Racjonalista - Strona głównaDo treści
Profesjonalizm?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Sprawy portalu
NapisanoAutorTytuł
27-08-2002 21:10AndrzejProfesjonalizm?
Mialem do Was duzy szacunek, ze wzgledu na poruszane tematy i krytyke religii jako takiej (ze szczegolnym uwzglednieniem katolicyzmu). Wiele artykulow bylo bardzo sensownych, jednak ostatnio poziom argumentow stal sie tragiczny i wyglada na to, ze atakujecie wszystko (tak na wszelki wypadek), co tylko mozna. Odczucie takie mialem czytajac tekst na temat ukrzyzowania Jezusa. Pomimo iz nie jestem ani chrzescijaninem, ani katolikiem, to szydzenie autora tekstu z faktu, ze krzyz mogl stracic 25 kg (o ile dobrze pamietam) przez tarcie o ziemie demaskuje mala pojemnosc umyslu. Przecierz nie chodzi tu o fizyczne starcie drewna, tylko o pozorne stracenie na wadze ciagnietego przedmiotu (sprobuj podniesc 50 kg worek piachu i sprobuj go pociagnac po ziemi - co bedzie latwiejsze?). Jednak calkowite rozczarowanie przyszlo gdy przeczytalem teksty Agnosiewicza o buddyzmie. Krytykujac katolicyzm opieracie sie m.in. na Biblii, ale juz krytykujac buddyzm nie wysilacie sie zbytnio i przepisujecie bzdurne opinie okraszajac je wlasnymi zdaniami, majacymi uczynic z buddyzmu religie jak kazda inna. Tak sie sklada, ze od miesiaca interesuje sie z pewnych wzgledow buddyzmem. Zdolalem przeczytac kilka tekstow Buddy i XIV Dalaj Lamy. Z cala pewnoscia moge stwierdzic, ze buddyzm nie jest tym, co probujecie z niego zrobic! Na koniec mam jeszcze jedno pytanie: czy "Watch tower..." (Wasze ulubione zrodlo opinii na temat buddyzmu), to nie przypadkiem znana takze w Polsce "Straznica" Swiadkow Jehowy?

Mariusz Agnosiewicz
Andrzej
>Oto moja odpowiedź:
>www.racjonalista.pl/kk.php/s,1851

Oj... Albo ja sie zle wyrazilem, albo mnie nie zrozumiales. Nie gloryfikuje buddyzmu, szargajac jednoczesnie ideami chrzescijanstwa. Widze takze negatywne aspekty buddyzmu (mysle, ze wiem na ten temat troche wiecej od Ciebie i moglbym podac Ci kilka naprawde zaskakujacych wydarzen i obrzedow). Mysle jednak, ze porownujac nauki Buddy i Jezusa, ten pierwszy mial wiecej madrych rzeczy do powiedzenia. Buddyzm jest systemem filozoficznym zbyt skomplikowanym (w moim mniemaniu) dla wiekszosci ludzi i musza oni robic sobie balwany i koraliki, bo idea nirwany jest dla nich zbyt abstrakcyjna, a posazek jest jak najbardziej materialny i latwo sie do niego np modlic (w sumie podobnie mozna wytlumaczyc praktyki katolickie), choc jest to calkowicie z naukami buddy sprzeczne! Przeczytaj teksty JPII i Dalaj lamy (zakladajac, ze jeden i drugi upiekszaja swoja religie) i ocen sam, kto mowi madrzej i jest swiatlejszym czlowiekiem. Porownaj nauki Jezusa i Buddy, porownaj Biblie i Dhammapade. Porownaj po prostu "czysty" buddyzm i chrzescijanizm (w ich pierwotnych postaciach), a przekonasz sie, ze nie masz racji w swoich sadach. Krytykujac chrzescijanstwo skupiasz sie glownie na katolicyzmie. Nie oceniam tego - zauwazam tylko fakt: przyjmujesz do wiadomosci rozne nurty wewnatrz chrzescijanstwa. Mowiac o buddyzmie, wrzucasz wszystko do jednego worka, zapominajac, ze buddyzm np malezyjski to co innego niz buddyzm tybetanski (nie wnikajac, ktory z nich jest 'lepszy'). Zachecam Cie do glebszego zapoznania sie z buddyzmem, a zobaczysz jak bardzo rozni sie od wszystkich religii (chocby tym ze nie ma w nim Boga - poczytaj a dowiesz sie, ze 'kult' Buddy nie ma zadnego uzasadnienia, a kult Boga Trojjedynego jest jednym z glownych zalozen chrzescijanstwa). Wtedy ocenisz, czy jest OK, czy nie - ale bedzie to Twoj osad, a nie "Watch tower".

