Nad nami - noc. Goreja gwiazdy, dławiący, trupi nieba fiolet. Zostanie po nas złom żelazny i głuchy, drwiący śmiech pokoleń.
Tak się kończy "Pieśń" Tadeusza Borowskiego, rzecz pisana niedługo po wojnie, przez cały PRL przedstawianej w tonacji heroicznej jedynie. Nam przyszło żyć w czasach mniej dramatycznych - co po nas zostanie?
Zryw lat osiemdziesiątych - trzeźwy w praktyce, naiwny w swej warstwie emocjonalniej. Na tyle chyba doświadczyła nas epoka, byśmy byli śmiali i ostrożni zarazem - na tyle zaorała nam mózgi, że pytać "co dalej" już nie śmieliśmy, a to akurat było pytanie ważne. Dziś wolni na ile sie dało - śnimy narodowy sen o bezpiecznej klatce, która uchroni od złego. A ze snu - jak to dawno i trafnie zauważył Goya - lęgna się demony. |