Dlaczego uważasz, że większa wolność oznacza brak poszanowania i miłości do bliźniego? Czemu to, czy wierzymy w istnienie Boga, czy też nie, miałoby mieć wpływ na np. moje podejście do drugiego człowieka? To, że nie wierzę w Boga wcale nie czyni mnie bezdusznym i głuchym na ludzkie cierpienie, wręcz przeciwnie - jeśli zrobię coś złego drugiemu człowiekowi to nie mogę sobie pójść do kapłana, wyznać grzechy i wszystko jest ok. Muszę żyć z tym, że coś złego uczyniłem. I wcale moje samopoczucie nie jest lepsze, a sumienie nie gorzej na mnie oddziałuje po złym uczynku niż u Chrześcijan. Zgodzę się tylko co do jednego - zakazów mających czysto religijne lub kulturowe lub zabobonne uzasadnienie nie uznaję, a nie działanie wbrew nim nie jest dla mnie złem. Złem jest dla mnie tylko czynienie jakiejś krzywdy drugiemu człowiekowi lub zwierzęciu. Złem jest dla mnie pobicie kogoś, skrzywdzenie go, zdradzenie, zabicie, kradzież etc. Złem nie jest homoseksualizm, używanie środków antykoncepcyjnych, nie modlenie się, nie chodzenie na msze etc. Miłość do bliźniego nie wynika z wiary w tego czy innego boga oraz nie wynika z religii - wbrew temu co mówią na religii w szkole. Wynika z empatii, zdolności do współczucia, a także z wychowania. Jak komuś tego brakuje, to wiara mu i tak nie pomoże. Ja w tej sferze nie czuję się poszkodowany względem osób wierzących.
|