyraźniej podąża drogą konfrontacyjną, zatem konfrontacja bedzie nie do unikniecia. Martwić się moga ewolucjoniści - ci co stawiali na powrót do ducha VS i koscioła ubogiego, parafii zajmujących się łagodzeniem bólu egzystencji i ciężaru życia, dającego nadzieję ale nie sięgającego po władzę - zatem i polityczna odpowiedzialność. Martwić się mogą ci, co stawiali na jakiś marsz Polski ku normalności - tego nie bedzie, będzie szlachetny zryw Kościoła, walczącego znowu o wszystko. Cóz, pomijając to, że walka zawsze powoduje ofiary, Kosciół czytelnie postawił na własna niereformowalność: może wygrać, może jednak być zmuszony znacznie zwinąć swe sztandary - bo na "wyprowadzenie" zdecydowanie za wcześnie. Pech społeczeństw silnie skatolicyzowanych polega na tym, że to na ich terytorium zyciowym przebiegnie konfrontacja; juz nie paktu warszawskiego i NATO, ale zlaicyzowanej Europy i najeżonej otatnio "wartościami" Ameryki. Cóż, co się odwlecze to nie uciecze, God's Playground, jak nas trafnie nazwał Norman Davies.
Niedawno wypędzono z Polski zespół bodajże "Teatru Bolszoj" - dziś Liga Polskich Rodzin usiłuje wypędzić amerykańskich chórzystów, bo to geje: sztuka musi ustąpić przed ideologią, jak to powiedział doktor Goebbels?
- Gdy słyszę słowo "kultura" - wyciągam rewolwer.

PesymistaOdp: "Dignitas connubi" - czyli radość (?) dla polskich kato
Kościół jest w takiej samej fazie jak niegdyś ZSRR po śmierci Breżniewa zasada ta mówi"nie oddamy ani guzika od munduru" a nawet zabierzemy innym.
Myślenie że ta instytucja wróci do czasów kościoła ubogich i skromnych przypomina myślenie że zgrzybiały starzec stanie się
nagle paromiesięcznym bobaskiem.
Z tej fazy nie ma już powrotu, tu może być tylko coraz większe
kostnienie.
outsider
Gdyby to tylko kościół katolicki sie starzał - starzeje się jednak cała chrzescijańska i pochrzescijańska cywilizacja. Wybór doktryny to sprawa chłodnej kalkulacji szans: otóź ta kalkulacja nie jest wyrazem zgrzybiałości tych, co kalkulują, a pewnej formacji cywilizacyjnej.

Niewątpliwie trwa spór o bardziej świecki bądź bardziej religijny kształt naszego świata: na tym jednak wzzystko sie kończy, myślenie nie postępuje ani kroku dalej - wszyscy razem nie możemy sie oderwać od splątanych w przeszłości korzeni. Cechą charakterystyczną naszego śwtata jest bowiem prymat "czystego rozumu" (racjonalizmu - bez aluzji to tytułu goszczącego nas portalu) nad realizmem. Przywykliśmy bowiem tworzyć racjonalene modele świata realnego i tylko w ich przestrzeni sie poruszać: dobre to dla nauki, marne dla codzienności. W rezultacie obie strony sporu o przyszły kształt nazego świata (klerykałowie i antyklerykałowie, militaryści i pacyfiści itd.) grzęzną w języku przez nasza cywilizacje wypracowanym, co staje się coraz mniej użyteczny w czasach odmiennych niż wczesniejsze. Działacze gejowscy walczą z równym zapamiętaniem o prawdę (swoją) a nie o prawa elementarne swej wspólnoty co obrińcy "dzieci poczętych" - jedni podchodzą z największym lekcewazeniem nie tylko do losu kobiet zmuszonych rodfzić, ale i do jakichkolwiek losów owych dzieci - drudzy podobnie lekceważa tych, dla których homoseksualizm jest losem codziennym a nie frapującą przygodą.

Świat który od dawna nie toczy realnych wojen przywykł do stanu wojny permanentnej choć wysublimowanej - odwykł od jakichkolwiek form solidarności, każdy chce być wodzem. Moje idee ważą więcej niż twój byt: tak sie da egzystować gdy nie ma bezpośredniego zagrożenia owego bytu na skalę masową - jeśli jednak takie zagrożenie pojawi się?

Kazdy je wykorzysta dla zniszczenia przede wszystkim swojego przeciwnika: jakoś to bedzie skuteczne, ale w ten sposób będziemy się wyniszczać nawzajem, zagrożeniu zewnetrznemu ani trochę nie przeciwdziałając.
leo_z (935 punktów)
Czytając Pańskie oba posty można rzec, że chęć życia w normalności (niezależnie od zaszufladkowania w ten czy inny "izm") to fantasmagoria. Pokazuje Pan, że kultura zachodu samozapętliła się w swojej próbie zglobalizowania norm wartościujących i poprzez to zatraciła możliwość generowania rozwiązań uwzględniających podmiotowość jednostkowego człowieka.
Historia pokazuje, że każdorazowa taka cywilizacyjna "degrengolada" skutkowała zmianami - czyżby przed nami kolejna "wędrówka ludów" . Pytanie tylko jaką przyjmie formę - stereotyp "wandala" ciągle jeszcze jest w nas zakodowany.

pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365