Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy was też denerwuje...

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
13-06-2006 18:53Moon-FlowerCzy was też denerwuje...
Podzielcie się ze mną informacją, czy was też denerwuje, kiedy jakiś zwolennik religi, metafizyki, astrologii czy Bóg wie czego jeszcze ( ) , który w gruncie rzeczy wie tylko tyle ze jesteście ateistami, podchodzi i mówi z pogardą "Żal mi ciebie. Jesteś ślepa/y. Nie wiesz tego, co ja wiem. Pochłoną cię piekielne płomienie jeśli się nie zmienisz."
A ponoć to oni pałają miłością do bliźniego... ;/

zima_bez_ciastka
Jeśli nie zna Cię na tyle, by wiedzieć jakim człowiekiem jesteś i mówi takie rzeczy, to prawdopodobnie wariat (nie wiadomo tylko, czy sezonowy, czy całoroczny). Właściwa reakcja w momencie, gdy przyciągniesz uwagę wariata polega na powolnym, bez żadnych gwałtownych ruchów, zwróceniu się w jego stronę i spokojnym, wyraźnym, bez akcentów i śladu zdenerwowania, za to stanowczym głosem wyartykułowanie:
Wariant1 -Masz rację. (Wiadomo wariata lepiej nie denerwować.)
Wariant2 -Przepraszam nie mam czasu. Możesz jutro. (Chcesz dodaj jakieś wytłumaczenie, na przykład ślimaki, które hodujesz mają właśnie okres lęgowy, a Ty nie chciałbys tego przegapić. [Wiadomo wariat szybko się peszy, gdy nie rozmawiasz o temacie jego fiksacji.])
Wariant3 -Co?? (Ale nie jest to zwykłe 'co'. Patrzysz jednocześnie skoncentrowanym wzrokiem ponad jego lewym ramieniem, jakby tam stał ktoś, z kim o wiele bardziej warto jest rozmawiać. [zignorowany wariat nie bardzo wie, co ze sobą robić.])

Pracowanie na wrzody żołądka z powodu osoby, której brak elementarnych podstaw życia społecznego, nie jest najinteligentniejszym rozwiązaniem. Kiedy uświadomisz sobie, z kim masz do czynienia, łatwiej Ci będzie odpowiednio zareagować.
Pozdrawiam
PS. Nie poleca się wchodzenia z wariatem w dyskusję, o ile się wcześniej nie ustali reguł dyskusji. Inaczej może ucierpieć wiara, w to, że człowiek jest istotą rozumną. (Choć sa tacy, którzy rozwinęli odpowiednią odporność i ich ta przestroga nie dotyczy.)
kasper (153 punktów)
>"Żal mi ciebie. Jesteś ślepa/y. Nie wiesz tego, co ja wiem.
>Pochłoną cię piekielne płomienie jeśli się nie zmienisz."

Na szczęście, jeszcze nikt takich słów, nie użył wobec mojej osoby.

>(..) czy was też denerwuje,

Na pewno zdenerwowałbym się.

Warianty, które zostały przytoczone, nie pasowałyby do mojej odpowiedzi
Jestem osobą nerwową i o powściągliwości, w tym przypadku, nie byłoby mowy.

Oczywiście zdrowie jest najważniejsze, więc zdenerwowanie nie jest wskazane.

Pozdr.
Jarek (418 punktów)
>Podzielcie się ze mną informacją, czy was też denerwuje,
>kiedy jakiś zwolennik religi, metafizyki, astrologii czy Bóg
>wie czego jeszcze ( ) , który w gruncie rzeczy wie tylko
>tyle ze jesteście ateistami, podchodzi i mówi z pogardą
>"Żal mi ciebie. Jesteś ślepa/y. Nie wiesz tego, co ja wiem.
>Pochłoną cię piekielne płomienie jeśli się nie zmienisz."
>A ponoć to oni pałają miłością do bliźniego... ;/
Bardzo mu współczuję, taki człek jest biedną osobą. I nic więcej.
Pozdrawiam
rozumek
> czy was też denerwuje,
Mnie nie denerwuje, bo kocham bliźniego, więc wierzę w jego Boga (każdego). Żal mi tych nieszczęśników, którzy tak strasznie chcieliby i...nie mogą.
J. Sikorski (73 punktów)

>"Pochłoną cię piekielne płomienie jeśli się nie zmienisz."
>A ponoć to oni pałają miłością do bliźniego... ;/

niektórzy nawet 'zieją miłością bliźniego' - np Radio M.
Joda (8 punktów)
W ciemną stronę mocy wierzyć on musiał...