No i na koniec rzecz, do ktorej sie nie ustosunkowales (w sumie to rozumiem ): wiekszosc krytycznych opinii na temat buddyzmu zaczerpnales z materialow propagandowych Swiadkow Jehowy. Wedlug mnie to troche kompromitujace dla osoby tak wyzwolonej (racjonalno-sceptycznej). Jesli Swiadkowie Jehowy sa Ci najblizsi swiatopogladowo, to odwiedz www.watchtower.org - znajdziesz tam duzo 'ciekawych' tekstow .

Jesli nie chcesz zbadac samodzielnie buddyzmu i na podstawie wlasnych badan wyrobic sobie na ten temat poglad, tylko koniecznie chcesz krytykowac wszystko, co moze przypominac religie (bo bede sie upieral, ze buddyzm religia nie jest), to przynajmniej nie cytuj autorow organizacji, delikatnie mowiac, malo wiarygodnych.

Pozdrawiam!

PS. W razie gdybys mial klopoty z dotarciem do materialow nt. buddyzmu - sluze pomoca.
Mariusz Agnosiewicz
>wiekszosc krytycznych opinii na temat buddyzmu zaczerpnales z materialow propagandowych Swiadkow Jehowy

przecież przeciwstawiłem Ci tekst, który opierał się na zgoła innych materiałach. Nie dostrzegłeś tego? Wprost + opinie francuskiego religioznawcy

>Wedlug mnie to troche kompromitujace dla osoby tak wyzwolonej (racjonalno-sceptycznej). Jesli Swiadkowie Jehowy sa Ci najblizsi swiatopogladowo

to znamionuje ciasnotę umysłową. Ale i sprzyja płytkim fascynacjom. Otóż gdy zajmujesz jakiś stanowisko i czerpiesz podstawy do swych opinii wyłącznie z pism apologetów tego stanowiska, łatwo dasz się omamić. Trzeba sięgać też do przeciwników i do osób trzecich.
Tak właśnie robiłem, choć oczywiście mogłoby być tego więcej. Sprawdziłem te moje źródła cytowań w krótkiej charakterystyce buddyzmu w pierwotnej wersji. Pierwszy: z wiedzy i zycia, drugi - z pisma buddysjkiego; trzeci - z wiedzy i zycia; czwarty z watch tower; piaty - polska agencja prasowa; szosty, siódmy i ósmy - watch tower; dziewiaty - historia powszechna religii; dziesiaty, jedenasty, dwunasty - watch tower; trzynasty - historia powszechna religii; czternasty - living buddyzm, pietnasty - word encyklopedy; szesnasty - watch tower; szesnasty - historia powszechna religii, dalej szereg materialow z ksiazki Pra-Jezus. Buddyjskie źródła chrześcijaństwa i kolejno tyleż samo - z deschnera; pozniej jeszcze angora, wprost
Tak wiec cokolwiek by nie mówić z watch tower jest mniejszość, a nie większość jak Ci się ubzdurało. było tam ponadto wiele odniesień do innej literatury.
To co zaczerpnelem z ksiazki religioznawczej (!) jehowotow wspolgralo z innymi zrodlami i znajdowało potwierdzenie, czasami az nadto wyraźne jak choćby we Wprost.
Jestem na tyle trzeźwy i krytyczny, że nie czerpie z tekstów ludzi z którymi się nie zgadzam nonszalancko, lecz zawsze to sprawdzam. Tymczasem Twoje fobie na ten teamt mają charakter zwykłych uprzedzeń i bzdur (np. skoro czerpie z rzeczowej charakterystyki jakiegoś autora, w tym przypadku watch tower, to znaczy, że podzielam jego swiatopoglad - dość płytki to osąd, mówiąc delikatnie)

>Jesli nie chcesz zbadac samodzielnie buddyzmu i na podstawie wlasnych badan wyrobic sobie na ten temat poglad

pisales powyzej, ze zdarzylo Ci się przeczytac cos z buddy i lamy ktoregos tam. faktycznie rzetelne to zrodlo. Równie dobrze mógłbym powiedzieć chinczykowi: chcesz poznac nasza religie przeczytaj ewangelie i papieskie encykliki)

>Mysle jednak, ze porownujac nauki Buddy i Jezusa, ten pierwszy mial wiecej madrych rzeczy do powiedzenia.