MAY THE FORCE BE WITH YOU
quasar (219 punktów)
Normalnie mało mnie to obchodzi, denerwuje tylko wtedy, gdy wiem, że rozmówca jest hipokrytą i swoją religijność ma tylko na pokaz.
Jarek (418 punktów)
>Normalnie mało mnie to obchodzi, denerwuje tylko wtedy, gdy wiem, że rozmówca jest hipokrytą i swoją religijność ma tylko na pokaz.
W większości przypadków są to hipokryci, bo albo wierzą na zapas, na wszelki wypadek jak by się okazało że bóg istnieje, bo tak wypada żeby babcia nie wydziedziczyła. Wiara jest jak filozofia, albo się postępuje wedle zasad albo nie ma mowy ani o wierzącym ani o filozofie, od jednego i drugiego dużo wymagamy - i dobrze.
Pozdrawiam
rozumek
>Normalnie mało mnie to obchodzi, denerwuje tylko wtedy, gdy wiem, że rozmówca jest hipokrytą i swoją religijność ma tylko na pokaz.
A gdy tak gada, hipokrytą jest bez żadnych wątpliwości i religijność ma WYŁĄCZNIE na pokaz, albo ze strachu przed sobą samym i normalnym życiem.
Lichacz (2050 punktów)
>Podzielcie się ze mną informacją...

Ostatnio na forum - oneci, kilkarotnie chciano mnie nawracać, albo obrazić, przysyłano mawet emaile. Zwróciłem się prośbą, aby mi zwracali moje pieniążki, ponieważ uważam, że w naszym kraju katolik nawet modląc się w kościele okrada mnie z moich podatków. Nie bywam w tej instytucji i nie widzę jakiegokolwiek powodu, abym płacił za cudze przyjemności.

Kto odpisał - nikt.

Może to jest właśnie jedna z metod na nich. Ja na razie tylko z tym sposobem eksperymentuję, ale efekty już teraz są adowalające.
Pozdrawiam
rozumek
>Ostatnio na forum - oneci, kilkarotnie chciano mnie nawracać, albo obrazić, przysyłano mawet emaile. Zwróciłem się prośbą, aby mi zwracali moje pieniążki, ponieważ uważam, że w naszym kraju katolik nawet modląc się w kościele okrada mnie z moich podatków. Nie bywam w tej instytucji i nie widzę jakiegokolwiek powodu, abym płacił za cudze przyjemności.
>Kto odpisał - nikt.
>Może to jest właśnie jedna z metod na nich. Ja na razie tylko z tym sposobem eksperymentuję, ale efekty już teraz są adowalające.
Podoba mi się Twój eksperyment, bo na takich eksperymentatorach, eksperymentować nie tylko można, ale nawet trzeba (oczywiście racjonalnie, czyli w ten właśnie sposób).
prus
W wielu przypadkach wspóczuję, ale takie relacje są symetryczne (potwierdzenie znajduję się w wypowiedziach wielu z Was).
Mój bardzo dobry kolega ateista stwierdził razu pewnego, że moje uczestnictwo w Kościele było zaćmieniem umysłu, chorobą przewlekłą, nieleczeną schizofremią, defektem mózgu na poziomie DNA. Analogia retoryki jego i osób, które opisujecie jest dość wyraźna.
Nasz konsensus osiągneliśmy w punkcie: "Tolerancja jest to gotowość przyznania przedstawicielowi innego światopogladu tej samej dozy inteligencji i dobrej woli, co sobie" Karl Rohner (cytat ze Złotej Myśli Racjonalisty).
Może czasem też warto spróbować z tymi ludźmi porozmawiać zamiast mnożyć antagonizmy (przynajmniej z tymi co nie wrzeszczą, plują i strofują) . Prawdopodobieństwo porozumienia jest nikłe (z głupotą się nie dyskutuje), ale nie zerowe.
rozumek
> W wielu przypadkach wspóczuję, ale takie relacje są symetryczne (potwierdzenie znajduję się w wypowiedziach wielu z Was).
> Mój bardzo dobry kolega ateista stwierdził razu pewnego, że moje uczestnictwo w Kościele było zaćmieniem umysłu, chorobą przewlekłą, nieleczeną schizofremią, defektem mózgu na poziomie DNA. Analogia retoryki jego i osób, które opisujecie jest dość wyraźna.
Zaćmieniem umysłu nie jest uczestnictwo w jakimkolwiek kościele (wszyscy, w jakichś wspólnotach, nie koniecznie religijnych, uczestniczymy), ale zaćmienie umysłu przez wspólnotę. Taki z zaćmionym umysłem, nigdy nie wypowiada swojego zdania, bo zawsze czuje się wyrazicielem "opinii publicznej" i oczywiście, w stosunku do innych, używa tej samej retoryki, której inni używają wobec niego (tyle, że ci inni, robią to zazwyczaj znacznie delikatniej).
Oczywiście, na każdym forum wypowiadają się różni ludzie. Odnoszę jednak wrażenie, że przesadzasz twierdząc, że na tym akurat, "zaćmienie" przejawia tak wielu ateistów. Nie wiem jak to jest z Tobą i kolegą, bo macie niemal równe szanse na zaćmienie umysłu i równe na otwarcie go na cały wszechświat. On jest tylko w o tyle lepszej sytuacji, że żadna "wspólnota myśli" nie miesza mu w głowie od dziecka (albo mieszała krócej).
prus
rozumek: Odnoszę jednak wrażenie, że przesadzasz twierdząc, że na tym akurat, "zaćmienie" przejawia tak wielu ateistów.

To twierdzenie wkładasz mi w usta sam.
Zaćmienie było określeniem użytym przez kolegę w stosunku do mnie.
Ja wypowiedz kolegi przyrównałem do osób atakujących osoby wypowiadające sie na tym forum. Miał być przykładem, że ci ludzie może nie zawsze zasługują na epitety im posyłane. Kolega jest inteligenty i tolerancyjny a mimo to posłużył się stereotypem (egzystującym w pewnych środowiskach) wierzący=zdefektowany,bezmyślny,chory.

On jest tylko w o tyle lepszej sytuacji, że żadna "wspólnota myśli" nie miesza mu w głowie od dziecka (albo mieszała krócej).

Właśnie miesza jak widać. Wspólnota mysli "sprzedała mu" przesąd (j.w.) Ani lepszy, ani gorszy niż przesądy wskazywane przez osoby wypowiadające sie na tym forum. Może inny, nowszy.

Taki z zaćmionym umysłem, nigdy nie wypowiada swojego zdania, bo zawsze czuje się wyrazicielem "opinii publicznej" i oczywiście, w stosunku do innych, używa tej samej retoryki, której inni używają wobec niego (tyle, że ci inni, robią to zazwyczaj znacznie delikatniej).

Zdanie zagadka. Kim są ci inni?

PS: Jak uzyskać śliczny zielony kolor przy cytowaniu?
placownik (17853 punktów)

>PS: Jak uzyskać śliczny zielony kolor przy cytowaniu?

   Poprzedzając cytowany fragment znakiem >

   A efekty warto sprawdzić klikając na pole "Podgląd odpowiedzi". Dopiero jeśli uznasz je za zadowalające kliknij pole "Odpowiedz..."