I ok. - zostało to opisane tutaj www.racjonalista.plkk.phps,657
Nie zauważyłeś? Czy tak trudno dostrzec, że gdzie opisywaliśmy założenia Buddy, to buddyzm oceniony został pozytywnie, pomimo, że się z nimi nie utożsamiamy? Czy to było aż tak trudno pojąc, że to co tak skrytykowałeś to był właśnie buddyzm religijny?
Buddyzm religijny przedstawia się tak jak go opisałem, funkcjonuje mniej więcej tak, a przynajmniej jest oczywiste, że daleko mu do tych nauk buddy. Odwieczny dylemat wszystkich religii. Niemniej masz nieco wypaczone pojęcie Budda-Jezus. Nietzsche przywraca właściwą tego perspektywę

>Buddyzm jest systemem filozoficznym zbyt skomplikowanym (w moim mniemaniu) dla wiekszosci ludzi i musza oni robic sobie balwany i koraliki

No dobra, ale przecież trudno od religioznawcy wymagać, aby oceniał indywidualne poruszenia dusz elitarnych. Badał jak nauki skomplikowane oddziaływają na tę czy inną oświeconą jednostkę. Religioznawca bada religię.

>bo idea nirwany jest dla nich zbyt abstrakcyjna

tak jak logos dla owieczki chrześcijańskiej

>choc jest to calkowicie z naukami buddy sprzeczne!

tak jak kłanianie się pomnikom katolickim z naukami jezusa

>Przeczytaj teksty JPII i Dalaj lamy

nie uwazam, aby zachod potrzebowal medrca z Tybetu. To pięknie jeśli będzie wpajał tamtejszym owcom chlubne wzorce postępowania. Ale naiwnością jest i czymś żenującym utrzymywać, że aby dostąpić mądrości i pobudek światopoglądowych, potrzebujemy ...Lamy
Oczywiście nie potrzebujemy. Mody mnie średnio interesują, chyba tylko jako zjawisko społeczne, które można badać.

> porownaj Biblie i Dhammapade

Być może to jeszcze przed nami. Serwis stale się rozwija. Przecież to co napisałem to tylko kapeczka.
Mariusz Agnosiewicz
>Porownaj po prostu "czysty" buddyzm i chrzescijanizm

Mnie chodziło w moim tekście o zupełnie co innego. Przecież ja nie pisałem prawie nic o Buddzie, lecz o buddyjskiej religii, jako systemie funkcjonującym w społeczeństwie. Dlaczego nie chcesz tego dostrzec? Im dalej od Buddy, tym mniej rozumnie się wszystko rozwijało. Jeśli chodzi o religię chrześcijańska i buddyjską, buddyjska wypada lepiej, ale bez przesady.. Wspominałem o tym w tekście, że odrzucając obie religie Nietzsche dość ciekawie uzasadniał wyższość buddyzmu. Pozwolę sobie tutaj przytoczyć pewien jego fragment:
"Obie religie należą do tej samej rodziny - obie są religiami dekadenckimi - a zarazem w najosobliwszy sposób się rozchodzą. (...) Buddyzm jest stokroć bardziej realistyczny niż chrześcijaństwo - ma we krwi dziedzictwo obiektywnego i śmiałego stawiania pytań, pojawia się po trwającym setki lat ruchu filozoficznym, który skończył już z pojęciem "Bóg". Buddyzm jest jedyną w dziejach prawdziwie pozytywistyczną religią także w swej epistemologii ( ścisły fenomenalizm ), nie mówi już o "walce z grzechem", lecz, w pełni dopuszczając do głosu rzeczywistość, o "walce z cierpieniem". (...) Zmęczenie duchowe, które zastaje Budda i które wyraża się nazbyt dużą "obiektywnością" ( tzn. osłabieniem interesów indywidualnych, utratą punktu ciężkości, "egoizmu"), zwalcza on poprzez radykalne sprowadzenie również najbardziej duchowych interesów do osoby. (...) Przesłanką buddyzmu jest nader łagodny klimat, ogromna delikatność i swoboda w sferze obyczajów, brak militaryzmu; oraz warstwy wyższe - nawet uczone - w których ruch buddyjski ma swe zarzewie. (...) W chrześcijaństwie na czoło wysuwają się instynkty podległych i uciemiężonych: swego zbawienia szukają w nim najniższe stany społeczne. Jako zajęcie, jako środek na nudę uprawia się tu kazuistykę grzechu, samokrytykę, inkwizycję sumienia; stale podtrzymuje się tu ( poprzez modlitwę ) uczucie wobec Mocarnego, nazywanego "Bogiem"; rzeczy najwyższe uważa się tu za nieosiągalne, za dar, za "łaskę". Brak tu również otwartości; kryjówka, ciemny pokój mają chrześcijański charakter. Gardzi się tu ciałem, higienę odrzuca jako zmysłowość; Kościół broni się nawet przed czystością (- po wypędzeniu Maurów pierwszym krokiem chrześcijan było zamknięcie łaźni publicznych, których sama Kordoba liczyła 270 ). Chrześcijański charakter ma pewien zmysł okrucieństwa, wobec siebie i wobec innych; nienawiść do inaczej myślących; wola prześladowania. Na pierwszym planie znajdują się posępne i pobudzające wyobrażenia; najbardziej pożądane stany, które określa się najwyższymi nazwami, są elipsoidami; dietę wybiera się tak, by sprzyjała zjawiskom chorobowym i rozdrażniała system nerwowy. Chrześcijański charakter ma śmiertelna wrogość wobec panów Ziemi, wobec "dostojnych" - obok tego zaś ukryta, potajemna rywalizacja (- pozostawia się im "ciało", pragnie się tylko "duszy") Czymś chrześcijańskim jest nienawiść do ducha, do dumy, odwagi, wolności, do libertinage ducha; czymś chrześcijańskim jest nienawiść do zmysłów, do radości ze zmysłów, do radości w ogóle... Chrześcijaństwo, gdy opuściło swój pierwotny grunt, najniższe stany społeczne, podziemie antycznego świata, gdy sięgnęło po władzę nad ludami barbarzyńskimi, za przesłankę nie miało już ludzi zmęczonych, lecz ludzi wewnętrznie zdziczałych i rozdartych - człowieka potężnego, ale nieudatnego. Niezadowolenie z samego siebie, cierpienie z powodu samego siebie nie jest tu, jak u buddysty, nadmierną wrażliwością na bodźce i podatnością na ból, lecz, odwrotnie, przemożnym pragnieniem zadawanie bólu, wyładowania napięcia wewnętrznego we wrogich działaniach i wyobrażeniach. Chrześcijaństwo potrzebowało barbarzyńskich pojęć i wartości, aby zapanować nad barbarzyńcami: czymś takim są ofiara z pierworodnego, picie krwi jako elementy komunii św., pogarda dla ducha i kultury; tortura we wszystkich formach, zmysłowa i pozazmysłowa; niebywały przepych form kultu. Buddyzm jest religią dla ludzi późnych, dla dobrych, łagodnych ras, które stały się nadmiernie duchowe, które zbyt łatwo doznają bólu ( Europa jeszcze do niego nie dojrzała -): buddyzm na powrót prowadzi je do pokoju i pogody, do diety w dziedzinie duchowej, do pewnego zahartowanie w sferze cielesności. Chrześcijaństwo chce zapanować nad zwierzętami drapieżnymi; jego środkiem jest rozsiewanie wśród nich choroby - osłabienie stanowi chrześcijański sposób oswajania, "cywilizowania". Buddyzm jest religią dla cywilizacji w stadium kresu i zmęczenia, chrześcijaństwo jeszcze jej nawet nie zastaje - tu i ówdzie zakłada dopiero jej fundamenty."

Patrząc w ten sposób widać wyraźnie wyższość tej filozofii, co nie przekreśla faktu całkowitego potępienia religii. To było wyrażone. Tekst o buddyzmie filozoficznym pozytywny, lecz buddyzm religijny - potępiony całkowicie.
Niemniej jednak należy zrozumieć to przesadne faworyzowanie buddyzmu faktem, że z Nietzsche łączył go nihilizm, który ja odrzucam. Nie wiem jakby Nietzsche reagował dziś widząc ten owczy pęd i modę (!) współczesnych Europejczyków na buddyzm.
Obiektywnie jednak nie jest dojrzałemu duchowo Europejczykowi potrzebna nauka tego czy owego lamy-papieża. Oczywiście nie przeczy to słuszności poznawania tych nauk, gdyż człowiek powinien poszerzać swoją wiedze i pogląd na świat, ale człowiek naprawdę mocny duchem nie musi się opierać na etyce czy tym bardziej metafizyce buddyzmu, gdyż powinien to znaleźć we własnym wnętrzu (choć przecież jasnym jest, że zgłębianie buddyzmu nie ogranicza się do czytania jego pierwotnych tekstów, lecz również i do późniejszej produkcji dużo mniej rozsądnych sekt w łonie buddyzmu)
>Krytykujac chrzescijanstwo skupiasz sie glownie na katolicyzmie