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
rozumek
>Właśnie miesza jak widać. Wspólnota mysli "sprzedała mu" przesąd (j.w.) Ani lepszy, ani gorszy niż przesądy wskazywane przez osoby wypowiadające sie na tym forum. Może inny, nowszy.
Wszystko zależy od tego, kto rozpoczyna rozmowę na temat wiary, a nie wiedzy (kto rozwiesza lub zdejmuje krzyż i kto swój teizm/ateizm usiłuje "wcisnąć" rozmówcy).
Byli i są ludzie, którzy ani w stare, ani nowe przesądy nie wierzą. Nie wierzą w nic, czego nie wiedzą, a "wiedzą, że nic nie wiedzą". Ci ludzie, to m.in. prawdziwi filozofowie i prawdziwi naukowcy, ale nie tylko. Takim ludziom, zaćmienie umysłu (uleganie stereotypom) zdarza się sporadycznie, choć oczywiście też się zdarza. W tego typu ludzi (zamiast we własny rozum i własne zmysły), wierzą inni. Gorzej, gdy taki z zaćmieniem, tak głęboko uwierzy w swoją wiarę, że żyje w przekonaniu, że jego "bóg" lub "bogowie" nie tylko wszystko wiedzą, ale także wszystko mu powiedzą i wszystko za niego załatwią na przyszłość (łącznie z życiem wiecznym).
Każdy człowiek w coś wierzy, tyle że nie każdy, równie chętnie jak inni, łamie drugie przykazanie wiary chrześcijańskiej i równie chętnie rozmawia o swoim bogu. Nie uważasz, że można byłoby uszanować uczucia religijne tych ludzi i nie zmuszać ich do łamania przykazań jakiegokolwiek boga? Nie uważasz, że można pozwolić im, niezależnie od wiary, wyznawać, że "wiedzą, że nic nie wiedzą"? Po co zmuszać, by przyznali się, że wiedzą wszystko (choćby "tylko" o swoim bogu)?
>>Taki z zaćmionym umysłem, nigdy nie wypowiada swojego zdania, bo zawsze czuje się wyrazicielem "opinii publicznej" i oczywiście, w stosunku do innych, używa tej samej retoryki, której inni używają wobec niego (tyle, że ci inni, robią to zazwyczaj znacznie delikatniej
>Zdanie zagadka. Kim są ci inni?
Wszyscy (nawet dzieci), z którymi rozmawiasz z głębokim przekonaniem o tym, że wiesz o nich więcej, niż dowiedziałeś się od nich samych.
stormrider (206 punktów)
> Mój bardzo dobry kolega ateista stwierdził razu pewnego, że moje uczestnictwo w Kościele było zaćmieniem umysłu, chorobą przewlekłą, nieleczeną schizofremią, defektem mózgu na poziomie DNA.

Z zaćmieniem umysłu spotykamy się w sytuacji, gdy jesteśmy o czymś do końca przekonani, gdy wierzymy w coś bez żadnych wątpliwości. I nie ma tutaj znaczenia co to jest; czy to bóg, czy technologia która uczyni wszystkich szczęśliwymi. Gdy spotykamy na drodze człowieka, który wierzy w ten sposób to tak jakbyśmy się spotykali ze ścianą. najlepszym sposobem na jej pokonanie jest ją ominąć. Można ją próbować rozbić, ale to zadanie dla wytrwałych z OGROMNĄ WIARĄ.

_________________________________________
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie.
W.Stoczkowski

prus
Psychologia fanatyka i osób otwartych - moje zdanie.

>Z zaćmieniem umysłu spotykamy się w sytuacji, gdy jesteśmy o czymś do końca przekonani, gdy wierzymy w coś bez żadnych wątpliwości.

Wydaję mi się, że istota sprawy leży trochę głębiej. Można być przekonanym o czymś do końca i być tolerancyjnymi gdy uznamy, że moglibysmy postępować, myśleć inaczej (gdyby np. inaczej potoczyły sie nasze losy) gdy przyznamy dyskutantowi tyleż samo dobrej woli:
1. Argument "taki sobie" (ale pewny):
To, że jestem pewny swojej heteroseksualność nie oznacza, że nie mogę być tolerancyjny wobec osób homoseksualnych.
2. Argument doskonały (ale zweryfikowany tylko przez moją intuicję psychologiczną):
Józef Tischner był głeboko przekonany co do swojego światopoglądu i był osobą tolerancyjną, otwartą na dialog podobnie Stanisław Lem.

>I nie ma tutaj znaczenia co to jest; czy to bóg, czy technologia która uczyni wszystkich szczęśliwymi. Gdy spotykamy na drodze człowieka, który wierzy w ten sposób to tak jakbyśmy się spotykali ze ścianą. najlepszym sposobem na jej pokonanie jest ją ominąć. Można ją próbować rozbić, ale to zadanie dla wytrwałych z OGROMNĄ WIARĄ.