nie tylko, bardzo duzo uwagi poświęcamy chrześcijaństwu jako takiemu a i nie mało innym jego odłamom
Mariusz Agnosiewicz
>Zachecam Cie do glebszego zapoznania sie z buddyzmem, a zobaczysz jak bardzo rozni sie od wszystkich religii

nie na tyle, aby uznać: to jest to. warto się z tym zapoznać tylko dla zaspokojenia ciekawości

>'kult' Buddy nie ma zadnego uzasadnienia, a kult Boga Trojjedynego jest jednym z glownych zalozen chrzescijanstwa

Mylisz się. To co rozumiemy pod pojęciem kultu nie ma usankcjonowania w ewangelii. Jeśli tak porównywać to chrześcijaństwo nie wypada aż tak źle - tj. jeśli porównać ducha ewangelii z tym co nauczał Budda. Teraz ja Ci mogę przeciwstawić, że zachwycasz się buddyzmem, a o chrześcijaństwie, o biblii masz wypaczone i płytkie pojęcie. Najwięcej pogardy i potępienia należy się temu co później stworzono, doktrynie Pawła i całej dalszej kontynuacji kościelnej i sekciarskiej. Jezus to nie chrześcijaństwo (albo inaczej, jak pisał Nietzsche: ostatni chrześcijanin umarł na krzyżu dwa tysiące lat temu). Nietzsche potrafi dostrzec równie wiele podobieństw do tego buddyjskiego nihilizmu w postawie Jezusa ewangelijnego.
Warto zauważyć, że Nietzche nazywając i buddyzm i chrześcijaństwo religiami dekadenckimi to Jezusa określa mianem "najbardziej interesującego dekadenta". Jezus przypomina mu "jakiegoś Buddę". Jezusową nowinę postrzega jako zdziecinnienie, coś bliskiego buddyjskiemu spokojowi serca ! Odrzuca wszystkie propagandowe bojowe rysy jakimi go przyozdobiono, uważam, że jego analiza psychicznej strony postawy Jezusa jest bardzo interesująca. I w tym przypadku trudno jest dostrzec wyraźną wyższość buddyzmu, może wcale jej nie da się już dostrzec. Przytoczę kilka fragmentów Nietzschego o tym "ostatnim chrześcijaninie":
"...sprzeciwiam się, by w typ Odkupiciela wpisywano rysy fanatyka: już samo słowo imperieux, którego używa Renan, anuluje ten typ. "Dobrą nowiną" jest to właśnie, że nie ma już przeciwieństw; Królestwo Niebieskie należy do dzieci; wiara, którą się tu głosi, nie jest wiarą wywalczoną - istnieje ona od początku, jest niejako dziecinnością, którą kamufluje duchowość. (...) Wiara taka nie gniewa się, nie gani, nie broni się: nie wyciąga "miecza" - (...) Wiara ta nie nadaje sobie także formuł - ona żyje, broni się przed formułami.".
Znajdujemy nawet coś takiego:
"Wśród Hindusów posługiwałby się on pojęciami systemu samkhyam, wśród Chińczyków pojęciami Lao-tsego - i nie odczułby przy tym żadnej różnicy. - Można by, z niejaką tolerancją terminologiczną, nazwać Jezusa "wolnym duchem" - który nic sobie nie robi z wszystkiego, co ustalone: słowo zabija wszystko, co ustalone, zabija. Pojęcie "doświadczenie życia", znane tylko Jezusowi, sprzeciwia się wszelkiemu słowu, wszelkiej formule, wszelkiemu prawu, wszelkiej wierze, wszelkiemu dogmatowi. Mówi on tylko o najgłębszym wnętrzu: słowa, takie jak "życie", czy "prawda", czy światło , są u niego słowami, które oznaczają najgłębsze wnętrze - wszystko pozostałe, cała rzeczywistość, cała natura, sam język, ma dla niego jedynie wartość znaku, przypowieści. - Nie wolno się tu pomylić, choć ogromna jest pokusa, która kryje się w chrześcijańskim, tzn. w kościelnym przesądzie: taka symbolika par excellence pozostaje poza wszelką religią, poza wszelkimi pojęciami kultu , poza wszelką historią, poza wszelkim przyrodoznawstwem, poza wszelkim doświadczeniem świata, poza wszelkimi wiadomościami, poza wszelką polityką, poza wszelką psychologią, poza wszelkimi książkami, poza wszelką sztuką - jego "wiedza" to właśnie głupota co do faktu, że coś takiego istnieje. Kultura nie jest mu znana nawet ze słyszenia, nie potrzebuje z nią walczyć - nie neguje jej..."
"W całej psychologii "ewangelii" brak pojęć "winy" i "kary"; tak samo pojęcia "nagrody". "Grzech", wszelki stosunek dystansu pomiędzy Bogiem i człowiekiem zostaje usunięty - właśnie to jest "radosną nowiną". Nie obiecuje się błogości, nie wiąże jej z jakimiś warunkami: błogość jest jedyną realnością - wszystko inne to znaki, dzięki którym można o niej mówić... Następstwo takiego stanu projektuje się na nową praktykę, właściwie ewangeliczną praktykę. Momentem, który wyróżnia chrześcijanina, nie jest "wiara": chrześcijanin działa, wyróżnia się odmiennością działania. Wyróżnia się tym, że ani swym słowem, ani w swym sercu nie sprzeciwia się człowiekowi, który jest wobec niego zły. Że nie robi różnicy między obcym i tubylcem, między Żydem i nie-Żydem ("bliźni" to właściwie współwyznawca, Żyd). Że na nikogo się nie gniewa, nikogo nie lekceważy. Że ani nie pokazuje się w sądach, ani nie daje się zaangażować ("nie przysięgać") Że w żadnym razie, nawet w przypadku dowiedzionej niewierności żony, nie rozstaje się z nią - Wszystko, w gruncie rzeczy, jedną zasadą, wszystko następstwem jednego instynktu -
Życie Odkupiciela nie było niczym innym jak taką praktyką - również jego śmierć nie była niczym innym... Nie potrzebował on już żadnych formuł, żadnego rytu dla obcowania z Bogiem - nawet modlitwy. rozliczył się z całą żydowską doktryną pokuty i pojednania; wie, że jedynie dzięki praktyce życia można się czuć "bosko", "błogo", "ewangelicznie", stale czuć się "dzieckiem Bożym". Drogą do Boga nie jest "pokuta", nie jest "modlitwa o przebaczenie": jedynie ewangeliczna praktyka prowadzi do Boga, właśnie ona jest "Bogiem" - Sprawami, z którymi zerwała ewangelia, był judaizm pojęć "grzechu", "przebaczenia grzechu", "wiary", "odkupienia poprzez wiarę" - "radosna nowina" zanegowała całą judaistyczną doktrynę Kościoła
Głęboki instynkt, który dyktuje, jak należy żyć, aby czuć się niebiańsko, aby czuć się "wiecznym", podczas gdy wszelka inna postawa nie pozwala czuć się niebiańsko: jedynie to jest psychologiczną realnością "zbawiania". - Nowy sposób życia, nie zaś nowa wiara..."
Mariusz Agnosiewicz
"Już samo słowo "chrześcijaństwo" jest nieporozumieniem - w istocie rzeczy, był tylko jeden chrześcijanin, który umarł na krzyżu. "Ewangelia" umarła na krzyżu. Co odtąd zwie się "ewangelią", jest już przeciwieństwem, tego, czym on żył: "złą nowiną", dysangelium. Jest to aż absurdalnym fałszem, gdy za odznakę chrześcijanina uważa się jakąś wiarę, np. wiarę w odkupienie przez Chrystusa: chrześcijański charakter ma tylko praktyka chrześcijańska, życie takie, jak życie tego, który umarł na krzyżu..."
"...zdziczały kult tych rozchwianych dusz nie utrzymał już owego ewangelicznego zrównania wszystkich jako dzieci Bożych, o którym uczył Jezus"
itd. etc.
Jak widać - bardzo to nihilistyczne w swej istocie. System bratni buddyzmowi : ))
Tak więc - nim zaczniesz się oferować z nową mądrością, z księgami buddyjskimi powinieneś dostrzec, że wykazałeś przypuszczalnie wiele ignorancji odnośnie chrześcijaństwa.
Gdybym potrzebował jakiejś doktryny nie musiałbym z pewnością składać intelektualnego pokłonu lamom.
Andrzej
Przeczytalem wszystkie Twoje odpowiedzi i z czescia argumentow zgadzam sie (ale o tym pisalem juz wczesniej). Niestety z wiekszoscia zgodzic sie nie moge...