Zgadzam się w pełni.
Pozdrawiam
rozumek
>1. Argument "taki sobie" (ale pewny):
>To, że jestem pewny swojej heteroseksualność nie oznacza, że nie mogę być tolerancyjny wobec osób homoseksualnych.
Pytanie, czy jesteś równie tolerancyjny wobec a-seksualnych. Pytanie, czy nie jesteś przekonany o ich homoseksualizmie. I czy nie jesteś pewien, że Twoja orientacja jest lepsza od orientacji tych ostatnich. Pytanie, czy cudza orientacja (i cudza wiara) jest ci OBOJĘTNA. To, czy ją tolerujesz, to Twoja prywatna sprawa.
prus
>Pytanie, czy jesteś równie tolerancyjny wobec a-seksualnych. Pytanie, czy nie jesteś przekonany o ich homoseksualizmie. I czy nie jesteś pewien, że Twoja orientacja jest lepsza od orientacji tych ostatnich. Pytanie, czy cudza orientacja (i cudza wiara) jest ci OBOJĘTNA. To, czy ją tolerujesz, to Twoja prywatna sprawa

dlatego napisałem, że argument jest taki sobie...
prus
-taktyka kałaszniowa...
proszę bardzo:

>I czy nie jesteś pewien, że Twoja orientacja jest lepsza od orientacji tych ostatnich.
lepsza pod jakim względem?

>Pytanie, czy cudza orientacja (i cudza wiara) jest ci OBOJĘTNA.
obojętna - w sensie pozytywnym (neutralna, bez ładunku emocjonalnego)czy negatywnym (obojętna jak śnieg w srodku lata)?

>Pytanie, czy nie jesteś przekonany o ich homoseksualizmie.
czy mam wierzyć przyjacielowi, który mówi mi, że jest przekonany o swoim homoseksualizmie?

>To, czy ją tolerujesz, to Twoja prywatna sprawa
toleracja jest problemem jak najbardziej publicznym
stormrider (206 punktów)
>>Z zaćmieniem umysłu spotykamy się w sytuacji, gdy jesteśmy o czymś do końca przekonani, gdy wierzymy w coś bez żadnych wątpliwości.
>Wydaję mi się, że istota sprawy leży trochę głębiej. Można być przekonanym o czymś do końca i być tolerancyjnymi gdy uznamy, że moglibysmy postępować, myśleć inaczej (gdyby np. inaczej potoczyły sie nasze losy).

Podstawą jest tu przekonanie o własnej nieomylności. Jesli zakładamy możliwość swojej omylności to tym samym znika 100 procentowa pewność. chyba jedno wynika z drugiego. No i otwartość. Jeśli ktoś posiada zamknięty światopogląd, to nie ma szans na tolerancję. Tylko, że taki światopogląd daje tak upragnioną przez wielu pewność gruntu na którym się stoi. Inna sprawa, że jest to złudna pewność

Pozdrawiam
_________________________________________
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W Stoczkowski
prus
>Podstawą jest tu przekonanie o własnej nieomylności. Jesli zakładamy możliwość swojej omylności to tym samym znika 100 procentowa pewność. chyba jedno wynika z drugiego. No i otwartość. Jeśli ktoś posiada zamknięty światopogląd, to nie ma szans na tolerancję. Tylko, że taki światopogląd daje tak upragnioną przez wielu pewność gruntu na którym się stoi.

-hipoteza cholernie ciężka do zfalsyfikowania. przekonałes mnie chyba.
poszukam kontroargumentu wieczorem - rano mi się ciezko myśli...
Olmlyr (79 punktów)
nie jestem ateistą ale wkurzaja takie zagrywki. Równie dobrze można mu powiedzieć to samo!!! No ale nie zniżajmy się do ich poziomu...
Teresa (2693 punktów)
>czy was też denerwuje,
>kiedy jakiś zwolennik religi, metafizyki, astrologii czy Bóg
>wie czego jeszcze ( ) , który w gruncie rzeczy wie tylko
>tyle ze jesteście ateistami, podchodzi i mówi z pogardą
>"Żal mi ciebie. Jesteś ślepa/y. Nie wiesz tego, co ja wiem.
>Pochłoną cię piekielne płomienie jeśli się nie zmienisz."

Jedno mnie zastanawia: dlaczego zwolennik astrologii miałby straszyć kogoś piekłem skoro astrologia jest zabobonem i grzechem za który można trafić do piekla?!

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365