I tak, na przyklad, nie moge sie zgodzic z zarzutem osobistym, jakobym wykazywal sie ignorancja wobec chrzescijanstwa. Faktycznie kult Boga Trojjedynego powstal juz po Chrystusie (bo on jest jednym ze skladnikow tej Trojjedynosci), ale sam kult Boga jest od podstaw tej i innych religii (dodajmy, ze Boga wyjatkowo okrutnego i zazdrosnego, co w odniesieniu do owieczek jest grzechem, ale On sam moze taki byc).

Ponad to probujesz mnie na sile wrzucic do worka 'fascynatow' i 'mody na buddyzm'. To tak jakbym ja Ciebie probowal wrzucic do wora 'anarchistow' i 'mody odchodzenia trzodki od kosciola'. To bezsensu i prowadzi do nikad...

Oburzasz sie na 'lame-papieza' (jak sam go nazwales). Samo takie stwierdzenie jest bledne i swiadczy o 'ciasnocie umyslowej' (to cytat z Ciebie ). Nie umiesz ogladac swiata inaczej niz przez pryzmat swojej kultury - kultury chrzescijanskiej. W buddyzmie sa jeszcze lamowie, Rinpocze, Panczenlamy i cala masa innych dziwnych tytulow, a nie sa to odpowiedniki biskupow, itp.

Wydaje mnie sie, ze nie uznajesz zadnych autorytetow. Nie mam zamiaru zmuszac Cie do uznania jako autorytetu Dalaj Lamy, ale widze, ze alergicznie reagujesz na kazdego czlowieka, ktory moze miec cos madrego do powiedzenia, a inni go sluchaja. Byc moze gdybys zaczal opierac swoje teksty na wlasnych doswadczeniach i lekturach buddyjskich (w zrodlach, cytowanych przez Ciebie nie ksiag buddyjskich). Nie mozesz mowic o obiektywnym osadzie buddyzmu, bo kierujesz sie tylko opiniami innych, sam nic nie wiedzac na ten temat, poza obiegowymi opiniami i tym, ze jest to 'moda zachodu'. Argument, ze sieganie do publikacji Swiadkow Jehowy jest w pelni uzasadnione, bo warto czasami podeprzec sie argumentami przeciwnikow ideowych, jest calkiem bez sensu... Przywal katolikom ustami zydow, zydom ustami chrzescijan, muzlumanom ustami protestantow i bedzie fajna zadyma. Ale z rajonalizmem nie bedzie to mialo nic wspolnego! Czy uwazasz sie za religioznawce? Jak narazie przepisujesz jedynie cudze opinie, czasem je rozwijasz i opatrzasz komentarzem z seri 'a nie mowilem - wszystko jest glupie'.

Alergiczne reakcje masz takze na krytyke. Bardzo sie zloscisz, posrednio (lub nie) zarzucasz glupote i ignorancje osobom, ktore odwazyly sie napisac slowo nie tyle krytyki, co malo przychylne uwagi. Nie pisze tego tylko na podstawie naszej dyskusji, ale wiedze jak traktujesz innych rozmowcow. Wyluzuj, bo od innych tez mozesz sie wiele nauczyc (nie mowie, ze koniecznie ode mnie ).

Na koniec chcialbym przytoczyc Ci fragment wypowiedzi Buddy, ktory wiele mowi o tej filozofii/religii, i ktory jest powtarzany przez wszystkich buddyjskich nauczycieli (z Dalaj Lama na czele):

"Nie przyjmujcie czegos tylko dla tego, ze powiedzial to Budda, poddajcie to osadowi wlasnego rozumu i dopiero wtedy orzekniecie czy jest to prawdziwe (dobre) czy nie".

Pozdrawiam!

Wróć do listy wątków działu Sprawy portalu

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365